© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: handel 2018-10-16T00:51:22+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/handel Legendarna amerykańska sieć handlowa ogłosiła bankructwo. "Umierała przez wiele lat" http://forsal.pl/artykuly/1303787,amerykanska-siec-handlowa-sears-oglosila-bankructwo.html 2018-10-15T20:06:18Z Legendarna amerykańska sieć Sears, Roebuck and Company, potocznie zwana po prostu Sears, ogłosiła dziś upadłość. Jej początki sięgają roku 1886, kiedy to jeden z założycieli sieci, Richard Sears, rozpoczął sprzedaż wysyłkową zegarków.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Prezydent Donald Trump ze smutkiem przyjął w poniedziałek wiadomość o bankructwie słynnej firmy handlowej, znanej dawniej ze swoich katalogów sprzedaży wysyłkowej.</p> <p>"Kiedy dorastałem, Sears to była wielka rzecz. Sears umierał przez wiele lat, bez wątpienia firma była źle zarządzana przez wiele lat" - powiedział Trump.</p> <p>Nostalgię prezydenta podziela wielu Amerykanów, którzy wychowywali się w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia, kiedy Sears był amerykańską instytucją.</p> <p>"Katalog Searsa, nazywany 'książką życzeń', był przed internetem jak 'przeglądarka internetowa', bo z tego katalogu każdy Amerykanin, nawet na dalekiej prowincji, mógł kupić te same rzeczy” - powiedział w wywiadzie dla "Wall Street Journal" Gordon Weil, autor historii tej firmy, opublikowanej pod znamiennym tytułem "Sears, Roebuck, USA".</p> <p>Symbolem potęgi firmy do roku 2014 była jej chicagowska “siedziba główna" w Sears Tower - w "Wieży Searsa" (obecnie Willis Tower) - w najwyższym biurowcu Ameryki; obecnie Sears jest winien swym wierzycielom razem z odsetkami 5 mld dol. Sama obsługa tego astronomicznego długu kosztuje 440 mln dol. rocznie.</p> <p>Korporacja ogłosiła niewypłacalność przed poniedziałkowym terminem spłaty wierzycielom kolejnej raty w wysokości 134 mln dol.</p> <p>Ogłoszenie przez Sears upadłości na podstawie paragrafu 11. Kodeksu Upadłościowego USA zapewnia sieci ochronę sądową przed roszczeniami wierzycieli i daje czas na przeprowadzenie restrukturyzacji.</p> <p>Zarząd korporacji ma nadzieję, że restrukturyzacja sieci, która była pionierem wielu nowych metod sprzedaży i dominowała w amerykańskim handlu detalicznym w XX wieku, sprawi, że stanie się ona znowu rentowna.</p> <p>Na podstawie porozumienia z wierzycielami korporacja będzie mogła nadal prowadzić sprzedaż w większości swoich domów towarowych.</p> <p>W ramach postępowania upadłościowego Sears Holdings Corp., korporacja - matka domów handlowych, w których przed wprowadzeniem sprzedaży internetowej Amerykanie kupowali wszystko od sukni ślubnych, poprzez lodówki i telewizory, do narzędzi i nowych opon, zamierza do końca roku zamknąć około 190 sklepów przynoszących straty.</p> <p>Obecnie Sears Holdings Corp. posiada w Stanach Zjednoczonych 687 domów towarowych operujących pod nazwą "Sears” i sklepów "K-Mart”, sieci, którą Sears Holdings Corp. kupił w roku 2005. Firma zatrudnia obecnie 68 tys. osób. U szczytu swej świetności w roku 1969 Sears miał na całym świecie ponad 350 tys. pracowników. Wyprzedaże w sklepach, które mają być zlikwidowane do końca roku, rozpoczną się w przyszłym miesiącu.</p> <p>Przed ogłoszeniem upadłości przez Sears na krok taki zdecydowało się wiele innych sieci handlowych, w tym największy, mający w Stanach Zjednoczonych 800 sklepów sprzedawca zabawek Toys'R'Us. Zdaniem ekspertów Toys'R'Us, tak jak legendarny Sears, nie wytrzymał konkurencji ze strony sklepów internetowych i stał się - od nazwy największego internetowego domu wysyłkowego Amazon.com - ofiarą "efektu Amazon".</p> Korea Północna zachęca zagranicznych inwestorów na nowej stronie internetowej http://forsal.pl/artykuly/1303383,korea-polnocna-zacheca-zagranicznych-inwestorow-na-nowej-stronie-internetowej.html 2018-10-15T13:12:17Z Korea Północna uruchomiła niedawno stronę internetową poświęconą handlowi zagranicznemu i inwestycjom – podała w poniedziałek agencja Yonhap, oceniając to jako próbę zachęcenia zagranicznych inwestorów, mającą na celu stymulację wzrostu gospodarczego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Strona zatytułowana „Handel zagraniczny KRLD” opisuje m.in. politykę handlową i prawo handlowe Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, a także przedstawia wykazy północnokoreańskich firm handlowych, projektów inwestycyjnych, specjalnych stref gospodarczych i towarów handlowych.</p> <p>Według Yonhapu uruchomienie nowej strony jest zgodne z kwietniową deklaracją władz komunistycznej Korei Północnej, które zapowiadały przeniesienie ciężaru swojej polityki ze zbrojeń nuklearnych i rakietowych na rozwój gospodarczy kraju.</p> <p>Strona zawiera m.in. opisy 14 projektów, które mogą być celami zagranicznych inwestycji. Są wśród nich hotele, centrum handlowe, centrum fitnessu, restauracja, elektrownia wodna, farma wiatrowa i połączenie kolejowe w Regionie Turystycznym Kumgangsan na obszarze Gór Diamentowych.</p> <p>Połowę opisanych inicjatyw stanowią hotele, a największym projektem jest renowacja linii kolejowej, która według przedstawionych na stronie szacunków ma kosztować 323,5 mln dolarów.</p> <p>Zdaniem części komentatorów jeśli społeczność międzynarodowa zdecyduje się na złagodzenie sankcji gospodarczych przeciwko Korei Płn., kraj ten może się stać atrakcyjnym miejscem dla zagranicznych inwestorów. Sankcje nałożono w związku ze zbrojeniami nuklearnymi i rakietowymi Pjongjangu.