© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: Forsal 2018-08-15T10:31:50+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/forsal Megamiasta z coraz większymi problemami. Czy można zahamować ich rozwój? http://forsal.pl/artykuly/1210261,megamiasta-z-coraz-wiekszymi-problemami-czy-mozna-zahamowac-ich-rozwoj.html 2018-08-13T09:05:35Z Na całym świecie przybywa miast liczących powyżej 10 milionów mieszkańców, które określa się mianem megamiast. Według danych ONZ, obecnie na świecie są 33 takie „molochy”, najwięcej w Azji (19) i Ameryce Łacińskiej (6). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W obu tych regionach oraz w Afryce utrzyma się w przyszłości najwyższe tempo rozwoju (lub raczej coraz mniej kontrolowanego rozrostu) megamiast, które będą zajmować coraz większe połacie ziemi ornej, lasów i będą też coraz bardziej zanieczyszczać środowisko naturalne. Przyczynami rozrostu miast, nie tylko tych największych, jest w wielu krajach wysoki przyrost naturalny ludności i jeszcze wyższe tempo migracji ze wsi do miast. O ile w 1950 roku na całym świecie żyło tylko 751 milionów ludzi w miastach, to w 2018 roku ich liczba wzrosła do 4,2 miliardów, co stanowiło 55 proc. światowej populacji. </p><p>Przy utrzymaniu obecnego tempa migracji ze wsi do miast, liczba mieszkańców miast zwiększy się w 2030 roku na całym świecie do 5,2 miliardów. Innymi słowy ponad 60 proc. światowej populacji będzie w tym roku mieszkać w miastach. Stale też zwiększać się będzie liczba dużych miast, czyli takich, które według nomenklatury ONZ liczą 1 milion i więcej mieszkańców. W połowie 2018 roku takich miast było na całym świecie 548 (w tej liczbie wspomniane wyżej megamiasta z ludnością powyżej 10 mln), a w 2030 roku będzie ich już 706 (w tym 43 megamiast, do których dołączą wtedy także niektóre europejskiej metropolie, takie jak Londyn). </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1210129,trwa-kryzys-demograficzny-w-ciagu-ok-25-lat-w-polsce-bedzie-o-ok-2-8-mln-osob-mniej.html">Trwa kryzys demograficzny. W ciągu ok. 25 lat w Polsce będzie o ok 2,8 mln osób mniej</a></p><p>Dziś najwięcej ludzi mieszka w miastach w Ameryce Północnej (82 proc. populacji tego regionu), Ameryce Łacińskiej i regionie Karaibów (81 proc.). Dopiero na kolejnych miejscach plasuje się Europa (74 proc.), Azja (50 proc.) i Afryka (43 proc.). W tym ostatnim regionie oraz w niektórych krajach w Azji utrzymuje się wysokie tempo przyrostu naturalnego ludności i migracji ludności ze wsi do miast. Dlatego też w obu tych regionach następuje także bardzo szybki rozrost megamiast, w których brak jest wystarczającej infrastruktury transportowej, wodociągowej i elektrycznej oraz w zastraszającym tempie pogarszają się warunki życia w związku z postępującym zanieczyszczeniem powietrza i wody. Przykładem może być nigeryjskie megamiasto Lagos, które w 1960 roku liczyło tylko 200 tys. mieszkańców, w 2008 roku już 8 mln, a obecnie już nieco ponad 20 milionów (według zaniżonych danych Urzędu Statystycznego Nigerii - ok. 13 milionów). Miasto to zajmuje powierzchnię 1000 kilometrów kwadratowych. Większość jego mieszkańców żyje jednak w slumsach i nielegalnie zbudowanych „domkach” z gliny, w których nie ma elektryczności, ani doprowadzonego wodociągu i systemu odprowadzania nieczystości. Ulice tego megamiasta są zatłoczone samochodami nie najnowszej generacji, które przyczyniają się do coraz większego zanieczyszczenia powietrza. Na obrzeżach tego megamiasta na 40-hektarowej działce jest olbrzymie wysypisko. Dziennie przywozi się tu 10 000 ton odpadów i toksycznych śmieci. Można sobie tylko wyobrazić, jak wygląda jakość życia większości mieszkańców Lagos, którego populacja wzrasta w tempie 4 proc. rocznie. Szacuje się, że 2100 roku Lagos będzie zamieszkiwać od 85 do 100 mln ludzi, czyli więcej niż będzie ich wówczas mieszkało w całej Wielkiej Brytanii. Dla porównania w innym afrykańskim megamieście Kinszasie liczba mieszkańców ma zwiększyć się w tym samym okresie z obecnych ok. 13 mln (szacunki oficjalne, wg nieoficjalnych mieszka tam już ok. 16 mln ludzi) do ok. 83 milionów.</p><table style="border: 1px black ; width: 650px;"><tbody><tr><th style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px;" colspan="3">Tabela 1: Największe miasta świata w 2018 roku wg liczby mieszkańców w mln</th></tr><tr><td style="background-color: silver; text-align: center;"><b>Ranking</b></td><td style="background-color: silver; text-align: left;"><b>Miasto </b></td><td style="background-color: silver; text-align: center;"><b>Liczba mieszkańców </b></td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 1. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Tokio </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 37,5 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 2. </td><td style=" text-align: left;"> Delhi </td><td style=" text-align: center;"> 28,5 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 3. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Szanghaj </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 25,6 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 4. </td><td style=" text-align: left;"> Sao Paulo </td><td style=" text-align: center;"> 21,7 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 5. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Mexico City </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 21,6 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 6. </td><td style=" text-align: left;"> Mumbaj </td><td style=" text-align: center;"> 20,8 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 7. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Kair </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 20,1 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 8. </td><td style=" text-align: left;"> Lagos </td><td style=" text-align: center;"> 20,0 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 9. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Dakka </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 19,7 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 10. </td><td style=" text-align: left;"> Pekin </td><td style=" text-align: center;"> 19,6 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 11. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Osaka </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 19,3 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 12. </td><td style=" text-align: left;"> Karaczi </td><td style=" text-align: center;"> 16,1 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 13. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Istambuł </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 14,1 </td></tr><tr><td style=" text-align: center;"> 14. </td><td style=" text-align: left;"> Guangzhou </td><td style=" text-align: center;"> 12,9 </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 15. </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left;"> Kinszasa </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center;"> 12,9 </td></tr><tr><td style=" text-align: left;" colspan="3">Źródło: World Population Prospects, UN, New York 2018. </td></tr></tbody></table><p>Należy zaznaczyć, że w Nigerii współczynnik dzietności wynosi 5,5, a średnia wieku mieszkańca tego kraju to tylko 18 lat. Średnia wieku dla mieszkańców 54 krajów Afryki to jedynie 20 lat, a współczynnik dzietności żyjących tam 500 mln kobiet wynosi 4,4. Dla porównania w Europie wskaźnik ten wynosi tylko 1,5 (a w niektórych krajach nawet 1,3) czyli na 100 kobiet przypada tylko 150 urodzeń żywych, co nie zapewnia reprodukcji prostej ludności. Podobna sytuacja występuje w szeregu innych krajów - np. w przeludnionych Indiach średnia wieku mieszkańca to 25 lat, a w Ameryce Łacińskiej 29 lat.</p><p>Według najnowszych prognoz ONZ liczba ludności świata zwiększy się w ciągu najbliższych 33 lat o 2,9 miliardy i w tym okresie większość populacji świata (ok. 80-85 proc.) będzie mieszkać w miastach. Największy przyrost populacji miejskiej wystąpi w dużych miastach, które już obecnie nie radzą sobie z napływem migrantów z terenów wiejskich, przybywających do miast w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków do życia. Te warunki w wielu megamiastach ulegają jednak z roku na rok pogorszeniu, gdyż władzom takich miast, jak Dżakarta, Mumbaj, Dakka, Delhi czy Pekin brakuje środków na nowe inwestycje w rozwój sieci energetycznej, dróg, transportu, wodociągów i innej infrastruktury, nie wspominając już o budowie mieszkań czy zapewnieniu rosnącej liczbie ludności odpowiedniej liczby szpitali i ośrodków opieki medycznej.</p><p>Rozwoju dużych miast, przyśpieszonego na skutek wewnętrznych migracji ludności, w wielu krajach nie uda się zahamować. Dotyczy to także państw rozwiniętych, w których liczba mieszkańców dużych miast też będzie się zwiększać w znacznie niższym tempie niż w krajach Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej. W niektórych megamiastach, np. w Tokio, będącym największą metropolią świata, liczba mieszkańców będzie się zmniejszać w dużym stopniu z „naturalnych” powodów, związanych z wymieraniem ludzi starszych i zmniejszającą się liczbą ich potomków. W Kopenhadze od kilkunastu lat notuje się stałą liczbę mieszkańców (ok. 1,3 mln) i poziom ten ma się utrzymać do połowy bieżącego stulecia.</p><p>Trudno przewidzieć, czy i jak duże miasta w wielu krajach rozwijających się poradzą sobie z wymuszoną, chaotyczną urbanizacją i napływem coraz liczniejszej rzeszy ludności z obszarów wiejskich. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że wzrost liczby ludności jest zjawiskiem pożądanym dla tworzenia bogactwa, a ludzie osiedlający się w miastach mogą łatwiej niż na terenach wiejskich znaleźć jakąkolwiek pracę. Dla wielu nowych mieszkańców osiedlających się w miastach w Afryce, Azji czy Ameryce Łacińskiej coraz większym problemem może być jednak nie tylko znalezienie dobrej pracy, lecz także godziwych warunków życia. Spora część z nich, jeśli nie większość, skazana będzie na egzystencję w slumsach i wykonywanie tylko dorywczej pracy, bez perspektyw na poprawę swojego losu.</p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1202154,przeludnienie-i-konsumpcja-to-plagi-xxi-wieku.html">Przeludnienie i konsumpcja to plagi XXI wieku?</a></p> Porównanie kont podstawowych. Zobacz, co będzie za darmo, a za co zapłacisz http://forsal.pl/artykuly/1208682,konta-podstawowe-porownanie-od-dzis-konta-za-darmo-ale-z-ograniczeniami.html 2018-08-08T11:26:40Z Od 8 sierpnia banki mają obowiązek oferowania tzw. podstawowego rachunku płatniczego, czyli konta umożliwiającego za darmo realizację kilku podstawowych operacji w miesiącu. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Taki obowiązek przewiduje przyjęta jesienią 2016 r. nowelizacja ustawy o usługach płatniczych. Ona z kolei implementuje zapisy unijnej dyrektywy w sprawie porównywalności opłat związanych z rachunkami płatniczymi, przenoszenia rachunku płatniczego oraz dostępu do podstawowego rachunku płatniczego.</p><p>Zgodnie z przepisami darmowe ma być prowadzenie podstawowego rachunku płatniczego oraz po pięć przelewów i wypłat z bankomatów w miesiącu. To, czy kolejne przelewy będą wiązały się z opłatami, zależy już od decyzji dostawców usług płatniczych, czyli banków i spółdzielczych kas oszczędnościowo-rozliczeniowych. Dostawcy nie mają pełnej swobody w ustalaniu cenników – prowizje nie powinny przekraczać poziomu, jaki w danej instytucji obowiązuje w przypadku najbardziej popularnych produktów. Czyli jeśli w najczęściej wybieranym koncie w danym banku prowizja za przelew w oddziale wynosi 5 zł, to w podstawowym rachunku płatniczym nie może być wyższa.