© 2008 INFOR PL S.A.
INFOR PL S.A.
Forsal.pl: Forsal
2012-05-28T00:20:00+02:00
INFOR PL S.A.
http://forsal.pl/atom/tagi/forsal
Kto tak naprawdę zapłaci za "Grexit"? I ile?
http://forsal.pl/artykuly/620106,ceps_kto_zaplaci_za_grexit.html
2012-05-25T11:36:06Z
<p>W najnowszym raporcie CEPS pt.: „Grexit”: Who would pay for it?" eksperci są zgodni – nie jesteśmy w stanie podać konkretnej kwoty strat, które poniosłaby strefa euro, piszą. Trzeba najpierw zrobić pewne założenia. Jak się zdaje – czytamy w raporcie – dwa czynniki będą miały na to kluczowy wpływ. Z jednej strony sytuacja wewnętrzna w Grecji, a z drugiej ogólny stan rynków w Europie. </p><p>Jeśli chcemy przyjrzeć się skutkom niematerialnym, to wyjście Grecji ze strefy euro zapewne doprowadzi do zwiększenia ryzyka rozprzestrzenienia się kryzysowego wirusa na kraje takie jak Hiszpania czy Włochy, a także szturmu na banki w krajach peryferyjnych strefy euro. A co ze skutkami materialnymi?</p><h2>Grexit uderzy w wierzycieli Aten?</h2><p>Odpowiedzmy sobie na pytanie, jak powrót do drachmy wpłynie na ekspozycję krajów na grecki dług. </p><p>Obecnie greckie PKB sięga 200 euro rocznie. Jeśli Grecja wróci do drachmy, nowa waluta zdeprecjonuje się prawdopodobnie o 50 proc. w stosunku do euro (a nawet więcej gdyby powtórzył się schemat z Argentyny). To prawdopodobnie sprawi, że PKB spadnie proporcjonalnie - o połowę, a nawet poniżej 100 mld euro. Podobnie spadną dochody rządu – z 85 mld euro do około 40 mld euro. To wszystko trzeba porównać z całkowitym zadłużeniem Grecji wobec zagranicy, które sięga 300 mld euro. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że kredytodawcy Grecji będą musieli odpisać większość swoich roszczeń wobec Aten. Pomijamy tutaj 22 mld zobowiązań wobec MFW, które prawdopodobnie będą musiały być spłacone w całości. </p><p>To w krótkiej perspektywie. W dłuższej – cały scenariusz nie musi wyglądać tak tragicznie. Po początkowym przeregulowaniu, kurs wymiany powróci do równowagi i ustabilizuje się, a wzrost gospodarczy znów pójdzie w górę, redukując zastój w produkcji. Doświadczenie na podobnych rynkach wschodzących wskazywałoby na to, że po około 10 latach nominalny PKB powróci do obecnego poziomu, powiedzmy do 200 mld euro. Eksport może wzrosnąć nawet stosunkowo bardziej niż PKB, a to zwiększy zdolność kraju do spłaty zadłużenia. Eksport (wyrażony w twardej walucie) w ciągu dekady ma szansę nawet się podwoić - z obecnych 52 mld euro do 100 mld euro. Obsługa długów będzie jednak zależeć przede wszystkim od stóp procentowych. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><h2>Wielki klaps greckich banków</h2><p>Trzeba jednak postawić sobie pytanie: jak to w ogóle możliwe, że doszliśmy do momentu, w którym rozważamy wyjście Grecji ze strefy euro. Przecież ani Grecy tego nie chcą (sondaże mówią, że trzy czwarte społeczeństwa jest za pozostaniem przy wspólnej walucie), ani politycy UE, którzy zapewniają, że ich celem jest utrzymanie Grecji w gronie 17 krajów. </p><p>Otóż, głównym powodem jest fakt, że od początku maja mamy do czynienia z nagłym przyspieszeniem tempa „odpływu” depozytów z banków greckich. O ile wcześniej Grecy wycofywali swoje pieniądze z banków sukcesywnie, to teraz sytuacja jest na tyle poważna, że może przerodzić się w prawdziwy run na banki. Grecy przenoszą gotówkę do bezpieczniejszych krajów, takich jak Niemcy. </p><p>Technicznie rzecz biorąc, greckie banki są bliskie bankructwa (ich kapitał jest ujemny lub bliski zeru).</p><h2>Kto ostatecznie poniesie koszty Grexit?</h2><p>Jedynym kosztem porzucenia przez Ateny euro, który można określić ilościowo jest strata, jaką poniosą łącznie banki europejskie, EBC oraz fundusze stabilizacyjne EFSF/ESM. A stratę poniosą, jeśli dojdzie do dewaluacji nowej waluty. Dewaluacja znacznie ograniczy zdolność rządu do obsługi długu w euro.</p><p>Biorąc pod uwagę, że Grecji uda się utrzymać deficyt publiczny na obecnym poziomie 7 proc. PKB, nowa drachma będzie musiała zdeprecjonować się o 50 proc. - tak uważa obecnie większość ekspertów. To "podzieli na pół" zdolność do obsługi długu zarówno prywatnego jak i publicznego sektora. Łatwo można wywnioskować, że stopa straty wyniesie również 50 proc. </p><p>Od 2009 roku zobowiązania Grecji wobec wszystkich banków w europejskich krajach (zgodnie z danymi BIS Banking Statistics) spadły o około połowę – z 193,5 mld USD do 90,4 mld USD. Widać wyraźnie, że banki drastycznie zmniejszały swoją ekspozycję na grecki dług od momentu wybuchu kryzysu. Wciąż jednak kwoty "ulokowane" w greckim systemie finansowym są duże. Szczególnie w przypadku francuskich banków, których roszczenia wobec Aten sięgają 44,3 mld USD, a to stanowi 49 proc. całkowitej skali pożyczek europejskich banków. </p><h2>Kto straci najwięcej?</h2><p>Ryzyko niespłacenia długów przez Grecję najbardziej uderza we <strong>Francję</strong>. Ogółem prywatny i publiczny sektor tego kraju pożyczył Atenom 101,7 mld euro, co odpowiada 5 proc. PKB tego kraju. To najwięcej spośród wszystkich krajów europejskich. Tuż za Francją są<strong> Niemcy</strong> z 99 mld euro (4 proc. PKB). Cała strefa euro (sektory prywatny i publiczny) zamroziła w Grecji 372 mld euro za pośrednictwem EBC. </p><p>Sam sektor publiczny (banki centralne wszystkich krajów wraz z rządami) krajów Unii wystawił na ryzyko 313,4 mld euro, według danych Komisji Europejskiej. Każdy z 16 krajów strefy euro (poza Grecją) pożyczył mniejszą lub większą kwotę Grecji. Ekspozycja na grecki dług sektora prywatnego uwzględnia wszystkie międzynarodowe pożyczki udzielone Grecji od momentu wybuchu kryzysu - od pierwszego pakietu kredytów bilateralnych (53 mld euro), poprzez<strong> EFSF</strong> (Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej, 108 mld euro), <strong>Target 2</strong>, czyli system rozliczeń w strefie euro, gdzie zobowiązania Grecji wobec eurolandu wynoszą 103 mld euro oraz <strong>SMP</strong> (<em>Securities Markets Programme</em>), w ramach którego EBC skupił greckie obligacje warte 50 mld euro.</p><p>Jaka będzie zatem skala strat? Co najmniej połowa zainwestowanych pieniędzy - wynika z raportu. Trzeba jednak pamiętać o powiązaniach pomiędzy wszystkimi krajami UE. Niemal każdy kraj strefy euro ma jakieś roszczenia w stosunku do Grecji. Poza tym, wierzyciele Grecji już zrobili odpisy na greckich obligacjach, a więc już ponieśli pewne straty.</p><p>Najbardziej narażony na straty jest jednak kraj, który nie może sobie w tym momencie na nie pozwolić. Jest nim <strong>Portugalia</strong>. Łącznie ekspozycja prywatnego i publicznego sektora Portugalii na grecki dług (za pośrednictwem EBC) wynosi 11,6 mld euro. Kwota stanowi aż 7 proc. PKB tego kraju.</p><p>Jak podkreślają eksperci z CEPS, poziom strat poszczególnych krajów będzie zależeć od tego na ile są one skłonne (i zdolne) do poczekania i poniesienia kosztów finansowania okresu, który oddzieli krótką i długą perspektywę wzrostu greckiej gospodarki - zgodnie z nakreśloną przez nich wizją. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p>