</p> <p>Północnokoreański przywódca Kim Dzong Un wielokrotnie deklarował w tym roku skłonność do „całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego”, a północnokoreańscy urzędnicy naciskają na złagodzenie sankcji, w czym popierają ich dyplomaci chińscy i rosyjscy. Waszyngton wyklucza jednak jakiekolwiek ustępstwa do czasu pełnej, możliwej do zweryfikowania i nieodwracalnej denuklearyzacji.</p> <p>Południowokoreańska państwowa Korporacja Surowców Korei (KRC) oszacowała niedawno, że Korea Północna posiada złoża mineralne, które zgodnie z obecnymi cenami warte są ok. 3,3 bln dolarów. Reżim dysponuje m.in. złożami magnezytu, grafitu, rudy żelaza i wolframu - napisano w raporcie KRC przedstawionym parlamentowi w Seulu.</p> <p>W maju sekretarz stanu USA Mike Pompeo wspomniał, że jeśli Pjongjang zrezygnuje z broni jądrowej, amerykańskie firmy będą mogły inwestować w północnokoreańską sieć energetyczną i sektory rolnicze. Zaznaczył jednak, że chodzi wyłącznie o firmy sektora prywatnego, a nie o rząd USA.</p> <p>Inwestycje w turystykę zamiast zbrojeń sugerował Kim Dzong Unowi prezydent USA Donald Trump. Po ich czerwcowym szczycie w Singapurze Trump oświadczył, że Korea Północna ma „świetne plaże”, a Kim „może mieć u siebie najlepsze hotele świata”.</p> Eksport i import w górę. NBP podał dane za sierpień http://forsal.pl/artykuly/1303315,eksport-i-import-w-gore-nbp-podal-dane-za-sierpien.html 2018-10-15T12:11:19Z Eksport towarów z Polski wzrósł w sierpniu br. o 7,4% r/r do 17 195 mln euro, zaś import wzrósł o 11,2% r/r do 17 524 mln euro, wynika z danych przedstawionych przez Narodowy Bank Polski (NBP). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Saldo obrotów towarowych było ujemne i wyniosło 329 mln euro, a w analogicznym miesiącu 2017 r. wyniosło 242 mln&#160;euro. . <br /> </p><p>"Oszacowana wartość eksportu towarów wyniosła 73,7 mld zł, co oznacza wzrost o 5,4 mld zł, tj. o 7,9% w stosunku do analogicznego miesiąca 2017 r. W omawianym okresie wzrosła sprzedaż komputerów, produktów rafinacji ropy naftowej, tworzyw sztucznych oraz odbiorników telewizyjnych. Wartość importu towarów w porównaniu z sierpniem 2017 r. wzrosła o 7,9 mld zł, tj. o 11,7% i osiągnęła poziom 75,1 mld zł. Do wzrostu importu przyczyniło się przede wszystkim zwiększenie wartości dostaw ropy naftowej, produktów rafinacji ropy naftowej oraz odbiorników telewizyjnych" - napisano w komentarzu banku centralnego. <br /> </p><p>Deficyt w obrotach towarowych wyniósł 1,4 mld zł. W analogicznym miesiącu 2017 r. saldo obrotów towarowych było dodatnie i wyniosło 1 mld zł. <br /> </p><p>"Przychody z tytułu eksportu usług wyniosły 20,6 mld zł i w porównaniu do sierpnia 2017 r. wzrosły o 1,8 mld zł, tj. o 9,7%. Wartość rozchodów wyniosła 13,8 mld zł i wzrosła o 0,9 mld zł, tj. o 7,2%. Na dodatnie saldo usług w wysokości 6,8 mld zł złożyły się dodatnie salda pozostałych usług (3,7 mld zł), usług transportowych (2,4 mld zł) oraz podróży zagranicznych (0,7 mld zł)" - czytamy dalej.&nbsp;</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/inflacja/artykuly/1303029,inflacja-spowolnila-do-1-9-proc-gus-podal-dane-za-wrzesien.html">Inflacja spowolniła do 1,9 proc. GUS podał dane za wrzesień</a></p> Niewłaściwie przechowujesz sprzedawane leki? Możesz dostać 5 lat więzienia http://forsal.pl/artykuly/1302915,niewlasciwie-przechowujesz-sprzedawane-leki-mozesz-dostac-5-lat-wiezienia.html 2018-10-15T18:12:29Z Właściciele hipermarketów oraz lokalnych sklepów. Zarządzający stacjami benzynowymi. A także zwyczajni sprzedawcy i kioskarze. Wszystkim im będzie groziło do pięciu lat pozbawienia wolności za niewłaściwe przechowywanie medykamentów]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Niektóre leki, głównie te przeciwbólowe, dopuszczona jest do obrotu pozaaptecznego. Oznacza to, że możemy je kupić w sklepach, kioskach czy na stacjach benzynowych. Farmaceuci od lat zwracają uwagę na to, że są one niewłaściwie przechowywane. Często wrzucane do koszy z promocjami wraz z innymi produktami, niekiedy leżą w pobliżu grzejnika. Standardem jest też umieszczanie środków przeciwbólowych na półkach obok wysokoprocentowych alkoholi. Są w sklepach łatwo dostępne, niestety także dla małych dzieci.</span></p><p class="tresc"><span>Zawarty w opublikowanym niespełna dwa tygodnie temu projekcie nowelizacji prawa farmaceutycznego przepis powinien to zmienić. Albo przynajmniej da prokuraturze podstawę do ścigania tych, którzy niewłaściwie przechowują produkty lecznicze. <b>Za przechowywanie leków niezgodnie z prawem farmaceutycznym grozić bowiem będzie od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.</b></span></p><h3 class="srodtyt"><span>Więzienie za leki</span></h3><p class="tresc"><span>– Pomysł wsadzania ludzi do więzień za złe ułożenie na półce leku z ibuprofenem to kretynizm. Kolejny dowód na to, że polityka karna w Polsce jest prowadzona bez pomyślunku – uważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.</span></p><p class="tresc"><span>– Rozumiem ideę karania za niewłaściwe przechowywanie leków, ale sankcja karna powinna dotyczyć tylko tych przypadków i tych produktów medycznych, których złe składowanie może być groźne dla ludzkiego życia – twierdzi adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga i ekspert prawny BCC.</span></p><p class="tresc"><span>Przedstawiciele przedsiębiorców podkreślają, że tworzone właśnie prawo będzie drakońskie i zupełnie niedostosowane do skali przewinienia.