© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: Bloomberg 2018-08-15T10:27:36+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/bloomberg Jeśli Turcja wpadnie w finansową przepaść, pociągnie inne kraje. Oto 7 kwestii, które trzeba brać pod uwagę http://forsal.pl/artykuly/1215429,turcja-nad-finansowa-przepascia-oto-7-problemow-ktore-trzeba-znac.html 2018-08-14T08:14:36Z Ostatni weekend dał Turcji oraz światowym rynkom finansowym nieco potrzebnego wytchnienia po tym, jak lira zaliczyła duże spadki, objawiając wielką zmienność. To ważny moment, aby zastanowić się, co robić dalej. Niewłaściwe działania mogą poskutkować jeszcze większymi problemami finansowymi i gospodarczymi, a także rozlaniem się ich na inne kraje – ostrzega Mohamed A. El-Erian. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Oto siedem kwestii, które rynki, inwestorzy i rządy powinny mieć na uwadze. </p><h2><b>1. Kurs waluty to nie wszystko</b></h2><p>Mimo, że świat w ostatnim czasie koncentruje się przede wszystkim na wahaniach kursu liry, to kłopoty Turcji wykraczają daleko poza rynek Forex. W końcu gwałtowne zmiany wartości walut zdarzają się wcale nie tak rzadko w krajach rozwijających się i jest to ruch nie tylko w dół. Przeważnie wysoka zmienność wartości danej waluty nie jest, ani główną przyczyną problemów, ani ich skutkiem. Najlepiej postrzegać to jako widoczny wskaźnik, który może dodatkowo zawierać istotne sygnały ostrzegawcze. </p><h2><b>2. Brak równowagi w Turcji widać już od jakiegoś czasu</b></h2><p>Ciągła stymulacja gospodarki przy pomocy kredytu, a także, szczególnie ostatnio, przy pomocy środków budżetowych, sprawiła, że Turcja notuje dziś dwa bliźniacze deficyty. Chodzi o brak równowagi zarówno w budżecie sektora publicznego, jak i na rachunku obrotów bieżących. Oba deficyty, spowodowane finansowaniem zewnętrznym oraz napływem kapitału z zagranicy, pomogły co prawda zwiększyć inwestycje i wzrost gospodarczy, ale były niewystarczające, aby wygenerować środki potrzebne do obsługi zadłużenia. </p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><h2><b>3. Mniej przyjazne otoczenie zewnętrzne</b></h2><p>Choć potrzeby finansowe kraju pozostają wciąż znaczące, to Turcja musi obecnie zmagać się z mniej przyjaznym otoczeniem zewnętrznym. Sytuacja ta szybko nie ulegnie zmianie. W efekcie napływ kapitału nad Bosfor stał się mniej obfity i droższy. </p><p>Jeśli chodzi o globalną płynność, to świat znajduje się w okresie przejściowym i powoli odchodzi od polityki luzowania przez banki centralne. Część programów polegająca na wstrzykiwaniu co miesiąc dużej ilości gotówki w gospodarkę poprzez zakup aktywów albo już ustała (przypadek Rezerwy Federalnej), albo zmniejsza swój zakres (przypadek Europejskiego Banku Centralnego). </p><p>W obliczu rosnącej inflacji amerykański Fed wielokrotnie podnosi stopy procentowe i niewiele wskazuje na to, że polityka ta w najbliższym czasie ulegnie zmianie. Biorąc pod uwagę politykę, wzrost oraz różnice stóp procentowych faworyzujące USA, prawdopodobieństwo umocnienia się dolara jest duże. </p><p>Wszystko to ma wpływ na wrażliwe klasy aktywów, szczególnie związane z rynkami wschodzącymi, gdzie odnotowano odpływ kapitału. <br />Dodatkowo warunki te sprawiają, że pewne klasy aktywów, np. te związane z rynkami wschodzącymi, stają się bardziej wrażliwe. Obligacje denominowane w walutach lokalnych, a zatem i waluty, znalazły się pod większą presją. </p><p>Czynnik mniej przyjaznego otoczenia zewnętrznego został dodatkowo wzmocniony politycznym konfliktem Turcji z USA, osiągając swój punkt kulminacyjny przy okazji ogłoszenia o nałożeniu przez USA podwójnych ceł na import stali i aluminium z Turcji. </p><h2><b>4. Inwestorzy mają wątpliwości jeśli chodzi o odpowiedź Turcji na kryzys</b></h2><p>Sytuacja kraju komplikuje się jeszcze bardziej przez obawy dotyczące zarządzania gospodarką. W obliczu dużej presji politycznej, wiara w to, że bank centralny będzie w stanie w odpowiedni (tj. o oparty o rynek) sposób odpowiedzieć i ustabilizować walutę, jest niska. </p><p>Obawy o wpływ polityki na gospodarkę wzmocniły się po tym, jak zięć prezydenta <b>Rcepa Tayyipa Erdogana </b>został mianowany na kluczowe stanowisko gospodarcze i pełni dziś funkcję nadzorczą w rządzie. </p><p><em>(Bank centralny Turcji zapowiedział w poniedziałek, że wpompuje w turecki system finansowany równowartość sześciu miliardów dolarów, żeby zagwarantować wypłacalność banków i zahamować spadek wartości liry tureckiej – przyp. red. <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1215239,turcja-przeznaczy-6-mld-dol-na-zahamowanie-spadku-kursu-liry.html ">&gt;&gt;&gt; Czytaj więcej</a>)</em></p><h2><b>5. Turcji brakuje wiarygodnych zewnętrznych kotwic</b></h2><p>Konwencjonalną odpowiedzią na tego typu problemy byłaby próba znalezienia zewnętrznych kotwic, do czasu uspokojenia sytuacji wewnętrznej. Zazwyczaj wiąże się to z uruchomieniem programu Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), który zapewnia zarówno finansowanie jak i nadzór i firmowanie polityk wewnętrznych danego kraju. Tak właśnie postąpiła w tym roku Argentyna, aby zwalczyć chaos na rynku własnej waluty. W przypadku Turcji potrzeba zwrócenia się do MFW o pomoc teoretycznie jest większa, gdyż istnieją obawy o rozlanie się kryzysu tureckiego na zewnątrz. </p><p>Turcja jednak, ze zrozumiałych względów, pozostaje oporna wobec MFW. Mająca swoją siedzibę w Waszyngtonie organizacja mogłaby bowiem wymagać od Turcji istotnych zmian w politykach, a to oznaczałoby zapewne wycofanie się z niektórych pomysłów prezydenta Erdogana. Istnieje także inna przeszkoda o charakterze wewnętrznym. </p><p>Otóż zwrócenie się do MFW oznaczałoby powrót od „starych, złych czasów”, które w gruncie rzeczy otworzyły prezydentowi Erdoganowi drogę do władzy. <br />Niemniej bez wsparcia MFW Turcja tak czy inaczej może być zmuszona do jeszcze większego wycofania się z realizacji pomysłów Erdogana. Bez względu na pomoc MFW, Ankara prawdopodobnie będzie musiała zmierzyć się z cięciami wydatków, zwiększeniem opłat za usługi publiczne oraz zwiększeniem podatków, aby zmniejszyć deficyt. </p><p>Poza MFW istnieje niewiele alternatyw. Rządy państw europejskich oraz instytucje UE raczej nie zaoferują Ankarze środków, które byłby odpowiedzią na truceckie problemy. To samo dotyczy państw Zatoki Perskiej. </p><p>Chiny z kolei raczej nie zechcą zaangażować się na tak wielką skalę w pomoc Turcji. Pomimo, że Turcja ma bliskie więzi z Rosją, Moskwa także prawdopodobnie nie będzie w stanie finansowo pomóc Ankarze. </p><h2><b>6. Chaos jest jakimś rozwiązaniem, ale mało atrakcyjnym</b></h2><p>Turcja mogłaby się wycofać i pozwolić na spadek wartości waluty do naturalnego poziomu. Pytanie nie brzmi w tym przypadku, czy to mogłoby się stać (bo jest to możliwe), ale ile by kosztowało całą gospodarkę. </p><p>Jak dotąd silna deprecjacja waluty spowodowała wzrost inflacji, zwiększyła zadłużenie, wystawiła na ryzyko lokalne banki, podważyła wzrost gospodarczy i pogorszyła perspektywy dla wielu tureckich firm. Jeśli wartość waluty będzie dalej spadać, będzie to oznaczało zwiększenie ryzyka recesji, paraliżującej inflacji, podniesienie liczby bankructw. Co więcej, tureckie banki mogą zażądać rządowego wsparcia, zaś najbardziej narażeni na kryzys obywatele ochrony państwa. </p><h2><b>7. Kontrola kapitału?