© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: energetyka 2018-08-15T10:36:38+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/energetyka Eksperci: zwiększony import diesla z Możejek wskazany. Polski rynek cierpi na niedobór surowca http://forsal.pl/artykuly/1216676,eksperci-zwiekszony-import-diesla-z-mozejek-wskazany-polski-rynek-cierpi-na-niedobor-surowca.html 2018-08-14T15:25:55Z Plany PKN Orlen zwiększenia importu oleju napędowego z rafinerii w Możejkach na Litwie są racjonalne - oceniają eksperci. Wskazują, ze polski rynek cierpi na niedobór krajowego diesla, więc dla Orlenu import z Możejek jest biznesowo uzasadniony.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>PKN Orlen i Koleje Litewskie podpisały we wtorek porozumienie o rozszerzeniu współpracy, m.in. na <b>transport oleju napędowego z Możejek do Polski.</b> "Obecnie sprowadzamy z Możejek do Polski 600 tysięcy ton diesla rocznie. Docelowo, dzięki umowie z kolejami litewskimi, chcemy zwiększyć dostawy o kilkaset tysięcy ton" - tłumaczył prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. "Popyt w Polsce rośnie i spodziewamy się, że będzie nadal rósł w kolejnych latach, m.in. dzięki ograniczaniu szarej strefy" - dodał.</p> <p>Jak wskazują eksperci, polskie rafinerie nie są w stanie zaspokoić krajowego popytu na paliwa płynne, więc pewna część z nich jest importowana. Polski rynek od zawsze miał pewien strukturalny deficyt oleju napędowego, który trzeba było importować - powiedział PAP Dawid Piekarz z Instytutu Staszica. "Orlen zachowuje się bardzo racjonalnie, wypełniając lukę popytową własnym produktem. Czyli dbając o to, żeby to on sam sprzedawał wyprodukowany przez siebie olej napędowy w kraju, a niekoniecznie zostawiać miejsce innym importerom" - ocenił Piekarz.</p><p>Zwrócił jednocześnie uwagę, że konsumpcja oleju napędowego wzrosła ostatnio o 26 proc. rok do roku. "To pokazuje mocno wzrost popytu. Więc Orlen bardzo przytomnie i bardzo rynkowo zareagował, zapewniając zwiększenie ilości swojego surowca na polskim rynku" - powiedział Piekarz.</p><p>Importujemy mnóstwo oleju napędowego z różnych kierunków, więc import z własnego zakładu dla Orlenu jest najbardziej opłacalny i najbardziej efektywny pod względem ekonomicznym - ocenił Grzegorz Maziak z portalu e-petrol.pl. Przypomniał, że średni udział importu w konsumpcji trzech głównych paliw - benzyn, diesla i LPG - wynosi ok. 30 proc., a w I kw. 2018 r. udział importu w konsumpcji oleju napędowego wynosił 23 proc.</p><p>"Krajowe rafinerie produkują tyle, ile są w stanie, a jakikolwiek dodatkowy wzrost popytu na olej napędowy musimy zaspokajać importem. Czy to będzie import z czeskiego Unipetrolu, czy z Orlen Lietuva, z perspektywy Orlenu to dobra wiadomość" - powiedział Maziak.</p><p>W jego ocenie, z punktu widzenia kierowców, działania Orlenu mają znaczenie marginalne. Chociaż - jak wskazał - wydaje się, że jeżeli koncern dokonuje optymalizacji kosztowej, to nie będzie dodatkowej presji na podwyżki.</p><p>Wojciech Krzyczkowski</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/biznes/aktualnosci/artykuly/1216279,wielki-powrot-cpn-orlen-niedlugo-uruchomi-stacje-z-historycznym-logo-w-warszawie.html">Wielki powrót CPN. Orlen niedługo uruchomi stację z historycznym logo w Warszawie</a></p> Emisje CO2 w Polsce rosną. Nasze sukcesy w ich redukcji to już historia http://forsal.pl/artykuly/1215304,emisje-co2-w-polsce-rosna-nasze-sukcesy-w-ich-redukcji-to-juz-historia.html 2018-08-13T20:06:34Z Gigantyczna redukcja emisji gazów cieplarnianych to jeden z atutów, który polska gospodarka zyskała po transformacji. To jednak odchodzi w niepamięć, a kopcący transport drogowy jest już widocznym problemem. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jesienią Komisja Europejska ma podnieść cel redukcji emisji CO2, co dla Polski może być trudne do wypełnienia.</p><p>Polska może mieć problem z wypełnieniem szykowanych przez Komisję Europejską ambitniejszych celów klimatycznych. Kilka tygodni temu europejska prasa pisała, że jesienią Komisja ma zwrócić się do krajów unijnych z propozycją, by emisje CO2 ograniczyć nie o 40 proc. a o 45 proc. do 2030 roku. Nowy cel być efektem przyjętych w czerwcu ambitniejszych zobowiązań podniesienia efektywności energetycznej oraz wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych.</p><p>Polska prawdopodobnie będzie przeciwna zwiększeniu ambicji klimatycznych. Według opublikowanej niedawno analizy Forum Energii od roku 2015 emisje CO2 w Polsce rosną i już teraz na horyzoncie widać zarys problemu w postaci wysokoemisyjnego transportu drogowego. Cztery lata temu transport odpowiadał za niespełna 12 proc. krajowych emisji gazów cieplarnianych, dwa lata później było już 16 proc. W tym okresie zmiany w elektroenergetyce i ciepłownictwie, sektorach emitujących najwięcej CO2 w kraju, były symboliczne.</p><h2><b>Pakiet energetyczno-klimatyczny: dajemy radę, ale...</b></h2><p>Do 2020 roku emisje CO2 mają zmaleć w Unii Europejskiej o 20 proc., z tym że pakiet energetyczno-klimatyczny uwzględnia różnice między państwami "na dorobku" oraz bogatszymi. Przeprowadzono podział obowiązków (Effort Sharing Decision - ESD), co pozwala Polsce spokojniej patrzeć na zobowiązania, podczas gdy niektóre państwa, np. Niemcy, Austria, Belgia, mają już powód do niepokoju.<br /> </p><p>Zobowiązania państw zostały podzielone na sektory objęte prawami do emisji CO2 (ETS) - przemysł i energetykę oraz pozostałe - tak zwane non - ETS., gdzie Polska może zwiększać w latach 2005-2020 emisje o 14 proc. Tu właśnie znajduje się transport oraz budownictwo i rolnictwo.</p><p>Polski sektor energetyki pozostaje drugim największym emitentem gazów cieplarnianych w UE, ustępując tylko niemieckiemu. Według analiz Forum Energii, energetyka i zakłady przemysłowe dostosowują się do reguł i wypuszczają coraz mniej. Z drugiej strony w 2016 roku po raz pierwszy Polska przekroczyła wyznaczony roczny limit emisji dla pozostałych sektorów. Mamy nadal spory zapas, ale przy wyższych zobowiązaniach już tak nie będzie. Zgodnie z celem na 2030 r. sektor non-ETS ma zmniejszyć emisje CO2 o 7 proc. a sektory ETS o 43 proc. To cele na teraz, a jesienią mogą one zostać podniesione.</p><p><b>Ile CO2 emituje Polska i czy lasy mogą nas uratować? O tym w dalszej części artykułu na <a href="https://wysokienapiecie.pl/12364-emisje-co2-w-polsce-rosna-nasze-sukcesy-w-ich-redukcji-juz-historia/#dalej">portalu WysokieNapiecie.pl</a></b></p> Kto i dlaczego importuje do Polski węgiel z Donbasu? Oto afera z antracytem w pigułce http://forsal.pl/artykuly/1214193,antracytowe-faq-o-co-chodzi-w-aferze-z-donbaskim-weglem.html 2018-08-12T16:20:36Z Proceder importu antracytu z okupowanego przez Rosjan Zagłębia Donieckiego do Polski opisaliśmy na łamach DGP jako pierwsi. Od 4 października 2017 r. opublikowaliśmy na ten temat kilkadziesiąt artykułów. Ponieważ sprawa jest skomplikowana, przygotowaliśmy kompendium najważniejszych informacji na ten temat, bazując na pytaniach, które są nam najczęściej zadawane.