© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: media 2018-08-15T10:40:37+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/media Zaczynał od zera. Ile jest dziś warte finansowe "imperium" ojca Rydzyka? http://forsal.pl/artykuly/1210494,imperium-ojca-rydzyka-finanse-radia-maryja-sprawozdania-finansowe.html 2018-08-10T06:26:51Z  O. Tadeusz Rydzyk zaczynał praktycznie od zera. Dziś 10 podmiotów związanych z Radiem Maryja dysponuje kapitałem, który zbliża się do 200 mln zł. „Imperium medialne”? Wyniki finansowe raczej na to nie wskazują. W sprawozdaniach można za to znaleźć ciekawe liczby. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><span><span>– </span>Ja nie wierzę w to, że ktoś, pisząc takie artykuły, nie wie, że o. Tadeusz Rydzyk jest zakonnikiem, że nie posiada żadnego osobistego majątku. Wszystko, czym Ojciec Dyrektor kieruje, należy bądź do zgromadzenia, bądź do fundacji, którą założył czy którą kieruje – mówił niedawno w „Naszym Dzienniku” bliski współpracownik najsłynniejszego redemptorysty o. Jan Król. Komentował wyrok, w którym sąd nakazał Wirtualnej Polsce zamieszczenie przeprosin za opublikowanie na portalu Money.pl artykułu zawierającego „nieprawdziwe informacje na temat majątku osobistego o. Tadeusza Rydzyka, osiąganych przez niego przychodów i zysków, przypisując mu posiadanie majątku o wartości ponad 55 mln zł, którego nie posiada, oraz że o. Tadeusz Rydzyk jest lub mógł być na liście 100 najbogatszych Polaków”.</span></p><p class="tresc"><span>Wiemy już, czego o. Rydzyk nie ma. A co mają powiązane z nim podmioty? Żeby się przekonać, przejrzeliśmy sprawozdania finansowe za 2017 r. złożone przez niektóre z nich w Krajowym Rejestrze Sądowym.</span></p><p class="tresc"><span>Zacznijmy od tego, czego nie wiadomo. Nie wiadomo przede wszystkim, jak wyglądają finanse Radia Maryja.</span></p><p class="tresc"><span>Właścicielem koncesji jest warszawska prowincja zakonu redemptorystów, która swojego sprawozdania finansowego nie publikuje. Brak źródeł informacji o przychodach czy kosztach samej radiostacji. Jedne i drugie są mniejsze niż stacji komercyjnych. „Program nie będzie zawierał reklam i audycji sponsorowanych” – to cytat z decyzji o przyznaniu Radiu Maryja koncesji. Opłata za udzielenie koncesji to ponad 2 mln zł. Ale: „Koncesjonariusz jako nadawca społeczny jest zwolniony z opłaty za udzielenie koncesji”.</span></p><p class="tresc"><span>Środki na działalność radia pochodzą m.in. z datków zbieranych w ramach Rodziny Radia Maryja. Jaka jest ich wysokość – nie wiadomo.</span></p><p class="tresc"><span>Być może jakimś przybliżeniem tego, jak wyglądają finanse Radia Maryja, jest </span><span>Fundacja Lux Veritatis, </span><span>która odpowiada ona za funkcjonowanie siostrzanej stacji, Telewizji Trwam.</span></p><h2><b><span>Światło prawdy</span></b></h2><p class="tresc"><span>Przychody FLV z działalności podstawowej wyniosły w ub.r. 39,5 mln zł. Były o niecałe 700 tys. zł większe niż rok wcześniej. Sprzedaż udało się prawie podwoić, przy czym nadal nie było to dużo. Wpływy z tego tytułu nie przekroczyły 10 mln zł. Prawie 9 mln zł przyniosła „sprzedaż wyrobów i usług”, w której to kategorii wskazane zostały „m.in. produkcja i emisja audycji telewizyjnych, produkcja i emisja reklamy telewizyjnej, udostępnienie sygnału i programu telewizyjnego, promocja”. Z kolei „sprzedaż towarów i materiałów” przyniosła niecałe 156 tys. zł. – to m.in. książki oraz płyty DVD i CD.