Co może być interesującego w takim blisko 100-letnim wydawnictwie? Właśnie zapowiedziano, że przez cztery najbliższe lata będziemy obchodzili setną rocznicę odzyskania niepodległości (program „Niepodległa”), pomyślałem więc, że marsze, akademie i odsłanianie pomników zostawię innym, sam zaś zobaczę, jak te procesy przebiegały w sektorze finansowym.

Materiał wstępny we wspomnianym miesięczniku zatytułowany jest „Nowe zadania”. Dotyczy tego, co powinien zrobić polski sektor finansowy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Tu warto wymienić konieczność ujednolicenia aż siedmiu różnych typów spółek kredytowych – czterech z byłego zaboru rosyjskiego, dwóch z austriackiego (w tym: „spółki oszczędności i pożyczek systemu Raiffeisena”) oraz jednego z zaboru pruskiego. Komisja kodyfikacyjna, której zadaniem była unifikacja prawa porozbiorowego, powstała miesiąc później i musiała wybrać: zaadaptować jeden z kodeksów zaborczych, zrobić ich kompilację czy stworzyć samodzielny system prawny. Ale to już inna historia.

Materiałowi towarzyszy analiza finansowa firm kredytowych. Wnioski są interesujące, ale nie są zaskakujące. Może cytat: „Zestawiwszy sobie wyniki wszystkich powyższych cyfrowych wyliczeń, dojdziemy z łatwością do przekonania, że najwięcej sprawnym, najsilniejszym i najwięcej celowym gospodarczo typem są wielkopolskie banki ludowe”. I kolejny: „Znanym jest fakt, że delegaci japońscy przybyli do Berlina dla zaznajomienia się ze spółdzielczością kredytową, której przecie Niemcy byli twórcami, odesłani zostali przez wrogich nam działaczy i uczonych niemieckich po wzory do Poznania, do banków ludowych”. Mówiąc językiem dzisiejszej młodzieży – szacun!

Dalej to, co najciekawsze, czyli informacje rynkowe. W miesięczniku opublikowano bilans majątkowy Banku Towarzystw Spółdzielczych w Warszawie sporządzony na dzień 31 grudnia 1918 r. Pozycje tego bilansu są podawane w dwóch walutach – w rublach i markach polskich. Warszawa była od sierpnia 1915 r. okupowana przez wojska niemieckie, a marka polska została wprowadzona przez Niemców w grudniu 1916 r. i była stosowana do 1924 r. Ale skąd ruble?

I tak kapitał zakładowy banku stanowiło 2 mln rubli. W rublach były wyrażone również kapitał zapasowy (55 tys.) i rezerwa specjalna (78 tys.), ale już zysk za 1918 r. i część zysku za 1917 r. wyrażone są w markach polskich. Na szczęście dla banku po stronie pasywów rublowych dużą pozycję stanowiły dług Rosyjskiemu Bankowi Państwa (1,72 mln rubli; jakaś pożyczka podporządkowana?) oraz weksle zredyskontowane w Rosyjskim Banku Państwa (440 tys. rubli). Jak sądzę, te pozycje pozwoliły w przyszłości pokryć utratę wartości aktywów wyrażonych w rublach – po tym, jak carski rubel zaczął zanikać wraz z carską Rosją. Po stronie aktywów warto zwrócić uwagę na pozycję „Dom Banku” w wysokości 1,56 mln marek. Jak sądzę, mogła to być wartość wspomnianego Domu pod Orłami, który został oddany do użytku w 1917 r. Było to 11 proc. aktywów wyrażonych w markach polskich. Się powodziło.

W sekcji „Wiadomości” znalazła się informacja, że w marcu 1919 r. odbyło się „nadzwyczajne ogólne zgromadzenie akcjonarjuszów Banku Handlowego w Warszawie pod przewodnictwem prezesa rady Leopolda barona Kronenberga”. Zwołano je w celu zmiany ustawy banku oraz podwyższenia kapitału akcyjnego z 20 mln rubli do 40 mln rubli. Emisja nowych akcji miała nastąpić „jak dotychczas, w stosunku po 250 rb. płatnych w rublach”.

Ta wielowalutowość zainteresowała mnie na tyle, że zacząłem przeglądać ówczesne kodeksy handlowe, a obowiązywały cztery (Małopolski, Zachodni, Wschodni i Królestwa Polskiego). Okazało się, że nie było żadnych uregulowań na ten temat, tylko na ziemiach zachodnich prawo stanowiło, że bilans ma być sporządzany w walucie państwowej. I ostatni wymóg, wspólny dla wszystkich systemów, choć brzmiący teraz nieco enigmatycznie: „wszelkie zapiski muszą być dokonywane w języku żyjącym”. Do refleksji po stu latach. ⒸⓅ