© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: finanse osobiste 2018-05-28T12:22:40+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/finanse-osobiste Zrobieni w GetBack, czyli krótka historia "cudownej" okazji http://forsal.pl/artykuly/1126128,getback-zrobieni-w-getback-czyli-krotka-historia-cudownej-okazji.html 2018-05-25T09:43:57Z Wszystko pewne jak w banku, zysk gwarantowany, trzeba się szybko decydować, bo szansa ucieknie. Czyli krótka historia okazji, o której inwestorzy nigdy nie powinni się dowiedzieć. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"></p><p class="tresc">Mechanizm zawsze jest taki sam. Ty masz trochę pieniędzy, a oni cudowny sposób na ich pomnożenie. Na trzymaniu oszczędności w banku, wiadomo, zarobić się nie da, bo lokaty są bardzo marnie oprocentowane. Łatwo dać się więc złapać na produkt, o którego istnieniu my, zwykli ciułacze, nie powinniśmy nawet wiedzieć. Tak jest z obligacjami korporacyjnymi. </p><p class="tresc">Na pierwszy rzut oka to łakomy kąsek, ale trzeba wiedzieć, z czym się go je i które kawałki pasują do poziomu ryzyka, na jaki możemy sobie pozwolić. Tyle teoria, bo jeśli kupujemy instrument finansowy emitowany przez oszusta albo przez oszusta nam wciskany, obronić się trudno. Zwłaszcza że oszuści są świetnie wyszkoleni, a ich determinacja wzmocniona wysoką prowizją od sprzedaży. W niczym nie przypominają domokrążcy oferującego nam odkurzacz, nie mają też smutnego głosu z call center, który chce nam przedstawić nowe usługi bankowe. </p><p class="tresc">Pytanie, czy kupujący obligacje spółki windykacyjnej <b>GetBack</b> zostali oszukani, jest wciąż otwarte i na odpowiedź przyjdzie poczekać jeszcze długo.</p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><h2><b>Dzwonię do pani/pana</b></h2><p class="tresc">„Szukam poszkodowanych z Olsztyna”, „Kupiłam obligacje za namową pana z oddziału przy ul. Domaniewskiej 39 w Warszawie”, „Szukam osób chętnych zgłosić do Prokuratury Rejonowej w Gdyni zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników sprzedających obligacje GetBacku”. Podobnych wpisów na forach internetowych i na portalach społecznościowych można znaleźć setki. Obligatariusze już wiedzą, że król jest nagi, a szanse odzyskania wszystkich pieniędzy, jakie włożyli w feralne papiery wrocławskiego windykatora, są nikłe.</p><p class="tresc">Przez wiele miesięcy jednak<b> GetBack </b>ubierany był w najlepsze szaty, a jego obligacje wpychane na masową skalę klientom. W całej tej historii słowem kluczem jest tzw. misselling, czyli nieuczciwa i nieetyczna sprzedaż. W przypadku windykatora chodzi o obligacje, którymi na masową skalę finansował swoją działalność. Zebraliśmy historie osób, które od miesiąca zastanawiają się, czy papiery GetBacku są jeszcze coś warte. Z ich opowieści wyłania się obraz dobrze zorganizowanej machiny, która jest w stanie sprzedać wszystko i każdemu. Nawet ludziom, którzy nigdy nie powinni wiedzieć, co to obligacja korporacyjna, a wkładali w nie dziesiątki tysięcy złotych z dopiero co wygasłej lokaty bankowej. Nie warto rzucać oskarżeń i ferować dzisiaj wyroków wobec konkretnych osób czy instytucji. Obligacje sprzedawały zarówno instytucje finansowe kontrolowane przez Skarb Państwa, jak i prywatne. Kapitał krajowy czy zagraniczny? Też bez większego znaczenia, bo handel był realizowany na szeroką skalę. O ofercie można było usłyszeć w banku, domu maklerskim czy od doradcy inwestycyjnego. Ich winę musi potwierdzić sąd. Warto jednak pokazać, jak wyglądał mechanizm wkręcania ludzi w instrument finansowy, który nie powinien trafiać pod strzechy, a być zarezerwowany dla inwestora indywidualnego, który rozumie prawa rynku i akceptuje ryzyko, jakie ze sobą niesie obligacja korporacyjna.</p><p class="tresc">– Pan by nie zainwestował pieniędzy na 5,5 proc. z opcją wcześniejszego wykupu, gdy w banku oprocentowanie lokaty przekracza ledwie 2 proc.? – pytaniem na pytanie odpowiada pani Izabela. Nie chce podać nazwiska, bo córka może się dowiedzieć. Pani Izabela jest już na emeryturze, jej pieniądze miały pójść na wkład własny do zakupu mieszkania dla córki i jej męża. Zainwestowała w<b> GetBack</b> niecałe 50 tys. zł, bo właśnie dwie lokaty jej się kończyły. – Pewnie bym je przedłużyła, ale miły pan doradca zapewnił mnie przez telefon, że jako stała klientka mam prawo skorzystać z dedykowanej oferty obligacji. Pewny, gwarantowany zysk, bezpiecznie jak w banku, firma z polskim kapitałem, która rzuca wyzwanie konkurencji i rozwija się na całym świecie. Poza tym zawsze mogę zażądać wcześniejszego wykupu obligacji, jeśli będę potrzebowała pieniędzy – odpowiada historię kuszenia. Zaznacza, że jej doradca nie musiał być nawet specjalnie natarczywy, bo od razu się zgodziła.</p><p class="tresc">O tym, że obligacje korporacyjne to nie lokata w banku i jakie wiąże się z nimi ryzyko, dowiedziała się kilka tygodni temu, gdy w internecie pojawiły się pierwsze informacje o potężnych kłopotach <b>GetBacku </b>i o tym, że taki problem jak ona z odzyskaniem pieniędzy może mieć ponad 9 tys. osób. – Czuję się oszukana. Oszukał mnie bank, któremu od lat ufałam. Teraz muszę jeszcze znaleźć pieniądze na prawnika i niestety nie zrobię córce prezentu na pierwszą rocznicę ślubu – mówi. Pani Izabela jest już członkiem grupy poszkodowanych obligatariuszy, jaka powstała na <b>Facebooku.</b> Liczy dzisiaj ponad 1,8 tys. osób. Nie wszyscy to posiadacze obligacji GetBacku, ale zdecydowana większość na pewno.</p><p class="tresc">Zrzeszają się w stowarzyszenie, bo tak łatwiej walczyć o odzyskanie pieniędzy i ustalić, jak wyglądało modus operandi pośredników, którzy wciskali im obligacje. To ważne, bo w staraniach o odzyskanie pieniędzy będą potrzebowali udokumentowanych przykładów missellingu. SMS-y, e-maile, dokumenty, każdy świstek papieru mogą być dowodami, a te podstawą do przyznania odszkodowania za wprowadzenie w błąd.</p><p class="tresc">Organizować poszkodowanych zaczął Artiom Bujan. Chodzi na spotkania i stara się wymusić na instytucjach publicznych działanie. Był już wszędzie – od Komisji Nadzoru Finansowego, przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów po prokuraturę. Wymusił nawet rozmowę zarządu GetBacku z reprezentacją obligatariuszy. Przed spotkaniem opowiadał, że sam ulokował w obligacjach tej firmy kilkaset tysięcy złotych, oszczędności rodzinne. Ma więc o co walczyć.</p><p class="tresc">– Dlaczego kupiliśmy obligacje GetBacku? Bo pracownik banku zapewniał nas, że to bezpieczne – opowiadał portalowi Money.pl. – I dlatego teraz zamierzamy walczyć z bankiem o odzyskanie tych pieniędzy. Bankowcy nas wprowadzili w błąd, banki powinny oddać. Rozmowy miały miejsce w centrum Warszawy, w oddziale banku, a nie w jakiejś podejrzanej firmie. Od lat rodzina prowadziła tu lokaty i konta. To wystarczyło, by nabrać zaufania. A na dodatek usłyszeliśmy, że to „tak samo bezpieczne jak lokata”, że „firma jest za duża, żeby upaść”, że „pan prezes jest jednym z najbogatszych Polaków, więc nie dopuści do problemów”. Kilka razy słyszeliśmy, że „nie ma możliwości, by coś złego się stało”. Jednak się stało. Więc pracownik banku nas po prostu okłamał.