© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: komentarz 2018-10-16T00:55:28+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/komentarz Buchanan: bezprecedensowe ataki politycznych elit na Trumpa. Tak źle nie było od Eisenhowera http://forsal.pl/artykuly/1184536,buchanan-bezprecedensowe-ataki-politycznych-elit-na-trumpa-tak-zle-nie-bylo-od-eisenhowera.html 2018-07-21T07:38:39Z Patrick Buchanan, były polityk i znany konserwatywny publicysta, w komentarzu opublikowanym w piątek broni postępowania prezydenta USA Donalda Trumpa podczas szczytu w Helsinkach przed - jego zadaniem - "bezprecedensowymi atakami politycznych elit".]]> <p>Komentarz Buchanana, w przeszłości doradcy prezydentów z Partii Republikańskiej (w tym Ronalda Reagana) ukazał się w piątek pod tytułem "Trump, w przypadku Putina, postawił na swoim" na jego stronie internetowej oraz w kilku amerykańskich i kanadyjskich konserwatywnych czasopismach, które przedrukowują komentarze publicystów związanych ze spółdzielnią prasową "Creators Syndicate".</p> <p>79-letni Buchanan twierdzi, że elity polityczne, a przede wszystkim amerykański establishment kształtujący politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych, w swojej krytyce postępowania prezydenta Trumpa wobec Putina podczas spotkania w Helsinkach, zarzucił obecnemu prezydentowi “zdradę, łapówkarstwo i inne poważne przestępstwa bądź wykroczenia" - czyny, które na podstawie konstytucji Stanów Zjednoczonych mogą być podstawą do postawienia prezydenta przed sądem Kongresu w ramach procedury impeachmentu.</p><p>"Jeśli się słucha naszych elit Donald Trump jest winny wszystkich tych czynów" - podsumowuje Buchanan i nazywa te ataki <b>"posthelsińską histerią" amerykańskich elit</b>.</p><p>Buchanan dwukrotnie ubiegał się o nominację Republikanów w wyborach prezydenckich (w 1992 i 1996 roku ), a w roku 2000 był kandydatem na prezydenta z ramienia nowoutworzonej, populistycznej Partii Reform.</p><p>Teraz Buchanan twierdzi, że odkąd przywódca skrajnie prawicowej, antykomunistycznej organizacji John Birch Society Robert Welch, "nazwał ówczesnego prezydenta Dwighta Eisenhowera +świadomym agentem komunistycznego spisku+ nie było równie brutalnego ataku na urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych".</p><p>Konserwatywny publicysta argumentuje, że krytycy obecnego prezydenta swoimi atakami chcą doprowadzić "do jego złamania i obalenia, chcą, aby doszło do jego impeachmentu, usunięcia, oskarżenia, postawienia przed sądem, aby jego program wyborczy, dzięki któremu otrzymał nominację (Partii Republikańskiej) i wygrał wybory, znalazł się na śmietniku historii".</p><p>Buchanan był doradcą prezydenta Richarda Nixona (1969-74), którego groźba impeachmentu zmusiła - jako jedynego prezydenta w historii USA - do rezygnacji z urzędu przed końcem kadencji; teraz publicysta argumentuje, że ataki elit na prezydenta Trumpa, są podyktowane przede wszystkim, ich obawą, że "jeśli obecnemu prezydentowi uda się zrealizować swój program wyborczy zostaną zmarginalizowane i stracą jakiekolwiek znaczenie".</p><p>Do tej pory - wylicza - Trump “zmniejszył liczbę regulacji krępujących gospodarkę, ograniczył podatki, nominował rekordową liczbę sędziów federalnych, zmienił kształt Sądu Najwyższego, używa taryf celnych do zredukowania deficytu handlowego, a mównicy do napiętnowania sojuszników przyzwyczajonych do brania za darmo".</p><p>Zdaniem Buchanana, który jest identyfikowany z "paleokonserwatywną frakcją Republikanów, uważa, że teraz Trump zbliża się do decydującej bitwy swojej prezydentury, jaką jest obiecana podczas kampanii wyborczej obietnica poprawy stosunków z Rosją Putina.</p><p>Celem tej bitwy - zdaniem publicysty - “będzie zmiana kształtu amerykańskiej polityki zagranicznej, aby uniknąć konfrontacji i konfliktów z Rosją oraz pozbycie się przez Stany Zjednoczone zobowiązań z okresu +zimnej wojny+, które nie są już zakorzenione w narodowych interesach" Stanów Zjednoczonych.</p><p>"Jeśli Trump będzie starał się zrealizować te cele - wyjście z Syrii, wycofanie wojsk amerykańskich z Niemiec, ponowne spojrzenie na Artykuł 5. NATO, który zobowiązuje USA do pójścia na wojnę w obronie 29 państw, w tym takich jak Czarnogóra, o której większość Amerykanów nie słyszała - Trumpa czeka najbardziej brutalna bitwa jego prezydentury" - ostrzega Buchanan w komentarzu napisanym już po nieoczekiwanym zaproszeniu przez Trumpa prezydenta Rosji do złożenia wizyty w Białym Domu.</p><p>Buchanan, który podczas swoich kampanii wyborczych zajmował izolacjonistyczne stanowisko i używał populistycznych haseł do złudzenia przypominających naczelne hasło wyborcze Donalda Trumpa "America First" ("Ameryka przede wszystkim") często jest nazywany przez amerykańskich politologów "ideowym prekursorem” Trumpa.</p><p>Jest byłym komentatorem telewizji CNN.</p><p>Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)</p> USA wchodzą w okres spowolnienia? http://forsal.pl/artykuly/1105013,usa-wchodza-w-okres-spowolnienia.html 2018-02-16T10:26:26Z Kiedy Donald Trump podpisywał ustawę wprowadzającą cięcia podatkowe mówił, że amerykańska gospodarka powinna rosnąć nie 3 proc., a 4 proc. lub więcej. Jego optymizm uznawany był za przesadny, jednak dane wskazywały, że faktycznie w tym roku wzrost może jeszcze przyspieszyć. Tymczasem jednak styczniowe odczyty okazały się dużym rozczarowaniem. Czy jest to zmierzch dobrej koniunktury gospodarczej w USA?]