© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: finanse osobiste 2018-01-17T10:27:50+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/finanse-osobiste Polacy kupili najwięcej obligacji od dekady. Z czego wynika tak duża popularność tych aktywów? http://forsal.pl/artykuly/1097861,polacy-kupili-najwiecej-obligacji-od-dekady-z-czego-wynika-tak-duza-popularnosc-tych-aktywow.html 2018-01-16T21:03:30Z 6,9 miliardów złotych – za tyle Polacy kupili detaliczne obligacje skarbowe. To najwięcej od 2007 roku, od kiedy ministerstwo publikuje odpowiednie dane. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zakładając dziś roczną lokatę na kwotę tysiąca złotych, można liczyć jedynie na 13,5 złotych odsetek po opodatkowaniu – wynika z szacunków Open Finance na podstawie danych NBP. To za mało, aby ochronić przed panującą inflacją. Za rok wyjęte z konta pieniądze będą miały mniejsza siłę nabywczą niż mają dziś. Wynik na przeciętniej lokacie jest ponadto na tyle nieatrakcyjny, że Polacy coraz odważniej inwestują swoje oszczędności. Kapitał płynie więc na rynki akcji, nieruchomości, funduszy inwestycyjnych czy obligacji korporacyjnych i skarbowych.</p><p>Dla tych ostatnich ubiegły rok okazał się rekordowy. W ciągu 12 miesięcy Minister Finansów sprzedał obligacje skarbowe za kwotę 6861 mln złotych. To najwięcej od 2007 roku, od kiedy dostępne są odpowiednie dane. Poprzedni rekord opiewał na 6175 milionów i przypadał na 2008 rok. <br /> </p><h2><b>Obligacja potrafi chronić przed inflacją</b></h2><p>Co ciekawe w ostatnich miesiącach sporą popularnością cieszą się najniżej oprocentowane obligacje trzymiesięczne. Można dzięki nim zarobić jedynie 1,5%. Po potrąceniu podatku dają one więc zarobek zbyt niski, aby pokonać aktualną inflację. Podobnie sytuacja ma się w przypadku obligacji dwuletnich, które dziś oferowane są ze stałym oprocentowaniem na poziomie 2.1%. </p><p>Tarczą przed utratą wartości pieniądza okazać się mogą papiery o dłuższej zapadalności. I tak na przykład obligacja 4-letnia jest w pierwszym roku oprocentowana na 2,4%, ale później jej zyskowność przekraczać będzie inflację o 1,25 pkt. proc. To oznacza, że inflacja musiałaby podskoczyć do poziomu prawie 6,6%, aby ten papier wartościowy, po potrąceniu podatku, zaczął generować straty dla swojego właściciela. To jednak i tak nic w porównaniu do oferty skierowanej do beneficjentów programu 500+. Mogą oni kupić 12-letnie papiery, które w pierwszym roku dają zarobić 3,2%, a potem ich oprocentowanie wyznaczane jest poprzez dodanie 2 pkt. proc. do wskaźnika inflacji. W tym wypadku konieczna byłaby już spora – ponad 10-proc. - inflacja, aby zainwestowane pieniądze zaczęły tracić na wartości. </p><p><em><b>Bartosz Turek, analityk Open Finance</b></em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj także:<a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1097806,rajd-euro-koniec-programu-stymulowania-pomaga-euro.html"> Trwa rajd euro. Waluta jest najmocniejsza od 3 lat</a></p> Czarny styczeń. Dla 33 proc. Polaków to finansowo najgorszy miesiąc w roku http://forsal.pl/artykuly/1097837,raport-intrum-justitia-noworoczne-problemy-polakow-z-dopieciem-budzetu.html 2018-01-15T11:47:28Z Co trzeci Polak (33%) przyznaje, że styczeń jest dla niego finansowo najtrudniejszym miesiącem w roku, wynika z najnowszego Raportu Płatności Konsumenckich Intrum Justitia. Noworoczne problemy z dopięciem budżetu mają swoje źródło w szale grudniowych zakupów - jeden na trzech Polaków zapożyczył się, by kupić prezenty świąteczne.   ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Raport zaprezentowany przez Intrum Justitia ma na celu ukazanie sytuacji finansowej konsumentów. W badaniu udział wzięło ponad 24 tys. osób z 24 europejskich krajów, w tym także z Polski. Z danych przedstawionych w Raporcie Płatności Konsumenckich 2017 wynika, że w styczniu większe niż Polacy kłopoty finansowe mają jedynie mieszkańcy Węgier, Irlandii i Rumuni. W tych krajach blisko połowa respondentów na początku nowego roku odczuwa skutki nadmiernych wydatków z grudnia" - czytamy w komunikacie. <br /><br /> <b>Powodem styczniowych problemów ze stanem domowego budżetu są świąteczne wydatki.</b> Na prezenty gwiazdkowe wydajemy więcej niż powinniśmy – przyznaje 40% badanych. <br /><br /> "Należy zauważyć, że blisko połowa Polaków (47%) nie widzi nic złego w zakupie dóbr konsumpcyjnych na raty, kredyt lub za pożyczone pieniądze. Jeden na trzech respondentów przyznaje także, że musiał się zapożyczyć lub wykorzystać limit na kracie kredytowej, aby kupić upominki na Boże Narodzenie. Dobra konsumpcyjne za pożyczone pieniądze chętniej od Polaków kupują tylko mieszkańcy Łotwy. W tym kraju 48% respondentów przyznało, że nie widzi nic złego w takiej formie zakupów" – skomentowała&#160;ekspertka Intrum Justitia Katarzyna Płusa, cytowana w materiale. <br /><br /> Zakupy świąteczne to nie jedyna przyczyna naszych finansowych problemów. Co trzeci polski rodzic przyznaje, że w ubiegłym roku choć raz odczuł społeczną presję zakupu swoim dzieciom rzeczy, na które go nie stać. Jednoczenie 1/3 respondentów przyznała, że sfinansowała ten zakup z pożyczonych pieniędzy lub wykorzystując limit na karcie kredytowej, podano także. <br /><br /> "Rodzice, którzy ulegają presji społecznej, najczęściej swoim dzieciom kupują telefony komórkowe. Do takiego zakupu przyznało się 39% ankietowanych. Na kolejnych miejscach znalazło się obuwie, markowe ubrania, komputer czy aparat fotograficzny" – dodała Płusa. <br /><br /> Wpływ na stan naszego domowego budżetu mają również cieszące się dużą popularnością media społecznościowe. Połowa ankietowanych Polaków przyznała, że wywierają one presję, by kupować więcej, niż potrzebujemy. Coraz modniejsze stają także zakupy w sieci. Ponad połowa (52%) respondentów biorących udział w badaniu przyznała, że częściej robi zakupy przez Internet, podano również. <br /><br /> "Robiąc zakupy on-line warto pamiętać, że dobre bywa wrogiem lepszego. Internetowe zakupy dają jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa finansowego. Elektroniczny pieniądz często niepostrzeżenie może wymknąć nam się spod kontroli. Właśnie dlatego w szczególny sposób powinniśmy nadzorować nasze wydatki on-line. Respondenci przyznają, że martwi ich możliwość zaciągnięcia szybkich kredytów za pomocą smartfonu. Zdecydowana większość ankietowanych (60%) przyznała, że jest to problem, ponieważ takie kredyty mogą zaciągnąć osoby, które nie powinny tego robić" – podsumowała ekspertka Intrum Justitia.