Sztuczna inteligencja może pojawić się wcześniej niż reforma emerytalna
http://forsal.pl/artykuly/619738,sohnemann_outernet_bedzie_nastepnym_stadium_ewolucji_internetu.html
2012-05-25T13:40:58Z
<p style="font-weight: bold;">Podczas warszawskiego Forum IAB 2012 pokazałeś film, jak za 10 lat będzie wyglądał zwykły dzień. Inteligentne okulary wyświetlające informacje na temat ludzi i produktów dookoła nas, lustro w łazience jako ekran dotykowy, samochody zmieniające kolor na zawołanie i dom oszczędzający energię gdy jesteśmy w pracy. Czy przewidywanie przyszłości jest trudne?</p><p>Cóż, i tak, i nie. Niektórzy naukowcy twierdzą, że wystarczy spojrzeć w przeszłość i zobaczyć w jaki sposób przebiegał postęp technologiczny, by przewidzieć co nadejdzie, ponieważ w przypadku komputerów i technologii wszystko sprowadza się do wydajności komputerów. Postęp jest możliwy ponieważ mamy coraz więcej dostępnej mocy obliczeniowej. Matematycznie możemy wymodelować, jak technologia się rozwinie. Z całą pewnością można powiedzieć, że urządzenia będą mniejsze szybsze, bardziej wydajne. Ale czego dokładnie klienci będą używać w przyszłości. Nie mam pojęcia. </p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p><p>Możesz przewidzieć jaka technologia powstanie w przyszłości. To proste. Znacznie trudniej jest przewidzieć jak będzie wykorzystywana. Nie wiem, czy będziemy używać elektronicznych szkieł kontaktowych albo okularów z ekranem. </p><p>Dużo zależy też od nastawienia i sposobu myślenia. Ja bardzo wierzę w technologię. Obserwujmy technologię, wyciągajmy wnioski a będziemy wiedzieć co nadejdzie. Inni twierdzą, że zamiast na technologii trzeba koncentrować się na zachowaniach konsumentów. Prezentują po prostu inne podejście.</p><p style="font-weight: bold;">Jak zatem będzie wyglądała technologia za 10 lat?</p><p>Wiele spraw się zmieni. Skoncentruję się na mediach i internecie, bo one są tematem tej konferencji. </p><p>Obecne modele biznesowe znikną. Na pewno spotka to firmy zarabiające na przesyłaniu danych np. operatorów telekomunikacyjnych. Kto będzie chciał w przyszłości płacić abonament i podpisywać umowę z operatorem komórkowym? Te firmy zniszczą się nawzajem w ramach konkurencji. </p><p>Będziemy mieć wolny przepływ danych. Ale będziemy mieć również do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem – całkowicie spersonalizowaną informacją. Będziemy mieć mniejsze telefony, które będą mocniejszymi komputerami. Dzięki temu dostępne będą informacje związane z geolokalizacją. </p><p>Technologia przyszłości będzie wszędzie dokoła nas. Oczywiście jeśli tylko zechcemy. Będziemy mogli nawet wprowadzić mikroskopijne roboty do naszego krwiobiegu. Wciągnąć je przez nos, by od środka leczyły nasze ciało. Z kolei samochody, nie będą pojazdami, którymi trzeba kierować, tylko inteligentnymi robotami. Będą dokładnie wiedzieć dokąd jechać i co znajduje się przed nimi. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p>Świat nowych technologii nadejdzie. Oczywiście tylko jeśli wyrazimy zgodę. Jeśli klienci i konsumenci będą na to gotowi. A to jest pytanie.</p><p style="font-weight: bold;">Jedną z technologicznych innowacji, która waszym zdaniem powstanie w ciągu najbliższych lat jest outernet. Mógłbyś przybliżyć na czym polega ta idea?</p><p>Outernet to następne stadium ewolucyjne internetu. Sieć internetowa połączyła komputery. Na początku przy pomocy kabli, teraz mamy technologię bezprzewodową, ale to wciąż ten sam stary internet. Możemy przeglądać strony internetowe, korzystać z Google’a, sprawdzać maile. To samo możemy robić też na smartfonie. </p><p>Outernet jest jednak czymś więcej. Tego typu sieć będzie łączyć elektroniczne urządzenia z dowolnym rodzajem obiektów. Robiąc komuś zdjęcie, dzięki automatycznemu rozpoznawaniu twarzy dowiemy się, z kim mamy do czynienia. Fotografując produkt w sklepie, będziemy od razu mogli porównać ceny, dowiedzieć się, co jest w środku, jaka jest wartość odżywcza i składniki produktu. Dzięki inteligentnym smartfonom można będzie pozyskać dowolne informacje. To prowadzi nas do nowego świata pełnego cyfrowych danych, które będzie można oglądać nie tylko na komputerach i smarfonach, ale być może również w soczewkach kontaktowych. Świat outernetu będzie pełen informacji dokoła nas, na ulicy, wszędzie.</p><p style="font-weight: bold;">Przeczytałem, że zgadzasz się z koncepcją <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Technologiczna_osobliwo%C5%9B%C4%87">technologicznej osobliwości</a> Raymonda Kurzweila, która zakłada, że już za kilkadziesiąt lat maszyny wyprzedzą ludzkość pod względem wydajności intelektualnej. Chciałbym zapytać jak dokładnie to sobie wyobrażasz. Kiedy powstanie sztuczna inteligencja i czy twoim zdaniem będzie ona zagrożeniem? Mówiłeś, że wierzysz w technologię i wydaje się, że jesteś optymistą.</p><p>To nie tak, że jestem optymistą. Zrozumiałem, że ten proces się nie zatrzyma. Oczywiście jeśli wybuchnie wojna atomowa i wszystko zostanie zniszczone, będziemy musieli zacząć od początku. Ale nawet wówczas będzie to pewnie tylko mały krok w tył. Zmieniłem swoje nastawienie i teraz wiem, że trend rozwoju się nie zmieni. </p><p>Kluczem do pojęcia technologicznej osobliwości jest uświadomienie sobie, że ludzie myślą liniowo. Myślisz sobie mamy teraz 2012 r., za rok będzie 2013, będę miał kolejne urodziny, kupię sobie nowy telefon, samochód itd. Robimy to samo co w zeszłym roku i jeszcze wcześniej. Tak właśnie żyją ludzie. </p><p>Natomiast rozwój technologii przebiega w tempie wykładniczym, o czym mówi prawo Moore’a. To już wiemy. Problem polega na tym, że nie rozumiemy co z tego wynika. Jeżeli pójdziemy w przyszłość 30 kroków w sposób liniowy będzie to wyglądało w ten sposób: 1,2, 3, 4, 5 aż do 30. Ale te same trzydzieści kroków dla technologii w sposób wykładniczy to 1, 2, 4, 16... a przy trzydziestym kroku już powyżej miliarda. To jest właśnie różnica w sile. Ludzie nie potrafią myśleć wykładniczo. </p><p>Teoria Osobliwości zakłada, że najpóźniej w 2045 r. komputer – jakaś forma sztucznej inteligencji, będzie równie sprawna jak ludzki umysł. Będzie w stanie myśleć, mieć pomysły i łączyć ze sobą różne koncepcje. Ludzi od maszyn będą odróżniać wówczas tylko intuicja i uczucia. Tego maszyny nie zdobędą, bo wynika to z systemu nerwowego. Na pewno nie nastąpi to wraz z technologiczną osobliwością, możliwe że dopiero za kolejne 200 lat. </p><p>Technologiczna osobliwość na pewno nadejdzie szybciej, ale nie będzie niebezpieczna. Powstanie sztuczna inteligencja, która będzie nam pomagać. Ludzkość od zawsze korzystała z technologii, by nadrobić swoje braki. Potrzebujemy samochodów, by się szybciej przemieszczać, potrzebujemy samolotów, by latać, bo nie potrafimy latać. Technologia od zawsze nas wspiera. Co prawda produkujemy też broń, ale patrząc pozytywnie, nadejście osobliwości będzie dobrą rzeczą. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p style="font-weight: bold;">Wydajniejsza technologia z pewnością wpłynie jednak na rynek pracy. Wiele obecnych zawodów przestanie istnieć, bo pracownicy zostaną zastąpieni przez maszyny. Może miałbyś jakieś rady dla młodych ludzi. Jakie kierunki edukacji powinni wybrać, by utrzymać konkurencyjność na rynku pracy?</p><p>Po pierwsze, nie uważam zanikania zawodów za złe zjawisko. W przeszłości istniało wiele stanowisk, których już nie ma. To normalna sprawa. Moja rada dla dzieci i studentów jest taka: po pierwsze skończcie swoje studia. Nie ma znaczenia co studiujesz. Po prostu studiuj i ukończ studia. To bardzo ważne, by uzyskać wykształcenie, ponieważ mówiąc szczerze istnieje olbrzymia różnica pomiędzy człowiekiem wykształconym i niewykształconym. Inwestujcie w edukację niezależnie od kierunku. To, czego się nauczycie i tak trzeba będzie aktualizować. Ale sam kontakt z inteligentnymi ludźmi, profesorami, zrozumienie w jaki sposób oni myślą, rozwija w was zdolność myślenia. Kolejna rada: nie wybierajcie prostych ścieżek, szukajcie ludzi, którzy się z wami nie zgadzają, mają inne zdanie i starajcie się ich zrozumieć. W ten sposób stawiacie wyzwania dla swojego umysłu. </p><p>Ważne też, by potrafić zmienić swoje nastawienie. Nie myślcie, przyszłość się źle zapowiada, nie chcę by wszystko się zmieniało. Ten proces się nie zatrzyma, zmiany dokonują się cały czas. Zrozumcie to tak szybko, jak tylko możliwe, a będziecie mieć przewagę nad wszystkimi, którzy teraz działają w biznesie. Starzy menadżerowie chcą mieć pewność i nie musieć rozwijać się przez najbliższych kilka lat. </p><p style="font-weight: bold;">Ostatnie pytanie. W Polsce przewidywanie przyszłości internetu do niedawna było bardzo proste. Wystarczyło spojrzeć na to co dzieje się na zachodzie, zwłaszcza w USA, by wiedzieć jak za klika lat będzie wyglądał polski internet. Czy sądzisz, że takie podejście jest nadal uzasadnione?</p><p>W Niemczech jest podobna sytuacja, pewna część przedsiębiorców nie dba o pomysły, tylko kopiuje trendy z Ameryki, ale to nie jest innowacja. Innowacja jest wtedy, kiedy tworzy się technologię, która zaburza obecny porządek (disruptive technology), nawet jeśli obecnie wydaje się ona zupełnie nieprzydatna. Technologie tego typu bywają przez ludzi wyśmiewane, tak jak pierwsze parowce. Obecnie ludzie niezbyt poważnie traktują soczewki kontaktowe z mikroprocesorem, ale za kilka lat mogą nosić je każdego dnia. </p><p>Dyrektor Procter & Gamble powiedział kiedyś, że dobra promocja zapewni ci zwycięstwo w perspektywie kilku miesięcy, ale postawienie na innowacje przyniesie sukces na dziesięciolecia.</p><p>Jeśli chcesz być naprawdę innowacyjny musisz zająć się disruptive technology, jeśli chcesz po prostu zarobić pieniądze możesz kopiować czyjeś pomysły. </p>
Euro 2012: Ile tak naprawdę zyska Polska?
http://forsal.pl/artykuly/619740,euro_2012_ile_tak_naprawde_zyska_polska.html
2012-05-25T06:02:32Z
<p>W sumie na inwestycje w infrastrukturę i obiekty sportowe Polska i Ukraina wydały razem 30,2 mld euro. Dzięki temu w 2011 roku inwestycje w środki trwałe wzrosły o 8,5 proc. w Polsce i o 9 proc. na Ukrainie. Przygotowania do mistrzostw pomogły też złagodzić odczuwalne na całym świecie gospodarcze skutki kryzysu w strefie euro. </p><h2>Autostrady i lotniska - największa korzyść</h2><p>Wartość inwestycji związanych z przygotowaniami do Euro 2012 w Polsce sięga 85,4 mld zł. To kwota równa 5,2 proc. naszego PKB. 86 proc. tej sumy przypada na inwestycje związane z infrastrukturą transportową, a 5 proc. – na obiekty sportowe i hotele. Z perspektywy przyszłego rozwoju kraju, to właśnie inwestycje w autostrady, kolej czy lotniska przyniosą zarówno Polsce, jak i Ukrainie największe korzyści. Wszystko dlatego, że infrastruktura transportowa w tych krajach była przed Euro 2012 w zdecydowanie gorszej kondycji niż w krajach będących gospodarzami poprzednich mistrzostw (Austria i Szwajcaria w 2008 r., Portugalia w 2004 r.) – zaznacza Erste.</p><p>Przed Euro 2012 polska sieć autostrad była czwartą najmniejszą w całej Unii Europejskiej, a jakość dróg pozostawiała wiele do życzenia, choć ze względu na strategiczne położenie nasz kraj znajduje się w czołówce krajów, przez które przewozi się najwięcej towarów. Jeszcze gorzej jest w przypadku kolei. Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, jedynie 5 proc. sieci torów w Polsce jest dostosowanych do pociągów, które mogą jechać powyżej 160 km/h.</p><h2>Zastrzyk zagranicznego kapitału</h2><p>Inwestycje w infrastrukturę mogą przynieść tez wiele pośrednich korzyści. Oprócz zwiększenia efektywności krajowych producentów, a przez to poprawy ich konkurencyjności, przyciągną też więcej zagranicznych inwestycji, tak ważnych w czasach kryzysu. Jak zaznacza Erste, fatalny stan infrastruktury był do tej pory największą barierą zniechęcającą inwestorów do lokowania kapitału w Polsce.</p><p>Analitycy chwalą Polskę za zredukowanie poziomu inwestycji w obiekty sportowe do poniżej 10 proc. Historia pokazała, że to właśnie utrzymanie stadionów jest największym problemem organizatorów wielkich imprez sportowych po ich zakończeniu. </p><h2>Nowe miejsca pracy dla Polaków</h2><p>Kolejną wartością dodaną Euro 2012 w Polsce będzie też zdaniem Erste poprawa sytuacji na rynku pracy. Jak wynika z raportu Ministerstwa Sportu i Turystyki z 2010 r., długoterminowe korzyści płynące z organizacji mistrzostw obejmują 8,2 tys. nowych miejsc pracy rocznie przez kolejne 13 lat. Według Szczyt zatrudnienia przypadnie na okres 2012-2013, kiedy to powstanie 20-30 tys. dodatkowych wakatów. Powinno to obniżyć stopę bezrobocia w kraju do rządowego celu 12,3 proc. na koniec roku. W kwietniu 2012 r. stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 13 proc. – wynika z szacunków MPiPS.</p><h2>Euro 2012 podniesie nam stopy procentowe?</h2><p>Inwestycje na Euro 2012 zostały są w większości finansowane z budżetu centralnego i budżetów lokalnych. Spora część środków pochodzi jednak z unijnej kasy. 31 proc. wydatków na inwestycje pokryły pieniądze z funduszy europejskich. Dzięki temu transfery unijne netto wzrosły z 0,9 proc. PKB w 2009 r. do 2,4 proc. w 2011 r. Zgodnie z założeniami programu konwergencji, po Euro wartość transferów spadnie do 0,9 proc. 2013 r. Wpłynie to nie tylko na budżet państwa, ale również może oddziaływać na kurs walutowy. W skrajnym przypadku spadająca wartość transferów z UE może nawet wpłynąć na decyzje Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Rząd niejednokrotnie wymieniał środki z UE na rynku walutowym lub w banku centralnym, aby wesprzeć słabnącą złotówkę. Jeśli tych środków zabraknie, RPP może zostać sama na polu bitwy w walce o silnego złotego i dalej podwyższać stopy procentowe – twierdzą analitycy Erste.</p><p>Na decyzję RPP może też wpłynąć wzrost inflacji w Polsce, który w okresie Euro 2012 jest bardzo prawdopodobny. Właściciele hoteli, restauracji i punktów handlowych będą podnosić ceny w odpowiedzi na nagły wzrost liczby klientów. Efekt ten mógł już zostać uwzględniony przez RPP w nieoczekiwanej majowej podwyżce stóp.