© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: Forsal 2018-01-17T10:26:03+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/forsal Rewolucja na Lotnisku Chopina? Port szykuje się do rozbudowy http://forsal.pl/artykuly/1098154,rewolucja-na-lotnisku-chopina-port-szykuje-sie-do-rozbudowy.html 2018-01-16T12:18:26Z Choć w 2027 roku Lotnisko Chopina ma być zlikwidowane, to władze PPL-u w najbliższych kilku latach szykują jego rozbudowę. Sam terminal będzie powiększony. Planowane są nowe stanowiska dla samolotów długo- i średniodystansowych. Będzie też nowy heliport. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Lotniska w rejonie Warszawy czeka w najbliższych latach prawdziwa rewolucja. Po pierwsze chodzi o budowę <b>Centralnego Portu Komunikacyjnego,</b> który według rządu ma powstać w 2027 r w gminie Baranów koło Grodziska Mazowieckiego (ok. 40 km od stolicy). Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL) twierdzi jednak, że już teraz Lotnisko Chopina zaczyna się zapychać. Dlatego chce zainwestować w kolejne lotnisko koło stolicy. Tam miałyby się przenieść z Okęcia tanie linie i czartery. Szef PPL-u Mariusz Szpikowski mówi, że na Okęciu trzeba zrobić więcej miejsca dla LOT-u, który ma budować silną pozycję, m.in. chce rozwijać swój hub. </p><p>Według Szpikowskiego przygotowywane przez firmę Arup analizy wskazują, że to drugie lotnisko powinno być zlokalizowane na południe od Warszawy, bo tam jest większy potencjał demograficzny i gospodarczy. Wszystko wskazuje, na to że PPL zainwestuje w port w Radomiu. W środę zostanie podpisany list intencyjny w tej sprawie. Prezes Szpikowski mówi, że analizy będą jeszcze trwały, ale wydaje się, że decyzje polityczne w tej sprawie zapadły. Rozbudowę portu w Radomiu popiera m.in. wicemarszałek Senatu Adam Bielan czy Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera. Nie wiadomo jedna, co będzie dalej z Modlinem.</p><p>Tymczasem jak ujawnił dziś prezes Szpikowski, w najbliższych latach duże inwestycje szykują się także na przeznaczonym do likwidacji Lotnisku Chopina. W PPL-u przekonują, że jest to konieczne, by LOT mógł cały czas prężnie się rozwijać. Chodzi o to, by w momencie przenosin na CPK rzeczywiście była to silna linia lotnicza.</p><p>I tak po pierwsze o kilkaset metrów ma być wydłużony tzw. pirs południowy. To część terminala, w której pasażerowie po odprawie czekają na wejście do samolotu. Duże zmiany szykują się także po północnej stronie terminala. Tu mają być wygospodarowane nowe stanowiska dla dużych samolotów (dalekiego zasięgu) takich jak dreamliner. Te maszyny latają poza Europę, dlatego w pobliskiej części terminala ma być powiększona strefa <b>non-schengen. </b></p><p>Na całym lotnisku o blisko 40 ma się zwiększyć liczba stanowisk dla <b>samolotów. </b></p><p>Sporą nowością ma być budowa nowego heliportu dla <b>VIP-ów</b> (bliżej al. Krakowskiej i Południowej Obwodnicy Warszawy). Teraz stanowisko dla helikopterów, do których wsiadają ważne osobistości, znajduje się blisko terminala pasażerskiego, w pobliżu części wojskowej lotniska. Według Szpikowskiego powoduje to spore problemy operacyjne, bo helikoptery muszą na kołach przejechać ze stanowiska postojowego do miejsca startu, które znajduje się bliżej południowej obwodnicy. Śmigłowcom to przemieszczenie zajmuje aż 12 minut. Po drodze muszą przecinać drogi startowe. </p><p>Po wybudowaniu nowego heliportu poprawiłaby się także przepustowość pasów startowych (do ok. 50 operacji na godzinę). </p><p>Prezes Szpikowski przyznaje, że do tego wariantu rozbudowy potrzebna jest zgoda Ministerstwa Obrony Narodowej. Chodzi tu nie tylko o przeniesienia miejsca stanowiska postojowego dla helikopterów. PPL chce przejąć od wojska niewielki fragment płyty lotniska. Na Okęciu liczą, że niebawem będzie zgoda wojska. PPL nie zdradza jeszcze, ile miałaby kosztować rozbudowa portu i kiedy miałaby się zacząć. Szpikowski szacuje tylko, że potrwa dwa sezony budowlane.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj również: <a href="http://forsal.pl/transport/lotnictwo/artykuly/1098054,dlaczego-drugim-lotniskiem-stolicy-ma-byc-odlegly-o-100-km-radom-a-nie-modlin.html">Dlaczego drugim lotniskiem stolicy ma być odległy o 100 km Radom, a nie Modlin?</a></p> Finansowanie na blockchainie. Wartość ICO wystrzeliła w górę http://forsal.pl/artykuly/1097335,co-to-jest-initial-coin-offering-finansowanie-na-blockchainie.html 2018-01-14T21:51:48Z Initial Coin Offering (ICO), metoda finansowania startupów, głównie działających w obszarze technologii blockchain, nabrała w zeszłym roku rozpędu. Mimo ryzyka i ostrzeżeń wielu nadzorów finansowych na świecie.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Według firmy konsultingowej PwC różnorodni inwestorzy zaangażowali w tego typu inicjatywy w 2017 roku ponad 4,5 mld dolarów. Jeszcze rok wcześniej było to niespełna 236 mln dol. Przeciętna kwota zebranego kapitału w odniesieniu do jednego przedsięwzięcia to ok. 4 mln dolarów. Jednak tylko w listopadzie inwestorzy wyłożyli aż 1,8 mld dol. Dzieje się tak mimo, że w niektórych krajach<b> ICO </b>jest wręcz zakazane, jak w Chinach, a w innych nadzory bankowe - również w Polsce - wydały ostrzeżenie o ryzykach z nią związanych. W drugim półroczu zeszłego roku średnio 70-80 firm miesięcznie pozyskiwało na świecie finansowanie tą metodą. <b>ICO</b> to pozyskiwanie środków w sposób publiczny, poprzez który firma lub startup sprzedaje zdefiniowaną liczbę tzw. tokenów, które opiewają na niektóre <b>kryptowaluty</b>, jak bitcoin i ether. Rynek jest nieregulowany, wahania kursów bardzo duże, występuje ryzyko emitenta.</p><p> Poprzez zakup tokena nabywca uzyskuje określone uprawnienia, które w poszczególnych przypadkach mogą się od siebie znacząco różnić. Może to być udział w spółce lub nagroda w postaci produktów lub usług przez nią oferowanych. To czyni ICO podobnym do crowdfundingu udziałowego lub z nagrodami. Ta forma pozyskiwania kapitału powoli staje się konkurencyjna nie tylko w stosunku do crowdfundingu, zagrożeni mogą też być aniołowie biznesu i fundusze typu venture. Wiarygodniejszą metodą ICO jest model hybrydowy. Pierwotnie startup ma wsparcie finansowe od funduszy VC, przedstawia business plan, prototyp produktu lub usługi, przechodzi walidację modelu biznesowego i dopiero w oparciu o te działania przeprowadza ICO.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1095650,kryptowalutowi-milionerzy-czy-da-sie-tak-naprawde-zyc-tylko-z-bitcoinow.html">Kryptowalutowi milionerzy. Czy da się tak naprawdę żyć tylko z bitcoinów?</a></p><p>Szwajcaria, Singapur i Hongkong są największymi hubami wspierającymi pozyskiwanie środków inwestycyjnych poprzez ICO. Stało się tak dzięki aktywnej roli regulatorów rynku. Nadzór Finansowy w Singapurze (MAS) najpierw wydał w sierpniu swoją interpretację dotyczącą zastosowania ICO i odpowiednich reguł nadzorczych, a w listopadzie opublikował specjalne wytyczne dla emitentów tokenów wskazujące m.in. kiedy mogą zostać one uznane za „papiery” wartościowe. </p><p>Wzorcowe praktyki dotyczące sprzedaży tokenów opublikowało Fintech Association of Hongkong w grudniu zeszłego roku, popiera ten program wspierania przedsiębiorczości agencja rządowa, którą jest miejscowy Park Naukowo-Technologiczny, podobne inicjatywy rozwijają się w Singapurze, gdzie największym przedsięwzięciem sfinansowanym przez ICO był oferta QASH, który pozyskał 106 mln dolarów kapitału.</p><p>Liberalne podejście do ICO ma nadzór i rząd szwajcarski. W kantonie Zug stworzono Crypto Valley, ekosystem o rozbudowanej infrastrukturze współpracujący z ośrodkami w Dolinie Krzemowej, Nowym Jorku i Singapurze – dzięki temu działają tu takie podmioty jak Ethereum Foundation, Bancor (BNT), Status i Xapo z USA. Szef szwajcarskiego nadzoru (FINMA), Mark Branson chce stworzyć blockchain hub, który będzie przyciągał startupy z całego świata, co więcej, rolą nadzoru ma być wskazywanie innowacji zasługujących na wsparcie i eliminowanie podejrzanych praktyk w tym obszarze. FINMA wydała szczegółowe wytyczne we wrześniu po zamknięciu działalności firmy emitującej fałszywą kryptowalutę E-coin. </p><p>Dodatkowo kodeks dobrych praktyk został opublikowany przez Crypto Valley. Takie podejście powoduje, że Szwajcaria staje się miejscem plasowania najdrożej wycenianych ofert ICO – w 2017 roku spośród 15 najbardziej wartościowych na świecie 4 miały miejsce właśnie tutaj – Tezos, Bancor, Dao i Status. </p><p><b>Oferty ICO</b> mają też miejsce w Europie Środkowej i Wschodniej. Rosyjski raport East-West Digital News opublikował badania z których wynika, że w tym regionie miało miejsce aż 25 proc. emisji ICO na świecie pod względem wartości. Zważywszy jednak, że podaje on wartość globalnych ofert na poziomie znacznie niższym niż PwC (jedynie 3,3 mld dol), to udział naszego regionu w globalnej aktywności jest również sporo niższy. W Polsce do największych kampanii ICO należało wsparcie finansowania startupu Golem, który zebrał kwotę 35 milionów dolarów na swoją kryptowalutę Golem Network Token (GNT).