© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: makroekonomia 2018-08-15T10:35:09+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/makroekonomia Ekonomiści: Tempo wzrostu PKB w 2018 roku może sięgnąć 5 proc. http://forsal.pl/artykuly/1216581,ekonomisci-tempo-wzrostu-pkb-w-2018-roku-moze-siegnac-5-proc.html 2018-08-14T11:17:44Z Ekonomiści szacują, że tempo wzrostu gospodarczego PKB w całym 2018 roku przewyższy wynik z 2017 roku (4,6 proc.) i będzie oscylować w granicach 5 proc. r/r.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował dziś, że produkt krajowy brutto (PKB) niewyrównany sezonowo (w cenach stałych średniorocznych roku poprzedniego) wzrósł realnie o 5,1% w porównaniu z I kwartałem br. roku. PKB wyrównany sezonowo (w cenach stałych przy roku odniesienia 2010) wzrósł realnie o 0,9% w porównaniu z poprzednim kwartałem, i był wyższy niż przed rokiem o 5%.&#160; <br /> </p><p>Analitycy wskazują, że głównym motorem polskiej gospodarki pozostaje spożycie gospodarstw domowych, natomiast szczyt koniunktury został osiągnięty w I poł. br.&nbsp; <br /> </p><p>Popyt zewnętrzny oraz ewentualne skutki spowolnienia w strefie euro pozostają zdaniem ekonomistów głównym czynnikiem ryzyka dla prognoz wzrostu gospodarczego w Polsce. <br /> </p><p>Większość ekonomistów ocenia, że opublikowane dane&nbsp;o wzroście PKB są neutralne dla krajowej polityki pieniężnej. <br /> </p><p>Pełną strukturę wzrostu PKB GUS opublikuje 31 sierpnia br. <br /> </p><p><b>Poniżej przedstawiamy najciekawsze wypowiedzi ekonomistów:</b><br /> </p><p>"Opublikowany przez GUS wstępny szacunek PKB w drugim kwartale br. okazał się nieznacznie wyższy od średnich oczekiwań rynkowych. Struktura wzrostu PKB zostanie opublikowana w końcu sierpnia, niemniej jednak na bazie publikowanych przez GUS danych miesięcznych można wnioskować, że głównym silnikiem polskiej gospodarki w drugim kwartale br. pozostała konsumpcja gospodarstw domowych. Tempo jej wzrostu mogło nieznacznie wyhamować w stosunku do zanotowanego w pierwszych trzech miesiącach roku, ale na pewno nadal solidnie utrzymało się powyżej 4.5%r/r. Siłą napędową konsumpcji pozostają rosnące wynagrodzenia, również w ujęciu realnym, spadające bezrobocie oraz transfery socjalne. Także wciąż rekordowo niskie stopy procentowe raczej zachęcają gospodarstwa domowe do konsumpcji niż oszczędzania. Drugim silnikiem polskiej gospodarki były inwestycje. Tempo ich wzrostu pozostało raczej jednocyfrowe, ale prawdopopdbnie było wyższe niż w pierwszym kwartale. Prym wiodły niewątpliwie inwestycje sektora publicznego, nadal umiarkowane natomiast pozostały prawdopodobnie inwestycje sektora prywatnego. W drugiej połowie br. dynamika PKB raczej nie będzie już przekraczać 5.0%r/r, ale też nie należy oczekiwać, że znajdzie się ona poniżej 4.0%r/r. W całym 2018 r. ma szansę osiągnąć poziom wyższy od zanotowanego w 2017 r., tj. 4.9%. Siłą wiodącą gospodarki pozostanie popyt krajowy (wciąż wysoka konsumpcja oraz przyspieszające jeszcze nieco inwestycje), mniej korzystne może okazać się natomiast saldo handlowe. Z jednej strony nieco wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego w krajach rozwiniętych, w tym w Niemczech, może przekładać się na mniejsze zapotrzebowanie na polskie towary i usługi, a z drugiej silny popyt wewnętrzny przekładać się może na dalsze przyspieszanie importu" - główny ekonomista Banku Pocztowego Monika Kurtek.&nbsp; <br /> </p><p>"Wzrost gospodarczy w 2q utrzymał się na wysokim poziomie. Wg szacunku <em>flash,</em> PKB (w cenach średnich roku poprzedniego) wzrósł o 5,1% r/r wobec 5,2%&nbsp;r/r w 1q, ponownie powyżej konsensusu. PKB odsezonowany wyhamował do 0,9% k/k z 1,6% k/k, a wzrost w takim ujęciu był najsłabszy od roku. Szczegółowe dane na temat komponentów PKB poznamy 31 sierpnia. Prawdop. w 2q do solidnie rosnącej konsumpcji (PKO: 4,8% r/r) dołączyły inwestycje, które przyspieszyły z 8,1%&nbsp;r/r w 1q zbliżając się do 10% (rosną głównie inwestycje publiczne, na co wskazują dane z sektora budowlanego). Polska gosp. znajduje się obecnie w szczytowej fazie cyklu. Chociaż dane za 2q były nieco słabsze od naszych oczekiwań (5,3% r/r, zapewne ze względu na mniejszy wkład eksportu netto), nie widzimy podstaw do zmiany całorocznej prognozy zakładającej wzrost PKB o 5,0% r/r vs 4,6% r/r w 2017. W drugiej połowie roku wzrost może nieznacznie wyhamować, ze względu na coraz mocniejsze ograniczenia podażowe (m.in. brak odpowiednich pracowników)" - analitycy PKO Banku Polskiego. <br /> </p><p>"Dane o wzroście gospodarczym w II kwartale potwierdziły optymistyczne oczekiwania rynku, wskazujące na dynamikę na poziomie 5,1% r/r. Nasza prognoza wskazywała na nieco niższy wzrost, na poziomie 5,0% r/r natomiast najwyższa i najniższa z prognoz analityków wynosiła odpowiednio 5,4% r/r oraz 4,7% r/r. Oceniamy, że głównym źródłem wzrostu gospodarczego pozostały konsumpcja prywatna oraz ożywienie w inwestycjach publicznych, głównie związanych z budownictwem. Sugeruje to, że względem struktury wzrostu gospodarczego w I kwartale największa zmiana nastąpiła po stronie zmiany stanu zapasów, której kontrybucja najprawdopodobniej była w II kwartale znacznie mniejsza, co najprawdopodobniej zostało z kolei zrekompensowane wyższym wkładem handlu zagranicznego" - główny ekonomista Raiffeisen Polbank Paweł Radwański. <br /> </p><p>"Dynamika PKB w 2kw18 nieznacznie spowolniła z 5,2% do 5,1%r/r. Zmiana związana była głównie z efektami kalendarzowymi. Po usunięciu czynników sezonowych GUS raportuje stabilny wzrost na poziomie 5%r/r. Pełną strukturę poznamy pod koniec miesiąca, ale miesięczne dane sugerują że głównym motorem wzrostu pozostał popyt wewnętrzny. W naszej ocenie dynamika konsumpcji prywatnej spowolniła z 4,8% do 4,5%r/r, a inwestycje były bliskie dwucyfrowego poziomu. Kontrybucja eksportu netto najprawdopodobniej była dodatnia, chociaż niższa od naszych założeń - nieznacznie przekroczyła 0pp. W nadchodzących kwartałach dynamika PKB będzie w naszej opinii dalej spowalniać – w drugiej połowie roku spodziewamy się wzrostu rzędu 4,4%r/r. Spadek będzie związany z niższym wkładem konsumpcji prywatnej oraz słabszym tempem wzrostu inwestycji z uwagi na efekty bazowe. Głównym czynnikiem ryzyka pozostaje popyt zewnętrzny oraz ewentualne skutki spowolnienia w strefie euro" - ekonomista ING BSK Jakub Rybacki. <br /> </p><p>"Wzrost PKB w II kw. 2018 wyniósł 5,1% r/r, jedynie odrobinę mniej niż w I kw. 2018 (5,2% r/r). Odsezonowany wzrost osiągnął 0,9% kw/kw (zgodnie z naszą prognozą), wobec 1,6% w I kw. 2018. Struktura wzrostu PKB w II kw. nie jest jeszcze znana, ale zakładamy, że tempo wzrostu konsumpcji prywatnej pozostało na ok. 5% r/r (wspierane solidnym wzrostem dochodów gospodarstw domowych), a wzrost inwestycji utrzymał się blisko 8% r/r. Zaskakująco duży wkład do wzrostu ze strony zmiany zapasów w I kw. naszym zdaniem prawie zanikł w II kw., z korzyścią dla wzrostu inwestycji i eksportu. Wkład eksportu netto do wzrostu PKB był prawdopodobnie bliski neutralnemu, wobec -1,2 pp. w I kw. Naszym zdaniem tempo wzrostu gospodarczego zacznie stopniowo spowalniać w II półroczu, m.in. za sprawą słabnącej dynamiki inwestycji (sektor budowlany dociera do granic mocy wytwórczych) oraz bardziej negatywnego wkładu eksportu netto (silny import wspierany popytem krajowym, eksport powoli odczuwający skutki globalnych napięć w relacjach handlowych). Niemniej, po wyraźnie lepszej od oczekiwań pierwszej połowie roku średnie tempo wzrostu gospodarczego w 2018 r. będzie zapewne nieco wyższe niż ubiegłoroczne 4,6%" - analitycy Banku Zachodniego WBK. <br /> </p><p>"Zgodnie z danymi opublikowanymi dzisiaj przez GUS, tempo wzrostu gospodarczego w II kw. wyniosło 5,1% r/r wobec 5,2% w I kw. br., tym samym kształtując się zgodnie z oczekiwaniami rynnowymi i nieznacznie poniżej naszej prognozy (5,2%). Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych obniżyła się do 0,9% w II kw. z 1,6% w I kw. Opublikowane przez GUS dane są wstępnym szacunkiem, a pełne dane o PKB uwzględniające informacje dotyczące jego struktury zostaną opublikowane pod koniec miesiąca. Naszym zdaniem w kierunku spowolnienia wzrostu gospodarczego oddziaływał niższy wkład zmiany zapasów (efekt wysokiej bazy sprzed roku) oraz niższa dynamika konsumpcji (sygnalizowana przez dane o sprzedaży detalicznej za okres kwiecień-czerwiec br.). Z kolei czynnikiem dynamizującym wzrost gospodarczy w II kw. był najprawdopodobniej wyższy niż w I kw. wkład eksportu netto wynikający z silniejszego przyspieszenia eksportu niż importu. Uważamy, że drugim czynnikiem wspierającym wzrost gospodarczy w II kw. były inwestycje ogółem, za których przyspieszenie odpowiadały inwestycje przedsiębiorstw. Uważamy, że w kolejnych kwartałach dynamika wzrostu gospodarczego wykaże lekką tendencję spadkową, głównie ze względu na spadek kontrybucji eksportu netto związany z przyspieszeniem popytu krajowego, a w rezultacie również importu. Prognozujemy, że tempo wzrostu PKB w 2018 r. wyniesie 5,0% r/r wobec 4,6% w 2017 r.. Dzisiejsze dane o lipcowej inflacji i wzroście gospodarczym w II kw. są neutralne dla kursu złotego i rentowności obligacji" - starszy ekonomista Credit Agricole Krystian Jaworski. <br /> </p><p>"Standardowo przy okazji publikacji danych flash GUS nie podaje informacji dot. struktury wzrostu. Biorąc pod uwagę niewielką skalę błędu prognozy oraz zdarzające się w przeszłości korekty szacunku o 0,1 pkt. proc. nie zmieniamy naszej prognozy PKB, ani prognozy struktury jego wzrostu.&nbsp;Zgodnie z wynikami w ujęciu zmian kwartalnych oczyszczonych z wahań sezonowych, w II kw. odnotowano wolniejsze tempo wzrostu aktywności wobec bardzo wysokiego wzrostu na początku roku, niemniej przy niższej bazie odniesienia nie wpłynęło to na roczną dynamikę wzrostu. Zakładamy, że w II kw. miał miejsce wzrost dynamiki nakładów brutto na środki trwałe. Biorąc pod uwagę jesienne wybory samorządowe oczekujemy utrzymania bardzo wysokiej dynamiki wydatków inwestycyjnych samorządów, cały czas silnie podbijających dynamikę inwestycji publicznych. Dane z sektora nieruchomości mieszkaniowych wskazują cały czas na solidny potencjał dla wzrostu inwestycji mieszkaniowych. Zgodnie z wynikami badań koniunktury w sektorze przedsiębiorstw zakładamy, że w II kw. odnotowano dalszy, stopniowy wzrost dynamiki także w tej kategorii.&nbsp; Oczekujemy, że w II kw. nieznacznie obniżyła się dynamika wzrostu spożycia w sektorze gospodarstw domowych. Choć solidne wzrosty dynamiki dochodów (rynek pracy, świadczenia społeczne) wskazują na potencjał dla utrzymania stabilnych, bardzo wysokich wzrostów konsumpcji, to zakładamy, że efekt odbudowy oszczędności (które silnie obniżyły się w 2017 r., po wzroście w 2016) będzie hamował te wzrosty. Dane dot. nastrojów konsumentów, w tym ich skłonności do dokonywania ważnych zakupów wskazują na jedynie niewielkie osłabienie w II kw. Dane dot. sprzedaży detalicznej mogą wskazywać na osłabienie wydatków konsumpcyjnych, niemniej nienajlepsze powiązanie tych szeregów z dynamika konsumpcji, utrzymująca się niepewność dot. oceny wpływu zakazu handlu w niedzielę na dane dot. sprzedaży detalicznej wskazują na większą niepewność dot. prognozy tej kategorii. Nie sądzimy aby notowana w I kw. bardzo wysoka dodatnia kontrybucja zapasów we wzrost utrzymała się także w II kw., choć zapewne utrzymujące się oceny firm niskiego stanu zapasów powinny wspierać utrzymanie dodatniej kontrybucji zapasów we wzrost PKB. Wraz z solidnym spadkiem dodatniej kontrybucji zapasów oczekujemy także znaczącej poprawy kontrybucji wyniku w handlu zagraniczny. Niejednokrotnie w minionych kwartałach mieliśmy do czynienia z bardzo dużymi zmianami po stronie zapasów i importu, których efekt netto dla wyników wzrostu PKB był ograniczony, w kolejnych kwartałach te dane często podlegały solidnym korektom. W aspekcie danych dot. handlu zagranicznego wydaje się, że ważniejsze będą wyniki poszczególnych składowych, w tym w szczególności dynamika wzrostu eksportu. Biorąc pod uwagę bardziej sprzyjające bazy odniesienia oraz poprawę wyników produkcji przemysłowej w działach o wysokim udziale sprzedaży eksportowej oczekujemy poprawy dynamiki eksportu, po jej wyraźnym spowolnieniu na przełomie roku.&nbsp;&nbsp; Biorąc jednak pod uwagę dalsze pogorszenie danych ze sfery realnej strefy euro, w tym przede wszystkim danych z niemieckiego przemysłu, podwyższone ryzyka dla gospodarki globalnej z tytułu zmian w globalnej polityce handlowej oczekujemy w II poł. br. oczekujemy utrzymania niższych (wobec danych z 2017 r.) dynamik eksportu, co będzie istotnym czynnikiem hamującym w kolejnych kwartałach dynamikę wzrostu gospodarczego. Podtrzymujemy także oczekiwania dalszego stopniowego spadku dynamiki spożycia gospodarstw domowych zakładając częściową odbudowę oszczędności gospodarstw domowych, których poziom silniej obniżył się w 2017 r. (po wcześniejszym wzroście w 2016 r) co ma związek z opóźnieniami wpływu wypłat świadczeń w ramach programu „Rodzina 500+" na ścieżkę wydatków gospodarstw domowych. Materializacja tego założenia jest kluczowa dla naszych oczekiwań spowolnienia dynamiki wzrostu PKB w kierunku 4,5% r/r oraz 4,0% w kolejnych kwartałach. Biorąc pod uwagę, że dynamika wzrostu PKB w I poł. br. wyniosła ponad 5,0% r/r, całoroczne tempo wzrostu ukształtuje się natomiast na poziomie wyraźnie powyżej 4,5%&nbsp;r/r." - główny ekonomista BOŚ Banku Łukasz Tarnawa.&nbsp;</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/pkb/artykuly/1216375,5-1-proc-wzrostu-pkb-w-ii-kw-2018-roku-gus-podal-szybki-szacunek.html">5,1 proc. wzrostu PKB w II kw. 2018 roku. GUS podał szybki szacunek</a></p> Kto kupuje od nas najchętniej? Oto najwięksi partnerzy handlowi Polski http://forsal.pl/artykuly/1216393,eksport-import-kto-kupuje-od-nas-najchetniej-oto-najwieksi-partnerzy-handlowi-polski.html 2018-08-14T08:24:33Z Udział Niemiec w polskim eksporcie w okresie styczeń-czerwiec wyniósł 27,9 proc. wobec 27,2 proc. w 2017 r., a w imporcie spadł o 0,1 pkt. proc. i stanowił 22,8 proc. - podał GUS.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Poniżej tabela z udziałem eksportu (w proc.):</p> <table> <tbody><tr> <td>I-VI 2017</td> <td>I-VI 2018</td> </tr> <tr> <td>1 Niemcy </td> <td>27,9</td> <td>27,2</td> </tr> <tr> <td>2 Czechy </td> <td>6,5</td> <td>6,4</td> </tr> <tr> <td>3 Wlk. Brytania </td> <td>6,5</td> <td>6,0</td> </tr> <tr> <td>4 Francja </td> <td>5,7</td> <td>5,8</td> </tr> <tr> <td>5 Włochy </td> <td>5,1</td> <td>4,7</td> </tr> <tr> <td>6 Holandia </td> <td>4,5</td> <td>4,5</td> </tr> <tr> <td>7 Rosja</td> <td>2,8</td> <td>3,0</td> </tr> <tr> <td>8 Szwecja </td> <td>2,9</td> <td>2,8</td> </tr> <tr> <td>9 USA</td> <td>2,7</td> <td>2,8</td> </tr> <tr> <td>10 Hiszpania</td> <td>2,8</td> <td>2,7</td> </tr> </tbody></table> <p>Poniżej tabela z udziałem importu (w proc.):</p> <table> <tbody><tr> <td> I-VI 2017</td> <td>I-VI 2018</td> </tr> <tr> <td>1 Niemcy </td> <td>22,9</td> <td>22,8</td> </tr> <tr> <td>2 Chiny </td> <td>11,5</td> <td>11,0</td> </tr> <tr> <td>3 Rosja </td> <td>6,4</td> <td>7,1</td> </tr> <tr> <td>4 Włochy </td> <td>5,4</td> <td>5,1</td> </tr> <tr> <td>5 Francja </td> <td>3,9</td> <td>3,8</td> </tr> <tr> <td>6 Holandia </td> <td>3,9</td> <td>3,8</td> </tr> <tr> <td>7 Czechy </td> <td>3,7</td> <td>3,5</td> </tr> <tr> <td>8 USA</td> <td>2,8</td> <td>3,2</td> </tr> <tr> <td>9 Belgia</td> <td>2,6</td> <td>2,6</td> </tr> <tr> <td>10 Hiszpania</td> <td>2,3</td> <td>2,4</td> </tr> </tbody></table> <p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1216375,gus-5-1-proc-wzrostu-pkb-w-ii-kw-2018-roku-gus-podal-szybki-szacunek.html">5,1 proc. wzrostu PKB w II kw. 2018 roku. GUS podał szybki szacunek</a></p> Jak bardzo wzrosły ceny? GUS podał dane o inflacji za lipiec http://forsal.pl/artykuly/1216376,gus-inflacja-utrzymala-sie-na-poziomie-2-r-r-w-lipcu-konsensus-2-r-r.html 2018-08-14T13:11:20Z Inflacja konsumencka wyniosła 2% w ujęciu rocznym w lipcu 2018 r. (wobec 2% r/r w czerwcu), podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły o 0,2% w lipcu, podał też GUS.