</p><h2>Nie liczmy na efekt barceloński. Turystyka nie napędzi gospodarki </h2><p>Polsce pomoże też zwiększony napływ turystów. W 2011 roku liczb a turystów, którzy odwiedzili Polskę wzrosła do 13,1 mln z 12,4 mln w 2010 r. Euro 2012 przyciągnie do Polski dodatkowe 500-700 tysięcy osób. Erste prognozuje, że każdy z nich wyda w naszym kraju około 800 euro. Korzyści związane z turystyką będą jednak krótkotrwałe, a napływ zastrzyk pieniędzy zaaplikowany przez turystów wystarczy głównie na pokrycie nadzwyczajnych kosztów (np. związanych ze środkami bezpieczeństwa). </p><p>„Długotrwałe korzyści płynące z turystyki są naszym zdaniem jeszcze bardziej sporną kwestią. Tak zwany efekt barceloński, czyli wzrost atrakcyjności turystycznej kraju, występuje bardzo rzadko i jest uzależniony od wielu różnych czynników. Dlatego nie oczekujemy większego wpływu turystyki na wzrost gospodarczy” – piszą analitycy Erste w raporcie „Euro Champion 2012”. </p><h2>PKB w górę o 2 proc. w ciągu 12 lat</h2><p>Jak wynika z prognoz resortu sportu i turystyki, Euro 2012 przyczyni się do wzrostu polskiego PKB o 1,4-2,7 proc., w zależności od przyjętego scenariusza. Wzrost ten będzie rozłożony w czasie na lata 2008-2020. W ujęciu nominalnym, polski PKB wzrośnie o 18,4-36,3 mld zł (ceny z 2009 r.), a konsumpcja gospodarstw domowych zwiększy się o 12,8-26,7 mld zł.</p><p>Zjawiskiem, którego nie można zignorować, a które z pewnością będzie efektem organizacji Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie jest rozrost szarej strefy. Ciężko jednak oszacować dokładny wpływ tego sektora na całą gospodarkę, </p><h2>A jeśli polska reprezentacja zdobędzie medal…</h2><p>Polska może też odnieść widoczne korzyści dzięki swojej własnej drużynie piłkarskiej. Nieoczekiwany sukces polskiej reprezentacji może pomóc gospodarce. “Mimo, że w rankingach FIFA Polska znajduje się na 32. miejscu na 53 i jest najgorsza w grupie A, ma szanse awansować do rundy play-off, bukmacherzy obstawiają, że z grupy może wyjść Polska i Rosja. Play-offy to z kolei w dużej mierze kwestia szczęścia. Przy odrobinie szczęścia Polska może dostać się na medalową pozycję. W takim scenariuszu, radość i pewność siebie płynąca z nieoczekiwanego triumfu przekłada się na silniejszą gospodarkę – polepsza nastroje w gospodarce i zwiększa wydatki Polaków na konsumpcję, przez co stanowi bodziec do wzrostu gospodarczego. Przynajmniej w krótkim terminie” – twierdzą ekonomiści Erste.</p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p>
Twarde "nein" dla euroobligacji, „wzrostczędności” na tapecie szczytu
http://forsal.pl/artykuly/619739,nie_bedzie_euroobligacji_w_najblizszej_przyszlosci_wzrostczednosci_na_tapecie_szczytu.html
2012-05-25T06:04:08Z
<p>Nieformalny obiad, na którym gościli najwyżsi przedstawiciele władz 27 krajów członkowskich UE, miał przygotować grunt pod obrady Rady Europejskiej pod koniec czerwca. Był to zarazem debiut urzędującego od 10 dni prezydenta Francji Francois Hollande'a. Białe szparagi z rakami, będące wśród głównych dań wieczoru, najwyraźniej dały rządzącym dużo siły, gdyż spotkanie trwało ponad 6 godzin i zakończyło się około 1:30 w nocy. Sam Hollande zauważył później, że wielu przywódców państw przemawiało "zdecydowanie zbyt długo".</p><h2>Twarde „nie” dla euroobligacji</h2><p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Donald Tusk potwierdził dziennikarzom podczas krótkiego briefingu na zakończenie szczytu, że nie należy spodziewać się porozumienia w sprawie euroobligacji ani dziś, ani w najbliższych tygodniach. </p><p>Koalicja popierająca <a href="http://forsal.pl/artykuly/572216,plusy_i_minusy_emisji_euroobligacji.html">euroobligacje</a> składa się z większości członków Unii Europejskiej – przyznał premier Włoch Mario Monti. Na jej czele stoi niedawno wybrany prezydent Francji, socjalista Francois Hollande, a sekunduje mu między innymi prawicowy premier Hiszpanii Mariano Rajoy. Jednak wyraźny sprzeciw kanclerz Niemiec Angeli Merkel sprawił, że euroobligacje raczej nie zostaną wprowadzone.</p><p>Hollande podkreślił podczas swojej konferencji prasowej, że Francja i Niemcy mają skrajnie odmienne opinie na ten temat: Francuzi widzą euroobligacje jako punkt wyjścia do większej integracji europejskiej, natomiast Niemcy widzą w nim punkt końcowy. Prezydent Francji dodał, że niektóre kraje zachowują się wręcz "wrogo" wobec pomysłu, prawdopodobnie mając na myśli właśnie swoich wschodnich sąsiadów.</p><p>Niemcy, wraz z kilkoma krajami, których finanse są w dobrym stanie, nie zgadzają się na wzięcie odpowiedzialności za długi krajów takich jak Grecja czy Hiszpania. Powód jest bardzo prosty: cieszą się one najwyższą oceną wiarygodności kredytowej, w związku z czym koszt obsługi ich długu jest najniższy. Euroobligacje spowodowałyby, że Niemcy musiałyby użyczyć swojej reputacji państwom, których opinia na rynkach finansowych nie jest, mówiąc eufemistycznie, najlepsza.</p><p>Kolejnym argumentem przeciw jest fakt, że wspólne obligacje eurostrefy <a href="http://forsal.pl/artykuly/538501,euroobligacje_sposob_na_natychmiastowe_rozwiazanie_kryzysu_zadluzenia.html">będą działać demotywująco na rozrzutne kraje</a>, bo byłyby de facto przyzwoleniem na niegospodarność. Na ten problem zwróciła uwagę Komisja Europejska już w zeszłym roku w publikacji tzw. zielonej księgi, w której przedstawia propozycję wprowadzenia wspólnego długu strefy euro.</p><p>Donald Tusk powiedział podczas briefingu, że Polska ani nie popiera, ani nie jest przeciwko euroobligacjom, zależy nam natomiast na rozwiązaniu kryzysu w strefie euro.</p><h2>„Wzrostczędności” na tapecie</h2><p>Fałszywe jest skonfrontowanie ze sobą wzrostu gospodarczego i oszczędności – to są, tak naprawdę, dwa czynniki, które idą ze sobą w parze, a nie są po dwóch stronach barykady – powiedział prezydent Rady Europejskiej Herman Van Rompuy podczas konferencji prasowej na zakończenie szczytu. Wśród członków Rady istnieje porozumienie, że nie można poświęcać wzrostu kosztem oszczędności, ale też nie można redukować planów oszczędnościowych, aby przyspieszyć rozwój gospodarczy.</p><p>Wciąż więc trwa poszukiwanie formuły, która pozwoli Europie rozwijać się w zadowalającym tempie, a która nie będzie zwiększać i tak już rozdmuchanych do granic możliwości długów publicznych państw członkowskich.