</p><p>To prawdopodobnie powód, dla którego banki – choć uruchomienie podstawowego rachunku płatniczego nie do końca jest w ich interesie – niektóre usługi oferują za darmo bez ograniczeń. Standardem są bezprowizyjne przelewy zlecane w serwisach internetowych czy wypłaty z bankomatów należących do sieci banku (czasami są to maszyny obce, ale na potrzeby tej usługi traktowane jak własne).</p><table style="border: 1px ; width: 650px;"><tbody><tr><th style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; font-size: small;" colspan="7">Oferta podstawowych rachunków płatniczych w bankach</th></tr><tr><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: left; font-size: x-small;" rowspan="2"><b>bank </b></td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small; " colspan="2"><b>6. i następny przelew (zewnętrzny) </b></td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small; " colspan="4"><b>6. i następna wypłata </b></td></tr><tr><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;">w oddziale </td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;"> przez internet </td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;"> w bankomatach własnych </td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;"> jakie sieci są traktowane jako własne </td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;"> w bankomatach obcych </td><td style="border: 1px solid rgb(1, 96, 151); padding:3px; background-color: silver; text-align: center; font-size: x-small;"> karta płatnicza </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Alior Bank </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 8 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Euronet </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Bank BGŻ BNP Paribas </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 6 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Bank BPS </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Planet Cash, bankomaty banków spółdzielczych </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 3%, min. 6 zł </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Handlowy (Citibank) </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 16 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Millennium </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 7,99 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 0 zł w sieci własnej lub 1 zł w sieciach traktowanych jako własne </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Planet Cash, BZ WBK </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> bd </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Ochrony Środowiska </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 8 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> Euronet </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 6 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> bd </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Pekao </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 4,99 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 2%, min. 5 zł </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard Debit Basic </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Pocztowy </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 2 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 2 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Bank Zachodni WBK </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 10 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Visa </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Credit Agricole Bank Polska </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 10 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 3 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> bd </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Euro Bank </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 7 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 1,9 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Visa Electron </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> Getin Noble Bank </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 5,99 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> Euronet, Planet Cash </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 3,5%, min. 5 zł </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> MasterCard </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> ING Bank Śląski </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 9 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Planet Cash </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 2,5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Visa zbliżeniowa </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> mBank </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 0 zł lub 1,3 zł przy wypłatach z własnej sieci na kwotę poniżej 100 zł </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> Euronet, BZ WBK, Planet Cash </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 7 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> Visa Pay Wave </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Nest Bank </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 5 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Visa </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;"> PKO BP </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 5,99 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> - </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> 3%, min. 5 zł </td><td style=" text-align: center; font-size: x-small;"> Visa PKO Ekspress </td></tr><tr><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: left; font-size: x-small;"> Raiffeisen Polbank </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 10 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;">0 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Euronet </td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> 6 zł</td><td style=" background-color: rgb(252, 240, 226); text-align: center; font-size: x-small;"> Visa z paypass </td></tr><tr><td style=" text-align: left; font-size: x-small;" colspan="7">źródło: banki</td></tr></tbody></table><p>Do wyjątków należy tu BGŻ BNP Paribas, który za szóstą i kolejne wypłaty w miesiącu pobierze 5 zł oraz mBank, który stara się zniechęcać klientów do podejmowania niewielkich kwot i życzy sobie 1,3 zł, jeśli klient jednorazowo wypłaca mniej niż 100 zł. Złotówkę z skorzystanie z bankomatu traktowanego jako „własny”, ale w rzeczywistości należącego do sieci Banku Zachodniego WBK lub Planet Cash trzeba zapłacić w przypadku przekroczenia miesięcznego limitu darmowych wypłat w Millennium.</p><p>Większe różnice w cenach pojawiają się przy usługach, które są droższe z punktu widzenia samych banków. Jak w przypadku przelewów zlecanych w oddziałach, które wymagają zaangażowania pracownika placówki. Albo wypłat z obcych bankomatów, gdzie pojawia się opłata na rzecz właściciela sieci tych maszyn.</p><p>Przelewy w oddziale mogą być darmowe – to przypadek mBanku i Banku Pocztowego. Jednak najczęściej cena waha się w przedziale 5-7 zł. Wyraźnie drożej jest w należącym do największych graczy na naszym rynku Banku Zachodnim WBK, Credit Agricole Bank Polska i Raiffeisen Polbanku – tam taka usługa kosztuje 10 zł. I te instytucje przebija Bank Handlowy (Citibank), gdzie za transfer zlecony w oddziale trzeba zapłacić 16 zł.</p><p>W Handlowym za to nic nie kosztuje wypłata z obcych bankomatów (sieć tego banku jest stosunkowo niewielka). Tak samo traktuje klientów Nest Bank. W pozostałych opłaty wynoszą od 2 proc. albo mniej w Euro Banku i Banku Pocztowym do 6-7 zł w Banku Ochrony Środowiska, Raiffeisenie i mBanku. Kilka instytucji wprowadziło opłaty procentowe z dolnym limitem kwotowym. Najwyższą ma Getin Noble Bank – 3,5 proc., minimum 5 zł. Przy wypłacie 100 zł opłata wyniesie 5 zł, ale jeśli zdecydujemy się podjąć 200 zł – już 7 zł, czyli tyle, co w najdroższych bankach ze sztywnymi prowizjami kwotowymi.</p><p>Założenie konta podstawowego wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Część wynika z dyrektywy i ustawy. Część jest wprowadzana przez same banki.</p><p>W pierwszej grupie jest najważniejsza kwestia – darmowe konto przysługuje tylko tym osobom, które nie mają rachunku osobistego. Jeśli posiadacz płatnego ROR chce to zmienić na konto podstawowe, wcześniej musi definitywnie zamknąć ten pierwszy rachunek. Przeniesienie go nie jest możliwe. W nowym koncie trzeba będzie od nowa definiować stałe zlecenia, o nowym numerze poinformować pracodawcę, itp.</p><p>Dodatkowo ponieważ banki będą sprawdzać, czy chętni do otwarcia konta podstawowego, nie mają już innego rachunku, to w większości przypadków sprawy nie uda się załatwić w serwisie internetowym. Wymagana będzie wizyta w placówce.</p><p>Inne ograniczenie wynikające z przepisów – rachunek podstawowy z natury rzeczy obejmuje tylko podstawowe usługi. Nie uzyskamy więc np. możliwości otwarcia debetu w koncie (ale kartę kredytową być może już tak – o ile bank uzna, że to produkt niepowiązany z kontem rozliczeniowym).</p><p>Wreszcie konto podstawowe działa tylko w Europejskim Obszarze Gospodarczym, czyli w krajach Unii Europejskiej oraz w Norwegii, Islandii i Liechtensteinie. Jeśli posiadacz takiego rachunku wyjedzie gdzieś dalej i zechce zapłacić za zakupy kartą – prawdopodobnie to się nie uda.</p><p>Na część ograniczeń decydują się same banki. Mogą one dotyczyć np. kanałów dostępu do obsługi rachunku. W BGŻ BNP Paribas nie ma dostępu do aplikacji mobilnej, do kont oszczędnościowych, lokat terminowych, rachunków walutowych czy kredytu odnawialnego w koncie. W Euro Banku posiadacz rachunku podstawowego w ogóle nie ma dostępu do kanałów elektronicznych – nie zleci transakcji ani przez aplikację mobilną, ani w przeglądarce internetowej. Bank Zachodni WBK zastrzega z kolei, że „podstawowi” klienci nie mają możliwości zmiany rachunku na inny, nie skorzystają też z przelewów natychmiastowych.</p><p>Celem unijnej dyrektywy jest nie tylko doprowadzenie do pełnego ubankowienia obywateli Wspólnoty. Chodziło też – jak wskazuje już sama nazwa nowej regulacji – o ułatwienie klientom instytucji finansowych porównywania konkurencyjnych ofert. Zwiększeniu przejrzystości ma służyć obowiązek publikowania „dokumentów dotyczących opłat”, które mają pokazywać podstawowe prowizje nie tylko w ujęciu jednostkowym, ale także w przeliczeniu rocznym. Krajowe banki już udostępniają takie zestawienia. Nie są one jednak wystandaryzowane w skali całego sektora.</p><p>Takie porównanie powinien zapewnić specjalny serwis internetowy, którego powstanie przewiduje zarówno dyrektywa, jak i nasza ustawa. Porównywarka może być prowadzona przez podmiot prywatny, który przekaże nadzorowi oświadczenie, że spełnia wymogi ustawowe. Jeśli do marca przyszłego roku nie będzie żadnego takiego zgłoszenia, porównywarkę będzie musiała uruchomić sama Komisja Nadzoru Finansowego. – W Urzędzie KNF trwają prace nad wdrożeniem porównywarki – deklaruje jego rzecznik Jacek Barszczewski.