</span></p><p class="tresc"><span>– Zakładam, że przewidziana w projekcie kara mogłaby grozić za niezgodne z prawem przechowywanie w szpitalu wrażliwego leku nowotworowego. Wszyscy bowiem mamy prawo oczekiwać najwyższych standardów. Ale czy na pewno taki przypadek powinien być zrównywany w świetle projektowanego art. 127 prawa farmaceutycznego z trzymaniem tabletek przeciw bólowych w kiosku, w którym temperatura jest o dwa stopnie Celsjusza wyższa niż wskazana w przepisach? – pyta mec. Radosław Płonka. I sam na swoje pytanie odpowiada: – Naruszenie prawa powinno podlegać sankcji. Nie może być oczywiście przyzwolenia nawet na złe przechowywanie najmniej wrażliwych leków sprzedawanych bez recepty. Ale sankcja musi być rozsądna, proporcjonalna.</span></p><p class="tresc"><span>– W przeciwnym razie będzie trzeba budować więzienie za więzieniem. I będziemy wsadzać wówczas tych złoczyńców z hipermarketów, którzy ośmielili się położyć opakowanie ibuprofenu w złym miejscu – kpi Cezary Kaźmierczak.</span></p><h3 class="srodtyt"><span>Szkodliwość czynu</span></h3><p class="tresc"><span>Ministerstwo Sprawiedliwości jednak uspokaja. Już kilka dni temu na naszych łamach wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł przekonywał, że nie chodzi o to, by ktokolwiek trafił do zakładu karnego. Tworzone w ramach nowelizacji prawa farmaceutycznego przepisy karne mają być swoistego rodzaju straszakiem dla tych, którzy dotychczas lekceważyli wyśrubowane standardy jakościowe. System kar administracyjnych bowiem się nie sprawdzał. To efekt tego, że placówek mogących sprzedawać leki dopuszczone do obrotu pozaaptecznego jest ogrom, a mogących je kontrolować inspektorów farmaceutycznych w całej Polsce zaledwie 120. Naczelna Izba Aptekarska obliczyła nawet na podstawie tempa przeprowadzanych kontroli, że aby sprawdzić choć raz wszystkie hipermarkety, sklepy, kioski i stacje benzynowe, funkcjonariusze potrzebowaliby 1200 lat.</span></p><p class="tresc"><span>Zagrożenie karą było więc iluzoryczne. A gdy nawet ktoś wpadł, kończyło się na kilkusetzłotowym mandacie. Resort sprawiedliwości wierzy, że nowy przepis zmobilizuje przedsiębiorców i zatrudnionych pracowników do większej staranności. Zarazem przestępstwo będzie można popełnić jedynie umyślnie.</span></p><p class="tresc"><span>„Celem projektu nie jest bowiem penalizowanie czynów stanowiących np. drobne pomyłki, a jedynie zamierzonych naruszeń obowiązków wynikających z ustawy” – czytamy w uzasadnieniu. Umyślność oznacza, że sprawca będzie musiał chcieć naruszyć przepisy lub co najmniej, przewidując taką możliwość, godzić się z tym, że jego działanie doprowadzi do takiego skutku. Przykładowo więc jeśli się okaże, że leki leżą na złej półce, ale z zapisu monitoringu wynikać będzie, że zostały tam położone kilka minut wcześniej przez klienta sklepu – nikt nie poniesie konsekwencji z art. 127 prawa farmaceutycznego.</span></p><p class="tresc"><span>Ścigani najprawdopodobniej nie będą również ci, którzy np. wrzucą opakowania leków do kosza z promocjami. Resort sprawiedliwości podkreśla bowiem, że warunkiem – jak to jest przy przepisach karnych – jest, aby społeczna szkodliwość popełnionego czynu nie była znikoma.</span></p><p class="tresc"><span>– Z doświadczenia zawodowego wiem, że intencje projektodawców często są słuszne, ale stosowanie przepisów potem przez uprawnione do tego organy daleko inne od pierwotnych zamierzeń tworzących prawo – zaznacza mec. Radosław Płonka.</span></p><p class="tresc"><span>Zdaniem przedsiębiorców najlepiej by się stało, gdyby ustawodawca zdecydował się wyłączyć karalność sankcją pozbawienia wolności za naruszenia w sprzedaży leków sprzedawanych bez recepty. Złamanie przepisów w zakresie handlu produktami OTC powinno podlegać co najwyżej karze grzywny.</span><span class="tresc-bold"> </span><span class="allCaps"><b>©℗</b></span></p><p class="podstawa-txt"><span>&gt;&gt;&gt; Polecamy: </span><a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1302163,zabka-w-opalach-franczyza-to-praca.html">Żabka w opałach. Franczyza to praca?</a></p> Żabka w opałach. Franczyza to praca? http://forsal.pl/artykuly/1302163,zabka-w-opalach-franczyza-to-praca.html 2018-10-15T05:54:04Z Byli franczyzobiorcy Żabki, którzy nie chcą płacić rzekomych długów wobec sieci, starają się wykazać, że byli jej pracownikami, a nie partnerami biznesowymi. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Przedstawiają mocne argumenty – iluzoryczną swobodę działalności, funkcjonowanie na podstawie szczegółowych wytycznych franczyzodawcy (podporządkowanie) i pod jego kontrolą. Pierwsza tego typu sprawa trafiła już do sądu rejonowego w Poznaniu. Jeśli zakończy się pozytywnie dla pozywających, na wokandę trafią kolejne.</p><p><b>Żabka </b>odpiera zarzuty, podkreślając, że ajenci m.in. sami rejestrują działalność, zatrudniają pracowników i płacą podatki.</p><h2><b>Franczyzobiorca na etacie</b></h2><p>W sądzie jest pierwsza sprawa, w której ajent Żabki domaga się uznania go za pracownika. Ma go to uchronić przed rzekomymi długami wobec sieci. Wyrok może mieć znaczenie dla całej branży.</p><p>Franczyzobiorcy Żabki twierdzą, że byli jej pracownikami, a nie równorzędnymi partnerami umowy cywilnoprawnej (franczyzy). W ten sposób chcą doprowadzić do uchylenia nakazów zapłaty z weksla na rzecz sieci (franczyzobiorcy podpisywali te ostatnie in blanco na poczet ewentualnych roszczeń „Żabki” wynikających ze współpracy). Pierwszą taką sprawą zajmuje się Sąd Rejonowy Stare Miasto w Poznaniu.</p><p>– Jeśli zakończy się pozytywnie dla franczyzbiorcy, do sądów trafią kolejne tego typu sprawy – tłumaczy Lech Obara, radca prawny z kancelarii Lech Obara i Współpracownicy, reprezentujący ajenta.