</p><p>Nieformalny obiad Rady, w menu którego znajdowały się m.in. białe szparagi z rakami czy mus czekoladowy z karmelem z solonego masła, może jednak wnieść kolejny neologizm do europejskiej debaty o kryzysie – „growtherity”. Jest to połączenie słów „growth”, czyli wzrost, oraz „austerity”, czyli oszczędności. W wolnym tłumaczeniu na polski byłyby to więc „wzrostczędności”. </p><p>Jak na razie nowe słowo zaistniało w kuluarach szczytu, jednak znając słabość europejskich dziennikarzy do tego typu neologizmów, niewykluczone, że wejdzie do powszechnego obiegu, podobnie jak kilka innych słów kryzysowej terminologii. Przypomnijmy, że wcześniej karierę zrobiły neologizmy takie jak „<a href="http://forsal.pl/artykuly/618773,wyjscie_grecji_ze_strefy_euro_moze_zakonczyc_sie_wojna_domowa.html">Grexit</a>” („Greek exit” – greckie wyjście) czy „PIIGS” (skrót od pierwszy liter angielskich nazw krajów, które "zasłynęły" niegospodarnością Wśród nich znajdują się Portugalia, Irlandia, Islandia, Grecja, Hiszpania – słowo „pigs” po angielsku oznacza „świnie”).</p><h2>Chcemy Grecję w euro, ale...</h2><p>Rada wydała na zakończenie posiedzenia zwięzły <a href="http://www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_data/docs/pressdata/en/ec/130375.pdf">komunikat dotyczący Grecji</a>. Rządy 27 krajów Unii zadeklarowały, że chcą, aby Grecja pozostała w strefie euro „jednocześnie respektując swoje zobowiązania”. Chodzi tu oczywiście o zobowiązania dotyczące drastycznych cięć, które były warunkiem udzielenia pomocy przez UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. </p><p>W komunikacie podkreślono także, ze strefa euro była wyjątkowo solidarna z Grecją, bo od 2010 roku przekazała Helladzie prawie 150 miliardów euro na ratowanie gospodarki. Rada wyraziła nadzieję, że nowy rząd Grecji, który zostanie wybranych podczas wyborów 17 czerwca, będzie kontynuować drogę reform, które przywrócą równowagę budżetową i zachęcą prywatnych inwestorów do działania.</p><p>"Będziemy popierać Grecję tak długo, jak długo będzie ona respektować swoje zobowiązania" – oświadczył przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.</p><p>Grecki tymczasowy premier Panagiotis Pikrammenos stwierdził na zakończenie szczytu, że jest "kryształowo jasne", iż kraje UE chcą, aby Grecja pozostała w strefie euro. Zauważył też, że podczas obiadu nie było tematu ewentualnego wyjścia Grecji z eurostrefy, a Angela Merkel była wyraźnie zaskoczona prasowymi doniesieniami na ten temat. <a href="http://forsal.pl/artykuly/619198,wszystko_juz_bylo_czyli_grecki_kryzys_z_perspektywy_historii.html"></a></p><p>Pikrammenos został mianowany tymczasowym premierem Grecji po tym, jak nie udało się utworzyć większościowej koalicji po wyborach 6 maja. Na 17 czerwca zaplanowano przyspieszone wybory. Według sondaży może je wygrać lewicowa partia SYRIZA, która jest przeciwna drastycznym cięciom budżetowym narzuconym Grecji przez UE i MFW w zamian za wielomiliardowy pakiet pomocowy pozwalający uniknąć bankructwa kraju.</p><p>>>> Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/619198,wszystko_juz_bylo_czyli_grecki_kryzys_z_perspektywy_historii.html">Wszystko już było, czyli grecki kryzys z perspektywy historii</a></p><h2>Rezultaty i ambiwalencja Polski</h2><p>Szczyt, zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami, nie przyniósł żadnych rozstrzygnięć, jednak był ważnym elementem dyskusji nad przyszłością Unii Europejskiej i strefy euro. Zaskoczeniem może być aż tak stanowcza postawa Niemiec wobec euroobligacji. </p><p>Ambiwalencja Polski także może być nie bez znaczenia. Wydaje się, że<strong> rządowi Donalda Tuska najbardziej zależy na ugraniu jak największych pieniędzy dla kraju w perspektywie budżetowej 2014-2020</strong>. Ewentualne poparcie dla euroobligacji stanowi istotny element przetargowy. Według niektórych, głos Polski jest w tej kwestii bardzo ważny, ponieważ wśród państw UE byłby on postrzegany poniekąd jako głos całego bloku "nowych" państw członkowskich.</p><p>Premier Tusk przyznał, że Francois Hollande ma bliższe Polsce stanowisko niż dotychczasowy prezydent Francji Nicolas Sarkozy, także w kwestii negocjacji kształtu przyszłego unijnego budżetu. To stwierdzenie może być przyczynkiem do przyszłej gry, w której Polska będzie lawirować między Francją a Niemcami i ostatecznie poprze tych, którzy obiecają nam najwięcej pieniędzy. Stawką są miliardy euro w postaci funduszy strukturalnych, na których w dużej mierze opiera się obecny wzrost gospodarczy naszego kraju.</p>
Jesteś młody i szukasz pracy? Znajdziesz ją dopiero w 2016 roku
http://forsal.pl/artykuly/619292,rekordowe_bezrobocie_wsrod_mlodych_lepiej_bedzie_dopiero_w_2016_r.html
2012-05-24T07:02:26Z
<p>Z najnowszego raportu <strong>Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP)</strong> „<strong>Global Employment Trends for Youth 2012</strong>” wynika, że w ciągu pięciu lat poprzedzających wybuch światowego kryzysu finansowego w 2007 roku istotnie udało się zmniejszyć liczbę młodych bezrobotnych – z 76,4 mln w 2002 roku do 70,3 w 2007 roku. Choć w kryzysowym roku 2008 skala wzrostu młodych bezrobotnych nie była aż tak wielka (wzrost o 0,5 mln względem 2008 roku), to już w 2009 roku młodzi bardzo dotkliwie odczuli skutki gospodarczych zawirowań. Liczba młodych bezrobotnych wystrzeliła wówczas w górę do rekordowych 75,4 mln. Od tamtej pory w przeciągu trzech lat nie udało się powrócić do poziomu sprzed kryzysu. Liczba młodych bezrobotnych w 2011 roku wyniosła 74,5 mln, a w 2012 wedle prognoz MOP ma wynieść 74,6 mln. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p>Największego wzrostu bezrobocia wśród młodych na skutek uderzenia kryzysu finansowego doświadczyły państwa rozwinięte: kraje Unii Europejskiej, Europa Płd-Wsch, Ameryka Łacińska, a także region Azji Południowo-Wschodniej. Szczególnie ostrego wzrostu bezrobotnych doświadczyły również kraje Afryki Północnej po przejściu przez ten region tzw. „Arabskiej Wiosny”.</p><p> W obliczu tak niekorzystnych warunków, młodzi ludzie na całym świecie odkładają decyzję o wejściu na rynek pracy "na później" lub decydują się pozostać dłużej w systemie edukacyjnym. Pomimo, że już dziś istnieje ogromna presja społeczna, aby uruchamiać rozmaite programy pomocowe, to nacisk na politykę rządów wzrośnie jeszcze bardziej, gdy młodzi, którzy odłożyli decyzję o wejściu na rynek pracy, zdecydują się na powrót. </p><p>Czy oznacza to, że będzie już tylko gorzej? Ze średnioterminowych prognoz raportu <strong>MOP</strong> wynika, że poprawy sytuacji na rynku pracy wśród młodych ludzi należy oczekiwać dopiero w 2016 roku. </p><h2>Umowy śmieciowe – szansa czy pułapka?</h2><p>W czasie kryzysu finansowego wielu młodych ludzi zostało „uwięzionych” na czasowych, nisko-produktywnych stanowiskach pracy. Nie odpowiadają one ich aspiracjom i często nie dają szansy przeskoczenia na wyższą pozycję zwodową, stałą i lepiej płatną – czytamy w raporcie MOP. </p><p>Tzw. „<strong>umowy śmieciowe</strong>” uderzają przede wszystkim w młodych. Świadczy o tym wyższe tempo wzrostu tego typu kontraktów wśród młodych niż wśród osób już dorosłych na terenie Unii Europejskiej - zarówno przed jak i w trakcie trwania kryzysu finansowego. Nie należy zapominać, że częstokroć są to jedyne dostępne umowy pracy w czasach, gdy firmy są zmuszone oszczędzać. </p><p>Sytuacja taka zmusiła wiele krajów do rozpoczęcia nowej dyskusji na temat stworzenia takiego rynku pracy, na którym udałoby się pogodzić interesy pracodawców, oczekujących elastyczności zatrudnienia z interesami pracowników, oczekujących bezpieczeństwa zatrudnienia. </p><p>W odpowiedzi na te wątpliwości zaczęto sięgać do idei „<strong>flexicurity</strong>”, po raz pierwszy wcielonej w życie w Danii w 1990 roku. Jej nazwa pochodzi od dwóch angielskich pojęć – flexibility (elastyczność) i security (bezpieczeństwo), a praktyce ma oznaczać koncentrację działań państwa w czterech obszarach rynku pracy: elastycznych form zatrudnienia, aktywnej polityki rynku pracy, systemu kształcenia ustawicznego oraz systemu zabezpieczenia społecznego.