&nbsp; <br /><br /> Badanie zostało przeprowadzone we wrześniu 2017 r. na reprezentatywnej próbie, czyli co najmniej n=1000 respondentów w każdym kraju, co daje ogółem n=24 401 wywiadów przeprowadzonych w 24 europejskich krajach. Grupa docelowa tego badania została zdefiniowana jako osoby (mężczyźni i kobiety) w wieku 18 lat i więcej, które są głównie lub częściowo odpowiedzialne za zarządzanie swoimi lub domowymi finansami. Udział w badaniu polegał na samodzielnym wypełnieniu internetowej ankiety. <br /><br />&gt;&gt;&gt; Czytaj także: <a href="http://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/1097506,emerytura-z-dlugami-srednie-zadluzenie-starszych-osob-to-prawie-10-tysiecy-zl.html">Emerytura z długami. Średnie zadłużenie starszych osób to prawie 10 tysięcy zł</a></p> Ile zapłacimy za ubezpieczenie auta w 2018 roku? Ogromne różnice w cenach OC http://forsal.pl/artykuly/1097823,raport-ile-zaplacimy-za-ubezpieczenie-auta-w-2018-roku.html 2018-01-15T20:58:29Z Z najnowszego raportu porównywarki OC/AC mfind.pl wynika, że od stycznia 2017 roku do pierwszych dni roku 2018, średnie ceny obowiązkowych ubezpieczeń OC wzrosły zaledwie o 0,4%. Różnica w wysokości składki między najdroższą, a najtańszą ofertą dla tego samego kierowcy wynosi ponad 400 złotych!]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zespół porównywarki OC/AC mfind.pl jak co roku przygotował raport z porównaniem stawek cen ubezpieczenia OC. Zweryfikowane zostały średnie stawki ubezpieczycieli w 18 dużych miastach (w tym 16 miast wojewódzkich) w okresie 15.12.2016-1.01.2017 i 15.12.2017-1.01.2018.</p><p>Najważniejszą informacją dla kierowców jest koniec podwyżek ubezpieczeń. Średnia cena OC w styczniu 2018 roku wyniosła 1032 złote, podczas gdy 12 miesięcy wcześniej kształtowała się na poziomie 1027 złotych. Oznacza to wzrost o zaledwie 0,4%. Zatem ogromny wzrost cen na przełomie 2016 i 2017 nie tylko wyhamował – w niektórych miastach ceny wręcz spadły. </p><p>Podobnie jak przed rokiem, zaskakująco wysokie są różnice pomiędzy poszczególnymi miastami. Znacznie powyżej średniej plasuje się Wrocław, który kolejny już rok z rzędu jest najdroższym miastem w Polsce pod względem średnich cen OC. Kierowcy z Wrocławia średnio płacili za obowiązkowe OC aż 1509 zł. Drugi pod tym względem jest Olsztyn – 1439 zł, a trzeci Gdańsk – 1313 zł. </p><p>Na przeciwległym biegunie znajdują się takie miasta, jak Rzeszów, Białystok czy Zielona Góra. Kierowcy z tych miast średnio płacą za OC odpowiednio 810, 887 i 964 złote. Poniżej bariery 1000 zł, jest jeszcze Lublin. W tym mieście średni koszt polisy OC to 973 zł.&#160; </p><p>Jak powyższe dane zmieniły się od ubiegłorocznego raportu? Największą różnicę odnotowano w Kielcach, gdzie w porównaniu do kwot z początku 2017 roku, średnia cena OC w styczniu 2018 roku spadła aż o 27%. Wysoka obniżka miała także miejsce w Białymstoku i Bydgoszczy – odpowiednio o 14 i 13%. Odczuwalnie drożej jest natomiast w Olsztynie – tam ceny OC wzrosły aż o 40%! </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Ale różnice dotyczą nie tylko samych miast, lecz także ofert poszczególnych ubezpieczycieli. Eksperci mfind.pl sprawdzili to na przykładzie 36-letniego kierowcy Volkswagena Golfa 1.9 diesel z 2008 roku. Największa różnica pomiędzy najtańszym, a najdroższym ubezpieczeniem OC dla tego modelowego kierowcy wynosiła aż 408 złotych! Wniosek jest jeden – pechowy posiadacz samochodu, który nie porównuje ofert towarzystw ubezpieczeniowych, może przepłacić nawet kilkaset złotych.&nbsp; </p><p>W raporcie mfind.pl znajduje się także informacja o najtańszych ofertach poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych. O ile jeszcze kilka lat temu ceny OC na poziomie około 300 złotych nie były dla nikogo zaskoczeniem, o tyle teraz uzyskanie ubezpieczenia za tę kwotę jest wyjątkowo trudne. Dla kierowców o maksymalnych zniżkach z najmniej szkodowych grup, minimalna cena OC to 372 złote – tyle miał do zapłacenia kierowca z Opola. Przeważnie jednak najbardziej atrakcyjne oferty OC mieszczą się w przedziale 400-500 złotych. </p><p>– Zatrzymanie wzrostu cen na progu 2018 roku to dobra wiadomość dla kierowców – mówi Bartosz Salwiński, współzałożyciel kalkulatora OC/AC mfind.pl – Nie należy jednak tracić czujności. Na wysokość cen ma wpływ wiele czynników: bezpieczeństwo ruchu drogowego, ilość wypadków, kwoty wypłaconych odszkodowań, a także kondycja finansowa towarzystw ubezpieczeniowych. Choć wszystkie te czynniki każą patrzeć w przyszłość z optymizmem i ogromny wzrost cen OC sprzed kilkunastu miesięcy nie powinien się powtórzyć w nadchodzącym roku, to możliwe są dalsze, lecz niewielkie podwyżki cen ubezpieczeń – dodaje.</p> Emerytura z długami. Średnie zadłużenie starszych osób to prawie 10 tysięcy zł http://forsal.pl/artykuly/1097506,emerytura-z-dlugami-srednie-zadluzenie-starszych-osob-to-prawie-10-tysiecy-zl.html 2018-01-12T11:56:23Z Średnie zadłużenie osoby w wieku 65+ wynosi 9 936 zł, wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Osoby starsze mają udział we wszystkich rodzajach kredytów - spłacają kredyty mieszkaniowe (6,6 mld zł), konsumpcyjne (18,9 mld zł), karty kredytowe (1,1 mld zł) oraz limity debetowe (0,9 mld zł). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"43,75 tys. osób w wieku <b>65 plus</b> posiada 211,4 tys. pożyczek z tytułu których do spłaty mają 2 mld zł (10 proc. łącznego zadłużenia). Średnie zadłużenie w tej grupie wiekowej (łącznie: <b>kredyt konsumpcyjny, karta kredytowa, limit debetowy, pożyczka oraz kredyt mieszkaniowy</b>) to 9 936 zł na osobę" - czytamy w komunikacie.&#160; <br /><br /> BIK portretuje współczesnych seniorów jako aktywnych uczestników życia finansowego, którzy posiadają wszystkie produkty kredytowe, przy czym ich pożyczki i kredyty zaciągnięte na konsumpcję stanowią połowę wszystkich posiadanych zobowiązań. Nie bez znaczenia jest stabilność ich dochodów oraz samodzielność mieszkaniowa, wynikająca z posiadania najczęściej własnościowej nieruchomości. Może to plasować seniorów w lepszej sytuacji niż w przypadku osób na dorobku rodzinnym czy zawodowym. <br /><br /> "Deklaracja, w której jedną z przewodnich wartości dla osób starszych jest rodzina, to z pewnością jeden z powodów, dzięki którym młodsze pokolenia wciąż mogą liczyć na babcie i dziadków. Potrzeba dzielenia się i wsparcia materialnego swojej rodziny, bliskich może wpływać na zapotrzebowanie 'na gotówkę', co widać w danych BIK. Połowa posiadanych produktów kredytowych seniorów to kredyty konsumpcyjne (50 proc.). W drugiej kolejności są to linie debetowe (31 proc.) - tu seniorzy wiodą prym nad pozostałą grupą wszystkich kredytobiorców, w przypadku których udział linii debetowych w łącznej liczbie czynnych produktów kredytowych wynosi 20%" - powiedział główny analityk kredytowy BIK prof. Waldemar Rogowski, cytowany w komunikacie.