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b>W sieci</b></h2><p>W sprawie prowadzonej przed poznańskim sądem franczyzbiorca w całości zaskarżył nakaz zapłaty wydany w postępowaniu nakazowym (na kwotę 65 468,53 zł). Zarzucił sieci wypełnienie weksla in blanco pomimo nieistnienia zobowiązania. Przedstawił też zarzut nieważności zobowiązania wekslowego.</p><p>– Żądanie uchylenia nakazu zapłaty i wstrzymania jego wykonania uzasadniamy m.in. tym, że nie wiadomo, jak powstał dług, którego spłaty domaga się „Żabka” – tłumaczy Lech Obara.</p><p>Weksel in blanco miał być wypełniony przez franczyzodawcę jedynie w przypadku, gdy powstaną należności pieniężne z tytułu niedoborów i innych szkód materialnych powstałych w związku z prowadzeniem placówki handlowej przez ajenta. Ten ostatni twierdzi, że regularnie (w zasadzie codziennie) spłacał obowiązujące go należności w kwocie takiej, jaką wskazała mu sama sieć. Wielokrotnie prosił franczyzodawcę o wyjaśnienie, z czego wynika dochodzona należność. W odpowiedzi otrzymał zestawienie dokumentów i wyliczone na jego podstawie saldo, mające wskazywać, że nie zostały pokryte zobowiązania na kwotę wskazaną w pozwie. Zdaniem franczyzobiorcy budzi ono wątpliwości (niektóre faktury nie powinny być wliczane do rozliczenia końcowego).</p><h2><b>To etat?</b></h2><p>Jeszcze istotniejsze są argumenty, które mają przemawiać za nieważnością zobowiązania wekslowego. Zdaniem pełnomocników ajenta obie strony nie łączyła umowa o współpracę (cywilnoprawna), lecz ta o pracę. A pracodawca nie może zabezpieczyć wekslem swoich ewentualnych roszczeń wobec zatrudnionego (potwierdził to m.in. Sąd Najwyższy w wyroku z 19 marca 1998 r., sygn. akt I PKN 560/97).</p><p>– Kierownicy Żabki to teoretycznie przedsiębiorcy. Ale umowy cywilnoprawne łączące ich z siecią mogą być tak skonstruowane, że swoboda ich działalności gospodarczej jest iluzoryczna – wyjaśnia Szymon Topa, radca prawny z kancelarii Obara i Współpracownicy.</p><p>Zgodnie z k.p. i orzecznictwem SN, jeżeli osoba wykonuje obowiązki osobiście w sposób ciągły, w podporządkowaniu wobec pracodawcy i za wynagrodzeniem, to łączy ich umowa o pracę (bez względu na to, jaki kontrakt podpisali). Zdaniem pełnomocników ajenta rzekoma franczyza spełnia te kryteria. Franczyzobiorca mógł zatrudniać innych pracowników do obsługi sklepu, ale w praktyce sam musiał też świadczyć pracę m.in. ze względu na zakres obowiązków wynikających z umowy (a także wytycznych sieci) oraz wysokość możliwego do osiągnięcia dochodu (z prowadzenia placówki). Dodatkowo w niektóre dni tylko on mógł prowadzić handel (umowa z siecią zobowiązywała go do otwierania sklepu także w święta, a w takie dni pracownicy mają wolne z mocy k.p.).</p><p>Z zarzutów ajenta od wyroku nakazowego wynika też, że nie miał on żadnego wpływu na ofertę sklepu, musiał w praktyce codziennie sprawdzać, czy otrzymał wytyczne od franczyzodawcy, które następnie realizował, licząc się z tym, że w każdym momencie może skontrolować go partner ds. sprzedaży i w razie negatywnej weryfikacji otrzyma obniżone świadczenie (wynagrodzenie). To jeden z argumentów, który – zdaniem skarżących – potwierdza pracownicze podporządkowanie kierownika sklepu.</p><h2><b>Jest swoboda</b></h2><p>Zdaniem Żabki w świetle przepisów i zgodnie ze znanymi jej ekspertyzami prawnymi franczyzobiorcy sieci są samodzielnymi przedsiębiorcami, działającymi na własny rachunek.</p><p>– Świadczy o tym między innymi to, że sami rejestrują działalność, uzyskują właściwe uprawnienia i pozwolenia, rekrutują i zatrudniają pracowników oraz rozliczają zobowiązania wobec ZUS i płacą podatki. Tak jak wszyscy przedsiębiorcy codziennie podejmują różne decyzje biznesowe, które przekładają się na wyniki finansowe ich działalności gospodarczej. To, że podobnie jak wielu innych przedsiębiorców wspólnie działają pod jedną, rozpoznawalną marką, dzięki czemu mogą zwiększać swoją konkurencyjność wobec dużych sieci handlowych, w żaden sposób nie wpływa na ich status samodzielnego przedsiębiorcy – odpowiada biuro prasowe Żabka Polska.</p><p>A jak mówi Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie w firmie Profit System, sieci działających podobnie jak Żabka jest w Polsce więcej, a ich cechą charakterystyczną jest to, że wymagają niewielkiego wkładu własnego od franczyzobiorcy – ten musi ponieść jedynie koszty założenia działalności i pozyskania niezbędnych koncesji, np. na alkohol. Pozostałe wydatki związane z wyposażeniem i zatowarowaniem sklepu pokrywa sieć. – Normalne jest więc, że taki franczyzobiorca ma mniejsze uprawnienia. Ale też jego stosunek z siecią jest mniej trwały. Umowa może zostać wypowiedziana przez każdą ze stron za trzymiesięcznym wypowiedzeniem. To faktycznie upodabnia ją do stosunku pracy. Tyle że moim zdaniem absolutnie nim nie jest. Franczyzobiorcy Żabki są bowiem rozliczani z wyniku sklepu. Sami decydują, czy zatrudnią pracownika, płacą podatki – podsumowuje Michał Wiśniewski.</p><p>Prawnicy zachowują jednak więcej wstrzemięźliwości.</p><p>– Tego typu sprawy pokazują, jak bardzo zmodyfikowane są obecnie stosunki zależności w prowadzeniu działalności gospodarczej. Niektóre z nich zawierają elementy podległości charakterystycznej dla sfery zatrudnienia. To dowód na to, że prawo nie nadąża za realiami gospodarczymi – uważa Sławomir Paruch, partner w kancelarii Raczkowski Paruch.