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1208393,w-czasach-dobrej-koniunktury-trzeba-obnizac-deficyt-resort-finansow-boi-sie-scenariusza-wegierskiego.html">W czasach dobrej koniunktury trzeba obniżać deficyt. Resort finansów boi się scenariusza węgierskiego</a></p> Czy Facebook pozwala przewidzieć wynik wyborów? Analityk danych: Polubienie nie oznacza oddania głosu [WYWIAD] http://forsal.pl/artykuly/1206228,matuszewski-czy-facebook-pozwala-przewidziec-wynik-wyborow-analityk-danych-polubienie-nie-oznacza-oddania-glosu-wywiad.html 2018-08-07T14:19:56Z Myśląc o mediach społecznościowych i słysząc statystyki idące w dziesiątki tysięcy, można mieć złudne wyobrażenie, że użytkownicy są tam niezwykle aktywni. Tymczasem indywidualne wskaźniki pokazują, że częsta aktywność jest domeną mniejszości - mówi w wywiadzie dla Forsal.pl dr Paweł Matuszewski, socjolog i analityk danych, twórca aplikacji „Wybory samorządowe 2018”. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>Stworzyłeś aplikację, która śledzi zachowania polityczne kandydatów w wyborach samorządowych w Warszawie. Jak ona działa?</b></p><p><a href="https://pawelmatuszewski.shinyapps.io/wyborysamorzadowe18/">Aplikacja</a> pobiera surowe dane, które udostępniają Facebook, Twitter i YouTube. Następnie dokonuje obliczeń i wyświetla przede wszystkim w formie wykresów wybrane statystyki podsumowujące. </p><p><b>Jakie kategorie danych są zbierane?</b></p><p>W przypadku Facebooka są to takie informacje, jak liczba postów zamieszczanych przez kandydatów, liczba polubień, fanów, udostępnień, komentarzy, ile się mówi o poszczególnych kandydatach.</p><p>Jeśli chodzi o Twittera, to są dane, o czym piszą kandydaci, liczba obserwujących, liczba polubień ich tweetów, liczba retweetów, kto ich retweetuje, ale także tweety o samych kandydatach, jakich hashtagów używają tweetujący oraz lokalizacja użytkowników, którzy piszą o kandydatach. </p><p>Z kolei w przypadku serwisu YouTube na razie są to dane o liczbie filmów o kandydatach wraz z datą publikacji, tytułem i opisem, a także statystyki wyświetleń i stosunek kciuków w górę do kciuków w dół. Tych danych jest więcej, ale nie wszystkie są jeszcze uwzględniane przez aplikację. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p><b>Czy aplikacja zajmuje się tylko zbieraniem danych?</b></p><p>Nie, celem aplikacji jest wydobycie wiedzy z surowych danych. W najprostszej formie dotyczy to porównania różnych statystyk. Jednakże oprócz tego aplikacja pokazuje również tematy, które poruszają kandydaci, sentyment wypowiedzi o kandydatach, emocje, które im towarzyszą, a nawet ich wizerunek. </p><p><b>Za pomocą aplikacji zebraliśmy już dane, obrobiliśmy je. Czy następnie możemy je jakoś wykorzystać, aby przewidzieć zachowania wyborcze?</b></p><p>Trzeba pamiętać, że media społecznościowe to tylko jedna z rzeczywistości, w której funkcjonujemy i nie można zaobserwowanych tam zachowań przenosić bezpośrednio na rzeczywistość offline. Jest kilka poważnych zastrzeżeń co do traktowania tego, co tam się dzieje jako prognostyki zachowań wyborczych. Pierwsza kwestia jest taka, że zakres wyborców nie pokrywa się ze zbiorem użytkowników. Na przykład, reagować na posty kandydatów w Warszawie mogą wszyscy z dowolnego miejsca na świecie, ale niekoniecznie są oni osobami, które będą głosować w stolicy. Mimo to będą dawać polubienia, retweetować, pisać komentarze etc., stwarzając być może jedynie złudzenie, że kandydat ma szersze poparcie niż jego konkurencja. Aktywne w internecie mogą też być osoby, które nie mają jeszcze praw wyborczych, pomimo, że są z Warszawy. Wreszcie, to, co się dzieje w sieci, może być efektem działania botów, które np. mogą automatycznie reteetować, lubić i komentować czyjeś wpisy. Wówczas statystyki będą sztucznie zawyżane. </p><p>Druga kwestia dotyczy interpretacji wskaźników. Nie można założyć, że jeśli ktoś polubi, udostępni lub skomentuje określoną liczbę tweetów danego kandydata, to z pewnością na niego zagłosuje. Tego typu aktywność w najlepszym razie może być traktowana jako wyraz preferencji, ale nie może być traktowana na równi z aktem głosowania. </p><p><b>Jeśli aktywność tego typu może być traktowana jako wyraz preferencji, to czy wtedy nie rośnie jednak prawdopodobieństwo zagłosowania na danego kandydata?</b></p><p>Wyobraźmy sobie, że na tydzień przed wyborami wyborca polubi jeden wpis kandydata X i dwa wpisy kandydata Y. Czy to oznacza, że zagłosuje na Y? Być może jest większe prawdopodobieństwo, że tak się stanie, ale operujemy w takiej sytuacji na bardzo małym materiale dowodowym. A tak to często wygląda. W trakcie sześciu tygodni przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. nieznaczna większość, bo 51,4 proc. osób, które było aktywne na stronach partii politycznych i kandydatów na szefa rządu, kliknęło tylko jeden raz przycisk „lubię to”. Większość niczego nie skomentowała. Myśląc o mediach społecznościowych i słysząc statystyki idące w dziesiątki tysięcy, można mieć złudne wyobrażenie, że użytkownicy są tam niezwykle aktywni. Tymczasem indywidualne wskaźniki pokazują, że częsta aktywność jest domeną mniejszości. </p><p><b>No właśnie, a co z tymi, którzy korzystają z mediów społecznościowych, ale są bardziej obserwatorami, niż aktywnymi uczestnikami dyskusji?</b></p><p>Dotykamy tu kolejnego aspektu używania mediów społecznościowych. Nieznany jest odsetek osób, które z nich korzystają, ale nie pozostawiają po sobie żadnego śladu. Zapoznają się oni z różnymi treściami, aktualizują swoje przekonania i być może rozmawiają z innymi ludźmi, wywierając na nich wpływ, ale skala tego zjawiska na podstawie tych danych, które są udostępniane, jest trudna do oszacowania. W kontekście wcześniejszej uwagi można jedynie podejrzewać, że jest to dość liczne grono.</p><p>Następnym problemem jest reprezentatywność. Największy odsetek użytkowników mediów społecznościowych jest wśród osób poniżej 35 roku życia, z wykształceniem wyższym lub z dużych miast. Natomiast przeciętny wyborca wygląda zupełnie inaczej. Do mniej więcej wieku emerytalnego prawdopodobieństwo uczestniczenia w wyborach rośnie wraz z liczbą lat, ale z kolei wraz z nią spada prawdopodobieństwo korzystania z mediów społecznościowych. Inaczej mówiąc, np. na Twitterze mamy nadreprezentację osób młodych, zainteresowanych polityką, wykształconych i z dużych miast w stosunku do tego, kim jest realny wyborca. Ta grupa nie pokrywa się w swojej strukturze ze zbiorem osób, które głosują. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p><b>Czy media społecznościowe w ogóle są dla nas ważnym źródłem informacji o polityce?</b></p><p>Według badań CBOS z 2017 r. niecałe 5 proc. Polaków wskazuje Facebooka jako źródło, po które sięga w pierwszej kolejności, aby zdobyć informacje o polityce i najnowszych wydarzeniach. Podkreślmy, że chodzi o traktowanie Facebooka jako głównego źródła. Nie było to pytanie o ogólne korzystanie z tej platformy. Oznacza to, że te informacje polityczne są zdobywanie najczęściej gdzie indziej: na portalach informacyjnych, które rządzą się innymi prawami niż media społecznościowe, w prasie, telewizji, etc. Media społecznościowe to tylko jeden z obszarów zdobywania takich informacji i jak się okazuje, przynajmniej w przypadku Polski, wcale nie najważniejszy.</p><p><b>Wychodzi na to, że nawet w erze Big Data próba wykorzystania danych z mediów społecznościowych do przewidywania zachowań wyborczych jest dość karkołomna.</b></p><p>Jestem pod tym względem umiarkowanym optymistą. Tak jak wspominałem wcześniej, nie można bezpośrednio przekładać statystyk na wynik wyborczy. Gdyby tak to się odbywało, to w 2015 r. rząd większościowy utworzyłaby Partia Wolność a premierem zostałby Janusz Korwin-Mikke. Tymczasem ugrupowanie to nie dostało się nawet do parlamentu. Istnieją zespoły, także w Polsce, które zajmują się taką predykcją i niektóre nawet odnoszą pewne sukcesy. Najczęściej takie prognozy oparte są na analizie wydźwięku wypowiedzi. Media społecznościowe jednak bardzo dynamicznie się rozwijają i zupełnie inaczej pod tym względem wyglądały wybory w 2011, 2015 i inaczej będą wyglądać wybory obecne i przyszłoroczne. Zmieniają się zarówno statystyki uczestnictwa, jak i same platformy. Facebook pod względem tego, jakie daje możliwości działania i pod względem algorytmów, które działają w jego tle, jest już inną platformą w porównaniu do 2011 a nawet 2015 r. Żeby mówić o sukcesie takich predykcji, trzeba wielokrotnie udowodnić, że stosowane modele dobrze sobie radzą w tak zmiennym środowisku. Pamiętajmy, że nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje prawidłową godzinę. Jednostkowy sukces jest zatem najwyżej zwiastunem, że się idzie w dobrym kierunku, ale nie jest 100 proc. potwierdzeniem, że wszystko działa. Myślę jednak, że w przyszłości, wraz ze wzrostem liczby danych, które będziemy posiadać, będą też rosły szanse na budowę przyzwoicie sobie radzących modeli prognostycznych. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Jako socjolog widzę jednak nie tylko ograniczenia metodologiczne, ale też teoretyczne. Nie jest mi znana żadna praca, która przekonująco wyjaśniałaby, jaki jest związek między danymi w mediach społecznościowych a realnymi zachowaniami wyborczymi. Żyjemy co prawda w erze Big Data, ale uważam, że nie należy tych wielkich zbiorów danych i algorytmów, które je przetwarzają fetyszyzować. Boleśnie się o tym przekonał taki gigant jak Google, któremu wydawało się, że analiza słów wpisywanych w wyszukiwarkę podparta mniej lub bardziej skomplikowanymi modelami prognostycznymi wystarczy, aby przewidzieć zachorowania na grypę. Tylko, że modele prognostyczne stosujące kryteria statystyczne i nie rozumiejące mechanizmów społecznych stojących za przetwarzanymi przez nie danymi, zaczęły pracować na informacjach, które w ludzkim rozumieniu były nieistotne. W konsekwencji program Google Flu Trends zaliczył serię wpadek, przeszacowując m.in. występowanie grypy w sezonie 2012/13 o 50 proc. Nie wystarczy dane przetwarzać, trzeba bardzo dobrze rozumieć, czego one dotyczą.</p><p><b>Z tego wszystkiego wyłania się wręcz ostrzeżenie: obecnie media społecznościowe nie tylko nie pomagają nam przewidzieć zachowań wyborczych, ale mogą istotnie zniekształcać rzeczywistość polityczną. </b></p><p>Zależy jak rozumiemy rzeczywistość polityczną. Istnieje jakiś realny rozkład przekonań politycznych polskich wyborców, a w dniu wyborów widzimy, jakie są preferencje polityczne tych, którzy zdecydowali się zagłosować. Mamy też media społecznościowe i wszystko co się w nich dzieje. Żadna z tych rzeczywistości nie jest bardziej realna od drugiej. Częściowo się one zazębiają, ale nie oznacza to, że się pokrywają. Nie możemy ich ze sobą zestawiać i twierdzić, że to, co się dzieje w jednej będzie miało bezpośrednie odzwierciedlenie w drugiej. Zbyt wiele je od siebie różni.</p><p><b>Wróćmy do stworzonej przez Ciebie aplikacji. Czy zbierane przez nią dane mogą być źródłem informacji, które można wykorzystać w kampanii?</b></p><p>Pisząc tę aplikację, nie celowałem w to, aby stworzyć narzędzie dla sztabów wyborczych. Z tego względu np. pokazywane są dane z ostatnich dwóch tygodni, aby uniemożliwić bardziej wyrafinowane analizy. Chciałem stworzyć raczej narzędzie dla potencjalnych wyborców, którzy chcą się czegoś dowiedzieć na temat kandydatów i co mogłoby im pomóc w podjęciu decyzji wyborczej, czyli np. tego, o czym piszą kandydaci, jakie są ich główne tematy wypowiedzi i na co kładą akcent w swoim programie, z jakim zainteresowaniem się spotykają, jakie są ich słabe a jakie mocne strony. Te wszystkie informacje są zawarte albo wprost w aplikacji, albo aplikacja do nich prowadzi, np. w postaci linków do filmów na YouTube.