Jak relacjonuje agencja AFP, po "dżungli" zostały tylko gruzy, kilkanaście przyczep, które wkrótce także zostaną usunięte, oraz niewielki kościół i dwa małe meczety, które zostały wybudowane przez mieszkańców.

Jeszcze do niedawna obozowisko zamieszkiwało 6-8 tys. migrantów, którzy mieli nadzieję na przedostanie się z Calais do Wielkiej Brytanii. Likwidacja "dżungli" trwała osiem dni; od 24 października ok. 5 tys. dorosłych przewieziono stamtąd do ośrodków rozsianych po całej Francji.

Ok. 1,5 tys. nieletnich wciąż przebywa w specjalnie dostosowanych ośrodkach, gdzie czekają na zbadanie ich spraw przez brytyjskie władze. Młodzi ludzie liczą na to, że uda im się dostać na drugą stronę kanału La Manche, m.in. dzięki przepisom o łączeniu rodzin.

Szef MSW Bernard Cazeneuve ostatnio poinformował, że aby uniemożliwić odbudowanie obozowiska, na miejscu pozostaną policjanci. AFP przypomina, że likwidacja poprzedniego takiego obozu o nazwie Sangatte, również obok Calais, w 2002 roku, nie powstrzymała fali migracji.

Chociaż "dżungla" prawie już zniknęła, to skutki bezprecedensowego kryzysu migracyjnego, jaki przeżywa Europa, wciąż są widoczne. Od kilku dni na północy Paryża, obok placu Stalingradzkiego, rozrasta się obozowisko, w którym mieszkają 2 tys. ludzi, głównie Sudańczycy, Erytrejczycy, Afgańczycy i Libijczycy. Ludzie śpią m.in. na chodnikach.

W weekend wielu polityków, w tym prezydent Francois Hollande, zapewniało, że w ciągu tygodnia osoby te zostaną stamtąd usunięte. W poniedziałek zaczęto zabierać materace i śpiwory. "Skoro nie dają nam schronienia, to dlaczego niszczą nasze domy?" - pytał się przebywający przy placu Stalingradzkim Afgańczyk. "Nic mi już nie zostało oprócz ubrań, butów i papierów" - dodała inna osoba.

Mer Paryża Anne Hidalgo, która jest zaangażowana w sprawy uchodźców, w liście do francuskiego rządu zaapelowała o zlikwidowanie tego prowizorycznego obozowiska, w którym jej zdaniem pod względem humanitarnym i sanitarnym sytuacja jest dramatyczna. Hidalgo skrytykowała odkładanie takich działań na później i umieszczanie migrantów w ośrodkach dopiero wtedy, gdy kryzys osiąga szczytowy punkt.

Władze Paryża planują wkrótce otworzyć ośrodek, który tymczasowo pomieści 400 osób. Ludzie ci mieliby docelowo trafić do innych, lepiej dostosowanych centrów w innych regionach. Władze zastrzegają jednak, że celem tego ośrodka nie będzie przyjęcie uchodźców z placu Stalingradzkiego, gdyż jest on dla nich za mały.

Francuski rząd przewiduje udostępnienie prawie 9 tys. dodatkowych miejsc w ośrodkach dla uchodźców. Plany te nie budzą entuzjazmu mieszkańców regionów, w których znajdują się te centra. Protesty przeciwko takim planom niecałe sześć miesięcy przed wyborami prezydenckimi często organizuje skrajna prawica.

W 2016 roku prawie 300 tys. uchodźców i migrantów próbowało dotrzeć do Europy przez Morze Śródziemne. Według Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) podczas tej przeprawy zginęło lub zaginęło co najmniej 3,8 tys. z nich.

>>> Czytaj też: Morawski: Dług nas nie zabije, ale osłabi [FELIETON]