</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1095380,te-kryptowaluty-w-2017-r-zyskaly-najwiecej-na-wartosci-bitcoin-poza-podium.html">Oto ranking kryptowalut, które zyskały najwięcej. Bitcoin na 14. miejscu</a></p><p><b>Więcej na temat bitcoina przeczytasz <a href="http://forsal.pl/tagi/bitcoin">TUTAJ</a></b></p> Fintechowe zagłębie nad Wisłą? Oto czego nam brakuje, by stać się technologiczną potęgą http://forsal.pl/artykuly/1096427,fintech-hub-w-polsce-to-mozliwe-ale-konkurencja-rosnie.html 2018-01-10T11:35:36Z Sektor technologii finansowych czyli fintech w Polsce ciągle rośnie, stał się także elementem rządowej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Brakuje jednak działań, które integrowałyby różne inicjatywy w jeden spójny ekosystem, jak to się dzieje w innych krajach. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Takie są kluczowe wnioski z przekrojowego raportu "Krajowa Strategia Fintech" przygotowanego przez FintechPoland. <b>Fintech hub</b> to synergia kilku istotnych filarów: firm rozwijających technologie finansowe, tradycyjnych instytucji bankowych, państwa jako koordynatora i regulatora oraz różnorodnych instytucji wspierających. Taki hub definiowany jako region czy miasto powinien mieć siłę przyciągania międzynarodowych talentów i startupów, co w sumie tworzy ugruntowaną kulturę przedsiębiorczości i innowacji oraz umożliwia międzynarodową ekspansję wielu podmiotom. Polska ma w tym aspekcie sporo atutów, do których należy położenie geograficzne i stosunkowo duży rynek, mamy też najwyższą w regionie liczbę studentów i absolwentów wyższych uczelni, brakuje jednak specjalistów IT – deficyt w tym zakresie szacuje się nawet na 50 tys. etatów i luka kompetencyjna w gospodarce będzie rosnąć.</p><p><b>Poziom innowacyjności w Polsce </b>pozostaje niski, a udział wydatków na innowacje w stosunku do PKB raczej nie wzrasta (1 proc.). Według Globalnego Indeksu Konkurencyjności Polska zajmuje też odległe 60. miejsce, wyprzedza nas nie tylko oczywisty hub-lider - Wielka Brytania, ale także Berlin, Praga, Litwa i Estonia, a więc miasta czy kraje, które pretendują do tytułu regionalnych hubów, a państwa bałtyckie wydają się mieć bardziej zaawansowaną i zintegrowaną politykę w tym zakresie, również w odniesieniu do wymogów prowadzenia działalności gospodarczej. Potwierdzają to badania firmy Accenture z listopada zeszłego roku. Ankietowane banki i fintechy zgodnie uznały, że możliwość ekspansji zagranicznej (choć 50 proc. fintechów eksportuje) i systemowe narzędzia wsparcia ekosystemu ze strony państwa (regulacje i innowacje) to najsłabsze czynniki rozwoju polskiego sektora technologii finansowych. </p><h2><b>Co oferują polskie startupy?</b></h2><p>W tym obszarze działa w Polsce ponad 100 firm, co nie jest liczbą dużą, bo niewielka Litwa chwali się znacznie większą liczbą podmiotów (ok. 400) przyciągając również startupy zagraniczne, do których należy brytyjski, choć założony przez Rosjan Revolut (płatności) i izraelska Moneta International (e-commerce). Według raportu Startup Poland do najpopularniejszych rozwiązań oferowanych przez polskie startupy należą narzędzia big data (19 proc.), analityka i business intelligence (17 proc.), narzędzia dla programistów (14 proc.) czy też internet rzeczy (14 proc.). Polskie fintechy działają w obszarach płatności, pożyczek i platform finansowych, wymiany walut, machine learningu i alternatywnych narzędzi scoringu kredytowego. Do tej pory prawo utrudniało rozwój crowdfundingu, rynku pożyczek społecznościowych (P2P) i startupów ubezpieczeniowych (insurtech), bo w tym ostatnim przypadku nie ma możliwości zawarcia umowy z klientem w formie niepapierowej. </p><p>Polskie fintechy nie odniosły na razie spektakularnych sukcesów międzynarodowych, jakie stały się udziałem szwedzkiej Klarny, holenderskiego Adyena i estońsko-brytyjskiego Transferwise, które działają na kilkunastu rynkach i osiągnęły status tzw. <b>jednorożców</b>, czyli firm prywatnych o wartości przekraczającej 1 mld dolarów. Podmioty te funkcjonują w segmencie konsumenckim, a więc oferują rozwiązania klientom indywidualnym – w tym obszarze konkurencja jest już jednak duża, a o przełomowe innowacje coraz trudniej – klienci i inwestorzy coraz mniej entuzjastycznie podchodzą do nowych aplikacji, które dotyczą podobnych albo takich samych funkcjonalności. Większe możliwości dają rozwiązania dla biznesu i w tym kierunku rozwoju przechyla się coraz bardziej polski rynek fintech, stając się zewnętrznym dostawcą innowacji dla sektora finansowego. Przykładem firmy już dojrzałej działającej na tym polu jest Ailleron specjalizujący się w rozwiązaniach informatycznych dla branży finansowej, również za granicą (ZEA i Kenia). </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/technologie/artykuly/1095177,miasta-przyszlosci-metropolie-staja-sie-imperiami-jak-nad-nimi-zapanowac.html">Miasta przyszłości. Metropolie stają się imperiami, jak nad nimi zapanować?</a></p><h2><b>Wykorzystać potencjał fintechów</b></h2><p>Polska już od kilku lat buduje markę jako dobrego miejsca dla centrum usług wspólnych wielu światowych firm, które sytuują u nas również placówki charakterze innowacyjno-badawczym (R&amp;D). Coraz intensywniej potencjał fintechów wykorzystuje polski sektor bankowy, jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie na świecie. W zeszłym roku pięć polskich banków prowadziło tzw. akcelerację innowacji rozwijanych przez fintechy włączając je do swoich strategii biznesowych. Należały do nich: Alior Bank (HugeThing), ING Bank Śląski, który dzięki startupowi Kinese uzyskał narzędzie do szybkiego wdrażania mobilnych aplikacji, mBank, Pekao SA oraz PKO BP, który dodatkowo dokonał przejęcia Zencard, specjalisty od programów lojalnościowych. Szersze wspieranie rozwoju innowacji w Polsce ograniczane jest jednak przez coraz to nowe obciążenia sektora finansowego (podatek bankowy, rosnące składki na BFG, koszty wymogów kapitałowych i regulacyjnych). </p><p>Pozytywnym elementem budowy hubu technologicznego jest rosnąca liczba podmiotów i usług go wspierających. Coraz więcej usług o charakterze administracyjnym dostępnych jest w formule cyfrowej - np. – mDokumenty to nowa usługa cyfrowa, która pozwala na użycie telefonu komórkowego w dostępie do danych identyfikacyjnych obywateli – rośnie liczba dokumentów dostępnych w tej formie. Ministerstwo Rozwoju promuje cyfrowe innowacje poprzez programy StartInPoland, Scale up i Starter, startupy wspiera finansowo Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a inicjatywa Go_Global ma ułatwiać komercjalizację polskich fintechów na rynkach międzynarodowych. Zmian w prawie wymagają natomiast przepisy, które umożliwiłyby dostęp do danych przetwarzanych w rejestrach publicznych – występujące na tym polu przeszkody mają charakter formalny i techniczny, bo dane występują w różnych, nieporównywalnych formatach. Dostęp i przetwarzanie tych danych byłoby asumptem do wdrożenia nowych produktów i cyfrowych innowacji. Inną barierą rozwoju polskiego rynku fintech jest niewielkie zaangażowanie polskiego i zagranicznego kapitału prywatnego. Lukę tę w części wypełniają środki publiczne w postaci transz Polskiego Funduszu Rozwoju w wysokości miliarda złotych. Postulowane są tutaj ulgi podatkowe dla firm i osób prywatnych angażujących się w finansowe wspieranie startupów, jak ma to m.in. miejsce w Szwecji. <br /> Istotnym elementem procesu budowy hubu technologicznego jest rola regulatora rynku. </p><p>Do niedawna Urząd Komisji Nadzoru Finansowego występował jako konserwatywny nadzorca sektora finansowego nie uwzględniający specyfiki rynku fintech. Nastawienie Komisji jednak powoli ewoluuje w kierunku wsparcia innowacji rynkowych. KNF współdziałając z uczestnikami rynku dokonał identyfikacji barier w rozwoju innowacji, z których część została już usunięta, a fintechom dedykowana jest specjalna komórka w ramach Urzędu – w pierwszym tygodniu stycznia zainicjował działalność Innovation Hub – poinformował prezes Marek Chrzanowski.