Wdrożenie unijnego rozporządzenia MAR (Market Abuse Regulation) w sprawie nadużyć na rynku i perspektywa znacznego podniesienia sankcji za nieprawidłowości w publikacji informacji poufnych skłoniły menedżerów spółek publicznych do uważniejszego przyjrzenia się produktom chroniącym przed konsekwencjami błędnych decyzji. Chodzi m.in. o polisy D&O (ang. Directors and Officers) chroniące spółki i członków ich władz przed roszczeniami związanymi z wykonywaną funkcją.

O poruszeniu na rynku kapitałowym związanym z wejściem w życie MAR mówi m.in. Rafał Tokarz, dyrektor zarządzający ds. ubezpieczeń korporacyjnych w Generali. – Powodem jest nowy zakres obowiązków, a przede wszystkim znacznie wyższy niż do tej pory, minimalny poziom sankcji administracyjnych – wskazuje.

MAR umożliwia nakładanie przez Komisję Nadzoru Finansowego na zarządzających spółkami kar nawet kilkudziesięciokrotnie wyższych niż obecnie. Na przykład za nieopublikowanie w odpowiednim terminie informacji, która może mieć wpływ na kurs spółki, kara dla członka zarządu może wynieść ponad 4 mln zł. Teraz to 100 tys. zł.

– Czas przed wejściem w życie rozporządzenia MAR był gorącym okresem w branży D&O. Otrzymywaliśmy wiele zapytań od klientów zainteresowanych taką ochroną ubezpieczeniową – dodaje Włodzimierz Pyszczek, menedżer wydziału ubezpieczeń ryzyk finansowych w firmie Allianz. Rozmówcy DGP wskazują, że wiele pytań związanych z ochroną pochodziło od dotychczasowych klientów. – Po pierwsze starali się oni zweryfikować, jak polisa D&O odpowiada na nowe przepisy, a po drugie wnioskowali o podwyższenie limitów odpowiedzialności w polisach – mówi Pyszczek.

Także Paweł Wojskowicz, starszy broker z Marsh Polska, wskazuje, że najczęściej zainteresowanie pojawia się ze strony świadomych klientów, posiadających już polisę.

To nie znaczy, że na rynku nie widać żadnych zmian. Paweł Krak, dyrektor biura ubezpieczeń finansowych w Warcie, twierdzi, że tego typu ochronie bardziej niż do tej pory zaczęły przyglądać się mniejsze spółki notowane na GPW lub New Connect. Do Generali częściej zgłaszają się klienci, którzy do tej pory nie posiadali ubezpieczenia D&O.

Rozporządzenie MAR skłoniło do działań także Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, które postanowiło sprawdzić możliwości udostępnienia swoim członkom i innym emitentom polisy D&O obejmującej ryzyka związane z MAR. W tym celu podjęło współpracę z jednym z brokerów ubezpieczeniowych. – Jesteśmy jeszcze w trakcie ostatniej fazy analizy konstrukcji polisy, jaka będzie mogła być zaoferowana emitentom – informuje Mirosław Kachniewski, prezes SEG. Stowarzyszeniu zależy głównie na tym, aby polisa umożliwiała pokrycie ewentualnej kary od razu przez ubezpieczyciela, a nie w pierwszej kolejności przez osobę objętą ochroną. Ważne jest także natychmiastowe sfinansowanie pomocy prawnej, gdyby spółka lub członek jej władz byli zagrożeni wszczęciem postępowania ze strony nadzorcy.

– Wiele osób może nie sprostać finansowo karom wprowadzonym w związku z MAR – mówi prezes SEG. Jego zdaniem również spółki mogą nie udźwignąć tego ciężaru sankcji, które mogą być na nie nałożone, a nawet jeśli to będzie to poważny uszczerbek dla firm i akcjonariuszy. Kachniewski dodaje, że do tej pory polisy D&O najbardziej powszechne były w największych notowanych spółkach, szczególnie z dużym udziałem inwestorów zagranicznych w akcjonariacie, dla których to normalny element kultury korporacyjnej.

