Zgodnie z wciąż jeszcze sondażowymi wynikami, Donald Trump zwyciężył we wczorajszych wyborach, zostając 45. prezydentem USA. Trump wygrał wbrew sondażom, opiniom wielu politycznych analityków i wbrew oczekiwaniom inwestorów. To sytuacja bardzo podobna do tej z czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii ws. BREXIT-u. Nie zaskakuje więc, że rynki finansowe wpadły w panikę. Od kilku godzin wyprzedawany jest dolar, meksykańskie peso, akcje, ropa i inne ryzykowne aktywa. Jednocześnie mocno drożeje złoto i inne metale szlachetne, a także uważane za tzw. bezpieczne przystanie japoński jen i szwajcarski frank. Ta przecena to zupełnie neutralna reakcja. Zwycięstwo Trumpa w żaden sposób nie było uwzględnione w cenach. Co więcej, wciąż nie wiadomo czego oczekiwać po jego prezydenturze? Co w kampanii było tylko przedwyborczą retoryką? A co faktycznym jego stanowiskiem? Rynki tymczasem nie lubią niepewności. Stąd też globalna ucieczka od ryzyka.

Konsekwencje wyborczej niespodzianki w USA są jeszcze bardziej daleko idące. W połączeniu ze wspomnianym już BREXIT-em istotnie zwiększają niepewność przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Niemczech oraz podwójnymi wyborami (parlamentarnymi i prezydenckimi) we Francji. Zwiększają też szanse na to, że dojdzie do tzw. twardego BREXIT-u.

W całym tym rynkowy zamieszaniu, a właściwie rynkowej panice (bo jak inaczej nazwać przecenę peso o 13%, spadek indeksu Nikkei o 5,4%, czy wzrost cen złota o 3,5%), stosunkowo dobrze odnajduje się złoty. Wprawdzie traci on do euro i franka, ale jednocześnie zyskuje do dolara i funta. O godzinie 08:25 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3510 zł (+0,5%), CHF/PLN 4,0270 zł (+0,3%), USD/PLN 3,8850 zł (-1,15%), a GBP/PLN 4,8450 zł (-0,35%). Tyle tylko, że to tylko chwilowy zachowanie. Złoty wydaje się być skazany na przecenę. I to dużą.

Przeciwko polskiej walucie przemawia przede wszystkim globalny wzrost awersji do ryzyka. Wzrost niepewności na rynkach finansowych (w tym ewentualny kryzys gospodarczy w Meksyku), będzie drenował kapitały z rynków wschodzących. Tej fali nie zatrzyma nawet potencjalny brak grudniowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Zresztą nie jest przesądzone, że podwyżki nie będzie. Szanse na zaostrzenie polityki monetarnej w USA wprawdzie spadły, ale nie ma pewności, czy Fed odstąpi od tej decyzji tylko dlatego, że wzrosło ryzyko polityczne na świecie.

Inną przesłanką przemawiającą przeciwko złotemu są pogarszające się wyniki polskiej gospodarki. Wzrost niepewności na rynkach globalnych może sprawić, że inwestorzy zaczną ten fakt dostrzegać. Taką okazją mogą okazać się publikowane 15 listopada wstępne szacunki dynamiki polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za III kwartał br. oraz publikowane 21 listopada październikowe dane o produkcji przemysłowej. Pierwszy z tych raportów, zgodnie z naszymi prognozami, pokaże niższe tempo wzrostu niż to obserwowane w I i II kwartale roku. Drugi raport, zgodnie z tym co sugeruje ostatni odczyt indeksu PMI, powinien przynieść ujemną roczną dynamikę produkcji.

Jest jeszcze trzeci czynnik przemawiający przeciwko złotemu. Jeszcze niedostrzegalny. Otóż jest prawdopodobne, że w przyszłym roku pojawią się spekulacje nt. możliwości obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP), co musiałoby negatywnie odbić się na notowaniach złotego. Za takim scenariuszem (w przyszłym roku) przemawiają pogarszające się perspektyw rodzimej gospodarki, prawdopodobne mniejsze od oczekiwań tempo inflacji oraz wzrost niepewności na rynkach globalnych wywołany wyborem Trumpa i BREXIT-em.

Mając powyższe na uwadze, w tym przede wszystkim implikacje wywołane zaskakującym wynikiem wyborów prezydenckich w USA, należy liczyć się, że w najbliższych tygodniach euro podrożeje do 4,45 zł, szwajcarski frank do 4,15 zł, a dolar do 4,05 zł. To nie musi być koniec wyprzedaży złotego. Górne pułapy do 4,50 zł dla euro, 4,20 zł dla franka i 4,10 zł dla dolara.

Dziś złoty powinien osłabić się w relacji do głównych walut z poziomów notowanych rano. Na krajowym rynku walutowym, podobnie jak na rynkach globalnych, głównym tematem pozostaną wybory w USA. Tym samym na drugim planie znajdą się inne rynkowe wydarzenia. Żadnych emocji nie wzbudzi też kończące się dziś posiedzenie RPP. Jest pewne, że Rada nie zmieni polityki monetarnej. Jedynym ciekawym elementem będzie zaś publikacja najnowszych prognoz PKB i inflacji dla Polski oraz komentarze prezesa NBP do sytuacji po wyborach w USA.

Marcin Kiepas  
główny analityk easyMarkets