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jedną z przyczyn tak imponującej hossy na rynkach akcji był tzw. „złoty okres” z wzrostem gospodarczym wystarczającą szybkim aby generować wzrost zyskowności spółek i wzrost zatrudnienia, a jednocześnie przy braku presji inflacyjnej i płacowej (co tym bardziej sprzyjało zyskowności i pozwalało na utrzymanie niskich stóp procentowych). Styczniowe dane z USA były zaprzeczeniem tej tendencji – inflacja okazała się wyższa niż oczekiwano, zarówno w przypadku cen producenta, jak i konsumenta, zaś dane o produkcji i sprzedaży były wyraźnie słabsze. Można szukać wytłumaczeń, początek stycznia to okres śnieżyć w USA, być może to one uderzyły w aktywność ekonomiczną. W przypadku rocznej dynamiki sprzedaży, która spadła do najniższego poziomu od sierpnia, winowajcą jest też efekt bazy, czyli dobre dane sprzed roku. Ale jednak dynamika produkcji w przetwórstwie spadła pomimo korzystnej bazy odniesienia, a sprzedaż samochodów w ujęciu rocznym spada trzeci miesiąc z rzędu. Jakby tego było mało, również regionalne wskaźniki Fed za luty dokładnie wpisują się w tę tendencję – aktywność stabilizuje się, zaś ceny bardzo szybko rosną.</p><p>To oczywiście jedynie dane za jeden miesiąc i jak już zaznaczyłem, zakłócenia mogą częściowo wynikać z pogody. Jednak przy szybko rosnącym rynkowym koszcie pieniądza (rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich jest najwyższa od 4 lat) trudno nie mieć skojarzeń z końcowymi fazami cyklu koniunkturalnego. W przeszłości charakteryzowały się one stopniowym ochładzaniem wskaźników koniunktury i danych o produkcji i sprzedaży z wysokich poziomów, budującą się presją cenowo-płacową i szybkim wzrostem rentowności obligacji. Wszystkie te symptomy zaczynają się rysować obecnie, choć część z nich, a szczególnie pogorszenie w danych z sektora realnego, jest na bardzo wczesnym etapie. Być może te niekorzystne tendencje znikną i spowolnienie oddali się jeszcze na jakiś czas, ale warto obserwować miesięczne dane z USA, ponieważ tamtejsza gospodarka szybciej niż inne gospodarki rozwinięte podniosła się z kryzysu i również jako pierwsza może zasygnalizować zwrot w drugą stronę. Ważne będą również decyzje podejmowane w Pekinie – determinacja władz centralnych w ograniczeniu akcji kredytowej mogłaby istotnie zwiększyć prawdopodobieństwo globalnego spowolnienia, choć słychać o mocnym oporze ze strony samorządów i instytucji finansowych. </p><p>Jak na razie niepokojące symptomy z USA sprawiają, że dolar nie może odzyskać wigoru pomimo wzrostu oczekiwań na podwyżki stóp procentowych. Dziś czekają nas jeszcze dane o nastrojach konsumenckich (16:00) i raport z rynku mieszkaniowego (14:30). Obydwa są ważne, pogorszenie nastrojów często były jednym z sygnałów spowolnienia, zaś rynek mieszkaniowy musi sobie radzić z rosnącymi stopami procentowymi. Ponadto o 10:30 dane o sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii. W Polsce wczoraj poznaliśmy szacunek inflacji za styczeń – zaskoczenia nie było, ceny rosły o 1,9% r/r. Słabość dolara sprzyja stabilizacji notowań złotego. Dziś o 9:10 euro kosztuje 4,1598 złotego, dolar 3,3189 złotego, frank 3,6060 złotego, zaś funt 4,6887 złotego. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1104972,ue-chce-zlikwidowac-niepewnosc-zatrudnienia-a-przy-okazji-moze-ograniczyc-nadgodziny.html">UE chce zlikwidować niepewność zatrudnienia. A przy okazji może ograniczyć nadgodziny</a></p><p><b>Autor: Przemysław Kwiecień CFA, główny ekonomista XTB</b></p> Rogalski: Podatki trzęsą dolarem http://forsal.pl/artykuly/1088995,rogalski-podatki-trzesa-dolarem.html 2017-12-01T11:33:41Z Nastroje wokół dolara uległy wczoraj po południu wyraźnemu ochłodzeniu po tym, jak na rynku pojawiły się wątpliwości związane z wynikami głosowania w Senacie nad ustawą podatkową.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Decyzja o przesunięciu terminu na piątek (godz. 17:00) wzbudziła obawy, że Republikanie mogą jednak nie mieć wystarczającej większości. Z informacji napływających do mediów wynikało, że część senatorów chce kontynuacji prac nad tzw. bezpiecznikiem przychodowym, który zakładałby, że w sytuacji nie osiągnięcia zakładanych przychodów w budżecie w danym roku, stawki podatków w kolejnym, mogłyby zostać podniesione. Tylko, czy to nie wypacza idei ustawy (wsparcia wzrostu gospodarczego) i rodzi niepewność ze względu na niestabilność podatków? Sama idea zagwarantowania pewnego poziomu przychodów w budżecie jest słuszna, ale jej wykonanie – nie do końca.</p><p> Tak czy inaczej – kluczowe głosowanie dzisiaj o godz. 17:00. Można mieć nadzieję, że zwycięży polityczna arytmetyka i rozsądek - problemy z przyjęciem ustawy podatkowej mogą obrócić się przeciwko Republikanom przy okazji wyborów do Kongresu zaplanowanych na listopad 2018 r. Niemniej, samo przyjęcie ustawy przez Senat może nie wywołać nadmiernego „aplauzu” rynku, jeżeli temat „bezpieczników przychodowych” będzie powracał przy okazji ustalania wspólnej wersji ustawy pomiędzy Senatem, a Izbą Reprezentantów. Rynek będzie mógł poczuć ulgę dopiero wtedy, kiedy ustawa trafi do podpisu prezydenta, gdyż trudno, aby Donald Trump jej nie podpisał.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Wczoraj jeden z czołowych „jastrzębi” w FED, Loretta Mester, która w przyszłym roku będzie mieć prawo głosu w FOMC przyznała, że temat podatków nie będzie miał większego znaczenia dla oczekiwań związanych z wzrostem gospodarczym. Im więcej będzie takich głosów, tym rynki będą utwierdzać się w przekonaniu, że podatki nawet, jeżeli „przejdą” przez Kongres, to w długiej perspektywie nie będą mieć większego znaczenia. Nie jest to nazbyt dobra informacja dla dolara.