Przez ostatni semestr nauki mieli się oni przygotowywać do testu, który według zapowiedzi ma zostać zlikwidowany. Sprawa dotyczy 374 tys. uczniów. – Nauczycielka w naszej podstawówce przyznała, że nie wie, jak ma pracować z dziećmi w drugim semestrze. Cały program od czwartej klasy był ułożony tak, by ostatnie pół roku nauki przeznaczyć na powtórki. Teraz okazuje się, że to bez sensu, bo ma już nie być gimnazjów – relacjonuje DGP pani Renata z Warszawy.

– Nauczyciele na wywiadówkach przyznali, że nie mają żadnych informacji, co mają przerabiać – potwierdza pan Radosław z Murowanej Gośliny (Wielkopolskie). Podobne relacje przysłali nam też inni rodzice. Nauczyciele przyjmują różne taktyki. Jedni przeciągają kolejne tematy tak, by sprawiać wrażenie, że program wciąż jest wypełniony po brzegi. Inni nie zwracają uwagi na zmiany i pracują, jak gdyby dzieci miały zaraz pójść do gimnazjum. Część nadgania materiał, na którego realizację nie starczyło im czasu. Inni zapowiadają, że będą kserować książki dla pierwszej klasy gimnazjum i rozszerzać wiedzę uczniów o ten materiał.

Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego zwraca uwagę, że w szkołach coraz częściej wybuchają konflikty na tle reformy. – Rodzice zadają im szczegółowe pytania, żądają odpowiedzi na temat reformy, o której nauczyciele nic nie wiedzą – dodaje. Przypomnijmy: MEN chce od przyszłego roku rozpocząć proces likwidacji gimnazjów. W ich miejsce mają powstać ośmioletnie podstawówki i czteroletnie licea. Ustawa, która ma wprowadzić zmianę – według deklaracji premier Beaty Szydło – zostanie uchwalona i podpisana przez prezydenta do końca roku. Do końca listopada resort ma pokazać projekty podstaw programowych, czyli to, czego uczniowie będą się dowiadywać na poszczególnych etapach.

– Nie trafiły do nas jeszcze informacje, że nauczyciele mają problemy. Będziemy zwracać na to uwagę. Na razie radziłbym pedagogom pracować normalnie i zaczekać na podstawy – przekonuje świętokrzyski kurator oświaty Kazimierz Mądzik. Jak dodaje, o wytycznych obowiązujących do tego czasu nie było mowy na spotkaniu resortu z wojewodami i kuratorami, które odbyło się w środę. Ministerstwo uruchamia za to stronę ReformaEdukacji.men.gov.pl. Choć znajdują się tam informacje dotyczące przyszłych przekształceń szkół, nie ma słowa o tym, czego i jak powinni teraz uczyć nauczyciele szóstych klas. Do zamknięcia numeru resort nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie.

>>> Czytaj też: Studenci nie wierzą w moc dyplomu. Trzy czwarte liczy na pracę po znajomości

Szóste klasy wstrzymują oddech

W szkole panuje marazm – skarżą się rodzice. Nauczyciele nie wiedzą, jak uczyć, uczniowie stracili motywację do nauki. Nikt nie ma żadnych pewnych informacji o reformie.

– W kontekście likwidacji gimnazjów uważam program szóstej klasy za absurd. U córki w klasie tematy są rozwleczone, byle tylko zapchać czas. Często zdarza się, że nauczyciele pozwalają dzieciom odrabiać prace domowe z innych przedmiotów – skarży się pan Michał, ojciec dwunastoletniej Marianny. – Na polskim i matematyce już teraz nauczyciele robią to, co już było, nieznacznie poszerzając zakres materiału – dodaje pani Agnieszka. – U nas program jest realizowany normalnie, ale odczuwalne są zniechęcenie, brak motywacji i rozczarowanie – relacjonuje pani Iwona. Choć reforma edukacji na razie istnieje jedynie jako projekt ustawy, już teraz realnie zmienia życie szkoły.

