W ciągu najbliższych 25 lat popyt na benzynę będzie spadał – przewiduje Międzynarodowa Agencja Energii (MEA). Pojawienie się bardziej wydajnych aut oraz samochodów elektrycznych powoduje, że spadnie popyt na to paliwo. Będzie to miało poważne konsekwencje dla przemysłu naftowego na całym świecie. Obecnie około jedna czwarta wydobywanej ropy jest przeznaczona dla motoryzacji.

- Samochody elektryczne już są – stwierdził Fatih Birol, dyrektor wykonawczy MAE. Ich liczba wzrośnie z około 1 mln obecnie do 150 mln w roku 2040. Popyt na benzynę pokazuje jak trudnym do przewidzenia jest rynek ropy naftowej. W branży dość powszechnie prognozuje się, że najbliższa dekada to okres prosperity i rosnących potrzeb konsumentów.

Shell, drugi największy koncern energetyczny pod względem wartości rynkowej, ocenia jednak że szczyt popytu na ropę osiągniemy zaledwie w ciągu pięciu najbliższych lat.

MEA nie podziela pesymizmu Shella. Ogólny popyt na paliwa będzie rósł. Poza motoryzacją największymi konsumentami surowca są linie lotnicze i petrochemia.

Perspektywy MAE są jednymi z bardziej optymistycznych. Rafinerie na całym świecie mogą mieć tylko nadzieję, że takie prognozy się sprawdzą. - Jeśli spadek popytu nie nastąpi w 2020 roku, ale dopiero dekadę później, to jest to najlepsza wiadomość jaką może otrzymać umierający pacjent – stwierdził Philips Verlager, prezes PKVerleger LLC w Colorado i wieloletni analityk rynku ropy naftowej. - Perspektywa MAE jest jedną z bardziej optymistycznych wyników dla światowego przemysłu – dodał.

Projekcje są częścią analizy MAE – „Word Energy Outlook 2016”. Flagowy raport przewiduje, że popyt na benzynę spadnie do 22,8 mln baryłek dziennie do roku 2020 z 23 mln w ubiegłym roku. W 2030 roku zużycie odbije się nieznacznie do 23,1 mln baryłek, ale od 2040 roku będzie już spadek popytu.

Prognoza jest bardziej pesymistyczna niż ta wydana rok temu, gdy MAE widział silny wzrost popytu od teraz do 2030 roku.

Wyższe ceny paliwa ograniczają popyt. W ciągu ostatnich dwóch lat kiedy ceny benzyny spadły konsumenci kupowali większe i bardziej paliwożerne samochody. Jeśli ceny znowu wzrosną, to zdecydują się na bardziej wydajne auta pochłaniające mniej paliwa.

Od lat pięćdziesiątych kiedy to urzeczywistnił się sen Henry’ego Forda i każdy Amerykanin z klasy średniej mógł zostać właścicielem samochody zmienił się krajobraz miast i miasteczek. Wszędzie pojawiły się stacje paliw. Stały się nieodzownym elementem Ameryki, tak jak centra handlowe.

Teraz jednak to się zmienia. Tesla, ale także tradycyjni producenci aut jak GM, BMW czy Nissan stawiają pierwsze kroki w autach o napędzie elektrycznym. Dzięki nowej technologii – zwłaszcza poprawie wydajności akumulatorów – spadają koszty takich samochodów. Ulgi podatkowe zarówno w Europie jak i w Chinach nakręcają popyt.

Rafinerie stoją przed trudnym wyborem. Globalny popyt na benzynę wzrósł w latach 1990 -2015 o prawie 20 proc., mimo że olej napędowy korzystał z wielu ulg podatkowych na świecie. W ciągu najbliższych 25 lat zużycie benzyny spadnie o 0,2 proc. wedle obliczeń MAE. W tym samym czasie liczba aut podwoi się. Największymi przegranymi staną się właśnie rafinerie, które w ciągu ostatnich dwóch dekad wydały miliardy dolarów, aby zmaksymalizować wydajność benzyny kosztem innych paliw.

źródło: Bloomberg

Jeśli rafinerie przestawią moce produkcyjne na olej napędowy, który nadal będzie stosowany w transporcie morskim, czy też w autach ciężarowych, to cena benzyny wzrośnie i nie będzie już odwrotu dla aut osobowych o napędzie elektrycznym.