</p><p><b>Zacznijmy w takim razie od Patryka Jakiego – jakie tematy pojawiają się wokół tego kandydata i czym się wyróżnia? </b></p><p>Na pierwszej stronie aplikacji, gdzie widać, kto i pod jakim względem aktualnie prowadzi, najczęściej pojawiające się nazwisko to Patryk Jaki, ale pojawiają się też inni kandydaci jak Rafał Trzaskowski, Jacek Wojciechowicz, czy Janusz Korwin-Mikke. </p><p>Jeśli chodzi o tematy wpisów na FB i TT, dość łatwo możemy zauważyć, że Patryk Jaki dużo miejsca poświęca spotkaniom z mieszkańcami. W ciągu ostatnich dwóch tygodni dominował temat transportu, zwłaszcza drugiej linii metra, a także sportu i infrastruktury sportowej. Pojawia się także kwestia reprywatyzacji, Hanny Gronkiewicz-Waltz, portu lotniczego i zapóźnień Warszawy w porównaniu do stolic innych krajów. </p><p><b>A co użytkownicy mediów społecznościowych sądzą o Patryku Jakim?</b></p><p>W zakładce dotyczącej jego wizerunku dominują określenia negatywne, co nie jest akurat niczym nadzwyczajnym w przypadku wypowiedzi na temat polityków. Istotne mogą się jednak okazać proporcje i to, czego dotyczą zarzuty. Bycie zarozumiałym („bufon”) nie jest np. uniwersalną cechą, którą wytyka się kandydatom. Z drugiej strony na wykresie znajdują się takie cechy pozytywne, jak rozsądek, inteligencja i kompetencja. </p><p><b>Jak wypada Rafał Trzaskowski?</b></p><p>W przypadku Rafała Trzaskowskiego większość statystyk pokazuje, że dużo osób się nim interesuje, choć są one aktualnie nieco gorsze niż w przypadku Patryka Jakiego. </p><p>W tematach kandydata Koalicji Obywatelskiej dominują teraz inwestycje i Powstanie Warszawskie a także spotkania z wyborcami i nieco rzadziej kwestie związane z wymiarem sprawiedliwości lub manipulacją (akcja „Mów Prawdę”). Wizerunek jest bardzo zbliżony do Patryka Jakiego. Różnice dotyczą np. zarzutu o bierność i nieco inny rozkład akcentów. </p><p><b>Co aplikacja mówi nam o Janie Śpiewaku?</b></p><p>Jan Śpiewak w tym zestawieniu wypada zdecydowanie najmniej korzystnie pod względem statystyk aktywności użytkowników. Kandydat ten ostatnio dużo miejsca poświęcał reprywatyzacji w Warszawie, budowie Parku Centralnego i sprzeciwiał się powstaniu tzw. „Nycz Tower”. Przy wizerunku częściej niż obu poprzednim kandydatom zarzuca się mu bierność. Dość znaczny odsetek wypowiedzi wskazuje na prowokacyjny charakter, co może być związane z niedawną wulgarną wypowiedzią Andrzeja Celińskiego na jego temat. Wyraźnie częściej niż u innych pojawiają się wokół jego nazwiska słowa związane z inteligencją, a także podkreślające niezależność. </p><p><b>W ogólnym zestawieniu na stronie głównej aplikacji widać, że o ile na Facebooku czy Twitterze dominują Patryk Jaki i Rafał Trzaskowski, to już w przypadku YouTube w pewnych kategoriach pojawia się Jacek Wojciechowicz czy Paweł Tanajno. Skąd te różnice między serwisami?</b></p><p>Trzeba pamiętać, jakie dane są zbierane z poszczególnych serwisów. Przypomnijmy, że w przypadku YouTube aplikacja korzysta z oficjalnych kont kandydatów, a nie wszyscy takowe posiadają. Na przykład Patryk Jaki w innych mediach społecznościowych podaje, że jego kanał to PatrykJakiTV, tylko że takiego kanału jak na razie nie ma. Jest tylko kanał prowadzony przez fanów, a ponieważ nie jest to konto oficjalne, to nie wlicza się do statystyk. <br />Na tę chwilę statystyki dla YouTube’a trzeba traktować bardzo ostrożnie, bo w odróżnieniu od Twittera i Facebooka nie ma porównania między oficjalną aktywnością wszystkich kandydatów. </p><p>Ponadto trzeba brać pod uwagę zachowania samych kandydatów. Np. Andrzej Celiński, kiedy był jeszcze kandydatem SLD, zapowiedział, że nie będzie uczestniczył w prekampanii i faktycznie od 23.06. niczego nie zatweetował. Nie mając tej wiedzy można pomyśleć, że polityk mniej angażował osoby, które go obserwują, ale prawda jest taka, że nie było jego wpisów a zatem i reakcji na nie. </p><p><b>Co o kandydatach możemy wyczytać z danych o lokalizacji? Czy ujawniają się tu jakieś zależności?</b></p><p>Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że dane o lokalizacji pochodzą tylko z Twittera. Po drugie, jest to lokalizacja tylko zadeklarowana, a nie taka, jaką np. uzyskuje się na podstawie GPS, ponieważ większość użytkowników Twittera nie udostępnia takich danych. Dlatego trzeba być bardzo ostrożnym z wyciąganiem wniosków. </p><p>Można natomiast wyróżnić trzy grupy użytkowników: tych, którzy deklarują, że są z Warszawy, tych, którzy deklarują, że są spoza Warszawy oraz tych, którzy nie podali żadnej lokalizacji. Wpisy od osób deklarujących, że piszą z Warszawy, w tej chwili stanowią średnio kilkanaście procent ogółu. Pozostałe należą mniej więcej po równo do osób, które mają wpisaną lokalizację inną niż warszawska i do osób, które w ogóle nie mają wpisanej lokalizacji. W związku z tym można przypuszczać, że większość dyskusji wokół aktywności kandydatów jest toczona między osobami spoza Warszawy. Innymi słowy opinie, które można przeczytać, tylko w pewnym, prawdopodobnie niedużym, odsetku należą do osób, które faktycznie oddadzą głos na któregoś z kandydatów, na temat których się wypowiadają. </p><p>Ma to szczególne znaczenie w przypadku wyborów samorządowych, gdzie lokalizacja jest kluczowa i decyduje o miejscu głosowania. Inne znaczenie będzie to miało oczywiście w przypadku wyborów prezydenckich, które mają charakter ogólnopolski. </p><p class="wazne"><em><b>BIO: dr Paweł Matuszewski </b>– socjolog, analityk danych związany z Instytutem Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący zarządu Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Napisał monografię „Cyberplemiona. Analiza zachowań użytkowników Facebooka w trakcie kampanii parlamentarnej” (w druku) oraz „Logika przekonań społecznych” (2017). Jest autorem kilkudziesięciu artykułów z zakresu socjologii polityki, socjologii internetu, socjologii opinii publicznej i metodologii badań społecznych. Twórca aplikacji „Wybory samorządowe 2018”, która śledzi zachowania polityczne kandydatów na prezydenta Warszawy. </em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1120863,michal-rysiek-wozniak-facebook-jest-klasycznym-monopolem-to-sprawa-dla-uokik-wywiad.html">Woźniak: Facebook jest klasycznym monopolem. To sprawa dla UOKiK [WYWIAD]</a></p> Czechy - państwo seniorów. Kraj pilnie potrzebuje nowego systemu emerytalnego http://forsal.pl/artykuly/1202497,czesi-pilnie-potrzebuja-nowego-systemu-emerytalnego.html 2018-08-08T07:52:19Z Populacja Republiki Czeskiej starzeje się w szybszym tempie niż w większości innych krajów europejskich. Przybywa emerytów i rencistów, których utrzymanie (emerytury, renty i opieka socjalno-zdrowotna) staje się coraz większym ciężarem dla budżetu państwa.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W <b>Czechach</b>, podobnie jak w wielu innych krajach wysoko rozwiniętych, stale przybywa ludzi starszych i jednocześnie rodzi się coraz mniej dzieci. W 1990 roku w Czechach żyło 1,3 mln osób w wieku 65 i więcej lat oraz 2,2 mln dzieci w wieku do 15 lat. W połowie 2017 roku seniorów było już 2 mln, a dzieci tylko 1,6 mln. Stanowi to odpowiednio 20 proc. i 15 proc. całkowitej populacji Czech. Od 1990 roku zwiększyła się także średnia wieku mieszkańca Republiki Czeskiej - o 5 lat i osiem miesięcy. Obecnie wynosi 42 lata. Według prognoz czeskich demografów, starszych ludzi będzie przybywać w coraz szybszym tempie. Dotyczy to także osób powyżej 80. roku życia. W 2017 roku żyło w Czechach 400 tys. osiemdziesięciolatków, a w 2030 roku ma ich już być ok. 800 tysięcy. W tym roku przeciętny wiek mieszkańca ma wzrosnąć do 45 lat, a w połowie bieżącego stulecia - do 49 lat.<br /> </p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p><b>Starzenia się społeczeństwa </b>nie należy jednak traktować jako zagrożenia. Jest to bowiem zjawisko naturalne. Rządy wielu państw świata starają się dostosowywać funkcjonujące systemy opieki zdrowotnej i systemy emerytalne do potrzeb coraz liczniejszej rzeszy ludzi starszych. Podobną próbę podejmuje teraz rząd premiera Andreja Babisza, który w ciągu kilku miesięcy swojego urzędowania zdołał już wymienić większość ministrów ze swojej pierwszej ekipy. Reformie dotychczasowego systemu emerytalnego sprzyja dobra koniunktura w czeskiej gospodarce, najniższe wśród wszystkich krajów UE bezrobocie i niski poziom długu publicznego. Pod koniec lipca tego roku w budżecie Czech zanotowano, po kilku chudych latach, nadwyżkę w wysokości 17 mld koron. Nadwyżka te nie jest jednak na tyle duża, aby można było w nieskończoność finansować z budżetu państwa renty i emerytury. </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1186921,spelnia-sie-czarny-scenariusz-krocej-pracujemy-a-emerytury-spadaja.html">Spełnia się czarny scenariusz. Krócej pracujemy, a emerytury spadają</a></p><p>Stąd pilna potrzeba opracowania i wdrożenia w życie nowego, efektywniejszego systemu emerytalnego, opartego – jak postulują nie tylko czescy ekonomiści – o kilka różnych źródeł finansowania wszelkich wydatków związanych z utrzymaniem seniorów. Także eksperci z OECD ostrzegają, że bez zapewnienia dopływu środków na ten cel z kilku różnych „źródeł” czescy emeryci będą skazani na głodowe emerytury. Obecnie bowiem z budżetu państwa przeznacza się na ten cel 43 proc., a przy utrzymaniu dotychczasowego systemu emerytalnego w 2060 roku trzeba będzie na emerytury przeznaczać z budżetu państwa aż 75 proc. W praktyce będzie to niewykonalne. Wydatki z budżetu nie będą w stanie zapewnić w 2060 roku czeskiemu emerytowi środków na przeżycie nawet kilkunastu dni.</p><p>Podobnie jak w wielu innych krajach, w tej liczbie także i w Polsce, <b>czescy emeryci</b> stają się coraz bardziej liczącą się siłą, która wywiera coraz większą presję na podniesienie swoich świadczeń. Są także grupą społeczną, która najliczniej uczestniczy w wyborach. Liczebność tej grupy będzie się z każdym rokiem zwiększać, w odróżnieniu od wysokości świadczeń emerytalnych wypłacanych w Czechach z budżetu państwa. Czeski rząd planuje, że do 2030 na ten cel przeznaczać się będzie 2,5 proc. PKB tego kraju, a dopiero za 12 lat będzie można (lub nie, w zależności od stanu zdrowia czeskiej gospodarki) przeznaczać na ten cel większą część PKB niż tylko 2,5 proc. </p><p>Problemem jest i będzie zmniejszająca się w Czechach, podobnie jak w Polsce i wielu innych krajach, liczba osób pracujących i płacących podatki oraz odprowadzających składki na wypłatę emerytur obecnych seniorów. W Czechach zależność między tymi grupami wynosiła pod koniec 2017 roku 29 proc., ale w 2058 roku sięgnie aż 56,1 proc. Mówiąc inaczej, o ile obecnie na jednego emeryta przypada w Czechach jeszcze trzech pracujących, płacących podatki i odprowadzających składki na ubezpieczenie społeczne, to w połowie bieżącego stulecia na jednego seniora przypadać będzie 1,8 pracujących.</p><p>Niepopularne są w Czechach propozycje nie tyle rozwiązania, ile okresowego złagodzenie skutków kryzysu demograficznego poprzez podniesienie wieku emerytalnego czy też skłonienie młodych kobiet do podejmowania pracy. Ten ostatni postulat może wywołać efekt bumerangu i przyczynić się do zahamowania przyrostu naturalnego ludności. Pracujące młode kobiety później zakładają rodziny i raczej odkładają decyzję o posiadaniu dzieci, często do tzw. wieku średniego, kiedy jest na to za późno. Czescy politycy powielają jednak rozwiązania stosowane w innych krajach i wydają zezwolenia na pracę coraz liczniejszej rzeczy imigrantów z sąsiedniej Słowacji oraz Ukrainy. Kwestią otwartą jest jednak pytanie, czy zagraniczni pracownicy na tyle wzmocnią obecny system emerytalny, że będzie go można utrzymać nawet do połowy bieżącego stulecia?