Choć Arca Capital należy formalnie do słowackiego biznesmena Pavola Krupy, to skargę złożyło czeskie ramię funduszu, więc można ją uznać za wspólnie przedsięwzięcie Czechów i Słowaków. Informacja o tej „czechosłowackiej” akcji odbiła się słabym echem w polskich mediach. Ale jej znaczenie jest ogromne – w negocjacjach Polski i Komisji Europejskiej w sprawie restrukturyzacji górnictwa pojawił się trzeci podmiot patrzący obu stronom na ręce.

Arca to fundusz inwestycyjny. Jest mniejszościowym udziałowcem NWR – splajtowanego holdingu, do którego należą cztery kopalnie węgla na czeskim Śląsku, skupione w spółce OKD. Arca deklarowała chęć przejęcia całego OKD i zrestrukturyzowanie go. Czeski rząd w przeciwieństwie do polskiego nie zamierza bowiem organizować zrzutki państwowych spółek dla ratowania swego górnictwa. Zresztą nie ma na to wielkiego parcia politycznego – nad Wełtawą węgiel kamienny nie odgrywa tak wielkiej roli w energetyce jak nad Wisłą.
Skarga ze strony OKD nie powinna być niespodzianką. Już w sprawozdaniu finansowym spółki za 2015 r. możemy poczytać narzekania na „agresywne ceny subsydiowanego węgla z Polski”. Czesi piszą też o dumpingowym wypychaniu nadwyżki węgla z Polski po cenach poniżej rynkowych.

>>> Czytaj też: Górnictwo pod rządami PiS: Uwertura się skończyła. Będzie opera czy operetka? [OPINIA]

Import węgla z Czech

Import węgla z Czech

źródło: Materiały Prasowe

Co zarzuca dokładnie Arca stronie polskiej? Na prośbę portalu WysokieNapiecie.pl rzeczniczka Arki Barbora Hanokova przekazała nam szczegóły skargi. Z grubsza rzecz biorąc składa się z kilku punktów.

• - „przejęcie wraz długami przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń bardzo niekonkurencyjnych kopalń „Centrum”, „Makoszowy” i „Brzeszcze”, które nie mają żadnego potencjału do generowania zysku w przyszłości"

• - "bezpośrednia dotacja do SRK – 48 mln euro"

Ten punkt jest najmniej zrozumiały – Spółka Restrukturyzacji Kopalń wbrew członowi „spółka” nie jest normalną firmą, ale państwowym podmiotem odpowiedzialnym za zamykanie kopalń, które dostaje nieodpłatnie. SRK utrzymuje się z budżetowej dotacji. Nie powinna w ogóle handlować węglem, ale wobec ciągle niewyjaśnionej sytuacji kopalni „Makoszowy” sprzedawała jej węgiel w tym i zeszłym roku. Oczywiście przejęcie tych kopalń przez SRK jest pomocą publiczną, ale temu nikt nie przeczy - zostało notyfikowane przez rząd w Brukseli a rozporządzenie 787/ 2010 dopuszcza pomoc dla zamykanych kopalń.
Pozostałe zarzuty są już poważniejsze.

• „przejęcie kopalń „Bobrek”, i „Piekary” od Kompanii Węglowej przez Węglokoks za nieproporcjonalnie wysoką cenę”.
Węglokoks zapłacił za kopalnie „Bobrek” i „Piekary” 138 mln zł. Czy to wygórowana suma, tego bez wglądu do szczegółów transakcji nie przesądzimy. Na pewno wcześniejsze przekazanie przez Węglokoks 500 mln zaliczki na poczet tej transakcji nie miało sensu z czysto rynkowego punktu widzenia. Zaliczka ta później została skonwertowana na kapitał PGG.

• „Przejęcie kopalń „Sośnica”, „Marcel”, „Piast”, „Ziemowit”, „Chwałowice”, „Bolesław Śmiały”, „Rydułtowy-Anna”, „Jankowice”, „Bielszowice”, „Halemba”, „Pokój” przez Polską Grupę Górniczą za nieproporcjonalnie wysoką cenę”;

• „dokapitalizowanie PGG kwotą 555 mln euro”.
Można z tego wywnioskować iż Arca uważa, że cały proces powstania PGG był związany z pomocą publiczną. Przypomnijmy, że inwestorami w PGG zostały państwowe PGE, Enea, PGNiG Termika i Węglokoks. Rząd twierdzi, że biznesplan tej inwestycji tej inwestycji (przedstawiony zresztą Brukseli) był czysto rynkowy i PGG już na koniec 2017 r. przestanie przynosić straty. Dotychczas KE nie musiała w żaden sposób zajmować stanowiska w tej sprawie. Po skardze Czechów prawdopodobnie coś będzie musiała im powiedzieć, wytłumaczyć dlaczego uważa tę transakcję za rynkową lub nie.

• „Kolejne przejęcie kopalni „Brzeszcze” przez Tauron od SRK za nieproporcjonalnie wysoką cenę”.
Formalnie ta cena to 1 zł, ale Tauron musiał zwrócić pomoc publiczną jaką „Brzeszcze” dostały w SRK. Kwota ta wyniosła ok. 100 mln zł, a konieczność jej zwrotu spowodowała, że zainteresowanie inwestycją straciły firmy prywatne.
Arca taktownie nie wspomina, że odmowa przejęcia kopalni „Brzeszcze” kosztowała w 2015 r. głowy członków zarządu Taurona. Uratowanie tej kopalni było bowiem przedmiotem ambicjonalnej rozgrywki między ówczesną premier Ewą Kopacz a jej następczynią, Beatą Szydło. W tej sprawie Bruksela również się nie wypowiadała, a teraz coś chyba będzie musiała orzec.