&nbsp; <br /><br /> BIK wskazał, że osoby w wieku 65 i więcej lat, zgodnie z terminologią Eurostatu oraz OECD, określane są w raportach badawczych i statystykach standardowo jako starsze. Grupa ta wynosi w Polsce obecnie 6,4 mln osób, wśród których udział kobiet (60,7 proc.) jest większy niż mężczyzn. Mimo przewidywanego spadku liczby ludności o 4,5 mln do 2050 r., spodziewany jest systematyczny wzrost liczby osób w wieku 60 lat i więcej. Jak wynika z danych GUS w roku 2050 w Polsce udział osób starszych przekroczy 30 proc. na obszarach wiejskich, natomiast w miastach zbliży się do 35 proc.&nbsp;</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/praca/praca-za-granica/artykuly/1097209,ile-pieniedzy-przesylaja-polscy-emigranci-do-kraju.html" title="Ile pieniędzy przesyłają polscy emigranci do kraju?">Ile pieniędzy przesyłają polscy emigranci do kraju?</a></p> Prezes PZU: W wyniku rewolucji, którą przeprowadzamy, ceny naszych polis spadną http://forsal.pl/artykuly/1097265,pzu-2020-wiecej-niz-ubezpieczenia.html 2018-01-11T14:25:08Z Wykorzystując zaawansowane technologie PZU zamierza dokonać kopernikańskiego przewrotu w obsłudze klientów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>– Działalność firm ubezpieczeniowych opiera się na paradygmacie, który mówi, że losów pojedynczej osoby nie da się przewidzieć. Ale jeśli weźmiemy odpowiednio dużą zbiorowość, to okazuje się, że na podstawie statystyki możemy o niej powiedzieć bardzo wiele. Dzięki nowym technologiom, takim jak big data czy sztuczna inteligencja, ten paradygmat się zmienia. Teraz nawet przypadki pojedynczych osób stają się przewidywalne. To prowadzi do nowego modelu działania firm ubezpieczeniowych. Skoro będziemy wiedzieli na jakiego rodzaju ryzyka narażony jest każdy z naszych klientów, to naszym zadaniem będzie wspólne z nim zastanowienie się, jak tym ryzykom przeciwdziałać – mówił prezes Paweł Surówka, rozpoczynając prezentację nowej strategii PZU.</p><p>Klasyczny model działania firm ubezpieczeniowych opierał się na wycenie ryzyka. Za ryzyko to płacił klient, wykupując polisę. Relacja między dwiema stronami umowy ograniczała się do przepływów pieniężnych. W nowej formule, dzięki coraz lepszemu rozpoznaniu rodzajów ryzyka, na które narażony jest klient, firma ubezpieczeniowa będzie z nim ściśle współpracować nad ograniczaniem zagrożeń. Zmianę filozofii działania prezes PZU porównał do rewolucji, jaką było odkrycie przez Mikołaja Kopernika, że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie na odwrót – chcemy w tej strategii postawić klienta w centrum wszystkiego, co robimy, a wszystkie nasze usługi i spółki, krążą wokół niego.</p><p>– Pomagamy naszym klientom dbać o ich przyszłość. Mało jest spółek na świecie, które mają w tym zakresie większy potencjał niż PZU – zapewniał Paweł Surówka.</p><iframe src="//ljsp.lwcdn.com/api/video/embed.jsp?id=3b5535a3-98e2-4154-82ef-c750e152e26f&amp;pi=a5c542d2-9d80-4cb4-ba1c-33f40b6d3f30" title="0;" width="640" height="360"></iframe><p><b>Więcej ubezpieczeń w bankach</b></p><p>Konieczność dostosowania firm do zmian technologicznych to niejedyny powód, dla którego zarząd PZU zdecydował się istotnie zmodyfikować strategię, choć poprzedni jej przegląd miał miejsce niecałe dwa lata wcześniej. Od tego czasu w grupie zaszły istotne zmiany. Przede wszystkim w połowie zeszłego roku PZU, wspólnie z Polskim Funduszem Rozwoju, przejęło kontrolę nad bankiem Pekao. I to właśnie włączenie do grupy kapitałowej drugiego pod względem wielkości aktywów krajowego banku ma być w najbliższych latach jednym z jej głównych kół zamachowych. Za pośrednictwem sieci bankowej, w skład której wchodzą także Alior Bank i BPH (ten ostatni został kupiony bez portfela kredytów walutowych), grupa zamierza pozyskać do 2020 r. dodatkowy 1 mld zł składek ubezpieczeniowych. Z drugiej strony PZU planuje nakłonić 1 mln swoich klientów ubezpieczeniowych, żeby ci skorzystali z oferty wchodzących w skład grupy kapitałowej banków. Dzięki temu aktywa w tym segmencie działalności spółki mają wzrosnąć z 240 mld zł na koniec września zeszłego roku do ponad 300 mld zł w 2020 r. Banki mają za dwa lata zwiększyć zysk PZU o ponad 900 mln zł.</p><p>Wykorzystanie sieci bankowej do sprzedaży ubezpieczeń, a z drugiej strony nakłonienie posiadaczy produktów ubezpieczeniowych do skorzystania z oferty banków dobrze oddaje filozofię tzw. cross-sellingu, do której szeroko odwołuje się nowa strategii PZU. Chodzi o to, żeby klientom już korzystającym z usług grupy kapitałowej zaoferować kolejne produkty.</p><p>Na koniec 2016 r. na jednego klienta PZU i PZU Życie przypadało statystycznie 1,5 produktu grupy kapitałowej. Na koniec 2020 r. współczynnik ten ma wzrosnąć do 2. Oznacza to, że w ciągu najbliższych niecałych trzech lat spółka zamierza sprzedać swoim klientom 8,5 mln dodatkowych produktów.</p><p>PZU nie rezygnuje z pozyskania nowych klientów, choć to zadanie o tyle trudne, że po włączeniu banków w struktury grupy kapitałowej, z jej usług korzystają 22 mln Polaków. Około 80 proc. gospodarstw domowych ma w PZU rachunek bankowy, polisę ubezpieczeniową, produkt inwestycyjny lub korzysta z usług zdrowotnych.</p><p>– Niemal jedna czwarta kredytów w Polsce jest udzielona przez PZU lub jego banki. Tworzymy 150 tys. miejsc pracy, wliczając sieć sprzedaży naszych produktów. To wszystko są nie tylko imponujące liczby, ale przede wszystkim imponujące możliwości. Mamy zaplanowanych kilka konkretnych inicjatyw, dzięki którym uruchomimy nasz potencjał – mówił Paweł Surówka.