Złoty nieco słabszy, rynek czeka na popołudniowe dane z USA



Warszawa, 29.11.2016 (ISBnews/ easyMarkets) - Wtorkowy poranek przynosi lekkie osłabienie złotego. To reakcja na dzisiejszy spadek notowań EUR/USD. W obu przypadkach o losach dnia przesądzą popołudniowe dane z USA.

O godzinie 10:05 kurs EUR/USD, który jeszcze wczoraj rano kontynuował wzrostową korektę, rosnąc do 1,0685 z zeszłotygodniowego minimum na 1,0517 dolara, spadał do 1,0590 dolara. Ten ruch w dół wywiera podażową presję na złotego, który dziś lekko traci do głównych walut. Za euro trzeba było zapłacić 4,4258 zł, czyli o pół grosza więcej niż w poniedziałek na zamknięciu. Dolar podrożał o 1,5 grosza do 4,1790 zł. Podczas gdy 24 godziny wcześniej płacono za niego 4,1532 zł. Szwajcarski frank natomiast podskoczył do 4,12 zł.

We wtorek uwaga inwestorów, zarówno tych operujących na rynkach globalnych, jak i krajowych, będzie przede wszystkim koncentrować się na licznie publikowanych danych makroekonomicznych. Po tym, jak w nocy zostały opublikowane nieco lepsze od prognoz (co nie znaczy, że dobre) dane z japońskiej gospodarki, przed południem światło dzienne ujrzą dane nt. listopadowej koniunktury w Strefie Euro. Po południu natomiast pojawią się, kluczowe z punktu widzenia rynków i dzisiejszych nastrojów, zrewidowane dane o amerykańskim PKB za III kwartał (prognoza: 3%), listopadowy indeks Conference Board (prognoza: 101,1 pkt) oraz mające nieco mniejsze znaczenie raport o inflacji CPI w Niemczech (prognoza: 0,8% R/R) i cenach domów w największych metropoliach w USA (prognoza: 5,2% R/R). Uzupełnieniem tych "figur" będą wystąpienia Dudleya (godzina 15:15) i Powella (godzina 18:40) z Fed.

To właśnie dane makroekonomiczne z amerykańskiej gospodarki ostatecznie przesądza o nastrojach we wtorek, decydując tym samym na jakim poziomie będzie dzień kończył EUR/USD, a w ślad za nim również złoty. Dobre dane wzmocnią oczekiwania na to, że w przyszłym roku Fed będzie podnosił stopy procentowe (podwyżka na najbliższym, grudniowym posiedzeniu Fed, jest już bowiem przesądzona), wspierając dolara i osłabiając złotego. I odwrotnie. Słabsze dane mogą zachwiać tą wiarą i dać impuls do kontynuacji zeszłotygodniowej realizacji zysków.

W tym tygodniu dane makroekonomiczne będą, obok zbliżającego się niedzielnego terminu referendum konstytucyjnego we Włoszech, podstawowym wyznacznikiem nastrojów dominujących na rynku walutowym. Pierwszoplanową rolę będą odgrywać przede wszystkim dane płynące z USA i strefy euro. Nie można jednak zapominać, że równocześnie zostaną też opublikowane raporty z polskiej gospodarki.

W środę inwestorzy poznają szczegóły raportu o polskim PKB za III kwartał br. Oczekuję, że zostanie potwierdzony wstępny odczyt mówiący o wyhamowaniu dynamiki wzrostu do 2,5% z 3,1% R/R w II kwartale. Tego samego dnia GUS poda też flashowy odczyt listopadowej inflacji. Zakładam, że listopad przyniesie zakończenie wielomiesięcznej deflacji w Polsce i wskaźnik CPI wzrośnie do 0,0% z -0,2% R/R w październiku. W czwartek, 1 grudnia, natomiast w centrum uwagi znajdzie się najnowszy odczyt przemysłowego indeksu PMI dla Polski. Po jego silnym spadku w październiku, zakładam wzrost do 50,9 z 50,2 pkt. Taki wynik każe oczekiwać w listopadzie dynamiki produkcji przemysłowej na poziomie około 0,5% R/R, po tym jak miesiąc wcześniej było to -1,3% R/R.

Aktualna sytuacja na wykresie dziennym EUR/USD może sugerować, że póki co strefa wsparcia 1,05-1,0518 powstrzymał silną przecenę i rynek może potrzebować kolejnych silnych impulsów, żeby ruszyć dalej w dół (bo to, że ruszy jest bardzo prawdopodobne). Tym samym rajd w górę na USD/PLN został powstrzymany przez analogiczny do 1,05-1,0518 poziom oporu w okolicy 4,20 zł. Scenariusz na najbliższe dni to wahania dolara w szerokim przedziale 4,13-4,20 zł, przy jednoczesnej stabilizacji notowań euro i szwajcarskiego franka na poziomach zbliżonych do obecnych. Oczekuję, że ostatecznie para USD/PLN w sposób trwały pokona barierę 4,20 zł. To jednak musi korelować z zejściem EUR/USD poniżej 1,05. Wówczas ta ostatnia para obierze cel na parytet czyli 1,00 dolara (to raczej przyszły niż ten rok), a dolar podrożeje aż do 4,40 zł.

Marcin Kiepas

główny analityk easyMarkets

(ISBnews/ easyMarkets)