</p><p><a href="http://forsal.pl/artykuly/607788,flexicurity_rynek_pracy_w_dobie_globalizacji.html">>>> Czytaj więcej na temat „flexicurity”</a></p><h2>NEET – największe zagrożenie</h2><p>Wśród największych zagrożeń rynku pracy w raporcie MOP uważa się tych młodych ludzi, którzy nie są ani zatrudnieniu, a nie podejmują nauki czy szkoleń. Grupę tę określa się mianem <strong>„NEET” (not in education, employment or training)</strong>. Według raportu MOP, grupa NEET odpowiada za co najmniej 10 proc. młodych bezrobotnych, którzy są jednocześnie słabo wykształceni. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p>We wtorek Komisja Europejska podjęła kolejne działania, mające na celu ułatwienie wejścia młodym ludziom na rynek pracy. Jej pilotażowy projekt „Your first EURES Job” ma umożliwić podjęcie pierwszej pracy poza granicami kraju zamieszkania i jest częścią europejskiego pakietu na rzecz zatrudnienia – podaje portal <a href="http://www.euractiv.com/socialeurope/ilo-youth-unemployment-remain-high-2016-news-512886">euractiv.com</a>. </p><p>Jednak – jak czytamy dalej na euractiv.com, w ocenie Europejskiego Forum Młodzieży – platformy skupiającej m.in. narodowe i pozarządowe organizacje młodzieżowe, wszelkie działania mające na celu walkę z bezrobociem wśród młodych powinny być zakrojone na szerszą skalę. </p>
Najcenniejsze marki świata
http://forsal.pl/artykuly/619179,ranking_brandz_top_100_oto_najcenniejsze_marki_swiata.html
2012-05-22T11:10:35Z
<p>W okresie 2006–2012 łączna wartość marek wchodzących w skład rankingu BrandZ Top 100 wzrosła o 66 proc. do 2,4 bln dol. Aż siedem z pierwszej dziesiątki marek należy do sektora nowoczesnych technologii lub telekomunikacji.</p><p>Na czele tegorocznego zestawienia BrandZTM Top 100, podobnie jak w 2011 roku, znalazł się <strong>Apple</strong>. Wartość najcenniejszej marki na świecie wzrosła w ciągu roku o 19 proc. do 182,9 mld dol. – wynika z badania przeprowadzonego przez Millward Brown.</p><p>„Firma <strong>Apple</strong> nadal tworzy innowacje i zachowuje swój status marki „luksusowej”, jednak w przyszłości coraz szybciej będzie za nią podążał Samsung, którego wartość przekracza już 14,1 mld USD, częściowo dzięki sukcesowi telefonów linii Galaxy. Samsung z powodzeniem wyprzedza Apple’a na licznych rynkach, pozycjonując się jako fajna i korzystna cenowo marka alternatywna wobec wszechobecnego iPhone’a” – twierdzi David Roth z WPP.</p><p>Drugie miejsce na podium zajmuje <strong>IBM</strong>, który zyskał na wartości 15 proc. i obecnie jest wart 115,9 ml dol. Dzięki dobrym wynikom koncernowi udało się zepchnąć <strong>Google</strong> na trzecią pozycję. Wartość giganta z Mountain View sięga teraz 107,8 mld dol.</p><p>Marki <strong>McDonald’s </strong>(95 mld dol.) i<strong> Microsoft </strong>(76,6 mld dol.) obroniły swoje miejsca z zeszłego roku i w najnowszym rankingu figurują odpowiednio na czwartej i piątej pozycji. W pierwszej dziesiątce najcenniejszych marek znalazły się też <strong>Coca-Cola</strong>, <strong>Malboro</strong>, <strong>AT&T</strong>, <strong>Verizon</strong> oraz <strong>China Mobile</strong>.</p><p>Gwiazdą zestawienia okazał się<strong> Facebook</strong>. W okresie poprzedzającym swój debiut giełdowy ośmiolatek Facebook odnotował wzrost o 74 proc., dzięki czemu został marką najszybciej rosnącą na wartości w całym rankingu, przeskakując z miejsca 35. od razu na 19. i osiągając wartość 33,2 mld dol. – czytamy w raporcie.</p><p>„Marki są czymś w rodzaju polisy ubezpieczeniowej w biznesie” – zauważa Eileen Campbell, prezes Millward Brown. „Mimo długiego już okresu napięć gospodarczych, niestabilności politycznej i klęsk żywiołowych, co niekorzystnie oddziaływało na marki w wielu kategoriach, wartość wiodących światowych marek nieustannie rośnie, pozwalając firmom w wielu branżach nie tylko utrzymywać, ale i rozwijać działalność” - dodaje.</p><p>Ranking <strong>BrandZ Top 100</strong> zlecany
przez grupę WPP i realizowany przez Millward Brown Optimor, powstaje na
podstawie wartości pieniężnej marek. Analiza opiera się na danych
finansowych, danych rynkowych oraz konsumenckich wskaźnikach wartości
marek. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p>
Złota 44 na Euro 2012 jednak nie w pełnej krasie. Najdroższy penthouse wciąż do kupienia
http://forsal.pl/artykuly/618240,zlota_44_elewacja_nie_bedzie_gotowa_na_euro_2012_najdrozszy_penthouse_wciaz_do_kupienia.html
2012-05-20T01:12:28Z
<h2>Jedna trzecia apartamentów sprzedanych</h2><p>Prace na budowie Złotej 44 mają zakończyć się na początku 2013 r. „Pierwsi mieszkańcy wprowadzą się do apartamentów w kwietniu 2013 roku” – poinformowała Alicja Kościesza, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Orco Property Group podczas czwartkowej prezentacji nowych pakietów wykończeń wnętrz w<strong> Złotej 44.</strong></p><p>Sprzedaż apartamentów w<strong> Złotej 44</strong> na razie nie posuwa się do przodu. Do tej pory spółka Orco znalazła chętnych jedynie na 30 proc. z 250 luksusowych mieszkań. </p><p>Takie same cyfry podawano dokładnie rok temu. Jak tłumaczy Alicja Kościesza, część osób, które kupiły mieszkania jeszcze w 2006 r., w wyniku półtorarocznego przestoju w budowie wieżowca wycofała się z inwestycji.</p><p>Orco twierdzi jednak, że w ostatniej fazie budowy Zlotej 44 sprzedaż apartamentów wyraźnie przyspieszy. „To normalne, że w miarę postępów budowy, sprzedaje się coraz więcej mieszkań” – mówi Kościesza.</p><p>Otwarcie pierwszego apartamentu pokazowego również przesunie się w czasie – miał być gotowy już w kwietniu, zgodnie z najnowszymi planami, będzie oddany w czerwcu tego roku.</p><p>„W tym momencie zakończyliśmy już prace nad ofertą dla klientów. Teraz trwają prace nad doborem materiałów wykończeniowych dla przestrzeni wspólnych w<strong> Złotej 44</strong>, takich jak strefa wind czy lobby” – mówi Alicja Kościesza.</p><p>Co ciekawe, najlepiej sprzedają się teraz największe i najdroższe apartamenty. „W przypadku naszej inwestycji, nie ma takiego pojęcia, jak rabat. To sprzedaż dobra luksusowego, tu nie ma wyprzedaży. Cena jest uzasadniona wartością” – mówi przedstawicielka Orco.