</p><h2><b>Piaskownica regulacyjna</b></h2><p> Krokiem w przód będzie również możliwość uzyskania przez przedsiębiorców wstępnej kwalifikacji ich działalności w kontekście uzyskania stosownych zezwoleń. Jednak do pełnego wsparcia fintechów przez polski nadzór droga daleka, choć powoli rysuje się możliwość wdrożenia tzw. piaskownicy regulacyjnej (zdefiniowana w czasie liberalizacja regulacji). Wzorem są rozwiązania brytyjskie, ale w kontekście naszego regionu warto zwrócić uwagę na wspomnianą już Litwę. Startupy dysponujące kapitałem 1 mln euro mogą uzyskać tam licencję w zakresie płatności i pieniądza elektronicznego w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Otrzymują też dostęp (dzięki odpowiedniej aplikacji Banku Litwy) do systemu jednolitych płatności w euro (SEPA), a klienci fintechów mogą używać numerów IBAN w ramach tego rozwiązania. Bank centralny zobowiązał się też do udzielenia w ciągu zaledwie tygodnia wstępnych odpowiedzi związanych z procesem licencjonowania, a aplikowanie o licencję może odbywać się bez rozpoczynania działalności. Zarówno Londyn jak i Litwa nawiązują też współpracę z nadzorami i hubami z innych krajów, co daje większe szanse działalności startupom. Wilno podpisało ostatnio z Fintech Association z Singapuru umowę dotyczącą powołania do życia Centrum Blockchain – atrakcyjność litewskiego hubu wzrośnie, bo azjatyckie fintechy uzyskają tutaj paszport europejski. Liberalne są instytucje kontrolujące rynek, w tym podatkowe, które uzgodniły, że nie będą stosować sankcji wobec firm technologicznych w pierwszym roku ich działalności. Co ważne, dotyczy to również podatków. </p><p>W Polsce brakuje szerszego otwarcia na światowe talenty – nie ma aktywnej polityki emigracyjnej, która by je przyciągała, zdaniem analityków Accenture brakuje też narzędzi przeciwdziałania ich emigracji. Doświadczenia wielu globalnych fintechów, w tym niemieckiego Kreditechu dowodzą, że tylko zdywersyfikowane pod względem narodowym i etnicznym zespoły stanowią podstawę międzynarodowego sukcesu. Inną barierą jest brak wyspecjalizowanych komórek sądownictwa, które posiadałyby wiedzę ekspercką umożliwiającą rozstrzyganie sporów, również miedzy regulatorem i pomiotami rynkowymi.</p><p>Podsumowując, piszą autorzy Krajowej Strategii Fintech, wypromowanie Polski jako lidera rozwoju technologii finansowych w regionie nie będzie łatwe, a proces ten będzie przebiegał etapami. Prowadzone przez państwo działania określane są jako wyspy aktywności, pomiędzy którymi nie ma jednego centrum koordynującego różne inicjatywy. Istotnym wyzwaniem będzie zdefiniowanie polskich specjalizacji w sektorze fintech, które stałyby się polskim produktem flagowym, wyróżnikiem i marką na rynku międzynarodowym przyciągającym do hubu nowe podmioty i talenty.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1096318,brakuje-pracownikow-firmy-beda-zatrudniac-roboty.html">Brakuje pracowników? Firmy będą zatrudniać roboty</a></p> Wynagrodzenia w Polsce. Kto zarabia najwięcej i czyje płace wzrosły najmocniej w ciągu dekady? http://forsal.pl/artykuly/1096379,wynagrodzenia-w-polsce-ranking-zawodow-i-branz.html 2018-01-09T21:10:55Z Według danych GUS przeciętna płaca w Polsce wynosi nieco ponad 4 tys. brutto. Wielu pracowników o wynagrodzeniu na tym poziomie może tylko pomarzyć, ale są też branże, w których dostaje się średnio dwa razy tyle. Prześwietliliśmy dane GUS i sprawdziliśmy, w jakich zawodach zarabia się dziś najwięcej.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><h2><b>Branże</b></h2><p>Tradycyjnie najwyższe zarobki osiągają pracownicy w branżach: informacja i komunikacja, górnictwo i wydobycie oraz energetyka i ciepłownictwo. Dopiero na czwartym miejscu plasuje się branża finansowa i ubezpieczeniowa. Główny Urząd Statystyczny podaje, że pracownicy telekomunikacyjni zarabiali w 2016 roku przeciętnie 7059 zł brutto, górnicy 6830 zł, a energetycy i pracownicy ciepłowni - 6763 zł. </p><p>Natomiast najsłabiej, według oficjalnych danych, zarabiają hotelarze i pracownicy gastronomii. W tym sektorze przeciętna płaca brutto w 2016 r. kształtowała się na poziomie 2618 zł.</p><p>W ciągu ostatniej dekady najszybciej rosły wynagrodzenia w sekcji „Opieka zdrowotna i pomoc społeczna”. Od 2005 roku pensje lekarzy i innych pracowników służby zdrowia oraz pomocy społecznej wzrosły według danych GUS o 92,2 proc. Pomimo tak dynamicznego wzrostu, wynagrodzenia w tym sektorze nadal są poniżej średniej. W 2016 r. przeciętna płaca brutto w tym sektorze wynosiła 3751 zł, przy średniej dla całego kraju na poziomie 4052 zł.</p><p>Najwolniej rosły wynagrodzenia w usługach. W latach 2005-2016 płace w sektorze usług zwiększyły się o 47,6 proc. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/praca/wynagrodzenia/artykuly/1093776,bunt-szczurow-polacy-nie-chca-juz-tracic-zycia-przez-prace-za-kiepskie-wynagrodzenie.html">Bunt szczurów. Polacy nie chcą już tracić życia przez pracę za kiepskie wynagrodzenie</a></p><h2><b>Sekcje i działy</b></h2><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Od lat zawody związane z górnictwem i energetyką są najlepiej opłacane w Polsce. Wśród nich najlepiej płacą rafinerie i koksownie, gdzie w 2016 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie wyniosło aż 7563 zł – podał GUS. Drugim najlepiej opłacanym zajęciem było wydobywanie węgla kamiennego i węgla brunatnego. Pracownicy zatrudnieni przy tej pracy dostawali przeciętnie 7180 zł. Dla porównania w całej branży „Górnictwo i wydobywanie” przeciętne zarobki kształtowały się na poziomie 6830 zł. W ciągu dekady płace w górnictwie i w koksowniach wzrosły o około 67 proc.</p><p>Najniższe wynagrodzenia dostają osoby pracujące w branży tekstylnej przy produkcji odzieży. W 2016 roku przeciętne wynagrodzenie szwaczki to kwota 2258 zł brutto. Czyli nieco ponad połowa przeciętnej dla całego kraju. </p><h2><b>Grupy zawodów </b></h2><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Z danych GUS wynika, że najlepiej opłacaną grupą zawodów są przedstawiciele władz publicznych, wyżsi urzędnicy i kierownicy administracji publicznej. Z danych za październik 2016 r. przeciętne wynagrodzenia w tej grupie zawodowej sięgały 8790 zł brutto, przy czym przeciętna dla mężczyzn wynosiła 9998,52 zł a dla kobiet 7359,64 zł.</p><p>Wynagrodzenia przedstawicieli władz publicznych przebiły nawet najlepiej opłacanych specjalistów do spraw technologii informacyjno-komunikacyjnych, którzy zarabiali przeciętnie 7993 zł brutto. </p><p>Najsłabiej uposażonymi w październiku 2016 r. byli pracownicy usług ochrony. Przeciętne wynagrodzenie brutto ochroniarza kształtowało się 2483,9 zł. </p><p><a href="http://forsal.pl/praca/wynagrodzenia/galerie/1095143/zdjecie,1,gdzie-pracowac-aby-dobrze-zarobic-wielki-ranking-wynagrodzen-2018-dla-poszczegolnych-stanowisk.html">Wielki ranking wynagrodzeń 2018 dla poszczególnych stanowisk</a></p> Są paliwożerne i mało zrywne. Dlaczego więc wszyscy chcą jeździć SUV-ami? http://forsal.pl/artykuly/1095933,sa-paliwozerne-i-malo-zrywne-dlaczego-wiec-suv-y-sa-tak-popularne.html 2018-01-09T10:02:04Z Od dobrych kilku lat w najszybszym tempie wzrasta sprzedaż SUV-ów (Sport Utility Vehicles), czyli sportowych i użytecznych samochodów, które w ogromnej większości nie są ani sportowe, ani użyteczne. Samochody te sprzedają się na całym świecie, jak świeże bułki i nawet wyższe niż w innych typach aut zużycie benzyny i oleju napędowego nie potrafi zniechęcić do kupowania SUV-ów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Według szacunków brytyjsko-japońskiej firmy JATO w bieżącym roku po raz pierwszy w historii ponad 51 proc. wyprodukowanych samochodów osobowych stanowić będą SUV-y różnych wielkości i ich „kuzyni” (mniejsze SUV-y, czyli crossovery). W ubiegłym roku ich udział w globalnej sprzedaży samochodów osobowych wyniósł 47 proc., w 2016 r. 44 proc, a w 2015 roku - 40 proc. Na całym świecie sprzedano w ubiegłym roku (od 1 stycznia do 30 listopada) aż 11,8 mln różnych SUV-ów czyli o 12,3 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku. </p><p>Ogromny wzrost sprzedaży SUV-ów rozpoczął się ponad 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych, gdzie ich udział w ogólnej sprzedaży samochodów osobowych przekracza 40 proc. i stale rośnie. Największe koncerny samochodowe, takie jak Fiat Chrysler Automobiles i Ford, zamierzają produkować w fabrykach zlokalizowanych w tym kraju prawie wyłącznie SUV-y, a tylko niewielki procent ich całkowitej produkcji będą stanowić „klasyczne” auta osobowe.