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/aktualnosci/artykuly/1299257,to-koniec-serow-topionych-millenialsi-zmieniaja-amerykanska-kulture-jedzenia.html">To koniec serów topionych? Millenialsi zmieniają amerykańską kulturę jedzenia</a></p> Przedsiębiorcy stracą na sprzedaży auta http://forsal.pl/artykuly/1302162,przedsiebiorcy-straca-na-sprzedazy-auta.html 2018-10-15T05:44:43Z Zbycie niezamortyzowanego jeszcze pojazdu przestanie być opłacalne podatkowo. W sumie firma nie będzie mogła odliczyć więcej niż 150 tys. zł. Nawet jeżeli samochód kosztował np. pół miliona złotych.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Taki będzie efekt „wrzutki” dokonanej w zasadzie w końcówce prac sejmowych nad projektem nowelizacji ustawy o PIT i CIT. Niekorzystna dla przedsiębiorców zmiana została wprowadzona na ostatnim posiedzeniu komisji finansów publicznych.</p><p>– Tym samym projekt resortu finansów „reklamowany” przez samych autorów jako przyjazny dla firm wprowadza rozwiązanie, które bezpośrednio uderzy ich po kieszeni – twierdzi Marta Szafarowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens. Dodaje, że zmiana ograniczy odliczenia dla wszystkich podatników, którzy kupują auta o wartości powyżej 150 tys. zł.</p><h2><b>Efekt poprawki komisji finansów publicznych</b></h2><p>Prowadzący firmę zaliczy do kosztów podatkowych maksymalnie 150 tys. zł wydatków związanych z zakupem auta osobowego. Nie będzie mógł odliczyć przy jego sprzedaży więcej niż ten limit.</p><p>Taki będzie efekt poprawki, którą przyjęła sejmowa komisja finansów publicznych podczas prac nad projektem nowelizacji przepisów o PIT, CIT oraz niektórych innych ustaw. W przyszłym tygodniu odbędzie się jego drugie czytanie.</p><p>Zasadniczo zakłada on podwyższenie od 2019 r. do 150 tys. zł (z 20 tys. euro, czyli ok. 86 tys. zł) limitu amortyzacji aut osobowych, który przedsiębiorca będzie mógł zaliczyć do kosztów podatkowych.</p><p>Wprowadzona przez komisję zmiana ma zapobiec wykazywaniu przez podatników straty ze zbycia pojazdu, która kompensuje dochód z innych operacji gospodarczych. Ma dotyczyć tylko aut, które zostaną wprowadzone do ewidencji środków trwałych po 31 grudnia 2018 r.</p><p>Poprawka będzie niekorzystna, gdy samochód będzie miał wartość powyżej 150 tys. zł, a przedsiębiorca sprzeda go przed jego zamortyzowaniem.</p><h2><b>Skutki zmiany przepisów</b></h2><p>Załóżmy, że przedsiębiorca wprowadza do ewidencji środków trwałych samochód o wartości 300 tys. zł (wartość netto + nieodliczony VAT). Auto jest amortyzowane według stawki 20 proc. przez trzy lata, czyli po 60 tys. zł rocznie (łącznie 180 tys. zł). Po tym czasie przedsiębiorca sprzedaje samochód za 100 tys. zł.</p><p>Dziś przedsiębiorca w momencie sprzedaży może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wartość początkową auta pomniejszoną o odpisy amortyzacyjne niezależnie od tego, czy ujął je w kosztach podatkowych. Kosztem przy sprzedaży będzie więc: 120 tys. zł (300 tys. zł – 180 tys. zł).</p><p>Nie ma dziś znaczenia, jaką wartość odpisu podatnik faktycznie ujął w kosztach podatkowych. Obecny limit 20 tys. euro pozwala potrącić od przychodu odpisy amortyzacyjne proporcjonalnie do wartości ok. 86 tys. zł przez cały okres używania. W naszym przykładzie byłoby to przez trzy lata ok. 51,6 tys. zł.</p><p>Ostatecznie podatnik wykaże ze sprzedaży stratę w wysokości 20 tys. zł (przychód 100 tys. zł – koszty 120 tys. zł). Będzie mógł obniżyć o nią dochód wygenerowany z innych transakcji.</p><p>Wedle nowych zasad kosztem przy sprzedaży auta będzie różnica między nowym limitem amortyzacji podatkowej – czyli 150 tys. zł (zostanie podwyższony z 20 tys. euro) – a wartością odpisów amortyzacyjnych zaliczonych przez podatnika do kosztów uzyskania przychodu.</p><p>Przez trzy lata użytkowania auta podatnik ujmie w kosztach podatkowych odpisy amortyzacyjne w kwocie 90 tys. zł. Przy sprzedaży samochodu potrąci więc tylko 60 tys. zł (150 tys. zł – 90 tys. zł ). Sprzedając samochód za 100 tys. zł, wykaże więc dochód w wysokości 40 tys. zł (przychód 100 tys. zł – koszty 60 tys. zł).</p><p>Wprawdzie nowelizacja pozwoli przedsiębiorcom odliczać od przychodu podatkowego wyższe odpisy amortyzacyjne, ale przy sprzedaży (jeśli dojdzie do niej przed całkowitym umorzeniem) przedsiębiorcy potrącą mniej.</p><h2><b>Skąd wziął się problem</b></h2><p>– Poprawka zastąpiła inne planowane rozwiązanie, które miało uniemożliwić firmom leasingowym dokonywanie odpisów amortyzacyjnych z zastosowaniem obniżonej stawki w odniesieniu do aut osobowych – twierdzi Marta Szafarowska, doradca podatkowy i partner w Gekko Taxens.</p><p>Metoda ta pozwala więcej ująć w kosztach przy sprzedaży auta. Załóżmy, że podatnik wprowadza do ewidencji środków trwałych samochód o wartości netto 300 tys. zł. Jest on amortyzowany według stawki 1 proc. przez trzy lata, czyli po 3 tys. zł rocznie (łącznie 9 tys. zł). Dziś kosztem przy sprzedaży jest więc 291 tys. zł (300 tys. zł – 9 tys. zł). Gdy po tym czasie przedsiębiorca sprzeda auto za 100 tys. zł, wykaże stratę ze sprzedaży w wysokości 191 tys. zł (przychód 100 tys. zł – koszty 291 tys. zł).</p><p>Marta Szafarowska przyznaje, że zmiana może wydawać się słuszna. Zakaz stosowania obniżonej stawki amortyzacji miał być bowiem kierowany tylko do jednej grupy podatników, co budzi wątpliwości dotyczące zgodności z zasadami równości podatników wobec prawa.</p><p>Ekspertka zwraca jednak uwagę, że wprowadzone przez komisję rozwiązanie jest niekorzystne dla wszystkich przedsiębiorców. Wyjaśnia, że dodany przepis nie uwzględnia sytuacji podmiotów finansujących, które nabywają auta w celu oddania ich do użytku na rzecz korzystających.