Dlaczego przedstawiciele polskiego sektora finansowego obawiają się pomysłu budowy wspólnego rynku kapitałowego UE?

W lutym 2015 powstała Zielona Księga dotycząca stworzenia ram dla wspólnego rynku kapitałowego, a we wrześniu został przedstawiony plan jego wdrażania. Konsultacje, w których uczestniczyły różne polskie instytucje – m.in. Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych czy Izba Domów Maklerskich, odbywały się przed stworzeniem wspomnianego planu. Można powiedzieć, że pierwsza reakcja na Zieloną Księgę była wręcz euforyczna. Główny cel jest przecież szczytny i korzystny. Unia rynku kapitałowego ma zapewnić nowe sposoby finansowania małym i średnim przedsiębiorstwom. Niestety, przyczyną tego entuzjazmu była powierzchowna znajomość problemu – nikt nie znał szczegółów. Po głębszych analizach i ustaleniu mechanizmów, okazało się, że unifikacja niesie za sobą szereg rozmaitych zagrożeń. Jak zresztą widzimy, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker opracował program wdrażania, który ma się zakończyć wraz z jego kadencją. Moim zdaniem to niedopuszczalne, żeby tak ważne przedsięwzięcie dopasowywać do tak krótkich ram czasowych i koniunktury politycznej. Trudno uniknąć skojarzenia z kolejnymi PRL-owskimi planami pięcioletnimi.

Odpowiadając wiec w skrócie na Pana pytanie - przedstawiciele polskiego rynku najbardziej boją się odpływu kapitału. Duzi inwestorzy związani z największymi rynkami nie będą inwestować w małe i średnie firmy, a ci mniej zamożni uciekną za granicę.

Zbigniew Krysiak

Zbigniew Krysiak

źródło: Materiały Prasowe

Polska gospodarka potrzebuje kapitału, a jednocześnie rozwija się szybciej od średniej europejskiej, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą więc wygrać z najlepszymi. Czy to nie przemawia za integracją?

Paradoksalnie, współczesne europejskie rynki kapitałowe funkcjonują w sytuacji zawodności mechanizmów rynkowych, dlatego należy zmienić otoczenie regulacyjne i instytucjonalne, aby mechanizmy rynkowe mogły zadziałać prowadząc do zwiększenia skali finansowania MiŚP ze źródeł innych niż banki. W tym projekcie dążymy do stworzenia struktury finansowania na wzór Stanów Zjednoczonych, które 80 proc. potrzeb finansowych przedsiębiorstw czerpią właśnie z rynków kapitałowych. Obecnie w Europie mamy do czynienia z sytuacją zupełnie odmienną niż w USA – to banki finansują przedsiębiorstwa w 80 proc. jednak ich możliwości wciąż okazują się zbyt małe. Zmieniając proporcje zdejmiemy z gospodarki europejskiej różne niebezpieczeństwa związane z sektorem bankowym.

Zmiany w tym obszarze to fundament planu Junkcera?

Plan składa się z dwóch podstawowych elementów – po pierwsze zakłada rezygnację z kumulacji zagrożeń w sektorze bankowym i po drugie znalezienie sposobu na finansowanie projektów o wysokim ryzyku, gdyż banki nie są w stanie tego robić. Rynki mogą finansować odważne pomysły i tym samym odblokować gospodarkę. Większość banków nie ma metod i procedur finansujących startupy czy szeroko pojętą innowacyjność. Podstawowe cele zjednoczenia rynków nie budzą wątpliwości, jednak Brexit całkowicie obezwładnił tę ideę, gdyż ujawnił, że tak naprawdę jest brak odpowiedniego i elastycznego modelu wspólnego rynku kapitałowego w Europie. Szereg technicznych recept i wytycznych jaki zawiera plan Junckera obnaża brak konkretnej koncepcji, która byłaby elastyczna w różnych warunkach. Tak ważne projekty wymagają stabilności niezależnie od wydarzeń politycznych. Musimy wypracować model, który będzie obojętny na jakikolwiek „exit” w przyszłości. Pracujemy nad takimi rozwiązaniami właśnie w Instytucie Myśli Schumana. Do tej pory, po Brexicie, nie podjęto w żadnym innym środowisku rozważań nad potrzebą stworzenia kompleksowego modelu w przedmiotowym zakresie. Istnieje poważne zagrożenie, że unia rynków kapitałowych będzie forsowana z jedynie powodów czysto politycznych a nie przesłanek ekonomicznych.

>>> Polecamy: Profesor Zielonka: Największym problemem Unii jest ona sama

Dlaczego unia rynków kapitałowych spowodowałaby odpływ kapitału od Polski, skoro nasz kraj wciąż jest uważany za atrakcyjny rynek?

Kilka lat temu analizowałem konkurencyjność 20 rynków kapitałowych w Europie z perspektywy kosztów dla inwestorów, a także efektywności instytucji rynku kapitałowego. Okazało się, że w Polsce, podobnie jak na innych relatywnie małych rynkach, koszty jednostkowe, które musi ponieść inwestor są bardzo wysokie. Do tego dochodzi też słabość instytucjonalna. Zachodnie rynki są zintegrowane, przez co koszty są dużo mniejsze. W Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy zbyt rozdrobnieni i przez to nieefektywni.

Dlatego stracimy na integracji?