</p><p class="tresc">Oczywiście wiele osób powie: widziały gały, co brały. A co jednak, jeśli nie widziały? Wiele z historii obligatariuszy potwierdził rzecznik finansowy Aleksandra Wiktorow, która wystosowała w tej sprawie pisma do szefów UOKiK i KNF. Informuje w nich o zgłaszanych przez klientów nieprawidłowościach w oferowaniu obligacji GetBacku za pośrednictwem Idea Banku lub oddziału tego banku, działającego pod nazwą Lion’s Bank. „Z informacji przekazywanych przez osoby zgłaszające się do Rzecznika Finansowego wynika, że proces sprzedaży obligacji był inicjowany ze strony banku (także telefonicznie). Obligacje miały być przez przedstawicieli banku oferowane jako bezpieczna inwestycja z gwarancją zysku w określonej wysokości, bezpieczna alternatywa dla lokaty bankowej, mająca na celu zrealizowanie dywersyfikacji portfela oszczędności, a nawet jako inwestycja pewniejsza od lokaty. Inwestowanym środkom miało być zapewnione bezpieczeństwo oraz pełna płynność. Spółka miała być przedstawiana potencjalnym nabywcom obligacji jako wiodąca firma na rynku wierzytelności rangi Kruk” – czytamy w obu pismach rzecznika finansowego.</p><p class="tresc">Wiktorow wskazuje na jeszcze jeden mechanizm, który miał się doskonale sprawdzić – presję czasu. „Z niektórych skarg wynika, że zapisany elektronicznie dokument »Propozycja nabycia obligacji«, przekazywany drogą mailową przez Polski Dom Maklerski, przesyłany bywał potencjalnym nabywcom obligacji na dzień przed upływem terminu na uiszczenie zapłaty za nabycie obligacji, wobec czego osoby skarżące podnoszą, że działały pod presją czasu, a zatem mogły nie mieć możliwości podjęcia w pełni świadomej i przemyślanej decyzji” – wynika z wiadomości przesłanej do UOKiK i KNF.</p><p class="tresc">Instytucje te zresztą badają już sprawę pośredników w sprzedaży. <b>Szef KNF Marek Chrzanowski </b>sprawdza, kto i ile obligacji sprzedał oraz jak wyglądały procesy sprzedażowe. Osobom, które czują się poszkodowane przez sprzedawców papierów, zaleca bezpośredni kontakt z prokuraturą. W sprawę metod stosowanych przy sprzedaży zaangażował się także UOKiK. Znów rozesłane zostały specjalne pisma do pośredników w celu ustalenia, jak reklamowane były papiery.</p><p class="tresc">– Nie czuję się oszukany przez dom maklerski. Inwestuję w akcje, mam certyfikaty Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, niedawno zacząłem się interesować rynkiem obligacji korporacyjnych. Znam ryzyko, akceptuję je, zarabiam i ponoszę też straty. Jeśli mam do kogoś żal, to do emitenta, czyli GetBacku. Nie rozumiem, jak spółka mogła w pół roku z gwiazdy polskiej giełdy stać się bankrutem i nikt nie był w stanie tego procesu dostrzec – mówi nam Robert, który ulokował w emisji prywatnej obligacji kilkanaście tysięcy złotych.</p><p class="tresc">– Słyszę i czytam o ludziach, którzy kupili papiery <b>GetBacku</b> za kilkaset tysięcy, że władowali w nie oszczędności życia. Żal mi ich, ale z drugiej strony, nawet jeśli spółka nie wpadłaby w problemy, to robiąc takie rzeczy, prędzej czy później nadzialiby się na piramidę finansową czy innych nieuczciwych pośredników. W wielu przypadkach nie zawiódł brak elementarnej wiedzy o ekonomii, lecz zdrowego rozsądku – dodaje.</p><h2><b>Reklama dźwignią handlu</b></h2><p class="tresc">Pomocne w uśpieniu czujności i powstrzymaniu logicznego rozumowania były w wielu przypadkach wyrafinowane techniki sprzedażowe.</p><p class="tresc">– Jeśli klient spotyka się ze świetnie przygotowanym pośrednikiem, zmotywowanym do działania premią za wyrobienie sprzedaży, szkolonym przez coachów na światowym poziomie, to jego szanse są niewielkie. My inwestujemy w kanały sprzedażowe zarówno internetowe, jak i bezpośrednie. Gdy rynek jest konkurencyjny, to reputacja TFI czy domu maklerskiego nie wystarczy, trzeba mieć sprawnych sprzedawców – mówi nam dyrektor ds. sprzedaży w jednym z małych funduszy inwestycyjnych. Gdy pokazuję mu e-maile i SMS-y, jakie trafiały do ludzi, to dziwi się, że tak wielu pośredników zdecydowało się pozostawić ślad ewidentnego missellingu przy oferowaniu obligacji. – Bank nie powinien sprzedawać swoim klientom długu korporacyjnego tylko oferować lokaty. To produkty szyte dla tych, którzy są klientami TFI i domów maklerskich – podkreśla.</p><p class="tresc">Mieć dowody na wprowadzanie klientów w błąd, a udowodnić taki proceder w sądzie to jednak dwie różne sprawy. Dostaliśmy list od jednego z obligatariuszy, który pokazuje, że został przy okazji zakupu obligacji potraktowany, jak sam to ujął, „po królewsku”. „Ofertę przedstawiono mi telefoniczne, następnie szybko dostałem z banku wiadomość e-mail ze szczegółami. Pojawiały się w niej sformułowania: »gwarantowane 6-proc. oprocentowanie« i »pewny zysk«. Szybko umówiono mi spotkanie w oddziale banku, gdzie czekały już na mnie dokumenty tylko do podpisu. Dostałem zapewnienie, że umowa jest standardowa, odsetki będą wypłacane co kwartał. Pośrednik poinformował mnie, że oferta jest limitowana i skierowana tylko do wybranej grupy klientów banku. Ja zostałem wybrany, bo obligacje pasują do profilu ryzyka, jaki stworzył dla mnie bank. Ten profil, jak się dowiedziałem, to osoba, która nie akceptuje zbyt dużego ryzyka i lokuje środki w bezpiecznych instrumentach finansowych”.</p><p class="tresc">Nasi rozmówcy zwracają także uwagę na jeszcze jeden ważny element łowienia ich na obligacje windykatora. Spółka miała dobrą prasę, a kopie gazetowych artykułów bywały dołączane do wiadomości e-mail, żeby potencjalnych nabywca mógł sobie przeczytać, co „branżowe, a więc fachowe media i analitycy, sądzą o spółce, która podbija polski rynek windykacji i coraz śmielej rusza za granicę”. Jeden z takich artykułów przysłał nam obligatariusz GetBacku. Tylko że artykuł, choć opublikowany został w dzienniku ekonomicznym, wcale nie jest owocem pracy dziennikarzy, co zresztą zostało wprost zaznaczone słowami „materiał partnera”. Zwracam na to uwagę mojemu rozmówcy. – Skąd mam wiedzieć, co to jest materiał partnera? Reklama to reklama, a tutaj mam tekst, który niczym się nie różni od innych artykułów. Są zdjęcia, jakieś wypowiedzi, wszystko super – odpowiada pan Grzegorz, który zerwał lokatę i dzięki uprzejmości banku nie stracił na tym nawet odsetek, bo wszystkie pieniądze z niej od razu przelał na zakup obligacji windykatora. Z „artykułu” mógł się dowiedzieć, że <b>GetBack</b> to „windykacyjna rakieta z Polski”, spółka jest „innowacyjna”, „rewolucjonizuje rynek”, ma „nowe pomysły i uznanie branży”. „GetBack pędzi jak rakieta. Ciągle pojawiają się nowe zadania do realizacji” – opowiada jeden z pracowników, który jest anonimowo cytowany w reklamie, bo wspominany tekst był po prostu zamówiony i opłacony przez spółkę.</p><p class="tresc">O ile ogłoszenia w mediach coraz częściej udają artykuły przygotowane przez dziennikarzy i łatwo dać się nabrać, o tyle wielu inwestujących w obligacje GetBacku nie nabrało nawet podejrzeń. Bo wystarczyło wpisać w internetowej wyszukiwarce nazwę firmy i pojawiały się pozytywne rekomendacje, pogłębione analizy i porównania do firm o znacznie dłuższej i bardziej ugruntowanej pozycji na rynku.</p><h2><b>Chciwość jest dobra</b></h2><p class="tresc"><b>GetBack</b> kupił wszystkich. Jeszcze kilka tygodni temu był najszybciej rosnącą firmą w branży windykacyjnej, dostawał prestiżowe nagrody.</p><p class="tresc">– Nie łudzę się, że odzyskam zbyt dużo. Poczytałem już w internecie, jak wygląda ta cała restrukturyzacja spółek, i żal mam do państwa, że takie rzeczy można robić w biały dzień i wszyscy są zaskoczeni w tym samym momencie. Porównanie do Amber Gold samo się nasuwa, tam też ludzie zostali oszukani – mówi pan Łukasz.