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>Dlaczego handel donbaskim antracytem jest naganny?</b></p><p>Po wybuchu wojny w Zagłębiu Donieckim w 2014 r. wszystkie ukraińskie kopalnie antracytu – państwowe i prywatne – znalazły się na terenie opanowanym przez samozwańcze Doniecką i Ługańską Republiki Ludowe kontrolowane przez Rosjan. A gdy Ukraina po pewnym czasie zakazała handlu z separatystami, ci w odwecie bezprawnie przejęli wszystkie kopalnie. Przez pierwsze lata wysyłką węgla do Rosji zajmowali się urzędnicy DRL i ŁRL, lecz ostatnio zmonopolizował ją oligarcha Serhij Kurczenko. Donbaskie kopalnie są rabunkowo eksploatowane. Węgiel najpierw trafia do Rosji, gdzie – za zgodą rządu w Moskwie – otrzymuje fałszywe dokumenty potwierdzające jego rzekomo rosyjskie pochodzenie. Następnie jest wysyłany drogą morską lub lądową do innych państw, w tym Polski. Zyski z handlu trafiają do kieszeni Kurczenki i separatystów. Wielu z nich jest wpisanych na listy sankcyjne USA i Unii Europejskiej.</p><p><b>Co to jest antracyt i do czego służy?</b></p><p>Antracyt to najbardziej energetyczny węgiel kamienny. Najbardziej kaloryczny, o największej wartości opałowej, zawiera najwięcej „węgla w węglu”. Na Ukrainie antracyt był spalany w elektrowniach. Polskie elektrownie nie używają tego rodzaju węgla, bo spalają głównie miały energetyczne. Polska od lat 90. XX w., gdy zamknięto Zagłębie Wałbrzyskie, nie produkuje antracytu. W przeciwieństwie do Ukrainy, która musi importować antracyt z innych źródeł i stopniowo przestawić elektrownie na gaz, nie jest to z punktu widzenia Warszawy surowiec o znaczeniu strategicznym. W Polsce antracyt może być wykorzystywany w chemicznych procesach uzdatniania wody i oczyszczania ścieków. Służy także do produkcji elektrod. Jest składnikiem do produkcji materiałów dla hutnictwa, np. nawęglaczy i spieniaczy żużla. Część surowca polscy importerzy reeksportują do innych państw UE.</p><p><b>Jaka jest skala problemu?</b></p><p>Według naszych informacji do Polski obecnie trafia miesięcznie około 300–350 wagonów donbaskiego antracytu. Przychód z takiej ilości surowca zbliża się do 20 mln dolarów rocznie. Warto zaznaczyć, że antracyt kupują firmy prywatne, więc stwierdzenie, że państwo polskie sprowadza węgiel od separatystów, jest nieuczciwe. Prawdą jest, że państwo przymyka oczy na ten proceder. Gdy Ministerstwo Energii mówi o znikomym wpływie tego importu na polski bilans energetyczny, ma rację. Ale problem z antracytem z Donbasu nie polega na jego wpływie na polski rynek, tylko na tym, że wbrew polskiej racji stanu i polityce unijnej wspiera on prorosyjskich separatystów.</p><p><b>Nie ma możliwości zakupu ukraińskiego antracytu?</b></p><p>Nie da się kupić antracytu z Ukrainy, ponieważ kopalnie tego surowca znajdują się wyłącznie po stronie zajętej przez separatystów. Ukraina na początku 2017 r. wprowadziła embargo na handel z okupowanymi terytoriami. Jeśli Ministerstwo Energii podaje w tym kontekście dane dotyczące importu z Ukrainy, który zmalał do zera, wprowadza opinię publiczną w błąd. Antracyt z Zagłębia Donieckiego dzięki fałszywym certyfikatom pochodzenia jest księgowany jako import z Rosji.</p><p><b>Kto kupuje antracyt po polskiej stronie?</b></p><p>Według naszych ustaleń robią to wyłącznie firmy prywatne. Większość z nich ma czysto polski kapitał. W listach przewozowych, którymi dysponuje, są m.in. Szar z Częstochowy albo K-Investments z Zielonej Góry, które nawet chwali się na stronie internetowej, że jest udziałowcem dwóch kopalń w Doniecku. Gdy pytaliśmy o nie w zeszłym roku, właściciele tłumaczyli, że to tylko „chwyt marketingowy” i pomyłka. Mimo to informacja o kopalniach widnieje do dziś na ich stronie internetowej. Niektóre zarejestrowane w Polsce firmy mają ślady kapitału bezpośrednio powiązanego z separatystami. Wśród właścicieli prężnie działającej spółki TD Anthracite ze Sławkowa do 2017 r. był Ihor Łyzow, pełniący funkcje kierownicze w rządzącej DRL partii Republika Doniecka. Z kolei większościowym udziałowcem i do niedawna prezesem katowickiej firmy Doncoaltrade, która sprawia wrażenie wygaszonej, jest Ołeksandr Melnyczuk, były wiceminister paliw, energetyki i górnictwa ŁRL.</p><p><b>Co polskie władze zrobiły w sprawie importu antracytu z Donbasu od października 2017 r.?</b></p><p>Nic. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Energii przerzucają się odpowiedzialnością. MSZ nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy skorzystało z przysługujących mu uprawnień i wnioskowało na forum unijnym o objęcie bohaterów naszych tekstów sankcjami jako osób, które finansują działalność DRL/ŁRL. Ministerstwo Energii sprawę bagatelizuje nie chcąc zrozumieć, że w tej sprawie nie chodzi bynajmniej o zakłócanie bilansu węglowego. Były już wiceszef MSZ Jan Dziedziczak w odpowiedzi na interpelację posłów Nowoczesnej zasugerował natomiast, że służby powinny zainteresować się dziennikarzami piszącymi na ten temat i ustalić, czy ich motywacją nie jest… psucie relacji polsko-ukraińskich.</p><p><b>Co zrobiły władze innych krajów w sprawie importu antracytu z Donbasu od października 2017 r.?</b></p><p>Największym sukcesem było objęcie niektórych bohaterów naszych tekstów i ich firm sankcjami przez Stany Zjednoczone. Nastąpiło to w styczniu i lutym 2018 r., cztery miesiące po nagłośnieniu sprawy przez DGP. Wśród nich był Ołeksandr Melnyczuk i jego katowicki Doncoaltrade, który tym samym stał się pierwszą polską firmą, którą objęły restrykcje w związku z wojną na Donbasie. Sankcje polegają na objęciu tych ludzi zakazem wjazdu do USA, zamrożeniem ich amerykańskich aktywów oraz zakazem handlu z nimi. Komisja Europejska nie zrobiła nic, a jeśli nie liczyć ogólnych zapewnień o poszanowaniu integralności terytorialnej Ukrainy, nie odpowiedziała nawet na nasze pytania w tej sprawie. Własne pytania zadał KE europoseł PO Jarosław Wałęsa. Odpowiedzi wkrótce powinny zostać udzielone. Z kolei Ukraina wszczęła w tej sprawie kilka śledztw z paragrafów o finansowanie terroryzmu i nakazała celnikom badanie na granicy próbek każdego transportu antracytu, by wykluczyć możliwość sprowadzenia na jej terytorium surowca z DRL/ŁRL.</p><p><b>Dlaczego antracytowy biznes wciąż się kręci?</b></p><p>Na antracyt w Unii obowiązuje zerowe cło, ponieważ państwa Wspólnoty wydobywają go zbyt mało, by zachodziła konieczność ochrony rynku. To oznacza, że kontrole celne sprowadzają się jedynie do sprawdzenia papierów transportowanego towaru.</p><p><b>Czy handel antracytem jest nielegalny?