„Zaczynasz ostatni rok nauki w szkole podstawowej (…). Dwa ostatnie rozdziały są poświęcone tylko powtórzeniu i utrwaleniu wiadomości, co pomoże ci przygotować się do sprawdzianu po szkole podstawowej, a także do nauki w gimnazjum” – tak zaczyna się podręcznik wydawnictwa WSiP do matematyki w szóstej klasie. – To tylko pokazuje, jak szybko wprowadzana jest reforma – mówi pani Renata, matka z Warszawy. – Nasze dzieci, jeszcze idąc do szóstej klasy, przeczytały, że zostaną gimnazjalistami. Teraz czekają na to, co się z nimi stanie. Pewności przecież nie ma – skarży się.

Faktycznie, ustawa, która reformuje ustrój szkolny, by składał się m.in. z ośmioklasowej podstawówki i czteroletniego liceum, wciąż jest w przygotowaniu. W ubiegły wtorek przyjął ją rząd. Teraz czeka ją droga przez Sejm, Senat i podpis prezydenta. Ma się zakończyć w ekspresowym tempie – do końca grudnia. Wciąż nie ma też nowych podstaw programowych, czyli rozkładu jazdy nauczania. – Pani minister zapowiadała, że będą gotowe jeszcze w sierpniu – przypomina prezes ZNP Sławomir Broniarz. Teraz termin ich prezentacji wyznaczono na koniec listopada.

Szkoły pozostają więc w zawieszeniu: z jednej strony z ministerstwa płyną sygnały, że mają pracować, tak jakby reforma już obowiązywała. Z drugiej nie ma do tego wystarczających wytycznych. – U córki w szkole nauka odbywa się normalnie: robią powtórkę plus program. Tak jakby miał być egzamin – relacjonuje pani Anna. – Jest niepewność jutra, z czego i czego będą się uczyć od września, czy nie będzie błędów w podręcznikach. I dzieci zadają trudne, często polityczne pytania podczas lekcji – dodaje. – Nauczyciele wreszcie mają więcej wolnego, mogliby wykorzystać czas na wycieczki, ciekawsze i bardziej urozmaicone lekcje. Nadal klepią jednak z podręcznika, który w dodatku za chwilę skończą – denerwuje się pan Michał.

Wielu pedagogów przyznaje, że sprawa nie jest prosta. – Cały czas słyszymy zapowiedzi minister, ale nie mamy niczego na papierze. A co, jeśli w grudniu jednak się okaże, że ustawa nie zostanie przyjęta? Znów trzeba będzie wszystko odkręcać – ocenia jeden z pedagogów. Inni przyznają, że do gwałtownych ruchów zniechęcają ich samorządowcy, którzy także czekają na to, co ostatecznie stanie się z projektem. – Widzimy, że spadła motywacja uczniów. Do tej pory dużo dawał im test szóstoklasisty. Teraz, kiedy go nie będzie, zastanawiamy się, czy nie robić własnego, wewnątrzszkolnego egzaminu – dodaje inny nauczyciel.

Przeciwko reformie powstają kolejne strony w internecie, przybywa także szkół, w których rodzice protestują wobec zmian. Na wielu gimnazjach zawisły banery z hasłem „Nie likwidujcie naszej szkoły”. Rodzice jednego z gimnazjów na warszawskim Mokotowie urządzili nawet pikietę w obronie placówki. Protesty organizuje też Związek Nauczycielstwa Polskiego. Miesiąc temu urządził wiece w 16 miastach wojewódzkich – na ulice wyszło kilkanaście tysięcy pedagogów, samorządowców i rodziców. Kolejne planowane są jeszcze w tym miesiącu. We wtorek związek skrzykuje rodziców, nauczycieli i samorządowców pod Sejm (tego dnia prawdopodobnie będzie się on zajmować projektem reformy). Na 19 listopada zwołuje natomiast ogólnopolską manifestację pracowników oświaty. Jej głównym postulatem będzie wycofanie się przez rząd z pomysłu zmian.

>>> Polecamy: Gdyby dzieci głos swój miały. Co uczniowie myślą o zmianach w edukacji?