</p><p class="tresc">Pytam, czy jednak u osób kupujących obligacje nie przeważyła chciwość. Skoro na lokacie bankowej można zarobić 2–3 proc., a niektóre obligacje były oprocentowane na 8 proc. i więcej, to lampka ostrzegawcza – że inwestycja jest ryzykowna – powinna się zapalić. – Wszędzie jest ryzyko. Grunt, żebym był o nim poinformowany wcześniej, a nie miał przekonanie, że ktoś oferuje mi lokatę bankową, tylko że teraz moje pieniądze będą w obligacjach, w przypadku których w każdej chwili mogę zażądać wcześniejszego wykupu. Lokatę też mogę zerwać w każdej chwili – tłumaczy mój rozmówca.</p><p class="tresc">W sprawie <b>GetBacku</b> generalizować nie można. Chociaż K<b>NF</b> zawiadomił prokuraturę, że ma uzasadnione podejrzenia, iż zarząd spółki mógł dopuścić się wyrządzenia jej szkody majątkowej wielkich rozmiarów, a w sprawozdaniach finansowych i komunikatach giełdowych podawane były nieprawdziwe informacje, to musi to potwierdzić sąd.</p><p class="tresc">Nie wszystkie domy maklerskie, banki czy <b>TFI</b> prowadziły również misselling przy sprzedaży obligacji. Po prostu wiele osób zdecydowało się kupić instrument, którego nie rozumiały, od spółki, której nie znały. Wysokie oprocentowanie było wystarczającą przynętą, żeby nie stawiać dodatkowych pytań.</p><p class="tresc">Czy mogli się ustrzec przed taką inwestycją, skoro w obligacje windykatora zainwestowały też uznane marki z rynku funduszy inwestycyjnych i dzisiaj muszą spisywać je na straty albo liczyć się z tym, że odzyskają tylko jakąś część kapitału? Moim zdaniem, nie.</p><p class="tresc">Poszkodowani łączą siły, zrzeszają się i grupowo występują do kancelarii prawnych. Proces dochodzenia sprawiedliwości będzie długi i kosztowny, bo pełnomocników trzeba opłacić, a efekty sądowej batalii mocno niepewne. Walka będzie się odbywała pewnie na wielu frontach. Na forach internetowych i w mediach społecznościowych cały czas buzuje, padają najcięższe oskarżenia pod adresem instytucji finansowych i organów państwa. Pojawia się coraz więcej desperacji, frustracji i teorii spiskowych.</p><p class="tresc">Po aferze Amber Gold powstają kolejne piramidy finansowe i zawsze tak będzie. <b>GetBack</b> piramidą finansową nie był. Spółka jest notowana na giełdzie, a nie w szarej strefie gospodarki, w której oszuści łapią naiwnych. Firmy będą zawsze bankrutowały albo popadały w kłopoty, a ludzie źle inwestowali swoje pieniądze i je tracili. Na rynku kapitałowym zawsze będzie ryzyko inwestycyjne i ryzyko związane z tym, że trafi się na nieuczciwych. Trudno zakładać, że to będzie ostateczna lekcja, którą świat finansów dał ludziom. – Cztery najniebezpieczniejsze słowa w świecie inwestowania to: tym razem jest inaczej – mawiał sir John Templeton, amerykański finansista i filantrop. Gdy zadzwonią do was z banku z zapewnieniem, że jest świetna okazja, i, że tym razem będzie inaczej niż z GetBackiem, to warto się dwa razy zastanowić, czy gra jest warta świeczki, a chciwość zawsze dobra.</p><p class="tresc"><em>Nazwiska wszystkich osób występujących w tekście są znane redakcji. Nie podajemy też nazw instytucji, które sprzedawały obligacje, ponieważ celem było pokazanie mechanizmu wciągania ludzi w inwestycje, które nie są dla nich stworzone.&#160; </em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1121439,getback-kupil-wszystkich-dlaczego-w-kilka-tygodni-upadl.html">GetBack kupił wszystkich. Dlaczego w kilka tygodni upadł?</a></p> Polacy szybko się bogacą. Dochód rozporządzalny wzrósł o 6,3 proc. http://forsal.pl/artykuly/1125643,polacy-szybko-sie-bogaca-gus-dochod-rozporzadzalny-wzrosl-o-6-3-proc.html 2018-05-23T09:08:07Z Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w 2017 r. wyniósł 1 598 zł wobec 1 475 zł rok wcześniej co oznacza wzrost o 6,3% r/r, podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Poziom <b>przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego</b> na osobę w zaokrągleniu do 1 zł w 2017 r. wyniósł 1 598 zł i był realnie wyższy o 6,3% od dochodu z roku 2016. Przeciętne miesięczne wydatki w gospodarstwach domowych na osobę osiągnęły w 2017 r. wartość 1 176 zł i&#160;były realnie wyższe o 1,9% od wydatków z 2016 roku. Wydatki na towary i usługi konsumpcyjne wyniosły średnio 1 127 zł i były realnie wyższe o 2,1% w stosunku do 2016 r." - czytamy w komunikacie. <br /><br /> Według danych GUS, 2017 r. był kolejnym rokiem, w którym wystąpił wzrost realnego przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego ogółem na osobę - o 6,3% (w 2016 r. wzrost o 7%). Dotyczyło to wszystkich grup społeczno-ekonomicznych gospodarstw domowych. Najwyższy wzrost zanotowano w gospodarstwach domowych rolników (o 34%) a najniższy wzrost - w grupie gospodarstw domowych emerytów (o 1,6%). <br /><br /> Na realny wzrost dochodu rozporządzalnego w grupie gospodarstw domowych rolników miał wpływ przede wszystkim realny wzrost dochodów z indywidualnego gospodarstwa rolnego - o&nbsp;47,1% oraz w mniejszym stopniu ze świadczeń społecznych -&nbsp;o 17,4%. Najwyższy udział dochodów z głównego źródła utrzymania odnotowały gospodarstwa domowe emerytów (82,2%), a najniższy gospodarstwa domowe rolników (68,2%). <br /><br /> Według GUS, w 2017 roku utrzymało się relatywnie duże zróżnicowanie przeciętnych miesięcznych dochodów i wydatków pomiędzy poszczególnymi grupami społeczno-ekonomicznymi gospodarstw domowych. <br /><br /> "Podobnie jak w latach poprzednich, najwyższy przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny (1 919 zł) oraz przeciętne miesięczne wydatki (1 368 zł) na osobę odnotowano w&nbsp;gospodarstwach osób pracujących na własny rachunek poza gospodarstwem rolnym. Dochód w tej grupie gospodarstw domowych był o 20,1% wyższy od średniego dochodu w gospodarstwach ogółem, a wydatki o 16,3% wyższe od średnich wydatków ogółem (w 2016 r. odpowiednio 21,6% i 16,2%)" - czytamy także. <br /><br /> Najniższym przeciętnym miesięcznym dochodem rozporządzalnym na osobę w 2017 r. dysponowały gospodarstwa domowe rencistów (1296 zł) i był on o 18,9% niższy od średniej ogólnopolskiej (w 2016 r. niższy o 21,0%). Z kolei najniższe wydatki odnotowano w gospodarstwach domowych rolników (868 zł), które były o 26,2% niższe od średnich wydatków dla gospodarstw ogółem (w 2016 r. - niższe o 28%), podano także. <br /><br /> W gospodarstwach domowych, które w 2017 r. pobierały świadczenie wychowawcze, udział tego świadczenia w dochodzie rozporządzalnym wyniósł: 13,6% w miastach (wraz ze wzrostem wielkości miasta udział ten spadał) oraz 15,7% na wsi, czytamy dalej. <br /><br /> "Najwyższym przeciętnym miesięcznym dochodem rozporządzalnym na osobę dysponowały gospodarstwa domowe z&nbsp;województwa mazowieckiego - 1 912 zł, zaś najniższym gospodarstwa domowe zamieszkujące województwo podkarpackie -&nbsp;1 254 zł" - czytamy także. <br /><br /> Jak podaje GUS, w 2017 r., podobnie jak w latach poprzednich, w najgorszej sytuacji materialnej, pomimo jej poprawy, były małżeństwa posiadające troje lub większą liczbę dzieci na utrzymaniu, których przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę był niższy o&nbsp;27,1% (w 2016 r. – 28,7%), a wydatki na osobę były niższe o 26,6% (w 2016 r. – 30,3%) niż średnia krajowa. <br /><br /> W 2017 r., tak jak i w latach poprzednich, utrzymała się tendencja spadkowa spożycia większości podstawowych