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p><h2>Penthouse na 52 piętrze będzie "gorącym towarem"</h2><p>Średnia cena metra kwadratowego w apartamentowcu to 32 tys. zł, a koszt przeciętnego mieszkania waha się w granicach 6-8 mln zł. Najmniejszy i jednocześnie najtańszy apartament w Złotej 44 ma 62 m kw. i będzie kosztował 1,2 mln złotych. Zlokalizowany jest po zachodniej stronie wieżowca. Najdroższy 3-poziomowy penthouse z tarasem na ostatnich piętrach „Szklanego Żagla” zajmie powierzchnię 374 m kw. Cena za metr kwadratowy tego apartamentu mocno przekracza 40 tys. zł. </p><p>Penthouse wciąż jeszcze nie znalazł nabywcy. Kościesza zapewnia, że po wykończeniu apartament ten będzie wyjątkowo „gorącym towarem” i będzie przyciągał klientów z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Redakcja Forsal.pl miała okazję wjechać na 52. piętro, na którym znajdzie się najdroższy apartament. Przyznajemy, że widok na Warszawę z tego miejsca jest imponujący.</p><p>Wśród chętnych do zakupu mieszkań w Złotej 44 nie brakuje osób zainteresowanych inwestycją w połączone lokale. Kościesza ujawnia, że Orco prowadzi rozmowy m.in. na temat zakupu 900 m kw. przez jednego klienta. <br /> </p><p>Tożsamość przyszłych mieszkańców Złotej 44 jest ściśle tajna. Wiadomo jedynie, że klienci Orco, którzy do tej pory zakupili apartamenty w „Szklanym Żaglu” to w 95 proc. przedstawiciele najzamożniejszej części elity polskiego biznesu. </p><p>„Sprzedajemy pewien styl życia. Inspiracje czerpaliśmy z ekskluzywnych apartamentowców za granicą” – mówi Alicja Kościesza z Orco. Jej zdaniem Złota 44 może być stawiana w jednym szeregu z takimi światowymi inwestycjami, jak<strong> Trump International Hotel & Tower </strong>w Toronto,<strong> One Hyde Park</strong> w Londynie czy <strong>One57</strong> w Nowym Jorku. </p><h2>Kryształy, marmury i „Bentleye” rynku AGD</h2><p>Właściciele mieszkań w Złotej 44 wprowadzać się będą do już urządzonych apartamentów, przy czym będą mieli swobodę własnej aranżacji lokali. Do wyboru każdego klienta jest 15 różnych stylizacji wnętrz w Złotej 44. Ich autorką jest Patrycja Zaczyńska, polska architekt wnętrz, która wcześniej projektowała m.in. w Moskwie, Monte Carlo, Londynie i Nowym Jorku. </p><p><strong>Wnętrza apartamentów</strong> zdobić będą m.in. włoskie marmury, szlachetne piaskowce, naturalne drewno – hebanowe lub z szarego bądź bielonego dębu, czy zrobione specjalnie dla potrzeb apartamentów na Złotej 44 szafki łazienkowe wykonane w całości z marmuru. Wysokość każdego z apartamentów będzie przekraczać 3 metry. W najdroższej wersji stylizacji Art Deco – Crystal Splendor znajdziemy też kryształowe umywalki w łazienkach czy podłogi i drzwi z onyksu.</p><p>Każdy apartament będzie wyposażony w sprzęty renomowanych marek. W mieszkaniach znajdować się będą m.in. energooszczędne kanałowe grzejniki JAGA (wartość dla jednego apartamentu to 32 tys. zł), armatura firmy Dornbracht z masywnego, ręcznie polerowanego mosiądzu chromowanego (37 tys. zł za komplet), czy też wanny Villeroy & Boch z Quarylu. Kuchnie zostaną wyposażone w sprzęt marki Gaggenau, nazywanej często Bentleyem rynku AGD (koszt to 77 tys. zł na apartament). Firma ta, oprócz Złotej 44, wyposażyła w swój sprzęt zaledwie 8 innych inwestycji mieszkaniowych na świecie.</p><p>Inteligentny system do zarządzania apartamentem połączony z usługą concierge dostępną 24 godziny na dobę jest wart 60 tys. zł przy wycenie dla każdego apartamentu. Każdy mieszkaniec otrzyma specjalną kartę magnetyczną, która umożliwia dostęp do budynku, garażu i wjazd tylko i wyłącznie na własne piętro lub na specjalne piętro rekreacyjne.</p><p>„<strong>Złota 44 jest wizytówką Polski</strong>. Popyt na tak luksusowe apartamenty świadczy o wizerunku naszego państwa, o tym, że Polska jednak jest zieloną wyspą” – mówi Alicja Kościesza. Przyznaje, że wraz ze zbliżającymi się mistrzostwami Euro 2012 projekt wzbudza coraz większe zainteresowanie wśród zagranicznych mediów.</p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p>
Czy wejście na giełdę wykończy Facebooka?
http://forsal.pl/artykuly/617791,co_z_tym_facebookiem.html
2012-05-17T06:56:05Z
<p>Informacja o wycofaniu przez General Motors wartej 10 mln USD kampanii reklamowej z serwisu społecznościowego pojawiła się na stronie internetowej dziennika Wall Street Journal i zabrzmiała jak grom z jasnego nieba. GM motywuje swoją decyzję bardzo prostym faktem – reklama na Facebooku jest w ich przypadku nieskuteczna. Jest to pierwszy tak istotny krok podjęty wśród pojawiających się u wielu reklamodawców wątpliwości dotyczących skuteczności płatnych reklam w serwisie.</p><p>Wprawdzie żaden moment nie byłby dla Facebooka dobry na taką informację, jednak kilkadziesiąt godzin przed debiutem giełdowym to prawdopodobnie jeden z najgorszych. Szczególnie dlatego, że to właśnie na reklamie firma opiera swój dalszy wzrost. Mimo tego, że 10 mln USD to dla serwisu żadna strata, może to fatalnie wpłynąć na nastroje zarówno inwestorów, jak i działu sprzedaży reklam.</p><p>Z wielu stron można usłyszeć głosy, które wypowiadają się chórem: akcje Facebooka są przeszacowane, zainteresowanie ich emisją to wynik nietrwałej mody, a długoterminowa inwestycja absolutnie się nie opłaci. Ankieta przeprowadzona przez serwis WhisperNumber.com i opisana przez Bloomberg pokazuje, że ponad 70 proc. inwestorów nie zdecydowałoby się na kupno akcji Facebooka po ich pierwszej ofercie publicznej, a 71 proc. nie uważa ich za dobrą inwestycję długoterminową. </p><p>Na tym tle coraz bardziej zaskakujące wydają się kroki podejmowane przez spółkę. Facebook postanowił bowiem najpierw podwyższyć ceny akcji z 28-35 USD do 34-38 USD za sztukę, a następnie, jak podał w środę Bloomberg, zwiększyć wielkość emisji do 421,2 mln akcji. To pozwoli serwisowi zarobić nawet 16 mld USD, co stanowić będzie największą pierwotną emisję w historii Stanów Zjednoczonych. Co zabawne, wyprzedzi on w tej kwestii właśnie General Motors.</p><p>Historia innych internetowych gigantów, a w szczególności serwisu społecznościowego MySpace, wydaje się nie wróżyć Facebookowi niczego dobrego. Niewykluczone jednak, że rewolucja społecznościowa Zuckerberga znajdzie odzwierciedlenie również na polu biznesowym. Pierwszy rozdział kolejnego tomu tej historii rozpoczyna się już w tym tygodniu.</p><p>>>> Niektórzy wciąż wierzą: <a href="http://forsal.pl/artykuly/617467,wozniak_kupie_akcje_facebooka_bez_wzgledu_na_ich_cene.html" title="<strong>Wozniak</strong>: Kupię akcje Facebooka bez względu na ich cenę">Wozniak: Kupię akcje Facebooka bez względu na ich cenę</a></p>
Polska najszybciej rozwiającym się państwem UE. Będzie jeszcze lepiej
http://forsal.pl/artykuly/617383,ekonomisci_wroza_polsce_dobra_przyszlosc.html
2012-05-17T05:37:05Z
