"Większość krajów UE udziela silnego poparcia PKK. Nie będziemy przyjmować od nich lekcji w sprawie praworządności" - powiedział dziennikarzom szef dyplomacji Mevlut Cavusoglu.

Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherni i komisarz ds. polityki sąsiedztwa Johannes Hahn oświadczyli wcześniej, że UE jest poważnie zaniepokojona aresztowaniem deputowanych kurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) w Turcji. Mogherini poinformowała, że zwołała spotkanie ambasadorów państw UE w Ankarze.

Według obojga komisarzy ostatnie wydarzenia w Turcji są zagrożeniem dla demokracji parlamentarnej i zaostrzają napięcia na południu kraju.

Szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz powiedział, że poprzez swoje działania tureckie władze "nie tylko oddalają Turcję od demokracji, ale odwracają się od zasad, wartości i norm, które są podstawą relacji UE-Turcja".

W nocy z czwartku na piątek turecka policja przeprowadziła obławy na domy liderów i deputowanych HDP, która jest drugą co do wielkości siłą opozycyjną w tureckim parlamencie. Według rządu deputowani odmówili składania zeznań w związku ze śledztwem w sprawie "propagandy terrorystycznej".

W piątek formalnie aresztowano pięciu spośród 12 zatrzymanych deputowanych. Wśród nich jest dwoje współprzewodniczących tej partii - Selahattin Demirtas i Figen Yuksekdag.

Sądy zdecydowały o wypuszczeniu na wolność trzech innych deputowanych; mają być oni jednak objęci kontrolą sądową.

W maju parlament przyjął tymczasową nowelizację konstytucji, która pozbawiła immunitetu 138 parlamentarzystów, głównie deputowanych HDP.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan i rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), której jest założycielem, oskarżają lewicową HDP o to, że jest polityczną odnogą PKK. Władze Turcji, UE i USA uznają PKK za organizację terrorystyczną. HDP podkreśla, że sprzeciwia się przemocy i chce pokojowego rozwiązania konfliktu kurdyjskiego. (PAP)