</span></p><p class="tresc"><span>Reszta – prawie 30 mln zł – to „wpłaty określone statutem”, czyli darowizny. W ubiegłym roku hojność darczyńców była jednak o 11,8 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Nieco lepiej poszło z dotacjami: ich wartość wzrosła z 300 tys. zł w 2016 r. do ok. 1 mln zł. Przykład: ubiegłoroczne wsparcie z Funduszu Sprawiedliwości, które – według informacji, jakie pojawiały się w mediach – miało wynieść 600 tys. zł. Nie były to pieniądze za nic. – Fundacja Lux Veritatis, tak jak 37 innych podmiotów, otrzymała dofinansowanie w ramach w pełni otwartego konkursu ofert ogłoszonego na stronach resortu, w którym każdy podmiot na równych zasadach mógł wziąć udział – mówił, cytowany przez PAP, wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. – Kluczowe przy ocenie uczestników konkursu były ich doświadczenia na polu informacyjnym, wydawniczym i szkoleniowym, a także przy organizacji imprez masowych i innych skomplikowanych logistycznie wydarzeń z udziałem dużej liczby uczestników – dodawał.</span></p><p class="tresc"><span>– Organizacje, które otrzymały wymaganą liczbę punktów przy ocenie merytorycznej i formalnej dokonywanej przez komisję konkursową na równych zasadach, otrzymały dotacje na działania polegające m.in. na organizowaniu akcji informacyjnych, przygotowaniu publikacji, a także konferencji, seminariów i szkoleń oraz zlecaniu badań naukowych – wyjaśnił wiceminister. Cel wsparcia: „między innymi promowanie wartości także wśród młodzieży oraz innych działań, które w szerokim zakresie służą zapobieganiu przestępczości”.</span></p><p class="tresc"><span>W 2016 r. dotacji dla Lux Veritatis było mniej niż w 2017 r., ale w sumie był to jednak dla fundacji lepszy okres. Głównie ze względu na wykazanie w tzw. innych przychodach operacyjnych kwoty prawie 27,5 mln zł (w rachunku przepływów pieniężnych znajduje się kwota prawie 26,5 mln zł „innych wpływów inwestycyjnych”) wobec niespełna 0,5 mln zł w ub.r. Efekt: wtedy fundacja wykazała 29,8 mln zł zysku. W 2017 r. – niecałe 1,6 mln zł.</span></p><p class="tresc"><span>W sprawozdaniu finansowym Lux Veritatis wykazuje także kwotę podatku dochodowego – w sumie 12,1 tys. zł. Rok wcześniej: 10 tys. zł. Na wynagrodzenia dla niespełna 50 pracowników poszło, łącznie z narzutami, ponad 1,4 mln zł wobec 1,04 mln zł rok wcześniej. Kwota wynagrodzeń dla zarządu? „Nie wystąpiły”.</span></p><p class="tresc"><span>Wynik FLV może wydawać się mało spektakularny. Jednak 10 tys. zł kapitału założycielskiego rozrosło się – według stanu na koniec 2017 r. – do 166,9 mln zł. Rok wcześniej przekroczył on nawet 170 mln zł. Pomogła w tym korzystna dla fundacji decyzja izby skarbowej, która pozwoliła na korektę w górę, o prawie 24 mln zł, wcześniejszych zysków. W minionym roku kapitał fundacji nieco spadł ze względu na „inne zmniejszenie” o wartości 5,25 mln zł. Dokumenty, którymi dysponujemy (sprawozdanie z działalności, wprowadzenie do sprawozdania, RZiS oraz bilans), nie wyjaśniają, na czym polegało to zmniejszenie.</span></p><p class="tresc"><span>W aktywach, które w grudniu miały wartość 182,1 mln zł, największa pozycja to „środki trwałe w budowie” – ponad 64 mln zł. Budynki mają wartość nieco ponad 32 mln zł. A 37,3 mln zł to „długoterminowe aktywa finansowe”. Chodzi o </span><span>toruńskie inwestycje geotermalne.