– Warto pamiętać, że polisa D&O sprawia, że zarządzający mogą działać bez obciążenia zagrożeniem bezpośredniej odpowiedzialności. Taka ochrona pozwala m.in. podejmować nieco bardziej ryzykowne, ale potencjalnie także bardziej zyskowne przedsięwzięcia, zmniejsza też presję związaną z osobistą odpowiedzialnością za niezamierzone uchybienie – wskazuje.

Prezes SEG zapewnia, że nie chce straszyć rynku bankructwami z powodu ewentualnych sankcji i cieszą go zapowiedzi KNF, że nie zamierza stosować ich w maksymalnym wymiarze. – Jednak życie pokaże, jakie faktycznie będą decyzje nadzoru – tłumaczy.

Rząd wciąż pracuje nad ostatecznymi propozycjami co do wysokości kar w ramach MAR. Ostateczne decyzje podejmie parlament, prawdopodobnie w przyszłym roku.

Rozmówcy DGP wskazują, że zakup czy rozszerzenie ubezpieczenia nie gwarantuje całkowitej ochrony przed ewentualnymi konsekwencjami. Polisy mają bowiem ograniczenia.

Polisa prawdopodobnie zapewni ochronę spółkom, zarządom oraz radom nadzorczym, ale najprawdopodobniej nie ma szans na objęcie nią rodzin członków władz. Bliska rodzina najważniejszych menedżerów musi informować o transakcjach akcjami. Jeśli tego nie zrobi, kara będzie mogła sięgnąć nawet 2 mln zł.

Nie wszystkie zdarzenia mogą być też objęte polisą D&O. Standardowo z ochrony wyłączone są zdarzenia i sankcje będące efektem zamierzonych działań. Na przykład w Warcie, jeżeli zarządzający przyzna się do umyślnego działania lub zostanie ono prawomocnie potwierdzone lub stwierdzone przez sąd, ubezpieczyciel zwróci się do niego o pokrycie kosztów obrony i ewentualnej kary administracyjnej. – Jednak do czasu prawomocnego stwierdzenia umyślności pokrywamy koszty adwokata, radcy prawnego, a reprezentujący osobę ubezpieczoną prawnik dokłada wszelkich starań, aby nie zostało stwierdzone celowe działanie – wyjaśnia Paweł Krak.

– Bardzo istotne jest również wyłączenie okoliczności znanych przed zawarciem polisy, stąd bardzo ważna w tych ryzykach jest ciągłość ubezpieczenia D&O – dodaje Paweł Wojskowicz.

Ubezpieczyciele stosują też limity w pokrywaniu z polis kar administracyjnych.

– Standardowo stosuje się tu sublimit stanowiący równowartość ok. 20 proc. sumy ubezpieczenia, jednak jego poziom jest ustalany indywidualnie dla każdego klienta. Możliwe jest jego podwyższenie za dodatkową składką – deklaruje Rafał Tokarz.

Ubezpieczyciele i brokerzy nie podają, jak konkretnie obowiązujący od lipca MAR wpłynął w tym roku na sprzedaż polis D&O. – Sądzimy, że dążenie do rozszerzania lub podwyższania ochrony w tym zakresie jest jeszcze w toku, ponieważ wielu klientów oraz brokerów ubezpieczeniowych nie miało świadomości tej regulacji – ocenia Wojskowicz.

Ceny polis D&O od kilku lat spadały. W ostatnich miesiącach ten trend został zatrzymany m.in. z powodu wzrostu szkodowości i nowych ryzyk związanych ze zmianą przepisów.

– Przykładowo, pomimo że średnia cena polisy w naszym portfelu to nieco ponad 20 tys. zł, faktycznie jednak większość spółek płaci znacznie mniej. Jedna trzecia klientów płaci mniej niż 5 tys. zł, a 60 proc. mniej niż 10 tys. zł. za polisę roczną, obejmującą wszystkie osoby zasiadające w organach statutowych spółki. Najmniejsze sumy gwarancyjne tego typu polis to 0,5–1 mln zł, natomiast największe rodzime spółki giełdowe posiadają polisy z limitami przekraczającymi 400 mln zł – podaje przedstawiciel Allianza. ⒸⓅ