</b></h2><p>Nie jest wielkim zaskoczeniem, że w obliczu tych problemów w Turcji coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu kontroli kapitału, co miałoby zahamować jego odpływ i zapobiec „dolaryzacji” gospodarki. To jednak jeszcze bardziej zachęci sektor prywatny (turecki i zagraniczny) do porzucenia liry i spowoduje jeszcze większe napięcie finansowe i gospodarcze. </p><h2><b>Sytuacja nie jest wesoła</b></h2><p>Widać zatem, że główne wnioski jeśli chodzi o sytuację Turcji, nie są wesołe. Ze względu na zbieżność w czasie zewnętrznej i wewnętrznej presji, tureckie władze mają ograniczone pole manewru w zakresie prowadzenia polityk i finansowania, szczególnie gdy zdecydują się działać samodzielnie. Staje się coraz bardziej prawdopodobne, że Turcja będzie zmuszona do podjęcia kombinacji następujących działań: zwiększenia stóp procentowych, wprowadzenia oszczędności, poproszenia o pomoc MFW oraz wprowadzenia kontroli kapitału. </p><p>Inwestorzy powinni się przygotować na większą zmienność liry i „techniczne” rozlanie się problemów na inne rynki wschodzące. Rynki rozwinięte, szczególnie Europa, także mogą ponieść konsekwencje, jeśli źródła rozlewania się problemów rozprzestrzenią się. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1215108,zakupy-w-turcji-za-pol-darmo-lira-dramatycznie-traci-do-zlotego.html">Zakupy w Turcji za pół darmo. Lira dramatycznie traci do złotego</a></p> Rosyjscy oligarchowie stracili ponad 3 mld dol. w jeden dzień http://forsal.pl/artykuly/1215288,rosyjscy-oligarchowie-stracili-ponad-3-mld-dol-w-jeden-dzien.html 2018-08-13T20:07:03Z Bogaci rosyjscy oligarchowie stracili ponad 3 mld dol. w ciągu jednego dnia. Powód? Czołowy doradca ekonomiczny Władimira Putina zaproponował podniesienie podatków dla największych firm z branży metalurgicznej i górniczej. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W liście do Władimira Putina, jego doradca Andriej Belousow wskazał 14 firm, które mogłyby płacić więcej. Wywołało to popłoch wśród inwestorów, w wyniku czego wycofali się oni z inwestycji w te firmy, zaś ich właściciele w ciągu jednego dnia stracili ponad 3,1 mld dol. – wynika z danych gromadzonych przez Bloomberg Billionaires Index.</p><p>Wśród firm, które znalazły się w liście Beousowa, znalazły się m.in. MMC Norilsk Nickel, którego współwłaścielem jest oligarcha Vładimir Potanin, Severstal, którego największym udziałowcem pozostaje Aleksie Mordaszow, grupa petrochemiczna Sibur Holding, kontrolowana przez Leonida Mikhelsona i Giennadija Timczenkę. </p><p>Dzięki podniesieniu podatków rosyjski budżet zyskałby ok. 500 mld rubli rocznie – wynika z listu Belousowa. </p><p>Propozycja ta wygląda jak „promocja nieefektywności: im niższa zyskowność, tym niższe podatki” – komentuje Władimir Lisin, większościowy udziałowiec w Nowolipeck Steel oraz szef Rosyjskiego Stowarzyszenia Stali. Lisin stracił najwięcej wśród oligarchów, których firmy miałyby zostać obłożone wyższymi podatkami. Jego firma – Nowolipeck Steel – straciła 5,4 proc. na moskiewskiej giełdzie. Oznacza to stratę ok. 832 mln dol., co stanowi ok. 4 proc. jego całego majątku netto. </p><p>Drugim największym przegranym listu do prezydenta był Wiktor Raszikow, właściciel Magnitogorsk Iron &amp; Steel. Wartość akcji jego firmy spadła o 5,2 proc. </p><h2><b>Lista oligarchów, którzy stracili najwięcej (wg. Bloomberg Billionaires Index):</b></h2><p><b>1. Władimir Lisin: -832 ml dol. (Nowolipeck Steel)</b></p><p><b>2. Wiktor Rasznikow: -446 mln dol. (MMK)</b></p><p><b>3. Aleksiej Mordaszow: -444 mln dol. (Severstal)</b></p><p><b>4. Roman Abramowicz: -381 mln dol. (Evraz)</b></p><p><b>5. Władimir Potanin: -290 mln dol. (Norilsk Nickel)</b></p><p><b>6. Aleksander Abramow: -221 mln dol. (Evraz)</b></p><p><b>7. Leonid Mikhelson: -182 mln dol. (Sibur)</b></p><p><b>8. Andriej Mielniczenko: -143 mln dol. (Suek)</b></p><p><b>9. Aliszer Usmanow: -60 mln dol. (Metalloinvest)</b></p><p><b>10. Giennadij Timczenko: -55 mln dol. (Sibur)</b></p><p><b>11. Andriej Giurjew: -37 mln dol. (PhosAgro)</b></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1210261,megamiasta-z-coraz-wiekszymi-problemami-czy-mozna-zahamowac-ich-rozwoj.html">Megamiasta z coraz większymi problemami. Czy można zahamować ich rozwój?</a></p> Czy USA powinny bronić małych krajów NATO? Odpowiedź leży w historii, ale Amerykanie już jej nie pamiętają [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1215233,czy-usa-powinny-bronic-malych-krajow-nato-odpowiedz-lezy-w-historii-ale-amerykanie-juz-jej-nie-pamietaja-opinia.html 2018-08-13T20:08:47Z Sytuacja jest dziś wyjątkowa: Donald Trump kwestionuje międzynarodowe zobowiązania sojusznicze USA w czasie, gdy wielu Amerykanów straciło historyczną wrażliwość oraz geopolityczną wyobraźnię - pisze Hal Brands.