</p><p><b>Technologiczny skok</b></p><p>Jednym z podstawowych narzędzi, które pomogą PZU osiągnąć zakładane cele, są zaawansowane technologie. Grupa dysponuje największą w branży ilością informacji o klientach, ale dotychczas były one rozproszone po różnych spółkach. Obecnie trwa proces łączenia baz danych. Posiadane informacje PZU będzie analizować z wykorzystaniem technologii big data. Do pracy zostanie zaprzęgnięta także sztuczna inteligencja. Umożliwi to wprowadzenie nowych metody oceny ryzyka, określania kosztów ubezpieczenia i marketingu. Dzięki temu spółka będzie w stanie skuteczniej rozpoznać indywidualne potrzeby każdego ze swoich klientów i dopasować do nich ofertę.</p><p>Sztuczna inteligencja będzie ogrywać istotną rolę także w obsłudze klientów PZU Zdrowie, wspomagając ludzi w diagnozowaniu osób wymagających pomocy lekarskiej. Dotarcie do właściwego specjalisty będzie łatwiejsze i szybsze. Zdrowie to jeden z kluczowych obszarów rozwoju PZU – sprzedaż polis zdrowotnych i przychody z usług medycznych mają sięgnąć miliarda złotych w 2020 r., wobec niecałych 400 mln zł w 2016 r.</p><p>Zapowiedzią tego, jak spółka będzie wykorzystywała nowe technologie, jest zaprezentowane przez Pawła Surówkę urządzenie PZU GO. Niewielki czip mocowany na szybie samochodu i współpracujący z telefonem kierowcy, będzie w stanie wezwać pomoc w razie wypadku. Dzięki niemu PZU chce zmniejszyć liczbę ofiar wypadków drogowych. Jednocześnie używający go kierowcy, którzy poruszają się po drogach z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, będą mogli liczyć na niższe koszty ubezpieczenia pojazdu. Tak proste rozwiązanie powiązane z obietnicą noszenia ratunku w chwili wypadku PZU zaoferuje klientom jako pierwsza firma w branży na świecie.</p><p><b>Nowy portal i program lojalnościowy</b></p><p>Innym narzędziem, dzięki któremu PZU zamierza zacieśnić relacje z klientami jest portal Moje.pzu.pl.</p><p>Serwis umożliwi zarządzanie ubezpieczeniami, produktami ochrony zdrowia i inwestycjami, a w przyszłości także usługami bankowymi oferowanymi przez grupę PZU. Do 2020 roku portal ma mieć 5 mln użytkowników, a docelowo korzystać mają z niego wszyscy klienci grupy. Będą mieli możliwość wykupienia potrzebnych im produktów i usług online. To jedno z narzędzi, dzięki którym PZU zamierza osiągnąć kolejny cel swojej strategii – spółka chce mieć 50-proc. udział w bezpośredniej sprzedaży produktów ubezpieczeniowych w Polsce.</p><p>Jedną z funkcjonalności portalu będzie możliwość zarządzania nowym programem lojalnościowym. Do udziału w nim PZU zamierza wciągnąć całe rodziny, budując tym samym relacje także z najmłodszym pokoleniem. W przyszłości będzie to skutkować odmłodzeniem portfolio klientów.</p><p>– Nie każdy kontakt z klientem musi kończyć się sprzedażą produktu. Chcemy towarzyszyć Polakom w całym cyklu ich życia. Stać nas na to, żeby najpierw inwestować w relacje, bo przyszłości będziemy w stanie lepiej rozpoznawać potrzeby klientów – wyjaśniał prezes Paweł Surówka.</p><p>Żeby lepiej dopasować się do potrzeb swoich klientów, PZU będzie także zmieniać sieć sprzedaży. Sieć obejmuje 410 oddziałów, 1500 agentów ubezpieczeniowych i 10 tys. sprzedawców pracujących wyłącznie dla PZU. Połowa z nich stanie się do 2020 roku sprzedawcami uniwersalnymi, w których ofercie klienci znajdą 10 podstawowych produktów oferowanych przez PZU.</p><p><b>Będą inwestycje, będzie dywidenda</b></p><p>Planowane przez PZU zmiany mają przynieść firmie i jej akcjonariuszom konkretne korzyści. Z jednej strony wzrośnie sprzedaż, z drugiej – dzięki wykorzystaniu nowych technologii – spółka ograniczy koszty. W efekcie stopa zwrotu z kapitału własnego w 2020 roku przekroczy 22 proc. Poprzednia strategia zakładała, że wskaźnik ten wyniesie 18 proc. W praktyce oznacza to, że firma zakłada wzrost zysku przynajmniej o pół miliarda złotych.</p><p>– Jako lider rynku jesteśmy zobowiązani stawiać sobie ambitne cele – mówił prezes Paweł Surówka, prezentując strategię swojej firmy.</p><p>Tak jak dotychczas spółka będzie dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Na wypłatę dywidendy PZU zamierza przeznaczać przynajmniej 50 proc. skonsolidowanego zysku netto. W latach, w których spółka nie wyda pieniędzy na przejęcia, do akcjonariuszy może trafiać nawet 80 proc. zysku.</p><p><b>Proste i niedrogie produkty dla każdego</b></p><p>W wyniku rewolucji, którą przeprowadzamy, ceny naszych polis spadną – mówi Paweł Surówka, prezes grupy PZU</p><p><img src="http://gamma.infor.pl/obrazki/i02/2018/008/i02.2018.008.00000020a.802.jpg" /></p><p><b>Właśnie zaprezentował pan strategię firmy do 2020 roku. Jak będzie wtedy wyglądało PZU?</b></p><p>Nazwaliśmy naszą strategię „Nowe PZU”. Zakładamy, że w 2020 roku to będzie zupełnie inna firma. Zamierzamy funkcjonować inaczej. PZU nie będzie już zbiorem kilku spółek, ale jedną firmą, który myśli przede wszystkim o swoim kliencie i stara się rozwiązać jego problemy. Będziemy w 100 proc. skupieni na kliencie. Naszą misją jest dbanie o jego przyszłość we wszystkich wymiarach. Chcemy do niego dotrzeć każdym dostępnym kanałem i rozmawiać jak najprostszym językiem. Upraszczamy nasze produkty, żeby były zrozumiałe dla jak najszerszego grona odbiorców. Zamierzamy być absolutnymi mistrzami, jeśli chodzi o sprzedaż produktów online.</p><p>Wykorzystamy nowe technologie, żeby jak najlepiej wykonywać naszą pracę – czyli przewidywać przyszłość naszych klientów. Rozwiązania, które wprowadzamy, mają ułatwiać im życie. Tak jak zaprezentowany symptom checker, korzystający ze sztucznej inteligencji. To narzędzie umożliwia szybkie rozpoznanie choroby i skierowanie pacjenta na właściwą ścieżkę leczenia.</p><p><b>Wprowadzenie nowych technologii musi kosztować. Czy klienci PZU powinni się obawiać, że na samym końcu to oni zapłacą ten rachunek, w postaci wyższych cen polis?</b></p><p>Będzie dokładnie odwrotnie. Jak mówili moi współpracownicy, wszystkie te rozwiązania, które wprowadzamy, prowadzą do tego, że cena polisy jest lepiej dopasowana do ryzyka. Dzisiaj niektórzy klienci tak naprawdę subwencjonują innych. Zależy nam na tym, żeby odpowiedzialni klienci – na przykład tacy, którzy bezpiecznie prowadzą samochód – mogli dostać korzystniejszą ofertę ubezpieczenia. Sztuczna inteligencja, analiza big data mają prowadzić do precyzyjnego oszacowania z jednej strony potrzeb klientów, z drugiej – ryzyka. Im efektywniej wyceniamy to ryzyko, tym niższe ceny polis jesteśmy w stanie zaoferować. W wyniku rewolucji, którą przeprowadzamy, ceny naszych usług spadną.</p><p><b>W waszych bazach danych zgromadziliście informacje o 22 mln klientów. Czy oni nie powinni się martwić, że wiecie o nich zbyt dużo?