</b></p><p>Z punktu widzenia polskiego prawa kupno surowca od separatystów nie jest nielegalne, ponieważ na DRL i ŁRL Unia Europejska nie nałożyła embarga handlowego, w przeciwieństwie do anektowanego przez Rosję Krymu. Tym samym argumentem posługuje się Komisja Europejska, choć w tym przypadku przepisy sankcyjne można zinterpretować jako nakaz objęcia sankcjami handlarzy antracytem jako finansujących działalność samozwańczych republik, objętych zakazem finansowania. Z punktu widzenia Ukrainy proceder łamie wiele przepisów. Surowiec opuszcza prawnomiędzynarodowo uznane terytorium Ukrainy bez jej kontroli celnej i granicznej, łamiąc przy okazji zakaz handlu z terenami okupowanymi. Firmy produkujące antracyt nie płacą Kijowowi podatków, a zamiast tego rozliczają się z organami władzy DRL i ŁRL, tym samym łamiąc przepisy o zakazie finansowania terroryzmu. Ambasada RP w Kijowie wezwała przedsiębiorców, by w kontekście ewentualnego handlu z Donbasem postępowali zgodnie z ukraińskimi przepisami. Z kolei nacjonalizację prywatnych kopalń przez separatystów można interpretować jako złamanie prawa wojennego, a konkretnie konwencji genewskich z 1949 r., które przewidują, że przywłaszczenie sobie majątku nieusprawiedliwione koniecznościami wojskowymi i dokonywane bezprawnie w szerokich rozmiarach jest zbrodnią wojenną.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1114050,baca-pogorzelska-wojna-na-surowce-i-informacje-opinia.html" title="Baca-Pogorzelska: Wojna na surowce i informacje [OPINIA">Baca-Pogorzelska: Wojna na surowce i informacje [OPINIA]</a></p> Unia wygrywa z Rosją przed WTO http://forsal.pl/artykuly/1211803,trzeci-pakiet-energetyczny-ue-wygrywa-z-rosja-przed-wto.html 2018-08-10T18:22:36Z UE wygrała z Rosją przed WTO w większości kwestii spornych dotyczących trzeciego pakietu energetycznego oraz rynku energii, m.in. gazu. Orzeczenie WTO opublikowano w piątek.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Rosja rozpoczęła spór w 2014 r., twierdząc, że unijny "trzeci pakiet energetyczny" niesprawiedliwie uderza i dyskryminuje Gazprom, bo wymaga od koncernu "rozdziału" aktywów przesyłu gazu oraz aktywów produkcji i dostaw tego surowca. Wskazywała, że jednocześnie Bruksela zwalniała z tych wymogów m.in. operatorów gazociągów LNG. Jej zdaniem UE w ten sposób złamała zasady WTO.</p><p>Światowa Organizacja Handlu nie podzieliła jednak tego stanowiska.</p><p>Unia Europejska z zadowoleniem przyjęła w piątek decyzję WTO. Jak podkreśliła Komisja Europejska w wydanym oświadczeniu, WTO odrzuciła większość zarzutów Rosji "co do rzekomej niezgodności środków polityki energetycznej UE z zasadami handlu wielostronnego". Wskazała również, że decyzja zabezpieczyła podstawowe elementy trzeciego pakietu energetycznego, reformy z 2009 r. zwiększające integrację i konkurencyjność rynku energetycznego w UE.</p><p>WTO nie znalazła podstaw - jak napisała Komisja Europejska - do stwierdzenia, że UE poprzez regulacje trzeciego pakietu energetycznego dyskryminuje rosyjski rynek gazu ziemnego. Komisja podkreśliła też, że WTO orzekła na korzyść UE w kwestii wymogu rozdzielenia sektora dostaw i wytwarzania energii od sektora przesyłu.</p><p>KE zamierza szczegółowo przeanalizować orzeczenie, "w szczególności w odniesieniu do ograniczonej liczby kwestii, w których nadal nie uznano zgodności polityki energetycznej UE z WTO".</p><p>Chodzi o to, że Światowa Organizacja Handlu zgodziła się z Rosją, że Chorwacja, Węgry i Litwa dyskryminowały Rosję, wymagając oceny bezpieczeństwa dostaw energii dla zagranicznych, ale już nie dla krajowych operatorów rurociągów.</p><p>WTO poparła też część rosyjskiej skargi dotyczącej gazociągu OPAL, który biegnie przez Niemcy i jest lądową odnogą gazociągu Nord Stream, który przez Bałtyk łączy Rosję z Niemcami.</p><p>"W odniesieniu do wniosków WTO w sprawie rurociągu OPAL jest to jeden z elementów, wobec których Światowa Organizacja Handlu nie była po stronie UE. Nie powinno to jednak mieć praktycznego znaczenia, biorąc pod uwagę, że decyzja ws. OPAL-u była z 2009 r. i została w międzyczasie zastąpiona nową" - powiedziało PAP w piątek unijne źródło.</p><p>Każda ze stron może odwołać się od decyzji WTO w ciągu 60 dni.</p><p>Rosyjskie Ministerstwo Gospodarki, jak informuje Reuters, stwierdziło, że część orzeczenia, która jest korzystna dla Rosji, poprawi dostęp do rosyjskiego gazu na rynku europejskim i wyrówna szanse dla dostawców usług gazociągowych.</p><p>"Jest to pozytywny precedens, który umożliwia zmianę norm, które stworzyły przeszkody dla rosyjskich dostawców na rynku UE, zarówno w prawodawstwie UE, jak i w ustawodawstwie poszczególnych krajów członkowskich" - czytamy w oświadczeniu resortu cytowanym przez Reutersa.</p><p>Liberalizujący rynek energii w UE trzeci pakiet energetyczny został przyjęty w 2009 roku i wszedł w życie w marcu 2011 r. Zakłada oddzielenie sprzedaży gazu od przesyłu (tzw. unbundling), uzgadnianie taryf przesyłowych przez niezależnego operatora oraz konkurencyjny dostęp do infrastruktury przesyłowej (tzw. zasada TPA - third party access).</p><p>Zgodnie z pakietem systemem przesyłowym gazu w państwach członkowskich UE zarządzać mają niezależni operatorzy, którzy powinni zadbać o konkurencyjny dostęp dostawców do rurociągów. Oznacza to m.in. udzielanie części przepustowości gazociągu konkurentom.</p><p>Tymczasem rosyjski Gazprom jest w dużej mierze inwestorem lub współinwestorem sieci przesyłowych, jest więc niechętny utracie kontroli nad rurociągami i udostępnianiu ich stronom trzecim, czyli konkurentom.</p><p>Spod postanowień pakietu w części wyjęty gazociąg OPAL, lądowa odnoga gazociągu Nord Stream, który został uznany za projekt o znaczeniu europejskim.</p><p>Pakiet był wielokrotnie krytykowany przez prezydenta Rosji Władimira Putina, który podkreślał m.in., że nie może on obowiązywać wstecz, czyli że jego postanowienia nie powinny być wdrażane w odniesieniu do umów na dostawy gazu podpisanych przed wdrożeniem pakietu.</p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/rosja/artykuly/1211563,bedzie-zmiana-trasy-nord-stream-2-spolka-zalezna-gazpromu-zlozyla-wniosek.html">Będzie zmiana trasy Nord Stream 2? Spółka zależna Gazpromu złożyła wniosek</a></p> Polska energetyka straci na unijnych staraniach o ekologię? http://forsal.pl/artykuly/1211475,polska-energetyka-straci-na-unijnych-staraniach-o-ekologie.html 2018-08-11T21:04:54Z Bruksela zastanawia się, w jaki sposób przekierować większy strumień środków na przyjazne środowisku inwestycje. Może na tym stracić nasza energetyka.]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>N</span><span>awet 400 mld zł, według niektórych szacunków, będzie musiała wydać na inwestycje polska energetyka do 2035 r. Pieniądze pójdą nie tyle na budowę nowych siłowni, ile na modernizację istniejących (średni wiek bloków energetycznych to ok. 35 lat). I chociaż energetycy do ubogich nie należą, to nawet oni nie dysponują takimi środkami. Będą musieli je gdzieś pożyczyć. I tu pojawia się problem, bo za kilka lat mogą już nie mieć od kogo: finansowanie „brudnych” inwestycji może stać się wyjątkowo nieatrakcyjne. </span></p><p class="tresc"><span>Wszystko za sprawą idei sustainable financing, zrównoważonego finansowania. Chodzi o to, aby tak sterować strumieniem prywatnych pieniędzy, by w większym niż dotychczas stopniu trafiały do bardziej przyjaznych środowisku projektów. I nie chodzi wyłącznie o odnawialne źródła energii, ale jakiekolwiek inwestycje, które zmniejszają oddziaływanie człowieka na planetę. </span></p><p class="tresc"><span>Idea, kilka lat temu jeszcze dość egzotyczna, staje się wśród finansjery coraz bardziej popularna. Zakorzeniła się też w Brukseli, która widzi w niej ważny środek do osiągnięcia ambitnych celów klimatycznych. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Gdzie są pieniądze?</span></h3><p class="tresc"><span>Zacznijmy od perspektywy makro. Najbardziej konkretny ze wszystkich celów składających się na zrównoważony rozwój to wzięcie w karby zjawiska ocieplania klimatu. Jak? Przede wszystkim przez ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. To jednak wymaga modernizacji przemysłu, a więc pieniędzy. Podobnie jak stworzenie gospodarki o obiegu zamkniętym, takiej, która nie bazuje na eksploatacji surowców, lecz na ponownym wykorzystaniu tego, co już z ziemi wydobyliśmy. To także wymaga pieniędzy. </span></p><p class="tresc"><span>I to niemałych. Według różnych szacunków na inwestycje niezbędne do realizacji tych celów cały świat będzie musiał przeznaczać ok. 150 mld dol. rocznie do 2030 r., a przez następne 20 lat nawet po 250–500 mld. Pieniądze te nie sprawią, że nasza planeta będzie wyglądać jak w czasach sprzed rewolucji przemysłowej. One mają posłużyć do tego, aby ograniczyć (nie zahamować czy odwrócić) wzrost średniej temperatury na świecie do 2 stopni Celsjusza (przyjmuje się, że ocieplenie o więcej niż 2 stopnie będzie miało katastrofalne skutki dla planety, więc jest to swego rodzaju klimatyczna czerwona linia). </span></p><p class="tresc"><span>– ONZ prognozuje, że do 2050 r. trzeba wydać na niezbędne inwestycje między 280 mld a 0,5 bln dol. rocznie. Ciekawe dane podaje Międzynarodowa Agencja Energii, bo jej zdaniem łączny koszt inwestycji w celu utrzymania wzrostu temperatury na poziomie 2 stopni do 2035 r. to 53 bln dol. – mówi Piotr Dmuchowski, dyrektor departamentu do spraw współpracy z instytucjami finansowymi w banku HSBC.</span></p><p class="tresc"><span>Skąd wziąć takie środki? Same rządy nie podołają temu wyzwaniu, potrzebny będzie kapitał prywatny. A to oznacza spory udział sektora finansowego. Bez jego zaangażowania marzenie o zrównoważonym rozwoju pozostanie tylko snem. Choć częściowo to marzenie zaczęło się już nawet spełniać, bo niektóre instytucje rynku finansowego poważnie potraktowały cele wytyczone przez ONZ. Według szacunków HSBC tylko w tym roku na całym świecie zostaną wyemitowane „zielone obligacje” na kwotę 140–180 mld dol. </span></p><p class="tresc"><span>Czym jest taka obligacja? Pieniądze z jej sprzedaży są znaczone – w tym sensie, że emitent deklaruje, że przeznaczy je wyłącznie na „czyste” przedsięwzięcia. – Pierwsze emisje czy pierwsze instrumenty, które były wprost definiowane jako inwestycje odpowiedzialne społecznie, pojawiły się w 2006 r. Na początku rynek rozwijał się w sposób spontaniczny, lecz w końcu doszedł do takiego etapu, że potrzebne są rozwiązania prawne i regulacyjne, które go usystematyzują – mówi Dmuchowski. </span></p><p class="tresc"><span>Na razie dzieje się to oddolnie. Instytucje rynku kapitałowego umawiają się między sobą, jak definiować zieloną obligację i czym jest „czysta” inwestycja. I dlaczego warto mieć takie aktywa w swoim portfelu. – Rynkowych przewag w rodzaju dodatkowej premii za ryzyko, która zwiększałaby zyski kupujących „zielone obligacje”, nie ma. Może taka, że notowania takich papierów na rynku wtórnym zazwyczaj podlegają mniejszym wahaniom – ocenia Dmuchowski. I dodaje, że dziś walory tego typu kupuje się przede wszystkim dlatego, że pozwala to wykazać inwestorom, że kierują się oni w swoich decyzjach również dobrem społecznym. </span></p><p class="tresc"><span>W dużych instytucjach finansowych presja ze strony akcjonariuszy sprawia, że kwestie społecznej odpowiedzialności biznesu mają coraz większe znaczenie. I dlatego same podejmują ten temat, nie oglądając się na regulacje. Stąd wiele inicjatyw, których celem jest współpraca między inwestorami w kierunku m.in. spójnych strategii uwzględniających zielone inwestycje. Instytucje same z siebie deklarują np. osiągnięcie określonego udziału czystych aktywów czy przeznaczenie określonej kwoty na tego typu inwestycje. – Na przykład HSBC zadeklarowało, że do 2025 r. chce sfinansować projekty związane ze zrównoważonym rozwojem na poziomie 100 mld dol. Ponadto jedna piąta wszystkich projektów realizowanych obecnie przez HSBC ma być związana ze zrównoważonym rozwojem – podkreśla Dmuchowski. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Poszukiwany kij lub marchewka</span></h3><p class="tresc"><span>Decydenci nie mają złudzeń: nie ma co liczyć na to, że rynek zorganizuje się sam na tyle, by zapewnić finansowanie zrównoważonych inwestycji na poziomie 50 bln dol. w ciągu kolejnych 30 lat. Potrzeby są tak duże, że trzeba jakoś sektor finansowy skłonić do współpracy. Instytucjonalnym liderem w pracach nad sposobami przekierowania strumienia inwestycji w stronę „czystych” aktywów jest Komisja Europejska, która rozważa dwie główne opcje. Albo „karanie” za utrzymywanie w swoich portfelach zbyt wielu brudnych aktywów, np. kredytów dla wysokoemisyjnych elektrowni węglowych, albo „nagradzanie” za finansowanie czystych projektów w rodzaju wiatrowych farm. </span></p><p class="tresc"><span>W praktyce mogłoby to wyglądać w ten sposób, że np. obniżone zostałyby wagi ryzyka dla kredytów finansujących zielone inwestycje. Co to oznacza? Aby udzielać kredytów, bank musi mieć odpowiednio dużo kapitałów. Te pieniądze stanowią zabezpieczenie: gdyby kredytobiorcy przestali spłacać pożyczki, bank wciąż będzie dysponował środkami. Do różnych grup kredytów (hipoteczne, konsumpcyjne itd.) przypisane są różne wagi ryzyka; im wyższa, tym więcej pieniędzy bank musi odłożyć. Jeśli teraz wprowadzimy prawo, zgodnie z którym kredyt na „czystą” inwestycję będzie wymagał mniejszego kapitału, to bank w naturalny sposób pójdzie w tę stronę. Dzięki temu przy tym samym kapitale udzieli więcej pożyczek. A więcej pożyczek to większa szansa na zysk. Opcja „kary” za brudne aktywa jest odwrotna. Bank musiałby mieć większe kapitałowe zabezpieczenie, co może mu wiązać ręce i ograniczać aktywność kredytową. </span></p><p class="tresc"><span>– Przyszłe regulacje mogą być np. tak ukształtowane, że kredyt, którego bank udzieli na zakup np. środków transportu emisyjnego, będzie wymagał wyższej rezerwy niż kredyt przeznaczony na zakup auta elektrycznego. Potencjalny klient – np. samorząd – będzie musiał więc wybrać: albo kupię autobusy spalinowe, tańsze, ale obciążone wyższym kosztem finansowania, albo zdecyduję się na droższe w momencie zakupu autobusy elektryczne, których oprocentowanie kredytu będzie jednak wyraźnie niższe. Z kolei banki powinny się zastanawiać, czy za 10 lat finansowane przez nie aktywa emisyjne nie zaczną im poważnie ciążyć w bilansach w wyniku wyższych wag ryzyka, jakie trzeba będzie im przypisać – tłumaczy ekspert think tanku WiseEuropa dr Maciej Bukowski, który uczestniczy w pracach utworzonej przy Komisji Europejskiej grupy tworzącej owe definicje. </span></p><p class="tresc"><span>W ten sposób państwo może zachęcić lub zniechęcić kapitał prywatny do inwestowania w określone klasy aktywów. Co więcej, banki – i inne instytucje finansowe – będą też etykietowane pod kątem zaangażowania w czyste inwestycje. Agencje ratingowe mogą na przykład przyznawać dodatkowe punkty tym, które będą miały ich dużo, a odejmować tym, które nie stronią od udzielania kredytów „brudnych”. </span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Polecamy: </span><a href="http://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/1207402,drozeja-niczym-bitcoin-prawa-do-emisji-co2-podbijaja-cene-energii.html" title="Drożeją niczym bitcoin. Prawa do emisji CO2 podbijają cenę energii">Drożeją niczym bitcoin. Prawa do emisji CO2 podbijają cenę energii</a></p><p class="tresc"><span>Jakie to ma znaczenie? Dr Mieczysław Groszek, członek grupy ekspertów wysokiego szczebla Komisji Europejskiej, która opracowała wytyczne dla zasad zrównoważonego finansowania, mówi, że może to powodować problemy np. z pozyskaniem inwestorów. – Jeżeli się okaże, że według nowych definicji, nad którymi pracuje teraz Komisja, większość aktywów banku jest „brudna”, to rynek go przewartościuje negatywnie. Mówiąc wprost: jego wartość spadnie – ocenia. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Co z tą Polską?</span></h3><p class="tresc"><span>Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni: dziś w Polsce nie tylko nie ma rynku „czystych” inwestycji, ale nawet nie ma debaty nad tym, czy i jak taki rynek stworzyć. Jeśli banki nawet udzielają kredytów na projekty, które mogłyby spełniać warunki „czystych” inwestycji, to nikt tego w ten sposób nie nazywa. </span></p><p class="tresc"><span>Do pewnego stopnia można bankowców zrozumieć. Mają za sobą przykry epizod z kredytowaniem OZE (odnawialne źródła energii). Skuszone zachętami udzieliły kredytów na finansowanie projektów OZE w sumie na 11 mld zł. Ale zmiany w prawie, jakie zafundowano OZE, spowodowały (chodzi o ustawę antywiatrakową z 2016 r., która wprowadziła niekorzystne zapisy dla energetyki wiatrowej), że część projektów z dnia na dzień stanęła na skraju bankructwa. Dla banków to była gorzka lekcja i dziś bardzo niechętnie podchodzą do tematu. </span></p><p class="tresc"><span>– Ale może dochodzimy do momentu, w którym trzeba jasno powiedzieć, że w Polsce taki rynek będzie bardzo potrzebny. Choćby z uwagi na bardzo duże nakłady, jakie trzeba będzie ponieść na modernizację energetyki – mówi Piotr Dmuchowski. I dodaje, że rośnie zainteresowanie np. emisjami zielonych obligacji przez samorządy. Tylko nie bardzo jest komu takie papiery sprzedać w kraju, gdyż wciąż nie mamy dedykowanych inwestorów „zielonych”. A żeby wyjść z emisją na rynek europejski, musi być ona odpowiednio duża, a emitenci muszą spełniać odpowiednie warunki, np. mieć określony rating.</span></p><p class="tresc"><span>Zaniechanie może sporo kosztować nasz sektor finansowy. Kluczowy jest okres przejściowy, gdy już stanie się jasne, że nadchodzą regulacyjne zmiany, ale nie będzie jeszcze konkretów. Rynek może zareagować nerwowo. I zacząć wyceniać na nowo te instytucje, które nic nie zrobiły, by się do nowego ładu przygotować. Co to oznacza dla nas? Choćby spadek kursów akcji banków na giełdzie. Dla samych banków może to być równoznaczne z utrudnionym dostępem do finansowania – np. droższymi emisjami obligacji na międzynarodowych rynkach. </span></p><p class="tresc"><span>A co to oznacza dla całej gospodarki? Drenaż kapitału, gdy banki należące do kapitału zagranicznego pod wpływem spółek matek skupią się na finansowaniu zielonych inwestycji. Jeśli takich projektów nie będzie u nas, to poszukają ich za granicą. Co oznacza, że pieniędzy na modernizację polskiej energetyki też może być za mało. – To grozi odpływem kapitału z Polski, przynajmniej jeśli chodzi o instytucje finansowe. Jeżeli będą miały one coraz mniej okazji do zarabiania, poszukają ich gdzie indziej – mówi Mieczysław Groszek. </span></p><p class="tresc"><span>Kto będzie płacił za modernizację polskiej energetyki? – Już w niedalekiej przyszłości może to zależeć od typu elektrowni. Te „zielone” bez problemu znajdą finansowanie na rynku. Bo z punktu widzenia inwestorów nie będą obciążone ryzykiem regulacyjnym i ekonomicznym. W wypadku elektrowni węglowych będzie odwrotnie. Spółka próbująca sfinansować taką inwestycję będzie mogła liczyć na kredyt w państwowym banku, który dodatkowo będzie musiał być do tego przymuszony w polityczny sposób. Jednak nawet wtedy bank będzie się zastanawiał, czy jego portfel kredytowy nie jest nadmiernie obciążony przez ryzykowne aktywa, negatywnie oddziałujące na finansową stabilność całego banku, a więc czy taka decyzja w ogóle – zgodnie z prawem bankowym – może zostać wydana. To także duże wyzwanie dla nadzoru finansowego. Nie przypadkiem międzynarodowe, prywatne instytucje finansowe już dziś wycofują się z – ich zdaniem niemających przyszłości – projektów emisyjnych – dowodzi Bukowski. – Decyzje podejmowane dziś mogą zaważyć na pozycji polskiej bankowości i energetyki za 15 lat. Do naszych instytucji finansowych i spółek państwowych, a także samej administracji, często z opóźnieniem dociera, że coś, co nie jest międzynarodowym standardem dziś, za kilka lat się nim stanie – dodaje.</span></p><h3 class="srodtyt"><span>Nawet nie wiemy, o czym mówimy</span></h3><p class="tresc"><span>Zrównoważone finansowanie to idea tak nowa, że prace nad regulacjami w tym zakresie w Brukseli są jeszcze na bardzo wczesnym etapie. Tak wczesnym, że eksperci dopiero ustalają treść definicji (jak mówi się w brukselskim żargonie: taksonomię), które potem dopiero będą wykorzystywane w aktach prawnych. Sprawa jest arcyważna: każde słowo i przecinek w tych definicjach przekłada się na miliardy euro. – Chodzi o to, żeby opracować pewien słownik, w którym określimy, co to znaczy, że dana inwestycja jest zielona lub nie – jakie parametry musi spełnić, żeby uznać ją za zrównoważoną. Tej jasności domagają się przede wszystkim inwestorzy, a więc nabywcy obligacji, którzy muszą dokładnie wiedzieć, co będą mieli w swoich portfelach – tłumaczy Bukowski, który uczestniczy w pracach grupy tworzącej owe definicje. </span></p><p class="tresc"><span>Dopiero po opracowaniu definicji można myśleć o powołaniu na ich podstawie odpowiednich regulacji. Oczywiście jak każdy element prawa europejskiego, pomysły z Brukseli będą podlegały negocjacji z państwami członkowskimi, więc nie ma takiej możliwości, żeby ktoś za naszymi plecami wymyślił sobie coś dla nas niekorzystnego (chyba że nie przyłożymy się do procesu negocjacyjnego, a potem obudzimy z ręką w nocniku, jak już niejednokrotnie bywało). Zanim więc czarny scenariusz się ziści, minie jeszcze trochę czasu. </span></p><p class="tresc"><span>Niemniej kierunek zmian wydaje się być nieunikniony: w Europie jest apetyt na to, żeby prowadzić bardziej ambitną politykę klimatyczną. Jest to cena, którą politycy ze Starego Kontynentu są gotowi zapłacić za chęć krajów rozwijających się do ograniczania własnych emisji. Standardowy bowiem argument, jaki wyciągają ci drudzy (pojawiał się także przy negocjacjach nad Porozumieniem Paryskim), jest taki, że państwa zamożne osiągnęły dobrobyt, nie oglądając się na środowisko, a teraz odmawiają prawa do tego samego pozostałym. „Jeśli chcecie, żebyśmy się przyłączyli, musicie robić dwa razy tyle” – mówią tamtejsi politycy.