Istotne znaczenie dla inflacji mają ceny energii elektrycznej i ropy naftowej. W koszyku dóbr, na podstawie którego Główny Urząd Statystyczny wylicza wskaźnik cen dla konsumentów, energia elektryczna ma 4-proc. udział, ale gdyby dodać także inne nośniki energii (np. gaz, węgiel), które również drożeją w Europie, to waga tej kategorii rośnie do 12 proc. Znaczenie dla inflacji cen transportu, dyktowanych notowaniami ropy naftowej, przekracza 9 proc. Ale energia i ropa mają pośredni wpływ na ceny praktycznie wszystkich towarów i usług w gospodarce.

Ropa naftowa na poziom inflacji już zaczyna oddziaływać. Na początku roku cena gatunku brent spadła do 29 dol., najniższego poziomu od 12 lat, ale już w lipcu wspięła się do poziomu 50 dol. Z punktu widzenia wskaźników inflacji nie są ważne dzienne czy tygodniowe wahania cen, lecz zmiany roczne. Na dnie bessy ropa była tańsza niż 12 miesięcy wcześniej o 30–40 proc., obecnie kosztuje niemal tyle samo, co w listopadzie zeszłego roku. Efekt? We wrześniu inflacja w strefie euro sięgnęła 0,4 proc., najwyższego poziomu od dwóch lat. Przy założeniu, że cena ropy naftowej utrzyma się na obecnym poziomie do stycznia przyszłego roku – co jest założeniem realistycznym, bo dotkliwa bessa, która rozegrała się na tym rynku w 2015 r., wyeliminowała z niego część producentów, a popyt stopniowo rośnie – roczna zmiana ceny surowca sięgnie 50 proc. To z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do zwyżki inflacji. Ten sam efekt będziemy mogli zaobserwować także na polskim rynku – z danych Eurostatu wynika, że litr benzyny 95 na polskim rynku podrożał od marcowego dołka o 17 proc., a roczna zmiana cen, jeszcze niedawno ujemna, oscyluje wokół zera.

Od kilku miesięcy na rynku europejskim regularnie rosną także ceny energii elektrycznej. Zmiana trendu ma gwałtowniejszy charakter niż w przypadku ropy naftowej. Jeszcze na początku kwietnia za jedną megawatogodzinę (MWh) z dostawą za miesiąc na rynku niemieckim trzeba było zapłacić 22 euro, niedawno na krótko było to ponad 50 euro. We Francji wzrost cen zaczynał się z podobnego poziomu, ale w tym kraju notowania przekroczyły już 120 euro. Wysoką dynamikę wzrostu eksperci przypisują przedłużającym się pracom konserwacyjnym we francuskich elektrowniach atomowych, co w połączeniu z szybszym od oczekiwań spadkiem temperatur obudziło obawy o niedobór energii. Ale zwyżka cen ma solidniejsze podstawy.

– Rosną notowania surowców energetycznych i praw do emisji CO2. Wyższe koszty produkcji pociągnęły ceny energii w górę – wyjaśnia Paweł Puchalski, analityk DM BZ WBK.

Drożeje przede wszystkim węgiel. Tona surowca w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), gdzie wyznaczana jest cena na rynkach Europy Zachodniej, kosztowała w zeszłym tygodniu 85 dol., niemal dwa razy więcej niż na początku roku. Dla cen prądu ma to decydujące znaczenie, bo chociaż Unia Europejska stawia na rozwój źródeł odnawialnych, to jednak najwięcej energii wciąż powstaje z węgla. Zadziałał podobny mechanizm jak w przypadku ropy – bessa wyrzuciła z rynku część producentów (w stanie upadłości znalazła się na przykład firma Peabody, która wydobywała najwięcej węgla w USA), inni wstrzymali inwestycje w nowe projekty wydobywcze, część swoich kopalń zamknęli Chińczycy.

– Wcześniej mieliśmy do czynienia z nadpodażą węgla, obecnie to popyt przewyższa zdolności produkcyjne. Ta sytuacja szybko się nie zmieni – ocenia Kamil Kliszcz, analityk DM mBanku.

Na krajowym rynku węgiel nie drożeje, więc i nie zmienia się cena energii elektrycznej. Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że we wrześniu tona węgla kosztowała 200 zł, czyli 50 dol. Niemal tyle samo co na początku roku. Zmian nie ma, bo dużą część wydobycia stanowi miał energetyczny, paliwo niskiej jakości, trudno zbywalne za granicą. Koncerny energetyczne mają też podpisane z kopalniami długoterminowe umowy na dostawy węgla, w których cena jest mniej więcej stała (np. PGE, największy producent energii w kraju, ma do 2018 r. podpisaną umowę z Polską Grupą Górniczą). Formuła jej ustalania jest tajemnicą handlową. Przy okazji prezentacji wyników finansowych spółki za III kwartał prezes PGE Henryk Baranowski ocenił, że w przyszłym roku cena węgla kamiennego o kilka procent spadnie. Wskazywałoby to, że sposób ustalania ceny jest dla firm energetycznych korzystny.

Ale to może nie wystarczyć. – Różnica między ceną w portach ARA i w kraju jest już na tyle duża, że polski węgiel opłaca się eksportować. Zatem cena w Polsce powinna pójść w górę. To przełoży się na wzrost cen energii, bo ceny węgla w długoterminowych umowach między firmami energetycznymi i kopalniami są co roku negocjowane – mówi Kamil Kliszcz.

>>> Czytaj też: Producenci żegnają deflację. Co dalej z cenami?