</b></p><p>Jesteśmy świadomi tego, że wykorzystanie danych jest dla klientów wrażliwym tematem ale uważamy, że właśnie tu jest nasza przewaga. Albowiem PZU jest i będzie firmą, której można ufać. Świat jest tak skonstruowany, że tych informacji będzie jeszcze więcej. Przewagę na rynku będą miały te firmy, które zapewnią bezpieczeństwo tych danych i tym samym zdobędą zaufanie. Klient musi mieć przekonanie, że jego dane wykorzystywane są wyłącznie do takich działań, na które on wyraził zgodę. Jesteśmy dużą firmą i doskonale rozpoznawalną. Nie możemy sobie pozwolić na nawet najmniejsze uchybienia w tej dziedzinie. Uczciwość to obok odpowiedzialności, stabilności i innowacyjności jedna z podstawowych wartości, które nam przyświecają.</p><p><b>Niektóre rozwiązania, o których pan opowiadał – na przykład portal Moje.pzu – dopiero zostaną uruchomione. Kiedy to nastąpi?</b></p><p>Jeszcze w tym roku. Będziemy stopniowo, miesiąc po miesiącu, wprowadzać zapowiadane rozwiązania. Żeby te zmiany mogły ruszyć, potrzebujemy najpierw sfinalizować połączenie naszych baz danych. Tego nikt wcześniej nie robił w PZU.</p><p>Także w tym roku zaczniemy dystrybucję urządzenia PZU GO. Z tego rozwiązania jesteśmy najbardziej dumni. Naszym zdaniem ten produkt zmieni rynek ubezpieczeń komunikacyjnych. Ale nie tylko – mamy też nadzieję, że dzięki niemu uda się uratować wiele ludzkich żyć.</p><p><b>Po przejęciu kontroli nad Pekao wasze aktywa w sektorze bankowym zbliżyły się do 240 mld zł. Za dwa lata mają przekroczyć 300 mld zł. Kupicie kolejny bank czy osiągnięcie założony cel dzięki rozwojowi organicznemu?</b></p><p>Takie ambitne cele postawiły sobie zarządy banków, które kontrolujemy. Nie tylko będziemy im kibicować, żeby udało się zrealizować plan, ale także zobowiązaliśmy się, że pozyskamy dla nich 1 mln nowych klientów. Dzięki temu wrosną także ich aktywa.</p><p><b>Liderem rynku jest PKO BP. Wchodzące w skład Waszej grupy Pekao jest na drugim miejscu. Obydwa banki kontroluje ten sam właściciel – państwo. Będziecie ze sobą konkurować?</b></p><p>Nam nie chodzi o to, kto jest pierwszy w rankingu. Chcemy po prostu stworzyć w ramach grupy PZU jak najbardziej kompletną ofertę. Zaproponujemy klientom nowy portal Moje.pzu, który będzie unikatowym na rynku przewodnikiem. W jednym miejscu klienci dowiedzą się wszystkiego o posiadanych produktach ubezpieczeniowych, inwestycjach, a także usługach bankowych. Chodzi o to, żeby klient nie musiał chodzić od drzwi do drzwi. Taki przyświeca nam cel.</p><p><b>Zamierzacie dużo inwestować i mimo to w dalszym ciągu będziecie płacić dywidendę?</b></p><p>Polityka dywidendowa pozostanie stabilna, mimo bardzo ambitnych planów rozwojowych. Zależy nam jednocześnie na tym, żeby w pewnym sensie przyzwyczaić inwestorów do nowego wizerunku PZU. Owszem, w dalszym ciągu będziemy regularnie dzielić się z inwestorami zyskiem i pozostaniemy stabilną firmą. Ale chcemy także, żeby nasi udziałowcy zrozumieli, że jesteśmy także organizacją, która ma szansę na wzrost. Wykorzystują te wszystkie inicjatywy, o których opowiadaliśmy, możemy walczyć o to, żeby zwiększać naszą sprzedaż. Taki wzrost kosztuje. Będziemy na ten cel przeznaczać do 20 proc. rocznego zysku. Natomiast podtrzymujemy obietnicę, że cały kapitał, który nie będzie potrzebny, żeby budować wartość dla akcjonariuszy w przyszłości, trafi do nich w postaci dywidendy.</p><p><b>PZU wyceniane jest na giełdzie na niemal 40 mld zł. Jaka wartość usatysfakcjonuje pana w 2020 roku?</b></p><p>Prognozowanie kursu akcji PZU to nie moja rola. Moim zadaniem jest zrobić wszystko, żeby osiągnąć te wszystkie wskaźniki finansowe, o których dziś opowiadaliśmy. Wtedy będę usatysfakcjonowany. I jestem przekonany, że szczęśliwi będą także nasi akcjonariusze.</p><p><img src="http://gamma.infor.pl/obrazki/i02/2018/008/i02.2018.008.00000020a.801.jpg" width="545" height="2646" /></p><p class="tresc" style="box-sizing: border-box; margin: 20px 0px; padding: 0px; color: rgb(34, 34, 34); clear: both; line-height: 1.4em; font-family: Merriweather, serif; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant-ligatures: normal; font-variant-caps: normal; font-weight: 300; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: start; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px; -webkit-text-stroke-width: 0px; background-color: rgb(255, 255, 255); text-decoration-style: initial; text-decoration-color: initial;"><b style="box-sizing: border-box; margin: 0px; padding: 0px; font-weight: bold;">PARTNER</b></p><p class="tresc" style="box-sizing: border-box; margin: 20px 0px; padding: 0px; color: rgb(34, 34, 34); clear: both; line-height: 1.4em; font-family: Merriweather, serif; font-size: 15px; font-style: normal; font-variant-ligatures: normal; font-variant-caps: normal; font-weight: 300; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: start; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px; -webkit-text-stroke-width: 0px; background-color: rgb(255, 255, 255); text-decoration-style: initial; text-decoration-color: initial;"><br /><img src="http://gamma.infor.pl/obrazki/i02/2018/008/i02.2018.008.00000020a.803.jpg" /></p> Rachunek podstawowy w bankach już za 7 miesięcy. Czy będzie zupełnie darmowy? http://forsal.pl/artykuly/1097217,rachunek-podstawowy-darmowe-konto-w-bankach-zasady-oplaty-prowizje.html 2018-01-11T11:24:49Z Od 8 sierpnia wejdą w życie przepisy zobowiązujące wszystkie banki i SKOK-i do oferowania tzw. rachunku podstawowego. Za korzystanie z takiego konta oraz za wydaną do niego kartę nie będzie można naliczać opłat. Dodatkowo, za darmo będzie można wykonać co miesiąc 5 wypłat z bankomatów, nawet z tych, które nie należą do danego banku. Expander zwraca też uwagę, że często darmowe będą również przelewy. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Banki w ostatnich latach podnosiły opłaty za konta i karty. Część zaczęła nawet naliczać prowizję za wypłaty niskich kwot z darmowych dotychczas bankomatów. Już niedługo takich opłat będzie można jednak łatwo uniknąć otwierając tzw. <b>rachunek podstawowy</b>. Darmowe rachunki nie będą oczywiście pozbawione pewnych <b>ograniczeń</b>. Najważniejszym będzie to, że w trakcie jego zakładania i przez cały czas kiedy będziemy go posiadać nie możemy mieć innego konta. Wyjątkiem są te walutowe, które nie będą zabronione. Wystarczy więc zamknąć stary rachunek i już będzie można otworzyć nowy – bezpłatny. Należy jednak dodać, że umowy rachunków mają zwykle miesięczny okres wypowiedzenia. Żeby więc skorzystać z takiej oferty w sierpniu, to w lipcu trzeba złożyć wypowiedzenie umowy starego konta.