OECD – Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – opublikowała wyniki badania PISA. Rezultaty polskich 15-latków w międzynarodowym sprawdzianie umiejętności są gorsze niż trzy lata temu. Nasi uczniowie nadal są jednak w czołówce rankingu. – Mamy wynik powyżej średniej w krajach, które były badane. Natomiast to, że wynik spada, trudno uznać za sukces – ocenia wiceminister edukacji Maciej Kopeć.

Główną kategorią, na której skupiał się test, były w ubiegłym roku umiejętności w naukach przyrodniczych. Polscy uczniowie osiągnęli w tej kategorii średnio 501 pkt. To o 24 mniej niż w 2012 r., w czasie poprzedniego badania. Nadal jednak znaleźli się o 8 pkt powyżej średniej – spośród krajów Unii Europejskiej lepsze wyniki miało tylko sześć krajów. Ponadprzeciętne wyniki nasi uczniowie mieli we wszystkich podkategoriach badania: w wyjaśnianiu zjawisk przyrodniczych w sposób naukowy, planowaniu i ocenie poprawności procedur badawczych, a także interpretacji danych i dowodów naukowych.

Spadek zanotowano też w czytaniu i interpretacji treści. Tu w 2012 r. uczniowie uzyskali średnio 518 pkt, a w 2015 r. – 506 pkt (13 powyżej średniej OECD). W matematyce w 2012 r. młodzi Polacy zdobywali średnio 518 pkt, a w 2015 r. – 504 (14 ponad średnią OECD).

Jak jednak zwracają uwagę analitycy, w tej edycji spadki zanotowała większość krajów. Globalna zapaść w edukacji? Prof. Michał Federowicz z Instytutu Badań Edukacyjnych wyjaśnia, że zmiana może być efektem nowej technologii prowadzenia badania. – W tej edycji uczniów testowano wyłącznie przy użyciu komputerów. Za spadek może więc odpowiadać nie tyle ubytek wiedzy, ile słabsze umiejętności komputerowe uczniów – ocenia.

O korelacji między wynikami a cyfryzacją może, zdaniem eksperta, świadczyć wysoki wynik Estonii. Tam dokonała się w szkołach cyfrowa rewolucja. Uczniowie na co dzień korzystają z nowych technologii w edukacji, były one więc dla nich naturalne także przy teście PISA. Wyniki tego kraju nie pogorszyły się.

Na spadek Polski mogła nałożyć się jeszcze inna okoliczność. – W 2012 r. zmieniał się u nas egzamin gimnazjalny. Po raz pierwszy matematyka i nauki przyrodnicze były w osobnych arkuszach. Wiemy, że nauczyciele i uczniowie bali się tej zmiany i przykładali szczególną wagę do nauki. To mogło wpłynąć na bardzo wysokie wyniki PISA 2012 – zauważa Federowicz.

Wynik Polski odbił się echem w światowych mediach – wspomniało o nim m.in. BBC, zastanawiając się, czy walijskie szkoły mogą dorównać polskim. Badanie ujawniło jednak także nasze słabości – w zakresie nauk przyrodniczych wciąż mamy więcej uczniów najsłabszych, niż jest średnio w krajach OECD. Badanie wyróżnia sześć poziomów umiejętności. Poniżej drugiego jest u nas 16,3 proc. 15-latków. Na piątym i szóstym – tylko 7,3 proc.

Poprawa nastąpiła za to w grupie uczniów o najniższym tzw. kapitale społecznym. Uczniowie, którzy mimo pochodzenia z rodzin uboższych i słabiej wykształconych wciąż osiągają najlepsze wyniki, stanowią 34,6 proc. Od 2012 r. ten odsetek zwiększył się o 3,2 pkt proc. Nasz wynik jest powyżej średniej badanych krajów. Jak wyliczyli eksperci, „status socjoekonomiczny” jest odpowiedzialny za wyniki z przedmiotów przyrodniczych w 13 proc. W przewodzącej pod tym względem Estonii – tylko 8 proc., ale już w Niemczech – 16 proc., a w Belgii – 19 proc.

– Pokazuje to, że gimnazja pomagają uczniom z biedniejszych rodzin znacznie lepiej niż szkoły w innych krajach. Może to być związane z faktem, że w wielu krajach 15-latkowie uczęszczają już do różnego typu szkół. Wielu uczniów z biedniejszych rodzin trafia do szkół zawodowych, gdzie nie uczy się przedmiotów przyrodniczych. W Polsce wszyscy gimnazjaliści podążają tą samą podstawą programową z podobną liczbą godzin ze wszystkich przedmiotów – ocenia Maciej Jakubowski, były wiceminister w MEN, dziś ekspert Evidence Institute.

Argument, że gimnazja nie wyrównują szans, jest jednym z podstawowych, jakimi resort edukacji posługuje się, wprowadzając reformę likwidującą ten typ szkół. Wiceszef MEN Maciej Kopeć po opublikowaniu raportu OECD nie chciał jednoznacznie powiedzieć, czy wyniki PISA wpłyną na przebieg reformy.

– Wyniki powinny stać się przedmiotem dokładnej analizy – powiedział. – Widzimy, że nastąpił wyraźny spadek, ale nie będziemy tego używać jako kluczowego argumentu dla polityki – przyznał. Dodał również, że za postępy, jakich nasi 15-latkowie dokonali między 2006 a 2015 r., może odpowiadać nie system edukacji, ale poprawiający się status rodziców. – Oprócz czynników edukacyjnych istnieją też czynniki kontekstowe, czyli tak zwany wpływ rodzica. Ze wszystkich badań wynika, że on się w ogóle nie zmienił. Jeśli wzrosła liczba rodziców z wyższym wykształceniem, a to jest czynnik istotny dla wyniku, to należy się zastanowić, na ile mamy do czynienia z wpływem systemu edukacyjnego, a na ile z przemianami cywilizacyjnymi. Trzeba przyglądać się temu, co jest pozytywne i negatywne – mówi minister Kopieć.

W badaniu PISA w 2015 r. uczestniczyło 503 tys. uczniów z 72 krajów i regionów. Wzięło w nim udział 4,4 tys. polskich uczniów, wyłącznie z gimnazjów.

To nie pierwsze badanie edukacyjne, które pokazało umiejętności naszych nastolatków. Tydzień temu ujawniono wyniki badania czwartoklasistów. W TIMSS 2015 zajęli 17. miejsce pod względem umiejętności matematycznych i 9. pod względem przyrodniczych. – Co ciekawe, po raz pierwszy gorzej wypadli w tych zadaniach, które wymagały odtwarzania wiadomości, a najlepiej – w rozwiązywaniu problemów matematycznych – wyjaśniał podczas prezentacji prof. Krzysztof Konarzewski, polski koordynator badania.

>>> Polecamy: 700 stron przepisów. Polska szkoła może pogrążyć się w chaosie