"Ci spośród rebeliantów, którzy zapowiedzieli, że poprą zawieszenie broni, przestrzegają go; i to jest istotne" – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji podczas wspólnej konferencji prasowej z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych Adilem ibn Ahmad ad-Dżubeirem w Waszyngtonie.

Jak zaznaczył, wszelkie przypadki łamania rozejmu oddalą możliwość powrotu do stołu rozmów. Wskazał jednak, że zawieszenie broni dopiero zaczęło obowiązywać.

Zaplanowany na co najmniej 72 godziny rozejm wszedł w życie w nocy ze środy na czwartek. Komentatorzy podkreślają, że mieszkańcy Sany po raz pierwszy od trzech miesięcy nie byli świadkami nocnych ostrzałów i mogli spać spokojnie.

Walcząca z jemeńskimi rebeliantami Huti koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej oskarżyła w czwartek rebeliantów o regularne łamanie zawieszenia broni. "Rozejm w ogóle nie obowiązuje" - stwierdził rzecznik koalicji Mohammed al-Assiri.

Jego zdaniem szyiccy rebelianci strzelali z moździerzy w stronę saudyjskiego terytorium, co - jak mówił - zmusiło siły koalicji, by odpowiedziały ogniem.

Szyiccy rebelianci wskazali ze swej strony, że celem ich ostatnich ataków w Arabii Saudyjskiej był wojskowy obóz szkoleniowy. Podali też, że w odwetowym ataku Saudyjczycy zabili trzech cywilów.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, kiedy wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha kres położyła społeczna rewolta. Tylko południowa część kraju wraz z Adenem podlega rządowi popieranemu przez Arabię Saudyjską, Stany Zjednoczone i arabską koalicję sunnicką. Koalicja od marca 2015 roku zwalcza powiązany z Iranem ruch Huti, którego celem jest obalenie prezydenta Abd ar-Raba Mansura Al-Hadiego i przywrócenia rządów Salaha.

Władza Hadiego jest w znacznej mierze iluzoryczna, co wykorzystuje aktywne na południu i częściowo wschodzie kraju dżihadystyczne Państwo Islamskie (IS) oraz Al-Kaida, a także dążący do wzmocnienia swych wpływów w regionie Iran.

Według ocen ekspertów ONZ w konflikcie jemeńskim zginęło niemal 6,9 tys. ludzi. (PAP)

mars/