</p><p>Ogromna większość czeskich ekonomistów wypowiada się na ten temat bardzo krytycznie, w odróżnieniu od wielu doradców byłego premiera. Ci ostatni jeszcze do niedawna twierdzili, że istniejący w ich kraju system emerytalny jest stabilny i nie potrzebuje żadnej reformy. Nie twierdzą już tego obecni doradcy premiera Andreja Babisza, ani on sam. W programie swojego drugiego rządu zawarł on jako priorytetowe zadanie gruntownej reformy obecnego, coraz mniej wydolnego systemu emerytalnego. Podstawą tej reformy ma być wyraźne oddzielenie funduszu przeznaczonego na wypłaty emerytur od budżetu państwa oraz ustanowienie "przejrzystych, finansowych relacji między tym funduszem, a budżetem państwa”. Czescy politycy zamierzają utworzyć Państwowy Urząd Emerytalny, który będzie zarządzać zgromadzonymi na funduszu emerytalnym środkami, a społeczeństwo będzie dokładnie i regularnie informowane o tym, gdzie trafiają ich składki na ubezpieczenie społeczne (emerytalne) i w jaki sposób są wykorzystywane.</p><p>W artykule opublikowanym w najnowszym numerze (22) czeskiego tygodnika „Ekonom”, doradca obecnego premiera Czech Jaroslav Ungerman, nie bardzo jednak potrafił wyjaśnić, z jakich nowych źródeł, oprócz składek na ubezpieczenia społeczne, napłyną dodatkowe środki do funduszu emerytalnego. Zasugerował tylko, że chciałby, aby fundusz ten funkcjonował na wzór istniejącego w Czechach Narodowego Funduszu Zdrowia lub… ubezpieczalni. W myśl zasady: co kto sobie wybierze, zostanie mu "przydzielone" po osiągnięciu wieku emerytalnego. Problem w tym, że kwestia odpowiedniego „przydziału” świadczenia emerytalnego budzi zawsze najwięcej kontrowersji.</p><p>Przedstawiony przez Ungermana, dosyć zresztą ogólnikowy zarys proponowanej reformy czeskiego systemu emerytalnego, nie zapewnia pełnej transparentności tego systemu. Jeśli bowiem nad przyszłymi emeryturami będzie sprawować pieczę specjalnie do tego powołany centralny urząd, to trzeba będzie zwiększyć składki na ubezpieczenia społeczne chociażby po to, aby opłacić armię urzędników „zarządzających” gromadzonymi na funduszu emerytalnym środkami. Samo zresztą powołanie takiego urzędu wcale nie rozwiąże kryzysu emerytalnego w Czechach (podobnie zresztą jak nie rozwiązano w ten sposób tego kryzysu w wielu innych krajach). Istniejące problemy związane z rosnącą liczbą emerytów i coraz mniejszą liczbą pracujących na ich emerytury pracowników pozostaną nierozwiązane. Jeżeli nie uda się w Czechach, jak i w większości innych krajów, wygospodarować większych środków finansowych na emerytury z innych źródeł niż do tej pory, trzeba będzie sięgnąć po pieniądze na ten cel do budżetu państwa . Wiele wskazuje na to, że takie „budżetowe” zabezpieczenie będzie miał nadal „reformowany” system emerytalny w Czechach. </p><p>Samo reformowanie, mniej lub bardziej radykalne, istniejących systemów emerytalnych w krajach OECD, do której to organizacji należą także Czechy i Polska, nie rozwiąże problemu niskich emerytur i pogarszającej się relacji między liczbą emerytów i liczbą pracowników. Wielu ekspertów uważa, że aby utrzymać w latach 2017-2050 we wszystkich krajach OECD obecny poziom emerytur, trzeba będzie podnieść wiek pracownika upoważniający do przejścia na emeryturę aż o 8,4 lat! Ta liczba daleko przekracza prognozowane w tym samym okresie wydłużenie przeciętnego trwania życia mieszkańców tych krajów jak również planowanego w wielu projektach reform systemu emerytalnego wydłużenia wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę.</p><p><a href="http://forsal.pl/lifestyle/nauka/artykuly/1198207,czy-czlowiek-osiagnie-dlugowiecznosc-maris-mozemy-dozyc-nawet-500-lat.html" title="Czy człowiek osiągnie długowieczność? Maris: możemy dożyć nawet 500 lat">Czy człowiek osiągnie długowieczność? Maris: możemy dożyć nawet 500 lat</a></p> Czy człowiek osiągnie długowieczność? Maris: możemy dożyć nawet 500 lat http://forsal.pl/artykuly/1198207,czy-rozwoj-nauki-moze-zapewnic-ludziom-dlugowiecznosc.html 2018-08-06T08:20:04Z Izraelski profesor Yuval Noah Harari jest przekonany, że jednym ze sztandarowych projektów współczesnej nauki jest wydłużenie ludzkiego życia. Postęp, jaki dokonuje się w tym obszarze wiedzy, świadczy o tym, że to już nie jest science-fiction.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Bill Maris, były szef funduszu inwestycyjnego <b>Google Ventures</b>, powiedział w 2015 roku w jednym z wywiadów: „jeśli pytacie mnie dzisiaj, czy to możliwe, by dożyć pięciuset lat, odpowiedź brzmi: tak”. W awangardzie starań o osiągnięcie przez ludzi wiecznej młodości znajdują się odważni, nieszablonowi i bezkompromisowi biznesmeni z <b>Doliny Krzemowej</b>. Jak można nie traktować poważnie projektu, w który zaangażowali się tak wpływowi ludzie jak <b>Peter Thiel?</b></p><h2><b>Krok od długowiecznej myszy</b></h2><p>Osiągnięcie przez ludzi nieśmiertelności to ciągle mocno futurystyczna wizja. Naszym kolejnym celem powinno być raczej <b>znaczne wydłużenie życia</b>. W XX wieku udało nam się prawie podwoić średni wiek człowieka – z około 40 do 70 lat. Zakładając, że utrzymamy takie tempo, w XXI wieku powinniśmy zbliżyć się do 150 lat. Jednak jak zauważa wspomniany Harari w książce "Homo Deus. Krótka historia jutra", sytuacja nie jest prosta. Średnia długość życia wzrosła, bowiem nauka, polityka i gospodarka wyeliminowały problem masowych epidemii, wojen oraz głodu, które prowadziły do przedwczesnej śmierci milionów osób. Nauka nie potrafi jednak sprawić, by przeciętny mieszkaniec Zachodu był w stanie przeżyć nawet 100 lat. Tylko pojedyncze osoby osiągają taki wiek.</p><p>Biogerontolog Aubrey de Grey przekonuje jednak, że już stosunkowo <b>niedługo nauka będzie zdolna do zatrzymania albo spowolnienia procesów fizjologicznych, które wywołują degenerację i starzenie się komórek</b>, które przekładają się na upośledzenie lub zatrzymanie pracy organów. Jest twórcą projektu SENS, którego celem jest naprawa zniszczonych molekuł i komórek organizmu. Badacz twierdzi, że już obecnie dysponujemy narzędziami służącymi do walki ze zmianami, które wywołują starzenie się organizmu. Warto tutaj wymienić chociażby wykorzystywanie komórek macierzystych w celu zastępowania obumarłych oraz terapię genową, która zatrzymuje podziały komórek nowotworowych. Za występowanie poważnych chorób odpowiedzialne są w dużej mierze geny ulokowane w komórkowych mitochondriach, które często mutują. De Grey uważa, że należy je przenosić do jądra komórkowego, gdzie będą bardziej bezpieczne. Szkodliwe komórki (np. tłuszczowe) powinny być usuwane z organizmu przez odpowiednio pobudzony system odpornościowy. </p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p>De Grey snuje rozważania, co by było, gdyby udało nam się wydłużyć życie osób (które są obecnie w średnim wieku) o około 30 lat. Trzy dodatkowe dekady życia to dobry wynik. Jednak de Grey zauważa, że w tym myślowym eksperymencie błędnie pomijamy szybki postęp w nauce. Wspomniane 30 lat to w kategoriach akademickich niezwykle długi okres. Bardzo możliwe, że pojawią się w tym okresie terapie, które zatrzymają albo zupełnie wyeliminują proces starzenia się organizmu, czyli korelacji pomiędzy wiekiem a prawdopodobieństwem zgonu oraz wystąpienia śmiertelnych chorób. Kontrowersyjny badacz przywołuje w tym kontekście termin „przełomu naukowego”. Zwraca uwagę, że zawsze następuje po nim okres stopniowego udoskonalania urządzeń, leków czy terapii, co prowadzi w relatywnie krótkim czasie do ich znacznego rozwoju. De Grey twierdzi więc, że osoby, które dożyją pierwszych skutecznych terapii wydłużających egzystencję nawet o relatywnie krótki czas, mają duże szanse, że z każdym kolejnym rokiem będą one udoskonalane, a tempo ich rozwoju będzie na tyle szybkie, że „wyprzedzi” proces starzenia.</p><p>De Grey zauważa, że współczesna <b>nauka zna już wszystkie negatywne procesy</b> (uboczne skutki metabolizmu i prawdopodobne przyczyny występowania patologii), <b>które prowadzą do starzenia się organizmu</b>. Dzieli się je na 7 kategorii, m. in. utratę komórek oraz mutacje w chromosomach i mitochondriach. Współczesna nauka wie już także, jak naprawić wspomniane procesy u myszy. Wdrożenie tych terapii naprawczych (część już została wdrożona) u tych ssaków powinno zdaniem naukowca zająć nie więcej niż 10 lat. Jest jednak jeden warunek: odpowiednio wysokie wydatki na badania. Ile czasu będzie potrzeba na wdrożenie ich u ludzi? Zdaniem Brytyjczyka prawdopodobieństwo zastosowania w ciągu 15 lat terapii, która odniesie pozytywny skutek na ludziach, wynosi aż 50 proc.</p><p>- Gerontologia rozwija się powoli i nie udało się jeszcze w tej dziedzinie dokonać przełomowego odkrycia. Duże firmy technologiczne (jak Facebook czy PayPal) chętnie inwestują w badania nad wydłużeniem życia, ale efekty ich starań są jak dotąd ograniczone – mówi Aleksandra Przegalińska, badaczka sztucznej inteligencji z MIT Center for Collective Intelligence i Akademii Leona Koźmińskiego. Zwraca uwagę na prowadzone przez De Greya badania na myszach w zakresie „metabolicznego odkurzacza”, czyli medycznego procesu metabolicznego oczyszczania z toksyn. Otrzymał na nie pokaźne dofinansowanie.</p><p>Jedną z organizacji zajmującej się badaniami nad przedłużeniem ludzkiego życia jest założona przez de Greya oraz przedsiębiorcę i wynalazcę Davida Gobela Fundacja Matuzalema. Ufundowała ona „Nagrodę Myszy Matuzalema” o wartości 3,5 miliona dolarów, która ma mobilizować uczonych do pracy nad terapiami. Nagrody przyznawane są w dwóch kategoriach: za wyhodowanie najbardziej długowiecznej myszy laboratoryjnej oraz za opracowanie najlepszej strategii odmładzającej.</p><p>Niezwykle ważną naukową postacią interesującą się problemem starzenia jest wszechstronnie wykształcony wynalazca Ray Kurzweil. Ma on zupełnie inny pomysł na osiągnięcie przez ludzkość nieśmiertelności. Uważa, że<b> przeznaczeniem gatunku homo sapiens jest fuzja z maszyną</b>. Najciekawsze idee uczonego zostały opisane w jego książce „Nadchodzi osobliwość”. Kurzweil jest przekonany, że technologia wywrze wcześniej czy później wpływ na ludzkie ciało i mózg. Zapowiada połączenie trzech największych technologii XXI wieku: genetyki, robotyki (sztucznej inteligencji) i nanotechnologii. Zespolenie człowieka z technologią (które nazywa „osobliwością”) ma stać się jego zdaniem faktem do 2045 roku. Według niego pierwszym etapem przemiany będzie przekształcenie „analogowego człowieka” w „Człowieka 2.0”. Jego cechą charakterystyczną ma być układ odpornościowy wyposażony w nanoroboty, których zadaniem będzie niszczenie patogenów, naprawienie DNA i generalnie poprawa fizycznego samopoczucia. Kolejnym etapem będzie już całkowite zespolenie człowieka z maszyną (wersja „Człowiek 3.0”). Chociaż wizje Kurzweila są futurystyczne, to wspomniana nanotechnologia już teraz szybko zyskuje na popularności. Tempo rozwoju innych dziedzin medycyny, które są ściśle powiązane z problemem śmiertelności (przede wszystkim inżynierii genetycznej oraz medycyny regeneracyjnej) także jest imponujące. - Jestem sceptyczna wobec prognoz Kurzweila. Wielu ekspertów specjalizujących się w technologiach przyszłości również uważa, że są zbyt optymistyczne – mówi Przegalińska. Badaczka uważa, że powodzenie wprowadzenia w życie głównych pomysłów Kurzweila (m. in. osiągnięcia przez maszyn inteligencji na poziomie ludzi czy transfer świadomości/umysłu do egzoszkieletów) zależy od wielu czynników, na które nie ma on wpływu, są więc mocno wątpliwe. – Osobliwość może zostać osiągnięta w procesie ewolucyjnym – dodaje badaczka. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj także: <a href="http://forsal.pl/praca/bezrobocie/artykuly/929689,automatyzacja-i-robotyzacja-pracy-wypieranie-ludzi-przez-maszyny-z-rynku-pracy.html">Roboty „idą” po naszą pracę. Polska wśród najbardziej zagrożonych państw</a></p><h2><b>Dolina Krzemowa chce żyć wiecznie</b></h2><p>Serce nauki zorientowanej na uczynienie z człowieka „boga” bije w Dolinie Krzemowej. Google powołało w 2013 roku do życia spółkę <b>Calico</b>, której głównym celem jest „rozwiązanie problemu śmierci”. Już rok wcześniej potentat z branży internetowej zasygnalizował, że niedługo zwróci się „ku przyszłości” człowieka. Dyrektorem ds. inżynierii w firmie został bowiem mianowany… Raymond Kurzweil. </p><p><b>Calico</b> to zdaniem współzałożyciela Google’a Larry’ego Page’a firma, która zajmuje się „zdrowiem, samopoczuciem i długowiecznością”. Kluczowymi postaciami w tej lekko tajemniczej organizacji są Arthur Levinson oraz Cynthia Kenyon. Prof. Kenyon to naukowiec, która specjalizuje się w badaniu procesów starzenia i zarazem założycielka firmy Elixir Pharmaceuticals (której działalność ogniskuje się wokół interesującego nas tematu). Największym naukowym sukcesem Kenyon jest aż dwukrotne wydłużenie za pomocą modyfikacji genetycznych życia nicieni. </p><p>Współzałożyciel i CEO firmy Arthur Levinson to genialny biolog genetyk i niezwykły „człowiek orkiestra”. To były dyrektor generalny i prezes kalifornijskiej spółki Genetech. Firmy, która jest globalnym potentatem w zakresie biotechnologii i może się pochwalić wieloma sukcesami w walce z rakiem. Levinson zasiada od 2000 roku w zarządzie Apple’a. Jest też aktualnym CEO Calico. Współtwórca Google’a Larry Page szacuje, że pierwsze efekty badań tej firmy będzie można ocenić za 10-20 lat. - Celem jest opracowanie terapii przedłużających życie dla ludzi cierpiących na choroby związane z wiekiem. Przyczyni się ona w znaczącym stopniu do przyspieszenia procesu poznawania mechanizmów starzenia się – powiedział Levinson. </p><p>W 2014 roku Calico połączyło siły z firmą farmaceutyczną o profilu badawczym AbbVie. Obie spółki zobowiązały się przeznaczyć na budowę centrum badawczego oraz inwestycje w badania nad lekami przedłużającymi życie ponad miliard dolarów. Calico odpowiada za opracowywanie i testowanie leków w warunkach laboratoryjnych oraz dalszych fazach. AbbVie wspiera twór Google’a w sferach, w których nie ma ono doświadczenia. Ma także odpowiadać za sprzedaż i marketing leków, które trafią do obrotu.</p><p>To samo Google w 2009 roku założyło fundusz inwestycyjny o nazwie <b>Google Ventures</b>, który od 2009 roku nadzorował kolejny gorący zwolennik „walki ze śmiercią” Bill Maris (został odwołany z tej funkcji pod koniec 2016 roku). <b>GV inwestuje aż 36 proc. ze swojego portfolio, które ma wartość dwóch miliardów dolarów, w startupy specjalizujące się w rozwoju nauk przyrodniczych</b>. Jest wśród nich kilka projektów, których głównym zadaniem jest wydłużenie ludzkiego życia. Zadaniem Marisa było wyszukiwanie perełek, które mogą się okazać w przyszłości żyłą złota. Zainwestował w setki tak różnorodnych firm jak Nest Labs (inteligentne domy), Makani Power (latające elektrownie) czy Airware (drony). Jednak branża elektroniczna, nowe technologie i internet to tylko część inwestycji Google’a. Kluczowym obszarem naukowych poszukiwań firmy są zdrowie i metody na przedłużanie życia. Od 2015 roku Calico współpracuje z takimi instytucjami specjalizującymi się w genetyce i badaniu nad procesami starzenia jak Broad Institute of MIT and Harvard, California Institute for Quantitative Biosciences oraz AncestraDNA.</p><p>Nasuwa się w tym miejscu kwestia reakcji branży farmaceutycznej na nowo rozwijające się nauki (i biznesowe branże) oraz jej potencjalnej współpracy z sektorem technologicznym. - Trudno przewidzieć jak zareaguje branża farmaceutyczna. Najprawdopodobniej będzie chciała zagarnąć część szybko rozwijającego się nowego sektora. Zostanie także zapewne zmodyfikowana, a zmiany te obejmą również pokrewne branże, np. kosmetyczną – prognozuje Przegalińska. Sektor farmaceutyczny może jej zdaniem sporo zarobić na rynkowym wdrożeniu terapii wydłużających życie, między innymi nanorobotyki. Czy branża technologiczna i farmaceutyczna wejdą ze sobą w zwarcie? - Spodziewam się raczej współpracy obu branż, a nie ich konfliktu. Obecnie wszystkie sektory gospodarki są penetrowane przez technologie, a można wręcz powiedzieć, że stają się po części technologiczne - dodaje. </p><p>Jednak chyba najpotężniejszym człowiekiem ze świata biznesu, który „chce żyć wiecznie” jest współzałożyciel PayPala i były biznesowy partner Elona Muska. To <b>Peter Thiel</b> ˗ filozof, libertarianin, zadeklarowany gej, nieortodoksyjny chrześcijanin, członek Grupy Bilderberg. - Sądzę, że są trzy główne sposoby podejścia do śmierci – powiedział. – Można ją zaakceptować, można jej przeczyć albo można z nią walczyć. Myślę, że w naszym społeczeństwie dominują ludzie, którzy są skłonni albo do zaprzeczania, albo do akceptacji, ale ja wolę walczyć ze śmiercią – dodał. Majątek Thiela szacuje się na ponad dwa miliardy dolarów, więc trudno nie traktować poważnie jego zainteresowań. Urodzony w Niemczech biznesmen zainwestował w badania de Greya nad ludzkim genomem 6 milionów dolarów. Funduje on także interdyscyplinarne badania, które mają „pokonać śmierć”. Obejmują one m.in. próby opóźnienia procesu starzenia się komórek, eksperymenty z DNA czy prace nad sztuczną inteligencją i łączeniem organizmu ludzkiego z maszynami. – Przedłużanie życia to cel obecny w nauce od zawsze. Sądzę, że ludzie z chęcią wybraliby nieśmiertelność zamiast góry złota. Na poziomie fundamentalnym zmagamy się tutaj z pytaniem o odwracalność procesów starzenia się. Jeśli można zrozumieć systemy biologiczne w ujęciu „informacyjnym”, to może można je przeprogramować? – powiedział Thiel dla „The Telegraph”.</p><p>Nie trudno zauważyć, że najbardziej innowacyjne badania w zakresie przedłużania ludzkiego życia są prowadzone w miejscu, w którym spotykają się dwa czynniki, które wybitnie im sprzyjają. To duża ilość gotówki i wysoka tolerancja ryzyka. Uosobieniem tego nastawienia jest Elon Musk, który właściwie od podstaw stworzył za własne pieniądze (w dużej mierze, szczególnie na początkowym etapie rozwoju firm) trzy firmy działające w tak innowacyjnych i konkurencyjnych sektorach jak przemysł kosmiczny (SpaceX), OZE (Solar City) oraz auta elektryczne (Tesla).</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1087226,nowy-jork-stolica-trzeciego-swiata-dubaj-miasto-przyszlosci-zachod-staje-sie-peryferiami-wschodu.html">Nowy Jork - stolica Trzeciego Świata, Dubaj - miasto przyszłości. Zachód staje się peryferiami Wschodu</a></p><h2><b>Czas na życie</b></h2><p>Wybiegnijmy w przyszłość i popuśćmy wodze fantazji. Zastanówmy się, <b>jakie społeczne, ekonomiczne i psychologiczne skutki miałoby wydłużenie ludzkiego życia średnio do 150 lat.</b> Rozważania, które mogą być odpowiedzią na te pytania, pojawiły się we wspomnianej książce „Homo Deus. Krótka historia jutra” Harariego. - Z procesem wydłużania życia mamy do czynienia już od dawna, a średnia długość życia kobiet zbliża się do 90 lat – zauważa Przegalińska. Natomiast izraelski profesor zaznacza, że człowiek wcale nie dąży do nieśmiertelności, a a-śmiertelności. Przyszli superludzie nie będą wolni od śmierci. Nawet jeśli ich organizmy nie będą się starzeć, to będą mogli zginąć w wypadku samochodowych albo zamachu terrorystycznym. Niesie to ze sobą istotne implikacje. Może bowiem uczynić z człowieka przyszłości istotę niezwykle ostrożną i unikającą ryzyka. Współczesny homo sapiens podejmuje wykalkulowane, racjonalne ryzyko, bowiem ma świadomość, że długość jego życia jest ograniczona do pewnych ram. Ale kto chciałby uprawiać sporty ekstremalne, gdyby potencjalną stawką było życie bez końca?</p><p>Harari przewiduje, że wydłużenie życia (dwukrotne, czyli powiedzmy do 150 lat) zrewolucjonizowałoby ludzkie społeczeństwo. Uwolniłoby nas przede wszystkim od naturalnego cyklu biologicznego, który każde nam w ciągu pierwszych czterech dekad życia założyć rodzinę i spłodzić potomstwo. Po osiągnięciu przez dzieci pełnoletniości człowiek znajduje się już w podeszłym wieku i jego organizm nie jest zdolny do dalszego rozwoju (jakkolwiek rozumianego). Kobieta, która urodziłaby dziecko w wieku 30 lat, wciąż miałaby przed sobą 120 lat życia. Mało prawdopodobne, że poświęciłaby całe na wychowywanie dzieci. Mało prawdopodobne też, by w takich warunkach nadal obowiązującym modelem relacji było małżeństwo trwające całe życie.</p><p><b>A co z rynkiem pracy? </b>Biorąc pod uwagę tempo rozwoju technologii i głębokie zmiany, jakie żłobi ona w rynku pracy, oczywiste jest, że wydłużenie życia zmusiłoby nas do wykonywania wielu różnorodnych prac i ciągłego nabywania nowych umiejętności. Poza tym o pracę rywalizowaliby przedstawiciele wielu pokoleń – co wynikłoby ze zderzenia ich skrajnie odmiennych światopoglądów i zawodowej mentalności? To tylko kilka pytań, na które nie mamy oczywiście dzisiaj dobrych odpowiedzi. </p><p>Wynalezienie leku lub terapii, które wydłużyłby ludzkie życie to z pewnością żyła złota. W tej chwili to odległa perspektywa, więc najpotężniejsze firmy świata nie zainteresowały się jeszcze na dobre problemem. Jednak to biznes przyszłości. Google już to wie. Harari jest przekonany, że wojna ze śmiercią to jeden z największych projektów ludzkości XXI wieku. Bo jak powiedział Bloombergowi Maris: „lepiej żyć, niż umierać”.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj również: <a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1091807,czy-ekonomia-wspolpracy-zagraza-tradycyjnym-firmom-i-wlasnosci.html">Uberyzacja pracy to pułapka? Może wywołać falę prekaryzacji</a></p> Włosi odstępują od budowy tunelu w Świnoujściu. Branża w coraz większych tarapatach http://forsal.pl/artykuly/1202305,tunel-w-swinoujsciu-wlosi-odstepuja-od-budowy-branza-w-coraz-wiekszych-tarapatach.html 2018-08-03T14:19:59Z Włoska firma Astaldi zrezygnowała z wartego 727 mln zł kontraktu na budowę tunelu w Świnoujściu. Firmy budowlane coraz głośniej narzekają na galopujące ceny i brak realnej waloryzacji kosztów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Półtorakilometrowy <b>tunel </b>pod rzeką Świną ma być kluczową inwestycją dla<b> Świnoujścia. </b>Zmotoryzowani mieszkańcy i turyści wreszcie mieli przestać czekać w ogromnych kolejkach przed przeprawami promowymi. Budowa podziemnego przejazdu znowu odsunie się jednak w czasie. <a href="http://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1201784,swinoujscie-firma-astaldi-wycofala-sie-z-budowy-tunelu-pod-swina.html">Z wartego 727 mln zł kontraktu właśnie zrezygnował zwycięzca przetargu</a> – <b>włoska spółka Astaldi</b>, jedna z większych firm budowlanych w Europie i kluczowy wykonawca tuneli. Firma już na początku lipca miała podpisać kontrakt. Zwlekała z decyzją, a teraz ostatecznie wycofała się z inwestycji. Tym samym straciła 10 mln zł wpłaconego wadium. Uznała jednak, że podjęcie się tego przedsięwzięcia grozi jej znacznie większymi stratami. Powód? Firma przywołuje argumenty, których coraz częściej używa także wiele innych wykonawców w Polsce. To przede wszystkim brak rzeczywistej waloryzacji kosztów robót w Polsce. Według Astaldi wzrosły one w ostatnim czasie o 30 proc. Przede wszystkim wyraźnie wzrosły ceny wielu materiałów. Rosną także płace. To dla firm duży problemem w przypadku długiego czasu od złożenia oferty do rozpoczęcia prac. W przypadku tunelu w Świnoujściu ten okres to dwa lata. </p><p>Astaldi boi się też ryzyka wydłużania procedur rozliczania robót dodatkowych. Problemem mają być również braki niektórych materiałów i niedobór pracowników. Być może na decyzję Włochów wpłynął też fakt, że firma jest w trakcie zmian właścicielskich. 