</span></p><p class="tresc"><span>Dwa razy tyle nie oznacza jednak wyłącznie porządków na swoim podwórku, ale także inwestowanie w odpowiedni sposób w krajach rozwijających się właśnie. Dzięki regulacjom w zakresie zrównoważonego finansowania większa będzie pewność, że pieniądze płynące z krajów rozwiniętych trafią do inwestycji odpowiedzialnych środowiskowo, niskoemisyjnych, wpisujących się w trend gospodarki o obiegu zamkniętym lub działających na rzecz lokalnych społeczności. </span></p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/1207450,ile-za-prad-placa-kraje-ue-najnizsze-ceny-sa-w-bulgarii.html" title="Ile za prąd płacą kraje UE? Najniższe ceny są w Bułgarii">Ile za prąd płacą kraje UE? Najniższe ceny są w Bułgarii</a></p><p class="tresc"><span class="allCaps"></span></p> "Kupię projekt farmy słonecznej". Rekiny przejmują polskie płotki http://forsal.pl/artykuly/1211306,kupie-projekt-farmy-slonecznej-rekiny-przejmuja-polskie-plotki.html 2018-08-10T19:22:42Z Wielki wykup projektów inwestycyjnych, które wygrały aukcje OZE, ale nie zdobyły finansowania na realizację przedsięwzięcia, trwa w najlepsze. Według szacunków ekspertów 15-25 procent zapowiedzianych inwestycji w ogóle nie powstanie. Rozpoczął się wyścig z czasem, by załapać się na system wsparcia i nie zapłacić kar.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Projekt farmy słonecznej stał się gorącym towarem na polskim rynku. Ofert sprzedaży po okazyjnych cenach jest zatrzęsienie. Ofert kupna nie brakuje. Ceny? Od kilkudziesięciu tysięcy złotych za projekt o mocy około 1 MW po nawet sto tysięcy euro za większe przedsięwzięcia. Gdzie jest haczyk?</p><p>Na sprzedaż są wystawiane projekty zarówno ze starych aukcji odnawialnych źródeł energii, jak i na planowaną w tym roku jesienną aukcję. Część projektów eksperci oceniają już jako "zgniłe jajo". To inwestycje zgłoszone do aukcji OZE w grudniu 2016 roku. Zgodnie z regulaminem, mają 24 miesiące na wytworzenie pierwszej energii. Jeśli projekt nie jest już teraz zaawansowany, to inwestor ma duży problem, by zdążyć na czas.</p><p>Przedsiębiorcy długo czekali na nowelizację ustawy OZE, która zmieniła podejście banków do finansowania inwestycji. - Spotykam inwestorów, którzy wygrali aukcje, mają zrealizować duże projekty słoneczne, ale od dłuższego czasu mieli problem z uzyskaniem finansowania. Banki nie chciały uznać zabezpieczenia w postaci instalacji. Ta sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero w ostatnich tygodniach. Banki szykują oferty dla farm słonecznych i uwzględniają specyfikę rynku. Taką opcją jest na przykład leasing operacyjny, gdzie inwestor zapewnia 20-30 proc. wkładu własnego i potem co miesiąc płaci bankowi ratę przez 10-15 lat, będąc pewnym wpływów z aukcji - mówi Michał Grzeszkowiak z firmy PGES.<br />Niestety, na takie rozwiązanie może być za późno w przypadku niektórych projektów, zwłaszcza z pierwszej aukcji. Przygotowanie finansowania a potem realizacja inwestycji trwałyby zbyt długo, by zdążyć z uruchomieniem farmy słonecznej na czas. - Szacuję, że minimum 15 proc. projektów z pierwszej i drugiej aukcji nie zostanie zrealizowanych. To projekty, które nie dostały dofinansowania ani nie udało się ich sprzedać większym inwestorom. Na rynku jest wiele firm, które skupują inwestycje, jednak teraz jest już niemal za późno na takie transakcje, jeśli inwestycja ma zostać uruchomiona do końca roku. Trzeba pamiętać, że inwestorzy nie kupują takich projektów „od ręki” ale po analizie i przygotowaniu kontraktu, do tego trzeba doliczyć 4 miesiące na realizację i przyłączenie instalacji - dodaje Grzeszkowiak.</p><p>Kto kupuje, a kto sprzedaje farmy słoneczne w Polsce? O tym w <a href="https://wysokienapiecie.pl/12321-kupie-projekt-farmy-slonecznej-rekiny-przejmuja-polskie-plotki/#dalej">dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl</a></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/1207450,ile-za-prad-placa-kraje-ue-najnizsze-ceny-sa-w-bulgarii.html" title="Ile za prąd płacą kraje UE? Najniższe ceny są w Bułgarii">Ile za prąd płacą kraje UE? Najniższe ceny są w Bułgarii</a></p> Lotos o umowie z Rosnieftem: Nie ograniczamy wykorzystania pewnych surowców http://forsal.pl/artykuly/1210190,lotos-o-umowie-z-rosnieftem-nie-ograniczamy-wykorzystania-pewnych-surowcow.html 2018-08-09T12:15:47Z Nigdy nie deklarowaliśmy minimalnego bądź oczekiwanego poziomu wykorzystania określonych surowców - tak wiceprezes ds. produkcji i handlu Lotosu, Jarosław Kawula skomentował ostatnią umowę spółki na dostawy ropy z Rosnieftem.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jak przypomniał w czwartek na konferencji prasowej wiceprezes Kawula, po I połowie 2018 r. udział w portfelu dostaw <b>Lotosu </b>rodzajów ropy naftowej innej niż <b>Rebco </b>wynosi prawie 37 proc. Rebco (Russian Export Blend Crude Oil), znane też jako Ural to mieszanina rosyjskiej ropy z różnych złóż, głównie w Zachodniej Syberii i na Uralu.</p> <p>"Do końca tego roku zmiany makroekonomiczne są nieprzewidywalne. Nie możemy prognozować jak będzie wyglądała sytuacja i opłacalność transakcji na innych ropach naftowych w horyzoncie 2018 r." - wyjaśnił Kawula. Jak dodał, jeśli nic się nie wydarzy spodziewamy się, że poziomy udziału różnych gatunków ropy drastycznie się nie zmienią. "Ale deklaracji żadnych w tym zakresie składać nie będziemy" - dodał.</p> <p>2 sierpnia Rosnieft poinformował, że na mocy zawartej z Lotosem umowy, do końca 2020 r. dostarczy polskiej spółce od 6,4 do 12,6 mln ton ropy. Rosyjski koncern przypomniał, że w grudniu 2013 r. podpisał z Lotosem umowę, która przewidywała dostawy do 2,4 mln ton ropy rocznie, w latach 2014–2015, a w styczniu 2016 r. strony uzgodniły jej przedłużenie do końca 2017 r., zwiększając roczną wielkość dostaw do 2,7 mln ton. Ogólna ilość ropy przesłana Lotosowi przez Rosnieft wyniosła w ramach tego kontraktu 10,8 mln ton.</p> <p>"Umowa z Grupą Lotos świadczy o jakości partnerskich relacji Rosnieftu z największymi konsumentami w tradycyjnych regionach sprzedaży rosyjskiej ropy" – informował Rosnieft w oficjalnym komunikacie.