</span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span><a href="http://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1207298,co-ma-srebrna-oto-majatek-spolki-zwiazanej-z-pis.html">Co ma Srebrna? Oto majątek spółki związanej z PiS</a></p><p class="tresc"></p><h2><b><span>Mało zaawansowane inwestycje</span></b></h2><p class="tresc"><span>W istocie to dwie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością: Geotermia Toruń i Uzdrowisko Termy Toruńskie. W pierwszej FLV miała według stanu na koniec ub.r. 99,85 proc. udziałów. W drugiej – 98 proc.</span></p><p class="tresc"><span>Ta pierwsza jest także bardziej znana – ze względu na sprawę dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.</span></p><p class="tresc"><span>„Zarząd spółki kontynuował prace zmierzające do eksploatacji energii odnawialnej pochodzącej ze źródła geotermalnego w Toruniu poprzez podpisanie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i gospodarki wodnej umowy o dofinansowanie (...). Ponadto zarząd przeprowadził procedurę, która pozwoliła wybrać wykonawcę na opracowanie dokumentacji wykonawczej dotyczącej realizacji inwestycji pn.: »Budowa ciepłowni geotermalnej wraz z infrastrukturą« oraz koncentrował się na pozyskaniu dotacji ze środków Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014–2020 na sfinansowanie budowy sieci ciepłowniczych” – czytamy w sprawozdaniu z działalności firmy Geotermia Toruń.</span></p><p class="tresc"><span>Spółka, której prezesem jest o. Jan Król, w końcu ub.r. dysponowała kapitałem w wysokości prawie 37 mln zł. Już w tym roku Geotermia zdążyła podnieść go o 5 mln zł, ale w kwietniu udziałowcy uzgodnili, że kapitał podstawowy zostanie zmniejszony o 27,7 mln zł. Po zakończeniu operacji nie będzie przekraczał 15 mln zł.</span></p><p class="tresc"><span>W ub.r. Geotermia miała niecałe 20 tys. zł przychodów (w tym 1 tys. zł sprzedaży, reszta to „inne przychody operacyjne”) i nieco ponad 171 tys. kosztów. Dało to stratę na poziomie 153 tys. zł. Rok wcześniej przychody wyniosły... 1 zł i 18 groszy, a strata niecałe 32,5 tys. zł.</span></p><p class="tresc"><span>W końcu ub.r. główną pozycją w aktywach firmy były grunty, których wartość wyceniono na 30,6 mln zł. Spółka wykazuje też „środki trwałe w budowie”. Dzięki „nabyciu nieodpłatnemu” ich wartość zwiększyła się w ub.r. z 5,1 mln zł do 6,4 mln zł.</span></p><p class="tresc"><span>Toruńska inicjatywa to na razie start-up. Ale z perspektywami. Nie tylko dzięki dotacji z NFOŚiGW. Podpisała umowy na trzy projekty realizowane w ramach programów unijnych. Łączna wartość to 67,2 mln zł, z czego dotacje z Brukseli mają wynieść 31,8 mln zł. Pierwsza z inwestycji („Budowa sieci ciepłowniczej zasilającej budynki mieszkalne i placówki systemu oświaty miasta Torunia”) ma się zakończyć w grudniu tego roku, a ostatnia („Budowa ciepłowni geotermalnej w Toruniu, wykorzystującej istniejące otwory TG-1 i TG-2”) we wrześniu 2019 r. W ostatnich dwóch latach w pozycji „dotacje” zarząd Geotermii wpisywał zero. </span><span>Wynagrodzenia zarządu? „Nie wystąpiły”.</span></p><p class="tresc"><span>Jeszcze mniej zaawansowana w swojej działalności jest spółka Uzdrowisko Termy Toruńskie. Jej ubiegłoroczne przychody w kwocie 4,08 zł pochodziły z odsetek. Taki też był zysk, który zgodnie z propozycją zarządu ma pójść na zwiększenie kapitału rezerwowego. Taki zysk mógł wziąć się z odsetek od 50 tys. zł kapitału, w jaki wyposażyli Termy właściciele. Nie było przychodów ani kosztów, siłą rzeczy nie było inwestycji. Dociekliwy czytelnik zapewne zdążył się już zorientować, że wynagrodzenia zarządu „nie wystąpiły”. Z informacji dodatkowej do sprawozdania wynika, że inwestycje nie były również planowane na 2018 r.