18 listopada mija rok od zaprzysiężenia rządu PiS. Jak ocenia Pan działania rządu w dziedzinie gospodarki? Czy uważa je Pan za wystarczające?

Pierwszy rok pracy rządu oceniam pozytywnie. Została przygotowana długofalowa strategia gospodarcza i to jest niezwykle istotne. Oczywiście jej wypracowanie zajęło sporo czasu, prowadziliśmy na ten temat konsultacje, także tutaj, w Pałacu Prezydenckim. Odbywały się posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju, gdzie plan wicepremiera Mateusza Morawieckiego był omawiany wraz z ekspertami.

Jest także przygotowywana reforma podatków. Nie została jeszcze ogłoszona ostateczna koncepcja zmian podatkowych, ale wierzę głęboko, że spowodują one, że najmniej zarabiający zostaną odciążeni. Jeżeli będzie trzeba dociążyć tych najwięcej zarabiających, to będzie to element polityki solidarnościowej. Jest kilka pomysłów. Spokojnie czekam na efekt pracy i przedstawienie spójnej koncepcji. Poza tym wpływy z VAT-u wzrastają. Zapowiadane uszczelnienie systemu staje się faktem. Jak podają niektórzy eksperci, wpływy z podatku VAT w tej chwili rosną szybciej niż PKB.

Jedna z Pana obietnic wyborczych, dotycząca wyższej kwoty wolnej, nie została wciąż zrealizowana - w Sejmie jest projekt PiS zakładający, że kwota wolna od podatku nie zostanie podniesiona w 2017 roku. Nie czuje się Pan zawiedziony, że pańska flagowa propozycja z kampanii jest odkładana na bok?

Program został przygotowany na całą kadencję. Niektórzy twierdzą, że nawet na więcej niż jedną. Upłynął dopiero rok. Niektóre z zapowiadanych zmian, jak Rodzina 500 plus, stały się faktem. Polska w rankingu państw, w których rodziny otrzymują wsparcie, awansowała o jedenaście pozycji w porównaniu z minionym rokiem i jest na trzynastym miejscu w Unii Europejskiej. Dziś to wsparcie jest większe niż w Niemczech. To jest niewątpliwie wielki dorobek rządów Prawa i Sprawiedliwości, to są zmiany, na które czekali ludzie, rodziny wielodzietne, którym bardzo ciężko się do tej pory żyło, szczególnie poza wielkimi miastami, gdzie wynagrodzenia są niższe. To jest ogromna pomoc i ogromne wsparcie.

Dobiegają także końca prace nad moją ustawą dotyczącą obniżenia wieku emerytalnego. Jeszcze w tym roku, tak jak zresztą deklarowała pani premier, ta ustawa zostanie uchwalona.

Natomiast kwestia kwoty wolnej od podatku absolutnie nie została odłożona. Jest to kwestia wpisania tego elementu w szerszą reformę podatkową, którą chce przeprowadzić rząd Prawa i Sprawiedliwości - ma do tego prawo. Będę się tym pracom przyglądał. W moim osobistym przekonaniu kwestie prorodzinne powinny również być realizowane w systemie podatkowym. Dlatego będę chciał na ten temat z ministrami dyskutować w momencie, kiedy już konkretne propozycje się pojawią.

Czyli wpisanie wyższej kwoty wolnej w projekt jednolitego podatku byłoby do zaakceptowania?

Zobaczymy, jaką to przybierze ostatecznie postać. Na razie trwają prace i dyskusje na ten temat.

Czy uważa Pan, że 1 października 2017, jak zapisano w projekcie dotyczącym obniżenia wieku emerytalnego, to dobry czas, by przywrócić dawny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn?

Jest wielkie oczekiwanie, że wiek emerytalny zostanie obniżony. To także aktualne zobowiązanie moje oraz Prawa i Sprawiedliwości. Pytałem w ostatnich dniach o wprowadzenie tej zmiany prezes ZUS Gertrudę Uścińską. Powiedziała, że potrzebny jest czas na pewno do 1 października, więc - jak rozumiem - ta data wynika także z możliwości ZUS.

Czyli oczekuje Pan od rządu, że 1 października 2017 roku wiek emerytalny będzie taki, jak kiedyś: 60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyzn?

Tak zakładam. Z mojej rozmowy z panią prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że to jest absolutnie możliwe ze strony ZUS. Czekam obecnie na to, aż parlament wywiąże się ze swojego zobowiązania i ustawa zostanie uchwalona.

A co ze stażem pracy? Czy stan finansów pozwala, by o przejściu na emeryturę mogło także decydować kryterium stażowe?

