Richard Floryda, znany i wpływowy myśliciel z Uniwersytetu w Toronto, twierdzi, że właśnie tym stanie się Wielkie Jabłko. Zdaniem uczonego, który jest twórcą wpływowego pojęcia „klasa kreatywna”, powrót dobrze wykształconych i kreatywnych młodych ludzi z przedmieść do Nowego Jorku, jaki dokonał się do 2000 roku, ma złożone konsekwencje - pisze Quartz.

Gromadzenie się grupy energicznych ludzi sukcesu w jednym miejscu pobudziło wzrost gospodarczy i zwiększyło dynamikę miasta, jednak wywołało również zjawisko podniesienia ogólnego statusu życia, które zabiło miejską różnorodność, zmuszając gorzej radzące sobie osoby do opuszczenia metropolii.

Problem ten zakorzenił się nie tylko w Nowym Jorku, ale też w „supermiastach” zachodniego wybrzeża: Los Angeles czy San Francisco. Nie ominął także Europy – jest dokuczliwy szczególnie w Londynie.

- Powrót do miast klasy kreatywnej ma swoją ciemną stronę – mówi Florida. – W obrębie supermiast mamy do czynienia ze zjawiskiem „zwycięzca bierze wszystko”. Mnożą się więc przedmieścia, które odniosły skokowy sukces, ale też społeczności, które zostały w tyle – dodaje.

Potwierdzają to liczby. W szybko bogacących się dzielnicach średnie ceny czynszów w latach 2000-14 wzrosły aż o 30,4 proc., podczas gdy w innych częściach miasta podwyżki były o około połowę niższe (16,1 proc. wzrost) – wynika z raportu nowojorskiego Furman Center.

Florida podkreśla, że walka z nierównościami będzie kluczowa w kontekście dalszego rozwoju miast. To jego zdaniem sedno kryzysu wielkich miast. Staną się one tak nudne, że stracą dawną moc przyciągania. Uczony podkreśla jednak, że jest „urbanistycznym optymistą” i wierzy, że nowa generacja polityków (jak burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio) zmniejszą nierówności i zachowają różnorodność miast.