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"W lipcu br. w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem miały niższe ceny odzieży i obuwie (o 3,5%) oraz żywności (o 0,8%), które obniżyły ten wskaźnik odpowiednio o: 0,18 pkt proc. i 0,17 pkt proc. Wyższe ceny w zakresie rekreacji i kultury (o 1,8%), mieszkania (o 0,2%) oraz transportu (o 0,3%) podwyższyły wskaźnik odpowiednio o: 0,12&#160;pkt&nbsp;proc., 0,04 pkt proc. i 0,03 pkt proc." - czytamy w komunikacie.<br /> </p><p>W porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku wyższe ceny w zakresie transportu (o 10,1%), żywności (o 2,2%) i mieszkania (o 1,9%) podwyższyły wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych odpowiednio o: 0,85 pkt proc., 0,5 pkt proc.&nbsp;i 0,48 pkt proc. Niższe ceny odzieży i obuwia (o 4,2%) obniżyły ten wskaźnik o 0,22 pkt proc., podano także.</p><p><b>Inflacja CPI w sierpniu </b>spadnie do 1,9 proc. rdr z 2,0 proc. w lipcu - oceniają analitycy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii w komentarzu do danych GUS na temat inflacji.</p><p>"MPiT oczekuje, że w sierpniu 2018 roku utrzyma się dotychczasowe tempo spadku cen żywności, natomiast spowolni – wynikający z czynników o charakterze sezonowym – spadek cen odzieży i obuwia. W ocenie MPiT w sierpniu 2018 roku ceny dóbr i usług konsumpcyjnych spadną o 0,2 proc. wobec lipca, natomiast roczny wskaźnik cen powinien wynieść 1,9 proc." - napisano w komentarzu. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1216375,gus-5-1-proc-wzrostu-pkb-w-ii-kw-2018-roku-gus-podal-szybki-szacunek.html">5,1 proc. wzrostu PKB w II kw. 2018 roku. GUS podał szybki szacunek</a></p> 5,1 proc. wzrostu PKB w II kw. 2018 roku. GUS podał szybki szacunek http://forsal.pl/artykuly/1216375,gus-5-1-proc-wzrostu-pkb-w-ii-kw-2018-roku-gus-podal-szybki-szacunek.html 2018-08-14T08:08:07Z Produkt Krajowy Brutto (ceny stałe średnioroczne roku poprzedniego, niewyrównany sezonowo) wzrósł o 5,1% r/r w II kw. 2018 r. wobec 5,2% wzrostu r/r w poprzednim kwartale, podał Główny Urząd Statystyczny (GUS) w szybkim szacunku tych danych.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"W II kwartale 2018 r.&#160;PKB wyrównany sezonowo&nbsp;(w cenach stałych przy roku odniesienia 2010) zwiększył się realnie o 0,9%&nbsp;w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż przed rokiem o 5%" - czytamy w komunikacie.&nbsp; <br /> </p><p>Konsensus rynkowy dotyczący wzrostu w ujęciu niewyrównanym sezonowo wynosił 5% r/r.&nbsp; <br /> </p><p>GUS opublikował dziś szybki szacunek PKB za I kw., natomiast kolejny szacunek PKB za ten okres zostanie podany 31 sierpnia br. </p><p>&nbsp; &gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/gielda/artykuly/1216239,ponad-10-mld-zl-dywidend-w-miesiac-wyplynelo-do-zagranicznych-wlascicieli.html">Ponad 10 mld zł dywidend w miesiąc wypłynęło do zagranicznych właścicieli</a></p> Czerwińska: Okres spektakularnego spadku bezrobocia powoli się kończy http://forsal.pl/artykuly/1215402,czerwinska-okres-spektakularnego-spadku-bezrobocia-powoli-sie-konczy.html 2018-08-13T14:08:51Z Sytuacja na rynku pracy jest wyjątkowa, ale okres spektakularnego spadku bezrobocia powoli się kończy - oceniła w komentarzu przekazanym PAP minister finansów Teresa Czerwińska.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Sytuacja na rynku pracy jest obecnie wyjątkowa. Istotne jest jednak, że tempo spadku stopy bezrobocia wyraźnie wyhamowuje" - uważa szefowa resortu finansów.</p> <p>"Wyrównana sezonowo już szósty miesiąc z rzędu utrzymuje się na historycznie niskim poziomie, nieco przekraczającym 6 proc. Z kolei spadek wyrównanej sezonowo liczby zarejestrowanych bezrobotnych (w ujęciu m/m), który obserwowany jest już od połowy 2013 r. od wiosny br. jest już łagodniejszy (średnio 0,8 proc. wobec 1,6 proc. we wcześniejszych dwóch latach). Stopa bezrobocia (BAEL) już w ubiegłym roku obniżyła się poniżej naturalnej stopy bezrobocia. Dane te potwierdzają, że okres spektakularnego spadku bezrobocia powoli się kończy" - zaznaczyła minister.</p> <p>Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało w zeszłym tygodniu, że stopa bezrobocia w lipcu wyniosła 5,9 proc. i w porównaniu z czerwcem utrzymała się na tym samym poziomie. W porównaniu z ubiegłym rokiem bezrobocie spadło o 1,1 pkt. proc.</p> <p>Jak wynika z szacunków ministerstwa stopa bezrobocia się nie zmieniła, ale liczba bezrobotnych w lipcu spadła o 6,4 tys. osób w porównaniu ze stanem w czerwcu i wyniosła 961,5 tys. osób. MRPiPS podkreśliło, że począwszy od 1991 r. wskaźnik bezrobocia w lipcu nigdy nie był tak niski.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/bezrobocie/artykuly/1188472,stopa-bezrobocia-w-czerwcu-spadla-do-5-9-proc.html" title="Stopa bezrobocia w czerwcu spadła do 5,9 proc.">Stopa bezrobocia w czerwcu spadła do 5,9 proc.</a></p> <p>Według danych resortu pracy, liczba bezrobotnych w lipcu była o 178,5 tys. osób niższa niż przed rokiem (spadek o 15,7 proc.). Z kolei liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do urzędów pracy wyniosła 129 tys.</p> <p>Liczba bezrobotnych zmniejszyła się w 12 województwach, przy czym najbardziej w zachodniopomorskim - o 1,8 proc. (0,8 tys. osób), śląskim - o 1,7 proc. (1,4 tys. osób), kujawsko-pomorskim - o 1,3 proc. (o 1,0 tys. osób), mazowieckim - o 1,3 proc. (o 1,8 tys. osób).</p> <p>Stopa bezrobocia spadła w pięciu województwach: kujawsko-pomorskim, lubelskim, mazowieckim, warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim, przy czym najbardziej (o 0,2 punktu proc.) w kujawsko-pomorskim, a w pozostałych czterech o 0,1 pkt. proc. Oznacza to, że we wszystkich województwach stopa bezrobocia jest na jednocyfrowym poziomie.</p> <p>MRPiPS podało, że najniższe bezrobocie - na poziomie 3,3 proc. - odnotowano w woj. wielkopolskim, a najwyższe - 9,9 proc. - w warmińsko-mazurskim.</p> <p>W 10 województwach bezrobocie w odniesieniu do poprzedniego miesiąca się nie zmieniło. Jedynie w województwie świętokrzyskim stopa bezrobocia wzrosła o 0,1 pkt. proc.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/bezrobocie/artykuly/1187477,paradoksy-polskiego-rynku-pracy-latwiej-sciagnac-imigrantow-z-nepalu-niz-zaktywizowac-bezrobotnych-z-szydlowca.html" title="Paradoksy polskiego rynku pracy. Łatwiej ściągnąć imigrantów z Nepalu, niż zaktywizować bezrobotnych z Szydłowca">Paradoksy polskiego rynku pracy. Łatwiej ściągnąć imigrantów z Nepalu, niż zaktywizować bezrobotnych z Szydłowca</a></p> Turcja próbuje reagować na kryzys. "Cały nasz plan działania i środki są gotowe" http://forsal.pl/artykuly/1214941,turcja-probuje-reagowac-na-kryzys-caly-nasz-plan-dzialania-i-srodki-sa-gotowe.html 2018-08-13T09:35:31Z Turcja opracowała plan działania, a jej instytucje rozpoczną podejmowanie niezbędnych kroków w poniedziałek rano, aby złagodzić obawy rynków finansowych - powiedział minister skarbu i finansów Berat Albayrak po spektakularnych piątkowych spadkach tureckiej liry.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W wywiadzie dla gazety Hurriyet Albayrak poinformował, że przygotowano plan dla banków i sektora gospodarki realnej, w tym małych i średnich przedsiębiorstw, które najbardziej odczuwają wahania kursów walutowych.</p> <p>"Od poniedziałku rano nasze instytucje podejmą niezbędne kroki i podzielą się informacjami z rynkiem" - powiedział Albayrak. "Cały nasz plan działania i środki są gotowe", dodał, ale nie podał bliższych szczegółów.</p><p><b>Lira turecka </b>spadła podczas piątkowych notowań o 18 proc. osiągając rekordowo niski poziom, a był to największy dzienny spadek od 2001 roku, a niektóre agencje nazwały tę sytuację pełnowymiarowym kryzysem walutowym. Była to reakcja rynku na poranny tweet prezydenta USA Donalda Trumpa, który napisał, że zezwolił na podwojenie taryf nałożonych na eksport tureckiej stali (do 50 proc.) i aluminium (do 20 proc.). Agencja Reutersa podała, że spadek kursu liry jest też pochodną obaw inwestorów o to, że Erdogan de facto ograniczył wszelką niezależność banku centralnego Turcji.