artykułów żywnościowych. Spadek dotyczył zwłaszcza ryb i owoców morza (o&nbsp;9,4%), ziemniaków (o 9,2%), cukru (o 7,9%), mąki (o 7,4%), masła (o 7,1%), pieczywa (o 6%), tłuszczów zwierzęcych (o 5,7%). Nieznacznie wzrosło natomiast spożycie serów i twarogów (o&nbsp;1,2%) oraz wędlin i innych przetworów mięsnych (o 0,5%). <br /><br /> W roku 2017 odnotowano wysoki wzrost wyposażenia gospodarstw domowych w smartfon (o&nbsp;13,5%) i zmywarkę do naczyń (o 8,9%) oraz nieco niższy w przypadku odbiornika plazmowego lub LCD (2,9%), samochodu osobowego (o 2%) i komputera z dostępem do internetu (o 1,1%), poda także GUS. <br /><br /> Przeciętne gospodarstwo domowe w 2017 roku zajmowało mieszkanie o powierzchni 77,9 m2, składające się z 3 pokoi (w 2016 r. - 77,2 m2). Na jedną osobę w gospodarstwie przypadało średnio 27,8 m2 powierzchni użytkowej oraz 1 pokój (w 2016 r. - 27,6 m2). <br /><br /> &gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/1125105,skarpeta-czy-lokata-zobacz-gdzie-polacy-trzymaja-swoje-oszczednosci-badanie.html">Skarpeta czy lokata? Zobacz, gdzie Polacy trzymają swoje oszczędności [BADANIE]</a></p> Skarpeta czy lokata? Zobacz, gdzie Polacy trzymają swoje oszczędności [BADANIE] http://forsal.pl/artykuly/1125105,skarpeta-czy-lokata-zobacz-gdzie-polacy-trzymaja-swoje-oszczednosci-badanie.html 2018-05-21T19:29:34Z Kapitał z myślą o przyszłości buduje już trzy czwarte Polaków, a wśród osób o wyższych zarobkach odsetek ten wynosi prawie 90 proc. Mimo to, niezależnie od wysokości dochodów, od lat wybieramy w tym celu głównie konta oszczędnościowe i lokaty.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Z danych NBP wynika, że na koniec 2017 r. Polacy trzymali aż jedną trzecią wszystkich swoich zasobów finansowych w gotówce lub na nieoprocentowanych bieżących rachunkach bankowych. </p><p>Dochody Polaków cały czas rosną, co z jednej strony wpływa na zwiększanie poziomu konsumpcji, ale z drugiej powinno być impulsem do odkładania większych kwot z myślą o dalszej przyszłości. Jak podał NBP, na koniec 2017 r. Polacy dysponowali wolnymi zasobami w wysokości 2 bln zł – o 114 mld zł więcej niż rok wcześniej. Mimo tendencji wzrostowej stawia nas to nadal w ogonie innych krajów. Przykładowo, wolne zasoby Niemców już na początku minionego roku wynosiły 5,5 bln euro. Niemcy odkładają co 10. zarobione euro, a Chińczycy nawet co piątego juana. </p><p>Jak pokazuje Międzynarodowy Fundusz Gwarancyjny, w Polsce co piąta złotówka jest przeznaczana na bieżące wydatki.</p><p>Z najnowszego badania Deutsche Bank wynika, że rośnie świadomość finansowa Polaków i częściej odczuwają potrzebę oszczędzania. Już trzy czwarte respondentów zadeklarowało, że przeznacza pewną część swojego wynagrodzenia na budowanie kapitału na przyszłość. Jednak niemal co trzeci z nas wydaje na bieżąco wszystko, co zarabia. – Widoczne są dwie tendencje, które dotyczą Polek i młodego pokolenia. Kobiety częściej od mężczyzn deklarowały, że nie budują kapitału. Z drugiej strony te, które odkładają nadwyżki, chętniej niż mężczyźni oszczędzają w perspektywie długoterminowej – mówi prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej. – Z kolei aż 85 proc. osób młodych do 29. roku życia odpowiedziało, że buduje kapitał z myślą o przyszłości. To bardzo optymistyczny prognostyk, ponieważ to właśnie najmłodsze pokolenie odczuje najbardziej dotkliwie negatywny trend demograficzny, przekładający się bezpośrednio w przyszłości na wysokość emerytur – dodaje prof. Bombol. </p><h2>Mamy więcej, odkładamy częściej </h2><p>Skłonność do oszczędzania zwiększa się wraz z wysokością zarobków. W gronie Polaków, na których konto co miesiąc wpływa ponad 7 tys. złotych, nadwyżki finansowe odkłada prawie 90 proc. Co ciekawe, wśród zamożnych to kobiety są w tej kwestii bardziej aktywne. </p><p>– Od kilku lat rosną i oszczędności Polaków, i liczba osób, która odkłada określone kwoty. Bez wątpienia sprzyja temu wzrost dochodów – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. Jak wynika z danych NBP, na koniec 2017 r. w gotówce i na bieżących nieoprocentowanych kontach bankowych Polacy ulokowali aż 631 mld zł. <br /> </p><h2><b>Wierni trendom sprzed lat</b></h2><p>Mimo że zmieniło się nasze nastawienie do oszczędzania, pod względem sposobu zarządzania pieniędzmi pozostajemy wierni dawnym przyzwyczajeniom. I to niezależnie od wysokości zarobków. Prawie co trzeci Polak do budowania kapitału wykorzystuje konto oszczędnościowe. Blisko co czwarty deponuje pieniądze na lokatach. Te same produkty bankowe cieszą się również największym zainteresowaniem wśród zamożnych – 36 proc. osób zarabiających miesięcznie powyżej 7 tys. zł na rękę, odkłada na koncie oszczędnościowym, a co czwarty przelewa nadwyżki na lokatę. Największymi zwolennikami oszczędzania na koncie bankowym są najmłodsi Polacy. Blisko połowa osób do 29. roku życia do budowania kapitału wykorzystuje rachunek oszczędnościowy. </p><p>- To naturalny produkt oszczędnościowy pierwszego wyboru. Jednak w obliczu niskich stóp procentowych, warto pamiętać, że istnieją także inne rozwiązania, które, odpowiednio dobrane, mogą pozwolić na realny zysk – mówi Monika Szlosek. – Oczywiście, każda inwestycja jest obarczona mniejszym lub większym ryzykiem. Kluczem do sukcesu jest jednak to, aby nie lokować wszystkich naszych pieniędzy w jednym produkcie, ale tak je rozdysponować pomiędzy różne rodzaje produktów oszczędnościowych i inwestycyjnych, aby z jednej strony ryzyko sprowadzić do minimum, a równocześnie móc liczyć na faktyczny zysk w dłuższej perspektywie. Przykładem takiego rozwiązania są fundusze inwestycyjne. </p><p>Na fundusze inwestycyjne stawiają częściej osoby o wyższych dochodach. Wybiera je blisko co dziesiąty zamożny. Wśród ogółu odsetek ten jest znacznie niższy i wynosi już tylko 3,6 proc. W związku jednak z niskim oprocentowaniem depozytów, część poszukuje możliwości większych zarobków i skłania się ku tym narzędziom, o czym świadczy wzrost klientów krajowych TFI.</p><p>Polacy inwestują również w nieruchomości. Co dziesiąty badany oraz blisko 18 proc. zamożnych decyduje się na kupno lokalu z myślą o jego wynajmie. Deweloperzy od dłuższego czasu biją rekordy sprzedaży, a Polacy kupują nieruchomości zarówno za gotówkę, jak i na kredyt. Dobra passa trwa także na wtórnym rynku nieruchomości. Z danych Metrohouse i Rynekpierwotny.pl wynika, że w I kwartale 2018 r. aż 28 proc. mieszkań kupionych z tzw. drugiej ręki było dokonywanych z zamiarem ich wynajmu. Wysokie zainteresowanie inwestycjami na rynku nieruchomości wiąże się z atrakcyjną stopą zwrotu – w zależności od lokalizacji waha się ona od 4 do 6 proc. </p><h2><b>Daleka perspektywa emerytury </b></h2><p>Mimo że rośnie liczba kont IKE i IKZE, długoterminowe oszczędzanie na emeryturę jest nadal mało popularne wśród Polaków. Z najnowszych danych KNF wynika, że na IKE i IKZE Polacy zgromadzili już blisko 10 mld zł. Nadal jednak niski odsetek pracujących ma aktywne rachunki w ramach III filaru. Dobrowolne składki odprowadza tam zaledwie 8 proc. Polaków, a z długofalowych programów oszczędnościowych korzysta 5 proc. W przypadku zamożnych osób wartości te są większe, ale nadal niezbyt wysokie – na emeryturę odkłada zaledwie 17 proc. osób o zarobkach przekraczających 7 tys. zł miesięcznie. – To niepokojący sygnał, ponieważ dane rynkowe i wyliczenia ZUS nie pozostawiają złudzeń co do wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych – mówi prof. Bombol. </p><p>Obecnie szacuje się, że nasze emerytury wyniosą średnio zaledwie 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. Ze względu na nieskładkowe urlopy macierzyńskie i niższy wiek emerytalny, na groszowe emerytury są narażone szczególnie kobiety. Tymczasem wśród nich tylko co dziesiąta odkłada poza obowiązkowym systemem składek. W gronie kobiet o wyższych dochodach 18 proc. zdecydowało się na III filar. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/gospodarka/prawo/artykuly/1125065,wysoka-cena-kupionego-przetargu-nowe-przepisy-radykalnie-zaostrza-kary.html"> Wysoka cena kupionego przetargu. Nowe przepisy radykalnie zaostrzą kary</a></p> Polacy są coraz bardziej nieostrożni przy zakupie nieruchomości http://forsal.pl/artykuly/1124961,polacy-sa-coraz-bardziej-nieostrozni-przy-zakupie-nieruchomosci.html 2018-05-20T10:51:31Z Polacy są coraz mniej ostrożni przy zakupie nieruchomości - wynika z raportu kancelarii Dowlegal, zajmującej się m.in. prawem obrotu nieruchomościami. Inwestorzy nabywający aktywa o znacznej wartości zbyt często zakładają dobre intencje sprzedającego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Obserwujemy wzrostowy trend niedopatrzeń po stronie kupujących" - wskazuje partner zarządzający kancelarii Dowlegal Rafał Olejnik. Jego zdaniem, niedopatrzenia "idą w parze z rosnącą liczbą przekłamań informacji, które mają sprzedającemu pomóc sfinalizować transakcję". "Ostatnie przypadki inwestycji związanych z nieruchomościami objętymi reprywatyzacją, nagłośnione w mediach, niewiele w tym obszarze zmieniły" - podał Olejnik.</p> <p>Jak podano w raporcie, "największe ryzyko występuje na etapie projektu, kiedy nieruchomość kupowana jest w trakcie pozyskiwania przez sprzedającego pozwoleń związanych z techniczną częścią inwestycji". Praktyka kancelarii pokazuje, że często są to problemy natury własnościowej.</p> <p>Eksperci z kancelarii Dowlegal wskazali, że przed zakupem należy przeprowadzić m.in. badanie stanu prawnego nieruchomości. Należy m.in. sprawdzić księgi wieczyste, "co umożliwi m.in. zbadanie istnienia ewentualnych służebności oraz innych obciążeń, jak również analizę historyczną struktury właścicielskiej".</p> <p>Należy też zwrócić uwagę na "opłaty związane z nieruchomością, ewentualne zadłużenia oraz zweryfikowanie, czy nieruchomość jest wpisana do określonych rejestrów, w tym do rejestru zabytków". "Decydując się na zakup, inwestorzy powinni również sprawdzić przeznaczenie określonej nieruchomości w planach zagospodarowania przestrzennego lub studium uwarunkowań oraz istniejące umowy najmu lub dzierżawy w zakresie ich możliwości ewentualnego wypowiedzenia" - poinformowano.</p> <p>"Istotnym elementem przygotowania do zakupu powinna też być analiza wartości nabywanej nieruchomości w przyszłości, w kontekście wpływu najbliższego otoczenia" - podano.</p> <p>Jak zaznaczył Olejnik, w przypadku zakupu nieruchomości objętych reprywatyzacją, "należy w pierwszej kolejności rozważyć wystąpienie m.in. do Samorządowego Kolegium Odwoławczego z zapytaniem, czy wobec przedmiotowej nieruchomości toczy się albo toczyło w przeszłości jakiekolwiek postępowanie o zwrot byłym właścicielom lub ich następcom prawnym".</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1124798,31-5-tysiaca-za-metr-luksusu-trzeba-miec-wolnych-kilka-milionow-by-zamieszkac-w-cosmopolitan.html">31,5 tysiąca za metr luksusu. Trzeba mieć wolnych kilka milionów, by zamieszkać w Cosmopolitan</a></p> Nawet 175 tys. gotówki potrzeba, aby zadłużyć się na pół miliona http://forsal.pl/artykuly/1123844,nawet-175-tys-gotowki-potrzeba-aby-zadluzyc-sie-na-pol-miliona.html 2018-05-16T19:52:37Z Wymagania odnośnie wkładu własnego i niemałe koszty trakcyjne, to powody dla których w Polsce nie mamy do czynienia z nieokiełznanym boomem kredytowym. W gotówce trzeba mieć od około 13 do nawet 35 tysięcy, aby myśleć o zadłużeniu się na kwotę stu tysięcy. To jednak dzięki utrudnionemu dostępowi do kredytów hipotecznych mieszkania nie są dziś o kilkadziesiąt procent droższe.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>512 tys. złotych – przeciętnie tyle mogłaby pożyczyć trzyosobowa rodzina, która zadłużyłaby się na 30 lat, a w której oboje rodzice pracowaliby przynosząc do domu co miesiąc średnią krajową. Zdolność kredytowa jest więc o 20 tysięcy wyższa niż rok temu. Jest to zasługą przede wszystkim ponad 5-proc. wzrostu średnich wynagrodzeń. </p><p>Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 6088 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów - rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.</p><h2><b>Popyt na kredyt nie zwalnia</b></h2><p>Rosnąca zdolność kredytowa ułatwia zaciąganie coraz wyższych długów. Wymaga tego rynek, bo mieszkania są coraz droższe. Nie tylko więc Polacy częściej sięgają po finansowanie hipoteczne, ale też ci, którzy zaciągają kredyty, muszą zadłużać się na wyższe kwoty. W zależności od źródła danych dostępne dziś szacunki mówią o wzrostach cen na poziomie nawet 5-10% w skali roku. Nie powinno więc dziwić, że popyt na kredyt był w kwietniu br. aż o 18,5% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem (dane BIK). Co więcej, jest to już 16 z rzędu odczyt, który mówi o rosnącym popycie na hipoteczne długi. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>W tym miejscu warto przypomnieć, że rata zaciąganego dziś kredytu może z czasem wrosnąć. Przy zadłużaniu się warto więc zachować umiar oraz posiadać oszczędności na „czarną godzinę”. Pozwoli to uniknąć przerw w spłacania długu w przypadku chwilowej utraty źródła dochodów czy konieczności poniesienia dużych nieprzewidzianych wydatków.</p><h2><b>Przeciętna rodzina jest „półmilionerem”</b></h2><p>Chcąc pożyczyć najwyższą możliwą kwotę modelowa rodzina powinna udać się do BZ WBK, BGŻ BNP Paribas, Pekao lub ING. Te instytucje deklarują w badanym przypadku chęć pożyczenia ponad 520 tys. złotych. Prawie wszystkie ankietowane instytucje skłonne byłoby zaoferować dług na poziomie około pół miliona wzwyż. Najniższą kwotę hipoteki proponuje Bank Pocztowy, ale i w tym przypadku modelowa rodzina mogłaby liczyć na aż 420 tysięcy złotych. Przy założeniu 20-proc. wkładu własnego oznacza to, że familia zarabiająca dwie średnie krajowe mogłaby wydać na mieszkanie aż 525 tys. złotych. </p><h2><b>Bez wkładu mieszkania byłyby znacznie droższe</b></h2><p>Na drodze do zadłużenia się stoją jednak nie tylko wymagania banków odnośnie stabilnych źródeł dochodów. Dużą przeszkodą na drodze do własnego „M” jest też wymaganie odnośnie wkładu własnego. Przypomnijmy, że chcąc kupić mieszkanie warto mieć 20% jego ceny jako wkład własny. Co prawda większość banków przyjmie też wniosek kredytowy od osoby posiadającej o połowę mniej gotówki, ale przeważnie im mniejszy wkład, tym droższy dług. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Gdyby tego było mało chcąc kupić mieszkanie trzeba się też przygotować na koszty zawarcia transakcji i zaciągnięcia kredytu. Wiele z nich trzeba opłacić gotówką, co powoduje, że odłożone pieniądze na wkład własny mogą się okazać kwotą niewystarczającą. Dla spokoju warto kupując nowe „M” mieć przynajmniej 3% jego wartości na pokrycie kosztów transakcyjnych. Niestety w przypadku lokali używanych koszty transakcyjne są znacznie wyższe, a więc i bufor bezpieczeństwa musi być wyższy – około 8% wartości nieruchomości. Oczywiście część z tych kosztów można kredytować, a wysokość np. taksy notarialnej negocjować. Niemniej jednak biorąc pod uwagę wymagania odnośnie wkładu własnego oraz dodatkowe koszty warto pamiętać, że chcąc zaciągnąć kredyt na kwotę 100 tysięcy złotych trzeba mieć w kieszeni od około 13 do nawet 35 tysięcy złotych w gotówce. Nikłym pocieszeniem jest fakt, że gdyby tych wymagań nie było, to niemal pewne jest, że boom na tanie dziś kredyty mieszkaniowe spowodowałby, że mieszkania „nad Wisłą” byłyby o kilkadziesiąt procent droższe.</p><p>Autor: <b>Bartosz Turek</b>, analityk Open Finance</p> O ile wzrosną emerytury w 2019 roku? http://forsal.pl/artykuly/1123639,emerytury-o-ile-wzrosna-emerytury-w-2019-roku.html 2018-05-15T08:27:00Z Najniższe – o 31 zł. Pod warunkiem że wskaźniki dotyczące inflacji i płac będą takie, jak prognozuje rząd.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Według rządowych założeń, zamieszczonych w aktualizacji programu konwergencji, inflacja w tym roku ma wynosić 2,3 proc., zaś płace w gospodarce narodowej wzrosną nominalnie o 5,7 proc. Po uwzględnieniu tempa podwyżek cen realny wzrost pensji wynosiłby ok. 3,5 proc.</p><p>Z naszych wyliczeń opartych na tych wskaźnikach wynika, że w przyszłym roku seniorzy mogą liczyć na mniej więcej 3-proc. podwyżkę świadczeń, a więc minimalnie większą od tegorocznej. Nominalnie najniższa emerytura może wzrosnąć o 31 zł, a przeciętna o prawie 66 zł. Czy rzeczywiście tak będzie, zależy przede wszystkim od tego, czy rządowe prognozy się sprawdzą. A co do tego nie ma pewności.</p><p>– Założenie 2,3-proc. inflacji wydaje się mało realne. Choćby dlatego, że nie spodziewamy się jakiegoś przyspieszenia wzrostu cen żywności. Nasza prognoza to 1,7 proc. inflacji średniorocznej i 1,5 proc. w grudniu rok do roku – mówi Marcin Czaplicki, ekonomista banku PKO BP. Ale z drugiej strony rządowa prognoza podwyżek pensji wydaje mu się zbyt konserwatywna. Według wyliczeń bankowych ekspertów płace w gospodarce mogą realnie pójść do góry nawet o 6,5 proc.</p><p>Ostateczny wskaźnik waloryzacji będzie znany w lutym przyszłego roku. Niemniej prognoza też jest bardzo ważna, bo na jej podstawie będą planowane przyszłoroczne wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i budżetowa dotacja do tej instytucji. Przy wskaźniku waloryzacji na poziomie 3 proc. jej łączny koszt powinien wynieść ok. 6 mld zł, a więc o co najmniej 400 mln zł więcej niż w tym roku.</p><p>Dodatkowo koszty FUS zostaną podbite o kolejne 0,5 mld zł za sprawą uchwalonej właśnie ustawy o zrównaniu renty socjalnej z najniższą rentą z tytułu<br />niezdolności do pracy wypłacanej przez ZUS.</p><p>Jeśli rząd zdecyduje się na jeszcze inne gesty wobec protestujących (a presja rośnie), to z pewnością dojdzie do kolejnego zwiększenia wydatków z ZUS. </p><h2><b>Jak waloryzować</b></h2><p>Inflacja w tym roku może być niższa, niż zakłada rząd. To sprawia, że pytanie „jak podnosić emerytury” znowu staje się politycznie aktualne.</p><p>W dokumencie, w którym Polska sprawozdaje Komisji Europejskiej stan finansów publicznych, rząd założył, że ceny w tym roku wzrosną o 2,3 proc. To dość ambitne założenie, biorąc pod uwagę, że po przyspieszeniu na przełomie 2017 i 2018 r. inflacja znów się „cofnęła”: w marcu wynosiła zaledwie 1,3 proc., w kwietniu prawdopodobnie 1,6 proc. (ostateczne dane dziś przedstawi GUS). Ekonomiści szacują, że w całym roku może to być poniżej 2 proc.</p><p>Niska inflacja znów zapewne otworzy dyskusję o tym, w jaki sposób podwyższać emerytury. Zasadą jest wzrost o wskaźnik inflacji plus minimum 20 proc. realnego wzrostu płac. Jak do tej pory momentem krytycznym dla mechanizmu okazały się lata 2015 i 2016, w których liczony współczynnik inflacji był w okolicach zera. Ale wówczas zadziałały mechanizmy polityczne i pojawiły się pomysły na waloryzację mieszaną czy dodatki. Być może i tym razem tak będzie, bo wśród polityków rządzącego PiS panuje pogląd, że klasyczna waloryzacja emerytur to za mało.</p><p>– Powinniśmy wykonać gest wobec emerytów. Daliśmy pieniądze rodzinom, teraz trzeba coś przekazać seniorom – mówi jeden z polityków tego ugrupowania. Podobną zapowiedź złożyła w zeszłym tygodniu Elżbieta Rafalska, precyzując, że dodatkowy strumień pieniędzy powinien być skierowany do tych o najniższych świadczeniach.</p><p>W kilku ostatnich latach ten i poprzedni rząd przerobiły różne warianty podwyżek zwiększających relatywnie najniższe świadczenia. Jak wynika z naszych informacji, któryś z tych wariantów może być przerobiony tym razem.</p><h2><b>Waloryzacja kwotowa</b></h2><p>Wariant jednorazowej, równej dla wszystkich podwyżki kwotowej był ćwiczony już na początku tej dekady przez rząd Donalda Tuska. Jak wynika z naszych wyliczeń, gdyby wynikające z prognozy waloryzacji budżetowe koszty podwyżki podzielić na wszystkich emerytów i rencistów, to kwotowa waloryzacja wyniosłaby około 70 zł. Czyli dla osób z najniższymi świadczeniami podwyżka byłaby ponad dwa razy większa niż w obecnym wariancie. Taki sposób jest jednak kontrowersyjny prawnie. Oznacza, że dla osób o świadczeniach w okolicach 2,8 tys. zł te 70 zł nie rekompensowałoby rosnącej inflacji, czyli ich świadczenia realnie by spadły. Z tego powodu w czasach rządów PO-PSL ten sposób podwyższania świadczeń trafił do Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie nie zakwestionowali takiej możliwości podwyżek.</p><h2><b>Waloryzacja z ogonkiem</b></h2><p>To wzrost świadczeń według ustawowego wzoru z gwarancją minimalnej kwoty podwyżki. Takie podwyżki wprowadził już rząd PO-PSL w 2015 r. Ponieważ inflacja rok wcześniej była bardzo niska i waloryzacja wyniosłaby jedynie 0,68 proc., to rząd w roku wyborczym wprowadził minimalną podwyżkę emerytur w wysokości 36 zł. Niska inflacja powodowała, że wyższa podwyżka była tylko dla osób o świadczeniach powyżej 5299 zł. By uniknąć w roku wyborczym serii artykułów o groszowej podwyżce emerytur, rząd zdecydował się na taki wariant. Jego wadą jest budowanie bazy wyższych wydatków emerytalnych.</p><h2><b>Jednorazowe wydatki</b></h2><p>To pomysł, który był testowany przez różne ekipy rządowe. Ostatni raz w 2016 r. przez PiS. Ponieważ ogólny poziom inflacji nadal był niski i wskaźnik waloryzacji ustawowej miał być jeszcze niższy niż rok wcześniej i wynieść 0,24 proc. rząd zdecydował o wypłacie jednorazowych zasiłków dla emerytów o świadczeniach niższych o średniej. Wyniosły one 400 zł dla najniższych emerytur, 300 zł dla świadczeń do 1100 zł i 200 zł dla tych, których emerytury nie są wyższe niż 2000 zł. Z punktu widzenia budżetu zaletą tej metody jest, że nie podwyższa ona trwale wydatków budżetowych, ale to samo jest wadą dla seniorów. Ten pomysł był rozpatrywany w kontekście 500 plus dla emeryta, dodatku, nad którym zastanawiał się rząd, choć ostatecznie go nie wdrożył ze względów budżetowych.</p><h2><b>Różne mechanizmy</b></h2><p>W toku prac w ZUS dwa lata temu nad tzw. zieloną i białą księgą systemu emerytalnego pojawiały się pomysły wprowadzenia wyższego i niższego wskaźnika waloryzacji dla emerytur niższych i wyższych. Ustawowy wzór na waloryzację emerytur oraz rent to wskaźnik inflacji uzupełniony o co najmniej 20 proc. wzrostu płac. Stąd jeden z pomysłów przewidywał, żeby taki wzór utrzymać dla niższych świadczeń, a te wyższe podnosić tylko o inflację. To gwarantowałoby brak zastrzeżeń prawnych, bo taka metoda nie powodowałaby realnego spadku świadczeń jak waloryzacja kwotowa, a z drugiej strony najniższe emerytury rosłyby szybciej. Na takim rozwiązaniu tracą ci o wyższych świadczeniach.