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1209764,arabia-saudyjska-oddziela-handel-od-polityki-spor-z-kanada-nie-wplynie-na-eksport-ropy-do-tego-kraju.html" title="Arabia Saudyjska oddziela handel od polityki. &quot;Spór z Kanadą nie wpłynie na eksport ropy do tego kraju&quot;">Arabia Saudyjska oddziela handel od polityki. "Spór z Kanadą nie wpłynie na eksport ropy do tego kraju"</a></p> Warunkiem powodzenia COP24 ma być "dobrowolność wyboru metod redukcji emisji CO2" http://forsal.pl/artykuly/1210161,warunkiem-powodzenia-cop24-ma-byc-dobrowolnosc-wyboru-metod-redukcji-emisji-co2.html 2018-08-09T11:58:09Z Podstawowym warunkiem powodzenia grudniowego szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach będzie zapewnienie państwom dobrowolności wyboru metod redukcji emisji dwutlenku węgla i sposobu wykorzystania zasobów naturalnych – ocenił w czwartek wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Wiceszef resortu energii reprezentował rząd podczas rozpoczętej w czwartek w Katowicach konferencji pod nazwą<b> Społeczny PRE_COP24</b>, zorganizowanej przez największe krajowe centrale związkowe dla wypracowania i przedstawienia stanowiska strony społecznej i przemysłu przed grudniowym <b>szczytem klimatycznym COP24</b>.</p> <p>W swoim wystąpieniu wiceminister Tobiszowski wskazał na konieczność wypracowania podczas obrad COP24 takich założeń, które pozwolą osiągnąć realne efekty w sferze czystego powietrza, przy jednoczesnym zachowaniu przemysłu, miejsc pracy oraz rozwoju gospodarczego państw i regionów.</p> <p>„Ważne będzie, aby na COP-ie zapewnić wszystkim uczestnikom dobrowolność wyboru metod <b>redukcji emisji dwutlenku węgla</b> i sposobu <b>wykorzystania zasobów naturalnych</b>. Powinno to być podstawowym warunkiem powodzenia grudniowego <b>szczytu klimatycznego</b>” – podkreślił Tobiszowski, przypominając, że katowicki Szczyt ma przyjąć przepisy wdrażające zawarte w 2015 r. <b>Porozumienie Paryskie</b>.</p> <p>„Najważniejszym celem jest decyzja w kwestii regulaminu paryskiego - zbioru reguł, mających doprowadzić do globalnej redukcji emisji dwutlenku węgla, zadeklarowanej w Porozumieniu Paryskim” – mówił wiceminister, oceniając, że regulamin ten nie może stać w sprzeczności z innymi regulacjami - także tymi stanowiącymi Unię Europejską.</p> <p>„Artykuł 194 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej mówi, że każde państwo może niezależnie decydować o swoim miksie energetycznym; nikt nie może zmusić żadnego kraju do sposobu produkcji energii” – zaznaczył Tobiszowski. Podkreślił „niesamowite i niebagatelne” starania Polski służące – jak mówił – wypełnieniu zobowiązań w zakresie udziału OZE w produkcji energii, a także podniesieniu efektywności energetycznej i zmniejszeniu energochłonności gospodarki.</p> <p>W ocenie Tobiszowskiego, wdrożenie unijnego pakietu klimatycznego, który został formalnie uzgodniony w ostatnich kilku miesiącach, będzie wyzwaniem w wielu państwach członkowskich - szczególnie przy stałym wzrośnie cen uprawnień do emisji CO2. Wskazał, że aby długoterminowa strategia UE na rzecz obniżenia emisyjności była skuteczna, konieczne jest uwzględnienie w niej specyfiki i głosów różnych państw.</p> <p>„Wyzwanie Porozumienia Paryskiego polega na tym, aby wszystkie strony porozumienia przyjęły cele równie ambitne jak Unia Europejska. Jeśli jest w klasie jeden prymus, to kiedy obliczymy średnią, nie możemy mówić o postępie w całej klasie. O postępie możemy mówić wtedy, jeśli podniesiemy poziom rozwoju całej klasy. A więc Unia nie może chcieć być prymusem wbrew innym krajom, które w kwestii ochrony środowiska mają większe znaczenie” – wskazał Tobiszowski.</p> <p>Przedstawiając polskie stanowisko przed COP24 wiceminister energii ocenił, iż - aby osiągnąć cele Porozumienia Paryskiego - projekt długoterminowej strategii UE powinien uwzględnić możliwość zwiększenia pochłaniania dwutlenku węgla przez kluczowe elementy środowiska naturalnego, w szczególności lasy. Zaapelował o rozpoczęcie międzynarodowego dialogu o zwiększeniu zagospodarowania i pochłaniania CO2, a nie tylko redukcji emisji tego gazu.</p> <p>„Mam tutaj na myśli przykład redukcji emisji w wyniku wzrostu pochłaniania gazów cieplarnianych przez gleby rolne, lasy, torfowiska. Redukcja emisji to poprawa jakości powietrza; wzrost pochłaniania CO2 to także wzrost produktywności gleb, ochrona bioróżnorodności i poprawa stosunków wodnych” – mówił wiceminister.</p> <p>Jego zdaniem projekt długoterminowej strategii UE „powinien również uwzględniać wpływy na regiony i państwa członkowskie najbardziej uzależnione od węgla, a także proponować odpowiednie działania i wsparcie na szczeblu Unii, aby zapewnić sprawiedliwą transformację na gospodarki mniej zależne od węgla dla wszystkich obywateli”.</p> <p>Tobiszowski podkreślił, że siłą Polski zawsze był przemysł. „Jeśli kraj członkowski ma szansę rozwijać się nowocześnie, budując w Europie nowoczesny przemysł, to należy się temu przyjrzeć i wesprzeć, stawiając oczywiście warunki, by był to nowoczesny przemysł, który sprawi, że w danym regionie i państwie pozostaną miejsca pracy” – mówił wiceminister, akcentując obecne zjawisko przenoszenia miejsc pracy z UE do innych krajów właśnie z powodu restrykcyjnych wymagań klimatycznych.</p> <p>„Należy zwrócić uwagę, że dla niektórych państw członkowskich ścieżka osiągnięcia ambicji europejskich co do redukcji emisji w wymiarze krajowym będzie w długofalowym horyzoncie znacznie mniej dotkliwa w porównaniu do szeregu pozostałych państw. Powinno to być w znacznym stopniu brane pod uwagę przez twórców strategii (…). Chcemy harmonijnego rozwoju w Europie” – podkreślał Tobiszowski, oceniając, iż „nie jest sztuką przyjmować ambitne cele, sztuką jest umieć je następnie realizować”.</p> <p>„Realizacja celów polityki klimatycznej musi być oparta o bilans zysków i strat oraz wykorzystanie innowacyjnych technologii. Polityka ta nie może powodować utraty konkurencyjności przemysłu oraz poszerzać sfery ubóstwa energetycznego” – mówił wiceminister, wskazując na potrzebę „dyskusji o rzeczywistych przyczynach ocieplenia klimatu i roli, jaką w tym procesie odgrywa człowiek”.</p> <p>W ocenie Tobiszowskiego w różnych środowiskach w Europie można zauważyć – jak mówił – „antywęglowe lobby”, postulujące całkowite odejście od węgla w gospodarce, z założeniem, że niemożliwe jest jego wykorzystanie bez szkody dla środowiska. Postulował dokonanie analizy środków zaangażowanych w ciągu minionych ponad 25 lat w ochronę klimatu, w odniesieniu do założonych i osiągniętych w tym okresie efektów. Zauważył, że podczas gdy jedne kraje odchodzą od węgla, w wielu innych produkcja i zużycie węgla rosną – wszystkie te trendy „zetrą się” – jak mówił – na grudniowym Szczycie w Katowicach.</p> <p>„Oby nie było tak, że znajdziemy się w grupie prymusów, ale cała klasa (klimat i środowisko naturalne – PAP) nie będzie przez to lepsza, bo jedna jaskółka wiosny nie czyni” – podsumował wiceminister, postulując, by podczas COP wypracowano „takie założenia, które byłyby realne w osiąganiu czystego powietrza, rozwoju gospodarczego i przemysłu”.