</p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1215108,zakupy-w-turcji-za-pol-darmo-lira-dramatycznie-traci-do-zlotego.html">Zakupy w Turcji za pół darmo. Lira dramatycznie traci do złotego</a></p><p>W tym roku lira straciła ok. 40 proc. wartości, głównie z powodu obaw o wpływ prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który w ostatnim czasie uzyskał praktycznie nieograniczone prerogatywy, na gospodarkę, a także z powodu jego wielokrotnych apeli o niższe stopy procentowe w obliczu wysokiej inflacji i pogarszających się relacji ze Stanami Zjednoczonymi.</p><p><b>Erdogan </b>w niedzielę tłumaczył, że <b>obecnego poziomu wartości liry tureckiej</b> i wahań kursu walutowego nie da się logicznie wytłumaczyć, a niedawne spadki waluty pokazały, że mamy do czynienia ze spiskiem przeciwko Turcji. Trzeci dzień z rzędu wezwał Turków, by sprzedawali euro i dolary w celu wsparcia liry tureckiej.</p><p>Jeśli Waszyngton jest gotów poświęcić stosunki z Ankarą, Turcja zareaguje, poszukując "nowych rynków, nowych partnerstw i nowych sojuszników, kosztem tego, kto rozpoczął wojnę gospodarczą z całym światem, w tym z naszym krajem" - zagroził szef tureckiego państwa.</p><p>"Możemy jedynie pożegnać się z kimś, kto decyduje się poświęcić swoje strategiczne partnerstwo i trwający pół wieku sojusz z 81-milionowym krajem, by zabezpieczyć swoje stosunki z grupami terrorystycznymi" - mówił Erdogan. Turcja i Stany Zjednoczone są sojusznikami w NATO; USA mają dużą bazę w Incirliku, na południu Turcji, obecnie wykorzystywaną jako centrum operacji przeciwko dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS).</p><p>Turcja wciąż zarzuca USA, że wspierają w Syrii syryjskich Kurdów z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG), natomiast dla Waszyngtonu YPG to główny sojusznik w walce z IS w Syrii. Ankara uznaje YPG za organizację terrorystyczną, która jest przedłużeniem zdelegalizowanej w Turcji separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Zarówno Ankara, jak i Waszyngton oraz Bruksela uważają PKK za organizację terrorystyczną.</p><p>Prezydent Turcji poinformował również w niedzielę, że Stany Zjednoczone dały Ankarze czas do ubiegłej środy na uwolnienie amerykańskiego pastora Andrew Craiga Brunsona przetrzymywanego w Turcji i oskarżanego m.in. o wspieranie kurdyjskich separatystów i udział w udaremnionym zamachu stanu z lipca 2016 roku przeciwko Erdoganowi. Turecki prezydent ujawnił szczegóły negocjacji, jakie przedstawiciele obu państw toczyli w zeszłym tygodniu, mówiąc że Waszyngton zagroził sankcjami, jeśli Ankara nie uwolni duchownego.</p><p>W związku z tą sprawą USA nałożyły sankcje na dwóch tureckich ministrów: sprawiedliwości - Abdulhamita Gula i spraw wewnętrznych - Suleymana Soylu. Turecki sąd przeniósł Brunsona do aresztu domowego po 20 miesiącach przetrzymywania w więzieniu.</p><p>Erdogan mówił także w Trabzonie na temat zakończenia przygotowań do stworzenia bezpieczniejszych stref w ogarniętej wojną domową Syrii. Jak podkreślił, 250 tys. ludzi już powróciło na wyzwolone tereny w Syrii. Dodał, że przyspieszono dyplomatyczne i militarne wysiłki w prowincji Idlib na północnym zachodzie Syrii w celu uniknięcia - jak to ujął - "katastrofy" takiej jak w innych częściach Syrii. </p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1213233,erdogan-ostrzega-usa-ze-moga-utracic-strategicznego-sojusznika.html">Erdogan ostrzega USA, że mogą utracić strategicznego sojusznika</a></p> Paczos: gdy upadają niezależne instytucje, upada dobrobyt [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1202322,paczos-gdy-upadaja-niezalezne-instytucje-upada-dobrobyt-opinia.html 2018-08-03T13:56:25Z Dobrobyt narodu wynika z wolności jego obywateli. Do ochrony wolności i dobrobytu niezbędne są niezależne instytucje. Gdy upadają, gospodarka schodzi z drogi stabilnego wzrostu, czego przykładem są losy USA i Argentyny, które jeszcze niecałe sto lat temu cieszyły się podobnym poziomem dobrobytu.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zarówno w Argentynie, jak i w USA politycy podejmowali próby obchodzenia konstytucji i poszerzania zakresu swojej władzy. Ale tylko w USA instytucje się obroniły.</p><p>Podczas swojej drugiej kadencji prezydent USA Franklin Delano Roosevelt postanowił wysłać na emeryturę sędziów Sądu Najwyższego. W poprzednich latach sąd uznał za niekonstytucyjne kilka pakietów reform gospodarczych wchodzących w skład New Deal, sztandarowego projektu Roosevelta, który miał wyciągnąć – i wyciągnął – kraj z zapaści ekonomicznej wielkiego kryzysu. W 1933 „niezgodne” z konstytucją USA okazały się m.in. państwowe emerytury i renty, wsparcie dla rodzin i ochrona zdrowia. Roosevelt decyzję Sądu Najwyższego przypisywał motywacjom politycznym – większość sędziów o poglądach silnie konserwatywnych była mu zwyczajnie niechętna. Wzmocniony zdecydowanym zwycięstwem w drugich wyborach, z poparciem obydwu izb parlamentu, przeszedł do ofensywy i zaproponował obniżenie do 70 lat wieku emerytalnego dla sędziów SN.</p><p>Propozycja Roosevelta napotkała jednak stanowczy opór… kongresmenów jego własnej partii. Komisja procedująca ustawę uznała ją za „bezcelową, niepotrzebną i bezwzględnie szkodzącą porządkowi konstytucyjnemu”. Roosevelt przegrał swoją batalię o Sąd Najwyższy. Nie udało mu się wyzwolić urzędu prezydenckiego z amerykańskiej wersji „imposybilizmu prawnego”.</p><p>Co istotne, wedle logiki chwili bieżącej to Roosevelt miał rację. Ochrona zdrowia czy państwowe emerytury nie są niezgodne z amerykańską konstytucją – zresztą do porządku prawnego USA wprowadził je chwilę później ten sam prezydent po zawarciu kompromisu z tym samym Sądem Najwyższym. Co jeszcze bardziej istotne, Kongres, posyłając ustawę Roosevelta do kosza, wcale nie działał w celu zapewniania dobrobytu obywatelom na najbliższe dekady. Kongres działał jedynie w obronie własnej. Jeśli uzna się, że prezydent może złamać niezależność Sądu Najwyższego, to co stanie na przeszkodzie temu (lub któremuś kolejnemu) prezydentowi w zniesieniu niezależności parlamentu? Historia obu Ameryk zna wszakże przykłady, gdy prezydent, odwołując się do „woli suwerena”, zamykał niechętny sobie parlament. Ustawodawcze ramię amerykańskiej władzy stanęło w obronie niezależnego sądownictwa, aby zachować chwiejną, lecz fundamentalną dla rozwoju równowagę trójpodziału. Gdy władza jest podzielona, ogranicza siebie nawzajem, bo leży to w jej własnym interesie. Z kolei w interesie każdego obywatela leży ograniczona władza – tylko taka zapewnia ochronę wolności i wymianę elit.</p><p>Roosevelt podjął próbę demontażu Sądu Najwyższego w celu skuteczniejszej walki z wielkim kryzysem – produkcja przemysłowa w USA spadła o połowę, bezrobotny był co czwarty zdolny do pracy, wiele rodzin popadło w skrajne ubóstwo. Dzisiejsze ustawowe odwoływanie sędziów Sądu Najwyższego w Polsce dzieje się w zupełnie innej rzeczywistości ekonomicznej. Od prawie 30 lat polska gospodarka nie widziała ujemnego wzrostu, średni poziom życia wzrósł ponad trzykrotnie, a oczekiwana długość życia jest większa o osiem lat. Jednak nawet gdyby polska gospodarka dławiła się wielkim kryzysem, to odwoływanie Sądu Najwyższego na gruncie ekonomii byłoby nie do obrony. Długo trwały wzrost dobrobytu chroniony przez stabilną demokrację jest zawsze i po wielokroć ważniejszy niż – realna czy wyimaginowana – potrzeba chwili.</p><p>Sytuacja, w której jeden polityk kontroluje Sejm, Senat, urząd prezydencki, media publiczne, Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, a teraz sięga po Sąd Najwyższy, nie przypomina tej amerykańskiej z 1937 r., z której niezależne instytucje wyszły obronną ręką. Bliższym przykładem jest raczej historia Sądu Najwyższego w Argentynie 10 lat później.</p><p>Po wygraniu wyborów prezydenckich w 1946 r. Juan Domingo Perón, niesiony falą popularności, zaproponował usunięcie czterech z pięciu sędziów Sądu Najwyższego. Izba Deputowanych i Senat przychylne prezydentowi uchwaliły odpowiednie ustawy. O tym, że były sprzeczne z konstytucją, nie miał kto zadecydować – konstytucyjność ustaw w Argentynie bada właśnie Sąd Najwyższy.