<p>Wiosenna <strong>prognoza gospodarcza Komisji Europejskiej</strong>, opublikowana 11 maja, przyniosła znaczące zmiany względem obliczeń z listopada ubiegłego roku.</p><p>Najszybszego wzrostu PKB spodziewano się wcześniej na Litwie (3,4 proc.), następnie w Estonii (3,2 proc.), na Łotwie i w Polsce (po 2,5 proc.). Perspektywy wzrostu krajów bałtyckich zostały jednak znacznie obniżone, podczas gdy prognoza dla PKB Polski została podniesiona do 2,7 proc., przewyższając nawet prognozę polskiego rządu, który zakłada wzrost o 2,5 proc.</p><p>Komisarz europejski ds. gospodarczych i walutowych <strong>Olli Rehn</strong> zauważył podczas konferencji prasowej, że Polska jest jedynym krajem UE, który podczas trwającego już prawie cztery lata kryzysu gospodarczego nie zanotował negatywnego tempa wzrostu PKB.</p><p>Podobne prognozy publikują banki i inne instytucje finansowe.</p><p>„Przewidujemy, że gospodarka wzrośnie o 2,4 proc. (bez zmian w stosunku do niedawnej prognozy), jednak wygląda na to, że Polska może poradzić sobie nawet lepiej,” powiedział EurActiv <strong>Mads Koefoed</strong> z <strong>Saxo Bank</strong>.</p><p>„Oczekujemy, że w 2013 r. Polska wciąż będzie solidnym graczem na europejskiej arenie, ze wzrostem rzędu 3 proc. napędzanym popytem krajowym, a w szczególności konsumpcją. Do tego nastąpi ponowny wzrost w handlu z kluczowymi partnerami, np. strefą euro”, dodał. Jego optymizm ma też źródło w rosnącej liczbie inwestycji związanych z organizacją Euro 2012. </p><p>Pozytywnie o perspektywach na nadchodzący rok wyraża się również austriacka<strong> Erste Group</strong>, jeden z największych dostawców usług finansowych w Europie Środkowej.</p><p>„Spodziewamy się, że polski wzrost gospodarczy spadnie do 2,8 proc. z zarejestrowanego w 2011 roku poziomu 4,4 proc. Mimo tego, że plan obniżenia deficytu budżetowego z 5,1 proc. PKB w 2011 r. do 2,9 proc. w tym roku wydaje się zbyt ambitny, dokładniejsze spojrzenie na sytuację pokazuje, że taka zmiana jest wykonalna nawet bez znacznych negatywnych wstrząsów dla gospodarki,” komentuje Petr Bittner z Erste Group.</p><p>Na 2013 rok KE obniżyła perspektywę wzrostu dla Polski o 0,2 pkt. proc. do 2,6 proc. Instytucja ta uważa bowiem, że utrzymujący się słaby poziom złotego może zwiększyć eksport oraz substytucję importu. Z drugiej strony z jej szacunków wynika, że wycofanie z regionu zagranicznych funduszy mogłoby negatywnie wpłynąć na rynek kredytowy zarówno prywatnych, jak i publicznych kredytodawców, co doprowadzi do zmniejszenia poziomu inwestycji i konsumpcji.</p><p>Ekonomiści twierdzą jednak, że poziom wzrostu będzie dużo wyższy. Według Bittnera, biorąc pod uwagę zakończenie procesu konsolidacji fiskalnej, polska gospodarka powinna wzrosnąć nawet o 3,3 proc.</p><p>Z kolei <strong>Piotr Maciej Kaczyński</strong>, badacz z <strong>Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS),</strong> stwierdził, że prognoza KE na 2013 r. jest „bez znaczenia”, a w jego opinii prognozy gospodarcze na okres dłuższy niż rok nie są realistyczne.</p><h2>Fundusze UE źródłem wzrostu</h2><p>„Polski wzrost jest zależny od europejskich funduszy strukturalnych. Udział inwestycji publicznych w PKB jest bardzo duży – dużo wyższy niż chociażby w Portugalii czy Hiszpanii w czasach boomu gospodarczego. Na szczęście w ślad za inwestycjami publicznymi pójdą inwestycje prywatne, dzięki którym polski wzrost pozostanie w najbliższych latach na wysokim poziomie,” stwierdził Kaczyński.</p><p>Wśród publicznych inwestycji, które będą bazą dla inwestycji prywatnych są chociażby nowe autostrady, które mogą przyciągnąć w ich okolice centra logistyczne. Kaczyński twierdzi też, że Polska cieszy się „doskonałą opinią” wśród zagranicznych inwestorów, ponieważ udało jej się uniknąć recesji.</p><p>Dla pokazania sytuacji Polski w szerszej perspektywie, Kaczyński zauważa, że PKB per capita mierzone według parytetu siły nabywczej wzrosło w latach 2007-2010 o 12,5 proc., podczas gdy średnio w całej UE spadło ono o 2 proc.</p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><h2>Polacy muszą mieć się na baczności</h2><p>Kaczyński ostrzega jednak, że dobry stan polskiej gospodarki może się obrócić przeciwko niej podczas negocjacji budżetu UE na lata 2014-2020.</p><p>„Może się pojawić argument, że jeśli Polska tak dobrze sobie radzi, to nie potrzebuje zbyt dużo pomocy,” zauważył.</p><p>Polakom nie wolno według niego spocząć na laurach – powinni oni pracować nad dziedzinami, w których wciąż brak im konkurencyjności. Dla przykładu, trudności napotykane przy zakładaniu firmy zostały potwierdzone w rankingu Doing Business Banku Światowego, w którym to wśród 184 państw Polska zajęła 62 miejsce.</p><p style="font-style: italic;">Artykuł w języku angielskim ukazał się w specjalistycznym serwisie o tematyce europejskiej <a href="http://www.euractiv.com/euro-finance/economists-give-poland-thumbs-news-512706">EurActiv.com</a>.</p>
Przyziemna Polska i uskrzydlona Hiszpania, czyli ruch lotniczy w Europie
http://forsal.pl/artykuly/617088,przyziemna_polska_i_uskrzydlona_hiszpania_czyli_ruch_lotniczy_w_europie.html
2012-05-15T19:56:39Z
<p><strong>Najwięcej pasażerów w Unii Europejskiej </strong>– niemal 193 mln – skorzystało z lotnisk na terenie <strong>Wielkiej Brytanii</strong>, wynika z zestawienia Eurostatu za 2010 r. Aby uniknąć podwójnego liczenia wzięto pod uwagę wyłącznie miejsca odlotu. Na drugim miejscu rankingu znalazł się najludniejszy kraj UE, Niemcy z ponad 166 mln pasażerów połączeń lotniczych. Najniższe miejsce podium przypadło Hiszpanii z liczbą 153 mln pasażerów.</p><p>Z danych nie wynika jednak, za jaki procent tych podróży odpowiadają obywatele danych państw a jaki odsetek stanowią podróżni przyjezdni. Oprócz mobilności lotniczej poszczególnych narodów zestawienie odzwierciedla także znaczenie gospodarcze kraju, jego liczbę ludności oraz stopień rozwoju infrastruktury lotniczej. Wielka Brytania wysoką pozycję bez wątpienia zawdzięcza licznym popularności swoich lotnisk jako węzłów przesiadkowych.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p><p>Hiszpanów można jednak uznać za najbardziej uskrzydlony naród Wspólnoty Europejskiej. Po pierwsze <strong>na jednego Hiszpana przypadają średnio 3,3 podróże lotnicze</strong> (dla Wlk. Brytanii wskaźnik ten wynosi 3,1 a dla Niemiec 2). Po drugie kraj ten odznacza się największa liczbą pasażerów w ruchu krajowym – ponad 38 mln. Drugie pod tym względem Włochy obsługują o jedną czwartą podróżnych mniej (30 mln).Trzecia co do wielkości ruchu krajowego jest Francja (25,9 mln).</p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p>W porównaniu z państwami Europy Zachodniej, <strong>polski ruch lotniczy wygląda mizernie</strong>. 18,4 mln pasażerów plasuje nasz kraj na 15. miejscu w UE, m.in. za Grecją, Portugalią, Austrią i Irlandią. Pod względem liczby lotów przypadających na mieszkańca wypadamy jeszcze gorzej. Statystycznie jedna podróż lotnicza przypada na dwóch Polaków. Gorsi od nas są tylko Rumuni i Słowacy.</p><p>Poza Unią Europejską rozwiniętym transportem lotniczym charakteryzują się szczególnie <strong>Norwegia</strong> i<strong> Szwajcaria</strong>. Na jednego mieszkańca tych państw przypada odpowiednio 6 i 4,8 podróży lotniczych. Pod względem liczby pasażerów oba wyraźnie wyprzedzają Polskę.</p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><br />