W moim projekcie ten element nie był zawarty. Wiem, że te kwestie były konsultowane także z rządem, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie decyzji idącej w tym kierunku. Zobowiązywałem się i ja, zobowiązywał się także rząd Prawa i Sprawiedliwości do obniżenia wieku emerytalnego do poprzedniej wysokości. Przy możliwości - co trzeba bardzo mocno podkreślić - pracowania dalej. Jeżeli ktoś chce dalej pracować, jeżeli ktoś chce dalej składać na wyższą emeryturę, będzie miał do tego prawo. To będzie wybór każdego obywatela.

Wracając do reformy podatkowej. Jakich rozwiązań oczekuje Pan od rządu?

Jest pewną niesprawiedliwością, że ogólne obciążenie podatnika pracującego na umowę o pracę jest w granicach ponad 50 proc. jego uposażenia, tego tak zwanego dużego brutto. Natomiast jeżeli ktoś prowadzi działalność gospodarczą, to obciążenie to około 20 proc. Podatki dla najbogatszych w innych krajach demokratycznych są wysokie. Po prostu jeśli ktoś dobrze zarabia, to podatki płaci - to kwestia solidaryzmu społecznego.

Chciałbym, żeby zostały zmniejszone obciążenia podatkowe dla tych, którzy zarabiają najmniej, których budżety domowe są najskromniejsze. Chciałbym, aby system podatkowy w pewnych kwestiach został uproszczony. Liczę, że zmiany, które będą prowadzone w ramach nowego pakietu podatkowego będą zmierzały w kierunku uproszczeń, będą pozwalały w jeszcze większym stopniu uszczelnić system poboru VAT.

Czy zgadza się Pan z opinią, że w tej chwili mamy do czynienia w rządzie z dwoma premierami, ponieważ niektórzy, a szczególnie opozycja mówi, że jest premier Beata Szydło i premier Mateusz Morawiecki, którego rola została wzmocniona w ostatnim czasie przez to, że objął również funkcję ministra finansów. Czy Pana zdaniem to dobra koncepcja, by w rządzie funkcjonował tak silny wicepremier do spraw gospodarczych?

To był bardzo odważny ruch, ale on stanowi konsekwencję przyjętego programu przez PiS. To zresztą był element, o którym głośno mówiono w czasie, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory i rozpoczęło rządy pod wodzą pani premier Beaty Szydło jako szefa rządu, ale to było także podkreślane wcześniej na konwencjach programowych, żeby zerwać z resortowością.

To jest właśnie element zerwania z resortowością, dlatego, że jest jeden wicepremier, który kwestie gospodarcze obejmuje swoimi kompetencjami, a więc to wszystko jest już w jednym ręku. Oczywiście to usprawnia koordynację i zarządzanie, ale z drugiej strony, to także odpowiedzialność. Taką decyzję podjęła pani premier Szydło, taką decyzję podjął wicepremier Morawiecki, że zdecydował się na objęcie tej wielkiej grupy spraw swoimi kompetencjami i, powtarzam jeszcze raz, swoją odpowiedzialnością.

Zbliża się kolejna impreza gospodarcza - kongres w Rzeszowie, gdzie będzie Pan gościem. Czy ogłosi tam Pan jakieś ważne decyzje?

Przesłanie jest bardzo proste: chcemy tworzyć system polityki gospodarczej, która będzie zmierzał do wspierania polskich firm. Zarówno przez kreowanie rozwiązań ustawowych, podatkowych np. tworząc korzystne warunki dla inwestycji o charakterze innowacyjnym, wysokie odliczenia od podstawy opodatkowania, do 50 proc. kosztów tych inwestycji. To także korzystne warunki zatrudnienia pracowników, którzy pracują nad innowacyjnością. Po to, aby ściągać ludzi nauki do przemysłu, by przedsiębiorcom bardziej niż teraz opłacało się inwestować w badania.

To też kwestia dyplomacji gospodarczej. Chciałbym, aby tam, gdzie wizyty zagraniczne łączą się ze sprawami gospodarczymi, jeździli ze mną przedstawiciele polskiego biznesu, polskich firm, którzy są zainteresowani inwestycjami za granicą. Jest wiele krajów, z którymi mamy dobre relacje, które są zainteresowane polskimi inwestycjami. Zakładam też, że gdyby warunki zmieniały się na gorsze, polski biznes może zwrócić się do prezydenta, by interweniował w tych sprawach. Inni prezydenci taką aktywną politykę gospodarczą prowadzą. Cieszę się, że do Polski spływają zagraniczne inwestycje: fabryka Mercedesa w Jaworze i fabryka Toyoty w Wałbrzychu to bez wątpienia świadectwo dużego zainteresowania najpotężniejszych światowych firm w naszym kraju.

