Rozprzedaż aktywów związanych ze sztuką. Najbliższa prowadzona będzie przez syndyka, którego miesiąc temu wyznaczył sąd rejonowy. Tak kończy się się jedna z ciekawszych przygód na rynku NewConnect – w październiku ogłoszono upadłość spółki Artnews.

Kiedy analizowałem sprawozdania tej firmy, zawsze mówiłem do siebie (to mi się zdarza), że nic z tego nie rozumiem (to też mi się zdarza), na czym oni robią tak szybko tak wielkie zyski (to mi się nie zdarza) i że muszę kiedyś się bliżej przyjrzeć działalności tej spółki. No i nie zdążyłem. Teraz zostaną tylko stare raporty i slajdy z przykładami do wykładów z kreatywnej księgowości.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Spółka rozpoczęła swoją karierę na giełdzie w maju 2011 r. Nazywała się wówczas Dom Aukcyjny Abbey House SA i wprowadziła do obrotu giełdowego akcje założycielskie serii A, które obejmowane były w kwietniu 2010 r. po cenie 10 gr za akcję (po uwzględnieniu splitu), oraz akcje serii B, które dziewięciu inwestorów objęło kilka miesięcy później, w styczniu 2011 r., płacąc 3,60 zł.

Debiut był bardzo udany, podaż pod kontrolą. Notowania w maju doszły do 8,80 zł, a w czerwcu do 17 zł. Kapitalizacja spółki osiągnęła wartość 200 mln zł – z zainwestowanych 2 mln zł. Wszyscy byli zadowoleni i „zarobieni”. Nic dziwnego: były dobre informacje i wyniki finansowe, to i były dobre notowania. W czerwcu opublikowano prognozę wyników na 2011 r. Plan zysku netto zwiększono do 10,2 mln zł. Zmianę tłumaczono tak: „korekta w górę prognoz jest związana z wyższą niż zakładana wartością sprzedaży dzieł sztuki w kolejnych okresach oraz dywersyfikacją strumieni przychodów”.

Jak powstawały owe zyski? Opiszę to na przykładzie raportu za I kwartał 2011 r. Przychody: 35 tys. zł, koszty działalności operacyjnej: 611 tys. zł, co oznacza stratę na sprzedaży 576 tys. zł. Dalej pojawiają się pozostałe przychody operacyjne w wysokości 1,98 mln zł oraz wynik operacyjny – 1,06 mln zł. I taki był również wynik netto, bo spółka w sprawozdaniu nie wykazała podatku dochodowego i nie utworzyła na ten podatek rezerw.

Komentarz zarządu do sprawozdania jest bardzo interesujący: „W pierwszym kwartale 2011 roku Spółka sprzedała obrazy o łącznej wartości 433,4 tys. złotych, co stanowi 22 proc. pozostałych przychodów operacyjnych w omawianym okresie. (...) Tak dobre dane finansowe są wynikiem dużego popytu ze strony inwestorów indywidualnych”. Sprzedaż obrazów (działalność podstawowa) nie była księgowana jako przychody ze sprzedaży, tylko jako pozostałe przychody operacyjne? O podatku nic nie napisano? Czym była „pozostała część innych pozostałych”, czyli 1,55 mln zł – jakieś pomysły?

Odpowiedź: wartość godziwa. Przyzwyczailiśmy się, że stosuje się ją głównie do wyceny nieruchomości oraz instrumentów finansowych, ale tu została ona zastosowana do wyceny posiadanych obrazów. Aby zilustrować ten mechanizm, wrócę do monologu „Wyprzedaż teatru” Piotra Skrzyneckiego, od którego zacząłem niniejszy felieton: „Przedane także będą przez publiczną licytację wyborne sprzęty jego pałaców i inna ruchomość, a mianowicie: morze z dwunastu wielkich wałów złożone, z których dziesiąty, na nieszczęście, cokolwiek jest uszkodzony”.

