Taylor, który przez wiele lat był szefem biura agencji Reutera w Brukseli, w tekście pt. "Dżin europejskiego handlu został wypuszczony z butelki" zwraca uwagę, że coś musi się zmienić, jeśli Unia Europejska ma odbudować szeroki konsensus poparcia dla handlu, jednej z największych sił napędowych swego dobrobytu.

"Prawdopodobne fiasko (umowy) z Kanadą podkopało kwestię prowadzenia wspólnej zewnętrznej polityki handlowej, w której Komisja Europejska ma rozległe prerogatywy jako wyłączny negocjator w imieniu państw członkowskich, a Parlament Europejski jest instancją ratyfikującą" - czytamy w Politico.

Zdaniem autora tekstu otwarcie umowy CETA na ratyfikację w sumie przez 38 parlamentów narodowych i regionalnych, do czego szef KE Jean-Claude Juncker czuł się zobowiązany pod presją opinii publicznej, było "zaproszeniem do wzięcia zakładnika". Nastąpiło to "zgodnie z przewidywaniem, gdy socjalistyczny rząd Walonii (francuskojęzycznego, autonomicznego regionu Belgii) zgłosił mnóstwo zastrzeżeń" do umowy.

"Było to - jak tłumaczy Politico - po części polityczne napinanie mięśni w obrębie skomplikowanego systemu federalnego w Belgii, po części taktyka przetrwania Partii Socjalistycznej stojącej w obliczu narastającego wyzwania ze strony antyglobalistycznej skrajnej lewicy, po części klasyczna obrona interesów rolników, a częściowo zasadnicza obawa o przechylenie równowagi siły regulacyjnej z państw na korporacje".

Autor tekstu zauważa, że "Europejczycy nie są jedynymi, którzy obawiają się bardziej otwartego handlu" i wskazuje na "protekcjonistyczną retorykę" kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich w USA Donalda Trumpa, a także "ostrożność handlową" kandydatki Demokratów Hillary Clinton.

Taylor zwraca również uwagę, że "oparty na zasadach wielostronny system handlowy, reprezentowany przez Światową Organizację Handlu (WTO), jest sparaliżowany przez sprzeciw gospodarek wschodzących, takich jak Chiny i Indie, wobec zachodnich, liberalnych reguł gry".

Ponadto zdaniem eksperta referendum w sprawie Brexitu pogłębiło długoterminowe wyzwanie, jakie stoi przed władzami KE, polegające na tym, że kraje członkowskie chcą odebrać Brukseli władzę lub przekazać ją ciałom rzekomo bardziej niezależnym i takim, które są mniej podatne na wpływy politycznie. "CETA była ubocznym efektem ostrego sprzeciwu wobec Brukseli w następstwie brytyjskiego referendum 23 czerwca" - pisze Politico.

Na koniec autor tekstu przywołuje wypowiedź Pascala Lamy'ego, komisarza UE ds. handlu międzynarodowego w latach 1999-2004 i szefa WTO w latach 2005-2013, według którego rządy i UE muszą zwracać większą uwagę na "przegranych (procesu) globalizacji" i "bardziej współpracować z organizacjami konsumenckimi i ekologicznymi przed podjęciem ambitnych negocjacji, takich jak będące obecnie w impasie rozmowy między USA i UE w sprawie umowy o Transatlantyckim Partnerstwie Handlowo-Inwestycyjnym (TTIP)".

"Musimy po prostu pracować ciężej, aby uzyskać legitymizację opinii publicznej dla handlu w sytuacji narastającej presji" - powiedział Lamy komentatorowi Politico. "Otwarcie handlu działa, ponieważ boli, i boli, ponieważ działa" - uważa Lamy.

>>> Czytaj też: Unijna dyrektywa może zagrozić setkom tysięcy polskich miejsc pracy