Parlament uchwalił w ostatnich dniach ustawę o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin "Za życiem"; trafi ona na Pana biurko. Jak ocenia Pan te rozwiązania, a także obecnie obowiązujący tzw. kompromis aborcyjny?

Jeżeli chodzi o tzw. kompromis aborcyjny, niestety jest tak, co przyznają także lekarze, że nie chroni on w wystarczającym stopniu dzieci z niepełnosprawnościami, w tym dzieci z zespołem Downa. I to jest coś, z czym ja pogodzić się nie mogę. I jeżeli ktoś mnie dzisiaj pyta o kompromis, to ja mówię wprost - z tego punktu widzenia jest on niewystarczający. I to wymaga zmian, taka jest moja osobista opinia. Ale podkreślam raz jeszcze, że nie zgadzam się, aby kobiety były karane. Kobieta w ciąży, zwłaszcza w trudnej ciąży, jest w bardzo szczególnej sytuacji, przede wszystkim psychicznej i musi być pod ochroną państwa.

Tej ochronie ze strony państwa służy także pakiet "Za życiem", który został przedstawiony przez rząd premier Beaty Szydło. Dobrze, że po raz pierwszy w Polsce po 1989 roku zaproponowano zmiany, które mają wesprzeć rodziny, które poprzez trudną ciążę, znajdują się w ciężkiej sytuacji, że państwo polskie wyciąga do nich rękę. To jest kolejny, ważny, prorodzinny element działalności rządu i uważam, że należy to docenić. W miarę jak będzie wzrastała zamożność polskiego społeczeństwa i państwa, to program ten powinien być rozbudowywany.

W tym tygodniu odbyła się w Sejmie debata nad wotum nieufności dla minister edukacji Anny Zalewskiej. PO, która złożyła wniosek o odwołanie minister, uważa, że reforma proponowana przez Annę Zalewską powstała "w ekspresowym tempie" i bez "żadnego powodu merytorycznego, pedagogicznego i naukowego". Jak Pan ocenia rozwiązania, które proponuje szefowa resortu edukacji?

Przede wszystkim chcę powiedzieć jedno - pragnę wyrazić słowa podziwu dla pani minister Anny Zalewskiej. Podjęła się ona reformy, której od wielu lat - od wprowadzenia gimnazjów - nikt się w Polsce nie podjął. A większość ludzi, szczególnie tych, którzy są związani z edukacją, mówi, że ten system się nie sprawdził.

Opozycja jednak uważa, że tę reformę należałoby odłożyć na później.

Oczywiście słyszałem argumenty opozycji, które głównie sprowadzały się do tego, że reforma jest robiona nagle. Pani minister Anna Zalewska przez rok przygotowywała te rozwiązania, odbywała cały czas konsultacje społeczne. Z otwartą przyłbicą dyskutowała na ten temat. Oczywiście, że prawem opozycji jest krytykować, ale mam wątpliwości, czy prawem opozycji jest straszyć, bo opozycja niestety w dużym stopniu dzisiaj straszy nauczycieli, samorządowców.

Podszedłbym do tego bardzo spokojnie, będę na ten temat rozmawiał jeszcze z panią minister Zalewską. Moja żona, nauczycielka, która przepracowała w liceum wiele lat i obserwowała sytuację w edukacji od czasów, kiedy nie było gimnazjów, poprzez czas kiedy one się pojawiły, daleko wcześniej, zanim zostałem prezydentem RP, wielokrotnie mówiła, że jej zdaniem system gimnazjów się nie sprawdził.

Spotkanie z minister Zalewską odbędzie się w najbliższym czasie?

Tak, gdyż czas przedstawienia jednoznacznego kształtu tej reformy się zbliża. Natomiast ten atak, który jest teraz przypuszczany na panią minister Zalewską, jest po prostu nieprzyzwoity. Jest tyle przekłamań rzucanych z trybuny sejmowej i w mediach ze strony osób negatywnie nastawionych do tej reformy czy do rządów PiS. Jeżeli chcemy, by w Polsce była prowadzona uczciwa debata polityczna, mająca charakter publiczny, to prowadźmy ją z jakąś kulturą polityczną.

Pozwólmy pani minister spokojnie pracować i przedstawić ostateczne rozwiązania. Ja wierzę, że będą to takie rozwiązania, które pozwolą tę reformę spokojnie przeprowadzić, aczkolwiek, trzeba sobie jasno powiedzieć, że to jest wielka reforma i na pewno pojawią się jakieś problemy. Chcemy, żeby została przeprowadzona dobra zmiana także w edukacji. Tamten system - ośmioletnia podstawówka i czteroletnie liceum - był systemem dobrym.

