Zmiana kodu pocztowego miejsca zamieszkania lub zameldowania, przeznaczenia samochodu, pojemności silnika, zmniejszenie liczby lub zupełne pominięcie szkód, dzielenie ubezpieczenia z mało szkodowym członkiem rodziny (tzw. metoda na mamę) lub wręcz przepisywanie na niego auta, wreszcie oszukiwanie przy wskazywaniu miejsca przechowywania samochodu nocą – to niektóre sposoby, jakich chwytają się kierowcy, żeby obniżyć koszty mocno drożejącego ostatnio OC i AC. Z informacji płynących z rynku wynika, że ta tendencja narasta.

– W ostatnich tygodniach to niepokojące zjawisko przybiera na sile i za kilka miesięcy może znaleźć odzwierciedlenie we wnioskach o interwencję do rzecznika finansowego – wskazuje Bartłomiej Chmielowiec z Biura Rzecznika Finansowego. Dość ostro sytuację na rynku opisuje Jacek Kliszcz ze Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, nazywając ją patologiczną. – Od podwyżek ucieka każdy, kto może. Nie tylko indywidualni kierowcy, lecz także właściciele flot – mówi. Jako przykład wskazuje ubezpieczanie floty autobusów, których właściciele deklarują, że służą do przejazdów prywatnych, a nie zarobkowych. W jednym z takich przypadków stawka OC na każdy pojazd wyniosła 1,8 tys. zł zamiast 10 tys. zł.

– Nie wszystkie wykorzystywane sposoby są nielegalne. Choć faktycznie o tych poza granicą prawa słychać znacznie częściej – komentuje Marcin Broda, ekspert branży ubezpieczeniowej z firmy Ogma. Patrząc na ceny polis komunikacyjnych, trudno się temu dziwić. Z szacunków przeprowadzonych dla DGP przez porównywarkę Ubea dla dziewięciu kierowców z dużych miast wynika, że roczny wzrost średniej składki waha się od 61 proc. do 109 proc. Największa zmiana dotyczy młodej kobiety z Lublina, która przez 10 lat nie spowodowała wypadku i może się pochwalić wysoką, 60-proc. zniżką.

Specjaliści ostrzegają, że takie kombinacje mogą skończyć się problemami. O ile w przypadku OC ubezpieczyciel, mimo nieprawdziwych danych, nie może odmówić wypłaty świadczenia z polisy sprawcy, to może żądać dopłaty składki. W przypadku AC konsekwencją również może być dopłata, ale w skrajnych sytuacjach nawet odmowa wypłaty odszkodowania. Problem w tym, że choć to agent wypełnia wszystkie pola w systemie, klient podpisuje wniosek o ubezpieczenie, potwierdzając prawdziwość podanych danych. – Stawia to klienta w bardzo trudnej sytuacji w razie sporu. Musiałby wykazać, że to agent celowo albo wskutek błędu wprowadził złe dane. Wtedy zakład ubezpieczeń, który ponosi odpowiedzialność za działania agenta, nie mógłby wyciągać konsekwencji wobec klienta – wyjaśnia ekspert w Biurze Rzecznika Finansowego.

Z rozmów z branżą trudno jednocześnie wskazać, kto w całym łańcuchu sprzedaży polis jest najsłabszym ogniwem dopuszczającym sprzedaż ubezpieczeń opartych po części na nieprawdziwych danych. Ubezpieczyciele nieoficjalnie wskazują nie tylko klientów, którzy w internecie i prasie motoryzacyjnej zasypywani są radami, jak zaoszczędzić na OC, ale i część agentów. – Wielu z nich to osoby uczciwe, ale nie brakuje takich, którzy w obliczu rosnącej konkurencji w pośrednictwie gotowi są na kombinacje, aby zatrzymać klienta. Inna sprawa, że także w towarzystwach jest luka. Część coraz mocniej weryfikuje dane z polis, wymagając np. skanów czy zdjęć dokumentów, ale nie wszędzie to standard i tam wnioski w dużej części mogą się opierać na deklaracjach klientów. Na dodatek głębszą weryfikację ponad 20 mln polis jesteśmy w stanie przeprowadzić dopiero, kiedy zajdzie szkoda – mówi przedstawiciel jednego z ubezpieczycieli.

Towarzystwa i agenci tłumaczą, że wielu informacji w ogóle nie są w stanie sprawdzić. Multiagencja CUK wskazuje np. deklaracje dotyczące liczby dzieci, które mają być autem wożone, przejechanego kilometrażu czy też celów, do jakich najczęściej będzie wykorzystywany samochód. – Inaczej sprawa wygląda w przypadku danych, które są podane w dowodzie rejestracyjnym pojazdu lub dowodzie osobistym kierowcy. Ubezpieczyciele są zobowiązani do starannej weryfikacji tych informacji – deklaruje Maciej Kuczwalski z CUK. Bartłomiej Chmielowiec zwraca jednak uwagę, że ubezpieczyciel jako profesjonalista nie powinien zaakceptować np. wniosku, w którym podano, że autobus jest stosowany tylko do użytku prywatnego.

Ubezpieczyciele zaczęli już sprawdzać pracę agentów. – W sytuacji, gdy agent wystawia polisy głównie mieszkańcom Suwałk, choć przyjmuje interesantów w dużym mieście, jego działalność zaczyna być podejrzana – tłumaczy Marcin Broda. Coraz częściej donoszą na siebie też sami agenci, by w ten sposób pozbyć się konkurencji. Niewykluczone, że wkrótce w walce z nieuczciwymi agentami zyskają pomoc UOKiK, który zaczął przyglądać się sprawie. Szczególnie że na rynku obserwuje się też zjawisko zawyżania wycen samochodów, by ściągnąć od klientów jeszcze więcej pieniędzy. – Mamy skargi na wysokie ceny polis OC i pakietów OC/AC. Od niedawna także pisemne – komentuje Małgorzata Cieloch z UOKiK. ⒸⓅ