W sumie w pięciu etapach pracę straciło ponad 400 osób. Zgodnie z lokalnymi nowojorskimi przepisami każda firma ma obowiązek powiadomić władze o zamknięciu zakładów albo masowych zwolnieniach obejmujących ponad 250 osób. Firmy muszą też raportować o zwolnieniach w mniejszej skali, jednak tylko w pewnych przypadkach.

Z powiadomień jakie dostarczył Goldman wynika, że w tym roku zamierza łącznie zwolnić setki zatrudnionych, co oznacza największe okrojenie załogi od osławionego 2008 roku. Strategia Goldman Sachsa znacznie różni się od tej, jaką stosuje na przykład Morgan Stanley – jednorazowego zwalniania dużej liczby osób.

- Jeśli zwalnia się jednorazowo dużą liczbę pracowników, ludzie dookoła zaczynają myśleć, że coś dzieje się w firmie i jest to negatywne zjawisko – mówi Jeanne Branthover, partner w firmie badawczej DHR International. – To działa na zasadzie: „mamy zwolnienia, ale nie chcemy wyjaśniać ich powodów”. Proces przebiega w większej mierze poza radarem opinii publicznej – dodaje.

Ogólna liczba zatrudnionych w Goldmanie, włączając w to konsultantów oraz osoby zatrudnione w niepełnym wymiarze czasu, spadła o 5,4 proc. do 34,9 tys.

Natomiast Morgan Stanley nie rozdrabnia się. W czwartym kwartale tego roku zamierza zwolnić 1,2 tys. pracowników, z czego 25 proc. stanowić będą osoby zatrudnione na stałe. Dyrektor handlowy firmy Ted Pick przyznał, że preferuje odważne posunięcia.

Strategia Goldmana może polegać na zachowaniu sobie pola manewru w przypadku, gdyby sytuacja rynkowa banku poprawiła się w najbliższym czasie. Zwolnienia w banku zostały zapoczątkowane, gdy firma zanotowała w pierwszym kwartale tego roku najniższe przychody w początkowej części roku od dekady. W pierwszych 9 miesiącach 2016 roku przychody z handlu skurczyły się w porównaniu do zeszłych 12 miesięcy o 11 proc.

>>> Polecamy: Pieniądze od emigrantów płyną nad Wisłę. Polacy w Niemczech, Holandii i Norwegii zarabiają więcej