Mówiliśmy o wicepremierze Morawieckim, minister Zalewskiej, natomiast są jeszcze dwa resorty uznawane za tzw. prezydenckie - resort spraw zagranicznych i obrony narodowej. Jak się panu układa współpraca z ministrem Witoldem Waszczykowskim i ministrem Antonim Macierewiczem? Pojawiają się komentarze, że współpraca z szefem MON bywa różna.

Ja przypisuję dużą wagę do wpisanej w konstytucji zasady współdziałania władz. Stąd odbywają się w Pałacu Prezydenckim spotkania z ministrami, także w ramach Narodowej Rady Rozwoju. Spotykam się regularnie z panią premier i oczywiście najbardziej intensywne kontakty są z tymi ministrami, którzy bezpośrednio - w sensie kompetencyjnym - są związani z prezydentem, czyli z ministrem spraw zagranicznych i ministrem obrony narodowej.

Bieżące kontakty z ministrem obrony stanowią dla mnie coś naturalnego. Nie twierdzę, że we wszystkich sprawach się zgadzamy, dyskutujemy, ale konsultujemy ze sobą propozycje, rozwiązania i decyzje, które później są podejmowane.

A ten najnowszy projekt dotyczący Wojsk Obrony Terytorialnej, który zakłada ich powołanie jako samodzielnego rodzaju sił zbrojnych. Opozycja zarzuca, że to tworzenie prywatnej 50-tysięcznej armii Macierewicza. Jak pan prezydent ocenia tę propozycję?

Nie ma dzisiaj drugiego takiego rodzaju sił zbrojnych w Polsce, który liczyłby 50 tysięcy żołnierzy. To jest tak duży organizm - Wojska Obrony Terytorialnej - i też tak pan minister mnie przekonywał - że stworzenie z niego odrębnego rodzaju sił zbrojnych jest zasadne.

Pamiętajmy też, że to nie jest koniec zmian planowanych w Wojsku Polskim. Dzisiaj trwa także praca nad nowym systemem dowodzenia, ja osobiście uważam, że ten, który jest, de facto prowadził do rozmycia odpowiedzialności i jest fatalny. W związku z tym liczę na to, że w najbliższym czasie będzie nowa propozycja systemu dowodzenia siłami zbrojnymi RP. I także w ten nowy system dowodzenia obrona terytorialna oczywiście zostanie wpisana, tak jak wszystkie inne rodzaje sił zbrojnych.

Oczywiście opozycja - jak zawsze - ma prawo do krytyki. Natomiast fakt jest faktem, że dzisiaj obrona terytorialna to jest absolutna atrapa. Jeżeli chcemy mieć obronę terytorialną z prawdziwego zdarzenia, to trzeba ją dopiero zbudować. Wierzę, że tę koncepcję ministra Macierewicza da się zrealizować z pożytkiem dla bezpieczeństwa Polski.

Chciałbym, żeby nasza armia była jak najsilniejsza. I tu są dwa elementy - utworzenie obrony terytorialnej oraz uzupełnienie składów osobowych jednostek, bo z tym jest dzisiaj bardzo źle. Stan etatowy, a faktyczny stan osobowy to niestety dwie różne sprawy. I dodatkowo jeszcze, chciałbym, abyśmy konsekwentnie realizowali plan modernizacji sił zbrojnych poprzez zakup nowego uzbrojenia. To są te kwestie najistotniejsze.

Panie prezydencie, powrócił temat ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej, w najbliższym czasie planowana jest ekshumacja pary prezydenckiej. Są jednak rodziny, które sprzeciwiają się ekshumacjom ich bliskich. Co mógłby Pan powiedzieć tym rodzinom?

Doskonale rozumiem, że to jest bardzo trudny temat dla rodzin. To jest straszny ból, który może przez te sześć lat, w niektórych przypadkach, uległ zmniejszeniu, ale pewnie w niektórych nie. Dla mnie osobiście, także było to trudne, nie straciłem nikogo z rodziny, ale straciłem przyjaciół. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był dla mnie osobą niezwykle drogą, którego ogromnie szanowałem, jego żonę - Marię, która była wspaniałą kobietą, pierwszą damą.

Było to dla mnie straszne przeżycie osobiste i dzisiaj to także dla mnie jest sprawa bardzo bolesna, że trzeba będzie te ciała wydobyć z grobów, że będą one poddane badaniom. Ale jako prawnik wiem jedno: polskie przepisy nie od wczoraj, tylko od wielu lat są takie, że prokuratura w przypadku wątpliwości jest zobowiązana do wykonania takiej czynności, jaką jest sekcja zwłok.