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/motoforsal/aktualnosci/artykuly/1094423,panstwa-bez-obowiazkowego-oc-tu-nie-trzeba-ubezpieczac-samochodu.html"><span>Oto państwa, w których nie trzeba ubezpieczać samochodu</span></a></p><p>Trudno dopatrzyć się mniej lub bardziej racjonalnych przesłanek przemawiających za przesiadką z „klasycznych” aut osobowych do SUV-ów. Znaczącą rolę przy wyborze SUV-a odgrywa raczej dążenie do zapewnienia większego bezpieczeństwa i względy prestiżowe. SUV-y bowiem spalają więcej paliwa i tym samym bardziej zanieczyszczają środowisko naturalne. A to z kolei kłóci się z dążeniem do życia w zdrowym, pozbawionym smogu środowisku. Ponadto utrzymanie tych modnych aut kosztuje ich posiadaczy znacznie więcej (stałe wydatki na benzynę, ubezpieczenie, naprawy, etc.) niż użytkowników mniejszych aut osobowych.</p><p>Co więc posiadacz SUV-a zyskuje? Frajdę z jazdy sportowym autem? Z pewnością nie, bo moc silników ogromnej większości SUV-ów nie ma nic wspólnego z silnikami o mocy kilkuset koni mechanicznych, montowanych w prawdziwych autach sportowych. SUV-y nie są także wyjątkowo użytkowymi autami (wbrew swojej nazwie), ani też nie są w ogromnej większości autami terenowymi, którymi można jeździć nie tylko po „ubitych” drogach, lecz także po bezdrożach. Większość z nich nie ma napędu na cztery koła, a jedyne właściwości terenowe to wyższy prześwit i obszerniejsza kabina pasażerska, a także większa masa własna takiego auta. Tę ostatnią cechę większość posiadaczy SUV-ów ceni chyba najbardziej i utożsamia ją z większym bezpieczeństwem podróżowania takim „solidnym” autem. Jest to trochę iluzoryczna wygoda, gdyż w wielu typach innych aut osobowych wyższe parametry bezpieczeństwa uzyskuje się nie tylko poprzez większą masę auta. Wprawdzie kierowca SUV-a siedzi wyżej i tym samym lepiej widzi co się dzieje na drodze, ale jego masywne auto ma gorsze od lżejszych aut osobowych właściwości jezdne i przede wszystkim zużywa więcej benzyny lub oleju napędowego.</p><p>Od dawna przewagę w tym segmencie samochodów mają producenci japońscy, którym usiłują dorównać francuskie, południowokoreańskie i niemieckie koncerny samochodowe. Niemiecki Volkswagen przespał swoją szansę, gdyż dopiero kilka lat temu zaczął produkować w większych ilościach swoje SUV-y (Tuarega i Tiguana), a całkiem niedawno wielkiego crossovera Atlas, przeznaczonego na chłonny rynek amerykański. W bieżącym roku Volkswagen wprowadzi na rynek pięć nowych SUV-ów, w tym trzy w Chinach, a do 2020 roku chce produkować aż 20 różnych modeli SUV-ów i crossoverów. </p><p>Auta te produkują w mniejszych ilościach także producenci luksusowych samochodów, tacy jak Rolls-Royce czy Maserati. Przykładowo Lamborghini oferuje swojego SUV-a o wymownej nazwie „Urus” o mocy aż 650 KM, osiągającego „setkę” w ciągu zaledwie 3,6 sekund. Będzie to więc rzeczywiście bardzo sportowy i pewnie też użyteczny SUV. Będzie to jednak bardzo drogie auto, za które w wersji podstawowej trzeba będzie zapłacić aż 201 tys. dolarów (170 tys. euro). W 2018 roku także Ferrari wprowadzi do sprzedaży swój luksusowy SUV (FUV) dla bardzo zamożnych klientów. Wszyscy producenci SUV-ów cieszą się z rosnącego popytu na te paliwożerne auta. Dzięki większym wpływom z ich sprzedaży mają obecnie więcej środków na rozwój produkcji aut elektrycznych. A te ostatnie to przyszłość motoryzacji i ich sprzedaż będzie w najbliższych kilkunastu latach wzrastać w podobnych tempie, jak obecnie wzrasta sprzedaż SUV-ów. Potwierdzają to dotychczasowe wyniki największego producenta tych samochodów, koncernu Tesla, który w bieżącym roku wyprodukuje aż 500 000 elektrycznych aut czyli o dziesięć razy więcej niż kilka lat temu.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/motoforsal/motobiznes/artykuly/1091092,auta-elektryczne-wcale-nie-takie-ekologiczne-wychodza-na-jaw-ukryte-koszty.html" title="Auta elektryczne wcale nie takie ekologiczne. Wychodzą na jaw ukryte koszty">Auta elektryczne wcale nie takie ekologiczne. Wychodzą na jaw ukryte koszty</a></p> Kryptowalutowi milionerzy. Czy da się tak naprawdę żyć tylko z bitcoinów? http://forsal.pl/artykuly/1095650,bitcoinowi-milionerzy-czy-da-sie-tak-naprawde-zyc-tylko-z-bitcoinow.html 2018-01-04T17:05:55Z Kiedy Jeremy Gardner pierwszy raz płacił za środki czystości cyfrowym kluczem miał 21 lata, duszę na ramieniu i był przekonany, że w każdej chwili mogą go aresztować. Dzisiaj mieszka w słynnym Crypto Castle i należy do najwyższej półki bitcoinerów. Z milionami na koncie.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Możesz być<b> bitcoinerem</b>, ale czy możesz tak naprawdę żyć tylko z bitcoinów? Z kombinacji cyfr, których nie da się dotknąć, włożyć do portfela czy wypłacić z pierwszego lepszego bankomatu?</p><p>Na to pytanie próbowało odpowiedzieć m.in. małżeństwo Craigów. W 2013 roku Austin Craig i jego świeżo poślubiona żona Beccy zrezygnowali z gotówki, kart kredytowych i czeków. Postanowili, że <b>przez trzy miesiące będą płacić za wszystko tylko i wyłącznie w bitcoinach. </b>Ich eksperyment „Life on bitcoin” śledziło w mediach społecznościowych w sumie prawie pół miliona internautów. Jedni Craigom kibicowali, inni ich hejtowali twierdząc, że to ściema i tak naprawdę małżeństwo finansuje giełdy kryptowalut i Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, do którego należą. Za czasów powstawania „Life on bitcoin” Ameryka była bowiem podzielona na fanów bitcoinów, którzy bez problemu przyjmowali w nich płatność za hamburgera czy karnet do pralni oraz na przeciwników wirtualnych monet, jak właściciele stacji benzynowych, którzy na propozycję zapłacenia za paliwo BCT (skrót od bitcoina) reagowali telefonem na policję. </p><p>Craigom zdarzało się więc głodować, iść kilkanaście kilometrów z kanistrami, w poszukiwaniu bitcoinowej stacji benzynowej lub tłumaczyć się przed stróżami prawami, że nie należą do sekty, a ich wirtualny środek płatniczy nie jest oszustwem. </p><p>Dzisiaj większość Amerykanów (z analizy LendEDU wynika, że ponad 78 proc.) doskonale wie, na czym polega mechanizm bitcoinów oraz jak i kiedy ich używać. W tej grupie jednak aż 48 proc. wciąż nie jest pewna, czy płacenie w bitcoinach tak do końca jest legalne, a 11 proc. jest przekonana, że zarabianie na bitcoinach to pranie brudnych pieniędzy. </p><p>– Mimo wszystko, nadal 40 proc. społeczeństwa amerykańskiego jest otwarta na możliwość płatności bitcoinami, o ile będzie to dla nich korzystne – podkreśla Michael Brown, analityk ze startupu zajmującego się doradztwem finansowym dla studentów LendEDU.</p><p>Na bitcoinach swoje codzienne wydatki, poza Gardnerem i Craigami, opiera m.in. Aaron Hanson, programista z Chicago. Hanson używa kryptowaluty wszędzie, gdzie się da. Za bitcoiny kupuje jedzenie, płaci nimi w restauracjach, za bilety lotnicze. Udało mu się nawet sfinansować bitcoinami podróż poślubną do Afryki.</p><p>Chętnych na życie z kryptowalutą, przynajmniej w Ameryce, jest więc coraz więcej. Nie dla wszystkich jednak kryptowaluty wystarczy. Jest bowiem coraz droższa, jej zdobycie coraz trudniejsze, a liczba BCT do roku 2040 ograniczona. Przeczytajcie dlaczego.