</p><p>Inna idea może polegać na zaproponowaniu zupełnie nowego wzoru na waloryzację i oparcie go np. na PKB. Słabością tego pomysłu jest to, że nigdy nie było do niego poważnego podejścia i jest on nieprzetestowany.</p><p>Decyzja o dodatkowych podwyżkach zostanie podjęta na podstawie stanu państwowej kasy. Bo to potencjalne możliwości wydatków publicznych określą, która z opisanych metod będzie miała największe szanse na realizację. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1123371,obowiazkowy-split-payment-to-nowa-bron-fiskusa.html">Obowiązkowy split payment to nowa broń fiskusa</a></p> Właściciele Walmartu najbogatszymi ludźmi świata http://forsal.pl/artykuly/1123514,wlasciciele-walmartu-najbogatszymi-ludzmi-swiata.html 2018-05-14T19:32:53Z Rodzina Walton zajęła pierwsze miejsce na liście najbogatszych ludzi świata wyprzedając braci Koch, Jeffa Bezosa, Billa Gatesa oraz Warrena Buffetta. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Majątek netto rodziny w 2018 roku wyniósł 128,9 mld funtów (174,9 mld dol.) – wynika z corocznie publikowanej w Sunday Timesie Listy Najbogatszych. <b>Rodzina Waltonów</b> jest właścicielem sieci <b>Walmart</b>.</p><p>Gazeta stworzyła indeksy, które określają pozycję w zestawieniu na podstawie możliwych do zidentyfikowania aktywów, włączając w to grunty, nieruchomości, dzieła sztuki czy udziały w publicznych spółkach. Obliczenia nie uwzględniają bankowych rachunków, do których nie miała dostępu. Ranking obejmuje w niektórych przypadkach małżonków sklasyfikowanych osób (jeśli aktywnie biorą oni udział w rodzinnej działalności, łączą swoje aktywa albo prowadzą wspólne interesy).</p><p>Walmart to największa na świecie firma pod względem przychodów. W 2017 roku wyniosły one 485 mld dol. Jej założycielem był Sam Walton. Alice Walton, jedna ze spadkobierczyń zmarłego w 1992 roku biznesmena, wzbogaciła majątek rodziny o kolekcję dzieł sztuki o wartości 500 mln dol. </p><p>Rodzina Waltonów wyprzedziła w rankingu Davida i Charlesa Kochów, którzy posiadają majątek o wartości 88,9 mld funtów. Należąca do nich energetyczna grupa Koch Industries jest drugą największą prywatną firmą na świecie.</p><p>Kolejne miejsca na liście zajęli Jeff Bezos, Bill Gates, Warren Buffett, Bernard Arnault z rodziną, Mark Zuckerberg, rodzina Mars, Amancio Ortega oraz Carlom Slim Helu.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/aktualnosci/artykuly/1122948,niszczacy-paradoks-wspolczesnosci-zyjemy-zarowno-w-swiecie-nadmiaru-jak-i-niedoboru-opinia.html">Niszczący paradoks współczesności: żyjemy zarówno w świecie nadmiaru, jak i niedoboru [OPINIA]</a></p> Większość Polaków nie zarobi na obligacjach skarbowych http://forsal.pl/artykuly/1122681,wiekszosc-polakow-nie-zarobi-na-obligacjach-skarbowych.html 2018-05-13T18:53:54Z Minister finansów jest na najlepszej drodze do ustanowienia kolejnego rekordu sprzedaży detalicznych papierów skarbowych. Polacy coraz chętniej kupują je w obliczu niskiego oprocentowania lokat. Paradoksalnie jednak większość sprzedawanych papierów może nie uchronić przed panującą inflacją – ostrzega Open Finance.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>840 milionów złotych – za taką kwotę Polacy kupili obligacje skarbowe w kwietniu br. Przez cztery miesiące Minister Finansów sprzedał papiery warte prawie 3,8 mld złotych. Jeśli dobra passa będzie trwała, to w 2018 roku Polacy mogą kupić obligacje skarbowe warte nawet 12-13 miliardów, czyli prawie dwa razy więcej niż przed rokiem – wynika z szacunków Open Finance. Jest to jednak dopiero wstępna estymacja opierająca się o dane za ostatnie miesiące. Jej wartość prognostyczna może być ograniczona, ale wynik niezbicie pokazuje, że mamy do czynienia z boomem na papiery skarbowe. </p><h2><b>Większość wybiera papiery skazane na straty</b></h2><p>Dokładniejsze dane na temat sprzedaży detalicznych obligacji skarbowych kryją kolejne zaskakujące informacje. Okazuje się bowiem, że największą popularnością cieszą się najniżej oprocentowane papiery dłużne. Chodzi o obligacje dwuletnie oprocentowane na 2,1% w skali roku i trzymiesięczne z 1,5-proc. kuponem. Jest to o tyle zaskakujące, że po potrąceniu podatku dają one skromny zarobek -odpowiednio 1,7% i 1,22% zysku „na rękę”. Jest to za mało, aby pokonać prognozowaną przez NBP inflację. Zgodnie z marcową projekcją za rok ma ona wynosić około 2,6%. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Od stycznia Ministerstwo Finansów sprzedało wspomnianych obligacji za kwotę ponad 2,3 mld złotych. Z tego prawie 1,1 miliardów przypadło na papiery trzymiesięczne, a pozostałe ponad 1,2 miliardy na obligacje dwuletnie. To oznacza, że te dwa typy papierów odpowiadają w bieżącym roku za 61,9% całej sprzedaży detalicznych obligacji skarbowych. <br />Wybierają je najpewniej inwestorzy zmęczeni poszukiwaniem dobrze oprocentowanych lokat. Co prawda można na rynku znaleźć rozwiązania dające odsetki na poziomie 3-4%, ale są one obwarowane dodatkowymi warunkami i limitowane, bo pozwalają zainwestować na przykład 10 tysięcy złotych tylko na kilka miesięcy.</p><h2><b>Bez ryzyka nie zarobisz więcej niż 3-4%</b></h2><p>Tarczą przed utratą wartości pieniądza okazać się mogą papiery o dłuższej zapadalności. I tak na przykład obligacja 4-letnia jest w pierwszym roku oprocentowana ma 2,4%, ale później jej zyskowność przekraczać będzie inflację o 1,25 pkt. proc. To oznacza, że inflacja musiałaby podskoczyć do poziomu prawie 6,6%, aby ten papier wartościowy po potrąceniu podatku zaczął generować realne straty dla swojego właściciela. <br />Jeszcze lepiej sytuacja przedstawia się w przypadku obligacji 10-letnich, które na początku dają zarobić 2,7%, a potem 1,5 pkt. proc. ponad inflację. W tym wypadku poziom cen musiałby rosnąć z dynamiką na poziomie prawie 7,9%, aby inwestor zaczął realnie tracić. To jednak obligacje 4-letnie cieszą się większą popularnością. W bieżącym roku sprzedaż ich opiewa już na kwotę ponad miliarda złotych podczas gdy „dziesięciolatek” sprzedano za 357 milionów.</p><h2><b>Najlepsze obligacje skarbowe kupuje co miesiąc 5 tysięcy rodzin</b></h2><p>To jednak i tak nic w porównaniu do oferty skierowanej do beneficjentów programu 500+. Mogą oni kupić 6-cio i 12-letnie papiery. W pierwszym przypadku na początku oprocentowanie opiewa na 2,8%, a po roku wyznaczane jest poprzez dodanie 1,75% do wskaźnika inflacji. Papiery 12-letnie dają jeszcze więcej zarobić. W pierwszym roku jest to 3,2%, a potem 2 pkt. proc. ponad inflację. W tym wypadku konieczna byłaby już spora – ponad 10-proc. inflacja, aby zainwestowane pieniądze zaczęły tracić na wartości.</p><p>Papiery te cieszą się jednak bardzo małą popularnością. Trudno się temu dziwić skoro ich oferta jest wybitnie limitowana – mogą w nie zainwestować tylko beneficjenci programu 500+ i kupić je za taką kwotę jaką wcześniej dostali od gminy w ramach świadczenia wychowawczego. Przez cztery miesiące 2018 roku skierowane do rodzin obligacje 6-cio i 12-letnie kupiono za kwotę 9,57 mln złotych. To skromne 0,25% całej sprzedaży papierów detalicznych. Jest to także niewiele biorąc pod uwagę jak wielu Polaków mogłoby zainwestować w te obligacje. W bieżącym roku przeciętna miesięczna sprzedaż rodzinnych papierów skarbowych jest taka jakby obligacje kupowało regularnie niecałe 4,8 tysiąca rodzin otrzymujących z gminy pieniądze z 500+. Dla porównania beneficjentów tego programu jest w Polsce około 2,4 miliona. Z możliwości intratnego inwestowania na przyszłość korzystają więc tylko promile uprawnionych.