</span></p><p class="tresc"><span>Prezesem Term także jest o. Król. Pełni on zarazem podwójną funkcję właściciela i szefa zarządu w Bonum – spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, która jest mniejszościowym udziałowcem obu geotermalnych przedsięwzięć. Na tle innych podmiotów powiązanych z o. Rydzykiem ta spółka może wydawać się całkiem spora. Jej przychody wyniosły w ub.r. prawie 12,6 mln zł. Rok wcześniej nie przekraczały 10 mln zł.</span></p><p class="tresc"><span>Jako przedmiot działalności Bonum wskazuje wynajem i dzierżawę nieruchomości, zarządzanie nieruchomościami, ale też działalność agencji reklamowych, pośrednictwo w sprzedaży czasu i miejsca na cele reklamowe w radiu i telewizji, działalność związaną z produkcją filmów, nagrań wideo i programów telewizyjnych czy badania rynku i opinii publicznej.</span></p><p class="tresc"><span>W ub.r. do Bonum nie wpłynęła ani złotówka dotacji (rok wcześniej prawie 629 tys. zł). O wielkości firmy świadczy zatrudnienie, które w końcu grudnia 2017 r. wynosiło prawie 140 osób. Wynagrodzenia, bez ubezpieczeń społecznych, wyniosły w ub.r. 5,3 mln zł. Były o ok. 200 tys. zł mniejsze niż rok wcześniej. Członkowie zarządu wynagrodzeń nie pobierali.</span></p><p class="tresc"><span>Ubiegły rok firma zakończyła zyskiem wynoszącym prawie 826 tys. zł (rok wcześniej było to niespełna 1,2 tys. zł). Udziałowiec zdecydował, że w całości pozostaje on w spółce.</span></p><p class="tresc"><span>Obroty są całkiem pokaźne, ale w odróżnieniu od np. Lux Veritatis majątek Bonum nie jest duży. Według ostatniego sprawozdania cały bilans zamyka się kwotą nieznacznie przekraczającą 2,6 mln zł. Prawie jedna trzecia tej kwoty to ubiegłoroczny zysk. Kapitał podstawowy wynosi 50 tys. zł, a rezerwowy niecałe 1,05 mln zł. Tyle udało się wypracować przez pierwszych 12 lat istnienia firmy.</span></p><p class="tresc"><span>Bonum jest udziałowcem nie tylko w geotermalnych projektach z Torunia. To również właściciel jednej trzeciej akcji spółki Polskie Sieci Cyfrowe, czyli sieci komórkowej „w naszej Rodzinie”. To drugie podejście o. Rydzyka do tego biznesu.</span></p><p class="tresc"><span>Po raz pierwszy wystartował w tej branży w 2009 r. pod marką „w Rodzinie”. Była to inicjatywa Lux Veritatis i spółki CenterNet znanego inwestora giełdowego Romana Karkosika. Współpraca szybko została zakończona – Lux Veritatis już nie ma w przedsięwzięciu. Karkosik po pewnym czasie pozbył się swojej firmy. Obecnie jest to Aero 2 kontrolowane przez Zygmunta Solorza-Żaka. Sieć nadal istnieje. Nie wiadomo, ilu ma użytkowników. Przychody Aero 2 z rynku detalicznego wyniosły w ub.r. niecałe 7,5 mln zł. Na „w Rodzinie” przypada tylko część tej kwoty.</span></p><p class="tresc"><span>Niedługo po zakończeniu pierwszego podejścia miało miejsce drugie. Tym razem z funduszem Magna Polonia oraz systemem spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. „Od 2009 roku SKOK ściśle współpracuje z Radiem Maryja oraz Fundacją Lux Veritatis” – informowano w komunikacie o starcie nowej sieci. Kasy zostały nowym wspólnikiem. W końcu ub.r. akcjonariuszem Polskich Sieci Cyfrowych była luksemburska spółka SKOK Holding. Zaangażowanie SKOK-ów nie sprowadzało się wyłącznie do kupna akcji. To właśnie do Kas Stefczyka kierowano chętnych do zakupu kart sieci.