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1094493,blockchain-to-moze-byc-jeszcze-wieksza-rewolucja-niz-internet.html">Blockchain. To może być jeszcze większa rewolucja niż internet</a></p><h2><b>Bułka za dwa BCT</b></h2><p>Nosi się je prawie normalnie, w portfelu. Tyle, że w wirtualnym. W takim "wallecie" utworzonym za pomocą jednej z aplikacji, zamiast dolarów, euro lub złotówek znajdują się klucze kryptograficzne. Bitcoinowiec płaci za pomocą tych kluczy na podanych adresach bitcoinowych, generowanych z kolei z kluczy publicznych. Dla przeciętnego zjadacza chleba brzmi to jak koszmar, jednak jak zapewniają doświadczeni bitcoinowcy, obracanie nimi to bułka z masłem. </p><p>Jak tłumaczą członkowie Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin, żeby wiedzieć jak działa kryptowaluta, trzeba nieco poznać<b> technologię blockchain</b>, na której bitcoin się opiera. A blockchain zaczyna się od cyfrowego wpisu mówiącego o tym, iż właściciel danego adresu publicznego (w walutowym życiu nazwalibyśmy go numerem rachunku) o oznaczeniu składającym się z 34 cyfr i liter (np. 1A1zP1eP5QGefi2DMPTfTL5SLmv7DivfNa), wygenerował pierwszych 50 bitcoinów (tzw. genesis block). Każdy następny wpis zaczyna się właśnie od takiego wygenerowania kolejnej transzy i przydzielenia do konkretnego adresu. </p><p>Każdy bitcoinowiec może posiadać wiele adresów, a do identyfikacji konkretnej transakcji za każdym razem tworzona jest unikalna kombinacja cyfr i liczb. Transakcje są widoczne w sieci, ale właściciele adresów zachowują pełna anonimowość. Transakcję autoryzują wspomniane już prywatne klucze, przypisane do danego bitcoinowca. Działają na podobieństwo haseł jednorazowych lub smsów dla potwierdzenia danej transakcji w realnym świecie. </p><p>9 stycznia 2009 roku to prawdziwy kamień milowy w historii bitcoinów. To właśnie tego dnia został wydobyty tzw. <b>blok 0</b>, czyli blok początkowy, który wraz z innymi składa się na blokchain. A dokładnie rzecz ujmując – zostaje wykopany. Jest to możliwe dzięki tzw. <b>minerom i ich koparkom… </b></p><p>Trudne? </p><p>Minerami może być każdy z nas, ale zazwyczaj są osoby z zacięciem informatycznym lub matematycznym, a koparkami ich sprzęt komputerowy, za pomocą którego liczą i potwierdzają kolejne transakcje w sieci. Za każde wydobycie minerzy dostają wynagrodzenie, oczywiście w bitcoinach. Obecnie mniej więcej co 10 minut algorytm rozdziela 12,5 bitcoina pomiędzy wszystkie osoby zaangażowane w wykopywanie. </p><p>Początkowo dziennie można było wykopać kilkaset a nawet kilka tysięcy BTC. Trzeba jednak pamiętać, że w początkowym okresie bitcoiny były praktycznie bezwartościowe. Wielu traktowało je jako swojego rodzaju ciekawostkę lub zabawę. W tym czasie wiele bitcoinów zostało utraconych, ponieważ nikt nie dbał o bezpieczeństwo podczas wykopywania. Dopiero dziesięć miesięcy po wykopaniu bloku 0, została oszacowana wartość BTC 1 dolar = 1309 BTC. </p><p>Od tego czasu, średnio co 10 minut zostaje otwarty nowy blok, a liczba chętnych do bycia minerami rośnie. Nie jest to jednak najprostszy sposób na zdobycie BTC. Raz, że wymaga specjalistycznego sprzętu, o dużej mocy przerobowej, dwa, że zgodnie z systemem, do roku 2040 może zostać wykopanych zaledwie 21 milionów bitcoinów, tak więc ich liczba jest ograniczona. To dlatego większość osób, które chciałyby zająć się wydobyciem, postanawia po prostu nabyć udziały w już istniejącej bitcoinowej kopalni. </p><p>Tak, kopalnie bitcoinowe też już istnieją.</p><p>Podsumowując – blockchain bitcoina to trochę taka monetarna księgowość. Zawiera zapisy operacji dla każdej wyemitowanej „monety” bitcoina od chwili jej powstania do chwili obecnej. </p><p>No dobrze, a gdzie takie bitcoiny można za przeproszeniem wykopać? Najpowszechniejsze są giełdy kryptowalut. Amerykańskie <b>Bitfinex, Bitstamp, Poloniex </b>oraz<b> Kraken</b>, w Polsce - <b>BitBay, BitMarket, BitMarket24</b> a także serwis <b>InPay.</b> Jak podkreśla Stowarzyszenie, warto wybierać te, które zdecydowały się poddać środowiskowej samoregulacji i mają certyfikat sygnowany przez Ministerstwo Cyfryzacji i Polskie Stowarzyszenie Bitcoin.</p><p>Jak już bitcoiny wykopiemy, możemy dokonywać nimi transakcji. Na przykład za pomocą zeskanowanego kodu QR w restauracji lub sklepie lub przelewem. W wielu krajach bitcoiny uznane są za równoważne waluty. W Kanadzie od czterech lat działa bankomat bitcoinowy, w którym można wymienić bitcoiny na gotówkę. Płatności w bitcoinach przyjmuje m.in. PayPal. Należy jednak pamiętać, żeby nie próbować płacić bitcoinami w Tajlandii, gdzie ich użycie pod każdym względem jest nielegalne.</p><p>Niestety, z uwagi na długi ciąg cyfr, raczej niewielu udaje się zapamiętać klucz na podobieństwo numeru PIN. I tu jest pierwsze ryzyko stosowania bitcoinów. Do niedawna wielu bitcoinistów zapisywało bowiem prywatne klucze na wirtualnych giełdach, jednak po atakach hakerskich jest to po stokroć odradzane. Zapis klucza na komórce wiąże się jak zawsze z ryzykiem kradzieży lub zgubienia komórki. Na komputerze zapis jest nieco bardziej bezpieczny, chociaż i tutaj może nie udać się ustrzec przed hackerami.</p><p class="ramka-txt">Sukces ma wielu ojców, jednak w przypadku bitcoinów, za ojca uważa się Satoshi Nakamoto. Dziennikarskie śledztwo wykazało, że pod pseudonimem tym może ukrywać się australijski przedsiębiorca z branży IT Craig Steven Wright. W środowisku minerów mówi się jednak, że to celowa zmyłka i że Craig jest tylko tzw. słupem. </p><h2><b>Wymarzona pralnia</b></h2><p>12 stycznia 2009 roku, w bloku 170, ma miejsce pierwsza, bo historyczna transakcja między Satoshi i Halem Finneyem, deweloperem i działaczem kryptograficznym. Półtora roku później transakcja z wykorzystaniem bitcoinów przechodzi do realu, gdy programista z Florydy, Laszlo Hanyecz, oferuje 10 000 bitcoinów za pizzę na Fourm Bitcoin i tym samym płaci za nią zgodnie z przelicznikiem 25 dolarów. Trzy lata później, założyciele GiftsForCoins.com, Matthew Birkenshaw oraz Riley Alexander, otworzą nowy startup PizzaForCoins.com będący pośrednikiem pomiędzy wymianą BTC za pizzę. W tym samym czasie ośrodek dla bezdomnych Pensacola, prowadzony przez Janosa Kinga, zaczyna przyjmować donacje w bitcoinach, a australijski członek forum bitcoin, sprzedaje swoją Celica Supra z 1984 roku, za 3000 BTC. </p><p>O bitcoinach mówi się już tylko jako o żyle złota. I okazji do nielegalnych interesów. Co chwila pojawiają się doniesienia o lukach w systemie, które powodują m.in. wygenerowanie nadprogramowych kryptowalut. Im więcej bitcoinów jednak, tym większe pole do działania dla różnego rodzaju nielegalnych interesów. </p><p>The Financial Action Task Force, grupa zajmująca się rozwojem oraz promowaniem polityki przeciw praniu brudnych pieniędzy, już przed kilkoma laty mówiła o udziale wirtualnych walut w finansowaniu terroryzmu. Krótko potem Silk Road, rynek Bitcoin, startuje z nielegalną platformą do sprzedaży narkotyków. Także w Polsce bitcoinami można płacić w sieci m.in. za dopalacze. Władze są według takiego procederu bezradne. Na dodatek co i rusz dochodzi do ataków hackerskich, w wyniku których zaprzepaszczonych zostaje nawet dwa miliony bitcoinów. Zdarza się także, że majątek z brudnych bitcoinów przechodzi najśmielsze oczekiwania. Tak też było niedawno w przypadku Bułgarii. Tamtejsze służby przejęły 200 tys. bitcoinów od jugosławiańskiej mafii. BCT zostały oszacowane na około 3 miliardów dolarów, czyli blisko 18 proc. długu narodowego Bułgarii. </p><h2><b>Niewielu miało nerwy ze stali</b></h2><p> Prof. Krzysztof Piech, członek Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin, koordynator Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain jeszcze kilka lat temu sam płacił w Polsce za kwiaty czy jedzenie bitcoinami, ale przyznaje, że w ostatnich miesiącach korzystanie na co dzień z bitocinów stało się najprościej w życiu nieopłacalne. - W ostatnich miesiącach, bitcoin przestał być niestety walutą stabilną, a koszty związane z przelewami bardzo zdrożały. To wszystko sprawiło, że płacenie kryptowalutą za zwykłe zakupy nieco mija się z celem – uważa prof. Piech, przekonując jednak, że nie oznacza to, iż kryptowaluty stały się bezwartościowe. - Nadal są bardzo przydatne w dużych transakcjach międzynarodowych, m.in. w handlu między polskimi a chińskimi inwestorami z uwagi na niemal trzy razy szybszy transfer środków w kryptowalucie i bezpieczeństwo – uważa prof. Piecha.</p><p>O „wykopanych” miliardach w bitcoinach od lat krążą legendy. </p><p>Najsłynniejszym bitcoinowym milionerem jest m.in. Erik Finman. W 2011 roku Finman jako zaledwie 12-latek kupił bitcoiny za gotówkę podarowaną mu przez babcię. Zarobił tyle, że za zgodą rodziców wyprowadził się do Doliny Krzemowej, gdzie założył firmę o profilu edukacyjno-technologicznym. Za każdym razem stawiał na kryptowalutę.</p><p>Sześć lat później, wartość kupionych przez niego bitcoinów tak wzrosła, że Erik stał się milionerem. – Za każdym razem jak płace bitcoinami za coś, podnoszę ich cenę, ponieważ właśnie tak to działa – mówił Finman dla CNBC. – Jestem przekonany, że to będzie naprawdę coś wielkiego i właśnie w bitcoinach upatruje przyszłości, dlatego staram się nie wydawać ich za dużo. </p><p>Prof. Piech przyznaje, że co najmniej kilka osób w Polsce powiększyło dość znacznie swoje majątki za sprawą kryptowalut, jednak z różnych przyczyn, zazwyczaj z uwagi na bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich, wolą się tym nie chwalić.