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Tuż po powrocie z jednego ze swoich charakterystycznych, kontrproduktywnych wyjazdów do Europy, Donald Trump powrócił też do swojego ulubionego zajęcia, czyli do publicznego kwestionowania zaangażowania USA w zobowiązania obronne w ramach NATO. Tym razem obiektem nieszczęsnej wypowiedzi Trumpa stała się Czarnogóra – mały bałkański kraj, który jest najmłodszym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. </p><p>Odpowiadając na pytania <b>Tuckera Carlsona</b> w telewizji Fox News,<a href="http://forsal.pl/artykuly/1180760,trump-obrona-malego-kraju-nato-moze-oznaczac-wybuch-iii-wojny-swiatowej.html"> Trump stwierdził,</a> że nie widzi powodu, aby ryzykować życie i pieniądze Amerykanów w imię obrony Czarnogóry. Prezydent USA dodał, że bezpieczeństwo USA stałoby się raczej osłabione niż wzmocnione w wyniku przyjmowania na siebie zobowiązań wobec daleko położonych sojuszników. W ocenie Trumpa Czarnogórcy są „bardzo agresywni”, zaś ich zachowanie może stwarzać dla Ameryki ryzyko wciągnięcia w trzecią wojnę światową. </p><p>Jak zwykle wypowiedzi Trumpa o sojuszniku NATO zostały powszechnie potępione przez establishment związany z amerykańską polityką zagraniczną. Można jednak przypuszczać, że przeciętny Amerykanin, a szczególnie przeciętny zwolennik Trumpa, był już mniej zaniepokojony jego wypowiedziami. Pytanie o to, dlaczego USA powinny chcieć wysłać swoich żołnierzy, aby bronić Czarnogóry, Estonii, Islandii czy innego mniejszego kraju, prawdopodobnie jawi się w oczach wielu wyborców Trumpa jako uzasadnione, szczególnie w sytuacji, gdy prezydent USA krytykuje wiele krajów Sojuszu za niezdolność do brania na siebie ciężaru odpowiednio wysokich wydatków na obronność. </p><p>W gruncie rzeczy istnieje bardzo przekonująca odpowiedź na to pytanie, ale wymaga ona historycznej wrażliwości oraz geopolitycznej wyobraźni, której wielu Amerykanom, a szczególnie Donaldowi Trumpowi, brakuje. </p><p>Być może nieświadomie, ale Trump poprzez swoje komentarze na temat Czarnogóry wskazał na prawdziwą naturę amerykańskiego zaangażowania i charakteru państwowości po II wojnie światowej. Większość krajów nie jest zaangażowana w nic ponad swoją własną obronność. Tymczasem w ciągu kilku pokoleń USA zagwarantowały bezpieczeństwo wielu krajom, które są oddalone od Ameryki o tysiące kilometrów. Prawdopodobnie większość Amerykanów nie wiedziałaby, gdzie te państwa są położone. </p><p>Niektóre z tych krajów – Niemcy, Japonia, Wielka Brytania – są lokalnymi mocarstwami. Inne – Łotwa, Luksemburg czy Czarnogóra – to małe państwa, których znaczenie dla bezpieczeństwa USA nie jest oczywiste. Żadne inne mocarstwo w historii nie definiowało swoich interesów i zobowiązań tak szeroko jak Stany Zjednoczone. </p><p>Racjonalność takiego podejścia została jednak zbudowana na podstawie historycznych lekcji. Otóż zakończenie i odejście od katastrofalnych wojen z pierwszej połowy XX wieku nie byłoby możliwe, gdyby państwa Europy i Azji zostały by pozostawione same sobie. Albo zniszczyłyby się wzajemnie – tak jak miało to miejsce w czasie I wojny światowej, albo poniosłyby klęskę, próbując współpracować w celu pokonania niebezpiecznego agresora – jak miało to miejsce w czasie II wojny światowej. </p><p>Powstające ogniska konfliktu nie zostałyby ograniczone tylko do Europy, ale także przeniosłyby się dalej – ostatecznie dotykając także USA. Jedynym rozwiązaniem problemu dla Ameryki była próba utrzymania pokoju w tych kluczowych miejscach. Waszyngton zapewniał bezpieczeństwo w obliczu zewnętrznych zagrożeń, takich jak ZSRR czy dziś Rosja. Dodatkowo USA tłumiły konflikt pomiędzy historycznymi wrogami w Europie, np. między Francją a Niemcami. Czyniąc tak, Stany Zjednoczone zapewniały klimat bezpieczeństwa i prosperity, z którego korzystali wszyscy, łącznie z USA. </p><p>Powyższe działania były uzupełniane koncepcją niepodzielności globalnego bezpieczeństwa. Agresja łatwo się rozprzestrzeniała. Pokolenia, które doświadczyły II wojny światowej wiedziały, że jeśli rewizjonistyczne siły zdołają podważyć gdziekolwiek status quo, wówczas z pewnością podważenie status quo może nastąpić gdziekolwiek indziej. Pozwolenie na niepohamowaną agresję w jakimkolwiek ważnym regionie świata oznaczało pozwolenie na niszczenie międzynarodowego pokoju. <br />Ponadto pojawiłoby się pytanie, czy USA, stojąc z boku wobec mniejszych zagrożeń dla globalnej stabilności, poradziłyby sobie w obliczu większych wyzwań. Co prawda sam Harry Truman w 1947 roku twierdził, że „świat nie jest statyczny, a status quo nie jest święte”, ale dodawał przy tym, że pozwalanie na zmianę status quo siłą lub poprzez polityczną infiltrację oznaczałoby skazanie wspólnoty międzynarodowej ciemność i anarchię. </p><p>Dziś istnieje całkiem niewiele powodów, dla których USA miałyby interes w obronie Czarnogóry – np. próba powstrzymania wpływów Rosji na Bałkanach. Ale podstawowa odpowiedź na pytanie, dlaczego Waszyngton miałby angażować się w obronę małych sojuszników z NATO, takich jak Czarnogóra, leży w fundamentalnej logice, która wyznaczała działania USA przez wiele dekad. </p><p>W przeciwieństwie do powszechnego mniemania, zaangażowanie USA w NATO nigdy nie było tak „święte”, jak bywa niekiedy przedstawiane. Tak jak Trump, wiele Amerykanów nie raz kwestionowało sens amerykańskiej walki o kraje położone daleko od Ameryki. Najsilniej kwestionowano to w czasach największego sceptycyzmu wobec roli USA na świecie. </p><p>W przededniu wojny w Wietnamie tylko 36 proc. Amerykanów uważało, że wojna ta była „ważna dla USA w kontekście zaangażowania Waszyngtonu na rzecz innych krajów”. Zatem ambiwalencja, którą posługuje się Donald Trump w odniesieniu do zaangażowania USA w kontekście bezpieczeństwa, jest stara, jak same zobowiązania, które Stany Zjednoczone na siebie wzięły. </p><p>Tym razem istnieje jednak pewna różnica wobec przeszłości – dziś to sam prezydent podsyca tę ambiwalencję. Przez większość okresu zimnej wojny amerykańscy liderzy rozumieli, że prosząc Amerykanów o wsparcie dla zaangażowania na rzecz obrony dalekich krajów, proszą o wiele. Mimo to wierzyli, że ma to sens oraz chcieli, aby Europejczycy byli pewni, że USA w razie potrzeby przyjdą im z pomocą. </p><p>Z kolei Donald Trump działa zupełnie odwrotnie. Wzmacnia wątpliwości jeśli chodzi o zaangażowanie USA w obronność – zarówno w wymiarze wewnętrznym, czyli czy USA powinny honorować swoje zobowiązania w NATO, jak i w wymiarze zewnętrznym, czyli czy Europa może być pewna, że Stany Zjednoczone przyjdą jej z pomocą. </p><p>Dzisiejsza sytuacja jest też odmienna jeszcze z innego powodu – Trump kwestionuje zobowiązania obronne USA w czasie, gdy wielu Amerykanów straciło historyczną wrażliwość oraz geopolityczną wyobraźnię. </p><p>W latach 40. XX wieku argument, że światowe bezpieczeństwo jest niepodzielne i że linia amerykańskiej obrony w latach powinna przebiegać na peryferiach Eurazji, a większość Amerykanów pamiętała czasy sprzed II wojny światowej, miał sens. Ten sam argument w 80 lat po zakończeniu II wojny światowej, w czasie, gdy większość populacji zaczyna zapominać nawet rzeczywistość zimnej wojny, brzmi już zupełnie inaczej. </p><p>Jeśli sceptycyzm Trumpa ws. zobowiązań sojuszniczych rezonuje wśród jego wyborców, to możliwe, że nie są oni już w stanie wyobrazić sobie, jak przykra może stać się rzeczywistość międzynarodowa, gdy Ameryka wycofa się z roli globalnego strażnika. </p><p>Prezydent USA sprawił w ten sposób fundamentalną trudność obrońcom amerykańskiego internacjonalizmu opierającego się na niemożliwym dziś do udowodnienia twierdzeniu: że gdy Ameryka wycofa się ze świata, sprawy mogą potoczyć się w bardzo niekorzystnym kierunku. </p><p>Im bardziej Ameryka oddala się od spraw świata, tym mniej przekonujące dla zwykłych Amerykanów są argumenty na rzecz międzynarodowego zaangażowania Waszyngtonu, zaś powiększa się pole do działania dla ludzi takich jak Donald Trump, którzy chcą nie tylko porzucenia zobowiązań wobec Czarnogóry, ale także intelektualnych fundamentów uzasadniających globalną rolę Ameryki. