Niektórzy pozwolili sobie sformułować tezę, jakoby zamieszanie związane z ustawą aborcyjną miało na celu przygłuszyć sprawę nowego porozumienia handlowego, które de facto znalazło się w ogniu mocnej krytyki. Jednak w rzeczywistości zarówno argumentów za, jak i przeciw, jest niezmiernie wiele, toteż jednoznaczna ocena nowego układu wydaje się bardzo trudna.

Trendy w globalnej gospodarce od drugiej połowy XX wieku są nader wyraźne. Poszczególne gospodarki systematycznie zacieśniają swoją współpracę oraz z pomocą międzynarodowych instytucji podejmują liczne działania w celu zapewnienia m.in. wolnego przepływu towarów. W tym właśnie celu została stworzona Kompleksowa Umowa Gospodarczo – Handlowa pomiędzy UE a Kanadą tzw. CETA. Na mocy niniejszego porozumienia zostaną zlikwidowane dotychczasowe cła, a europejskie przedsiębiorstwa zostaną dopuszczone do rynku kanadyjskich zamówień publicznych. Dodatkowo dokument przewiduje zacieśnienie pracy w zakresie regulacji, liberalizację handlu usługami oraz zawiera szereg zapisów na rzecz wspierania wzajemnych inwestycji. Nowe uzgodnienia mają przynieść wymierne, a zarazem obustronne korzyści w postaci znaczących oszczędności eksporterów oraz z tytułu zacieśnienia współpracy gospodarczej między UE a Kanadą. Ponadto, w oczach autorów niezaprzeczalnym beneficjentem będzie rynek pracy.

>>> Czytaj też: Unia buntuje się przeciw CETA. Premier Kanady zaniepokojony

Nowe porozumienie znalazło jednak wielu przeciwników, którzy zwracają uwagę na szereg czynników ryzyka oraz potencjalnych zagrożeń jakie niesie ze sobą CETA. Największe obawy skoncentrowane są na dwóch obszarach: rynku rolnym oraz rozwiązaniu prawnym ,,inwestor przeciw państwu”. Krytycy zarzucają, że umowa wpłynie na skokowy przyrost kanadyjskiej żywności GMO na rynku europejskim (Kanada jest jednym z największych na świecie producentów GMO). Ponadto, według oponentów pozycja rozdrobnionych polskich gospodarstw rolnych zdecydowanie osłabnie w obliczu napływu działalności wielkich korporacji. W ramach umowy zostanie uruchomiony także mechanizm ochrony inwestycji, który będzie chronić inwestorów przed niekorzystnymi zmianami prawa. Według krytyków system stanowi zagrożenie dla finansów publicznych. Każdego roku rządy krajów objętych tym systemem muszą wypłacać gigantyczne odszkodowania na rzecz korporacji.

Dodatkowo przeciwnicy porozumienia handlowego między UE a Kanadą podkreślają, że wolny rynek spowoduje wzrost importu wielu produktów i usług, co negatywnie wpłynie na rynek pracy. Jest to opinia zdecydowanie odmienna od tej, którą postulują autorzy umowy. Jako przykład często przywoływane jest również utworzenie organizacji NAFTA, które bardzo negatywnie wpłynęło na meksykańską gospodarkę, a zwłaszcza na rynek rolny. W ciągu pierwszych ośmiu lat udział importu żywności w PKB wzrósł z 13% do 42%.

Argumenty krytyków nie wydają się wpływać na opinie większości polityków, którzy są skłonni ratyfikować nową umowę. Trudno się dziwić skoro rząd, oprócz wcześniej wymienionych potencjalnych korzyści gospodarczych, liczy na możliwość importu kanadyjskiej ropy naftowej. To natomiast pomoże zdywersyfikować polski łańcuch dostaw tego surowca, który obecnie zdominowany jest przez rosyjskich kontrahentów. Ponadto, argumenty przedstawiane przez przeciwników porozumienia warto zestawić z rzeczywistością, gdyż wtedy okazuje się, że przedstawione czynniki ryzyka nie generują aż tak niebezpiecznych zagrożeń.

W nawiązaniu do systemu ,,inwestor przeciw państwu” należy podkreślić, że obecnie z mechanizmu ochrony inwestycji częściej korzystają firmy europejskie. Co więcej, 45% wyroków zapada na korzyść państw, podczas gdy 22% na korzyść firm. Ponadto, system ten w rzeczywistości dba o dobro rynku, toteż nie należy go negatywnie oceniać. Natomiast przywoływanie przykładu NAFTY i następstw wynikających z jej utworzenia można skonfrontować z innymi porozumieniami o podobnym charakterze, które okazały się trafionymi przedsięwzięciami np. umowa o wolnym handlu między UE a Koreą Południową. Co więcej, rynek pracy niekoniecznie padnie ofiarą niniejszego układu. Bliższa współpraca gospodarcza między UE a Kanadą przyniesie najprawdopodobniej obustronny napływ inwestycji bezpośrednich, co znajdzie swoje odzwierciedlenie we wzroście zapotrzebowania na nowych pracowników.

Obawy dotyczące napływu żywności GMO do Europy także nie powinny być nadmiernie intensyfikowane. Eksperci wskazują, że nowe porozumienie posiada zapisy regulujące tę kwestię, co zabezpiecza europejski rynek przed zalewem GMO. Ponadto, należy pamiętać o świadomości społeczeństwa – zarówno Polacy, jak i Europejczycy zaliczani są do społeczeństw, które raczej stronią od nadmiernie przetworzonej i genetycznie zmodyfikowanej żywności. Dodatkowo wolny handel będzie także okazją dla europejskich producentów żywności, aby mocniej zaangażować się na kanadyjskim rynku.

Na tym etapie trudno przewidzieć konkretny bilans zysków i strat porozumienia handlowego między UE a Kanadą. Mimo wszystko wiele wskazuje na to, że umowa może przynieść nieco więcej korzyści niż zagrożeń. Należy również pamiętać, że nowych rozwiązań ekonomicznych nie można wcześniej przetestować, a ich efektywna ocena następuje dopiero z perspektywy ex post. W efekcie każde tego rodzaju zmiany wzbudzają wiele obaw, co nie oznacza, że należy wstrzymywać się z zastosowaniem nowych konceptów. Wolny handel zapewnia największe korzyści wszystkim uczestnikom wymiany i w skali makroekonomicznej pozytywnie wpływa na gospodarkę, dlatego też do tego właśnie dążą poszczególne państwa. W związku z tym ratyfikacja umowy handlowej między UE a Kanadą wydaje się być decyzją racjonalną i zgodną z globalnymi trendami.

>>> Czytaj też: Morawiecki o CETA: skorzystamy na handlu z Kanadą, poważne zastrzeżenia budzi arbitraż

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI