© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: makroekonomia 2018-10-16T01:37:33+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/makroekonomia Ministerstwo Rozwoju: W 2019 r. wzrost PKB może być w przedziale 4-5 proc. http://forsal.pl/artykuly/1303368,ministerstwo-rozwoju-w-2019-r-wzrost-pkb-moze-byc-w-przedziale-4-5-proc.html 2018-10-15T12:54:22Z W 2019 r. wzrost PKB Polski może zamknąć się w przedziale 4-5 proc. w ujęciu rdr - wynika z wypowiedzi ministra inwestycji i rozwoju Jerzego Kwiecińskiego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Widać wyraźnie, że tempo wzrostu gospodarczego w tym roku jest naprawdę wysokie. Mieliśmy 2 kwartały na poziomie 5 proc. i wszystko wskazuje na to, że trzeci kwartał nie powinien być dużo gorszy. (...) To oznacza, że cel, który wytyczyliśmy sobie z premierem Mateuszem Morawieckim, jeszcze w 2016 r., żeby utrzymywać tempo wzrostu PKB między 4 a 5 proc. udaje nam się utrzymywać. I chcielibyśmy to tempo utrzymywać również w przyszłym roku" - powiedział w poniedziałek na konferencji Kwieciński. </p> <p>W założeniach projektu budżetu na 2019 r. zapisano wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc. rdr. </p> Inflacja spowolniła do 1,9 proc. GUS podał dane za wrzesień http://forsal.pl/artykuly/1303029,inflacja-spowolnila-do-1-9-proc-gus-podal-dane-za-wrzesien.html 2018-10-15T08:11:16Z Inflacja konsumencka wyniosła 1,9 proc. w ujęciu rocznym we wrześniu 2018 r. (wobec 2 proc. r/r w sierpniu), podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,2 proc. we wrześniu, podał też GUS.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"We wrześniu br. w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem miały wyższe ceny żywności (o 0,7%), odzieży i obuwia (o 2,4%), które podwyższyły ten wskaźnik odpowiednio o: 0,15 pkt&#160;proc. i 0,12 pkt proc. Niższe ceny w zakresie łączności (o 2,3%), rekreacji i kultury (o 0,9%) obniżyły ten wskaźnik odpowiednio o: 0,11 pkt proc. i 0,06 pkt proc." - czytamy w komunikacie.&nbsp; <br /> </p><p>W porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku wyższe ceny w zakresie transportu (o 7%), a także żywności (o 2,3%) oraz mieszkania (o 2%) podwyższyły wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych odpowiednio o: 0,6 pkt proc., 0,52&nbsp;pkt proc.&nbsp;i 0,51 pkt proc. Niższe ceny w zakresie łączności (o 3,6%) oraz odzieży i obuwia (o 3,3%) obniżyły ten wskaźnik odpowiednio o: 0,18 pkt proc. i 0,17 pkt proc., podano także.&nbsp; <br /> </p><p>Poniżej zmiany % wskaźnika CPI we wrześniu w ujęciu r/r.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1299036,polacy-na-potege-inwestuja-w-mieszkania-co-trzeci-zakup-to-lokata-kapitalu.html">Polacy na potęgę inwestują w mieszkania. Co trzeci zakup to lokata kapitału</a></p> Agencja S&P podnosi rating Polski http://forsal.pl/artykuly/1299601,rating-polski-decyzja-agencji-fitch-i-s-p.html 2018-10-12T20:49:16Z Agencja S&P Global Ratings podwyższyła długoterminowy rating Polski w walucie obcej do "A-" z BBB+" - podano na stronie internetowej agencji. Perspektywa ratingu jest stabilna. Z kolei Fitch pozostawił ocenę bez zmian.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>S&amp;P Global Ratings</b> podwyższył długoterminowy<b> rating </b>ryzyka kredytowego zadłużenia dla Polski w walucie obcej do A- z poziomu BBB+ oraz długoterminowy rating ryzyka kredytowego zadłużenia w walucie krajowej do A z A-, podała agencja. Perspektywa ratingów została zmieniona na stabilną z pozytywnej. Jednocześnie agencja podwyższyła krótkoterminowy rating ryzyka kredytowego zadłużenia w walucie krajowej do A-1 z poziomu A-2 oraz podtrzymała krótkoterminowy rating dla długu w walutach obcych na poziomie A-2, podano w komunikacie. </p><p>Konsensus rynkowy zakładał utrzymanie ratingów i ich perspektywy bez zmian, ale część analityków spodziewała się podniesienia ratingu długoterminowego o jeden stopień - do A-. </p><p>"Stabilna perspektywa odzwierciedla nasze pogląd w zakresie zrównoważonych ryzyk dla ratingów dla Polski" - czytamy w komunikacie. "Podwyższenie ratingu odzwierciedla silną ścieżkę zrównoważonego wzrostu gospodarczego Polski i ostrożności fiskalnej, jak również dywersyfikację i konkurencyjność jej gospodarki. W szczególności eksport Polski stanowił 55 proc. PKB w tym roku wobec 27 proc. w 2000 r., ukazując stopień otwartości nietypowy dla tak dużych gospodarek" - napisano też w materiale. </p><p>Agencja spodziewa się, że wzrost PKB Polski wyniesie w tym roku 4,8 proc., by spowolnić do 3,4 proc. w 2019 r. S&amp;P oczekuje, że do 2021 r. polska gospodarka będzie rozwijać się w tempie powyżej 3 proc. </p><p>Wczoraj agencja obniżyła szacunek deficytu sektora rządowego i samorządowego (general government) Polski na ten rok do 0,9 proc. PKB z wcześniej oczekiwanych 2 proc. </p><p>Według S&amp;P, dalsze podniesienie oceny ratingowej Polski jest możliwe w przypadku dalszego wzrostu realnych dochodów w Polsce, który będzie przewyższać wzrost u naszych głównych partnerów handlowych oraz nie spowoduje nierównowagi zewnętrznej lub jeśli rząd będzie notował nadwyżki budżetowe, prowadzące do spadku długu publicznego w ujęciu nominalnym. Rating może zostać podniesiony także w przypadku, gdy nowo wprowadzane pracownicze plany kapitałowe (PPK) zwiększą prywatne oszczędności, redukując tym samym przyszłe zobowiązania Polski, które mogą pojawić się w związku z sytuacją demograficzną i malejącą liczbą ludności w wieku produkcyjnym. Z drugiej strony, obniżenie ratingu jest możliwe w przypadku znacznego pogorszenia się sytuacji fiskalnej Polski lub jeśli nagły wzrost wynagrodzeń doprowadzi do szybszego niż prognozowany wzrostu finansowania zagranicznego netto, co będzie sygnałem pogarszającej się konkurencyjności. </p><p>W kwietniu br. S&amp;P Global Ratings podniósł perspektywę ratingów do pozytywnej ze stabilnej, podtrzymując jednocześnie długo- i krótkoterminowy rating ryzyka kredytowego zadłużenia dla Polski w walucie obcej na poziomie BBB+/A-2 oraz długo- i krótkoterminowy rating ryzyka kredytowego zadłużenia w walucie krajowej na poziomie A-/A-2. </p><p>„Z dużą satysfakcją przyjmujemy decyzję agencji S&amp;P o podwyższeniu ratingu naszego kraju. Mogliśmy się spodziewać takiej decyzji, szczególnie po kwietniowej zmianie perspektywy ratingowej na pozytywną. Podniesienie oceny wiarygodności kredytowej Polski potwierdza słuszność naszych działań, które prowadzą do pozytywnych zmian w polskiej gospodarce. Mamy szybszy od oczekiwań, zrównoważony wzrost gospodarczy i niższy niż prognozowano deficyt” – powiedziała minister finansów prof. Teresa Czerwińska. </p><p>„Cieszy to, że są doceniane nasze wysiłki w zakresie polityki fiskalnej. Od początku nasz rząd był zdeterminowany, aby uszczelnić system podatkowy i zreformować administrację podatkową, co przynosi obecnie wymierne korzyści” – podkreśliła minister Czerwińska. </p><h2><b>Decyzja Fitch</b></h2><p>Agencja Fitch potwierdziła w piątek długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie "A-" - podano w komunikacie. Perspektywa ratingu pozostała stabilna.</p><p>Rating na poziomie "A-", w ocenie Fitch, odzwierciedla "zdywersyfikowaną gospodarkę i mocne fundamenty makroekonomiczne, które są wspierane przez silne ramy gospodarcze oraz solidny sektor bankowy" - napisano w komunikacie.</p><p>Czynniki te równoważone są przez "niski poziom PKB per capita oraz wysokie zadłużenie zagraniczne w porównaniu do państw z koszyka" - dodano.</p><p>Stabilna perspektywa ratingu odzwierciedla przekonanie Fitch, że pozytywne i negatywne czynniki ryzyka dla oceny kredytowej są obecnie wyważone.</p><p>W ocenie agencji, następujące czynniki - indywidualnie lub zbiorowo - mogą wywołać pozytywne działania względem ratingu:</p><p>- wzrost PKB, wspierający szybszy wzrost poziomu dochodów w kierunku mediany państw z koszyka o ratingu "A";</p><p>- dalsze obniżanie poziomu zadłużenia zagranicznego netto w relacji do PKB w kierunku mediany państw z koszyka ratingowego "A"</p><p>- konsolidacja fiskalna, prowadząca do trwałego spadku poziomu długu publicznego w relacji do PKB.</p><p>Negatywne działania względem ratingu według Fitch mogą zostać podjęte jeżeli:</p><p>- pojawią się jakiekolwiek oznaki, że osłabione zostanie znaczenie unijnego kryterium deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 3 proc. PKB jako kotwicy fiskalnej lub w średnim terminie nie dojdzie do stabilizacji długu publicznego w relacji do PKB,</p><p>- dojdzie do osłabienia ram polityki makroekonomicznej, co potencjalnie mogłoby skutkować niższym wzrostem PKB</p><p> - dojdzie do pogorszenia standardów rządzenia lub klimatu biznesowego, co negatywnie przełożyłoby się na gospodarkę.</p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1298723,spelnia-sie-marzenie-keynesa-nobla-dostali-dentysci-ekonomii-na-jaki-bol-zeba-znalezli-rozwiazanie.html">Spełnia się marzenie Keynesa, Nobla dostali "dentyści ekonomii". Na jaki ból zęba znaleźli rozwiązanie?</a></p><p><b><em>Źródło: PAP/ISBNews</em></b></p> Rating Polski: co zrobią agencje Fitch i S&P? [KOMENTARZE EKONOMISTÓW] http://forsal.pl/artykuly/1299167,rating-polski-co-zrobia-agencje-fitch-i-s-p.html 2018-10-12T13:00:46Z Agencje ratingowe utrzymają w piątek oceny wiarygodności kredytowej Polski, nie jest jednak wykluczona pozytywna niespodzianka, zwłaszcza ze strony S&P - uważają ekonomiści, z którymi rozmawiała PAP. Ich zdaniem przeciw podwyżce przemawia konflikt Polski z KE dot. praworządności.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W piątek wieczorem <b>agencje Fitch i S&amp;P </b>mają dokonać <b>rewizji oceny ratingowej Polski. </b>Aktualny rating nadany przez Fitch to A- z perspektywą stabilną, natomiast S&amp;P utrzymuje ocenę BBB+ z perspektywą pozytywną. </p> <p>Według głównego ekonomisty banku Pekao Marcina Mrowca obie agencje utrzymają obecne oceny naszej wiarygodności. "Generalnie zakładamy, że jest jakieś 80-90 proc. prawdopodobieństwo, że nic się nie zmieni" - powiedział Mrowiec. </p> <p>Odnosząc się do możliwości zmiany ocen, ekonomista wskazał, że S&amp;P utrzymuje niższy rating od pozostałych agencji, więc w tym przypadku jest większe prawdopodobieństwo zmiany na plus. </p> <p>"Natomiast nie jest ono zbyt duże, ponieważ poprzednie decyzje S&amp;P były mocno uzależnione od kwestii trochę pozaekonomicznych. Powoływano się na niezależność banku centralnego, na kwestie zmian w sądownictwie itd. Biorąc pod uwagę, że mamy tutaj pewien poziom utrzymującej się niepewności, czy jakiegoś napięcia, to nie sądzimy, żeby agencja zdecydowała się na podwyżkę" - tłumaczy ekonomista. </p> <p>Zaznaczył, że <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1298999,s-p-moze-dzis-podwyzszyc-rating-polski.html">Polska ma relatywnie niski rating u S&amp;P,</a> więc nie ma powodu do obaw, żeby został on obniżony. "Jeżeli już coś się wydarzy, to raczej w górę niż w dół" - dodał Mrowiec.</p> <p>Ekonomista wyjaśnił, że ewentualne podniesienie ratingu Polski miałoby na pewno pozytywny skutek, jeśli chodzi o postrzeganie Polski. "Myślę, że jest duża liczba inwestorów globalnych, którzy nie wchodzą w niuanse, dlaczego jakaś agencja coś zrobiła, albo nie zrobiła, ale kierują się ratingiem. Pamiętamy szkody na złotym i postrzeganiu Polski, jakie wyrządziła nam obniżka ratingu przez S&amp;P (w 2016 r. - PAP), więc teraz mielibyśmy niejako naprawienie tych szkód. To byłoby niewątpliwie pozytywne" - powiedział. </p> <p>Mrowiec uważa, że w przypadku agencji Fitch, jest 90-proc. prawdopodobieństwo, że nie nastąpi żadna zmiana. </p> <p>Także ekonomista z banku Santander Marcin Luziński nie spodziewa się zmiany ocen zarówno ze strony jednej, jak i drugiej agencji. Luziński zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że rating S&amp;P odbiega w dół od oceny pozostałych agencji, ma jednak pozytywną perspektywę. </p> <p>"Wydaje się, że jest możliwość podwyżki tego ratingu, ale nie uważamy, aby tak się stało. Z jednej strony za podwyżką przemawiają dobre wskaźniki makroekonomiczne, lepsze niż rok temu, niższe szacunki deficytu i niższe szacunki długu. Z drugiej strony cały czas mamy konflikt w sprawie praworządności z Komisją Europejską, tu się nic nie zmieniło" - powiedział Luziński. </p> <p>"Dodatkowo pogorszyły się wskaźniki jakości instytucjonalnej publikowane przez Bank Światowy, co potencjalnie mogłoby mieć ujemny wpływ na ocenę S&amp;P, choć zakładam, że agencja ta już wcześniej wzięła to pod uwagę" - dodał. </p> <p>Według niego do podniesienia ratingu może zniechęcać także wysokość długu zagranicznego, który nie zmienił się specjalnie w ciągu ostatniego roku. "Jest możliwa podwyżka ratingu choćby ze względu na fakt, że S&amp;P utrzymuje pozytywną perspektywę, ale niekoniecznie w ciągu pół roku (agencja podniosła ją w kwietniu br. - PAP)" - powiedział. </p> <p>"Wydaje mi się, że dopóki są problemy z praworządnością, to agencje ratingowe nie będą chętne do podwyższania Polsce ratingu, tym bardziej biorąc pod uwagę otoczenie międzynarodowe" - powiedział. Zwrócił uwagę, że zarówno instytucje światowe i analitycy zaczęli obniżać prognozy wzrostu gospodarki globalnej. "Rosną obawy o gospodarkę, więc nie wydaje mi się, że mamy optymalny moment do dokonania rewizji w górę" - zaznaczył. </p> <p>Także zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego Fitch utrzyma bez zmian rating A- z perspektywą stabilną i taka decyzja nie wzbudzi kontrowersji. Ich zdaniem większe zainteresowanie towarzyszyć będzie przeglądowi S&amp;P. Podobnie jak inni ekonomiści, przedstawiciele ING zwrócili uwagę na obniżkę ratingu przez tę agencję do BBB+ w 2016 r. i niższy rating z jednoczesną późniejszą zmianą perspektywy z negatywnej na pozytywną. Wskazali ponadto na "drastyczne" obniżenie w zaktualizowanym w czwartek raporcie prognozy deficytu sektora finansów publicznych Polski w 2018 r. do 0,9 proc. PKB z 2,0 proc. </p> <p>"Wśród uczestników rynku pojawiają się oczekiwania na poprawę oceny (...), jednak zważywszy na otwarty konflikt z KE oraz postępowania przed TSUE najprawdopodobniej są one przedwczesne" - uważają ekonomiści z ING. </p> <p>Według ekonomistów Raiffeisen Polbanku rewizja ratingu Polski zaplanowana przez agencje S&amp;P i Fitch będzie w piątek najważniejszym wydarzeniem a krajowym rynku finansowym. "Oceniamy, że pierwsza z nich może podnieść ocenę naszego kraju o jeden stopień, tj. z BBB+ do A-. Za zmianą przemawia wyjątkowo dobra sytuacja budżetu natomiast przeszkodą może być trwający spór prawny wokół reformy sądownictwa" - zastrzegli.</p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1297880,agencja-s-p-tnie-prognozy-deficytu-sektora-finansow-publicznych-polski.html" title="Agencja S&amp;P tnie prognozy deficytu sektora finansów publicznych Polski">Agencja S&amp;P tnie prognozy deficytu sektora finansów publicznych Polski</a></p> S&P może dziś podwyższyć rating Polski http://forsal.pl/artykuly/1298999,s-p-moze-dzis-podwyzszyc-rating-polski.html 2018-10-12T10:42:33Z Niespełna trzy lata temu decyzja S&P o obniżce ratingu Polski wywołała panikę na rynku polskich obligacjach oraz w notowaniach złotego. Jak pokazały ostatnie kwartały, agencja wyraźnie przeszacowała zagrożenia wewnętrzne dla krajowej gospodarki i nie doceniła skali pozytywnych wydarzeń zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Czy dziś S&P podwyższy wiarygodność kredytową naszej gospodarki? - pisze Marcin Lipka, główny analityk Ckinciarz.pl.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Sytuacja z połowy stycznia 2016 r. nadal straszy na historycznych wykresach polskich aktywów. Był to okres, kiedy gwałtownie osłabił się złoty i silnie wzrosły rentowności krajowych obligacji skarbowych. Najbardziej spektakularnie zareagowały kontrakty CDS (Credit Default Swaps) pokazujące ryzyko bankructwa Polski. Wzrosły z ok. 73 pkt bazowych w pierwszej części miesiąca do 103 pkt w drugiej, czyli aż o 40 proc.</p> <h2> <b>Pesymistyczne prognozy do kosza</b></h2> <p> Konsekwencje tej decyzji prawdopodobnie były widoczne jeszcze częściowo do pierwszych miesięcy 2017 r., kiedy dopiero CDS-y w sposób trwały powróciły do granicy 70 pkt, by potem kontynuować spadki, głównie dzięki poprawie koniunktury wewnętrznej i zewnętrznej. Chociaż głównym powodem gwałtownego cięcia ratingu (z A- do BBB+ z perspektywą negatywną) były kwestie instytucjonalne, to również projekcje makroekonomiczne wyglądały słabo.</p> <p> S&amp;P Global Ratings w styczniu 2016 r. był zbyt zachowawczy, jeżeli chodzi o polski wzrost gospodarczy (3,2 proc. na 2018 r.). Znacznie przeszacował natomiast nierównowagę zewnętrzną, prognozując deficyt na rachunku obrotów bieżących w tym roku na poziomie aż 1,8 proc PKB. Z kolei deficyt sektora finansów publicznych miał wynieść aż 3,2 proc. w br.</p> <p> Natomiast według najnowszych prognoz (opublikowanych wczoraj przez PAP) S&amp;P szacuje wzrost na poziomie 4,8 proc. w tym roku, deficyt obrotów bieżących na 0,7 proc. PKB, a deficyt fiskalny na 0,9 proc. PKB, czyli zaledwie jedną trzecią wcześniejszych prognoz. Warto także zauważyć, że obecnie S&amp;P oczekuje salda pierwotnego sektora finansów publicznych (roczny bilans fiskalny bez kosztów obsługi długu) na plus 1 proc. PKB. Niecałe trzy lata temu była to ta sama wartość, tylko że z minusem.</p> <h2> <b>Czas na podwyżkę ratingu</b></h2> <p> Wiele z argumentów S&amp;P w raporcie z 2016 r. miało realne uzasadnienie. Zarówno program 500 plus, jak i obniżenie wieku emerytalnego generują olbrzymie koszty, a ich wpływ na kondycję rynku pracy jest i będzie prawdopodobnie negatywny. Również spór instytucjonalny z Brukselą nie pomaga Polsce, chociażby w kontekście zagranicznych inwestycji.</p> <p> Wpływ tych negatywnych elementów był jednak, jak wydaje się obecnie, wyraźnie przeszacowany. Z kolei za mało uwagi zostało poświęcone silnym elementom naszej gospodarki (np. wzrostowi dodatniego salda usług w zagranicznej wymianie handlowej) czy perspektywom uszczelnienia systemu podatkowego, który prawdopodobnie przyczynił się do zwiększenia dochodów budżetowych o dobre kilka miliardów złotych rocznie. S&amp;P również nie doszacował możliwości poprawy koniunktury zewnętrznej.</p> <p> Wydaje się więc, że w 2016 r. Polska „zasługiwała” bardziej na obcięcie perspektywy ratingu niż samego poziomu wiarygodności kredytowej. Biorąc jednak pod uwagę opublikowane wczoraj szacunki, niewykluczone, że agencja przygotowuje się do podniesienia krajowego ratingu i powrotu do oceny sprzed trzech lat.</p> Spełnia się marzenie Keynesa, Nobla dostali "dentyści ekonomii". Na jaki ból zęba znaleźli rozwiązanie? http://forsal.pl/artykuly/1298723,spelnia-sie-marzenie-keynesa-nobla-dostali-dentysci-ekonomii-na-jaki-bol-zeba-znalezli-rozwiazanie.html 2018-10-12T06:32:22Z Uhonorowani Nagrodą Banku Szwecji im. Alfreda Nobla Paul Romer i William Nordhaus w swojej pracy koncentrują się na realnych problemach gospodarki.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>R</span><span>zadko kiedy braki teorii naukowej można opisać za pomocą dowcipów. W przypadku ekonomii metoda ta sprawdza się jednak znakomicie. Ilu ekonomistów trzeba, żeby wymienić żarówkę? Siedmiu. Z dokładnością do 10 – to przytyk do braku precyzji. Po co wymyślono astrologię? Żeby ekonomia wyglądała na prawdziwą naukę – to na temat metodologii. </span></p> <p class="tresc"><span>Na szczęście istnieją ekonomiści, których takie żarty nie dotyczą – to ci próbujący udzielać jasnych odpowiedzi na realne problemy i właśnie takim Komitet Noblowski coraz częściej przyznaje Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla. W 2014 r. otrzymał ją Jean Tirole za analizę skutków regulacji rynkowych, w 2015 r. Angus Deaton – za badania nad ubóstwem, w 2016 r. Oliver Hart i Bengt Holmström – za rozwijanie teorii kontraktu, a rok temu Richard Thaler – za wkład w rozwój ekonomii behawioralnej opartej na obserwacji (nie zawsze rozsądnych) zachowań ludzi, a nie na wyidealizowanych modelach.</span></p> <p class="tresc"><span>Zagadnienia, którymi zajmują się tegoroczni laureaci ekonomicznego Nobla, są jeszcze bardziej wyraziste i na czasie – dotyczą innowacji i zmian klimatu. Za włączenie tych pierwszych w „długoterminową analizę makroekonomiczną” uhonorowano Paula Romera z Uniwersytetu Nowojorskiego, za pokazanie, w jaki sposób wpływają na podstawowe parametry gospodarcze zjawiska zachodzące w przyrodzie – Williama Nordhausa z Uniwersytetu Yale. Zagadnienia te wiążą się ze sobą: innowacje łagodzą zmiany klimatu, a ekonomiści wydatnie w tym pomagają, dostarczając diagnozę i narzędzia. </span></p> <p class="tresc"><span>Czy oto na naszych oczach spełnia się marzenie Keynesa, by ekonomiści zaczęli „być postrzegani na wzór dentystów jako kompetentni i pokorni” eksperci?</span></p> <h2><b><span>Po 2030 r. koniec świata?</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Byłaby to dobra wiadomość dla ludzkości. „Bólów zęba” sygnalizujących niedoleczone problemy jest sporo. Rozprawienie się ze zjawiskiem zmian klimatu nie jest złym pomysłem, jako że według większości ekspertów stanowi ono jedno z najbardziej palących wyzwań globalnej gospodarki. </span></p> <p class="tresc"><span>8 października, gdy Nordhaus przy porannej kawie odbierał telefon z informacją o przyznaniu mu Nobla, Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) publikował raport prognozujący, że do 2030 r. średnie globalne temperatury przekroczą o 1,5 stopnia Celsjusza poziomy z ery przedprzemysłowej. To oznacza ekstremalne susze, pożary, powodzie i niedobory żywności. </span></p> <p class="tresc"><span>Ale, co za przypadek! Profesor Nordhaus jest autorem pionierskiego modelu pozwalającego szacować koszty walki ze zmianami klimatu (DICE) w zależności od zakładanego ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Opracował go na potrzeby m.in. IPPC. Prognozy DICE zderza się z kosztami, które przyniosłoby zaniechanie walki ze zmianami klimatu. A te są spore. Z badań wynika, że koszt wyemitowania do atmosfery tony dwutlenku węgla to w ujęciu globalnym ok. 417 dol. Człowiek emituje do atmosfery ok. 35 mld ton CO</span><span>2</span><span> rocznie. Ograniczenie emisji o miliard ton przynosi światu 417 mld dol. oszczędności. To prawie tyle, ile PKB Polski.</span></p> <p class="tresc"><span>Już w latach 70. Nordhaus przeczuwał, że model intensywnego wzrostu gospodarczego może rodzić poważne skutki uboczne. Zastanawiał się nad tym w opublikowanej razem z prof. Jamesem Tobinem pracy „Is Growth Obsolete?”. Tobin i inny lewicujący ekonomista Paul Samuelson (współautor – wraz z młodym wówczas Nordhausem – słynnego podręcznika „Ekonomia”) utrwalili w Nordhausie potrzebę czynienia z ekonomii nauki użytecznej, a nie tylko teoreycznej. – Prace Nordhausa są bardziej „realizowane” niż „czytane” – przyznaje na swoim blogu prof. Tyler Cowen z George Mason University.</span></p> <p class="tresc"><span>Nordhausa nie cechuje jednak klimatyczny katastrofizm prezentowany przez osoby pokroju byłego wiceprezydenta USA Ala Gore’a. Nie wróży on, że w 2030 r. nastąpi koniec świata. Ekonomista jest co prawda zwolennikiem istotnego podnoszenia cen emisji CO</span><span>2</span><span>, ale przede wszystkim wierzy, że trwałe rozwiązanie problemu jest w zasięgu ręki, trzeba tylko uruchomić ludzką kreatywność, nasz „zasób pierwotny”, jak to się określa w ekonomicznej literaturze. </span></p> <h2><b><span>Nauka tam, gdzie granty</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Obóz ekonomistów klimatu kojarzony był przez lata głównie z Nicholasem Sternem z London School of Economics. Stał się szerzej znany w 2006 r., gdy oszacował koszty walki ze zmianami klimatu na 1 proc. globalnego PKB. Straszył, że jeśli świat nie będzie starał się im przeciwdziałać, globalny dochód spadnie o 20 proc. Wyliczenia te spotkały się jednak z krytyką ze strony innych ekonomistów klimatu. Ich obóz bowiem stopniowo rozrastał się o nowe nazwiska proponujących coraz bardziej zniuansowane podejścia. </span></p> <p class="tresc"><span>Wzrost popularności tematyki klimatycznej ma swoje źródła nie tylko w tym, że naukowcy odczuwają powołanie do ratowania świata. Chodzi także o pieniądze. Właściwie wszystkie liczące się rządy świata od dwóch już niemal dekad hojnie finansują badania nad klimatem. Stany Zjednoczone nawet pod rządami „antyekologicznego” Donalda Trumpa sypią pieniędzmi. Na przykład NASA w ramach programu „Earth Science” zarządza 120 projektami badawczymi z tej kategorii, których łączny budżet to 1,9 mld dol. Coraz częściej uczestniczą w nich ekonomiści.</span></p> <p class="tresc"><span>Wokół walki z globalnym ociepleniem powstał potężny przemysł (rynek zielonej energii ma być wart w przyszłym roku 777 mld dol.), a te widoczne już skutki zmian klimatu odczuwają branże tradycyjne, np. ubezpieczyciele. Coraz częściej wypłacają oni odszkodowania za zniszczenia spowodowane przez katastrofy naturalne (organizacja ClimatWise wylicza, że ich częstotliwość wzrosła sześciokrotnie od lat 50. XX w.), co obniża ich rentowność. Wszystkie te firmy finansują własne badania i zakładają własne ośrodki badawcze oferujące ekonomistom przysłowiowe biurko do pracy. Zajmowanie się klimatem po prostu popłaca. </span></p> <p class="tresc"><span>Rosnącą popularność klimatycznej tematyki widać dobrze w statystykach publikacji ekonomicznych IDEAS/RePEc. W latach 1990–2000 ukazały się zaledwie 184 prace związane bezpośrednio ze zmianami klimatu. W latach 2000–2010 opublikowano kolejnych 2,6 tys. prac, a w ciągu ostatnich ośmiu lat pojawiło się 8,4 tys. artykułów, książek i badań nawiązujących do tematu.</span></p> <p class="tresc"><span>Jednym z najwybitniejszych ekonomistów specjalizujących się w tej dziedzinie jest prof. Oliver Hart (jeden ze wspomnianych wyżej noblistów). W jednej ze swych prac zastanawia się, jak rozwiązać problem negatywnych dla środowiska efektów zewnętrznych działalności biznesu. Nie chce dokręcać regulacyjnej śruby. Stawia na działania oddolne, zakładając, że – w przypadku firm notowanych na giełdzie – wystarczy zaszczepić w kulturze korporacyjnej zwyczaj konsultowania przez zarządy z akcjonariuszami decyzji o inwestycjach, w wyniku których może dochodzić do zanieczyszczenia środowiska. – Firmy często stają przed szansą wdrożenia nowej technologii, która jest czystsza, ale bardziej kosztowna od tradycyjnej. Pojawia się wówczas dylemat: wybrać mniejszy zysk i zdrowsze środowisko czy większy zysk i nadal zanieczyszczać? Udziałowcy tych firm to przecież ludzie tacy jak wszyscy, mogą chcieć poświęcić część zysku firmy na rzecz przyrody, jeśli w swoim prywatnym życiu także o nią dbają i ponoszą tego koszty – przekonuje prof. Hart. </span></p> <h2><b><span>Nieudana rewolucja w Hondurasie</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Problem zmian klimatycznych jest przede wszystkim problemem krajów ubogich. Bogate sobie poradzą. Biedne – np. Bangladesz czy Egipt – będą odczuwać je mocniej, a jednocześnie jako państwa o niezaawansowanych gospodarkach nie będą skłonne ponosić kosztów walki z ociepleniem. Przeciwnie, będą przyjmować „brudne” przemysły, uciekające przed regulacjami zaostrzającymi się na Zachodzie. Najgorzej będą miały kraje nieuprzemysłowione, które teraz CO</span><span>2</span><span> nie emitują prawie wcale. Luke Harrington, klimatolog z Uniwersytetu Oksfordzkiego, obliczył, że odczują one gwałtowne skutki ocieplenia, jeśli wyniesie ono już 1,5 stopnia Celsjusza. Obywatele krajów uprzemysłowionych zaczną zaś cierpieć dopiero przy wzroście temperatury o 3 stopnie. Co z tym fantem zrobić? Pozwolić biednym szybciej się bogacić, by mogli się przed skutkami ocieplenia skuteczniej zabezpieczać. To właśnie miejsce, w którym do akcji wkraczają innowacje – konik drugiego z tegorocznych noblistów, prof. Paula Romera.</span></p> <p class="tresc"><span>Romer zasłynął jako architekt nowej teorii wzrostu gospodarczego. W starym modelu, który stworzył inny noblista, Robert Solow, wzrost gospodarczy to funkcja idei oraz pracy i kapitału, przy czym idee, które pozwalają na produktywne wykorzystanie kapitału i pracy, są „egzogeniczne”, a więc pochodzą niejako... z zewnątrz modelu. I mają charakter niewycenianych dóbr publicznych. Tyle że idee nie pojawiają się ot tak. Ktoś i z jakichś powodów musi na nie wpaść. Idee rodzą się dla zysku. W krajach rozwiniętych 60–80 proc. wydatków na badania i rozwój (B+R) to wydatki prywatnych firm. Romer w artykule „Increasing Returns and Long-Run Growth” opublikowanym w „Journal of Political Economy” z 1986 r. zaproponował model wzrostu, który brał ten oczywisty (ale nie dla ekonomistów) fakt pod uwagę. </span></p> <p class="tresc"><span>Praca ta okazała się impulsem dla innych badaczy do rozważań nad tym, jakie warunki najbardziej sprzyjają powstawaniu i rozprzestrzenianiu się nowych idei i technologii. Przede wszystkim zaś otworzyła drogę do ważnego spostrzeżenia: skoro to nie skumulowany kapitał stanowi o rozwoju, lecz idee, to nawet kraje biedne mogą tak zaprojektować swoje instytucje, żeby się bogacić. </span></p> <p class="tresc"><span>Nie ma jednak, to kolejny wniosek Romera, jednego zestawu reguł i instytucji, który można by zaimplementować wszędzie. Potrzeba eksperymentów. Romer zaproponował tworzenie w krajach ubogich, na niezamieszkanej ziemi, zupełnie nowych miast statutowych (charter cities), w których implementowano by sprawdzone wcześniej w innych częściach świata zasady – np. brytyjskie prawo precedensowe. Osiedlać mieliby się w nich wszyscy chętni. Romer próbował przekonać do stworzenia takiego miasta władze Hondurasu, ale sprzeciwił się temu tamtejszy Trybunał Konstytucyjny. Szkoda. </span></p> <p class="tresc"><span>Koncepcję miasta statutowego Romer stworzył, inspirując się eksperymentem, jakim był chiński Hongkong. – To miasto funkcjonujące przez większość XX w. na innych zasadach niż reszta Chin, na prawie i administracji brytyjskiej. W latach 50. XX w. każdy Chińczyk mógł zamieszkać tam i pracować. Miasto rozwijało się znacznie szybciej niż reszta kraju i gdy Deng Xiaoping (przywódca Chińskiej Republiki Ludowej w latach 1978–1989 – red.) postanowił skierować Chiny w stronę gospodarki rynkowej, powoływał się właśnie na zasady obowiązujące w Hongkongu. Rozumiał jednak, że ludzie chcą mieć wybór. Zamiast zaimplementować je w całym kraju, wdrożył je najpierw w czterech specjalnych strefach, a potem 14 miastach na wybrzeżu i pozwolił ludziom do nich emigrować. Dopiero gdy model zyskał społeczne poparcie, rozszerzono go na całe Chiny. – To uczy nas kilku rzeczy: m.in. daj ludziom wybór i operuj we właściwej skali – mówił Romer w trakcie jednego z wykładów.</span></p> <h2><b><span>Szczypta klimatycznego realizmu</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Romer nie jest jedynym ekonomicznym „aktywistą” wierzącym w sprawczą moc idei. </span></p> <p class="tresc"><span>Rolę innowacji i oddolnych eksperymentów w walce z globalnymi problemami dostrzega np. prof. Bjørn Lomborg, duński ekonomista klimatolog. Lomborg co cztery lata organizuje Konsensus Kopenhaski – konferencję, podczas której prominentni ekonomiści próbują nadać globalnym problemom priorytety na podstawie analizy zysków i strat płynących z walki z nimi. </span></p> <p class="tresc"><span>Co ciekawe, na tak skomponowanej liście walka z globalnym ociepleniem nie znajduje się na pierwszym miejscu. Ważniejsze okazuje się np. podjęcie wyzwań tylko pośrednio z nim związanych, jak niedożywienie w krajach trzeciego świata albo walka z malarią. Jeden dolar wydany na żywność dla mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej daje większy zysk niż jeden dolar zainwestowany w obniżanie średnich temperatur Ziemi. </span></p> <p class="tresc"><span>Lomborg jest też np. zwolennikiem cyfryzacji najbiedniejszych rejonów globu. Przekonuje, że inwestycja w zapewnianie ich mieszkańcom dostępu do internetu bardzo niskim kosztem pozwoli zredukować ubóstwo, dając ludziom bezpośredni dostęp do wiedzy i globalnego rynku. Co do globalnego ocieplenia, Lomborg sprzeciwia się globalnej ascezie gospodarczej, a ustalenia paryskiego szczytu klimatycznego dotyczące celów emisyjnych uznaje za polityczny absurd. Proponuje rządom, by skupiły się raczej na inwestowaniu w zieloną energię. Zarazem nie uważa wiatru i słońca za źródło klimatycznego zbawienia. – Prawda jest taka, że pozyskiwana z nich energia jeszcze długo będzie miała marginalne znaczenie dla ogólnego bilansu energetycznego Ziemi. W 2040 r. jej udział w nim wyniesie maksymalnie 2,4 proc. Zamiast wkładać pieniądze w niewydajne panele i wiatraki, zainwestujmy w coś, co pozwoli obniżyć realną cenę zielonej energii poniżej paliw kopalnych – apeluje w jednym ze swoich tekstów i aktywnie lobbuje za tym, żeby kraje rozwinięte przeznaczały na zielone innowacje nawet 100 mld dol. rocznie (obecnie to średnio 10–20 mld). Głos Lomborga jest słyszany przez polityków – to ekonomista uznawany za jednego z najbardziej wpływowych intelektualistów w Europie. Czy jednak słyszą go inni ekonomiści? Jak w ogóle ekonomiczni „aktywiści” pokroju Romera i Lomborga czy wyspecjalizowani technokraci pokroju Nordhausa i Harta wypadają w zderzeniu z grupą, która dominowała w głównym nurcie tej nauki przed kryzysem finansowym 2008 r.? Mowa o makroekonomistach zainteresowanych głównie takimi wskaźnikami, jak: inflacja, stopa bezrobocia, podaż pieniądza, i modelami ekonometrycznymi, których zadaniem było sprawianie, by gospodarka rosła coraz szybciej.</span></p> <h2><b><span>Szkoła krytyczna</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Reprezentanci „mainstreamowego” ancien régime'u czują się niepewnie. Powierzonego im zadania nie zrealizowali i rozumieją, że ich pozycja nie jest już tak silna. Ich błąd: uwierzyli, że dysponują narzędziami, które pozwalają zapobiegać kryzysom, a abstrakcyjne wskaźniki uznali za wystarczająco silną podstawę, by ex cathedra łajać innych za ignorancję. Doskonałym tego przykładem jest wywiad, którego w CNBC w 2006 r. udzielił Arthur Laffer, autor słynnej krzywej Laffera opisującej relację między podatkami a wysokością wpływów budżetowych. Tak rozpływał się nad funkcjonowaniem amerykańskiej gospodarki: „Wspierana jest dobrą polityką, zarówno fiskalną, jak i pieniężną. Działa wspaniale”. Swemu adwersarzowi, inwestorowi Peterowi Schiffowi, zarzucał brak podręcznikowej wiedzy ekonomicznej (Schiff jest autorem wielu książek z gatunku ekonomicznej publicystyki). Jak na ironię, to właśnie podręczniki okazały się problemem. Przekazywana w nich wiedza była felerna. To Paul Romer walnie przyczynił się do wyeksponowania tego faktu i podkopania pozycji neoklasycznych ortodoksów. Stał się mimowolnie jednym z symboli ekonomicznego rewizjonizmu, publikując w 2015 r. pracę pt. „Mathiness in the Theory of Economic Growth” („Przematematyzowanie w teorii wzrostu gospodarczego” – tłum. autor). Owo „przematematyzowanie” to, jak pisze Romer, „mieszanka słów i symboli, które zamiast tworzyć między sobą ścisłe powiązania, zostawiają przestrzeń na nieścisłości w przekładzie pomiędzy językiem naturalnym a formalnym, treścią teoretyczną a empiryczną”. Zdaniem Romera ekonomiści zaczęli wymyślać pojęcia pozbawione odniesienia do rzeczywistości, a ich bezużyteczność maskować wyszukanym językiem matematyki. W najlepszym wypadku – by ukryć to, że nie ma się nic do powiedzenia. W najgorszym – by przemycać ideologię służącą jakimś grupom interesów. Praca Romera odbiła się szerokim echem w naukowym światku, bo z nazwiska wskazywał on w niej ekonomistów posługujących się pustosłowiem. Romer wojował z tym zjawiskiem także w praktyce, gdy pełnił funkcję głównego ekonomisty Banku Światowego (2016–2018). Zauważył, że w publikowanych przez tę instytucję badaniach nadużywa się spójnika „i”, który służy do dopisywania ideologicznych i politycznych wtrętów do merytorycznych wyników. Wprowadził więc wymóg, by w publikacjach banku „i” stanowiło co najwyżej 2,6 proc. w proporcji do innych słów. Nawiasem mówiąc, jego – dość niestandardowe – metody pracy sprawiły, że głównym ekonomistą Banku Światowego był niecałe półtora roku.</span></p> <h2><b><span>Cykle akademickie</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Gdy neoklasycy przywiązani do martwych danych statystycznych i analizy finansowej rewidują swoje modele, należne im miejsce odzyskują ludzie o bardziej praktycznym nastawieniu – wspomniani już ekonomiczni „dentyści”. Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z trwałą „zmianą klimatu” w ekonomii? </span></p> <p class="tresc"><span>Spójrzmy na tę naukę przez jej własne okulary. Każdy rodzaj ludzkiej działalności opisuje ona jako podlegający cyklom, a samego człowieka jako podatnego na różnorakie bodźce. Ekonomiści uwielbiają analizować pod tym kątem świat polityki, próbując tłumaczyć, skąd biorą się niedoskonałości demokracji. Tu swoje zasługi ma sam prof. Nordhaus. W pracy „Polityczny cykl koniukturalny” wyjaśnia, dlaczego decyzje gospodarcze podejmowane w systemie demokratycznym tak często szkodzą przyszłym pokoleniom, i wskazuje sposoby na zaradzenie temu.</span></p> <p class="tresc"><span>Czy jednak na samych ekonomistów mamy patrzeć inaczej niż na polityków? </span></p> <p class="tresc"><span>Ich dobrobyt zależy od grantów – tak jak dobrobyt polityków zależy od wygranych wyborów. Zarówno spełnianie kryteriów finansowania badań, jak i zaspokajanie preferencji wyborców wymaga czasu i sprytu, a niekoniecznie przywiązania do prawdy. Przede wszystkim jednak państwo nigdy nie przyznaje grantów bezinteresownie – zwłaszcza w naukach społecznych bezpośrednio związanych z praktyką polityczną, która szuka często akademickiej legitymacji.</span></p> <p class="tresc"><span>Dlatego np. pokolenie amerykańskich ekonomistów robiących doktoraty w latach 80. XX w. to w znacznej mierze ekonomiści liberalni. Były to czasy Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, którzy sowieckiemu nieefektywnemu planowaniu gospodarczemu przeciwstawiali model wolnorynkowy. Ekonomiści, którzy zajmowali się wskazywaniem zalet kapitalizmu, wpisywali się w tę narrację. Mieli łatwiej. Tąpnięcie 2008 r. odwróciło te trendy. Kapitalizm stał się chłopcem do bicia, a rządy wykorzystały to do ukazania siebie w roli zbawców, którzy są w stanie naprawić gospodarkę. To oznaczało zwiększony interwencjonizm, a ten implikował potrzebę zatrudnienia nowych technokratów. I cóż – ekonomiści znów chętnie wskoczyli na pokład. Czy to źle?</span></p> <p class="tresc"><span>Nie całkiem. Ekonomiści zostali skonfrontowani z prawdziwym życiem. Z koniecznością weryfikowania, która z idei działa, a która nie. Zrozumieli, że ich praca nie może być tylko „sztuką dla sztuki”. W dłuższej perspektywie – z punktu widzenia rozwoju tej nauki – ostatni kryzys ma więc szansę nie być kryzysem zmarnowanym.</span></p> Agencja S&P tnie prognozy deficytu sektora finansów publicznych Polski http://forsal.pl/artykuly/1297880,agencja-s-p-tnie-prognozy-deficytu-sektora-finansow-publicznych-polski.html 2018-10-11T16:53:30Z Agencja S&P Global Ratings obniżyła szacunek deficytu sektora finansów publicznych Polski na 2018 r. do 0,9 proc. PKB z 2,0 proc. - wynika z porównania prognoz agencji z raportu datowanego na 11 października z poprzednio dostępnymi projekcjami z lipca.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>S&amp;P podwyższyła jednocześnie szacunki salda pierwotnego gg na 2018 r. do +0,9 proc. PKB z -0,2 proc. PKB. W dół zrewidowano z kolei ścieżkę długu publicznego.</p> <p>Najnowszy raport nie zawiera uzasadnienia dla rewizji i obejmuje jedynie prognozy na 2018 r.</p> <p>Poniżej zestawienie szacunków S&amp;P dla wybranych wskaźników makroekonomicznych Polski (o ile nie wskazano inaczej dane w proc.).</p> <table> <tbody><tr> <td>Prognozy z: </td> <td>X '18</td> <td>|</td> <td>VII '18</td> </tr> <tr> <td>Prognozy na:</td> <td>2018</td> <td>|</td> <td>2018</td> <td>2019</td> <td>2020</td> <td>2021</td> </tr> <tr> <td>|</td> </tr> <tr> <td>PKB per capita (tys. USD)</td> <td>15,4</td> <td>|</td> <td>15,4</td> <td>15,5</td> <td>15,9</td> <td>16,5</td> </tr> <tr> <td>Realny wzrost PKB</td> <td>4,8</td> <td>|</td> <td>4,7</td> <td>3,5</td> <td>3,0</td> <td>3,0</td> </tr> <tr> <td>Realny wzrost PKB per capita </td> <td>4,8</td> <td>|</td> <td>4,7</td> <td>3,5</td> <td>3,0</td> <td>3,0</td> </tr> <tr> <td>Deficyt gg/PKB </td> <td>0,9</td> <td>|</td> <td>2,0</td> <td>2,5</td> <td>2,5</td> <td>2,5</td> </tr> <tr> <td>Saldo pierwotne gg/PKB</td> <td>1,0</td> <td>|</td> <td>-0,2</td> <td>-0,6</td> <td>-0,5</td> <td>-0,5</td> </tr> <tr> <td>Dług publ./PKB (brutto)</td> <td>48,3</td> <td>|</td> <td>49,4</td> <td>49,2</td> <td>49,3</td> <td>49,3</td> </tr> <tr> <td>Dług publ./PKB (netto)</td> <td>45,5</td> <td>|</td> <td>46,6</td> <td>46,6</td> <td>46,8</td> <td>46,9</td> </tr> <tr> <td>CPI (średniorocznie)</td> <td>2,1</td> <td>|</td> <td>1,7</td> <td>2,5</td> <td>2,5</td> <td>2,5</td> </tr> <tr> <td>Realny wzrost inwestycji </td> <td>6,5</td> <td>|</td> <td>6,5</td> <td>4,5</td> <td>4,0</td> <td>4,0</td> </tr> <tr> <td>FDI netto/PKB</td> <td>0,5</td> <td>|</td> <td>0,5</td> <td>0,5</td> <td>0,5</td> <td>1,0</td> </tr> <tr> <td>Oszczędności/PKB </td> <td>19,7</td> <td>|</td> <td>19,3</td> <td>18,6</td> <td>18,5</td> <td>18,7</td> </tr> <tr> <td>Deficyt obrotów bieżących/PKB </td> <td>0,7</td> <td>|</td> <td>1,2</td> <td>2,5</td> <td>2,9</td> <td>3,1</td> </tr> <tr> <td>Deficyt handlowy/PKB</td> <td>0,9</td> <td>|</td> <td>1,3</td> <td>2,3</td> <td>2,7</td> <td>3,1</td> </tr> <tr> <td>USD/PLN na koniec roku</td> <td>3,8</td> <td>|</td> <td>3,8</td> <td>3,9</td> <td>4,0</td> <td>4,0</td> </tr> </tbody></table> <p>Frank Gill, główny analityk agencji S&amp;P Global Ratings na Polskę, powiedział w kwietniu PAP Biznes, iż ówczesne prognozy kluczowych wskaźników makroekonomicznych S&amp;P dla Polski są zbieżne z wyższym ratingiem.</p> <p>Urzeczywistnienie się prognoz agencji, jak również redukcja zadłużenia kraju w ujęciu nominalnym mogłyby skutkować podwyżką oceny kredytowej - dodał wtedy.</p> <p>Na piątek agencje S&amp;P oraz Fitch zaplanowały przegląd ratingu Polski.</p> <p>Spośród trzech największych agencji ratingowych wiarygodność kredytową Polski najwyżej ocenia Moody's - na poziomie "A2". Rating Polski wg Fitch to "A-" (jeden poziom niżej niż Moody's). Perspektywy obu ocen są stabilne.</p> <p>Agencja S&amp;P ocenia Polskę na poziomie "BBB+", dwa poziomy w dół względem Moody's, z perspektywą pozytywną.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1297473,gdzie-wyjechac-zeby-zarobic-najwiecej-oto-najlepsze-kraje-do-zycia-i-pracy-dla-imigrantow.html">Gdzie wyjechać, żeby zarobić najwięcej? Oto najlepsze kraje do życia i pracy dla imigrantów</a></p> Prognoza NBP: Wzrost PKB w 2018 r. wyniesie 4,7 proc. http://forsal.pl/artykuly/1297341,nbp-prognoza-centralna-analitykow-wzrost-pkb-w-2018-r-wyniesie-4-7-proc.html 2018-10-11T08:27:46Z Prognoza centralna dotycząca dynamiki PKB, przeprowadzona przez Narodowy Bank Polski (NBP) wśród 21 analityków w okresie wrzesień-październik br., zakłada wzrost na poziomie 4,7% w 2018 r., 3,8% w 2019 r. oraz 3,3% w 2020 r. wynika z raportu NBP.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W poprzedniej, czerwcowej edycji ankiety centralna prognoza na ten rok wynosiła 4,5%, na 2019&#160;r. - 3,6%, a na 2020&nbsp;r. - 3,2%. <br /> </p><p>"Eksperci Ankiety Makroekonomicznej NBP przewidują, że tempo wzrostu PKB zmniejszy się z 4,7% w 2018 r. do 3,8% w 2019 r. i 3,3% w 2020 r. (prognozy centralne). Wielkości te są nieco wyższe niż deklarowane w poprzednim kwartale. Zgodnie z typowymi scenariuszami rozwoju sytuacji makroekonomicznej rozpatrywanymi przez ekspertów, tempo wzrostu PKB nie powinno spaść poniżej 4,5% w 2018 r., 3,2% w 2019 r. i 2,8% w 2020 r. (są to dolne granice 50-procentowego przedziału prawdopodobieństwa). Jednocześnie w latach tych nie przekroczy ono zapewne, odpowiednio: 5,0%, 4,2% i 3,9% (są to górne granice 50-procentowego przedziału prawdopodobieństwa)" - czytamy w raporcie. <br /> </p><p>Ankieta jest przeprowadzana cztery razy w roku: w ostatnich dwóch tygodniach marca, czerwca, września i grudnia. <br /> </p><p>Ostatnia runda Ankiety Makroekonomicznej NBP odbyła się między 17&nbsp;września 2018&nbsp;r. a 2&nbsp;października 2018&nbsp;r. Wzięło w niej udział 21&nbsp;ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze oraz organizacje pracowników i pracodawców. </p><h2><b>Inflacja</b></h2><p>Prognoza centralna dotycząca średniorocznej inflacji, w badaniu przeprowadzonym przez Narodowy Bank Polski (NBP) wśród 21 analityków we wrześniu i październiku br., wynosi 1,8% na 2018 r., 2,3% na 2019 r. oraz 2,4% na 2020 r.</p><p>W poprzedniej edycji ankiety prognoza centralna na ten rok wyniosła 1,8%, a na 2019 r. sięgała 2,2%, na 2020 r. - 2,5%</p><p>"Centralne prognozy inflacji stopniowo zbliżają się do celu inflacyjnego NBP (2,5%), wynosząc 1,8% w 2018 r., 2,3% w 2019 r. i 2,4% w 2020 r. Biorąc pod uwagę 50-procentowy przedział prawdopodobieństwa, w 2018 r. inflacja nie powinna wykroczyć poza zakres 1,7%-2%. W 2019 r. i 2020 r. nadal należy się spodziewać inflacji blisko celu inflacyjnego NBP. 50-procentowe przedziały prawdopodobieństwa dla tych lat to, odpowiednio, 1,9%-2,7% i 1,9%-3%, a prawdopodobieństwo ukształtowania się inflacji w paśmie odchyleń od celu inflacyjnego NBP (1,5%-3,5%) wynosi 81% w 2019 r. i 72% w 2020 r. O ile w 2019 r. prawdopodobieństwo inflacji poniżej celu (63%) jest wyraźnie wyższe niż prawdopodobieństwo inflacji powyżej celu (37%), o tyle w 2020 r. oba prawdopodobieństwa są sobie bliskie (odpowiednio: 55% i 45%)" - czytamy w raporcie.</p><p>Ankieta jest przeprowadzana cztery razy w roku: w ostatnich dwóch tygodniach marca, czerwca, września i grudnia.</p><p>Ostatnia runda Ankiety Makroekonomicznej NBP odbyła się między 17 września 2018 r. a 2 października 2018 r. Wzięło w niej udział 21 ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze oraz organizacje pracowników i pracodawców.</p> Za chwilę będziemy bogatsi niż Portugalia http://forsal.pl/artykuly/1295721,mfw-makroekonomia-za-chwile-bedziemy-bogatsi-niz-portugalia.html 2018-10-10T07:35:16Z To jedna, jasna strona medalu. Druga jest ciemniejsza – za kilka lat nasza gospodarka może być mniejsza niż filipińska czy malezyjska . Tak wynika z prognoz MFW. ]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Międzynarodowy Fundusz Walutowy podniósł prognozę wzrostu produktu krajowego brutto Polski w tym roku do 4,4 proc. (w kwietniu mówił o 4,1 proc.). Oznacza to urealnienie oceny najbliższych perspektyw naszej gospodarki. Krajowi analitycy od dłuższego czasu spodziewają się podobnego – a nawet nieco lepszego – wyniku.</p><p class="tresc">MFW nie zmienił jednak swoich prognoz dla Polski na kolejne lata. W 2019 r. wzrost zwolni do 3,5 proc., a w dłuższym terminie powinien spaść poniżej 3 proc.</p><h2>W rankingu najzamożniejszych krajów świata awansujemy na 54. miejsce</h2><p class="tresc">Według MFW pod względem wielkości PKB na mieszkańca jeszcze w tym roku wyprzedzimy Węgry, a później Portugalię. Stopniowo będziemy przybliżać się też do Włoch, choć tu pozostaje jeszcze znaczny dystans do pokonania. W tym roku statystyczny Włoch wytworzy o 29 proc. więcej wartości dodanej niż Polak. Za pięć lat – o 18 proc. więcej. Utrzymywać się będzie natomiast dystans dzielący nas od Czech. Niektóre kraje regionu będą nam jednak uciekać – tak stanie się w przypadku Słowacji czy Litwy. Prognozy te uwzględniają parytet siły nabywczej, czyli biorą pod uwagę różnice w cenach w poszczególnych krajach. Przeliczając PKB na mieszkańca na dolary, zdołamy wyprzedzić Chile oraz takie kraje, jak Seszele, Antigua i Barbuda czy Oman. Na liście najzamożniejszych przesuniemy się z 61. na 54. miejsce na świecie. Z kolei pod względem wielkości gospodarki w najbliższych latach możemy liczyć na wyprzedzenie tylko jednego kraju: Tajwanu. Da nam to awans na 22. pozycję w światowym rankingu. Ale w latach 20. powinniśmy się liczyć ze spadkiem – ze względu na szybki wzrost w krajach Azji Południowo-Wschodniej. Jako pierwsze pod względem udziału w światowym PKB mają szanse wyprzedzić nas Filipiny. Następna w kolejce będzie Malezja. </p><p class="tresc"><span>Poprawa sytuacji demograficznej albo znaczące zwiększenie stopy inwestycji – to dwa sposoby na odwrócenie niekorzystnych tendencji , które będą ograniczać globalne znaczenie Polski.</span></p><p class="tresc"><span>„Polska jest w okresie silnego cyklicznego przyspieszenia gospodarki. Wzrost PKB jest prognozowany w 2018 r. na 4,4 proc. (od kwietnia zrewidowane o 0,3 pkt proc., co odzwierciedla silniejszy niż prognozowano wzrost inwestycji), choć oczekuje się, że spowolni do 3,5 proc. w 2019 r. i 2,8 proc. w średnim terminie. Tempo będzie hamowane przez niekorzystną demografię i strukturalne wąskie gardła”. Taką ocenę naszej sytuacji makroekonomicznej w opublikowanym wczoraj raporcie na temat światowej gospodarki przedstawił Międzynarodowy Fundusz Walutowy.</span></p> <p class="tresc"><span>Tegoroczną prognozę wzrostu dla Polski podniesiono, natomiast światowa gospodarka w opinii Funduszu będzie rozwijać się wolniej, niż dotąd sądzono. W kwietniu MFW przewidywał, że w tym i w przyszłym roku globalny PKB będzie rósł w tempie 3,9 proc. Teraz ocenia, że będzie to 3,7 proc. Główny ekonomista funduszu Maurice Obstfeld zwraca uwagę, że i tak wzrost będzie szybszy niż w latach 2012–2016. </span></p> <h3 class="srodtyt"><span>Prognozy mówią o niestabilności </span></h3> <p class="tresc"><span>Czym tłumaczy obniżkę? – Na horyzoncie są chmury. Wzrost okazał się mniej zrównoważony, niż się spodziewano. Czynniki ryzyka dla wzrostu, o których mówiliśmy kilka miesięcy temu, się zmaterializowały. W naszej prognozie uwzględniamy także prawdopodobieństwo dalszych negatywnych szoków. Ponadto w kilku kluczowych gospodarkach wzrost jest stymulowany przez politykę gospodarczą, która w dłuższej perspektywie wydaje się nie do utrzymania – wyjaśnia. Chodzi np. o Stany Zjednoczone, gdzie popyt jest wspierany przez cięcia podatków.</span></p> <p class="tresc"><span>Jak to, że polska gospodarka będzie rosła szybciej, niż dotąd sądzono, a inne – wolniej, przełoży się na naszą pozycję na światowym rynku? Na to należy patrzeć w nieco dłuższej perspektywie niż jednego roku. Prognozy MFW sięgają 2023 r.</span></p> <h2><span>Tylko Polska i Australia mogą się chwalić 25 latami bez recesji</span><span> </span></h2> <p class="tresc"><span>Chociaż nasz tegoroczny wynik będzie lepszy, niż spodziewano się w kwietniu, to pod względem wysokości PKB na mieszkańca (liczonego w dolarach z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej; ta miara pozwala wziąć poprawkę na zróżnicowane poziomy cen w poszczególnych krajach) w tym roku znajdziemy się na 49. pozycji na 193 gospodarki, którym przygląda się fundusz. Kwietniowe prognozy dawały nam 48. lokatę. Obie tury prognostyczne wskazują jednak, że za pięć lat nasz wynik będzie podobny – 45. miejsce. Dane wskazują, że w tym roku powinniśmy wyprzedzić pod tym względem Węgry, z którymi jesteśmy często porównywani ze względu na położenie w regionie. W przyszłym roku będziemy wypadać lepiej niż rozwijająca się znacznie wolniej po kryzysie finansowym Portugalia. Inni konkurenci, jakich zostawimy za sobą, to z naszego punktu widzenia egzotyka: Bahamy czy Trynidad i Tobago.</span></p> <p class="tresc"><span>Biorąc pod uwagę skalę całej gospodarki, czyli ogólną wartość PKB, kwietniowe dane funduszu wskazywały, że nasza pozycja się nie zmieni – pozostaniemy na 23. miejscu na świecie. Nowe prognozy zapowiadają minimalnie lepszy wynik – przesuniemy się o jedno oczko dzięki temu, że w 2023 r. wyprzedzimy Tajwan. W kolejnych latach na poprawę lokaty trudno liczyć, ponieważ dzieli nas zbyt duży dystans do najbliższego kraju na liście – Australii (ten kraj i Polska to jedyne dwie gospodarki, które mogą się obecnie pochwalić ponad 25 latami bez recesji). Możemy natomiast zaliczyć spadek. Za kilka lat coraz mocniej po piętach będą nam deptać Filipiny czy Malezja.</span></p> <h3 class="srodtyt"><span>Nawet przyjmowanie imigrantów nie pomoże</span></h3> <p class="tresc"><span>– Nasz potencjał osłabia demografia. Pod tym względem na tle krajów Azji Południowo-Wschodniej wypadamy blado. U nas liczba osób w wieku produkcyjnym spada. Na razie nie znaleźliśmy sposobu, żeby zrekompensować to większymi inwestycjami i innowacyjnością. Dlatego musimy się przyzwyczajać do tego, że w najbliższych latach nasza gospodarka będzie rosła wolniej niż dotąd. Wzrost pomiędzy 3 a 3,5 proc. to będzie całkiem niezły wynik – mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego, który analizuje także gospodarki innych krajów naszego regionu. </span></p> <p class="tresc"><span>– W najbliższych 10 latach nie jesteśmy w stanie wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu, na jaką mogą liczyć kraje z lepszą demografią. To się nie zmieni, nawet gdybyśmy przyjmowali na znaczącą skalę imigrantów, a napływ pracowników z Ukrainy będzie malał – dodaje. Jego zdaniem pozostają nam więc starania o wzrost stopy oszczędności. Tu mamy projekt pracowniczych planów kapitałowych. Faktycznie wprowadzenie PPK może przyczynić się do pewnego wzrostu stopy oszczędności i inwestycji. Ale dziś jest ona na tyle niska, że zwiększenie np. o 0,5 pkt proc. PKB, a mniej więcej tyle będą dawać PPK, nie zmieni w znaczący sposób potencjału naszej gospodarki.</span></p> <p class="tresc"><span>Według ekonomistów MFW stopa inwestycji w Polsce będzie w najbliższych latach oscylować wokół 21–22 proc. (w poprzednich dwóch była poniżej 20 proc.). Ale w innych krajach będzie rosła szybciej. W efekcie pod względem tego wskaźnika pozostaniemy w drugiej setce krajów, których gospodarkom przygląda się fundusz.</span></p> <p class="tresc"><span>Nasz udział w światowej gospodarce będzie w najbliższych latach podlegał tylko minimalnym zmianom – ale w każdym kolejnym roku w dół. W tym roku jest szacowany przez fundusz na 0,89 proc. W 2023 r. będzie to już 86,4 proc. Powyżej 1 proc. ostatni raz byliśmy w 1989 r. Wtedy udział Chin wynosił niewiele ponad 4 proc. Obecnie jest to 18,7 proc., a za trzy lata Państwo Środka przekroczy 20 proc.&#160;</span></p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1294983,barylka-ropy-powyzej-100-dol-to-zla-wiadomosc-dla-globalnej-gospodarki.html">Baryłka ropy powyżej 100 dol.? To zła wiadomość dla globalnej gospodarki</a></p> OECD: Wzrosły dysproporcje gospodarcze między polskimi województwami http://forsal.pl/artykuly/1295313,oecd-wzrosly-dysproporcje-gospodarcze-miedzy-polskimi-wojewodztwami.html 2018-10-09T19:02:14Z Różnice między regionami Polski pod względem poziomu PKB na mieszkańca wzrosły w ciągu analizowanych 16 lat - wynika z raportu OECD zaprezentowanego we wtorek w Brukseli w ramach Europejskiego Tygodnia Regionów i Miast.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Raport "Regiony i miasta w pigułce 2018" pokazuje, że w latach 2000-2016 r. różnice regionalne wzrosły w połowie krajów OECD, w tym w Polsce. PKB na mieszkańca najbiedniejszego polskiego regionu, którym jest woj. lubelskie, jest równy 44 proc. PKB per capita najbogatszego Mazowsza.</p> <p>"Polska ma czwartą najwyższą regionalną dysproporcję gospodarczą wśród wszystkich krajów OECD" – podkreślono w dokumencie.</p> <p>Według OECD, przy wzroście produktywności o 4,5 proc. rocznie w latach 2000-2016, Wielkopolska odnotowała najwyższy wzrost wydajności, likwidując lukę, jaką dzieliła ją do Mazowsza, które nazwano "polską granicą" pod względem produktywności. "W tyle za najbardziej produktywnymi regionami w Polsce znalazło się woj. świętokrzyskie, odnotowując najniższy wzrost wydajności, na poziomie 1,2 proc. rocznie" – czytamy w raporcie.</p> <p>Kolejnym wskaźnikiem przeanalizowanym przez OECD była stopa bezrobocia wśród młodzieży (15-24 lata), która również znacznie różni się w poszczególnych regionach Polski. "Bezrobocie wśród młodzieży na Podkarpaciu (26 proc.) jest prawie czterokrotnie wyższe niż w Wielkopolsce (7 proc.), w regionie Polski o najniższym bezrobociu wśród młodzieży" – zauważono.</p> <p>Z dokumentu wynika ponadto, że wszystkie 16 polskich regionów znajduje się w czołówce 25 proc. regionów OECD w dziedzinie edukacji i w dolnych 20 proc. w dziedzinie mieszkalnictwa. Największe dysproporcje regionalne występują w dziedzinie bezpieczeństwa. Podczas gdy Małopolska znajduje się w górnych 20 proc. regionów OECD pod tym względem, woj. lubuskie jest w dolnych 30 proc.</p> <p>Jak wynika z raportu, udział siły roboczej z co najmniej średnim wykształceniem w polskich województwach jest o ponad 11 pkt. proc. wyższy niż mediana OECD. Jednocześnie wszystkie polskie regiony radzą sobie gorzej niż średnia OECD w zakresie stopy zatrudnienia, samooceny zadowolenia z życia, zanieczyszczenia powietrza, oczekiwanej długości życia, wskaźnika śmiertelności, frekwencji wyborczej, dochodu do dyspozycji per capita i liczby pokoi na osobę.</p> <p>Według danych OECD w Polsce 56 proc. ludności mieszka w miastach powyżej 50 tys. mieszkańców. Udział ludności w obszarach metropolitalnych, czyli aglomeracjach miejskich z ponad 500 tys. mieszkańców, wynosi 33 proc. w porównaniu z 54 proc. na obszarze OECD.</p> <p>"Polskie obszary metropolitalne tworzą 46 proc. krajowego PKB, ale tylko 25 proc. krajowego zatrudnienia. W latach 2000-2016 obszary metropolitalne generowały 48 proc. krajowego wzrostu PKB" – zaznaczono w raporcie.</p> <p>Warszawski obszar metropolitalny znajduje się wśród 25 proc. najlepszych w OECD pod względem PKB per capita, zajmując 84. pozycję na 329 takich obszarów. Trzy najbogatsze polskie metropolie - Warszawa, Poznań i Wrocław - poprawiły swoją pozycję między 2000 r. a 2016 r. o ok. 100 lokat lub więcej (odpowiednio: 132, 106 i 96).</p> <p>Z raportu wynika też, że wszystkie polskie obszary metropolitalne poza Gdańskiem znajdują się wśród 20 proc. obszarów metropolitalnych o największym zanieczyszczeniu powietrza w OECD. Gdańsk jest jedynym polskim obszarem metropolitalnym, który wyraźnie poprawił swoją pozycję w porównaniu z 2000 r. (o 18 pozycji). Jak wskazują autorzy dokumentu, najbardziej zanieczyszczonym obszarem metropolitalnym w Polsce są Katowice.</p> <p>Europejski Tydzień Regionów i Miast to coroczne wydarzenie. W ciągu czterech dni zgromadzi ponad 6 tys. uczestników związanych z samorządem terytorialnym z całej Unii Europejskiej. Organizatorami wydarzenia są Europejski Komitet Regionów, który jest organem doradczym UE, i Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej.</p> <p>Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (ang. Organisation for Economic Co-operation and Development - OECD) jest ważną międzynarodową, międzyrządową organizacją gospodarczą, skupiającą 34 wysoko rozwinięte państwa; Polska należy do niej od 1996 r.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/pkb/artykuly/1295034,swiat-spowalnia-mfw-obniza-prognozy-gospodarcze-ale-nie-dla-polski.html">Świat spowalnia. MFW obniża prognozy gospodarcze - ale nie dla Polski</a></p>