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1074298,chiny-i-rosja-kwestionuja-amerykanski-lad-to-punkt-zwrotny-dla-polityki-zagranicznej-usa-analiza.html">Chiny i Rosja kwestionują amerykański ład. To punkt zwrotny dla polityki zagranicznej USA [ANALIZA]</a></p> Ryanair na rozdrożu. Strajki to największy problem w 30-letniej historii przewoźnika http://forsal.pl/artykuly/1211664,strajk-pilotow-ryanair-o-co-chodzi-pytania-i-odpowiedzi.html 2018-08-10T18:29:33Z Ryanair po raz pierwszy w swojej 30-letniej historii zmaga się z falą strajków, które na wielką skalę paraliżują działalność przewoźnika. Tylko w piątek zostało odwołanych co najmniej 400 lotów w pięciu krajach. Czy Michael O’Leary kierujący firmą od 1994 roku, poradzi sobie i zachowa stanowisko?]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>Ryanair </b>to największa w Europie niskokosztowa linia lotnicza, której model biznesowy opiera się na eliminacji wielu udogodnień znanych z tradycyjnych linii. Związki zawodowe pilotów i personelu pokładowego wysuwały już wiele postulatów, począwszy od wyższych wynagrodzeń, a skończywszy na darmowej wodzie do picia. Wszystkie żądania były jak dotąd odrzucane, gdyż mogłyby wiązać się z podniesieniem kosztów i zaburzeniem modelu biznesowego przewoźnika, a na to główny dyrektor operacyjny Peter Bellew nie chce się zgodzić. </p><p><b>Michael O’Leary</b> w przeszłości wielokrotnie zapewniał, że nie dopuści do rozwoju związków zawodowych w jego firmie, ale po grudniowej groźbie zachwiania rozkładu lotów, ostatecznie musiał się na to zgodzić. Pierwsze postulaty ogłoszono na początku sezonu wakacyjnego, gdy miejsca w samolotach są w pełni zarezerwowane, a firma zarabia najwięcej. </p><h2><b>Czego domagają się pracownicy?</b></h2><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Żądania pilotów różnią się w zależności od kraju. Niektórzy chcą zwiększenia stałej części wynagrodzenia i zmniejszenia części zmiennej, która zależy od wylatanych godzin. Dzięki temu pensje pilotów stałyby się bardziej przewidywalne. Inni z kolei chcą, aby przewoźnik nie przerzucał ich tak łatwo z miasta do miasta. Piloci „nie są nomadami, którzy rozkładają swój namiot tam, gdzie Ryanair zwęszy biznes” – powiedziało w tym tygodniu niemieckie zrzeszenie związków „Cockpit”. <br />Z kolei postulaty personelu pokładowego obejmują m.in. „uczciwe wynagrodzenia”, bezpłatne urlopy, zmniejszenie zatrudnienia poprzez agencje pracy, powszechny system emerytalny oraz zakończenie krytyki za picie wody w czasie lotu. </p><h2><b>Jak Ryanair odniósł się do postulatów związków?</b></h2><p>Reakcje przewoźnika są ambiwalentne. Z jednej strony władze firmy potrafiły okazywać wrogość, grożąc 300 pracownikom w Dublinie, że mogą stracić pracę, a część działalności przewoźnika zostanie przeniesiona do Polski. Innym razem ton był łagodniejszy, zaś władze oferowały mediacje w celu rozwiązania sporu. <br />Zachowanie to bywa różnie oceniane. Z jednej strony zarzuca się władzom Ryanaira, że są wewnętrznie podzielone, a lewa ręka nie wie, co robi prawa. Z kolei bardziej łaskawi wobec Ryanaira komentatorzy sądzą, że przewoźnik stosuje taktykę złego i dobrego policjanta – komentuje Andrew Lobbenberg z HSBC Global Research. </p><h2><b>Jak klienci radzą sobie z odwołanymi lotami?</b></h2><p>Klienci, którzy kupili bilety na odwołane loty, mają możliwość zamiany terminu, ale w praktyce nie jest to takie proste. Fabienne Goetsch, która próbowała zamienić lot z Kopenhagi do Dusseldorfu, nie mogła znaleźć odpowiedniego miejsca. </p><p>Z kolei inny klient, który leciał z Brukseli do Dublina, słysząc, że jego lot ma być odwołany, zakupił inny bilet, aby potem dowiedzieć się, że lot jednak się odbędzie, a zwrotu kosztów nie należy oczekiwać. </p><p>Ryanair twierdzi, że podejmuje wszelkie kroki, aby zminimalizować występujące zakłócenia, zaś większości klientów udało się przenieść na inne loty. „Chcemy raz jeszcze przeprosić naszych klientów za niepotrzebne zakłócenia oraz poprosić związki zawodowe, aby zamiast wzywania do kolejnych strajków, kontynuowały rozmowy. </p><h2><b>Co na to inwestorzy?</b></h2><p>Akcje Ryanaira straciły w tym roku ok. 12 proc. wartości, zaś w piątek kurs spadł o 2,7 proc. Firma straciła przez to tytuł najbardziej wartościowego przewoźnika w Europie. Dziś firma jest warta 15,1 mld euro, czyli mniej niż właściciel British Airways. </p><p>Ryanair prawdopodobnie nie przestanie się rozwijać i pozostanie największą w Europie niskokosztową linią, ale z innym poziomem zyskowności. </p><h2><b>Jak strajki wpłyną na zyskowność firmy?</b></h2><p>Obecnie ciężko to określić. Rzecznik prasowy Ryanaira nie odniósł się do pytań o wpływ strajków na finanse firmy, ale refundacja lotów tysięcy pasażerów nie będzie tania. </p><p>Przewoźnik w tym roku na wzrost kosztów pracy przewidział 200 mln euro. Część tej kwoty ma iść na wzrost wynagrodzeń, a część na zatrudnienie nowych pracowników. Koszt jednego lotu, wyłączając paliwo, wzrośnie w tym roku o 6 proc. – częściowo z powodu wyższych wynagrodzeń – zapowiadano w maju.<br />Wzrost pasażerów w ubiegłym miesiącu był najwolniejszy w tym roku. Firma odnotowała również spadek zysków o 20 proc. w II kw. 2018 roku. </p><p>Paradoksalnie jednak czas gra na korzyść przewoźnika. Gdy skończy się letni szczyt ruchu, związki zawodowe stracą część swojego wpływu oraz zdolność do zakłócania rozkładu lotów. Zazwyczaj tanie linie lotnicze w sezonie zimowym zmniejszają częstotliwość połączeń, a niektóre z nich zawieszają. Oznacza to, że mogą sobie także pozwolić na redukcję zatrudnienia. </p><h2><b>Czy Michael O’Leary przetrwa obecne problemy?