</p><h2><b>Darmowe nie tylko konto, ale też karta</b></h2><p><b>Podstawowy rachunek</b> będzie miał wiele zalet. Bank nie może naliczać opłat ani za jego prowadzenie, ani za wydaną do niego kartę. Ustawa pozwala naliczyć <b>prowizję </b>tylko w trzech przypadkach. Po pierwsze – za transakcje transgraniczne, czyli np. wypłatę pieniędzy z zagranicznego bankomatu. Po drugie – za szóstą i kolejne w miesiącu wypłaty z bankomatów lub wpłaty do wpłatomatów. Trzeba jednak dodać, że nie dotyczy to maszyn należących do banku, w którym mamy rachunek. Z tych można bezpłatnie korzystać bez ograniczeń. Po trzecie – możemy zapłacić prowizję za szósty i kolejne przelewy w miesiącu.</p><h2><b>Prowizje za szósty przelew czy wypłatę nie będą wysokie</b></h2><p>Nawet jeśli zdarzy się tak, że będziemy musieli zapłacić za którąś z wymienionych usług, to prowizja nie będzie szczególnie wysoka. Ustawa regulująca kwestie rachunków podstawowych mówi bowiem, że opłaty nie będą mogły być wyższe od najczęściej stosowanych stawek przez ostatnie 12 miesięcy. Tymczasem, w wielu bankach przelewy internetowe są wykonywane bezpłatnie. W takiej sytuacji na rachunku podstawowym również będą musiały być one darmowe.</p><p>To wszystko sprawia, że konto podstawowe wydaje się niemal idealnym rozwiązaniem, gdyż z łatwością będzie można z niego korzystać zupełnie za darmo. Dla niektórych wadą może być jedynie to, że z takim rachunkiem nie może być powiązany żaden produkt kredytowy.</p><p><b><em>Autor: Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors</em></b></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/1089080,dopiero-lokata-na-3-09-proc-ochroni-przed-inflacja-gdzie-szukac-takiego-oprocentowania.html">Dopiero lokata na 3,09 proc. ochroni przed inflacją. Gdzie szukać takiego oprocentowania?</a></p> Ile pieniędzy przesyłają polscy emigranci do kraju? http://forsal.pl/artykuly/1097209,ile-pieniedzy-przesylaja-polscy-emigranci-do-kraju.html 2018-01-11T20:25:24Z Choć liczba rodaków przebywających za granicą w celach zarobkowych wzrosła w ciągu sześciu lat o 455 tys., to suma pieniędzy przesyłanych przez nich co roku do kraju utrzymuje się na stałym poziomie. W pierwszych trzech kwartałach 2017 r. było to prawie 12,2 mld zł, czyli o 0,4 proc. mniej niż w tym samym okresie roku ubiegłego – wynika z danych NBP.]]> <p class="tresc"></p><p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">&#160;– Bardzo prawdopodobne, że w całym 2017 r. emigranci przysłali swoim rodzinom ponad 16 mld zł, czyli kwotę podobną jak w poprzednich kilku latach – ocenia dr Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.</p><p class="tresc">Na poziom transferów w złotych pewien wpływ miał kurs naszej waluty, ale wartość przekazów liczona w euro również jest zbliżona – od 2012 r. oscyluje w granicach 3,8–3,9 mld euro.</p><p class="tresc">Ta stabilność ma kilka przyczyn. Ci, którzy decydują się pozostać za granicą na stałe albo na dłużej, ściągają do siebie bliskich i nie muszą im wysyłać pieniędzy na utrzymanie. – W wielu przypadkach mogło też nastąpić rozluźnienie więzi rodzinnych na skutek długiej rozłąki – uważa dr Wojciechowski. Jego zdaniem przybywa rodaków, którzy w krajach pobytu kupują samochody, domy, uruchamiają firmy. Potwierdzają to dane NBP. Nie opublikowano jeszcze wprawdzie wyników z 2016 r., ale z wcześniejszych analiz wynika, że np. odsetek właścicieli nieruchomości wśród Polaków w Wielkiej Brytanii wzrósł z 10 proc. w 2012 r. do 16 proc. w 2014 r., a w Niemczech z 12 proc. do 30 proc.</p><p class="tresc">– Ogólna kwota pieniędzy przysyłanych do kraju nie spadła jednak znacząco, ponieważ na miejsce tych, którzy zrezygnowali z przekazów, pojawili się prawdopodobnie emigranci z krótkim stażem, których przybywa – twierdzi Wojciechowski. Według ostatnich dostępnych danych GUS w 2016 r. za granicą przebywało ponad 2,5 mln Polaków – o 455 tys. więcej niż w 2011 r.</p><p class="tresc">Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej emigranci przysłali do naszego kraju już ponad 230 mld zł. <b> ⒸⓅ</b></p> Ile jest warta przeciętna rodzina w Polsce i co o tym decyduje? NBP ocenił http://forsal.pl/artykuly/1096808,ile-jest-warta-przecietna-rodzina-w-polsce-i-co-o-tym-decyduje-nbp-ocenil.html 2018-01-10T09:21:49Z Na tle innych krajów europejskich mamy niewiele. Ale wystarczy, by spać spokojnie, po wzięciu kredytu.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">W ubiegłym roku Narodowy Bank Polski we współpracy ze statystykami <b>Głównego Urzędu Statystycznego </b>po raz drugi pochylił się nad zasobnością gospodarstw domowych w Polsce. Pilotażowe badanie przeprowadzono w 2014 r. Wtedy objęło ono stosunkowo niewielką próbę, a ankietowanym zadawano inne pytania, co powoduje, że wyniki nie są porównywalne. Teraz przebadano 6&#160;tys. gospodarstw domowych. Ich przeciętny majątek (mediana, czyli wartość, od której połowa gospodarstw ma więcej, a połowa mniej) wyniósł 264 tys. zł. To kwota netto, czyli różnica między aktywami, jakie mają gospodarstwa domowe, a ich zobowiązaniami.</p><p class="tresc">Co decyduje o naszej majętności? Przede wszystkim aktywa rzeczowe, a wśród nich nieruchomości. Największą częścią majątku jest główne miejsce zamieszkania. Jego właścicielem jest aż 79 proc. gospodarstw, a przeciętna wartość to ponad 265 tys. zł. Co piąty badany majątek zawdzięcza m.in. działalności gospodarczej. Mediana jego wartości to 145 tys. zł. Kolejna składowa – wskazywana przez blisko jedną czwartą gospodarstw domowych – to inna nieruchomość (przeciętna wartość 120 tys. zł). Z ankiet NBP i GUS wynika, że ponad 90 proc. gospodarstw domowych posiada też aktywa finansowe, np. depozyty czy jednostki funduszy inwestycyjnych, ale ich przeciętna wartość nie przekracza 15&nbsp;tys. zł.</p><p class="tresc">Jak wypadamy z naszym majątkiem na tle Unii Europejskiej? Tylko w czterech na 20 przebadanych krajów jest on niższy (to Łotwa, Węgry, Estonia, Słowacja). O zasobności naszych gospodarstw domowych świadczy – i wyróżnia nas na unijnym tle – fakt, że częściej niż pozostali Europejczycy jesteśmy posiadaczami miejsca zamieszkania.</p><p class="tresc">– Trudno przekonywać, że poziom dobrobytu Polski jest porównywalny do Niemiec. Ale o dobrobycie decydują też inne czynniki niż majątek prywatny, np. system emerytalny czy usługi publiczne. Wtedy oszczędności są niejako zastępowane przez wydatki publiczne – podkreśla Zbigniew Żółkiewski z NBP.