</p><p>– W przypadku droższych modeli (np. auta z przykładu za 300 tys. zł), jeśli umowa leasingu zakończy się np. po trzech latach, firma leasingowa będzie uprawniona do zaliczenia do kosztów pełnej wartości dokonanych odpisów amortyzacyjnych (180 tys. zł). Dokonując sprzedaży auta, nie będzie jednak mogła wykazać żadnego kosztu z tego tytułu, bo odpisy zaliczone do kosztów przekroczyły 150 tys. zł – tłumaczy ekspertka.</p><p>Co więcej, jeśli niezamortyzowana na moment sprzedaży wartość samochodu będzie jeszcze wyższa, np. 200 tys. zł, to ograniczenia będą mieć charakter kaskadowy.</p><p>– Firma leasingowa nie zaliczy do kosztów 200 tys. zł, a w związku z nabyciem samochodu korzystający będzie uprawniony do zaliczenia do kosztów podatkowych tylko 75 proc. odpisów amortyzacyjnych (do limitu 150 tys. zł) – podkreśla partner w Gekko Taxens.</p><p>Dodaje, że pojawiają się już interpretacje przepisu, które są niezgodne z jego intencją.</p><p>– Niektórzy podatnicy odczytują go w ten sposób, że niezależnie od kwot zaliczonych do kosztów podatkowych z tytułu amortyzacji auta, przy jego sprzedaży będzie im przysługiwał nowy limit kosztów do 150 tys. zł – wyjaśnia ekspertka.</p><h2><b>Naprawiony błąd</b></h2><p>Komisja finansów publicznych wprowadziła jeszcze jedną istotną zmianę. Chodzi o przepis projektu, który pozwoli leasingodawcom od przyszłego roku ujmować w kosztach odpisy amortyzacyjne w całości (bez limitu 150 tys. zł, który będzie dotyczył tylko korzystającego).</p><p>– Przepis ten pierwotnie został tak skonstruowany, że w praktyce niewiele firm mogłoby z niego skorzystać – twierdzi Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.</p><p>Wyjaśnia, że ustawodawca skierował preferencję tylko do tych przedsiębiorców, których „głównym przedmiotem działalności jest oddawanie w odpłatne używanie samochodów osobowych”.</p><p>– Większość naszych członków nie spełnia tego warunku – mówi i dodaje, że dzięki poprawce komisji każdy finansujący będzie mógł skorzystać ze zmiany.</p><p><em>Etap legislacyjny</em></p><p><em>Projekt nowelizacji przepisów PIT, CIT oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 2854)– skierowany do drugiego czytania</em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1299036,polacy-na-potege-inwestuja-w-mieszkania-co-trzeci-zakup-to-lokata-kapitalu.html">Polacy na potęgę inwestują w mieszkania. Co trzeci zakup to lokata kapitału</a></p> To koniec serów topionych? Millenialsi zmieniają amerykańską kulturę jedzenia http://forsal.pl/artykuly/1299257,to-koniec-serow-topionych-millenialsi-zmieniaja-amerykanska-kulture-jedzenia.html 2018-10-14T19:40:44Z Coraz więcej barów i restauracji odchodzi od legendarnego amerykańskiego sera topionego. W wielu przypadkach zastępuje się go bardziej wyrafinowanymi i luksusowymi rodzajami. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Sieć Wendy’s oferuje ser typu asiago. Restauracje A&amp;W w Kanadzie przerzuciły się na prawdziwy cheddar. McDonald’s do swoich produktów zaczął uwłaczać gatunki sera, które nie zawierają konserwantów. Z kolei Cracker Bartel porzucił klasyczny grilowany ser. Tak samo jak sieć Panera Bread, która wprowadziła cztery nowe rodzaje: fontina, cheddar, monteau i wędzoną goudę. Efekt? Wyższa sprzedaż. </p><p>Amerykański ser topiony to składnik, na który jest coraz mniejsze zapotrzebowanie – komentuje Sara Burnett, dyrektor ds. polityki żywnościowej w Panera Bread. </p><h2><b>Kultura na rozdrożu</b></h2><p>Kultura jedzenia w Stanach Zjednoczonych znalazła się na rozdrożu. Amerykański ser topiony został rozsławiony przez powojenne pokolenie baby boomers, dodawano go prawie do wszystkiego. W równym stopniu uwielbiało go również pokolenie Z. Wszystko jednak zaczyna się zmieniać przez pokolenie millenialsów. I nie chodzi tu tylko o anegdotyczne opowieści. Trend znajduje potwierdzenie na poziomie danych. </p><p>Sprzedaż topionego sera w USA, w tym takich marek, jak Kraft Singles czy Velveeta, ma spaść w tym roku o 1,6 proc. byłby to czwarty z rzędu rok spadków – wynika z danych Euromonitor International. </p><p>Zmiany można zaobserwować także na giełdzie towarowej Chicago Mercantile Exchange, gdzie 500-funtowe baryłki cheddara, wykorzystywane do produkcji amerykańskiego sera topionego, są sprzedawane ze zniżką w formie 40-funtowych bloków. Powód? Popyt na ser w baryłkach maleje już od wielu lat – komentuje Alyssa Bader z HighGround Dairy. </p><p>Spadki widać też na poziomie produkcji. Liczba fabryk sera w USA co prawda wzrosła o 40 proc. w latach 2000-2017, ale wzrost ten to efekt powstawania małych fabryk, produkujących sery specjalne - Matt Gould, redaktor Dairy &amp; Food Market Analyst Inc.</p><p>Mniejszy popyt to także spadek cen. Z danych amerykańskiego urzędu statystycznego wynika, że cena detaliczna za funt sera topionego spadła poniżej 4 dolarów. To pierwszy raz od 2011 roku. </p><p><b>Gayle Voss, </b>właścicielka barów Gayle V’s Best Ever Grilled Cheese w Chicago, używa dziś robionego w Wisconsin sera butterkäse. Jest on produkowany w małych partiach przez hodowców, którzy znają imiona swoich krów. Ser ten jest rozciągliwy i maślany. Tego dziś oczekują klienci – uważa Voss. </p><p>„Mogłabym kupić topiony ser wypełniony konserwantami” – wyjaśnia. „Ale chcę wspierać małe firmy, a klientom oferować wysokiej jakości produkty. „Ludzie chcą dziś wiedzieć, skąd pochodzi ich jedzenie. Widać w wynikach sprzedaży” – dodaje. </p><p>Co prawda mąż Gayle Voss, gdy jest w domu, sięga przede wszystkim po kanapki z serem topionym, ale tylko dlatego, że został tak wychowany – podsumowuje właścicielka barów. </p><p>Tak jak większość Amerykanów. Ser topiony pojawił się w czasach, gdy liczyła się użyteczność. <b>James i Norman Kraft </b>wynaleźli proces topienia sera w 1916 roku. Jednym z ważnych odbiorców tego typu sera była amerykańska armia. Gdy żołnierze wrócili do domu, popularność topionego sera zaczęła rosnąć. W 1950 roku firma Kraft wprowadziła na rynek ser topiony w plastrach. Niedługo potem wymyślono maszynę, która automatycznie kroiła ser topiony na plastry. W końcu w 1965 roku zaczęto sprzedawać ser topiony w plastrach pod marką Kraft Singles. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1210510,pracujacy-londynczycy-ustawiaja-sie-w-kolejkach-po-darmowe-posilki-bo-nie-starcza-im-na-jedzenie.html">Pracujący londyńczycy ustawiają się w kolejkach po darmowe posiłki, bo nie starcza im na jedzenie</a></p> Prezydentura Trumpa niespodziewanie uderzyła w producentów broni. Sprzedaż Glocka i innych leci w dół http://forsal.pl/artykuly/1297782,amerykanie-kupuja-coraz-mniej-broni-sprzedaz-glocka-i-innych-producentow-leci-w-dol.html 2018-10-11T20:14:15Z Zanim Donald Trump i Republikanie wygrali wybory w 2016 r., Amerykanie kupowali broń, jakby nie było jutra. Koniec zakupowego boomu boleśnie odczuli producenci broni, w tym Glock GmbH, producent najpopularniejszych amerykańskich pistoletów. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W 2017 roku <b>Glock </b>sprzedał o 36 proc. mniej broni ręcznej niż rok wcześniej, w wyniku czego jego przychody spadły o 35 procent, do 464 milionów euro (533 miliony dol.). Tym sposobem po wyjątkowo dochodowym roku 2016, zysk netto firmy z siedzibą w Ferlach w Austrii spadł o 58 procent do 67,9 miliona euro. </p><p>"W 2017 r. popyt był ustabilizowany, sprzedawcy wyprzedawali swoje zapasy z magazynów, a wielu konkurentów miało wyjątkowo agresywne ceny i promocje" – tak Glock tłumaczy w rocznym raporcie finansowym gorsze wyniki w 2017 r. Jednak w 2018 roku niewiele się zmieniło. Na początku roku zanotowano kolejny spadek wolumenu, mimo to w całym roku firma spodziewa się wzrostu sprzedaży.&#160;</p><p>Spadek wartości dolara amerykańskiego w relacji do euro także wpływa na gorsze wyniki spółki, ponieważ zmniejsza przychody wyrażone w walucie obowiązującej w Austrii. &nbsp;</p><p>Jednak nie tylko Golck ma kłopoty. Trend spadkowy zauważalny jest również w wynikach innych <b>producentów broni</b>, takich jak Smith &amp; Wesson lub Sturm Ruger &amp; Co., spółek należących do American Outdoor Brands Corp. Wszystkie firmy odnotowały spadek sprzedaży po niespodziewanym zwycięstwie Trumpa w listopadzie 2016 r. </p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1122960,szwajcarzy-broni-nie-oddadza-przez-unijna-dyrektywe-alpejski-kraj-moze-opuscic-strefe-schengen.html">Szwajcarzy broni nie oddadzą? Przez unijną dyrektywę alpejski kraj może opuścić strefę Schengen</a></p><p>Najnowsze dane pokazują, że sprzedaż broni w USA nadal maleje, choć w wolniejszym tempie. W sierpniu tego roku spadek wyniósł 5 procent w porównaniu z rokiem poprzednim, a w lipcu 9 procent.</p><p>Jak zaznacza Bloomberg, wygląda na to, że w 2016 r. Amerykanie chcieli zdążyć z zakupem broni przed rozstrzygnięciem wyborów, obawiając się nowych ograniczeń federalnych po potencjalnej wygranej Hillary Clinton.&nbsp; </p><p>Glock podlega mniej restrykcyjnym wymogom w zakresie ujawniania informacji, co sprawia, że wyniki firmy są dość tajemnicze. Firma nie publikuje wyników sprzedaży, ani wyników finansowych na swojej stronie internetowej, a jedynie składa roczny raport do austriackiego rejestru firm. Najnowszy raport z 2017 r. ma datę 30 maja i został złożony w rejestrze pod koniec września. </p><p>Ale według danych amerykańskiego rządu, to właśnie z Austrii Amerykanie importują najwięcej broni. W 2017 r. Austriacy wysłali do Stanów Zjednoczonych 1,2 miliona sztuk broni z 3,3 miliona wszystkich sprowadzonych na amerykański rynek. Oznacza to, że nieco więcej niż jeden na trzy importowane pistolety w 2017 roku pochodziły właśnie z Austrii.</p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1208761,chiny-przetestowaly-nowa-bron-hipersoniczna-usa-nie-maja-jak-sie-przed-nia-obronic.html">Chiny przetestowały nową broń hipersoniczną. USA nie mają jak się przed nią obronić</a></p> Wyższy import to zasługa krajowej konsumpcji. Słabnąca koniunktura wpłynie na eksport http://forsal.pl/artykuly/1297654,wyzszy-import-to-zasluga-krajowej-konsumpcji-slabnaca-koniunktura-wplynie-na-eksport.html 2018-10-11T12:51:29Z Krajowa konsumpcja, która trzyma się dobrze odpowiada za wyższy import, ale w obliczu słabnącej koniunktury w strefie euro nie należy oczekiwać wyraźnego wzrostu popytu na polskie towary, co wpłynie na dynamikę eksportu - wskazała w komentarzu Sonia Buchholtz z Konfederacji Lewiatan.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jak podał w czwartek Główny Urząd Statystyczny, deficyt w obrotach towarowych handlu zagranicznego po sierpniu br. wyniósł 2 mld euro. "Po ośmiu miesiącach notujemy wzrost zarówno eksportu jak i importu wobec analogicznego okresu ub.r." - napisano w komunikacie urzędu. Według GUS eksport wyniósł od stycznia do sierpnia br. 143,6 mld euro, a import 145,6 mld euro (wzrost w eksporcie o 6,7 proc., a w imporcie o 9,0 proc.).</p> <p>"W obliczu słabnącej koniunktury w strefie euro nie należy oczekiwać wyraźnego zwiększenia popytu na polskie dobra czy usługi, co wpłynie na dynamikę eksportu" - oceniła ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan Soni Buchholtz. Dodała, że za wyższy import "odpowiada w dużej mierze wciąż dobrze trzymająca się krajowa konsumpcja".