</b></h2><p>57-letni dyrektor zarządzający Ryanaira ocenia, że jego szanse na dotrwanie do wypadającej w przyszłym roku 25. rocznicy zasiadania na fotelu dyrektora wynoszą 50 proc. </p><p>Kwestia odejścia CEO Ryanaira pojawiła się po tym, jak coraz częściej zaczęto zadawać pytanie, czy wojownicza natura O’Leary’ego nie doprowadziła do strat po stronie klientów firmy. </p><p>Jonathan Fearon, dyrektor inwestycyjny ze Standard Life Aberdeen sądzi jednak, że obecnie nie ma dowodów na to, że Ryanair chce pozbyć się człowieka, który zbudował model biznesowy przewoźnika. Zatem możliwe, że to od samego O’Leary’ego będzie zależało, czy zechce dalej pozostać na stanowisku. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1211299,dzis-strajk-pilotow-linii-ryanair-odwolano-okolo-400-lotow-ryanair-musi-sie-zmienic.html">Dziś strajk pilotów linii Ryanair, odwołano około 400 lotów. "Ryanair musi się zmienić"</a></p> Pracujący londyńczycy ustawiają się w kolejkach po darmowe posiłki, bo nie starcza im na jedzenie http://forsal.pl/artykuly/1210510,pracujacy-londynczycy-ustawiaja-sie-w-kolejkach-po-darmowe-posilki-bo-nie-starcza-im-na-jedzenie.html 2018-08-09T19:36:41Z Bogactwo Londynu i polityczna przepychanka wokół brexitu ukrywają problem, jakim jest rosnące ubóstwo osób pracujących.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W sercu londyńskiej dzielnicy teatralnej, naprzeciwko hotelu Savoy, gdzie jedna noc może kosztować nawet 800 dolarów, spora grupa ludzi cierpliwie czeka. Jest przyjemnie ciepły, letni wieczór.</p><p>Wijąca się kolejka ludzi w pobliżu Coutts &amp; Co, banku, który obsługuje królową, to portret dzisiejszego Londynu: kobiety i mężczyźni w różnym wieku i różnego pochodzenia, z kakofonii różnych języków wyłania się angielski i polski. Niektórzy ubrani elegancko, mają na sobie koszule i spodnie, inni są w dżinsach i czapkach z daszkiem. Jeden z mężczyzn ma na sobie uniform firmy dostarczającej jedzenie.</p><p>Nie czekają tam jednak na tańsze bilety na spektakl na West Endzie albo na stolik w restauracji Gordona Ramsaya. Czekają na darmowy posiłek od miejscowej organizacji charytatywnej.</p><p>Obraz bogactwa obok biedy, bezdomności i jadłodajni nie jest niczym nowym w mieście, które zainspirowało Charlesa Dickensa i George’a Orwella, nie jest też wyjątkiem wśród ośrodków miejskich na całym świecie. Ale w dzisiejszej Wielkiej Brytanii są one odzwierciedleniem społeczeństwa, które jest coraz bardziej obciążone, podczas gdy brexit – nieustępliwe dążenie do opuszczenia Unii Europejskiej – wysysa całą energię polityczną kraju, nie pozostawiając wiele miejsca dla innych pilnych problemów.</p><p>Działania rządu są sparaliżowane. Politycy nie są w stanie zająć się przyczynami społecznych rozczarowań, które doprowadziły do głosu za brexitem w 2016 roku, wywołanych ośmioma latami i prawie 140 miliardami funtów cięć w wydatkach publicznych, które dotknęły usługi publiczne i pomoc społeczną. W Londynie bogactwo i przepych najbardziej globalnego miasta Europy przykrywają walczący o byt margines osób, których wynagrodzenie nie pozwala na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/aktualnosci/artykuly/1209178,american-dream-po-polsku-amazon-to-jeden-z-najgorszych-duzych-pracodawcow-w-polsce.html" title="American dream po polsku. &quot;Amazon to jeden z najgorszych dużych pracodawców w Polsce&quot;">American dream po polsku. "Amazon to jeden z najgorszych dużych pracodawców w Polsce"</a></p><p>„Nie mam za dużo jedzenia, więc muszę skądś je zdobywać”, mówi 41-letni Sean Gibson, który stoi na końcu kolejki, czekając cierpliwie na obiad z różowego namiotu rozstawionego przez organizację Friends of Essex &amp; London Homeless.</p><p>Gibson jako pracownik firmy dostarczającej jedzenie nie jest w stanie zarobić tyle, żeby starczyło mu na czynsz i jedzenie. Mówi, że jego maksimum to 960 funtów co sześć tygodni – w mieście, gdzie wynajem mieszkania na miesiąc kosztuje średnio dwa razy tyle. „Połowa czynszów to od 600 funtów wzwyż. Jak ludzi na to stać? To nienormalne”, oburza się.</p><p>Wielka Brytania staje się w coraz większym stopniu państwem równoległych światów.</p><p>Zatrudnienie w kraju jest na rekordowym poziomie dzięki elastycznym umowom, takim jak ta, na której pracuje Gibson. Gospodarka jest w wystarczająco dobrej kondycji, żeby Bank Anglii podniósł stopy procentowe, a poziom bezwzględnego ubóstwa jest na rekordowo niskim poziomie.</p><p>A jednak według raportu think tanku Resolution Foundation opublikowanego 24 lipca standard życia w zeszłym roku rósł najwolniej od 2012 r. Wynika z niego też, że ponowne zwiększanie się dochodów po światowym kryzysie finansowym zaczęło się cofać dla 30 proc. najbiedniejszych rodzin. Podczas gdy Londyn to najbogatszy region Europy Północnej, w Wielkiej Brytanii znajduje się też 9 z 10 najbiedniejszych.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Wydatki publiczne w Wielkiej Brytanii w 2010 roku spadły z 45 do około 38 proc. PKB. Badania organizacji charytatywnej Shelter pokazały, że 55 proc. bezdomnych rodzin w tymczasowych miejscach zamieszkania ma pracę. Ich liczba wzrosła od 2013 roku o 73 proc.</p><p>„Każdy walczy teraz o siebie”, stwierdził Mohammed Nazir, radny do spraw mieszkalnictwa w gminie na obrzeżach Londynu, po spotkaniu parlamentarnym dotyczącym bezdomności. „Świadomość społeczna zanika w szybkim tempie”.</p><p>Premier Teresa May każdego dnia walczy o zachowanie przywództwa. Od kiedy w zeszłym miesiącu ogłosiła swoją mapę drogową brexitu z rządu odeszło osiem osób. Data formalnego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest coraz bliżej, a polityka polega obecnie na gaszeniu pożarów.</p><p>W ciągu ostatnich czterech lat w rządzie było czterech różnych ministrów do spraw mieszkalnictwa. Polityka redukowania bezdomności i pomocy w zapewnieniu bezpieczeństwa nowemu pokoleniu pracowników narażonych na wykluczenie są cały czas usuwane na bok – twierdzi Neil Coyle, opozycyjny polityk Partii Pracy, który współprzewodniczy parlamentarnemu międzypartyjnemu zespołowi ds. bezdomności.</p><p>„Mówimy na to ‘zaniedbaxit’”, mówi. „To sytuacja, w której każda inna ważna kwestia jest zaniedbywana z powodu brexitu”.</p><p>Żaden z rozważanych obecnie planów walki z bezdomnością nie pomoże jednak raczej rosnącej liczbie osób takich jak Gibson – które śpią kątem u rodziny i znajomych albo w pensjonatach.</p><p>„Bardzo trudno jest nam ocenić, czy ktoś jest bezdomny, czy nie, ponieważ zjawiają się tu ludzie, którzy są całkiem dobrze ubrani i którzy się starają”, mówi Steven Stuart, który wraz z żoną półtora roku temu założył Friends of Essex and London Homeless. „Bezdomność wyobrażamy sobie jako mężczyznę śpiącego pod kocem w bramie, ale ona jest teraz obecna na bardzo różnych poziomach”.