</p><p>O ile jednak można uznać, że Roosevelt działał z wyższych pobudek, o tyle Perón zwyczajnie dążył do poszerzenia swojej władzy. Różne też były skutki tych ruchów. Amerykański system trójpodziału przetrwał w nienaruszonym stanie do dziś, a USA są ekonomicznym i politycznym supermocarstwem. W Argentynie wymienianie składów SN stało się normą. Perón skupił w swoich rękach pełnię władzy, tracąc ją jedynie w wyniku wojskowego zamachu stanu. Po kolejnych przewrotach, cywilnych i wojskowych, powrót do wolnych wyborów nastąpił dopiero w 1983 r., jednak system niezależnych instytucji nigdy się nie odbudował. Kolejni prezydenci do dziś wymieniają składy SN i ręcznie zarządzają gospodarką, której ogromna część skupiona jest w rękach państwa. Partia władzy wygrywa kolejne wybory, kontrolując media i instytucje, które wedle konstytucji miały być niezależne.</p><p>Argentyna począwszy od lat 50. weszła w okres najpierw relatywnego, a potem absolutnego ekonomicznego upadku. Gospodarka regularnie borykała się z kryzysami. Dziś obywatele Argentyny są trzy razy mniej zamożni niż obywatele Stanów Zjednoczonych – z którymi wiek temu byli na równi. Z owoców koncesjonowanego wzrostu korzysta głównie wąska grupa biznesowo-polityczna ludzi lojalnych wobec władzy. Wielu młodych Argentyńczyków wybiera dziś emigrację do USA i Unii Europejskiej, gdzie wynagradzane są ich talent i pracowitość, a nie układy polityczno-rodzinne.</p><p>Inną gospodarką, która wyprzedza Argentynę we wszystkich wskaźnikach dobrobytu, jest… Polska. Polska, która dopiero trzy dekady temu weszła na drogę budowy niezależnych instytucji chroniących dobrobyt i która nigdy gospodarczo nie konkurowała z USA.</p><p>Jeśli demokrację rozumie się tylko w kontekście wyborów powszechnych, to nie ma różnicy pomiędzy USA a Argentyną – obydwa kraje mają regularne kampanie i głosowania. Różne ścieżki rozwoju tych dwóch gospodarek można zrozumieć, tylko patrząc na demokrację szerzej – jako na skomplikowany system niezależnych instytucji, które mają się wzajemnie ograniczać i kontrolować. Zdrowa demokracja to taki system, który pozwala na trwały rozwój i wzrost dobrobytu, zapewniając wolności obywatelskie. Demokracja rozumiana szeroko to nie system powszechnego głosowania, tylko system pokojowego przekazywania władzy, w którym głosowanie jest narzędziem – jednym z wielu.</p><p>Wzrost dobrobytu narodu następuje dzięki pracowitości, innowacyjności i zapobiegliwości szerokiej rzeszy przedsiębiorczych obywateli. Jedynym systemem politycznym, który gwarantuje rozwój w długim okresie, jest zdrowa demokracja, zapewniająca obywatelom wolny udział w życiu politycznym i gospodarczym. System polityczny oparty na jednej partii czy jednym polityku niszczy wszelkie zachęty rozwojowe. W takim systemie zamiast pracowitości i innowacyjności premiowane są wierność, poglądy i relacje.</p><p>Tylko władza, która jest podzielona na niezależne od siebie ośrodki, gwarantuje ochronę wolności gospodarczej.</p><p>Historia uczy, że ten, kto kontroluje wszystkie ramiona władzy: wykonawcze, ustawodawcze i sądownicze, nie ma motywacji, aby tę władzę oddawać – nawet jeśli nazywa sam siebie demokratą. Ekonomia pokazuje, że taki system monowładzy zabija przedsiębiorczość i redukuje dobrobyt. Przykład Argentyny – i wielu innych upadłych gospodarek od Ameryki Łacińskiej przez Afrykę Subsaharyjską po większość krajów postsowieckich – uwidocznia, że upadek niezależnych instytucji łatwo się utrwala – zwykle na pokolenia.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/1201837,jan-filip-stanilko-wywiad-tworca-planu-morawieckiego-o-strategii-pomocy-gospodarczej.html">Twórca planu Morawieckiego: To mit, że nasza biurokracja jest przerośnięta i kosztowna [WYWIAD]</a></p> Turcja na krawędzi kryzysu. Co zrobi Erdogan? http://forsal.pl/artykuly/1198150,turcja-na-krawedzi-kryzysu-co-zrobi-erdogan.html 2018-08-01T12:16:40Z Kłopoty Turcji i w szczególności tureckich banków nie są dobrą wiadomością dla polskich funduszy inwestycyjnych, które jeszcze nie dawno chętnie inwestowały nad Bosforem. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Ostatnia decyzja tureckiego banku centralnego o braku podwyżek stóp procentowych była dużym zaskoczeniem dla rynku i spotkała się ze zdecydowanie negatywną reakcją. W ciągu jednego dnia kurs tureckiej liry spadł o ponad 3 proc. </p><p>Eksperci spodziewali się podwyżki o 1 p.p z obecnych 17,75 proc. do 18,85 proc. i chociaż poziom ten wydaje się niebotyczny porównując do zerowych stóp EBC, to Turcja zmaga się z wysoką inflacją, która w czerwcu wyniosła 15,4 proc. r/r. Za decyzją stoi prezydent Erdogan i właśnie brak niezależności banku centralnego budzi ogromne obawy międzynarodowych obserwatorów. Przypomnijmy, że pod koniec czerwca Erdogan i jego partia wygrali wybory prezydenckie i parlamentarne uzyskując w zasadzie władzę całkowitą. Jedną z pierwszych decyzji prezydenta było nadanie sobie możliwości wyboru prezesa i wiceprezesów banku centralnego, a także mianowanie swojego zięcia ministrem finansów. </p><p>Od początku 2018 r. turecka lira straciła już ponad jedną czwartą wartości względem amerykańskiego dolara, a wydarzenia polityczne w tym kraju nie napawają optymizmem i wskazują raczej na kolejne spadki. Przyśpieszająca inflacja, słabnąca waluta i rekordowo wysokie rentowności obligacji skarbowych, przy dużym udziale zadłużenia zagranicznego powodują, że Turcji grozi kryzys na szeroką skalę. </p><p><a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1196712,brics-powiekszy-sie-o-kolejne-panstwo-erdogan-chce-przyjecia-turcji.html">BRICS powiększy się o kolejne państwo? Erdogan chce przyjęcia Turcji</a></p><p>Erdogan – ekonomista z wykształcenia – jest zagorzałym przeciwnikiem wysokich stóp procentowych, a sam twierdzi, że ich podwyżki nie są narzędziem do zwalczania inflacji, a raczej jej powodem. Erdogan promuje gołębią politykę pieniężną, aby dalej napędzać tempo wzrostu gospodarczego poprzez utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji i inwestycji (brzmi to bliźniaczo podobnie do ostatniej krytyki Trumpa dla polityki podwyżek stóp procentowych przez FED) Pomimo, że imponujący, to wzrost gospodarczy na poziomie 7,4 proc. w 2017 r. był dwukrotnie wyższy od potencjalnego długoterminowego poziomu wzrostu PKB – wskazują analitycy. Na ten rok prognozy przewidują już tylko wzrost na poziomie 4,2 proc. <br />Powodem wysokiej inflacji jest głównie luźna polityka fiskalna. Turecki rząd chcąc stymulować szybki wzrost obniżał podatki, wprowadził dotacje dla firm oraz gwarancje kredytowe dla sektora prywatnego. Agencja ratingowa S&amp;P w maju obniżyła rating dla Turcji z BB/B do BB-/B i ostrzegała o przegrzaniu gospodarki. Wzrost PKB był finansowany napływem zagranicznego kapitału, który spowodował, że Turcja ma jeden z najwyższych na świecie deficytów na rachunku bieżącym na poziomie 5,9 mld USD w maju, a roczny deficyt ma wynieść wg szacunków 54,8 mld USD. Kwota ta stanowi 6,4% PKB Turcji, które w 2017 r. wyniosło 851 mld USD. Dodatkowo gospodarka Turcji jest silnie zadłużona w walutach obcych. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego dług zagraniczny brutto (zawierający zarówno zadłużenie rządu jak i przedsiębiorstw) jest w 90 proc. denominowany w walutach obcych i osiągnął 67,7 proc. PKB. Taki odsetek jest najwyższym wśród krajów rozwijających się (drugie są Węgry – 63,8 proc., a trzecia Polska – 55,6 proc.). </p><p>Turecki bank centralny poinformował, że wg stanu na koniec marca tureckie firmy sektora prywatnego posiadają zadłużenie w walutach obcych (głównie dolar – 60 proc. i euro – 35proc.) w wysokości ok. 245 mld USD z czego 53 proc. to zadłużenie instytucji finansowych, przede wszystkim banków. Od końca marca kurs liry spadł o blisko 19 proc. względem dolara i 22 proc. względem euro. Przy tak istotnym wzroście realnego zadłużenia niektóre tureckie banki mogą mierzyć się z widmem upadłości. Potwierdza to ostatni raport agencji Fitch, która nie tylko obniżyła rating Turcji z BB+ do BB, ale również wydała osobny raport o stanie tureckiego sektora bankowego obniżając rating większości tureckich banków o dwa poziomy. Trzy z czterech największych tureckich banków: Ziraat Bank, İş Bank i Akbank otrzymały rating BB- z perspektywą negatywną, czyli poniżej ratingu Turcji i tylko jeden poziom nad ratingiem wysoce spekulacyjnym. Jako zagrożenia agencja wskazuje na: ryzyko ingerencji rządu w działania banków, wysokie koszty refinansowania zadłużenia oraz istotny 7-8 proc. poziom NPL (non-performing loans) w sektorach energetycznym i budowlanym, w których banki posiadają znaczące zaangażowanie. Warto dodać, że kłopoty branży energetycznej wynikają głównie z wysokich kosztów obsługi zadłużenia w walutach obcych, które wynosi około 50 mld USD. Tureckie banki udzielały tureckim firmom kredytów w dolarach i euro, oraz same zadłużały się w obcych walutach, co miało naturalnie mitygować ekspozycję na ryzyko walutowe, ale w tym wypadku jest to podwojenie ryzyka, ponieważ zadłużone firmy nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, które rośnie wraz z deprecjacją liry – i to samo dzieje się z zadłużeniem banków. </p><p>Kłopoty Turcji i w szczególności tureckich banków nie są dobrą wiadomością dla polskich funduszy inwestycyjnych, które jeszcze nie dawno chętnie inwestowały nad Bosforem. Według danych portalu analizy.pl na koniec 2017 r. zaangażowanie polskich TFI w tureckie papiery wynosiło 2,4 mld zł (o 25 mln więcej niż w amerykańskie aktywa), a połowę tej ekspozycji stanowiły obligacje przedsiębiorstw, w tym głównie tureckich banków. </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1178042,dlaczego-turcja-spada-w-gospodarcza-otchlan.html">Dlaczego Turcja spada w gospodarczą otchłań</a></p><p>Czy jest jakaś szansa na poprawę sytuacji w Turcji? Wydaje się, że w najbliższym czasie Erdogan nie zacieśni polityki fiskalnej i dalej będzie stosował naciski na bank centralny, ponieważ w 2019 r. odbędą się wybory samorządowe, a ewentualne cięcia mogą nastąpić dopiero po wygranej. Istnieje jednak duże ryzyko, że turecka gospodarka nie wytrzyma do tego czasu jeśli inflacja wciąż będzie rosnąć, a lira osłabiać, a nie widać sygnałów, aby miało się to zmienić. Już teraz obsługa zadłużenia zagranicznego przez rząd i sektor prywatny jest skrajnie trudna, a zaufanie inwestorów zagranicznych wyjątkowo niskie. Z pomocą może przyjść Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który mógłby dokonać bailoutu i zrefinansować zadłużenie Turcji. Na pewno MFW narzuciłby wtedy obostrzenia monetarne i fiskalne, a także nakazałby przywrócenia niezależności banku centralnego. Pamiętajmy jak niechętnie Grecja przestrzegała podobnych zaleceń, a biorąc pod uwagę dotychczasowe rządy Erdogana, ciężko przewidywać, aby turecki rząd poddał się dyktatowi międzynarodowych instytucji. </p><p><em><b>Autor: Wojciech Bartosik, analityk, Dom Maklerski Michael/Ström</b></em></p><p><em><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></em></p> Gospodarka strefy euro w drugim kwartale wzrosła o 0,3 proc. http://forsal.pl/artykuly/1197925,gospodarka-strefy-euro-w-drugim-kwartale-wzrosla-o-0-3-proc.html 2018-07-31T09:20:45Z Produkt Krajowy Brutto w strefie euro w II kwartale 2018 r. wzrósł o 0,3 proc. kdk - poinformował w komunikacie urząd statystyczny Eurostat w I wyliczeniu.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Analitycy szacowali, że PKB kdk wzrósł o 0,4 proc., po wzroście w I kw. o 0,4 proc.</p> <p>Rdr PKB w strefie euro wzrósł w II kw. o 2,1 proc. Tu szacowano wzrost PKB o 2,2 proc., po wzroście w I kw. o 2,5 proc.</p> Plan czy krach Morawieckiego? Polska gospodarka może daleko nie zalecieć http://forsal.pl/artykuly/1192512,plan-czy-krach-morawieckiego-polska-gospodarka-moze-daleko-nie-zaleciec.html 2018-07-27T09:04:27Z Gospodarkę mamy rozpędzoną. Znakomicie. Tylko co się stanie, gdy okaże się, że lecimy na oparach?]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>N</span><span>a pierwszy rzut oka nie ma się do czego przyczepić. Rok 2017 i pierwsze miesiące 2018 były dla gospodarki naprawdę niezłe. W I kw. tempo wzrostu polskiego PKB było wysokie i przekroczyło 5 proc. Konsumpcja? Ma się świetnie i według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) urosła o 4,8 proc. Inwestycje? Za sprawą publicznych projektów odbiły po złym 2016 r. i nie najlepszym 2017. Między styczniem a marcem br. było ich o 8,1 proc. więcej w stosunku do ub.r. Czyli jest się czym chwalić. </span></p><p class="tresc"><span>W cieniu tego sukcesu czają się jednak zagrożenia. Największe to „brak rąk do pracy”. Być może trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 30 lat raczej narzekaliśmy na bezrobocie. Niemniej tak właśnie jest: za chwilę nie będzie komu pracować na polski cud gospodarczy. W normalnych warunkach nie powinno nas to niepokoić, bo firmy niedobór rąk do pracy uzupełniają inwestycjami w wydajność, czyli przede wszystkim w park maszynowy. I tu niespodzianka, bo polski biznes niechętnie inwestuje na tym polu. </span></p><p class="tresc"><span>Gdy zabraknie rąk do pracy (ludzi i/lub maszyn), polska gospodarka będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniem, przed którym jeszcze nie stała. A to niejedyne czarne chmury na horyzoncie. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Mało nas, mało nas, do czynienia Polski wielką</span></h3><p class="tresc"><span>Brak rąk do pracy fachowo nazywa się „spadkiem podaży pracy” i napomni o nim dzisiaj każdy szanujący się analityk. Wynika z tego mniej więcej tyle, że firmy może i chciałyby więcej produkować – dzięki czemu polska gospodarka nadal rosłaby w siłę – ale nie bardzo mają kogo zatrudnić do tej produkcji. Widać to bardzo dobrze w danych o popycie na pracę. Według GUS w końcu I kwartału liczba wakatów w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej jedną osobę wynosiła 152,4 tys. i była wyższa niż w ostatnich miesiącach 2017 r. o prawie 30 proc. W porównaniu z analogicznym okresem ub.r. wzrost liczby nieobsadzonych miejsc pracy wynosił 28,3 proc. </span></p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p class="tresc"><span>Przedsiębiorcy już wskazują to jako potencjalnie jedną z największych barier dla rozwoju – co wiemy m.in. z raportów Narodowego Banku Polskiego (NBP). NBP co kwartał prowadzi badanie koniunktury, w ramach którego pada m.in. pytanie o to, co zdaniem przedsiębiorców mogłoby negatywnie wpłynąć na kondycję ekonomiczną ich firm. W najnowszym badaniu – z lipca b.r. – niedobory kadr wskazywano na drugim miejscu. Taką odpowiedź wybrało prawie 8,6 proc. ankietowanych przez bank centralny firm. Więcej wskazań miały tylko niejasne i często zmieniające się przepisy (9,2 proc. odpowiedzi).</span></p><p class="tresc"><span>8,6 proc. może nie poraża – jest też dalekie od historycznego maksimum 14 proc. z 2008 r. – ale trzeba na to spojrzeć z perspektywy utraconych szans. Każdy młotek, konserwa czy aplikacja mniej to stracone punkty wzrostu gospodarczego, a przecież Polska – czy nam się to podoba, czy nie – wciąż goni sąsiadów, a nie na odwrót. </span></p><p class="tresc"><span>Firmy skarżą się na brak rąk do pracy już teraz, a będzie jeszcze gorzej, bo potencjał polskiej gospodarki niedługo zacznie uszczuplać demografia. Zgodnie z prognozami Eurostatu do 2060 r. populacja Polski ma zmniejszyć się o 13,5 proc. i wynieść 32,8 mln (teraz jest 38,4 mln). W Polsce wciąż rodzi się za mało dzieci – w 2016 r. wskaźnik dzietności wyniósł ledwie 1,39. W I półroczu urodziło się 194 tys. dzieci. To o ponad 6 tys. mniej niż w tym samym okresie zeszłego roku. To oznacza, że w całym 2018 r. liczba urodzin może nie przekroczyć 400 tys. – o 180 tys. za mało, jeśli na poważnie myślimy o odwróceniu niekorzystnych tendencji. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Gdzieście się pochowali po tych wiochach</span></h3><p class="tresc"><span>Niektórym czytelnikom być może zaświta w głowie myśl: niby nie ma komu robić, a specjaliści od dawna powtarzają, że w Polsce wciąż jest duży zapas siły roboczej. Problem w tym, że nie każdy zapas można wykorzystać. </span></p><p class="tresc"><span>Nad Wisłą mamy bardzo dużą liczbę osób biernych zawodowo (tzn. w wieku powyżej 15 lat i nieposzukujących pracy; w tym rozumieniu bezrobotni są osobami aktywnymi zawodowo). W I kwartale tego roku było ich 13,4 mln. Współczynniki aktywności zawodowej także mamy dość niskie, w przypadku kobiet to ledwie 46 proc. (czyli pracuje mniej niż połowa pań w wieku produkcyjnym; w Szwecji ten wskaźnik wynosi 72 proc.). </span></p><p class="tresc"><span>Teoretycznie można zakładać, że to zasób, z którego można czerpać. Pojawia się jednak kilka poważnych pytań. Pierwsze: czy ci ludzie są gotowi, by wrócić na rynek pracy. Michał Rot, ekonomista banku PKO BP, mówi, że może być problem z dopasowaniem do bieżących potrzeb firm. </span></p><p class="tresc"><span>– To niedopasowanie może być przeszkodą w podjęciu pracy. To jest zresztą o wiele szerszy problem, na przykład edukacji i systemu szkoleń, na ile on jest elastyczny w dostosowywaniu się do potrzeb rynku – mówi ekspert. </span></p><p class="tresc"><span>Rzeczywiście, jeśli przyjrzeć się biernym zawodowo, dzieląc ich na grupy ze względu na wykształcenie, okazuje się, że bardzo dużo wśród nich osób z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym i niepełnym podstawowym. W I kwartale było ich ponad 4,6 mln. Na drugim miejscu są absolwenci zawodówek: 3,2 mln. Drugie spostrzeżenie – spośród tych 13,4 mln 6 mln to osoby w wieku poprodukcyjnym, czyli mające 65 i więcej lat. Niemała grupa – ponad 2,2 mln – to też ludzie w wieku średnim (45–64 lata). A perspektywa nabycia uprawnień emerytalnych w połączeniu z niskimi kwalifikacjami skutecznie wypycha z rynku pracy. </span></p><p class="tresc"><span>Część z tych ludzi można byłoby przeszkolić, ale w praktyce rzadko sięgają oni po taką formę aktywizacji zawodowej. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) w ub.r. zaledwie 4,2 proc. bezrobotnych z tej grupy podjęło takie szkolenie. W danych resortu widać jeszcze jedną zależność: im niższe wykształcenie bezrobotnego, tym większa bierność w zdobywaniu nowych umiejętności. Spośród bezrobotnych z wyższym wykształceniem douczało się prawie 6 proc., w grupie z wykształceniem średnim – ponad 6 proc. Dla porównania wśród bezrobotnych po zawodówkach szkoliło się jedynie 3,4 proc., z grupy z wykształceniem gimnazjalnym i niższym – zaledwie 2,4 proc.</span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span><a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1191260,nie-ma-chetnych-do-pracy-w-urzedach-absolwentom-uczelni-brakuje-doswiadczenia.html" title="Nie ma chętnych do pracy w urzędach. Absolwentom uczelni brakuje doświadczenia">Nie ma chętnych do pracy w urzędach. Absolwentom uczelni brakuje doświadczenia</a></p><p class="tresc"></p><p class="tresc"><span>Inny potencjalny zasób to imigracja. Na razie ten mechanizm działa dość skutecznie: do Polski wciąż przyjeżdżają imigranci ze Wschodu, głównie z Ukrainy. – W Polsce doszłoby do naprawdę dramatycznej sytuacji, gdybyśmy nie importowali pracowników z Ukrainy. Gdyby nagle wszyscy zniknęli, nie miałby kto pracować w budowlance, usługach i sektorze rolnym. Pamiętajmy jednak, że nie jesteśmy jedynym krajem, który sięga po ten rezerwuar siły roboczej. Ukraińców można spotkać w całej Europie Środkowej – mówi dr Piotr Maszczyk ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.</span></p><p class="tresc"><span>Pierwsze symptomy wyczerpywania się tej imigracyjnej rezerwy już zresztą widać. Wystarczy spojrzeć na dane Straży Granicznej o liczbie odpraw na polskiej granicy obywateli Ukrainy. W pierwszym półroczu wyniosła ona 4,7 mln. To o około 300 tys. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. </span></p><p class="tresc"><span>Drugi dowód, pośredni, to statystyki NBP o zarobkach cudzoziemców pracujących w Polsce krócej niż rok. W I kwartale mieliśmy nieznaczny spadek takich zarobków, wyniosły one 5,4 mld zł wobec 5,6 mld zł kwartał wcześniej. Co może oznaczać, że nowi imigranci przestali napływać na polski rynek pracy, a ci, którzy tu przyjechali wcześniej, osiadają na dłużej i wypadają z tej statystyki. To prawdopodobne, bo rosną transfery za granicę od imigrantów długoterminowych, mieszkających w kraju dłużej niż rok. I w I kw. było to rekordowo dużo, prawie 380 mln zł wobec 282 mln zł na koniec 2017 r. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Panie, po co mnie te maszyny?</span></h3><p class="tresc"><span>Brak (ludzkich) rąk do pracy nie byłby może takim problemem, gdyby nie fakt, że nie zastępują je „sztuczne”. Jak mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA, to niebezpieczne połączenie: z jednej strony kurczące się zasoby pracy, z drugiej brak inwestycji w kapitał, który mógłby tę pracę zastąpić. </span></p><p class="tresc"><span>– To, co zostało wpisane do planu Morawieckiego – a więc uzyskanie stopy inwestycji na poziomie 25 proc. – nie tylko nie jest realizowane, mamy ruch w przeciwnym kierunku. Bo stopa inwestycji jest najniższa od wielu lat. Skoro się zmniejszają zasoby pracy, a nie inwestujemy w kapitał, to powstaje pytanie, skąd ma się u nas brać wzrost gospodarczy. On na razie jedzie na konsumpcji, ale to może się szybko skończyć, gdyby się coś złego wydarzyło na świecie – mówi Mrowiec.</span></p><p class="tresc"><span>NBP we wspomnianym już raporcie konstatuje, że inwestycje ruszyły, ale głównie za sprawą sektora publicznego. Jeśli jednak idzie o zastępowanie ludzkich rąk automatami, to jest już bardzo krucho – nakłady na maszyny i urządzenia w przedsiębiorstwach wzrosły w porównaniu do I kw. ub.r. zaledwie o 2 proc. I to w sytuacji, kiedy swój park maszynowy ocenia jako „nowoczesny, na poziomie światowym” zaledwie 16,4 proc. firm. Największa grupa uważa, że jest nowoczesny, ale na poziomie krajowym (42,1 proc.), ale aż 38,9 proc. przyznaje, że nie jest nowoczesny – ale sprawny technicznie. </span></p><p class="tresc"><span>Co więcej, bank centralny pyta przedsiębiorców wprost o to, czy korzystają z rozwiązań zastępujących pracę człowieka. I niestety, odpowiedzi nie wyglądają różowo: tylko 17,7 proc. ankietowanych deklaruje, że robi to na dużą skalę. Aż 51,7 proc. twierdzi, że to pytanie w ogóle ich nie dotyczy, bo w ich działalności niezbędna jest praca człowieka. Na marginesie warto dodać, że firm, które planują inwestycje, jest 0,8 pkt proc. mniej niż w I kw. ub.r. (22,7 proc.).</span></p><p class="tresc"><span>Jak mówi dr Maszczyk, przedsiębiorcy są ostrożni: dopóki mogli zwiększać produkcję, sięgając po dodatkową siłę roboczą, robili to, czy to zwiększając zatrudnienie, czy też wprowadzając w swoich zakładach nadgodziny. Dodatkowa zaleta tego rozwiązania jest taka, że łatwo ten proces regulować, czyli zwolnić ludzi lub zrezygnować z nadgodzin. – A inwestycja w park maszynowy zawsze niesie ze sobą ryzyko tego, że poniesione, niebagatelne zazwyczaj koszty się nie zwrócą – mówi ekonomista.</span></p><p class="tresc"><span>Co więc wstrzymuje polskie firmy przed inwestycjami? Przede wszystkim charakter rodzimej produkcji. Bo chociaż z zazdrością patrzymy na takie kraje jak Korea Południowa, to niewiele robimy, aby je dogonić: według GUS zaledwie 8 proc. polskiego eksportu stanowią produkty wysokich technologii. Im mniej skomplikowany produkt, tym mniejsza zachęta do tego, żeby inwestować w skomplikowane maszyny.</span></p><p class="tresc"><span>Doktor Maszczyk jest przekonany, że przed polskimi firmami wciąż są perspektywy na zdobycie nowych rynków zbytu – nawet branża spożywcza mogłaby się bardziej rozepchać na zagranicznych półkach. Problemem jednak jest, jak wskazuje wykładowca SGH, to, co ekonomiści nazywają głębokimi instytucjami, czyli przede wszystkim wartości i przekonania podzielane przez większość społeczeństwa. W kontekście opisywanego problemu najważniejszym czynnikiem ograniczającym tempo ewentualnej ekspansji jest bardzo niski wskaźnik zaufania, zarówno do instytucji (rząd, system wymiaru sprawiedliwości), jak i do innych ludzi.