</p><p class="tresc">Według ekspertów banku centralnego pozytywnie wyróżnia nas to, że w Polsce nierówności majątkowe są mniejsze niż w innych krajach UE. 10 proc. najbardziej zasobnych gospodarstw zgromadziło 41 proc. całkowitego majątku netto nad Wisłą. Na drugim biegunie jest 20 proc. najmniej zasobnych, na które przypada zaledwie 0,6 proc. Współczynnik Giniego, który jest jedną z miar nierówności, wynosi u nas 57,8 proc. Przecie?tny wynik w strefie euro to 68,5 proc. Najsilniejsza koncentracja maja?tku jest na Łotwie (78,5 proc.) i w Niemczech (76,2 proc.). Relatywnie niewielkie nierówności i podobne jak w Polsce są w Hiszpanii czy Belgii – wynoszą odpowiednio 59,9 i 58,9 proc.</p><p class="tresc">Jak wynika z badania NBP, średnio rzecz biorąc, najbardziej majętne rodziny mieszkają na wsi. To wynik częstszego posiadania na własność dachu nad głową, a do tego majątek często powiększają jeszcze inne nieruchomości, np. budynki gospodarcze. Choć najbardziej zasobne tereny to wsie wokół dużych ośrodków miejskich, czyli miejsca, w których budują sobie domy ci, którzy np. odnoszą sukces w biznesie.</p><p class="tresc">Różnicuje nas też status na rynku pracy. Gospodarstwo domowe, którego głowa jest na samozatrudnieniu, ma przeciętny majątek sięgający aż 672 tys. zł. Pracujący najemnie zaś mogą pochwalić się tylko 256 tys. zł. To tylko nieco więcej niż emeryci z 225 tys. zł.</p><p class="tresc">Raport NBP wskazuje na jeszcze jedną zależność: osoby najbardziej majętne i najwięcej zarabiające mają największą skłonność do zadłużania się. Wśród 10 proc. gospodarstw domowych o najwyższych dochodach blisko dwie trzecie ma jakiś dług. Dla porównania: wśród 10 proc. osób o najmniejszym majątku zobowiązania ma niewiele ponad 20 proc.</p><p class="tresc">Łącznie zadłużonych jest ponad 40 proc. gospodarstw domowych. Według NBP przeciętne zadłużenie wynosiło w 2016 r. ok. 10 tys. zł. Wynik robią przede wszystkim hipoteki. Choć jest ich relatywnie mało (14 proc. gospodarstw ma taki kredyt), to przeciętne zadłużenie z tego tytułu przekracza 114 tys. zł. W przypadku innych rodzajów długu to zaledwie 3 tysiące.</p><p class="tresc">Zdaniem ekspertów ważniejsza od wielkości zobowiązań jest zdolność do ich bezproblemowej obsługi. Do oceny tego NBP posłużyły dwa wskaźniki: DSTI (od „debt service to income”), pokazujący stosunek bieżącego kosztu obsługi kredytu do bieżącego dochodu, oraz DTI („debt to income”), który zestawia wielkość całego zadłużenia do rocznego dochodu.</p><p class="tresc">W tym ujęciu polskie gospodarstwa domowe wypadają bardzo dobrze. Przeciętny wskaźnik DSTI to 14,3 proc. A przyjmuje się, że bezpiecznie jest do czasu, gdy bieżąca obsługa „zjada” mniej niż 40 proc. dochodu. Według badań NBP ten „próg bólu” przekracza niespełna 2 proc. gospodarstw domowych. Z kolei przeciętne DTI to w Polsce 21,3 proc., i tylko w przypadku 4 proc. zadłużonych wielkość zobowiązań przekracza trzykrotność rocznych dochodów (co jest przyjęte jako granica bezpieczeństwa).</p><p class="tresc">Autorzy raportu podają jeszcze jedną miarę bezpieczeństwa zadłużenia: możliwość sfinansowania jego spłaty posiadanymi aktywami na wypadek wystąpienia jakiegoś szoku, który doprowadziłby do wzrostu wielkości raty kredytowej. Gdyby koszt drastycznie wzrósł – tak, że wskaźnik DSTI zwiększyłby się o 20 pkt proc. – to 70 proc. byłoby w stanie finansować to z własnych oszczędności przez trzy miesiące bez pogorszenia standardu życia. A połowa mogłaby to robić przez rok. ⒸⓅ</p><h2><b>Opinia Piotra Bańbuły</b></h2><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Polacy mają tendencję do narzekania. Jeśli popatrzymy ma poziom naszego majątku, to nie przekłada on się tak prosto na nasze zadowolenie z życia. Na sytuację finansową składają się bowiem także dochody, zobowiązania i wiele innych czynników. Jeśli spojrzymy na to, jak gospodarstwa domowe oceniają swoje zadowolenie z życia, to wynik na próbie prawie 6 tys. gospodarstw domowych jest szokujący z punktu widzenia stereotypów o naszym narodowym narzekaniu. Tylko 2 proc. gospodarstw ocenia swoje zadowolenie jako wyjątkowo niskie, a aż 23 proc. jako wyjątkowo wysokie. 40 proc. gospodarstw jest dość zadowolonych, tak na 7–8 w skali do 10. Owszem, jest tak, że wyższy majątek sprzyja większemu zadowoleniu z życia, ale okazuje się, że nawet mając niższy majątek i będąc w mniej zasobnym gospodarstwie, też można być zadowolonym.</p><h2>Opinia Waldemara Rogowskiego</h2><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Dane z raportu NBP o obciążeniu długiem gospodarstw domowych wyglądają bardzo interesująco. Warto w przyszłości uzupełnić raport o kilka dodatkowych ujęć. Po pierwsze oddzielne oszacowanie wartości wskaźnika DSTI dla gospodarstw domowych korzystających z różnych produktów kredytowych, w tym kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) czy pożyczek udzielanych przez firmy pożyczkowe. Po drugie należałoby rozważyć oszacowanie wartości wskaźnika DSTI w ujęciu geograficznym, bowiem dochody gospodarstw domowych w Polsce są dość istotnie zróżnicowane geograficznie. Podobnie jest z aktywnością kredytową. Po trzecie ciekawe byłoby oszacowanie wartości wskaźnika DSTI dla różnych grup wiekowych. W szczególności dla seniorów i osób młodych. To aktywni uczestnicy rynku kredytowego, chociaż ich dochody są niższe od dochodów osób w wieku 30–45 lat.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1096803,zaremba-to-moze-byc-poczatek-nowego-pis-opinia.html">Rynek pracownika? Umowy śmieciowe mają się całkiem dobrze</a></p> BIK: Popyt na kredyty mieszkaniowe w grudniu wzrósł o ponad 33 proc. http://forsal.pl/artykuly/1096339,bik-popyt-na-kredyty-mieszkaniowe-w-grudniu-wzrosl-o-ponad-33-proc.html 2018-01-08T10:53:40Z Popyt na kredyty mieszkaniowe w grudniu 2017 roku wzrósł o 33,7 proc. - podało Biuro Informacji Kredytowej. Jak dodano, o kredyt wnioskowało ponad 7 tys. osób więcej niż rok wcześniej.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Łącznie o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało w grudniu 2017 r. 40,64 tys. osób, w porównaniu do 33,58 tys. rok wcześniej" - podało w poniedziałek Biuro Informacji Kredytowej. "Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w grudniu 2017 r. wyniosła 221,92 tys. zł, podobnie jak w ubiegłym roku" - dodano w komunikacie.