</p><p>21-letnia Harriet jest agentką nieruchomości ze wschodniego Londynu. Bezdomność dosięgła ją kiedy skończyła jej się umowa na wynajem mieszkania. Przez dwa miesiące wynajmowała pokoje przez Airbnb.</p><p>„Mieszkałam w okropnych mieszkaniach, gdzie w pozostałych pokojach mieszkali ludzie palący wiecznie jointy albo turyści”, mówi. „Cały czas stresowałam się tym, że nie znajdę pokoju”.</p><p>W samym Londynie liczba „ukrytych bezdomnych” może być nawet 13 razy wyższa niż liczba osób mieszkających na ulicach. W stolicy stałego miejsca zamieszkania nie ma nawet 12,5 tysiąca osób, ale nie są one ujmowane w statystykach. Niektórzy śpią w środkach transportu publicznego. Liczba osób śpiących w nocnych autobusach wzrosła podaddwukrotnie do 213 od zimy 2012/2013 do zimy 2015/2016.</p><p>Bezdomne osoby samotne najczęściej muszą wynajmować mieszkania od prywatnych właścicieli, którzy dużo szybciej wyrzucą ich z lokalu, jeśli nie będą oni nadążać z płatnościami. Phil, który nie chciał podać swojego nazwiska, nocuje obecnie na stacji metra Westminster, zaledwie kilkadziesiąt metrów od budynków parlamentu. „Tylko jedna wypłata dzieli cię od wylądowania na ulicy”, mówi. „Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy”.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1116275,oto-jak-finlandia-poradzila-sobie-z-bezdomnoscia-po-prostu-dala-ludziom-mieszkania.html">Oto jak Finlandia poradziła sobie z bezdomnością. Po prostu dała ludziom mieszkania</a></p> Rezygnujesz ze słomek? To nie pomoże oceanom. Oto, co ma znaczenie [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1209049,adam-minter-plastikowe-slomki-to-nie-jest-prawdziwy-problem-oceanow-opinia.html 2018-08-12T16:06:13Z Rezygnacja ze słomek to popularny pomysł na ograniczenie śmieci. Ale jest wiele lepszych sposobów, by walczyć o środowisko – pisze Adam Minter.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Najlepsze bary w Nowym Jorku są w rozterce, pisze <b>Adam Minter </b>w serwisie <a href="https://www.bloomberg.com/view/articles/2018-06-07/plastic-straws-aren-t-the-problem">Bloomberg</a>. Modny ruch protestujących ma swoje kluby nocne, które starają się zastąpić <b>plastikowe</b> <b>słomki </b>bardziej zrównoważonymi alternatywami, takimi jak papierowe, twierdząc, że spowoduje to zmniejszenie ilości odpadów plastikowych w oceanach. Wszystko brzmi bardzo szlachetnie, ale w rzeczywistości może pogorszyć sprawę. <b>Słomki </b>stanowią niewielki odsetek globalnych produktów z tworzyw sztucznych. Kampanie, które mają na celu rezygnację z ich użycia będą nie tylko nieskuteczne, ale mogą też odwrócić uwagę od znacznie bardziej wartościowych działań.</p><p>„Ruch anty-słomkowy” powstał w 2015 roku, po tym, jak w sieci rozpowszechniło się nagranie ukazujące żółwia morskiego ze słomką utkwioną w nosie. Ruszyły kampanie, a działacze często powoływali się na badania nad rosnącym problemem plastiku w oceanach. Wielkie zainteresowanie mediów tak zwaną <b>Wielką Pacyficzną Plamą Śmieci</b> – dryfującym skupiskiem śmieci i plastikowych odpadów utworzonym przez prądy oceaniczne w północnej części Oceanu Spokojnego – tylko potęgowało troskę.</p><p>Ta dobrze zaplanowana kampania zakłada, że jednorazowe plastiki, takie jak słomki i mieszadełka do napojów, mają wiele wspólnego z zanieczyszczeniem oceanu. Jednak to założenie opiera się na wątpliwych danych. Działacze i media często podają, że Amerykanie używają na przykład 500 milionów plastikowych słomek dziennie, co brzmi strasznie. Ale źródłem tej liczby okazała się ankieta przeprowadzona przez dziewięciolatka. Z kolei dwóch australijskich naukowców szacuje, że na światowych liniach brzegowych znajduje się nawet 8,3 miliarda plastikowych słomek. Jednak nawet jeśli wszystkie te słomki zostały nagle wyrzucone do morza, odpowiadałyby za około 0,03 proc. z 8 milionów ton metrycznych tworzyw sztucznych – jak szacują badacze.</p><p>Innymi słowy, rezygnacja z plastikowej słomki w kolejnym drinku może wydawać się chwalebne, ale nie będzie miało większego znaczenia. Co jednak może faktycznie mieć znaczenie?</p><p>Ankieta przeprowadzona przez naukowców związanych z <b>Ocean Cleanup</b>, grupą opracowującą technologie mające na celu zmniejszenie śmieci w oceanach, ma odpowiedź. Wykorzystując próbki powierzchniowe i badania lotnicze, grupa ustaliła, że co najmniej 46 proc. plastiku w Plamie Śmieci pochodzi z jednego produktu – sieci rybackich. Inne narzędzia połowowe stanowią sporą część Plamy.</p><p>Wpływ tych śmieci na środowisko to nie tylko zanieczyszczenie. „Wyposażenie duchów”, jak to się czasem nazywa, łowi ryby długo po tym, jak zostanie porzucone, z wielką szkodą dla siedlisk morskich. W 2013 r. Virginia Institute of Marine Science oszacowało, że zagubione i porzucone sieci zabijają 1,25 miliona krabów błękitnych każdego roku.</p><p>To skomplikowany problem. Ale od początku lat 90. ubiegłego wieku panuje powszechna zgoda wobec co najmniej na jednego rozwiązania. Chodzi o system oznaczania komercyjnych narzędzi połowowych, aby osoba lub firma, która je kupiła, mogła zostać pociągnięta do odpowiedzialności, gdy sprzęt zostanie porzucony. W połączeniu z lepszymi rozwiązaniami, które pozwolą pozbyć się niepotrzebnych już narzędzi – najlepiej poprzez recykling – i kar za wyrzucanie ich na morzu, taki system mógłby przyczynić się do zmniejszenia zanieczyszczenia morskiego. Kraje należące do <b>Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa</b> uzgodniły nawet wytyczne tego procesu.</p><p>Ale podczas gdy bogate kraje powinny z łatwością sprostać takim standardom, w krajach rozwijających się – gdzie gospodarka odpadami w dużej mierze nie jest ustanowiona – problem jest znacznie większy. Na przykład w Indonezji jedno z badań wykazało, że rybacy mają niewielką motywację, aby sprowadzać cudzą sieć do punktu sprzedaży – chyba że zarabiają na tym.</p><p>Właśnie tam cała energia ruchu anty-słomkowego może naprawdę pomóc. W 1990 r., po latach presji konsumentów, trzy największe na świecie firmy zajmujące się połowami tuńczyka zgodziły się zaprzestać celowo łapać w sieci delfiny. Niedługo potem wprowadzono certyfikat <b>„Bezpieczne dla delfinów”</b>, a liczba zgonów tych ssaków, spowodowanych połowem tuńczyków, zmniejszyła się znacząco. Podobna kampania, która miałaby na celu wywarcie presji na firmy zajmujące się połowem owoców morza, by zaczęły znakować narzędzia i pomogły biedniejszym regionom płacić za sprzęt, mogłaby mieć jeszcze większy wpływ. Odpowiedzialni konsumenci i działacze w bogatych krajach mogliby tu odegrać kluczową rolę.