Wyobraźmy sobie, że spółka na wyprzedaży, po cenie hurtowej, kupiła dwanaście obrazów marynistycznych jakiegoś malarza. Jak je wycenić? Po cenie zakupu. A teraz wyobraźmy sobie, że spółka jeden z tych obrazów sprzedała. Była transakcja, mamy więc cenę rynkową, a ta jest podstawą w ustalaniu wartości godziwej. Ale jak wycenić pozostałe jedenaście prac, z których jedna „nieszczęśliwie, cokolwiek jest uszkodzona”? W przeliczeniu na sztuki, na metr kwadratowy płótna? Bo rzeźby to wiadomo, że na wagę. Odpowiedź znajdziemy w opiniach audytorów z kolejnych raportów rocznych, w których zwracają oni uwagę na to, że „wynik finansowy jednostki w przeważającym stopniu kształtowany był przez wycenę inwestycji krótkoterminowych dokonaną przez rzeczoznawcę z zakresu malarstwa”.

Rzeczoznawca nie próżnował. W 2011 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 4,8 mln zł, ale zysk netto wykazano imponujący – 8,3 mln zł. Tu warto zwrócić uwagę na notę, w której wykazana jest różnica pomiędzy zyskiem brutto a podstawą opodatkowania: „przychody z wyceny obrazów – 13,1 mln złotych”. Rok później, w 2012 r., zysk netto wyniósł 3,3 mln zł, z czego z wyceny obrazów – 7,8 mln zł. Zaś w 2013 r. spółka zanotowała stratę 1,9 mln zł, pomimo że wycena obrazów poprawiła wynik o 5,3 mln zł.

Łatwo sobie wyobrazić, że rachunek przepływów z działalności operacyjnej nie wyglądał już tak ładnie. Właściwie to wyglądał źle, bo nie było tam amortyzacji, za to były duże „pozostałe” i możemy się domyślać, co było później. Sen się skończył, gdy skończyła się gotówka z akcji i obligacji. Skończyły się wernisaże w „przestrzeni wystawienniczej Domu Aukcyjnego Abbey House, mieszczącej się w Domu Handlowym vitkac”, wywiady i dość agresywny marketing. W lutym 2014 r. przeprowadzono bardzo duże emisje akcji (ale już po cenie 1,76 zł). Pojawili się nowi inwestorzy. W raporcie za II kwartał 2014 r. poinformowano, że „w związku ze zmianą strategii Spółki, zakładającą zaprzestanie prowadzenia działalności związanej z obrotem dziełami sztuki (...) zarząd podjął decyzję, iż od dnia 1 stycznia 2014 obrazy będą ujmowane w sprawozdaniu finansowym jako zapasy, w szczególności towary”. Czyli towary i metoda FIFO. Wartość posiadanych obrazów obniżono łącznie o 33,9 mln zł.

Na koniec zła wiadomość: w grudniu 2014 r. spółka sprzedała wszystkie posiadane dzieła sztuki. Nie będzie więc publicznej aukcji i wyprzedaży zorganizowanej przez syndyka. Na sprzedaż pójdą za to udziały w czterech amerykańskich spółkach, które są wydawcami różnych magazynów poświęconych rynkowi sztuki. O ile przetrwają, bo spółka postanowiła kupić trochę renomowanych kolorowych wydawnictw i przenieść je w przestrzeń cyfrową. Jak powszechnie wiadomo, Amerykanie się na internecie nie znają...

W 2015 r. grupa wydawnicza miała 31,8 mln zł przychodów i 15,4 mln zł straty. W I kwartale tego roku było to odpowiednio 6,2 oraz 4,4 mln zł. Następne raporty już się nie ukazały. W czerwcu urząd skarbowy wyraził swoje wątpliwości dotyczące podatku dochodowego od osób prawnych za 2014 r., wycenił te wątpliwości na 6,2 mln zł, no i zajął rachunki bankowe. Sądzę, że chodziło o wskazany wcześniej podatek od zysku ze sprzedaży obrazów. Następnego dnia zarząd spółki złożył wniosek o upadłość. I to koniec. Wierzyciele i akcjonariusze, jako miłośnicy sztuki, powinni głośno krzyczeć: „Autor! Autor!”.