</p><p>Na wykresie koszyka dolara FUSD widać, że powróciliśmy wczoraj poniżej oporu 93,14 pkt, który jest kluczowy w średnioterminowych układach. Nie można jednak wykluczyć, że kolejna próba zostanie podjęta dzisiaj – głosowanie w Senacie mamy o godz. 17:00, wiec rynek będzie miał czas na reakcję wieczorem. Jeżeli uda się zamknąć tydzień ponad w/w poziomem, to będzie to sygnał zapowiadający zakończenie korekty obserwowanej w listopadzie.<br /> </p><p>Na wykresie EUR/USD nie można wykluczyć, że obserwowana wczoraj po południu zwyżka jest korektą poprzedniego ruchu, a nie sygnałem kontynuacji trendu rozpoczętego w pierwszej dekadzie listopada. Przemawia za tym chociażby fakt, że nie udało się utrzymać ponad poziomem oporu 1,1909, a zwłaszcza zachowane się dziennego oscylatora RSI 9.</p><p><em><b>Autor: Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ</b></em></p> Upór Katalonii straszy inwestorów http://forsal.pl/artykuly/1075760,dabrowski-upor-katalonii-straszy-inwestorow.html 2017-10-04T15:38:13Z Kwestia niepodległości Katalonii wciąż budzi duże emocje. Utrzymująca się wysoka niepewność polityczna na Półwyspie Iberyjskim przekłada się na spadki na hiszpańskim parkiecie, co także ciąży pozostałym europejskim benchmarkom. Ponadto po dwóch dniach bicia rekordów, Wall Street również otworzyło się dziś niżej.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zaraz po niedzielnym referendum w <b>Katalonii </b>wydawało się, że ten temat dosyć szybko odejdzie w zapomnienie ze względu na fakt, że nie było ono prawomocne. Niemniej utrzymujące się powszechne protesty w największych katalońskich miastach, w tym w Barcelonie, podtrzymują nerwowość inwestorów. Co więcej, premier autonomicznego rządu Katalonii, <b>Carles Puigdemont</b> zapowiedział, że w poniedziałek tamtejszy parlament przyjmie deklarację niepodległości. To może się spotkać ze zdecydowaną reakcją Madrytu i dalszą eskalacją napięć. W efekcie dziś hiszpański <b>Ibex </b>tracił znacznie ponad 2%. Na pozostałych parkietach w Europie skala spadków była znacznie mniejsza, niemniej również i tu z jednym wyjątkiem trudno dostrzec większy powiew optymizmu. Marazmowi na Starym Kontynencie oparł się niemiecki DAX. Benchmark powrócił dziś po wczorajszej przerwie spowodowanej Świętem Zjednoczenia Niemiec i od razu zabrał się do ataku na historyczne szczyty wypadające w okolicy 13.000 tys. pkt. Indeks zyskiwał ponad 0,4%. Częściowo pomagają mu w tym cofające się rentowności bundów. Za oceanem na starcie środowej sesji nie widać większego zapału kupujących. Niemniej należy przyznać, że byki mają prawo być zmęczone, gdyż ostatnie dwa dni przyniosły tam nowe rekordy. Warto też wspomnieć o mocnych danych z amerykańskiej gospodarki. Dziś został zaprezentowany wskaźnik ISM dla sektora usług, który pomimo wrześniowych huraganów sięgnął najwyższego poziomu od sierpnia 2005 roku. Ponadto w poniedziałek poznaliśmy analogiczny odczyt dla przemysłu, który również mocno zaskoczył in plus. Może to wskazywać, że ożywienie gospodarcze zaczyna nabierać kolorów również w USA i choć to może oznaczać trzecią już w tym roku podwyżkę stóp, to na ten moment giełdowe byki biorą to za dobrą monetę. Obecnie trzy główne nowojorskie indeksy giełdowe (S&amp;P500, Dow Jones oraz Nasdaq) oscylują w okolicy wczorajszego zamknięcia. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1075741,bardzo-powazne-konsekwencje-katalonski-biznes-boi-sie-ogloszenia-niepodleglosci-regionu.html">"Bardzo poważne konsekwencje". Kataloński biznes boi się ogłoszenia niepodległości regionu</a></p><p>W Polsce <b>Rada Polityki Pieniężnej</b> podjęła dziś decyzję o utrzymaniu dotychczasowych poziomów stóp procentowych, co jednak nie miało większego wpływu na notowania spółek. Na konferencji prasowej prezes <b>Glapiński </b>ponownie zaznaczył, że nie widzi przesłanek do zacieśniania polityki monetarnej przed końcem 2018 roku, gdyż nieco wyższa obecnie dynamika inflacji powinna się osłabić. Dlatego też główny wpływ na czerwone zamknięcie na GPW miały rosnące rentowności amerykańskich obligacji, które drenują kapitał z rynków wschodzących. WIG20 odbił się dziś od bariery 2.500 pkt spadając o około 0,90%.</p><p><em>Autor: Michał Dąbrowski</em><br /><em>Analityk Rynków Finansowych XTB</em></p> Zmienność na rynku ropy. Porozumienie Arabii Saudyjskiej z Rosją daje nadzieję http://forsal.pl/artykuly/974821,sytuacja-na-rynku-ropy-porozumienie-rosji-z-arabia-saudyjska.html 2016-09-09T17:59:36Z Ropa naftowa jest bezsprzecznie najważniejszym surowcem nowoczesnej gospodarki. Do największych producentów zalicza się Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt czy Irak. Wymienione kraje są odpowiedzialne za ponad 60% światowej podaży ropy naftowej. W ścisłej czołówce znajdują się także Stany Zjednoczone, Rosja i Norwegia. Oczywiście, tak ważny surowiec jest również przedmiotem obrotu na rynku oraz spekulacji.