</p><p>Oczywiście, jest to trudniejsze niż modny anty-słomkowy aktywizm. Ale w przeciwieństwie do niego ma faktyczne znaczenie.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/ekologia/artykuly/1183142,z-hodowli-ucieklo-690-tys-lososi-ktorym-podawano-grozne-antybiotyki.html" title="Z hodowli uciekło 690 tys. łososi, którym podawano groźne antybiotyki">Z hodowli uciekło 690 tys. łososi, którym podawano groźne antybiotyki</a></p> „Brexit bez umowy byłby lepszy”. Brytyjski miliarder jest wściekły na klasę polityczną na Wyspach http://forsal.pl/artykuly/1207594,brexit-bez-umowy-bylby-lepszy-brytyjski-miliarder-jest-wsciekly-na-klase-polityczna-na-wyspach.html 2018-08-08T20:01:16Z Brytyjski miliarder Peter Hargreaves, który wspierał finansowo kampanię na rzecz Brexitu, dziś jest wściekły na sposób przeprowadzania procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z UE.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>„Nie ma ani jednej osoby w zespole zajmującym się Brexitem, która wiedziałaby, jak tego dokonać. Nie ma również osób, które byłby odważne, które zawierałyby wcześniej umowy i które wiedzą, jak to robić” – mówi w wywiadzie dla agencji Bloomberg 71-letni miliarder. </p><p>„To niezwykłe, że nikt z tych osób nie zwrócił się do przedsiębiorców o pomoc. Zamiast tego zostawili to urzędnikom służby cywilnej, którzy nigdy nie mieli z tym do czynienia” – irytuje się Hargreaves. </p><p>W jego ocenie Theresa May, będąca w gruncie rzeczy zwolenniczką pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, nie chce Brexitu i nie powinna się tym zajmować. Zamiast niej brytyjski zespół ds. Brexitu powinien składać się z osób, które popierały Brexit. </p><p>Zapytany o najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji, Hargreaves stwierdził, że byłoby nim wyjście jego kraju ze Wspólnoty bez żadnej umowy. Jak wyjaśnił, w praktyce oznaczałoby to wolny handel z Europą, ponieważ trzy duże kraje Kontynentu – Niemcy, Francja i Włochy – są dużymi eksporterami do Wielkiej Brytanii. „Te trzy kraje domagałyby się od UE wolnego handlu z Wielką Brytanią. Mogę to zagwarantować moim całym bogactwem, że mielibyśmy wolny handel” – dodał. </p><p>Majątek Petera Hargreaves od czasu referendum ws. Brexitu z 2016 roku wzrósł o 2 mld dol. do poziomu 4,6 mld dol. Jednym z głównych powodów wzrostu jego majątku był wzrost wartości akcji jego firmy Hargreaves Lansdown Plc., która zajmuje się usługami finansowymi. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1206400,polska-sciga-zachod-dzieki-krajom-europy-srodkowej-nierownosci-na-kontynencie-sa-najmniejsze-od-30-lat.html">Polska ściga Zachód. Dzięki krajom Europy Środkowej nierówności na Kontynencie są najmniejsze od 30 lat</a></p> UniCredit zrywa relacje biznesowe z Facebookiem. Powód? Nieetyczne działania http://forsal.pl/artykuly/1207538,unicredit-zrywa-relacje-biznesowe-z-facebookiem-powod-nieetyczne-dzialania.html 2018-08-07T14:06:56Z Grupa UniCredit przestaje korzystać z Facebooka w celach reklamowych. Włoski gigant oskarża firmę Marka Zuckerbera o nieetyczne działania. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Dyrektor zarządzający UniCredit Jean Pierre Mustier powiedział, że jego grupa nie będzie miała żadnych relacji biznesowych z Facebookiem, ponieważ firma ta – w jego ocenia – nie zachowuje się właściwie. </p><p>Mustier odniósł się w ten sposób do kampanii reklamowych i marketingowych – skomentował rzecznik prasowy UniCredit. Obecnie bank posiada kilka kont na Facebooku, które są regularnie aktualizowane. </p><p>Rzeczniczka Facebooka odmówiła komentarza w tej sprawie. </p><p>Inne wielkie firmy, takie jak Unilever, czy Sonos, także zagroziły wycofaniem reklam z Facebooka. </p><p>M.in. dzięki reklamom na urządzeniach mobilnych, Facebook w drugim kwartale 2018 roku zwiększył swoje przychody o 42 proc. do poziomu 13,2 mld dol. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1207207,facebook-chce-naszych-danych-bankowych-gigant-rozmawia-juz-z-najwiekszymi-instytucjami-w-usa.html">Facebook chce naszych danych bankowych. Gigant rozmawia już z największymi instytucjami w USA</a></p> Frustracja Moskwy rośnie. UE i NATO wypychają Rosję z Bałkanów http://forsal.pl/artykuly/1207417,rosja-balkany-frustracja-moskwy-rosnie-ue-i-nato-wypychaja-rosje-z-balkanow.html 2018-08-07T18:39:55Z Grecja, tradycyjnie jeden z najbardziej prorosyjskich krajów w Europie, w ubiegłym miesiącu wydaliła dwóch rosyjskich dyplomatów za próbę storpedowania porozumienia Aten z Macedonią. W odpowiedzi Moskwa w poniedziałek zrobiła to samo z greckimi dyplomatami. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Działania te pokazują, że Rosja w coraz większym stopniu traci wpływy w strategicznym regionie Bałkanów, zaś frustracja Moskwy rośnie. Jej miejsce stopniowo zajmują Unia Europejska i NATO, a trend ten będzie trudno odwrócić – wynika z informacji osób, które na Kremlu zajmują się polityką wobec Bałkanów. </p><p>„Członkostwo w NATO jest oczywiście czymś niekorzystnym dla nas” – komentuje Leonid Rieszetnikow, były szef rosyjskiego wywiadu, który był wcześniej agentem w Grecji i na Bałkanach. „Co możemy zrobić? Oni czyszczą ten teren z obcych wpływów” – dodaje. </p><p>Dzięki głębokim więzom historycznym oraz kulturowym, na Bakanach zawsze panował prorosyjski sentyment, a to sprawiało, że relacje krajów tego regionu z Moskwą były zazwyczaj cieplejsze niż w przypadku innych krajów Europy. Dziś jednak państwa bałkańskie w coraz większym stopniu grawitują wokół Unii Europejskiej i NATO. </p><p>Pomimo wielu podziałów w UE oraz wątpliwości ws. zaangażowania USA w Sojusz Północnoatlantycki, obydwa bloki obiecując wzrost standardu życia i poprawę bezpieczeństwa, wciąż przyciągają nowe państwa. Wydaje się, że spadające znaczenie geopolityczne Rosji to dla Putina historyczny regres, choć Moskwa odnosi sukcesy w innych miejscach na świecie – w Syrii, czy skutecznie mieszając w polityce wewnętrznej USA. </p><p>„Rosja zachowuje się całkiem pasywnie” – komentuje<b> Aleksander Dugin,</b> rosyjski myśliciel i geopolityk, który promuje wizję rosyjskiej dominacji w Europie i Azji. „Moskwa potrzebuje planu działania” – dodaje. </p><h2><b>Wydalenie dyplomatów</b></h2><p>Grecja wydalił rosyjskich dyplomatów po tym, jak oskarżyła ich o próbę przekupstwa greckich urzędników, aby ci blokowali porozumienie z Macedonią ws. nazwy tego