Obywatelski projekt ustawy co do zasady dotyczy sklepów i przedsiębiorców. Ale – jak się okazuje – zaproponowany w nim przepis karny może uderzyć także w zwykłych obywateli, którzy będą sprzedawać w niedzielę prywatne rzeczy. Artykuł 6 ustawy wskazuje bowiem, że karze więzienia do dwóch lat podlega ten, kto dopuszcza się handlu oraz wykonywania innych czynności sprzedażowych zakazanych w ustawie w niedziele oraz wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę.

Pojawia się pytanie, czy pojęcie „zakazanych w ustawie” odnosi się wyłącznie do „innych czynności sprzedażowych”, czy również do handlu. Jeśli za właściwy uznamy pierwszy wariant, to wyjdzie na to, że karze będzie podlegał każdy, kto dopuszcza się handlu w niedzielę (także tego niezakazanego w ustawie). W praktyce prokurator będzie mógł zapukać do drzwi prywatnej osoby, która w święto sprzeda np. własny samochód czy zalegającą w piwnicy gitarę.

– Z konstrukcji przepisu karnego wynika, że rzeczywiście może być on stosowany wobec każdego obywatela – wskazuje prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS. Choć – jego zdaniem – trudno w tym wypadku posądzać kogokolwiek o celowe działanie.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na to, że ustawowa definicja handlu jest szalenie pojemna – to proces polegający na sprzedaży, czyli wymianie dóbr na środki pieniężne. Czyli sprzedaż gitary lub samochodu sąsiadowi jak najbardziej pod nią podpada. – Pakiet wyłączeń opisanych w projekcie przewidziany jest zaś wyłącznie dla profesjonalistów w obrocie, a nie dla osób fizycznych – zaznacza prof. Chmaj. Jego zdaniem pod względem legislacyjnym ustawa została napisana w skandaliczny sposób.

Zastrzeżenia te podziela radca prawny Łukasz Ozga, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga. Twierdzi, że gdyby rzeczywiście zastosować przepis karny w sposób zgodny z jego literalnym brzmieniem, okazałoby się, że obejmowałby nie tylko transakcje dokonywane przez osoby zawodowo trudniące się handlem, lecz także te, które dotyczą jedynie jednorazowej sprzedaży prywatnych rzeczy.

– Nie może być tak, że aby zastosować daną normę prawną w sposób poprawny i zgodny z intencją prawodawcy, konieczne jest przeprowadzenie wykładni celowościowej już w chwili wejścia w życie przepisów – komentuje mec. Ozga.

Jego zdaniem rozwiązania można szukać nie tyle w zmianie definicji handlu, ile w skierowaniu normy prawnej zawierającej sankcję karną do określonej grupy podmiotów. Mówiąc prościej, ustawodawca nie powinien godzić się na to, by w ustawie odnoszącej się wyłącznie do kwestii wprowadzenia zakazu handlu w niedziele i święta użyto wyrazu „kto”. Ten bowiem, zgodnie z par. 144 zasad techniki prawodawczej, oznacza każdą osobę fizyczną.

Niektórzy eksperci uważają jednak, że – owszem – można mieć wątpliwości co do jasności przepisu, jednak ostatecznie osoby fizyczne nie będą podlegały przewidzianym sankcjom. – Moim zdaniem przepis, choć nie jest dobrze sformułowany, to nie penalizuje jakiegokolwiek handlu prowadzonego w niedzielę. Chodzi tylko o handel oraz wykonywanie innych czynności sprzedażowych, które są zakazane w projektowanej ustawie. Sankcje karne mogą zatem spotkać tych, którzy sprzedają w niedzielę w placówkach handlowych – twierdzi radca prawny Witold Chomiczewski z kancelarii Lubasz i Wspólnicy. Niemniej także on przyznaje, że w niektórych sytuacjach zwykły Kowalski będzie narażony na sankcje. – Jest tak z uwagi na bardzo szeroką definicję placówki handlowej. Uznana za nią może być również giełda samochodowa. Bo przecież prowadzony jest na niej handel detaliczny, a także sprzedaż towarów kupionych w celu odsprzedaży – uważa mec. Chomiczewski.

Na szczęście parlamentarzyści mają jeszcze czas na poprawienie projektu zgłoszonego przez Solidarność. Alfred Bujara, przedstawiciel komitetu inicjatywy ustawodawczej, zapewnia, że nie ma nic przeciwko zmianom, które ewentualnie zaproponuje biuro legislacyjne Sejmu. O ile oczywiście będą one zgodne z intencją projektodawcy. – A na pewno nie jest nią karanie osoby niezwiązanej z handlem, która sprzedaje własny samochód w niedzielę. Przy projektowaniu sankcji karnej chodziło nam wyłącznie o to, aby przepis był szczelny i nie pozwalał na obchodzenie prawa przez właścicieli dużych sieci handlowych – twierdzi Bujara. ⒸⓅ