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, odmiana ropy WTI straciła na wartości ok. 76%. Jeszcze w czerwcu 2014 r. za baryłkę płacono 108 USD, a w lutym br. już tylko niewiele ponad 26 USD. Dwa ostatnie kwartały 2014 r. to diametralne spadki w okolice 50 USD za baryłkę. Rynki potrzebowały ponad roku, żeby odreagować, ale również oderwać od ceny kolejne 25 USD. Spadki przeplatały się zatem z wybiciem do granicy 60 USD. Od lutego można było zaobserwować tendencję wzrostową, gdy odmiana WTI osiągnęła minimum na poziomie 26 USD. Cena ropy praktycznie podwoiła się, dobijając w czerwcu ponownie do granicy 50 USD za baryłkę. </p><p>Obecnie, cena znów zaczęła spadać, a do 40 USD za baryłkę brakuje już tylko 5 USD. Pytanie, czy będziemy świadkami nowych minimów, czy może jest to chwilowa zadyszka? Czynników wpływających na spadek cen ropy naftowej jest wiele. Do najważniejszych możemy zaliczyć <b>nadpodaż</b>, <b>rosnące zapasy surowca, ogólne spowolnienie światowej gospodarki, umocnienie się dolara, a nawet spekulacje</b> dotyczące powrotu Libii na rynek naftowy. Za wzrosty odpowiada m.in. niestabilna sytuacja gospodarcza w Wenezueli i Nigerii oraz nierentowność samego wydobycia. </p><p>Waluty krajów produkujących „czarne złoto” tracą na wartości, gdy jej cena spada. Kryzys gospodarczy w Rosji nie jest tajemnicą, dlatego tania ropa naftowa zwyczajnie się jej nie opłaca. Kilka dni temu Rosjanie wyciągnęli nawet rękę do Arabii Saudyjskiej, wydając wspólny komunikat o konieczności opanowania przesadnej zmienności na rynkach naftowych i próbie ustabilizowania sytuacji. Członkowie OPEC, zrzeszającego kraje produkujące ropę, dążą do zamrożenia wydobycia surowca. Pomysł jest jednak blokowany przez Iran, który produkuje rekordowe ilości po 20 latach przerwy wywołanej sankcjami gospodarczymi. Napięcie pomiędzy Teheranem a Arabią Saudyjską nadal trwa.</p><p>Państwa OPEC nie zdołały w czerwcu wypracować kompromisu w sprawie wspólnej polityki dotyczącej podaży ropy i kształtowania jej cen. Iran już wcześniej ostrzegał, że nie zamrozi wydobycia surowca, ponieważ walczy o powrót na rynek naftowy po latach embarga. Podczas kwietniowego posiedzenia w Dausze, w którym wzięły udział także kraje niezrzeszone w OPEC, negocjacje w sprawie ograniczenia wydobycia zakończyły się fiaskiem, ponieważ Rijad oświadczył, że nie zgodzi się na żadne zmiany w produkcji, jeśli Iran nie pójdzie na ustępstwa. Całość okazała się dyplomatyczną klęską Rosji, która usiłowała wziąć na siebie rolę mediatora w tym sporze. <br />Wszystko wskazuje na to, że wrześniowe posiedzenie w Algierze nie przyniesie żadnego przełomu. </p><p>Po kilku tygodniach wzrostów, końcówka sierpnia przyniosła spadki ropy w okolice 45 USD za baryłkę. Były one szczególnie widoczne po publikacji danych o zapasach w Stanach Zjednoczonych, które okazały się dużo większe od spodziewanych. Zarówno cena baryłki ropy teksańskiej, jak i tej z Morza Północnego spadły o ponad 3%. Inwestorzy pokładają swoje nadzieje w porozumieniu pomiędzy Arabią Saudyjską i Rosją. Zewnętrzny nacisk na Iranie może wywołać oczekiwaną zmianę w prowadzeniu polityki naftowej.</p><p><em>Konrad Mikołajko<br />Head of Support<br />Patron FX</em></p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/surowce/artykuly/974595,ropa-tanieje-zapasy-w-usa-spadly-najmocniej-do-17-lat.html">Ropa tanieje. Zapasy w USA spadły najmocniej do 17 lat </a></p> Tejchman: To my, Polacy, rozwaliliśmy Unię Europejską http://forsal.pl/artykuly/952929,tejchman-to-my-polacy-rozwalilismy-unie-europejska.html 2016-06-17T13:26:09Z Roznieśliśmy Wspólnotę aż miło. Jak tak dalej pójdzie, nie zostanie kamień na kamieniu. To my jesteśmy winni. My, Polacy. Trochę pomogli nam Bułgarzy i Rumuni, lecz ich było zdecydowanie mniej. I przyjechali później - pisze w felietonie Marek Tejchman. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">W sumie nie powinienem być zdziwiony. To, co się szykuje, mogłem dostrzec owego pięknego wieczoru, kiedy spotkałem się z Mariuszem – zaprzyjaźnionym opolskim kierowcą. To Mariusz chciał płacić, portfel miał pełen.</p><p class="tresc">– Interes dobrze idzie? – zagadnąłem.</p><p class="tresc">– Nie, nie – błysnął zębami w odpowiedzi. – To królowa dobrze płaci...</p><p class="tresc">– Za co?</p><p class="tresc">– Nie za co, a na co. Na dzieciaka.</p><p class="tresc">– Twoja córka mieszka w Londynie? – spytałem zdzwiony.</p><p class="tresc">– Nie, w Anglii mieszkaliśmy siedem lat temu, w&#160;2005 r. – odpowiada. – Trochę ponad rok, ale od dawna jesteśmy w Polsce, bo dom udało się skończyć z&nbsp;tego, co tam zarobiłem. Ale królowa ciągle płaci child benefit. Wystarczy czasem tam wpaść, coś przewieźć. Nawet nie trzeba kombinować. Ci Angole są tacy głupi.</p><p class="tresc">O tym, jak głupi są „ci Angole”, przekonywał mnie też Istvan. Trochę wcześniej, w 2011 r. Jechaliśmy przez Clapham Common w południowym Londynie. Istvan nawet nie patrzył na drogę, znał ją doskonale. Jeździł tędy codziennie od siedmiu lat. Ciągle tym samym starym passatem. Ciągle na węgierskich numerach.</p><p class="tresc">– Kto by tam płacił to ich ubezpieczenie? Wiesz, tym głupim Angolom można wmówić, że jest się tylko przejazdem – przekonywał mnie.</p><p class="tresc">– Ale przecież mieszkasz tu już siedem lat. Twoja córka się tu urodziła, starasz się o obywatelstwo.</p><p class="tresc">– Ale auto zarejestrowane jest na ojca w Nyíregyháza. I co, może tatuś mnie nie może odwiedzić?</p><p class="tresc">Głupi byli nie tylko urzędnicy transportowi. Głupi byli też policjanci. Wpuścili na Wyspy Rademenesa z Wrocławia. Mówił, że jest jak kot z&nbsp;serialu „Siedem życzeń”. I rzeczywiście przypominał kota mającego niejedno już życie za sobą. Kota, który potrafi się wślizgnąć do każdego mieszkania. Kominem. Przez okno. Otworzyć stary budynek na squat albo oczyścić jakieś mieszkanie z biżuterii. Do dziś nie wiem, jak miał na imię. Nie chciał się przedstawić. Z powodu zwolnienia warunkowego, którego zasady złamał, wyjeżdżając na Wyspy. Polski wymiar sprawiedliwości stracił go z oczu. Anglicy uwierzyli, że skoro weszliśmy do Unii, to można nam zaufać. A teraz są sami sobie winni.</p><p class="tresc">Podobnie jak Francuzi. 