Prokuratura ma obowiązek wszechstronnego wyjaśnienia sprawy, przeprowadzenia jak najbardziej wnikliwego postępowania dowodowego, po to, żeby zgromadzić dowody w sprawie, po to żeby dało się ustalić prawdę. To jest najważniejszy obowiązek prokuratury. Czyli dziś, skoro prokuratorzy taką decyzję podjęli, to znaczy, że starają się w swoim przekonaniu jak najlepiej zrealizować obowiązek, który nakłada na nich polskie prawo.

To jest obowiązek prawny prokuratorów. Choć to jest sprawa bolesna, ja od tej strony prokuratorów rozumiem i mogę tylko prosić rodziny o wyrozumiałość. O wyrozumiałość dla działań prokuratury, także dlatego, że tragedia smoleńska jest niezwykle ważną sprawą państwową, jest największą tragedią, jaka w sensie państwowym zdarzyła się w Polsce po II wojnie światowej. Zginęła elita polityczna, ale także zginęła elita społeczna, bo przecież nie wszyscy byli politykami, natomiast byli ludźmi szanowanymi, zaangażowanymi w ważne polskie sprawy.

Obowiązkiem polskiego państwa i jego organów śledczych jest jak najbardziej wnikliwe wyjaśnienie przyczyny. I dziś prokuratura stara się to robić. Ja głęboko wierzę w to, jestem przekonany, że prokuratorzy i wszyscy zaangażowani w te procedury dopełnią wszystkich możliwych ze swojej strony starań, aby odbyło się to w sposób jak najbardziej delikatny, etyczny, z poszanowaniem uczuć rodzin i z poszanowaniem pamięci i tego, co należy oddać zmarłym.

W wielu przypadkach bez poszanowania potraktowano zwłoki najważniejszych osób w polskim państwie. Niestety być może w wielu przypadkach dopiero teraz ten szacunek będzie mógł być oddany. Ale powtarzam jeszcze raz: to są przede wszystkim czynności śledcze, których dokonuje prokuratura, gdyż uznała je za niezbędne.

Panie prezydencie, ponowny pogrzeb pary prezydenckiej - Lecha i Marii Kaczyńskich - będzie miał charakter państwowy czy prywatny?

Trudno mi jest w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie, nie wiem, jaka będzie decyzja najbliższych. Dla mnie najważniejsze jest, aby w każdym przypadku powtórny pochówek, po dokonaniu czynności prokuratorskich, odbył się z poszanowaniem oczekiwań rodziny i tutaj na pewno ja będę tym pierwszym, który będzie apelował, aby niczego nie narzucać.

Z jakimi emocjami pan prezydent śledzi kampanię w Stanach Zjednoczonych?

To jest na pewno bardzo emocjonujące, szczególnie dla Amerykanów. To oni zdecydują, który kandydat jest lepszy. Z doświadczeń, jako ten, który uczestniczył bezpośrednio w kampanii w Polsce jako kandydat na prezydenta, muszę powiedzieć, że oczywiście są zawsze wielkie emocje, ogromne przeżycia. Szok dla tego, kto wygrał, ale też szok dla tego kto przegrał, zwłaszcza po tak emocjonującej kampanii.

Natomiast temperatura tej kampanii w Stanach Zjednoczonych jest ogromna. Tutaj z pewnym współczuciem patrzę na kandydatów, ponieważ faktycznie, wymiana ciosów jest tam straszliwa. Rzeczywiście widać, że to jest walka o władzę nad mocarstwem. De facto wszystkie chwyty są dozwolone.

A czy jest to kwestia zmiany naszej sytuacji geopolitycznej? Czy wynik wyborów może o tym przesądzić?

 Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Pamiętajmy o tym, że Stany Zjednoczone to nie tylko prezydent. To Kongres, to szereg instytucji państwowych, które dbają, by państwo zachowało swoją ciągłość, stabilność zasadniczych elementów polityki. Nie obawiam się jakichś gwałtownych zwrotów w polityce amerykańskiej. Natomiast oczywiście w jakimś stopniu, poprzez sprawowanie urzędu, prezydent moderuje tę politykę i realizuje ją w pewnym sensie po swojemu, i dlatego decyzja obywateli Stanów Zjednoczonych ma oczywiście także znaczenie dla całego świata.

Rozmawiały: Elwira Krzyżanowska i Katarzyna Nocuń

>>> Czytaj też: Dramatyczny finisz gorzkiej kampanii wyborczej w USA