</p> <p>Blisko dwutygodniowy szczyt COP24 odbędzie się w Katowicach 3-14 grudnia br. Konferencje Stron (Conferences of the Parties - COP) to najwyższy organ Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC) uprawniony do sprawdzania realizacji jej postanowień. W trakcie szczytu COP24 planowane jest przyjęcie pełnego pakietu wdrażającego Porozumienie Paryskie. To pierwsza w historii międzynarodowa umowa, która zobowiązuje wszystkie państwa świata do działań na rzecz ochrony klimatu. Pakiet wdrażający umożliwi realizację Porozumienia w praktyce. Tym samym wyznaczy światową politykę klimatyczno-energetyczną na kolejne lata.</p> <p>Rozpoczęta w czwartek w Katowicach dwudniowa konferencja Społeczny PRE_COP24 odbywa się pod hasłem „Polska droga do czystego środowiska”. Organizatorami spotkania są m.in. największe centrale związkowe: Solidarność, OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Związkowcy przekonują, że powstrzymanie globalnego ocieplenia nie może prowadzić do nadmiernego likwidowania miejsc pracy w przemyśle. Zainicjowana przez stronę społeczną dyskusja ma pomóc w wypracowaniu wspólnego stanowiska związkowców i pracodawców przed grudniowym Szczytem klimatycznym.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/ekologia/artykuly/1209976,telegraph-pisze-o-polskiej-mafii-smieciowej-trzy-brytyjskie-firmy-objete-sledztwem.html" title="&quot;Telegraph&quot; pisze o &quot;polskiej mafii śmieciowej&quot;. Trzy brytyjskie firmy objęte śledztwem">"Telegraph" pisze o "polskiej mafii śmieciowej". Trzy brytyjskie firmy objęte śledztwem</a></p> Ceny ropy Brent i WTI tąpnęły o ponad 3 proc. http://forsal.pl/artykuly/1209959,ceny-ropy-brent-i-wti-tapnely-o-ponad-3-proc.html 2018-08-09T08:40:47Z Bieżący tydzień dostarcza wielu emocji inwestorom na rynku ropy naftowej. Rozpoczął się on od zwyżek, jednak środowa sesja przekreśliła jakikolwiek optymizm na rynku ropy naftowej. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zarówno cena ropy Brent, jak i ropy WTI, tąpnęły o ponad 3%. W przypadku amerykańskiej ropy oznaczało to zejście poniżej poziomu 67 USD za baryłkę, natomiast europejska ropa Brent zeszła do okolic 72 USD za baryłkę. <br /><br /> W pierwszej połowie bieżącego tygodnia notowania ropy naftowej znajdowały się pod presją strony popytowej ze względu na wchodzące w życie amerykańskie sankcje na Iran. Jednak zwyżki nie były duże, ponieważ ten fakt paradoksalnie nie zmienił wiele na rynku ropy naftowej. USA i Iran od lat utrzymują znikome (o ile w ogóle jakiekolwiek) relacje handlowe i wprowadzenie sankcji niewiele w tej kwestii zmienia. Natomiast zupełnie oddzielną sprawą jest ewentualne dołączenie do sankcji innych państw, w tym krajów Europy oraz Azji. Na to jest jeszcze czas do listopada, ponieważ wtedy kończy się okres przejściowy na dopasowanie się sojuszników USA do sankcji. <br /><br /> Tymczasem w środę w ceny ropy naftowej mocno uderzyła kwestia innego amerykańskiego sporu handlowego: konfliktu z Chinami. Kwestia ta wpływa na rynki surowców już od wielu tygodni, jednak w ostatnim czasie spór się zaostrzył: Chiny poinformowały o wprowadzeniu 25-procentowych ceł na kolejne dobra importowane ze Stanów Zjednoczonych, tym razem o wartości 16 mld USD, a obejmujących szeroki wachlarz dóbr, w tym paliwa, produkty stalowe, sprzęt medyczny oraz samochody. <br /><br /> Eskalacja konfliktu handlowego Stanów Zjednoczonych i Chin jest istotna na rynku ropy naftowej, ponieważ kraje te są kluczowymi konsumentami tego surowca. Wojna handlowa jest niekorzystna dla ich gospodarek, a to przekłada się na obawy dotyczące popytu na ropę naftową. <br /><br /> Paweł Grubiak - prezes zarządu, doradca inwestycyjny w Superfund TFI </p> Prezydent podpisał ustawę o nowych normach jakościowych węgla http://forsal.pl/artykuly/1208886,prezydent-podpisal-ustawe-o-nowych-normach-jakosciowych-wegla.html 2018-08-08T13:10:36Z Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw. Ustawa przewiduje m.in. wprowadzenie norm jakościowych dla węgla i zakaz sprzedaży najgorszej jakości paliwa odbiorcom sektora komunalno-bytowego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Nowe przepisy stanowią, że najgorszej jakości paliwa, czyli muły węglowe, flotokoncentraty, mieszanki zawierające mniej niż 85 proc. węgla kamiennego zostaną objęte ustawowym zakazem sprzedaży do sektora komunalno-bytowego. Normy będą zastosowane w przypadku paliw stałych spalanych w gospodarstwach domowych oraz w instalacjach o mocy cieplnej poniżej 1 MW, czyli w kotłowniach przy budynkach mieszkalnych, szkołach, szpitalach. </p> <p>W trakcie prac nad nowelizacją wprowadzono jednak do ustawy dwuletni okres przejściowy dla węgla brunatnego spalanego w indywidualnych kotłach grzewczych.</p> <p>Nowela wprowadza ponadto świadectwa jakości paliw. Kupujący mają uzyskiwać rzetelne i wyczerpujące informacje o tym, co kupują. Nowe rozwiązania mają też wyeliminować proceder polewania węgla wodą - by zwiększyć jego masę. Kontrole na składach oraz przejściach granicznych będą przeprowadzane przez Inspekcję Handlową lub Urząd Skarbowo-Celny wyrywkowo na składach. Sami nabywcy nie będą kontrolowani, nie będzie też kontroli jakości węgla w miejscu jego spalania. Koszty kontroli będzie ponosił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Krajowa Administracja Skarbowa. Jeśli paliwa nie spełnią wymogów, kosztami kontroli będzie obciążony kontrolowany. Rozporządzenie do ustawy ma określić metody badań paliw.</p> <p>Dzięki nowym przepisom, ze składowisk węgla mają zniknąć odpady węglowe odpowiedzialne za powstawanie smogu. Przedsiębiorcom, którzy się do tego nie dostosują, grożą wysokie kary pieniężne, a nawet kara więzienia. Minister energii w specjalnym rozporządzeniu określi szczegółowe wymagania dla tych paliw (chodzi m.in. o różne rodzaje węgla kamiennego, najczęściej importowanego) oraz dopuszczalny poziom odchylenia od tych wymagań.</p> <p>W nowelizacji znajduje się jednak przepis pozwalający na czasowe zawieszenia norm jakościowych w sytuacji niedoboru źródeł ciepła bądź ewentualnych perturbacji na rynku wytwarzania energii wynikających np. z upałów.</p> <p>W połowie czerwca br. Komisja Europejska notyfikowała projekt ustawy ws. norm jakości dla paliw stałych, co dało zielone światło do dalszych prac nad nowelą w Sejmie.</p> <p>W lutym br. Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu orzekł, że Polska złamała prawo UE, dopuszczając do nadmiernych wieloletnich przekroczeń stężeń pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu. Dobowe i roczne normy zanieczyszczenia powietrza były przekraczane w sposób ciągły w latach 2007-2015. Orzeczenie nie skutkowało nałożeniem kary finansowej. Jednak Polska powinna jak najszybciej podjąć działania zmierzające do poprawy jakości powietrza w kraju – w przeciwnym wypadku KE może wnieść nową skargę i domagać się sankcji finansowych.</p> <p>Z powodu smogu i powikłań wynikających ze złej jakości powietrza, w Polsce umiera 45-50 tys. osób rocznie. Za największe emisje zanieczyszczeń, w tym pyłów zawieszonych PM2,5, PM10 oraz benzo(a)pirenu odpowiada sektor bytowo-komunalny oraz transport.</p>