38-letni pijany Polak, który zgwałcił i zabił 9-letnią dziewczynkę w kwietniu 2015 r.,&nbsp; miał sądowy zakaz przebywania na terenie Republiki Francuskiej. Co z tego, skoro dojazd w okolice Calais zajął mu kilka godzin? O jego historii francuskie media mówiły przez wiele dni. Odbyły się wielotysięczne marsze. O zaniedbaniach francuskiej prokuratury czy o tym, że sądowy zakaz stracił ważność, prasa nad Sekwaną już nie pisała.</p><p class="tresc">Powiedzą państwo, że te przykłady to manipulacja. Że większość Polaków mieszkających na Wyspach to ciężko pracujący i płacący podatki obywatele Unii. Że Polacy we Francji mają twarz przystojnego hydraulika z plakatów, a nie mordercy. Że takie są fakty. I że znajdują one potwierdzenie w liczbach. Zgoda. Każdy porządny raport poświęcony imigracji pokaże, że napływ taniej siły roboczej z&nbsp;nowych państw UE poprawił konkurencyjność brytyjskiej, francuskiej czy holenderskiej gospodarki. Obniżyliśmy koszty pracy, częściowo zasypaliśmy dziury w ich systemach ubezpieczeń społecznych. Polki w Wielkiej Brytanii rodzą dzieci, które wyrosną na dobrych Brytyjczyków, a absolwenci polskich techników przynoszą ze sobą kompetencje, których brytyjskiemu przemysłowi brakuje.</p><p class="tresc">Takie są fakty. Problem polega na tym, że one nie mają znaczenia. Bo media nawet kiedy mówią prawdę, to kłamią. Jak parę tygodni temu – kiedy brytyjskie gazety zaszokowały czytelników informacją, że na terenie Wielkiej Brytanii przebywa na wolności ponad 5&nbsp;tys. obcokrajowców skazanych na więzienie. Teoretycznie czekają na deportacje. Jednak policja wielu z&nbsp;nich w każdej chwili może stracić z oczu. Skąd prognoza? Tego brytyjscy dziennikarze nie wyjaśnili. Ale nie mają najmniejszych oporów, by dane o kryminalistach zestawić z liczbą ponad 330 tys. imigrantów, którzy w jednym tylko roku dotarli na Wyspy. Co jedna liczba ma wspólnego z drugą? Niewiele. Ale dobrze jest podgrzać atmosferę.</p><p class="tresc">Oburza państwa ta niesprawiedliwość? A czy w polskich mediach trąbiących o islamskim terroryzmie przeczytacie o muzułmańskich policjantach, którzy zginęli w tej walce? O milionach spokojnych obywateli, którzy od sąsiadów różnią się tylko tym, że modlą się w&nbsp; piątek, a nie w niedzielę? Czy w polskich gazetach epatujących sensacjami o islamskim gwałcie na Europie przeczytacie historie z sylwestrowej nocy w Kolonii, w&nbsp;czasie której Syryjczycy odganiali napastników i&nbsp;pomagali napastowanym kobietom? Zwykli obywatele przeciw pijanym bydlakom? Nie. Ten obraz nie pasuje do jasnego i prostego przekazu. W ideologicznej walce nie ma czasu na niuanse. I w takie niuanse przestała się bawić brytyjska czy holenderska prasa brukowa. Coraz głośniej pisze o tym, co porządni, czyści i syci Europejczycy wypisują o nas na portalach społecznościowych: tani, brudni ludzie ze Wschodu, złodzieje i prostytutki.</p><p class="tresc">Polscy pionierzy walki z polityczną poprawnością powinni mieć świadomość, że walczą nie tylko o to, by można było ludzką tragedię nazwać islamską inwazją, lecz również o to, by mogły działać takie portale jak słynny holenderski Meldpuntmiddenenoosteuropeanen.nl, w którym miłośnicy kwiaciarstwa narzekają na posiadaczy sandałów i skarpetek, mówiących niezrozumiałym językiem i pijących piwo pod sklepem.</p><p class="tresc">Szwedzki dziennikarz Maciej Zaremba w książce „Polski hydraulik” pokazał pierwszą fazę wielkiej wędrówki ludów – jego słowa sprzed paru lat tchnęły optymizmem. Szwedzcy związkowcy, protestujący przeciw budowlańcom z Łotwy, mieli w końcu zrozumieć, że to nie rywale, lecz bracia z jednej klasy społecznej. Ale nadzieja się nie spełniła. Zamiast tego mamy radykalnych Szwedzkich Demokratów, Prawdziwych Finów, Front Narodowy czy Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). Bo prawdziwej wspólnoty nie ma co szukać, jeżeli można punktować w sondażach dzięki uderzaniu prosto między oczy. Jak „Daily Mail”, ze zgrozą opisujący publiczną toaletę, którą 15 Rumunów zamieniło w mieszkanie. Budynek co prawda był już wcześniej opuszczony, ale to nie jest problem, skoro artykuł można podsumować słowami o wschodnich Europejczykach, którzy zalewają nawet spokojne przedmieścia.</p><p class="tresc">Szczucie się opłaciło. Kiedy pierwsza grupa nowych krajów członkowskich dołączyła do Unii, Wielka Brytania od razu otworzyła swój rynek pracy. Kiedy do Wspólnoty doszlusowały Bułgaria i Rumunia, obywatele tych krajów musieli pogodzić się z okresem przejściowym. A kiedy on się skończył, populistyczni brytyjscy politycy urządzili szopkę. W świetle kamer czekali na lotnisku Luton na nowych przybyszy, by protestować przeciwko inwazji ze Wschodu. Skończyło się farsą, bo polityków było więcej niż imigrantów.</p><p class="tresc">Ten absurdalny moment jest kwintesencją problemu. Brytyjczycy boją się rzeczy, o których czytają w&nbsp;prasie i które oglądają w telewizji. Opowiadają sobie szokujące historie przeczytane w mediach społecznościowych. Pod wpływem takich lektur deklarują w&nbsp;sondażach, że migracja jest największym problemem, przed jakim stoi ich kraj. W badaniu przeprowadzonym w sierpniu 2014 r. taki wynik wskazał co drugi ankietowany. Kiedy spytano go, czy problem migracji dotyka jego samego albo najbliższej rodziny – odpowiedział potwierdzająco jedynie co piąty ankietowany.</p><p class="tresc">Ekonomiści mogą tłumaczyć, że socjalne bezpieczeństwo europejskich mas pracujących zostało podminowane przez chińskie trampki, bawełniane koszulki z&nbsp;Bangladeszu czy koreańskie samochody. Ale z tańszej pary butów nie da się zrobić dobrego nagłówka, jak z historii o człowieku, który jest dziwny i obcy. Dzięki temu Nigel Farage, lider UKIP, może popisywać się bon motami o Unii, która sprawia, że na Wyspy łatwiej dotrzeć blokersowi z Budapesztu niż chirurgowi z Canberry. Nawet jeżeli wspomniany chirurg wcale się do Wielkiej Brytanii nie wybiera. Owszem, społeczny kryzys w Europie Zachodniej ma przyczyny w globalnej recesji. Owszem, więcej winy mogą mieć na sumieniu amerykańscy bankierzy, którzy ochoczo udzielali kredytów hipotecznych striptizerkom, a nie ciężko pracującym ludziom z dawnego bloku wschodniego. Ale to my nadajemy się na nagłówki.