18 proc. udziałów ma objąć japońska spółka IHI Corporation. </p><p><a href="http://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1200941,rzad-doplaci-do-budowy-mostow-powstana-az-trzy-nowe-przeprawy-w-rejonie-warszawy.html">Rząd dopłaci do budowy mostów. Powstaną aż trzy nowe przeprawy w rejonie Warszawy?</a></p><h2><b>Co dalej z tunelem?</b></h2><p>Teraz Świnoujście wspólnie z inwestorem zastępczym, Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, będzie musiało wskazać nowego wykonawcę. W przetargu kolejną ofertę cenową złożyło konsorcjum, którego liderem jest firma Porr. Za roboty chciała otrzymać 793 mln zł. Wkrótce okaże się, czy podejmie się robót. </p><p>Kłopoty ze znalezieniem wykonawcy oznaczają, że inwestycja znacznie się przesunie. Jeszcze dwa lata temu zakładano, że tunel będzie gotowy w 2021 roku. Teraz <b>zagrożony jest ostatnio zapowiadany termin – 2022 rok</b>. </p><p>Tymczasem podobnych rezygnacji z kontraktów ostatnio jest więcej. Niedawno z podpisania kontraktu na budowę trasy S7 pod Krakowem wycofała się Polaqua. Wcześniej z budowy drogi S61 koło Łomży zrezygnowała firma Impresa Pizzarotti. Kilka miesięcy temu z przetargu na budowę S3 pod granicą z Czechami wycofał się Budimex, który zgłosił najniższą cenę. </p><h2><b>Rośnie ryzyko realizacji kontraktów drogowych</b></h2><p>Jan Styliński prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa przyznaje, że ryzyko przy realizacji kontraktów drogowych w ostatnim czasie jest coraz większe. – Astaldi to duża firma, która nie ma problemów finansowych. Realnie oceniła, że przy wzroście kosztów na tym kontrakcie może stracić – mówi. – To kolejny przykład, że wreszcie potrzebne jest wprowadzenie realnych mechanizmów waloryzacji kontraktów. Strona publiczna nie dość, że przerzuca na wykonawców koszty wzrostów cen, to na dodatek sama jest beneficjentem podwyżek. Dobry przykład to asfalt, który w tym roku podrożał o 25 proc, a jego produkcją zajmują się przede wszystkim dwie firmy kontrolowane przez państwo (Orlen i Lotos).</p><p>Styliński dodaje, że w większości krajów na zachodzie Europy działają mechanizmy, które pozwalają na waloryzację kontraktów w przypadku wyraźnego wzrostu cen materiałów czy robocizny. </p><p>Kłopoty branży budowlanej a także duża liczba zleceń powodują, że w niektórych przetargach nie pojawiają się żadne oferty lub zgłaszane ceny znacznie przekraczają kosztorys. Z takim problemem ostatnio coraz częściej zmaga się spółka PKP Polskie Linie Kolejowe, która na modernizację torów do 2023 r. ma do wydania 66 mld zł. Z powodu braku zadowalających ofert w ostatnim czasie często jest zmuszona unieważniać przetargi. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1200854,slynna-zapora-hoovera-moze-stac-sie-magazynem-energii.html">Słynna zapora Hoovera może stać się magazynem energii</a></p> Przeludnienie i konsumpcja to plagi XXI wieku? http://forsal.pl/artykuly/1202154,przeludnienie-i-konsumpcja-to-plagi-xxi-wieku.html 2018-08-06T19:26:32Z Mieszkańcy „zamożnej północy” z niepokojem spoglądają np. na bardzo szybko rosnącą populację Afryki Subsaharyjskiej. Tymczasem niektórzy naukowcy uważają, że podobnym problemem jest poziom konsumpcji w krajach rozwiniętych gospodarczo. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W skali Europy powszechnym problemem jest starzenie się społeczeństw oraz depopulacja niektórych obszarów. Dlatego wielu Europejczyków nawet nie zdaje sobie sprawy, jak szybki jest wzrost ogólnej liczby ludności na naszej planecie. Obecnie liczba mieszkańców Ziemi przekracza już 7,6 miliarda. Taka sytuacja w połączeniu z prognozami dalszego wzrostu populacji w krajach słabo rozwiniętych gospodarczo, nie wróży dobrze m.in. pod kątem pokoju oraz stanu środowiska naturalnego. </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1186921,spelnia-sie-czarny-scenariusz-krocej-pracujemy-a-emerytury-spadaja.html">Spełnia się czarny scenariusz. Krócej pracujemy, a emerytury spadają</a></p><h2><b>Populacja Czarnej Afryki podwoi się do 2050 roku</b></h2><p>Przykład Afryki Subsaharyjskiej jest często używany w kontekście problemów z bardzo szybkim <b>wzrostem populacji</b>. Warto przypomnieć, że pojęcie „Afryka Subsaharyjska” obejmuje wszystkie kraje Czarnego Kontynentu położone na południe od Sahary. Ten obszar zmagający się z biedą oraz brakiem stabilizacji politycznej, często bywa nazywany również Czarną Afryką. Pomimo wszelkich problemów widocznych na terenie Afryki Subsaharyjskiej, wiele aspektów życia tamtejszych mieszkańców znacząco się poprawiło. Przykład stanowią m.in. postępy związane z popularyzacją szkolnictwa oraz opieką medyczną. W kontekście dostępu do służby zdrowia warto nadmienić, że na terenie Czarnej Afryki wskaźnik śmiertelności niemowląt spadł o około połowę w latach 1960 - 2000. Za tą zmianą nie poszło jednak w parze odpowiednie ograniczenie dzietności kobiet. W niektórych krajach z analizowanego regionu, wskaźnik dzietności nadal kształtuje się na poziomie 6,0 - 8,0. Na terenie całej Afryki Subsaharyjskiej, analizowany wskaźnik od 1960 r. do 2000 r. zmniejszył się tylko o 13% (jego obecna wartość to 4,9).</p><p>Poniższy wykres prezentujący prognozy demograficzne dla krajów Czarnej Afryki dobrze pokazuje, jakie mogą być konsekwencje zbyt powolnego spadku dzietności i wydłużającej się długości życia. Jak nietrudno zauważyć, Bank Światowy zakłada szybki i liniowy wzrost populacji Afryki Subsaharyjskiej do 2050 r. Liczba ludności tego obszaru ma się zwiększyć z 1,1 mld (w 2018 r.) do 2,2 mld (2050 r.). Warto pamiętać, że prognoza Banku Światowego uwzględnia tylko czynniki demograficzne i nie bierze pod uwagę np. skutków wojen, które mogą wynikać z przeludnienia dogodnych rolniczo obszarów oraz rywalizacji o cenne zasoby (w tym wodę nadającą się do picia). Istnieją uzasadnione obawy, że zbyt szybki wzrost liczby ludności zdestabilizuje Czarny Kontynent i będzie fatalny w skutkach dla cennych przyrodniczo obszarów (m.in. wilgotnych lasów równikowych). Mieszkańcy Starego Kontynentu, nie bez przyczyny obawiają się kolejnego problemu, jakim będzie potężna presja emigracyjna w kierunku Europy. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b> Czy Polaków powinno być tylko 18 milionów?</b></h2><p>Warto zdawać sobie sprawę, że z punktu widzenia niektórych naukowców gwałtowny wzrost populacji w Afryce nie jest jednym problemem dotyczącym liczby ludności świata. Organizacje promujące zrównoważony rozwój naszej planety, zwracają uwagę na kwestię bardzo dużej konsumpcji w krajach rozwiniętych gospodarczo. Jeden z najbardziej popularnych przykładów wskazuje, że do zapewnienia każdemu mieszkańcowi globu takiego poziomu życia oraz konsumpcji, jaki posiada przeciętny mieszkaniec USA, potrzeba byłoby pięciokrotności zasobów odnawialnych i nieodnawialnych naszej Ziemi. </p><p>Bardzo ciekawa wydaje się również koncepcja tzw. <b>śladu ekologicznego,</b> czyli wskaźnika porównującego poziom zużycia odnawialnych zasobów naturalnych z możliwościami ich pełnego odtworzenia. W przypadku krajów słabo rozwiniętych, taki poziom śladu ekologicznego jest bardzo niski. Mimo tego obliczenia organizacji Population Matters wskazują, że graniczna liczba mieszkańców Ziemi pozwalająca na pełne odtwarzanie zasobów naturalnych, aktualnie wynosi tylko 4,3 mld (przy obecnym spożyciu mięsa i poziomie technologii). Analogiczny wynik dla całej Afryki to 0,9 mld. Z bardzo dużymi różnicami pomiędzy wielkością optymalnej ekologicznie i aktualnej populacji, mamy do czynienia m.in. w Chinach, Indiach oraz wielu krajach rozwiniętych gospodarczo (np. USA, Niemcy, Wielka Brytania i Japonia). Dane Population Matters dla Polski wskazują, że optymalna ekologicznie populacja naszego kraju wynosi około 18 mln mieszkańców. Ta liczba zakłada obecny poziom konsumpcji oraz technologii, samowystarczalność kraju w zakresie wykorzystania odnawialnych zasobów przyrodniczych i możliwość ich pełnego odtworzenia. Podanych wyników oczywiście nie należy traktować jako apelu zachęcającego do radykalnej depopulacji krajów lub obniżenia standardu życia ich obywateli. Obliczenia bazujące na koncepcji śladu ekologicznego są wykonywane, aby lepiej pokazać problem związany z eksploatacją zasobów naszej planety. </p><p><a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1196506,ukraina-zostanie-bez-pracownikow-deficyt-rak-do-pracy-sie-poglebia.html">Ukraina zostanie bez pracowników? Deficyt rąk do pracy się pogłębia</a></p><p><em><b>Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl</b></em></p> Ukraina zostanie bez pracowników? Deficyt rąk do pracy się pogłębia http://forsal.pl/artykuly/1196506,ukraina-zostanie-bez-pracownikow-deficyt-rak-do-pracy-sie-poglebia.html 2018-08-01T09:23:45Z Masowa imigracja zarobkowa z Ukrainy, wpływa nie tylko na nasz krajowy rynek pracy. Wielu ukraińskich przedsiębiorców skarży się na coraz bardziej dotkliwy brak pracowników. Stąd pomysły zatrudniania emerytów np. w roli kierowców. Sytuacja związana z deficytem pracowników może się jeszcze pogorszyć. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Niedawne badanie sygnalizuje bowiem gotowość kolejnych 10% Ukraińców do wyjazdu zarobkowego. Emigrację zarobkową rozważają nie tylko osoby mieszkające w zachodniej części Ukrainy. Wzrost liczby emigrantów dodatkowo pogorszy prognozy demograficzne dla Ukrainy, które już wcześniej były pesymistyczne. </p><h2><b>Mieszkańcy wschodniej części Ukrainy także chcą wyjeżdżać</b></h2><p>Osoby zainteresowane tematem emigracji zarobkowej Ukraińców, nie powinny sugerować się danymi, które regularnie prezentuje Państwowy Urząd Statystyczny Ukrainy. Oficjalne dane wspomnianego urzędu pokazują bowiem dodatnie saldo migracji dla całego kraju. O wiele bardziej wiarygodne są wyniki badania przeprowadzonego w połowie 2017 r. na zlecenie Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (ang. International Organization for Migration - IOM). To badanie wskazuje, że rok temu poza granicami pracowało około 915 000 ukraińskich emigrantów zarobkowych. Podany wynik wydaje się dość wiarygodny zważywszy na fakt, że wielu Ukraińców tylko na część roku wyjeżdża do pracy w innym kraju (głównie w Polsce). </p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p>Zdaniem ekspertów <a href="https://rynekpierwotny.pl/">portalu RynekPierwotny.pl</a> bardziej szczegółowe wyniki analizy IOM potwierdzają, że emigracja zarobkowa wywiera znaczący wpływ na rynek pracy w całej Ukrainie (patrz poniższa tabela). Wbrew temu co może sądzić wiele osób, wyjazdy zarobkowe nie są zjawiskiem typowym tylko dla zachodniej Ukrainy. Po sprawdzeniu informacji dotyczących 25 jednostek administracyjnych (Kijowa oraz 24 obwodów) okazuje się, że największy udział w łącznej liczbie ukraińskich emigrantów zarobkowych, mają osoby pochodzące z następujących terenów: </p><ul><li>obwód rówieński (zachodnia Ukraina)</li><li>obwód zakarpacki (zachodnia Ukraina)</li><li>obwód połtawski (centralna Ukraina) </li><li>obwód iwanofrankowski (zachodnia Ukraina)&#160;</li><li>obwód charkowski (wschodnia Ukraina)&nbsp;</li><li>obwód winnicki (centralna Ukraina)</li><li>obwód żytomierski (centralna Ukraina)</li><li>obwód czerkaski (centralna Ukraina)</li></ul><p>Rola centralnej i wschodniej Ukrainy w kontekście migracji może wzrosnąć. Sugerują to wyniki badania IOM zaprezentowane w poniższej tabeli. Wspomniana instytucja w połowie 2017 r. podsumowała łączny udział emigrantów zarobkowych i osób zamierzających wyjechać w najbliższej przyszłości. W przypadku obwodu charkowskiego położonego na wschodzie kraju i liczącego oficjalnie 1,9 mln mieszkańców, taki wynik oscylował na poziomie 10% całej populacji. Z punktu widzenia ukraińskich pracodawców, jeszcze bardziej niepokojące wydają się dane dotyczące obwodu tarnopolskiego i zakarpackiego. W połowie 2017 r. z tych obwodów chciało wyjechać za granicę albo już wyjechało ponad 20% wszystkich mieszkańców (patrz tabela). </p><h2> <b>Emigracja tylko pogorszy wcześniejsze prognozy demograficzne</b><br /> </h2><p>Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl zgodnie z wynikami ubiegłorocznej analizy przeprowadzonej przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji, chęć wyjazdu zarobkowego w najbliższej przyszłości deklarowało około 10% Ukraińców. Gdyby te wszystkie osoby wyjechały, to ukraińską gospodarkę czekałaby katastrofa. W tym kontekście warto pamiętać, że obecna stopa ukraińskiego bezrobocia wynosząca 9% - 10% jest najprawdopodobniej zawyżona. Część Ukraińców wyjeżdzających do pracy za granicę, może figurować w urzędowej ewidencji jako osoby bezrobotne. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1191155,polska-otwiera-sie-na-obcych-nowa-polityka-migracyjna-ma-kosztowac-2-9-mld-zl.html">Polska otwiera się na obcych. Nowa polityka migracyjna ma kosztować 2,9 mld zł</a></p><p>Ukraińscy pracodawcy nie mają powodów do optymizmu, bo emigracja zarobkowa dodatkowo przyspieszy długookresowe zmiany demograficzne. Oficjalne prognozy (nie uwzględniające skutków emigracji zarobkowej) wskazują, że ludność w wieku 15 lat - 64 lata obecnie stanowi 67% całej ukraińskiej populacji. Wynik z 2018 r. będzie systematycznie spadał przez kolejne lata (patrz poniższy wykres). Równocześnie nastąpi wzrost udziału osób w wieku min. 65 lat. Do 2030 r. grupa takich najstarszych Ukraińców ma powiększyć się o 0,9 mln. Grupa osób w wieku 15 lat - 64 lata zmaleje natomiast o 3,4 mln (do 2030 r.). Te prognozowane zmiany demograficzne mogą mieć większą skalę, jeżeli spora część ukraińskich emigrantów zarobkowych osiedli się w miejscu obecnej pracy. <br /> </p><p><em><b>Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl</b></em></p> Warszawa kontra europejskie metropolie. Ranking siły nabywczej i kosztów najmu http://forsal.pl/artykuly/1196491,warszawa-kontra-europejskie-metropolie-ranking-sily-nabywczej-i-kosztow-najmu.html 2018-07-31T08:10:00Z Znana korporacja finansowa UBS co pewien czas przeprowadza kompleksowe badanie zarobków i warunków życia w najważniejszych miastach naszego globu. Do grona takich globalnych metropolii jest zaliczana również Warszawa. Warto zatem sprawdzić, jak polska stolica prezentuje się w najnowszym badaniu UBS („Prices and Earnings 2018”). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Szczególnie ciekawe wydaje się porównanie Warszawy z innymi europejskimi miastami pod względem siły nabywczej zarobków. Interesujące spostrzeżenia dotyczą również kosztów najmu. </p><h2><b>Polska stolica wypadła lepiej niż Praga, Wilno, Ateny oraz Lizbona </b></h2><p>Na wstępie warto nadmienić, że badanie siły nabywczej zarobków jest tylko jednym z elementów raportu „Prices and Earnings”. Eksperci UBS w ramach wspomnianej analizy, sprawdzają m.in. średnie zarobki brutto i netto osób zatrudnionych na różnych stanowiskach. Indeks siły nabywczej dotyczący poszczególnych metropolii, oprócz płac uwzględnia również różnice w cenach wystandaryzowanego koszyka dóbr i usług. Najbardziej wiarygodna wydaje się ta wersja indeksu siły nabywczej, która obejmuje dochód netto pracowników oraz godzinowe stawki za pracę. </p><p>Jak wskazuje <a href="https://rynekpierwotny.pl/">portal RynekPierwotny.pl</a> ze względu na globalny charakter analizy przygotowywanej przez UBS, eksperci tej firmy traktują Nowy Jork jako punkt odniesienia dla wszystkich światowych metropolii. Z perspektywy mieszkańców Polski, ważniejsze wydaje się jednak porównanie dotyczące tylko wiodących miast Starego Kontynentu. Dzięki samodzielnym przeliczeniom wykonanym na podstawie danych UBS można sprawdzić, jak poszczególne europejskie metropolie pod względem siły nabywczej zarobków prezentują się w relacji do Warszawy. Poniższy wykres przedstawia odpowiednie informacje na ten temat dotyczące 2018 r. Trzeba zwrócić uwagę, że wynik z Warszawy posłużył jako punkt odniesienia dla pozostałych miast (Warszawa - wartość indeksu siły nabywczej równa 100). </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/prawo/artykuly/1188667,bedzie-jednolity-standard-wyceny-mieszkan-i-domow.html">Będzie jednolity standard wyceny mieszkań i domów</a></p><p>Wyniki obliczeń ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że polska stolica prezentuje się całkiem dobrze na tle innych europejskich metropolii. Taka realistyczna ocena oczywiście uwzględnia historyczne różnice pomiędzy poziomem rozwoju gospodarczego Polski i najzamożniejszych państw Starego Kontynentu. Po wykorzystaniu danych z 2018 r. okazało się, że Warszawa pod względem przeciętnej siły nabywczej godzinowych zarobków netto wyprzedziła następujące miasta: </p><ul><li>Kijów (indeks siły nabywczej = 44 = 44% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Zagrzeb (indeks siły nabywczej = 59 = 59% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Bukareszt (indeks siły nabywczej = 69 = 69% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Ryga (indeks siły nabywczej = 69 = 69% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Budapeszt (indeks siły nabywczej = 70 = 70% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Bratysława (indeks siły nabywczej = 71 = 71% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Moskwa (indeks siły nabywczej = 77 = 77% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Sofia (indeks siły nabywczej = 80 = 80% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Ateny (indeks siły nabywczej = 81 = 81% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Praga (indeks siły nabywczej = 87 = 87% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Wilno (indeks siły nabywczej = 91 = 91% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li><li>Lizbona (indeks siły nabywczej = 97 = 97% siły nabywczej zarobków z Warszawy)</li></ul><p>Wyprzedzenie przez Warszawę takich miast jak Praga, Lizbona lub Ateny w wiarygodnym rankingu siły nabywczej to sytuacja, która z pewnością może cieszyć. Z drugiej strony, zdaniem portalu RynekPierwotny.pl trzeba jednak pamiętać, że polska stolica w rankingu 30 analizowanych metropolii ulokowała się na 18 miejscu. Nie stanowi to jednak zaskoczenia dla osób znających realia ekonomiczne w Europie. Dystans polskiej stolicy do przykładowego Madrytu (wynik: 139% siły nabywczej zarobków z Warszawy), na pewno wydaje się mniej deprymujący niż różnice dotyczące liderów rankingu takich jak Berlin (wynik: 207% siły nabywczej zarobków z Warszawy), Genewa (wynik: 246% siły nabywczej zarobków z Warszawy) oraz Luksemburg (wynik: 261% siły nabywczej zarobków z Warszawy). </p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p><a href="http://forsal.pl/biznes/aktualnosci/artykuly/1181860,czy-amazon-zrujnowal-seattle-wielkie-inwestycje-to-tez-nowe-problemy.html">Czy Amazon zrujnował Seattle? Wielkie inwestycje to też nowe problemy</a></p><h2><b>Koszty najmu są zbyt wysokie w Dublinie, Paryżu oraz Londynie</b></h2><p>Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwrócili szczególną uwagę również na dane UBS dotyczące poziomu cen z metropolii. Wskazują one na przykład, że niższa pozycja rankingowa Pragi (w stosunku do Warszawy), wynika z dość wysokich cen w czeskiej stolicy. Praga nie jest jednak miastem, w którym koszty wynajmu mieszkań kształtują się na bardzo wysokim poziomie w stosunku do zarobków. Dane UBS pozwalają na wskazanie metropolii nieprzyjaznych dla najemców. Na takie miano zasługuje Paryż, Luksemburg, Londyn, Dublin oraz Moskwa. W przypadku Warszawy, koszty najmu są bardziej dopasowane do siły nabywczej zarobków i ogólnego poziomu cen „pozamieszkaniowych” dóbr oraz usług. Mieszkańcy naszej stolicy wynajmujący lokum, mogą jednak zazdrościć najemcom z Bukaresztu, Sofii, Bratysławy, Wilna oraz Zagrzebia. We wszystkich wymienionych miastach, najem mieszkania jest wyraźnie tańszy względem wysokości zarobków i ogólnego poziomu cen. </p><p> <em><b>Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl</b></em></p> Strajk w LOT jednak możliwy? Sąd Apelacyjny odrzucił zabezpieczenie uniemożliwiające protest http://forsal.pl/artykuly/1191833,strajk-w-lot-jednak-mozliwy-sad-apelacyjny-odrzucil-zabezpieczenie-uniemozliwiajace-protest.html 2018-07-26T16:53:09Z Wraca temat strajku w PLL LOT. Sąd Apelacyjny właśnie odrzucił zabezpieczenie, które uniemożliwiało protest. Czy piloci wstrzymają się od pracy? ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>O postanowieniu sądu poinformował na Twitterze Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych. „Sąd Apelacyjny odrzucił zabezpieczenie uniemożliwiające strajk, wydane na wniosek PLL LOT na podstawie kłamliwych argumentów. Strajk w PLL LOT może się legalnie odbyć” – napisali m.in. działacze związku.</p><p> Jak się dowiedzieliśmy, związkowcy będą teraz dyskutować o możliwości przerwania pracy. Przypomnijmy, że do strajku miało już dojść na początku maja. Dwa związki reprezentujące pilotów i stewardessy domagają się powrotu do sposobu wynagradzania z 2010 roku. </p><p>27 kwietnia sąd uznał jednak wniosek o zabezpieczenie, który złożył LOT i zabronił strajku. Stwierdził wtedy, że argumenty przewoźnika, jakoby protest był nielegalny, są bardzo prawdopodobne. Przewoźnik był zdania, że po wyroku Sądu Najwyższego z 2013 roku przedmiot sporu nie istnieje. Sędziowie uznali przed pięcioma laty, że władze spółki mogły wypowiedzieć warunki wynagradzania. Dodatkowo według szefów LOT-u głosowanie w sprawie strajku miało być przeprowadzone z naruszeniami. </p><p>Po decyzji Sądu Apelacyjnego związkowcy oceniają, że droga do strajku jest otwarta. LOT w przesłanym stanowisku twierdzi jednak, że przed wydaniem ostatniej decyzji sąd nie badał, czy strajk byłby legalny. – To będzie dopiero badał <b>Sąd Okręgowy</b> - mówi Adrian Kubicki, rzecznik LOT-u. „ Sąd Apelacyjny – cofając zabezpieczenie – zwrócił uwagę na bezpośrednią odpowiedzialność Związków Zawodowych za ewentualną akcję strajkową, która nadal może zostać uznana za nielegalną. Jednocześnie pouczył Związki Zawodowe, że w swoich działaniach powinny kierować się zasadą proporcjonalności i adekwatności do przedmiotu toczonego sporu” – czytamy w oświadczeniu przewoźnika. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1120689,tvp-info-publikuje-srednie-zarobki-w-lot.html">Ile wynoszą średnie zarobki w LOT?</a></p>