</p> <p>Jak poinformowano, w grudniu, po słabszym listopadzie, w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 33,7 proc., w porównaniu z grudniem 2016 r. </p> <p>"Popyt rósł w kolejnych tygodniach grudnia i najwyższy był w okresie między świętami a Sylwestrem, co można wiązać ze składaniem wniosków pod ostatnią już pulę środków z programu MdM, która została rozdysponowana od razu w pierwszych dniach stycznia 2018 r." - powiedział, cytowany w komunikacie, główny analityk Biura Informacji Kredytowej Waldemar Rogowski.</p> <p>Jak zaznaczono, indeks w grudniu był niższy "od odczytu styczniowej dynamiki wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych", który wyniósł 41,5 proc. Średnia wartość indeksu w 2017 r. wyniosła 14,2 proc. </p> <p>Środki na program "Mieszkanie dla Młodych" w 2018 roku skończyły się 3 stycznia. Wpłynęło 12,7 tysięcy wniosków, rozdysponowano 381 mln zł. </p> <p>Program Mieszkanie dla Młodych został uruchomiony w 2014 roku i obejmował dofinansowanie jedynie nowych mieszkań. Nowelizacja z 2015 roku umożliwiła m.in. kupno mieszkania z dopłatą z programu MdM także na rynku wtórnym i większe dopłaty dla rodzin wielodzietnych.</p> <p>Jak wynika z danych BGK, opublikowanych w listopadzie 2017 r., w 2014 r. z programu MdM wykorzystano 34 proc. dofinansowania (207 mln zł), w 2015 r. - 84 proc. (520,7 mln zł), w 2016 r. - 96 proc. (701 mln zł), a w 2017 roku - 99 proc. (740 mln zł).</p> <p>Jak zauważają eksperci, po wygaśnięciu MdM trzeba zwrócić uwagę na program Mieszkanie plus oraz Indywidulane Konta Mieszkaniowe.</p> <p>W programie Mieszkanie plus pierwsze rodziny już odebrały przydziały mieszkań. "Pakiet Mieszkanie plus to przede wszystkim niezbędne wsparcie dla stworzenia dostępnego cenowo zasobu mieszkań na wynajem, który obecnie w Polsce praktycznie nie występuje" - informowało Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. </p> <p>Program Mieszkanie plus jest realizowany przez Krajowy Zasób Nieruchomości (KZN) oraz BGK Nieruchomości.</p> <p>KZN podpisał już porozumienia na budowę blisko 6 tys. mieszkań. Dodatkowo zawarł umowy z PKP SA oraz Pocztą Polską dotyczące uruchomienia inwestycji z programu Mieszkanie plus. Pierwsze mieszkania zostaną oddane lokatorom na początku 2019 roku.</p> <p>BGKN realizuje komercyjną część programu Mieszkanie plus. Powstają inwestycje m.in. Wałbrzychu, Gdyni, Warszawie, Kępnie i Katowicach. Celem tych inwestycji jest zwiększenie dostępności mieszkań na wynajem, także dla osób słabiej uposażonych. Łącznie spółka ma w przygotowaniu około 15 tys. mieszkań, z czego ponad 1,7 tys. już powstaje. Lokatorzy w Jarocinie i Białej Podlaskiej wprowadzą się do mieszkań w I kwartale br. </p> <p>Indywidualne Konta Mieszkaniowe są obecnie na etapie uzgodnień międzyresortowych. "Przekonujemy Ministerstwo Finansów, aby IKM-y wprowadzić szybko w życie" - mówił minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk, w którego resorcie program jest przygotowywany. Znane są tylko ogólne założenia IKM-ów, m.in. za systematyczne oszczędzanie na mieszkanie będzie premia ze strony państwa.</p> <p>Zgodnie z zapowiedziami ministerstwa pieniądze zaoszczędzone na IKM będzie można przeznaczyć na różne cele mieszkaniowe: nie tylko na zakup mieszkania czy budowę domu, ale także np. na wkład własny przy zakupie nieruchomości. Oszczędności będzie można także wykorzystać na remont czy wykończenie mieszkania bądź domu.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1096292,zarabiam-w-sumie-okolo-20-tys-zl-brutto-wywiad-z-anonimowym-lekarzem-z-warszawy.html"> "Zarabiam w sumie około 20 tys. zł brutto." Wywiad z anonimowym lekarzem z Warszawy</a></p> Czy warto już przewalutować kredyt we frankach? Oto wyliczenia ekspertów http://forsal.pl/artykuly/1095984,czy-warto-juz-przewalutowac-kredyt-we-frankach-oto-wyliczenia-ekspertow.html 2018-01-05T16:03:02Z O przewalutowaniu kredytów w CHF zwykle mówiło się wtedy, gdy kurs mocno rósł, czyli w najgorszym możliwym momencie. Taka operacja jest bowiem tym korzystniejsza im kurs jest niższy. Obecnie przewalutowanie znacznie bardziej się opłaca niż np. rok temu. Z wyliczeń Expandera wynika jednak, że w większości przypadków przewalutowanie spowoduje niestety wzrost raty o 500-700 zł.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Gdy kurs franka rósł, wiele osób zadłużonych w tej walucie chciało się pozbyć ryzyka walutowego. Wtedy taka operacja była jednak nieopłacalna, gdyż zmiana waluty w takiej sytuacji powoduje, że bardzo wysokie staje się zadłużenie pozostające do spłaty. Obecnie taka operacja dużo bardziej się opłaca. Trzeba jednak dodać, że kurs wciąż jest wyższy niż w momencie udzielania takich kredytów. To sprawia, że często, mimo 10 lat spłaty, zadłużenie po przeliczeniu na złote wciąż jest wyższe niż wypłacona kwota kredytu.</p><p>Kolejny problem to różnica w poziomie stóp procentowych w Polsce i Szwajcarii. Oprocentowanie kredytów w CHF często jest niższe niż 1%. Po przewalutowaniu wzrośnie do ok. 4%. To oznacza istotny wzrost raty. Dla przykładu, w przypadku kredytu na 300 000 zł udzielonego na początku 2007 r. rata wzrosłaby o prawie 500 zł. Dla takiego udzielonego w najgorszym możliwym momencie, czyli wtedy, gdy frank kosztował 2 zł, przewalutowanie podwyższyłoby ratę aż o 671 zł.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b>Dobra okazja dla banków</b></h2><p>Przewalutowanie pozwala uwolnić się od ryzyka walutowego, ale wciąż oznacza spore koszty. Spadek kursu może być jednak dobrą okazją dla banków, by zaproponować klientom przewalutowanie na specjalnych warunkach. Im również zależy na tym, aby pozbyć się problemu kredytów we frankach. Gdyby teraz na dużą skalę wyszły z inicjatywą przewalutowania po preferencyjnym kursie, które nie spowoduje wzrostu raty, to istnieje spora szansa, że duża grupa frankowiczów się na to zgodzi. Cieszą się oni obecną niską ratą i wielu zapewne chętnie zaakceptuje propozycje pozostania przy takim jej poziomie. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy będą liczyli na dalszy spadek kursu i raty.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1095929,kurs-chf-zacheca-do-przewalutowania-kredytu-ale-klienci-czekaja-na-ustawe.html">Kurs CHF zachęca do przewalutowania kredytu, ale klienci czekają na ustawę</a></p><p><em><b>Autor: Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors</b></em></p>