</span></p><p class="tresc"><span>– Jeśli biznes ma rosnąć, to właściciel w którymś momencie musi się podzielić władzą z innymi. A w Polsce wciąż mamy z tym problem. Co więcej, jeśli ktoś całe życie pływa w kałuży, to może się bać wpłynąć do stawu, bo tam są znacznie większe ryby i mogą go zjeść. Poza tym, jak myśli się o globalnej ekspansji, to potrzebni są wysoko wykwalifikowani pracownicy. A tacy nie przyjdą do firmy zarządzanej w folwarczny sposób, z czym niestety wciąż bardzo często mamy do czynienia – mówi Maszczyk. </span></p><h3 class="srodtyt"><span>Małe nie zawsze jest piękne</span></h3><p class="tresc"><span>Przed polską gospodarką jeszcze jedna pułapka, którą – być może nieświadomie – zastawia sam rząd. To deklaracje składane przez polityków o dopieszczaniu małych przedsiębiorców. </span></p><p class="tresc"><span>Pierwsza to mały ZUS. Przedsiębiorcy o niskich przychodach, nieprzekraczających miesięcznie 5250 zł, w 2018 r. zyskają prawo do proporcjonalnego naliczania składek na ubezpieczenie społeczne, które będą dużo mniejsze od obecnej zryczałtowanej stawki (ok. 1200 zł). Z rozwiązania może skorzystać – według rządu – około 200 tys. podmiotów. </span></p><p class="tresc"><span>Drugi pomysł to radykalne obniżenie stawki CIT dla firm z obrotem rocznym nie większym niż 1,2 mln euro. Według zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego CIT miałby spaść do 9 proc. z obecnych 15 proc. Skorzystać z tego może kolejne 390 tys. firm. </span></p><p class="tresc"><span>Niby nie ma w tym nic złego, ale mały ZUS czy bardzo niski podatek CIT dla najmniejszych firm mogą mieć bardzo przykry skutek uboczny: przedsiębiorcom nie będzie się opłacało rozwijać, bo po przekroczeniu wyznaczonych progów przychodów od razu będą dostawać po uszach od fiskusa. Albo wyższym ryczałtowym ZUS, albo większym podatkiem dochodowym. </span></p><p class="tresc"><span>Wbrew pozorom dla perspektyw gospodarczego rozwoju ma to bardzo duże znaczenie. Tak, to prawda, że małe firmy wypracowują dużą część PKB, blisko połowę. Ale to żadna sztuka przy takiej rzeszy podmiotów. Można to rozumowanie zresztą odwrócić. Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) przedstawiło przed kilkoma dniami raport, z którego wynika, że 5,6 mln osób zatrudnionych głównie w korporacjach wypracowuje tyle PKB, co 10 mln z mikroprzedsiębiorstw, rolnictwa, szarej strefy, sektora publicznego. </span></p><p class="tresc"><span>– Nie jestem pewien, czy to właśnie małe firmy mogą nam zapewnić innowacyjną, nowoczesną gospodarkę. To nie jest sektor, który jest jakoś szczególnie innowacyjny. Raczej należałoby zachęcać przedsiębiorców do rozwoju, czyli promować i wspierać te duże. A nie otaczać szczególną opieką tych najmniejszych i konserwować w ten sposób obecny układ – mów Piotr Bielski, ekonomista banku BZ WBK.</span></p><p class="tresc"><span>O tym, jak słabo wyglądają na przykład inwestycje w małych firmach, traktuje m.in. raport sporządzony na zlecenie tego banku przez Politykę Insight. Think tank przeanalizował dane z lat 2006–2013. Wynika z nich choćby to, że wkład inwestycji do tempa wzrostu wyniósł w przypadku małych firm 1,4 pkt. proc. wobec 2,3 dla całego sektora przedsiębiorstw.</span></p><p class="tresc"><span>– To rezultat niższych potrzeb inwestycyjnych, zwłaszcza w firmach usługowych, częstych trudności z dostępem do finansowania, jak również niskiej skłonności do zwiększania skali działalności i wysokiej awersji do podejmowania ryzykownych, długoterminowych projektów inwestycyjnych – piszą autorzy raportu. </span></p><p class="tresc"><span>Według danych GUS za 2016 r. (te za 2017 będą opublikowane dopiero w grudniu 2018 r.) z wydatków inwestycyjnych ogółu przedsiębiorstw małe i średnie firmy odpowiadają za niecałe 43 proc. Przy czym jest ich nieporównywalnie więcej niż firm dużych. Licząc z mikroprzedsiębiorstwami, to ponad 2 mln podmiotów, podczas gdy największych firm jest 3,5 tys. Ale to te największe ponoszą 56,2 proc. nakładów inwestycyjnych. Jeszcze lepiej widać tę dysproporcję w przeliczeniu wydatków inwestycyjnych na jedno zatrudnienie. U największych to prawie 30 mln zł. U reszty ledwie 41 tys. zł.</span></p><h3 class="srodtyt"><span>„Dej, mam małom gospodarkę”</span></h3><p class="tresc"><span>Zastanawiając się nad perspektywami dla wzrostu gospodarczego, nie należy również zapominać o tym, że wpływ na nie ma również otoczenie naszego kraju. A to, z różnych względów, staje się dla nas mniej sprzyjające. </span></p><p class="tresc"><span>Po pierwsze, kurczy się strumień unijnych pieniędzy. W przyszłej perspektywie finansowej na lata 2021–2027 Polska – zgodnie z obecnymi założeniami – ma otrzymać 64,4 mld euro. To o jedną piątą mniej niż obecnie (82,5 mld w latach 2014–2020). Co więcej, chociaż pieniędzy wciąż będzie dużo, to mają być wydatkowane w inny sposób – mniejsze więc mają być nakłady na politykę spójności, za które dotychczas budowaliśmy np. drogi. A ponieważ politykę rozwojową państwa powinno się planować w długim horyzoncie czasowym, to nie zapominajmy, że w kolejnym budżecie na lata 2028–2034 pewnie będzie ich jeszcze mniej. </span></p><p class="tresc"><span>Wpływu środków unijnych na polską gospodarkę nie sposób przecenić. To one pozwoliły przejść nam suchą stopą przez globalny kryzys finansowy, w efekcie czego w 2010 r. ówczesny premier Donald Tusk mógł ogłosić Polskę zieloną wyspą. Były też kluczowe dla gwałtownego podniesienia PKB na głowę mieszkańca bliżej średniej unijnej przez ostatnie półtora dekady. Mniejszy strumień jest po części efektem wypełnienia przez nie tego zadania. </span></p><p class="tresc"><span>Nie należy również zapominać o tym, że Polsce jest dobrze wtedy, gdy wiedzie się naszym sąsiadom. Kołem zamachowym rodzimej gospodarki przez ostatnie lata był eksport, który od zakończenia globalnego kryzysu w 2009 r. nieustannie rośnie. Wiele jednak wskazuje na to, że czas dobrej koniunktury na świecie się kończy. </span></p><p class="tresc"><span>Po pierwsze dlatego, że gospodarka rozwija się w sposób cykliczny, a wiec po każdym okresie wzrostu musi nastąpić wyhamowanie (otwarta pozostaje kwestia, jak silne). A takie np. Stany Zjednoczone cieszą się obecnie drugim co do długości okresem wzrostu gospodarczego od 1955 r. Kiedyś musi się skończyć, a kiedy hamuje Ameryka, spowalnia też Europa. Polska również, co pokazuje historia. Kiedy w USA na początku milenium wpadły w recesję, dynamika PKB nad Wisłą wyhamowała w 2001 r. do 1,24 proc. (rok wcześniej: 4,56 proc.). Tak źle nie było po wybuchu globalnego kryzysu finansowego, ale w końcu i do nas dotarły jego echa, głównie na skutek wstrząsów w strefie euro: w 2012 i 2013 r. spadliśmy poniżej 2 proc. Firmy, przeczuwając załamanie koniunktury, tym bardziej odkładają inwestycje na później. </span></p><p class="tresc"><span>Jak dodaje Piotr Bielski, konsekwencja braku inwestycji będzie prosta: spowolnienie wzrostu gospodarczego do tempa wzrostu potencjalnego, czyli ok. 3 proc. – Rząd próbuje podejmować jakieś działania, pomysłem jest np. wielka strefa ekonomiczna na terenie całego kraju – ale skuteczność tych działań na razie jest mała. Firmom poza bezpośrednią kontrolą państwa nie da się niczego zadekretować, one kierują się raczej swoimi wewnętrznymi kalkulacjami, rachunkiem ekonomicznym i obawami. No i one się wstrzymują z inwestycjami. Bo bardziej dominuje obawa, że ten najlepszy moment cyklu koniunktury już był – mówi Bielski.</span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Polecamy: </span><a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1187282,czy-obama-i-bezos-zrealizuja-pomysl-uniwersalnego-dochodu-podstawowego.html" title="Bershidsky: Czy Obama i Bezos zrealizują pomysł uniwersalnego dochodu podstawowego?">Bershidsky: Czy Obama i Bezos zrealizują pomysł uniwersalnego dochodu podstawowego?</a></p><p class="tresc"></p>