</p><p class="tresc">Były wicekanclerz Niemiec i szef MSZ tego kraju z&nbsp;lat 1998–2005 Joschka Fischer – jeden z architektów rozszerzenia Unii – mówił DGP i radiowej Trójce, że nie żałuje tego, iż UE urosła. I&nbsp;dodawał, że za jej kryzys odpowiadają egoizmy wszystkich krajów członkowskich.</p><p class="tresc">Trudno się z tym nie zgodzić. Niemcy stosują podwójne standardy – mówiąc o europejskiej solidarności, realizują energetyczne projekty z Rosją, narzucają nam politykę migracyjną i blokują dostęp do własnego rynku usług. Francja otwarcie wspiera ekspansję rodzimego kapitału i broni interesów atomowej energetyki. Listę takich zachowań można by wydłużać w nieskończoność. Pisząc więc o tym, że to my rozwaliliśmy Unię – jak typowy dziennikarz – nawet mówiąc prawdę, kłamałem. Bo Unię rozwalają też brukowe media, społecznościowy hejt i gra europejskich egoizmów.</p><p class="tresc">Czy najlepszym wyjściem z tej sytuacji nie byłoby zrzucenie części tego balastu? Wątpię, by zachodnioeuropejscy politycy rozmontowali państwa opiekuńcze, zrezygnowali z dbania o interesy kluczowych sektorów gospodarki. Nie wierzę, że media się ucywilizują. Może wiec najłatwiej odciąć się od tych barbarzyńców ze Wschodu. I od tych, którzy kantują naszych policjantów i traktują nas jak głupich Angoli. I od tych, którzy pracują lepiej, dłużej i taniej niż my.</p><p class="tresc">Niemożliwe – powiedzą państwo. Unia nie przetrwa bez konkurencyjności, którą jej dajemy, nie da się przerwać tak ważnych więzi gospodarczych. A kto mówi o ich przerywaniu? Proszę spojrzeć na Wielką Brytanię. Na wszystkie opt-outy, które do tej pory Londyn sobie wynegocjował. Nawet jeżeli z Unii nie wyjdzie, to już się z niej częściowo wykręcił. Czy inni nie mogą pójść ich śladem? Czy niemiecki przemysł nie poradzi sobie w sytuacji, w której strefa Schengen będzie się kończyła na Odrze, a Polacy będą mogli wjechać na tamtejszy rynek pracy tylko na podstawie indywidualnego zezwolenia? Przy współczesnej logistyce, robotyzacji i napływie siły roboczej z całego świata spokojnie można sobie taki scenariusz wyobrazić. A dzięki temu odetnie się jeden z potencjalnych powodów wzrostu populizmu i zagrożenia dla elit. Być może najbardziej racjonalnym wyborem politycznym Europy Zachodniej powinno być częściowe odcięcie się od nas. Zbudowanie organizmu mniejszego, lecz sprawniejszego.</p><p class="tresc">Takie odcięcie niesie w sobie wiele ryzyk. Na przykład związane z geopolityką. Niemcy nie zrezygnują ze strefy buforowej, są realistami, obawiają się ekspansywnej polityki rosyjskiej. Po to mają NATO, po to budują silną pozycję na Ukrainie. Ale nie muszą mieć do tego strefy Schengen i wolnego dostępu do swojego rynku usług i rynku pracy. Kolejnym argumentem na rzecz rozszerzenia Unii, oprócz geopolitycznej kalkulacji, była obawa przed powstaniem w środkowej Europie szarej strefy. Obawa w sumie uzasadniona w&nbsp;2003 r., kiedy w samej Polsce bezrobocie miesiącami przekraczało 20 proc. Czy takie ryzyko istnieje nadal? Nie jesteśmy Bałkanami. Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, które traci dynamikę. Takie kraje nie wybuchają. Co najwyżej więdną.</p><p class="tresc">Obawiam się, że Europa poradzi sobie bez niebezpiecznego samochodu Istvana i ściągającego kasę z&nbsp;Wielkiej Brytanii Mariusza. Pytanie, jak oni poradzą sobie bez niej. ©?</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/952872,17-polskich-projektow-otrzyma-wsparcie-z-funduszu-laczac-europe-oto-lista-inwestycji.html">17 polskich projektów otrzyma wsparcie z funduszu "Łącząc Europę". Oto lista inwestycji</a></p> Rajd cen złota. Cena zbliża się do 1200 dol. za uncję http://forsal.pl/artykuly/922008,cena-zlota-notowania-surowcow.html 2016-02-09T13:17:31Z Na europejskich parkietach trwa wyprzedaż, tymczasem ceny złota szybują w górę. Wczoraj notowania tego surowca dotarły do najwyższego poziomu od pół roku.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Ostatnie dni na rynku złota przyniosły dynamiczny rajd notowań tego kruszcu w górę. Po pokonaniu ważnego technicznego oporu w rejonie 1131 USD za uncję, wzrost cen złota przyspieszył, zaś wczoraj notowania tego kruszcu sięgnęły w czasie trwania sesji do poziomu 1200 USD za uncję, stanowiącego barierę nie tylko techniczną, lecz także psychologiczną. </p><p>Wzrost notowań złota w ostatnim czasie był zdecydowanie bardziej emocjonalny niż fundamentalny. Inwestorzy na globalnym rynku obawiają się rozwoju sytuacji w globalnej gospodarce, zwłaszcza że na jej pogorszenie wskazywali m.in. członkowie Fed. Wczoraj z kolei panikę inwestorów nakręcały przede wszystkim doniesienia dotyczące trudności finansowych europejskich banków. </p><p>Dynamiczny wzrost cen złota doprowadził notowania tego surowca wczoraj do najwyższego poziomu od ponad pół roku. Poziom 1200 USD za uncję okazał się jednak silną barierą, a dzisiaj rano notowania żółtego kruszcu poruszają się w okolicach 1190 USD za uncję. W obliczu silnych ostatnich zwyżek i bliskości technicznego oporu, w krótkoterminowej perspektywie na rynku tym możemy zobaczyć spadkowe odreagowanie lub przynajmniej konsolidację cen. Jeśli jednak cena złota nie spadnie istotnie w najbliższych dniach, będzie to sygnał siły popytu i budowania bazy pod kolejną zwyżkę. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/921468,citi-nadchodzi-oilmageddon-wszyscy-powinnismy-sie-bac.html">Citi: Nadchodzi Oilmageddon. Wszyscy powinniśmy się bać</a></p><h2>Notowania pszenicy blisko tegorocznych minimów</h2><p>Bieżący tydzień rozpoczął się fatalnie na rynkach zbóż. Notowania kukurydzy, soi oraz pszenicy kontynuowały spadki z ubiegłego tygodnia. W przypadku pszenicy, jej cena przekroczyła wczoraj w dół poziom 460 USD za 100 buszli, docierając do tegorocznego minimum w okolicach 457-458 USD za 100 buszli. </p><p>Notowania pszenicy znajdują się pod presją podaży już od wielu miesięcy, co wynika przede wszystkim z dużej globalnej podaży tego surowca. Zapasy pszenicy na świecie są – i prawdopodobnie pozostaną – na wysokim poziomie, co wynika z oczekiwań dotyczących obfitych tegorocznych zbiorów.<br /> </p><p>Do tych oczekiwań przyczyniła się m.in. Australia, która jest czwartym największym eksporterem pszenicy na świecie. W ostatnich dniach na terenach uprawnych w tym państwie spadły sprzyjające rolnikom deszcze. Istnieje duża szansa, że poziom tegorocznych minimów okaże się skutecznym wsparciem dla cen pszenicy, a notowania tego zboża wpadną w konsolidację. Na wyraźne zwyżki przy obecnych uwarunkowaniach fundamentalnych trudno liczyć. </p><p><em>Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ</em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/921720,terminal-lng-w-swinoujsciu-kolejna-dostawa-gazu-z-kataru.html">Terminal LNG się rozkręca. Dziś kolejna dostawa gazu z Kataru</a></p> Wzrost eksportu ropy naftowej z Iranu. Ceny surowca rosną http://forsal.pl/artykuly/920331,wzrost-eksportu-ropy-naftowej-z-iranu-ceny-surowca-rosna.html 2016-01-29T10:28:26Z Nadzieje na porozumienie Rosji i krajów OPEC w kwestii solidarnego cięcia produkcji ropy naftowej były najważniejszym czynnikiem wspierającym ceny tego surowca w ostatnich dniach. ]]> <p>Notowania amerykańskiej ropy naftowej WTI powróciły do okolic 34 USD za baryłkę, podczas gdy jeszcze tydzień temu balansowały na granicy psychologicznej bariery 30 USD za baryłkę.</p><p>Tymczasem na razie produkcja ropy naftowej w niektórych krajach kartelu OPEC nie spada, lecz rośnie. Na wzrost wydobycia już od kilku lat stawia wyniszczony wojnami Irak. Również Iran nie traci czasu i wykorzystuje fakt, że na początku bieżącego roku zostały z niego zdjęte międzynarodowe sankcje. Wstępne szacunki, bazujące na planowanych załadunkach tankowców, zakładają, że w styczniu całkowity eksport ropy naftowej z Iranu wyniesie 1,5 mln baryłek dziennie, natomiast w lutym – 1,44 mln baryłek dziennie. To o około jedną piątą więcej niż średni dzienny eksport w 2015 r. Oficjalne wyliczenia dotyczące eksportu za styczeń pojawią się dopiero w połowie lutego (a za luty – w połowie marca), ale już teraz można przypuszczać, że Iran będzie sukcesywnie zwiększał produkcję i eksport ropy naftowej.</p><p>Dzisiaj rano notowania amerykańskiej ropy WTI poruszają się w rejonie wczorajszego zamknięcia, czyli pomiędzy poziomami 33 i 34 USD za baryłkę. Krótkoterminowo strona popytowa jest silna, lecz nie zmienia to faktu, że wypracowanie wspólnego stanowiska przez OPEC i Rosję na razie jest bardziej w fazie wstępnych planów niż konkretnych ustaleń. Po pierwszej euforii, cena ropy naftowej może więc skierować się w dół. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/919743,tania-ropa-to-przeklenstwo-dla-globalnej-koniunktury.html">Tania ropa - błogosławieństwo dla konsumentów, przekleństwo dla światowej koniunktury</a></p><h2>Ograniczenia w eksporcie miedzi z Indonezji</h2><p>Bieżący tydzień prawdopodobnie zakończy się wzrostem cen miedzi. W drugiej połowie tego tygodnia cena tego metalu w USA ustabilizowała się powyżej poziomu 2 USD za funt. Stronie popytowej pomogły ogólnie lepsze nastroje na rynkach surowcowych, słabszy dolar, a także informacje napływające z Indonezji.</p><p>Wczoraj jednej z największych spółek wydobywczych na świecie, Freeport-McMoRan, wygasła licencja na eksport miedzi z Indonezji. Obecnie spółka jest w trakcie negocjacji z indonezyjskim rządem w sprawie opłat za prowadzenie biznesu w tym kraju – jednak na razie do konsensusu jest daleko. To oznacza, że póki co nie wiadomo, kiedy spółce zostanie przyznana nowa koncesja. Jest to o tyle istotne, że Freeport-McMoRan jest właścicielem jednej z największych kopalń miedzi i złota na świecie – Grasberg. </p><p>Reakcja rynku na informacje z Indonezji na razie jednak nie jest zbytnio nerwowa, ponieważ niepewność dotycząca eksportu miedzi z tego kraju pojawiała się już wcześniej i nie miała większego przełożenia na globalną podaż tego metalu. Kluczowym rejonem produkcji miedzi jest bowiem Ameryka Południowa – a tam wydobycie ma w tym roku znacząco wzrosnąć.</p><p><em>Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ</em></p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p> Japonia zaskoczyła wszystkich. Bank centralny wprowadza ujemne stopy procentowe http://forsal.pl/artykuly/920325,bank-centralny-japonii-wprowadza-ujemne-stopy-procentowe.html 2016-01-29T10:01:07Z Bank Japonii zaskoczył wszystkich ogłaszając wprowadzenie ujemnych stop procentowych. Decyzja przekłada się na wzrost apetytów na ryzyko wśród inwestorów. ]]> <p>W dalszej części dnia oczy wszystkich będą z kolei zwrócone na Stany Zjednoczone, gdzie zostaną opublikowane dane o wzroście gospodarczym w IV kwartale ubiegłego roku.