</p> <p>"Ta ostatnia została w ostatnich miesiącach wzmocniona przez regulacje związane ze standardami jakości aut, które zmobilizowały sprzedawców do przyspieszenia zakupów i rejestracji" - wskazała ekspertka.</p> <p>Buchholtz podkreśliła, że w obliczu pogarszającego się eksportu i mocnego importu, deficyt handlowy wykazuje tendencję wzrostową. "Struktura głównych eksporterów i importerów nie uległa zmianie w porównaniu do zeszłego roku – naszym dominującym partnerem handlowym są Niemcy, w dalszej kolejności eksportujemy do Czech i Wlk. Brytanii, oraz importujemy z Chin i Rosji" - wyliczyła.</p> To 7 miesiąc niedziel wolnych od handlu. NSZZ Solidarność podsumowuje: "PKB nie ucierpiało" http://forsal.pl/artykuly/1297636,to-7-miesiac-niedziel-wolnych-od-handlu-nszz-solidarnosc-podsumowuje-pkb-nie-ucierpialo.html 2018-10-11T12:39:24Z Dzięki ustawie ograniczającej handel w niedziele Polacy spędzają więcej czasu ze swoimi rodzinami - powiedział w czwartek Przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ Solidarność Alfred Bujara. PKB nie ucierpiało, wręcz wzrosło, a odbiór społeczny jest bardzo dobry - dodał.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W związku z ustawą, która weszła w życie 1 marca br., handel w niedziele jest dozwolony jedynie w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca. W czwartek członkowie <b>NSZZ Solidarność</b> przedstawili podsumowanie 7 miesięcy funkcjonowania ustawy pod kątem społecznym, gospodarczym, prawnym i psychologicznym.</p> <p>Z raportu przygotowanego na zlecenie Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NZSS Solidarność wynika, że 90 proc. ankietowanych kobiet oraz 92 proc. ankietowanych mężczyzn pozytywnie oceniło ograniczenie handlu w niedziele. 53 proc. kobiet stwierdziło, że odczuwane przez nie zmęczenie zmniejszyło się; 36 proc. nie zaobserwowało zmian, natomiast zwiększyło się u 11 proc. pytanych, przy czym wskaźnik odczuwanego zmęczenia najwyższy jest w grupie kobiet zatrudnionych w butikach.</p> <p>Zdaniem 61 proc. kobiet i 64 proc. mężczyzn ograniczenie niedzielnego handlu wpłynęło na poprawę ich samopoczucia. 34 proc. kobiet i 29 proc. mężczyzn nie zauważyło zmian, natomiast samopoczucie pogorszyło się u odpowiednio 5 i 7 proc. pytanych. </p> <p>32 proc. kobiet i 48 proc. mężczyzn ocenia, że ma więcej pracy w dni poprzedzające wolną niedzielę. 66 proc. kobiet i 51 proc. mężczyzn uważa, że pracuje tak samo jak wcześniej, natomiast 2 proc. kobiet i 1 proc. mężczyzn sądzi, że w dni przed niehandlową niedzielą pracuje mniej.</p> <p>Pracownicy, którzy dzięki ograniczeniu handlu zyskali wolne dni w miesiącu, zadeklarowali, że w wolnym czasie spędzają więcej chwil z rodziną, znajomymi i przyjaciółmi (81 proc.); więcej odpoczywają (56 proc.); spędzają czas na aktywnym wypoczynku (40 proc.). 6 proc. pytanych twierdzi natomiast, że nic nie zmieniło się w ich funkcjonowaniu. </p> <p>Jak zauważył Alfred Bujara, "ustawa ograniczająca handel jest dobrze przyjęta przez społeczeństwo i pracowników; nasze badania wskazują na duże zadowolenie wśród nich". Jak dodał, teraz Polacy mają czas dla rodziny oraz na odpoczynek. "Nie mamy tutaj negatywnych stron, bo obroty sklepów nie spadają, a wręcz wzrastają. PKB nie ucierpiało - nawet przeciwnie" - wskazał. Dodał, że odbiór społeczny ustawy jest bardzo dobry. </p> <p>Bujara powiedział też, że ustawa funkcjonuje, ale trzeba ją dopracować. Jako dwie najważniejsze zmiany wskazał "uregulowanie kwestii placówek pocztowych, które są placówkami usługowymi i powinno się wyłączyć możliwość handlu lub wprowadzić zapis, że może to być w przeważającej działalności usług pocztowych", a także rozszerzenie doby pracowniczej niedzielnej od godz. 22 w soboty do poniedziałku do godz. 5. "Chcemy przekonać ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej, aby przychyliło się do postulatu o takie zmiany; to jest możliwe" - wskazał Bujara.</p> <p>W podsumowaniu raportu wskazano, że wprowadzenie ustawy ograniczającej handel w niedziele zmniejszyło zmęczenie odczuwane przez pracowników oraz poprawiło samopoczucie psychiczne i fizyczne. Zdaniem większości ankietowanych, ustawa ta wpłynęła na zwiększenie się kolejek do kas w dni poprzedzające wolne niedziele, ale w zestawieniu ze wskaźnikiem wzrostu sprzedaży detalicznej można uznać, że ilość klientów rozłożyła się proporcjonalnie na inne dni tygodnia. </p> <p>Od 1 stycznia 2019 roku przepisy ustawy ograniczającej handel w niedziele będą zaostrzone - handel będzie dozwolony tylko w jedną niedzielę w miesiącu - ostatnią.</p> <p>Od 1 stycznia 2020 roku ograniczenie handlu będzie jeszcze większe - zakaz handlu ma obowiązywać we wszystkie niedziele z wyjątkiem siedmiu w roku. Od 2020 roku wolne od handlu będą tylko: dwie niedziele handlowe przed świętami Bożego Narodzenia, jedna przed Wielkanocą i cztery dodatkowo - ostatnie niedziele: stycznia, kwietnia, czerwca oraz sierpnia.</p> <p>Ponadto - jak zapisano w ustawie - w Wigilię Bożego Narodzenia oraz w sobotę bezpośrednio poprzedzającą Wielkanoc handel będzie możliwy tylko do godz. 14.</p> <p>Ustawa przewiduje katalog 32 wyłączeń. Zakaz nie obowiązuje m.in. w piekarniach, cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw płynnych, w kwiaciarniach, w sklepach z prasą, placówkach pocztowych. Za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi kara w wysokości od tysiąca do 100 tys. zł, a przy uporczywym łamaniu ustawy - kara ograniczenia wolności.</p>