kraju. Podpisanie porozumienia pomiędzy Atenami a Skopje umożliwia bowiem rozpoczęcie rozmów o członkostwie Macedonii w NATO. </p><p>W odpowiedzi na działania Grecji, Rosja oskarżyła Ateny o przyłączenie się do „brudnych prowokacji” i również wydaliła greckich dyplomatów z Moskwy. </p><p>Grecja jest „całkowicie zdeterminowana”, aby podpisać porozumienie z Macedonią – zaznaczył Costas Douzinas, członek rządzącej Syrizy oraz szef parlamentarnej komisji ds. obronności i relacji zagranicznych. „Jeśli Rosjanie wciąż będą próbowali torpedować porozumienie, nasza reakcja będzie mocna” – dodał. </p><p>Nawet prorosyjska partia Niezależni Grecy, będąca koalicjantem rządu <b>Aleksisa Tsiprasa,</b> oskarża Moskwę o mącenie, choć sama sprzeciwia się porozumieniu Grecji z Macedonią. </p><p>Mamy „informacje z pierwszej ręki, że Rosja próbowała wtrącać się w greckie sprawy” – twierdzi wiceszef tej partii Panos Sgouridis. „To kluczowe, aby chronić grecką suwerenność narodową” – zaznacza. </p><p>Z kolei Konstantin Malofiejew, bogaty rosyjski biznesmen i sojusznik Putina, który znalazł się na czarnej liście UE za wspieranie działań we wschodniej Ukrainie i utrzymywanie kontaktów z partiami skrajnej prawicy w Europie, złowieszczo ostrzegł Grecję przed oporem wewnętrznym. Z czerwcowego sondażu wynika bowiem, że prawie 70 proc. Greków sprzeciwia się podpisaniu porozumienia z Macedonią. <br /> </p><p>„Była republika jugosłowiańska będzie w NATO” – komentuje potencjalne wstąpienie Macedonii do NATO Franc Klincewicz, członek komisji ds. obronności i bezpieczeństwa w wyższej izbie rosyjskiego parlamentu. Moskwa postrzega poszerzanie Sojuszu Północnoatlantyckiego jako wzmacnianie „kręgu wrogów wokół Rosji” – wyjaśnił Klincewicz. </p><h2><b>Nie tylko Grecja i Macedonia</b></h2><p>Niekiedy twarde metody Rosji, aby powstrzymać wpływu Zachodu, prowokowały w Europie prawdziwe zaniepokojenie. Było tak po aneksji Krymu w 2014 roku oraz wspieraniu prorosyjskich rebeliantów we wschodniej Ukrainie. Moskwa i tym razem obawia się, że zostanie bez żadnych partnerów na Bałkanach. </p><p>Podobne napięcia polityczne wokół kwestii poszerzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego pojawiły się po tym, jak <b>Czarnogóra </b>oskarżyła Rosję, że to Moskwa stała za próbą zamachu stanu w czasie wyborów parlamentarnych w 2016 roku. Jego celem miało być zablokowanie wstąpienia Czarnogóry do NATO. Wśród 14 osób oskarżonych przez czarnogórskich prokuratorów o próbę zamachu stanu znalazło się dwóch oficerów rosyjskiego wywiadu. Rosja zaprzecza, jakoby miała brać w udział w przygotowywaniu zamachu stanu. </p><p><b>Albania i Chorwacja </b>już dziś są członkami NATO, a Bośnia i Hercegowina deklaruje, że chce dołączyć do Sojuszu (pomimo, że bośniaccy Serbowie grożą zablokowaniem takiego scenariusza). Nawet najbliższy sojusznik Rosji – <b>Serbia </b>– przystąpiła do programu NATO Partnerstwo dla Pokoju. </p><p>Tymczasem Unia Europejska zapowiedziała, że perspektywa wstąpienia do UE dla Serbii oraz pięciu innych państw bałkańskich może się urzeczywistnić w 2025 roku. </p><p>Wiceprezydent USA Mike Pence w rozmowie telefonicznej z 5 lipca z premierami Grecji <b>Aleksisem Tsiprasem </b>oraz Macedonii Zoranem Zaewem zatweetował, że „udana implementacja” porozumienia „otworzy Macedonii drzwi do integracji europejskiej”. </p><p>Z kolei niemiecki minister spraw zagranicznych <b>Heiko Mass </b>30 lipca stwierdził, że w strategicznym interesie Unii Europejskiej leży ekspansja w kierunków Zachodnich Bałkanów. </p><p>Jeśli Serbia, która była bombardowana przez siły NATO w 1999 roku, ostatecznie wstąpi do Sojuszu, to będzie duży cios dla Rosji – komentuje Nikita Bondarjew, ekspert ds. Bałkanów z Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych, który doradza Kremlowi. „Zostaniemy prawie bez żadnych sojuszników w Europie południowo-wschodniej” - dodaje.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1206400,polska-sciga-zachod-dzieki-krajom-europy-srodkowej-nierownosci-na-kontynencie-sa-najmniejsze-od-30-lat.html">Polska ściga Zachód. Dzięki krajom Europy Środkowej nierówności na Kontynencie są najmniejsze od 30 lat</a></p> Rosja stała się odporna na amerykańskie sankcje. Oto działania, jakie podjęto w Moskwie http://forsal.pl/artykuly/1207253,moody-s-rosja-stala-sie-odporna-na-amerykanskie-sankcje-oto-dzialania-jakie-podjeto-w-moskwie.html 2018-08-07T18:40:52Z Rosja jest gotowa na konsekwencje jakichkolwiek sankcji, które mogą zostać nałożone przez USA – uważają analitycy z Moody’s Investors Service.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Sprzedaż amerykańskich obligacji czy zmniejszenie ekspozycji na amerykańskiego dolara sprawiły, że rosyjska gospodarka jest mniej podatna na ryzyko kolejnych sankcji ze strony USA – uważa <b>Kristin Lindow</b>, analityczka z <b>agencji Moody’s.</b> Rosja przetrwałaby także mało prawdopodobne wprowadzenie sankcji związanych z rosyjskim zadłużeniem, co zostało niedawno zaproponowane przez część amerykańskich polityków. </p><p>Od czasu, gdy w kwietniu Waszyngton zablokował największemu rosyjskiemu producentowi aluminium dostęp do rynków kapitałowych, bank centralny Moskwie zwiększył działania mające na celu ochronę rosyjskiego systemu finansowego. Od tamtej porty Rosja sprzedała 4/5 amerykańskich obligacji o wartości 81 mld dol. </p><p>„Gdy w kwietniu nałożono sankcje, stało się jasne, że wszelkie transakcje w dolarach dla podmiotów z Rosji są problematyczne, więc trzeba zaplanować odpowiedź” – wyjaśnia Lindow. „Myślę, działania takie podjąłby każdy rozsądny urzędnik i polityk” – dodaje. </p><p>Oprócz sprzedaży amerykańskich obligacji, Rosja zwiększyła także udział chińskiego juana w swoich rezerwach walutowych oraz preferowała płatności w walutach lokalnych w kontaktach ze swoimi partnerami handlowymi. </p><p>Rząd w Moskwie zaczął także testować alternatywę dla międzynarodowego systemu transakcji bankowych SWIFT. </p><p><b>Prezydent Władimir Putin</b> powiedział w ubiegłym miesiącu, że Rosja nie będzie podejmowała żadnych gwałtownych działań oraz że całkowicie nie porzuci dolara, ale wykona kroki, które zminimalizują ryzyko. Rosja zaś będzie używała dolara tak długo, jak władze USA nie zakażą transakcji – dodał. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1206400,polska-sciga-zachod-dzieki-krajom-europy-srodkowej-nierownosci-na-kontynencie-sa-najmniejsze-od-30-lat.html"> Polska ściga Zachód. Dzięki krajom Europy Środkowej nierówności na Kontynencie są najmniejsze od 30 lat</a></p>