</p><p>- Żeby zostać<b> milionerem bitcoinowym</b> w Polsce trzeba było mieć naprawdę dosyć spore zaplecze finansowe oraz … stalowe nerwy. Trzy czwarte osób posiadających bitcoiny pozbyła się ich przy pierwszych zawirowaniach z obawy przed stratą. Tylko ci, którzy wytrwali i nie bali się zaryzykować, zarobili naprawdę duże pieniądze, ale jest ich niewielu – podkreśla prof. Piech. - Oczywiście jak każdy inny dochód, także posiadanie bitcoinów powinno zostać ujęte w corocznym zeznaniu podatkowym.</p><p>Czy w związku z coraz wyższymi kosztami transakcji dokonywanych bitcoinami, stawianie na kryptowaluty ma jeszcze jakiś sens? Zdaniem prof. Piechy jak najbardziej, chociaż wiadomo już, że nie ziści się utopijna wizja zastąpienia normalnych walut kryptopieniędzmi.</p><p>- Bitcoiny dały początek wielu innym kryptowalutom, o których nie mówi się w tzw. realnym świecie. Jednak to właśnie w nich upatrują przyszłość m.in. młodzi inwestorzy, dla których mechanizm giełdy jest zbyt powolny i przestarzały. Używają kryptowalut do przelewów pomiędzy giełdami walut cyfrowych. Dlatego właśnie świat potrzebuje kryptowaluty, ale stabilnej, w stu procentach bezpiecznej oraz oferującej niemalże darmowe transakcje. Czyli takiej, jaka był bitcoin w momencie powstania, przed dziewięcioma laty.<br /> </p><p>A trzeba pamiętać, że w 2008 roku, w chwili pierwszych bitcoinowych zalążków, cała idea kryptowaluty wydawała się lekiem na całe zło współczesnego świata finansów. I chociaż z biegiem lat wiadomo już było, że bitcoinom nie uda zastąpić się w pełni centralnych walut, to ich rola w świecie transakcji jest nie do przecenienia. </p><p>Wystarczy wspomnieć chociażby Charliego Shrema, studenta w Brooklyn College, który kupił 500 monet bitcoinów po 3 dolary na kryptogiełdzie. Kiedy cena wzrosła o 20 dolarów, kupił kolejne tysiące. Dzisiaj majątek Shrema szacuje się na 45 milionów dolarów. Podobnie zaryzykował Yuifu Guo, który za pomocą bitcoinów opłacał czynsz i rachunki. Jako student stworzył pierwszą firmę górniczą do wydobywaniu bitcoinów. Sprzedał ją po roku, a na koncie miał równowartość 7 milionów dolarów. </p><p>W 2013 roku niemieckie ministerstwo finansów ogłasza, że uznaje bitcoina jako formę prywatnych pieniędzy, albo jednostkę miary oraz pozwala na użytek jej w komercyjnych i prywatnych sprzedażach. Zwolnienie z podatku obowiązuje, gdy jest on trzymany przez dłużej niż rok. </p><p>W Polsce póki co obrót bitcoinami nie jest nielegalny. Ministerstwo Finansów zdaje sobie jednak sprawę, że uniemożliwienie zarabiania Polakom w sposób, który jest dostępny dla wszystkich innych, byłoby pewnym rodzajem ograniczenia praw. W związku z tym resort pracuje nad tzw. definicją waluty wirtualnej, która ma zawierać projekt ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. </p><p>Póki co jednak ostrzega. Przed świętami ruszyła <a href="http://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1091434,kryptowaluty-to-inwestycja-najwyzszego-ryzyka-rusza-kampania-informacyjna-nbp-i-knf-wideo.html">kampania edukacyjna sygnowana przez NBP i Komisję Nadzoru Finansowego „uważaj na kryptowaluty”</a>. Instytucje podkreślają w akcji, że kryptowaluty takie jak bitcoin i inne, nie są ani emitowane przez bank centralny, ani nie są prawdziwym środkiem płatniczym. Już samo posiadanie bitcoinów wiąże się z wieloma rodzajami ryzyka, m.in. kradzieży. NBP i KNF podają tutaj za przykład upadek w październiku 2016 roku w niewyjaśnionych okolicznościach jednego z największych w Polsce serwisów wymiany „walut” wirtualnych. Dochodzenie roszczeń i odzyskanie środków przez użytkowników może być w takiej sytuacji niemożliwe. Poza tym, jako, że waluty wirtualne nie są prawnym środkiem płatniczym, ani walutą, tak naprawdę nikt nie ma obowiązku przyjmować bitcoinowych płatności. Nawet jeżeli wcześniej je akceptowały.</p><p><b>Interesujesz się bitcoinem? Polecamy nasze teksty: </b></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1095380,te-kryptowaluty-w-2017-r-zyskaly-najwiecej-na-wartosci-bitcoin-poza-podium.html">Oto ranking kryptowalut, które zyskały najwięcej. Bitcoin na 14. miejscu</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1093627,plaga-kradziezy-bitcoinow-co-sie-dzieje-ze-zrabowana-kryptowaluta.html">Plaga kradzieży bitcoinów. Co się dzieje ze zrabowaną kryptowalutą?</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/gielda/artykuly/1093626,mozemy-sie-juz-bac-kryptowaluty-wchodza-do-realnej-gospodarki-i-beda-na-nia-wplywac.html">Możemy się już bać. Kryptowaluty wchodzą do realnej gospodarki i będą na nią wpływać</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1092014,bitcoinowy-boom-dotknal-rynek-pracy-popyt-na-kryptoekspertow-rosnie-lawinowo.html">Bitcoinowy boom dotknął rynek pracy. Popyt na kryptoekspertów rośnie lawinowo</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1091460,najwiekszy-fundusz-swiata-ostrzega-przed-bitcoinowa-banka-ekstremalnie-niebezpieczne-terytorium.html">Fundusz BlackRock ostrzega przed bitcoinową bańką. "Ekstremalnie niebezpieczne terytorium"</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1090240,co-banki-centralne-na-swiecie-tak-naprawde-mysla-o-bitcoinie.html">Co banki centralne na świecie tak naprawdę myślą o bitcoinie?</a></p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1090240,co-banki-centralne-na-swiecie-tak-naprawde-mysla-o-bitcoinie.html"></a></p><p><span class="psav_video">psav video</span></p> Cenowe szaleństwo za naszą południową granicą. Co tak pompuje rynek mieszkań? http://forsal.pl/artykuly/1095134,ceny-mieszkan-slowacja-wegry-czechy-grupa-wyszehradzka.html 2018-01-05T13:48:15Z Na krajowym rynku mieszkaniowym już od 2013 r. są widoczne systematyczne wzrosty cen metrażu. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że w porównaniu do takich krajów, jak Czechy, Słowacja i Węgry, Polska jawi się jako oaza cenowej stabilności. Trzy pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej, po raz pierwszy od 10 lat doświadczają boomu mieszkaniowego. Warto dowiedzieć się, jakie czynniki tak mocno „pompują” ceny na czeskim, słowackim i węgierskim rynku nieruchomości.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><h2><b>Czechy i Węgry to europejscy liderzy wzrostów cen mieszkań </b></h2><p>Przed omówieniem przyczyn gwałtownych wzrostów cen mieszkań na Węgrzech oraz u naszych południowych sąsiadów, trzeba najpierw zaprezentować skalę opisywanego zjawiska. </p><p>Z pomocą przychodzą dane Eurostatu, przeanalizowane przez <a href="https://rynekpierwotny.pl/">ekspertów portalu RynekPierwotny.pl</a>. Poniższy wykres opierający się na informacjach Europejskiego Urzędu Statystycznego, pokazuje przeciętny wzrost cen mieszkań (tzn. domów i lokali) od I kw. 2015 r. do II kw. 2017 r. Pod względem tempa wzrostu cen metrażu, trzy mniejsze kraje Grupy Wyszehradzkiej wyróżniają się na tle pozostałych państw Starego Kontynentu. Od I kw. 2015 r. do II kw. 2017 r. w analizowanych państwach Eurostat odnotował wzrost cen mieszkań o: </p><p>• 28,8% - Węgry (2 miejsce na 28 porównywanych państw) <br />• 21,0% - Czechy (6 miejsce na 28 porównywanych państw)<br />• 15,1% - Słowacja (13 miejsce na 28 porównywanych państw)</p><p>Trzeba wspomnieć, że w tym samym czasie polskie lokale i domy podrożały tylko o 6,4%. Taki wynik dał Polsce szóste miejsce od końca pod względem tempa wzrostu cen nieruchomości mieszkaniowych. Ciekawie przedstawiają się również dane dotyczące wzrostu wartości zadłużenia hipotecznego Czechów i Węgrów. </p><p>Po sprawdzeniu statystyk Europejskiej Federacji Hipotecznej (EMF) okazuje się, że pomiędzy I kw. 2016 r. i II kw. 2017 r. mieszkaniowy dług Czechów urósł aż o 17,5%. Był to najwyższy wynik w grupie 15 analizowanych państw. Dla porównania, dług hipoteczny Polaków przez półtora roku przyrósł tylko o 4,6% (zobacz poniższa tabela). Na terenie Węgier miał nawet miejsce spadek zadłużenia mieszkaniowego (-6,7%). Prawdopodobnie był to efekt dużej liczby niespłacanych kredytów, które zostają wypowiedziane lub sprzedane firmom windykacyjnym. <br /> </p><p>W przypadku Czech pewnym pocieszeniem jest fakt, że ten kraj podobnie jak Polska pod koniec 2016 r. cechował się dość niską relacją wartości kredytów mieszkaniowych do PKB (Czechy - 20,0%, Polska - 21,7%). Węgrom z wynikiem wynoszącym 12,5%, jeszcze dalej było do takich krajów jak na przykład Holandia (95,3%) oraz Dania (88,0%). </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1093302,ktore-kraje-maja-najbardziej-przewartosciowane-nieruchomosci-bezkonkurencyjna-jest-skandynawia.html" title="Które kraje mają najbardziej przewartościowane nieruchomości? Bezkonkurencyjna jest Skandynawia">Które kraje mają najbardziej przewartościowane nieruchomości? Bezkonkurencyjna jest Skandynawia</a></p><h2><b>„Sąsiedzki” boom cenowy to nie tylko efekt taniego kredytu</b></h2><p>W przypadku Czech, Słowacji i Węgier mamy do czynienia z kilkoma czynnikami, które napędzają także popyt na polskim rynku nieruchomości. Mowa o następujących uwarunkowaniach:</p><p>• dobrej koniunkturze gospodarczej i niskim bezrobociu<br />• rekordowo niskim poziomie krajowej stopy procentowej, zwiększającym zdolność kredytową i ograniczającym zyskowność lokat<br />• zainteresowaniu inwestorów z Europy Zachodniej zmotywowanych niskimi stopami procentowymi w Strefie Euro</p><p>Kluczowe znaczenie mają również czynniki typowe dla poszczególnych krajów. W odniesieniu do Węgier, taką ważną kwestią wydaje się hojny program dopłat mieszkaniowych CSOK, przypominający polski MdM. Jeżeli chodzi o Czechy, to wzrost cen tamtejszych mieszkań wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl jest napędzany głównie przez praski rynek, na którym ma miejsce boom dotyczący krótkoterminowego wynajmu za pośrednictwem serwisu Airbnb. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Opisywane zjawisko przybrało tak dużą skalę, że władze czeskiej stolicy zastanawiają się nad zniechęcaniem osób inwestujących w krótkoterminowy najem. Według ostrożnych szacunków, w Pradze około 20 000 lokali jest wynajmowanych z myślą o turystach przyjeżdzających na kilka dni. </p><p>Rosnące koszty zakupu praskich mieszkań mają duży wpływ na ceny metrażu notowane dla całego kraju. W tym kontekście warto pamiętać, że Praga skupia około dwukrotnie większą część krajowego rynku nieruchomości mieszkaniowych niż Warszawa. </p><p>Banki centralne Czech i Słowacji podejmują działania mające na celu ograniczenie skali wzrostu cen nieruchomości mieszkaniowych. Przykładem jest podniesienie wymagań kapitałowych dla banków kredytujących mieszkania. Wspomniane rozwiązanie nie wyeliminuje jednak najważniejszej różnicy pomiędzy rynkiem pierwotnym w Polsce oraz innych krajach Grupy Wyszehradzkiej. Polscy deweloperzy są bardziej elastyczni podażowo niż firmy budujące nowe mieszkania na terenie Czech, Węgier i Słowacji. Ta cecha krajowej branży deweloperskiej uchroniła nas przed szybszymi wzrostami cen nowych mieszkań. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1093407,inwestycyjna-euforia-w-mieszkaniowce-rynek-zaczyna-sie-przegrzewac.html" title="Inwestycyjna euforia w mieszkaniówce. Rynek zaczyna się przegrzewać?">Inwestycyjna euforia w mieszkaniówce. Rynek zaczyna się przegrzewać?</a></p> Islandia, Katar, Rosja. W tych państwach mieszka się "ekstremalnie" http://forsal.pl/artykuly/1095131,islandia-katar-rosja-w-tych-panstwach-mieszka-sie-ekstremalnie.html 2018-01-05T13:47:41Z Ze względu na uwarunkowania klimatyczne, przeciętny Polak musi o 30-40 proc. dłużej oraz bardziej intensywnie ogrzewać swoje lokum niż mieszkaniec Niemiec, Holandii lub Wielkiej Brytanii. Mimo tych niedogodności, nie powinniśmy szczególnie narzekać na niekorzystne warunki przyrodnicze. Mieszkańcy niektórych krajów muszą się zmagać z kluczowymi problemami takimi jak np. brak opału, ekstremalne temperatury i deficyt wody pitnej. Warto sprawdzić, jak wspomniane trudności próbują przezwyciężyć obywatele Islandii, Rosji oraz Kataru. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><h2><b>Islandia już od dawna postawiła na geotermię</b></h2><p>Dzięki wpływom Prądu Zatokowego (Golfsztromu), Islandia posiada nieco cieplejszy klimat niż sugerowałoby to położenie geograficzne. Nie można jednak powiedzieć, że Wyspa Wulkanów rozpieszcza swoich mieszkańców wysokimi temperaturami. Przeciętna roczna temperatura w Reykjaviku to jedynie 4,3°C, podczas gdy porównywalny wynik dla Warszawy wynosi 7,8°C. Trzeba również wspomnieć, że w islandzkiej stolicy tylko przez dwa letnie miesiące średnia dobowa temperatura przekracza 10,0°C. </p><p>Jak tłumaczą <a href="https://rynekpierwotny.pl/">eksperci portalu RynekPierwotny.pl</a> przez wieki dla Islandczyków kluczowym problemem był niedobór drewna, czyli surowca służącego do budowy domów oraz ich ogrzewania. W czasach pierwszych osadników, brzozowe lasy pokrywały 25% powierzchni wyspy. Udział islandzkich lasów szybko jednak spadał (m.in. na wskutek wycinki, erupcji wulkanów oraz zmian klimatycznych). Już w XVIII - XIX wieku drewno było rzadkim surowcem. Dlatego mieszkańcy wulkanicznej wyspy wymyślili „ciepłe” domy z darni (oparte na drewnianym szkielecie). W XX wieku zaczęła już przeważać nowoczesna zabudowa, a potrzeby związane z ogrzewaniem zaspokajano poprzez import oleju opałowego. Uzależnienie od tego paliwa, spowodowało drastyczny wzrost islandzkiej inflacji po kryzysach naftowych (1973 r. i lata 1979 - 1982). </p><p>W odpowiedzi na drastyczny wzrost kosztów ogrzewania olejem opałowym, islandzki rząd zaczął mocno dotować technologię, z której rzadko korzystano od lat 30 - tych. Mowa o ogrzewaniu geotermalnym. Po ponad 30 latach inwestowania w geotermię, około 90% islandzkich mieszkań (tzn. lokali i domów) jest już ogrzewanych ciepłem pochodzącym z wnętrza ziemi. Obecnie olej lub gaz spalają tylko właściciele najbardziej izolowanych domostw. Warto wspomnieć, że islandzka geotermia generuje również 30% krajowej produkcji energii elektrycznej. Nadwyżki taniego prądu są wykorzystywane m.in. do obsługi potężnych serwerowni oraz wytopu aluminium. </p><h2><b>W Rosji do łask wróciły przedwojenne „burżujki” </b></h2><p>Mieszkańcy wielu rosyjskich miast, z zazdrością mogą patrzeć na nowoczesne technologie wykorzystywane przez Islandczyków. Po nadejściu zimy i srogich mrozów, w niemal całej Rosji zaczyna uwidaczniać się problem związany z całą infrastrukturą grzewczą. Bardzo wiele sieci ciepłowniczych zbudowanych jeszcze w latach 60 - tych i 70 - tych, teraz domaga się kosztownego remontu albo całkowitej wymiany. Szacunki Rosyjskiego Związku Inżynierów wskazują, że około 70% sieci przesyłowych należałoby pilnie wymienić. Kolejną kwestią jest wysoka energochłonność starszych budynków z cegły i wielkiej płyty (popularnych „chruszowówek”).</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj te: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1094829,rynek-mieszkaniowy-w-2018-roku-to-bedzie-ciekawy-czas.html">Rynek mieszkaniowy w 2018 roku. To będzie ciekawy czas</a></p><p>Awarie rosyjskiej infrastruktury grzewczej zwykle są usuwane tanim kosztem, a lokalne władze czasem organizują prowizoryczną pomoc polegającą np. na wypożyczaniu przenośnych piecyków. Takie żeliwne piecyki (tzw. „burżujki”) z rurą wystawianą przez okno, uratowały już życie wielu mieszkańcom mniejszych miejscowości. Warto dodać, że około 10% rosyjskich mieszkań z miast, nie posiada nawet centralnego ogrzewania. Analogiczny wynik dotyczący wsi jest znacznie wyższy. </p><h2><b>Katar wciąż zmaga się z niedoborem wody pitnej</b></h2><p>Jak tłumaczy Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl, mieszkańcy takich krajów jak na przykład Katar, w przeciwieństwie do Rosjan oraz Islandczyków, nie mogą narzekać na brak ciepła. Wręcz przeciwnie - jednym z tamtejszych priorytetów stało się pozyskanie „czystej” energii elektrycznej, którą można wykorzystać do zasilania licznych klimatyzatorów. Dzięki kosztownym inwestycjom, Katar już w 2030 r. zamierza produkować jedną piątą energii elektrycznej przy pomocy paneli słonecznych. </p><p>Istnieje jeszcze jedna kwestia, którą Katarczycy traktują bardzo priorytetowo. Mowa o rezerwach wody pitnej. Pomimo inwestycji w kosztowne systemy odsalające, niedawno zapasy wody w Katarze wystarczały tylko na 2 dni normalnego zużycia. Taka sytuacja była oczywiście nieakceptowalna (również w kontekście planowanego mundialu). Właśnie dlatego rozpoczęto kolejne kosztowne projekty związane z odsalaniem wody. Zgodnie z założeniami, po ukończeniu nowych odsalarni Katarczycy będą posiadali tygodniowe zapasy wody pitnej dla całej społeczności. Zwiększenie rezerwuaru cennej cieczy to w praktyce bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Wystarczy tylko wspomnieć, że cały projekt związany z powiększeniem zapasów katarskiej wody pitnej, będzie kosztował 5 mld USD, czyli około 3% krajowego PKB. </p><p>Pomimo trudności ze zgromadzeniem wody, mieszkańcy Kataru znajdują się w relatywnie dobrej sytuacji. Wpływy z eksportu węglowodorów, pozwalają bowiem Katarczykom na budowę kosztownych instalacji odsalających wodę morską. Takiego szczęścia nie ma około miliard ludzi, którzy są pozbawieni dostępu do czystej wody pitnej. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1094918,od-50-tys-do-5-7-mln-zl-tyle-kosztowaly-w-2017-roku-mieszkania-w-polsce.html">Od 50 tys. do 5,7 mln zł. Tyle kosztowały w 2017 roku mieszkania w Polsce</a></p> Biedny jak rolnik? Dziś ta grupa społeczna nie jest już najuboższa [DANE GUS] http://forsal.pl/artykuly/1094700,biedny-jak-rolnik-dzis-ta-grupa-spoleczna-nie-jest-juz-najubozsza-dane-gus.html 2017-12-29T14:00:15Z Gospodarstwa domowe pracowników zatrudnionych na stanowiskach robotniczych mają w przeliczeniu na osobę dochody mniejsze niż rolnicy. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W pierwszym półroczu tego roku przeciętny, miesięczny dochód rozporządzalny w gospodarstwach domowych rolników wyniósł w przeliczeniu na osobę ponad 1375 zł – wynika z danych GUS. Był realnie (po uwzględnieniu inflacji) aż o 36,9 proc. większy niż w tym samym okresie roku ubiegłego – szacuje prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej. Natomiast w gospodarstwach domowych osób utrzymujących się na własny rachunek dochód ten wzrósł o 7,7 proc., pracowników o 7,1 proc., emerytów o 2,7 proc. i rencistów o 11,6 proc. </p><p>Co ważne, w gospodarstwach domowych pracowników zatrudnionych na stanowiskach robotniczych miesięczny dochód na osobę wyniósł 1286 zł. Był więc o 89 zł mniejszy niż w rodzinach rolników. A tych pierwszych jest zdecydowanie więcej niż drugich. Bo wśród ok. 13,5 mln gospodarstw domowych aż jedna czwarta należy do pracowników na stanowiskach robotniczych, a rolnicy tworzą tylko ok. 4 proc. ogółu gospodarstw. I od dekady, z wyjątkiem 2015 r. i 2016 r. dochody tych pracowników są niższe niż rolników. </p><p>Pokutuje jednak przekonanie, że rolnicy to grupa społeczna o najniższych dochodach. </p><p>- Ten stereotyp wynika z historii. Na początku transformacji gospodarczej tylko przez dwa sezony dochody rolników były znacznie wyższe niż innych grup społecznych. A potem przez długie lata były zdecydowanie niższe. To się jednak zmieniło po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej, gdy rolnicy zaczęli otrzymywać dopłaty do gruntów na których prowadzą swoją działalność i płatności z tytułu wspólnej organizacji rynków rolnych - mówi prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz z SGH. </p><p>Dodaje, że otrzymują finansowe wsparcie ze Wspólnoty także na różnego typu inwestycje, w tym na zakup maszyn. Ponadto kondycja finansowa wielu gospodarstw poprawiła się zdecydowanie również dlatego, że część rolników uruchomiła dodatkowy biznes polegający na przykład na agroturystyce, sprzedaży nawozów, pasz czy innych środków związanych z produkcją rolniczą. Wielu wykonuje także różnego typu usługi na rzecz innych gospodarstw i nie związane z rolnictwem - m.in. budowlane. Jedni robią to oficjalnie, a inni funkcjonują w szarej strefie gospodarki i unikają fiskusa. </p><p>- Uważam, że obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby dochody rolników z całej ich działalności były opodatkowane w takim samym stopniu, jak innych grup ludności. Są już w takiej sytuacji finansowej, że powinni płacić takie same jak pracownicy lub firmy podatki dochodowe, składki na emerytury i renty oraz na ubezpieczenia zdrowe. Wtedy nie byłoby między innym ogromnej dziury finansowej w służbie zdrowia i nie byłoby konieczne zwiększanie wydatków na opiekę zdrowotną do 6 proc. PKB w perspektywie kilku lat. Politycy nie planują jednak tego rodzaju zmian, bo chcą utrzymać swoich wyborców - twierdzi prof. Duczkowska-Małysz z SGH. </p><p>Dlaczego dochody rolników poszybowały tak wysoko w pierwszym półroczu tego roku ? -To efekt realnego wzrostu dochodów z indywidualnego gospodarstwa rolnego o 49,8 proc. oraz dochodów ze świadczeń społecznych aż o 138,1 proc. w których decydujący udział miały świadczenia z programu Rodzina 500 plus. Natomiast do podwyższenia poziomu dochodów z produkcji rolniczej przyczynił się wzrost cen skupu podstawowych produktów rolnych, w tym mleka o 25,9 proc., trzody chlewnej o 21,4 proc., bydła o 5,1 proc., pszenicy o 7,2 proc. i żyta o 5,2 proc. – wyjaśnia prof. Świetlik. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1094487,jest-gorzej-niz-myslimy-oto-dlaczego-naukowcy-nie-mowia-nam-calej-prawdy-o-stanie-srodowiska.html">Jest gorzej niż myślimy? Oto dlaczego naukowcy nie mówią nam całej prawdy o stanie środowiska</a></p> Rośnie liczba mieszkańców Czech. Głównie dzięki imigrantom http://forsal.pl/artykuly/1094647,rosnie-liczba-mieszkancow-czech-glownie-dzieki-imigrantom.html 2018-01-01T22:49:32Z W pierwszych trzech kwartałach mijającego roku liczba mieszkańców Czech zwiększyła się o 19 tysięcy. Nie jest to imponujący wynik w kraju, w którym żyje 10,6 mln ludzi. Szczególnie, że wzrost ten nastąpił głównie w wyniku większego napływu do tego kraju imigrantów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Czechy są jednym z nielicznych krajów w Europie Środkowo-Wschodniej, z którego mniej ludzi emigruje za granicę, a więcej do niego przyjeżdża w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków do życia. Przykładowo w 2015 roku ludność tego kraju zwiększyła się o 0,28 proc. w wyniku napływu imigrantów, natomiast w tym samym roku liczba mieszkańców Polski zmniejszyła się w wyniku emigracji z naszego kraju o 0,57 proc.</p><p>Do Czech przyjeżdżają imigranci głównie z takich krajów, jak Ukraina, Słowacja, Rumunia i Bułgaria. Bardzo niewielu Polaków (głównie z powiatu cieszyńskiego i innych przygranicznych miejscowości) poszukuje w tym kraju pracy. Pewnie dlatego, że zarobki w Czechach są podobne jak w naszym kraju, a w niektórych branżach nawet niższe. </p><p>Wzrost liczby mieszkańców Czech w minionych trzech kwartałach nie był więc tylko efektem większego niż w analogicznym okresie 2016 roku przyrostu naturalnego ludności. W pierwszych trzech kwartałach 2017 roku w Czechach przyszło na świat 85 669 dzieci, czyli o 172 mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W tym 48,9 proc. nowo narodzonych dzieci przyszło na świat w związkach pozamałżeńskich. W przypadku pierworodnych dzieci wskaźnik ten był wyższy i wyniósł 58,6 proc., a w przypadku drugiego w danym związku dziecka - 38,9 proc. Największy udział w rodzeniu dzieci w Czechach miały kobiety w wieku 30 lat. Zwiększyła się także przeciętna wieku, w którym młode Czeszki i Czesi zawierają związek małżeński. W przypadku kobiet jest to 27 lat, a przypadku mężczyzn 30 lat. W omawianym okresie minionego roku zawarto w Czechach 45 596 małżeństw, czyli o 1577 więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Dla porównania zmniejszyła się w tym czasie w niewielkim stopniu liczba rozwodów - o 300 do poziomu 18 927, z czego 43 proc. wszystkich rozwodów została orzeczona za porozumieniem stron, bez orzekania o winie któregokolwiek z małżonków. W 2017 roku przeciętny okres trwania małżeństwa w Czechach nie uległ w porównaniu do roku poprzedniego zmianie i wynosi obecnie tylko lub aż 14,8 lat.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/demografia/artykuly/1014521,to-pokolenie-moze-sprowadzic-swiat-na-krawedz-zapasci.html">Czterdziestolatek 30 lat później. To pokolenie może sprowadzić świat na krawędź zapaści</a></p><p>Zwraca uwagę wzrost liczby zgonów z 79,5 tys. w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku do 83,3 tys. w analogicznym okresie 2017 r. Największa śmiertelność występuje w Czechach w pierwszych dwóch miesiącach każdego roku. Jednak połowa zmarłych mieszkańców tego kraju miała 78 i więcej lat. Wydłuża się jednocześnie średnia długość życia zarówno mężczyzn (77 lat), jak i kobiet (79 lat). Zmniejsza się natomiast z roku na roku śmiertelność wśród nowo narodzonych dzieci w ciągu pierwszego roku ich życia. W 2017 umarło tylko 225 dzieci w tym przedziale wiekowym. Podobnie jak w większości innych krajów UE niekorzystną zmianą demograficzną w Czechach jest postępujące starzenie się społeczeństwa i coraz mniejsza w stosunku do całej populacji liczba dzieci i ludzi młodych. Nie zrekompensuje tego stosunkowo nieduży, jak na potrzeby czeskiej gospodarki, napływ imigrantów, który od paru ostatnich lat nie przekracza 50 tys. osób rocznie.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p>