</p><p>Autor: <b>Bartosz Turek</b>, analityk Open Finance</p> Ile osób w związku małżeńskim zna wysokość zarobków współmałżonka? Sondaż CBOS http://forsal.pl/artykuly/1121750,ile-osob-w-zwiazku-malzenskim-zna-wysokosc-zarobkow-wspolmalzonka-sondaz-cbos.html 2018-05-07T19:29:46Z Z kwietniowego badania CBOS wynika, że 94 proc. osób pozostających w związku małżeńskim twierdzi, że ich mąż lub żona wiedzą, ile zarabiają. Jak informuje CBOS, w związkach nieformalnych zdarza się to rzadziej.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Mniej niż połowa (47 proc.) badanych w takich związkach deklaruje, że ich partner czy partnerka posiadają informacje o ich zarobkach. Może to oznaczać, że wiedza o zarobkach traktowana jest jako informacja prywatna, ujawniana jedynie najbardziej zaufanym osobom. Większe zróżnicowanie wśród osób pozostających w niesformalizowanych relacjach może bowiem wynikać z różnorodności (pod względem czasu trwania czy intensywności) takich związków" - napisano w komunikacie dotyczącym badania.</p> <p>CBOS informuje, że w następnej kolejności, chociaż znacznie rzadziej, wiedzę o zarobkach badanych posiadają dzieci (29 proc.) i rodzice (25 proc.).</p> <p>"Jeszcze rzadziej są to przyjaciele (12 proc.), członkowie dalszej rodziny (9 proc.) oraz współpracownicy (8 proc.). Niezwykle rzadko zdarza się, by takie informacje mieli sąsiedzi (4 proc.) lub dalsi znajomi (2 proc.). Więcej niż co dziesiąty ankietowany (12 proc.) deklaruje, że nikt nie wie, ile zarabia" - napisano w komunikacie.</p> <p>"Można więc powiedzieć, że wysokość dochodów jest informacją, którą Polacy nie lubią się dzielić poza bardzo wąskim gronem najbliższych osób. Całkowitą dyskrecję pod tym względem najczęściej przejawiają uczniowie i studenci (40 proc. z nich deklaruje, że nikt nie wie, jakie uzyskują dochody), a także najmłodsi badani (25 proc. osób w wieku 18–24 lata), respondenci posiadający wykształcenie podstawowe lub gimnazjalne (20 proc.) oraz źle oceniający własne warunki materialne (20 proc.). Wyróżniają się także ankietowani pracujący na własny rachunek (21 proc.)" - dodano.</p> <p>W zakładach pracy wiedzę o tym, ile zarabiamy – w stosunku do wszystkich lub części współpracowników – posiada prawie dwie trzecie pracujących (63 proc.). Jedna czwarta (25 proc.) deklaruje, że nie posiada takich informacji.</p> <p>Chociaż większość badanych zna zarobki co najmniej części swoich współpracowników, ponad połowa (55 proc.) respondentów uważa, że pracownicy nie powinni wiedzieć, ile zarabiają inne osoby zatrudnione w ich zakładzie pracy. Przeciwnego zdania jest czterech na dziesięciu badanych (40 proc.).</p> <p>Z badania wynika też, że jedna trzecia (32 proc.) Polaków uważa, że informacje o dochodach prywatnych osób powinny być powszechnie dostępne. Przeciwnego zdania jest ponad połowa (56 proc.) respondentów.</p> <p>Zdecydowana większość badanych jest zdania, że publicznie dostępne powinny być informacje o pensjach osób na wyższych stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa (85 proc.) oraz w administracji publicznej (83 proc.). Dwie trzecie respondentów (66 proc.) przychylnie odnosi się też do ujawniania zarobków wszystkich pracowników spółek Skarbu Państwa, a nieco mniej (57 proc.) – wszystkich zatrudnionych w administracji publicznej.</p> <p>Przyzwolenie na upowszechnianie danych o zarobkach osób zatrudnionych w firmach prywatnych jest zdecydowanie niższe – zgodę na takie rozwiązanie wyraża tylko co piąty badany (21 proc.).</p> <p>Badanie przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich wspomaganych komputerowo w dniach 5–12 kwietnia 2018 roku na liczącej 1140 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/aktualnosci/artykuly/1121669,tvp-zaplacila-miliony-za-mundial-tvn-pokaze-mecze-bez-ponoszenia-kosztow.html">TVP zapłaciła miliony za mundial. TVN pokaże mecze bez ponoszenia kosztów?</a></p> Polska jednym z liderów bankowości cyfrowej. Wyprzedzamy kraje Zachodu http://forsal.pl/artykuly/1119708,polska-jednym-z-liderow-bankowosci-cyfrowej-wyprzedzamy-kraje-zachodu.html 2018-04-24T12:57:33Z Polska jest wśród krajów, które można określić mianem liderów bankowości cyfrowej - wynika z badania, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte i zaprezentowanego podczas wtorkowej konferencji.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jak mówił podczas konferencji Grzegorz Cimochowski, partner z firmy Deloitte, dziś mało która instytucja finansowa nie opiera swojej strategii na cyfryzacji.</p> <p>"Postanowiliśmy więc sprawdzić, kto naprawdę zasługuje na tytuł cyfrowego lidera, czyli banku oferującego klientom użyteczne i istotne z ich punktu widzenia funkcjonalności" - zaznaczył Cimochowski. "To największe badanie kanałów cyfrowych, jakie kiedykolwiek przeprowadzono" - dodał.</p> <p>Podczas konferencji poinformowano, że badanie "EMEA Digital Banking Maturity 2018" przeprowadzono w 238 bankach i 10 fin-techach oferujących usługi bankowe z 38 krajów Europy i Bliskiego Wschodu. W Polsce przebadano 15 instytucji. By przeanalizować 826 funkcjonalności, jak mówił Daniel Majewski z Deloitte, otwierano prawdziwe konta w bankach. </p> <p>Badanie wykazało, że Polska jest wśród cyfrowych liderów, obok takich krajów jak Rosja, Hiszpania, Szwajcaria czy Turcja. Dalej jest "grupa pościgowa", czyli takie kraje jak Czechy, Finlandia, Francja, Norwegia i RPA. Potem największa grupa - którą przedstawiciele Deloitte określili terminem "peletonu". Są tam takie kraje jak np. Niemcy czy Wielka Brytania. Na końcu są "maruderzy", m.in. Izrael, Islandia, Irlandia, Łotwa, Słowenia czy Arabia Saudyjska. </p> <p>Przedstawiciele Deloitte zaznaczyli, że wśród liderów nie znalazły się kraje, w których dostęp do bankowości internetowej jest powszechny i szeroki, np. kraje skandynawskie. Wynika to m.in. z tego, dodawali, że w tej rywalizacji najważniejsza jest presja ze strony klientów i konkurentów.</p> <p>Tymczasem w krajach o ustabilizowanych systemach bankowych nie ma takiej presji jak w państwach, które w wyniku transformacji ustrojowej zdecydowały się w inwestycje w sektorze bankowym i w których rynek bankowy tworzył się stosunkowo niedawno. Stąd, mówili, wysoka pozycja takich krajów jak Polska, Rosja czy Turcja.</p> <p>Jak mówił Daniel Majewski, wśród polskich banków na miano cyfrowych liderów zasługują, według kolejności alfabetycznej, ING, mBank oraz Bank Millenium. Znalazły się one bowiem w pierwszej dwudziestce wśród 248 przeanalizowanych banków. Z kolei najgorszy pod względem cyfrowym polski bank znalazł się na 242 miejscu. "Można powiedzieć, że Polska jest liderem cyfrowym, ale polskie banki są pod tym względem zróżnicowane" - mówił Daniel Majewski.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/1110883,pozyczanie-na-potege-na-zachcianki-finanse-polskich-20-latkow-sa-w-ruinie.html" title="Pożyczanie na potęgę na zachcianki. Finanse polskich 20-latków są w ruinie">Pożyczanie na potęgę na zachcianki. Finanse polskich 20-latków są w ruinie</a></p>