Stracimy know-how i całą wartość dodaną generowaną przez instytucje finansowe. Polski rynek powinien być integrowany z sąsiadami tak jak jest to realizowane na Zachodzie. W Warszawie musi powstać silne centrum finansowe konsolidujące inne kraje przy wykorzystaniu siły warszawskiej giełdy i innych podmiotów rynku kapitałowego, które należy wspierać.
Jednak Czesi odmówili, a Węgrzy oddali pola Austriakom, którzy najchętniej kupiliby też nas…

Łatwo znajdować wymówki. Pamiętajmy jednak, że państwa naszego regionu borykają się z podobnymi problemami. Gdyby nasza giełda została przejęta mielibyśmy duży problem z finansowaniem małych i średnich przedsiębiorstw. Mali inwestorzy lokują swe pieniądze właśnie w ten segment. Nie będą przecież inwestować w Londynie czy Frankfurcie. Z kolei duzi nigdy się tym nie zajmą, bo jest to dla nich nieopłacalne - wymaga analiz i zaangażowania przy niewielkim zysku. Fundusze inwestycyjne zajmujące się MŚP muszą posiadać fundamentalną wiedzę na odpowiednim poziomie. Mali emitenci by mieć szansę zaistnieć potrzebują odpowiednich instytucji, które ich znają – wiedzą o ryzyku i funkcjonowaniu produktów.

A może zatrzymywanie kapitału siłą jest nieefektywne patrząc z punktu widzenia ogółu gospodarki europejskiej?

W każdej silnie skoncentrowanej i niezdywersyfikowanej ekonomii zanika konkurencja. Widoczne jest to także w USA. Dla małych spółek ważna jest płynność, a nie osiągniemy jej, gdy skoncentrujemy się tylko na największych graczach. Nawet najpiękniej napisany europejski dokument nie zmieni rzeczywistości, jeśli nie wprowadzi odpowiednich mechanizmów chroniących najmniejszych.

Zatem plan Junckera może okazać się antykonkurencyjny?

Nie chodzi tu tylko o wchłanianie małych giełd przez duże, lecz także o utrudnienia dla małych i średnich firm. Jeśli zabraknie nam wydajnych instytucji, które wiarygodnie mogłyby przedstawić ryzyko, to nie uzyskamy płynności przyciągającej inwestorów. Trzeba wypracować rozwiązanie, które zachęci małych inwestorów do działania w sektorze MŚP tak jak to się dzieje w Stanach. Poza tym nawet przy dobrze opracowanym modelu teoretycznym może zabraknąć paliwa – inwestorów dostarczających gotówkę. W planie Junckera może tak się właśnie stać. Problem potencjału kapitałowego pochodzącego z gospodarstw domowych jest w tym kontekście kluczowy i powinien on być znacznie bardziej eksplorowany, co szczególnie jest ważne w Polsce i małych rynkach w Europie.

Czy da się wdrożyć ideę wspólnego rynku kapitałowego bez ryzyka nadmiernej koncentracji kapitału?

Powinniśmy uruchamiać środki małych inwestorów, zwłaszcza biorąc pod uwagę deficyt źródeł kapitału w poszczególnych krajach. Drugą kwestią jest zwiększenie liczby emitentów na giełdzie poprzez odpowiednią stymulację. Małe czy średnie przedsiębiorstwo nie jest w stanie płacić za rating globalnych firm, więc trzeba tworzyć lokalne instytucje. Plan Junkcera implikuje także wzrost kosztów dla biur maklerskich, co będzie zmniejszało efektywność całego rynku.

Te rozwiązania powinny być wewnętrzną sprawą każdego z państw czy stanowić integralną część planu Junckera?

Musi to wynikać bezpośrednio z ogólnoeuropejskiego planu, ale w innym podejściu. Nic nam nie da wdrażanie własnych rozwiązań, gdyż zagraniczne podmioty i tak nie wezmą ich pod uwagę – nasza własna agencja ratingowa nie będzie cieszyła się taką reputacją jak Standard&Poor’s. Widać to było podczas ostatniego obniżenia ratingu dla Polski, pomimo świetnej kondycji naszej gospodarki. Dlatego w budowie systemu potrzeba ingerencji silnych instytucji europejskich w partnerskiej współpracy z poszczególnymi rynkami. One powinny udowodnić, że lokalna agencja ratingowa zna lepiej sytuację na Newconnect niż wielki globalny potentat. Musimy wrócić do idei Roberta Schumana, który wprowadził koncepcję o równoważeniu stron społecznych, gospodarczych i relacji pomiędzy narodami. Niezrównoważenie zawsze prowadzi do kryzysów. Widać to na przykładzie kredytów frankowych. Zwykły człowiek nie ma z bankiem żadnych szans. Obecne mechanizmy rynkowe w Unii zawiodły. Nie możemy się w tym pogrążać.

Jak więc uniknąć czarnego scenariusza?

Największym zagrożeniem jest pośpiech, według mnie w środowisku eksperckim jest dość jednolity głos wątpliwości. O ile po pojawieniu się Zielonej Księgi prawie wszyscy wierzyli w sukces i widzieli same pozytywy, to po zapoznaniu się z planem wdrażania, nastroje są całkowicie odmienne. Stanowiska instytucji aktywnych na rynku kapitałowym czy szerokiego sektora finansowego zmieniły się diametralnie. Euforia zmieniła się w obawę. Jednak ze swej strony zrobimy wszystko by działać w kierunku tworzenia modelu rynku kapitałowego we Wspólnocie Nardów Europy tak, aby służyła nam wszystkim.

>>> Czytaj też: Koniec podatkowej suwerenności. Czy do takiej Unii Europejskiej chcieliśmy przystąpić?