Według informacji, do których dotarła gazeta, Putin planuje wykorzystać fakt, że Stany Zjednoczone skupiają się na ostatnich dniach kampanii wyborczej przed przyszłotygodniowymi wyborami prezydenckimi, aby wzmocnić działania militarne i odzyskać kontrolę nad miastem.

Dziennik ostrzega, że walki mogą skończyć się tragicznie dla 275 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy wciąż mieszkają w kontrolowanej przez rebeliantów enklawie na wschodzie miasta.

Michael Clarke, były dyrektor generalny Royal United Services Institute (RUSI), londyńskiego think tanku zajmującego się polityką obronną, porównał planowany atak do rosyjskiego bombardowania Groznego. "Będziemy przez lata oskarżać się (o brak reakcji - PAP), tak, jak robiliśmy po ludobójstwie w Rwandzie lub Srebrenicy. Aleppo jest jak powolne zderzenie pociągu: wszyscy widzimy, co się za chwilę wydarzy i możemy być pewni, że do tego dojdzie" - ocenił.

Według źródeł "Timesa" w zmasowanym ataku Rosji wezmą udział m.in. lotniskowiec Admirał Kuzniecow, siedem okrętów eskorty, trzy okręty podwodne i szereg samolotów bojowych, w tym MiG-29 i Su-33.

"Rosjanie nie mogą być pewni ostatecznego zwycięstwa, ale prezydent Putin uważa, że jeśli uda mu się przełamać opór rebeliantów w Aleppo, będzie w stanie zmusić Zachód do porozumienia na jego warunkach" - ocenia gazeta. "Rosyjski prezydent ma świadomość, że to jest idealny moment na takie działanie. W okresie dwóch miesięcy przed zmianą administracji w Waszyngtonie szanse amerykańskiej interwencji są bliskie zeru" - dodają komentatorzy gazety.

Tego samego zdania jest były szef ośrodka RUSI. "Europejczycy nie podejmą działania bez Amerykanów, a Amerykanie nie zrobią niczego do stycznia, ani może nawet później, więc Putin ma pełne trzy miesiące na działanie" - ocenił Clarke.

Z Londynu Jakub Krupa

>>> Czytaj też: Węgry dwóch prędkości. Kraj ma gospodarcze problemy z Romami