• „zaliczki dla SRK i PGG w kwocie 115 mln euro, bez żadnej fizycznej dostawy węgla”

Nie bardzo wiadomo o jakie zaliczki tu chodzi. O zaliczkach dla PGG, która istnieje od początku maja 2016 r. nic nam nie wiadomo. Prawdopodobnie Arca ma myśli przedpłaty które ratowały jej poprzedniczkę, Kompanię Węglową, przed bankructwem w 2014 i 2015 r. Było tak dużo, że naprawdę trudno zorientować się, które miały związek z fizyczną dostawą węgla, a które służyły tylko ratowaniu spółki.

Arca szacuje nielegalną pomoc publiczną dla SRK i PGG na w sumie 1 mld euro, czyli ponad 4 mld zł.

Polski węgiel psuje czeski rynek?

Zapytaliśmy też fundusz o wpływ ewentualnej pomocy publicznej dla polskiego górnictwa na jego sytuację. Rzeczniczka Arki wyjaśniła nam, że OKD wskutek konkurencji z dotowanym polskim węglem straciła klientów w Polsce, a w dodatku czeska spółka narażona jest na import taniego polskiego węgla. - Ale szczegółowych informacji (na temat kwoty ewentualnych strat–red.) nie możemy podać – dodała.

Co wiadomo na podstawie dostępnych danych? Rzeczywiście, jak widać na obu infografikach powyżej, w 2015 r. eksport węgla energetycznego do Czech wzrósł prawie o 100 proc. Równocześnie o 80 proc. siadł import węgla z czeskiego zagłębia.

Ze sprawozdania zarządu KW za 2015 r. wynika jasno, że eksport węgla odbywał się grubo poniżej kosztów. Średnia cena węgla sprzedawanego za granicę przez Kompanię Węglową wyniosła 205 zł, w kraju było to 239 zł, kosztu wydobycia nie podano, ale oscylował wokół 270 zł.

>>> Czytaj też: Ile powinien zarabiać górnik? Dużo. Zamieńmy tylko złotówki na euro

Jeśli Arca będzie chciała słać kolejne skargi do Brukseli, to wynajęci przez nią prawnicy powinni mieć pełne ręce roboty. W kolejce czeka bowiem Katowicki Holding Węglowy, który notabene zwiększenie sprzedaży u naszych południowych sąsiadów uważa wręcz za swój spory sukces. „Szczególnie interesujące stały się rynki czeski i słowacki. Sytuacja w firmach OKD i NWR, renta geograficzna i kursy walut powodują, że istnieje możliwość nawiązania stałej obustronnej korzystnej współpracy z kontrahentami z Czech i Słowacji” – czytamy w sprawozdaniu zarządu KHW za 2015 r.

KHW w zeszłym roku nie korzystał z żadnego dokapitalizowania, ale obecnie sytuacja finansowa spółki jest bardzo trudna. Państwowe Enea, Węglokoks i TF Silesia mają go podeprzeć kwotą 700 mln zł.

Dla OKD najważniejszym produktem jest węgiel koksujący. Kwestią czasu jest więc złożenie przez prawników Arki skargi na pomoc dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Dwa miesiące temu jej spółka- córka dostała 290 mln zł Jastrzębskie Zakłady Remontowe dostały pożyczkę 290 mln zł z budżetowego Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców. Pieniądze mają być przeznaczone na inwestycje w dwóch kopalniach. JSW w świetle polskich przepisów takiego wsparcia nie mogłaby dostać, zastosowano więc karkołomną strukturę finansowania przez spółkę –córkę.

Co skarga Czechów zmienia w negocjacjach w polskiego rządu z Brukselą?

Przypomnijmy, że sprawa pomocy dla górnictwa idzie dwutorowo. Z jednej strony Polska złożyła oficjalny wniosek notyfikujący pomoc dla zamykanych kopalń, które są (lub lada moment będą) w SRK. Z drugiej KE przygląda się bardzo mocno programowi restrukturyzacji PGG, który przez stronę polską nie jest traktowany jak pomoc publiczna, bo takiej nie można formalnie udzielić – przysługuje ona wyłącznie na zamykanie kopalń.

Otóż dotychczas polski rząd w nieoficjalnych rozmowach używał argumentu, że nawet jeśli do wsparcia jakie górnictwo dostaje od innych państwowych spółek można się przyczepić, to przecież tak naprawdę nie wpływa to nijak na unijny rynek, bo przygniatająca większość węgla sprzedawanego przez polskie spółki górnicze zostaje w kraju.
Okazało się jednak, że znalazła się firma, której sprzedawanie polskiego węgla za granicę poniżej kosztów psuje biznes i nie wahała się złożyć skargi. Unijni urzędnicy będą mieli więc dużo mniejszą swobodę decyzji, pewne sprawy trudniej będzie „zamieść pod dywan”.

Z przecieków z Brukseli wynika bowiem, że Komisja najchętniej uniknęłaby wszczynania postępowania i otwierania kolejnego frontu walki z polskim rządem. Warunek jest jeden – Polska musi zamykać nierentowne kopalnie i redukować wydobycie, a to się dzieje, choć zdecydowanie za wolno.

Jakie są możliwe scenariusze? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Autor: Rafał Zasuń, WysokieNapiecie.pl