</p><p>Dzisiejsza decyzja banku była o tyle niespodziewana, że przedstawiciele<b> Banku Japonii,</b> wraz z prezesem Kurodą, na czele ostatnio zapewniali, że dalsze luzowanie nie jest rozważane. Niemniej jednak element zaskoczenia działa na korzyść banku centralnego. BoJ zaskakując rynki wywołuje większą reakcję, a szczególnie mu zależy na <b>słabszym jenie, </b>który znacząco się umocnił w ostatnim czasie wraz ze wzrostem niepewności na rynkach. Japońska gospodarka jest w dużej mierze oparta na eksporcie i silna waluta jej szkodzi. Z drugiej strony obniżce stóp procentowych nie towarzyszyło zwiększenie skali skupu aktywów, co pozostawia bankowi pole do ewentualnej dalszej interwencji. Obniżenie stopy ma na celu zmuszenie banków do zwiększenia podaży pieniądza poprzez ograniczenie depozytów. Ponadto rachunki banków zostaną podzielone na 3 części, z których tylko nowe rezerwy będą objęte ujemną stopą procentową. Podobny system jest zastosowany w Szwajcarii, Szwecji i Danii.</p><p><b>Luzowanie polityki monetarnej </b>przez Bank Japonii przełożyło się na wzrost apetytu na ryzyko wśród inwestorów, dzięki czemu umacniają się dzisiaj waluty surowcowe oraz rynków wschodzących, w tym również złoty. Z drugiej strony depercjacji ulegają waluty traktowane jako „bezpieczne przystanie”, takie jak japoński jen, frank szwajcarski, czy euro.</p><p>Patrząc w przód, kluczowym wydarzeniem dla inwestorów będą dane o amerykańskim PKB za IV kwartał 2015 roku, które mogą zmienić sentyment. Oczekiwania rynkowe zakładają kwartalne zaanualizowane tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 0,8%, co byłoby znacząco słabszym odczytem od tego z III kwartału, który ukształtował się na poziomie 2%. W ostatnich tygodniach obserwowany był spadek oczekiwań rynkowych na podwyżki stóp przez Fed. Jeśli odczyt o PKB będzie lepszy lub nawet zgodny z konsensusem, może się on przełożyć na przyspieszenie aprecjacji dolara.</p><p>Złoty ze względu na wcześniej wspomnianą poprawę nastrojów na rynkach zyskuje po raz drugi dzień z rzędu w stosunku do euro i dolara. Po godzinie 10:00 za euro musieliśmy płacić 4,43 złotego, za dolara: 4,07 złotego, za funta: 5,84 złotego oraz za franka: 3,99 złotego.</p><p><em>Michał Dąbrowski, dział analiz XTB</em></p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p> Agencje grożą Polsce, chwalą Orbana. Rating Węgier może pójść w górę http://forsal.pl/artykuly/920076,agencje-moga-podniesc-rating-wegier.html 2016-01-28T07:38:08Z Agencja Fitch sugeruje, iż obserwuje na Węgrzech poprawę klimatu inwestycyjnego, podczas gdy z dużą dozą pewności możemy założyć, że klimat ten w Polsce uległ pogorszeniu - pisze w komentarzu rynkowym Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ. ]]> <p>Czwartkowy, poranny handel na rynku walutowym nie przynosi istotniejszych zmian po wczorajszym podbiciu zmienności po posiedzeniu FED. Polska waluta jest wyceniana przez inwestorów następująco: 4,4742 PLN za euro, 4,1158 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0400 PLN względem franka szwajcarskiego oraz 5,8576 PLN w relacji do funta szterlinga. Rentowności krajowego długu wynoszą 3,217% w przypadku obligacji 10-letnich. </p><p>Wydarzeniem ostatnich godzin na rynku było zakończenie<b> posiedzenia FED</b>. Zgodnie z przewidywaniami części rynku komunikat FOMC okazał się być bardziej gołębi niż powszechnie oczekiwano. FED zauważył, że tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki jest niższe niż w grudniu kiedy zdecydował się na podwyżki stóp. Ponadto komunikat sugeruje, iż tempo podwyżek stóp będzie niższe niż uprzednio sygnalizowano. Rynek odebrał komunikat ten jako sygnał, że prawdopodobieństwo podwyżek stóp w marcu spadło (obecnie 21%). Inwestorzy zareagowali jednak dość mieszanie, gdyż argumentacja o opóźnieniu podwyżek stóp z uwagi na obawy co do gospodarki nie do końca wspiera bardziej ryzykowne aktywa. </p><p>Warto wspomnieć, iż brak było większej reakcji na złotym, który w ostatnich tygodniach „żyje” głównie tematyką lokalną. Rynek otrzymał wyraźny sygnał ze strony pozostałych agencji <b>Fitch oraz Moody’s</b>, iż również te instytucje mogą obniżyć ocenę Polski w terminie maj, lipiec (rewizje). Ponadto warto wspomnieć o wczorajszej informacji z Fitch, który może podwyższyć rating <b>Węgier </b>(z obecnego BB+). Od początku obecnych zawirowań z podbiciem ryzyka politycznego wokół Polski na rynku mówi się, iż najbardziej na tym skorzystać mogą Węgry oraz forint, co znajduje również odzwierciedlenie w kwotowaniach PLN/HUF w styczniu (spadek ok. 5% w miesiąc), które znajdują się najniżej od lipca 2013 r. Agencja Fitch sugeruje, iż obserwuje na Węgrzech poprawę klimatu inwestycyjnego, podczas gdy z dużą dozą pewności możemy założyć, że klimat ten w Polsce uległ pogorszeniu. </p><p><span class="psav_speclinkarea">psav linki wyróżnione</span></p><p>W trakcie dzisiejszej sesji poznamy „minutes” z ostatniego posiedzenia RPP, co nie powinno jednak istotnie wpłynąć na rynek. Ponadto MF przeprowadzi aukcję obligacji o wartości 5-8 mld PLN. Na szerokim rynku warto bliżej przyjrzeć się m.in. publikacjom dot. inflacji CPI z Niemiec czy popołudniowym danym z gospodarki amerykańskiej (wnioski o zasiłek oraz zamówienia na dobra trwałego użytku).</p><p>Z rynkowego punktu widzenia wczorajsza sesja na PLN nie zmieniła układu technicznego, gdzie rynek dość szybko skorygował zaskakujące umocnienie złotego z wtorku. Kurs CHF/PLN powrócił blisko bariery 4,0550 PLN, która teraz funkcjonuje jako opór. W przypadku EUR/PLN kurs oscyluje w zakresie 4,44-4,50 PLN. </p><p><em>Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ</em></p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p>