</span></p><p class="tresc"><span>Tego, ilu użytkowników ma „w naszej Rodzinie”, nie wiadomo. Działalność przyniosła w minionym roku niecały 1 mln zł przychodów ze sprzedaży, a zysk wyniósł niespełna 61 tys. zł. „Spółka koncentruje się na poprawie rentowności usług oraz powiększeniu bazy klientów. W kolejnych latach Spółka zamierza rozpocząć prace nad wdrożeniem innych modeli świadczenia usług i rozszerzenia oferty produktowej telefonii »w naszej Rodzinie«” – czytamy w sprawozdaniu z działalności.</span></p><p class="tresc"><span>Ojciec Król jest wiceprezesem Polskich Sieci Cyfrowych. Przeciętne zatrudnienie w spółce wynosiło dwie osoby. Zarząd pracował bez wynagrodzenia.</span></p><h2><b><span>Środowisko Radia Maryja nie zapomina o edukacji</span></b></h2><p class="tresc"><span>Kilkanaście lat temu o. Rydzyk był założycielem toruńskiej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. </span></p><p class="tresc"><span>W roku akademickim 2016/17 (późniejszych danych nie znaleźliśmy) uczelnia miała prawie 400 studentów. Ponad połowę na dziennikarstwie i komunikacji społecznej. Druga pod względem popularności (niecałe 100 osób) była politologia, a dalej informatyka i kulturoznawstwo.</span></p><p class="tresc"><span>WSKSiM nie upublicznia stanu swoich finansów. Z resortu nauki uzyskaliśmy natomiast „sprawozdanie z wykonania planu rzeczowo-finansowego” za 2015 r. (prosiliśmy o najnowsze). Wynika z niego, że przychody operacyjne wyniosły niecałe 3,6 mln zł. Plan został zrealizowany w 110 proc. Przychody z działalności dydaktycznej (niecałe 2 mln zł) były o ponad 40 proc. wyższe od założeń. Koszty nie przekroczyły 3,5 mln zł. Tu największa pozycja to wynagrodzenia dla ok. 60 osób (2377 tys. zł, realizacja planu: 107 proc.). Zysk netto wyniósł prawie 200 tys. zł.</span></p><p class="tresc"><span>Szkoła jest beneficjentem środków unijnych. W bieżącej perspektywie realizuje kilka projektów, których łączna wartość to 6,6 mln zł (dofinansowanie ze strony UE jest o nieco ponad milion mniejsze). Prócz takich, które dotyczą samej uczelni, uwagę zwracają „Szkolenia kompetencji medialnych dla pracowników wymiaru sprawiedliwości”. „Celem głównym projektu jest nabycie/podniesienie praktycznych umiejętności w zakresie wykorzystywania technik i narzędzi komunikacji społecznej przez 850 pracowników jednostek wymiaru sprawiedliwości w Polsce (przeszkolenie łącznie 600 prezesów (lub ich zastępców) sądów i szefów prokuratury (lub ich zastępców) oraz łącznie 250 pracowników biur prasowych i rzeczników prasowych prokuratury/sądów). Cel ten zostanie uzyskany do 31.12.2018 r.” – czytamy w opisie projektu.</span></p><p class="tresc"><span>Edukacją zajmuje się również Fundacja Nasza Przyszłość. Jej ubiegłoroczne przychody nie przekroczyły 6,2 mln zł. Były o prawie 2 mln zł mniejsze niż rok wcześniej. W około jednej trzeciej ten spadek tłumaczy zmniejszenie wpływów z działalności pożytku publicznego (chodzi głównie o otrzymane odpisy 1 proc. PT, w 2017 r. wyniosły 4,35 mln zł). Reszta to efekt niższych przychodów z działalności komercyjnej. Mimo niższych obrotów fundacja osiągnęła wynik o prawie 40 proc. wyższy niż rok wcześniej. „Zysk netto w wysokości 2.230.177,24 zł stanowiący łączny wynik na działalności statutowej i gospodarczej przeznacza się w całości na cele statutowe”.</span></p><p class="tresc"><span>Fundacja wydaje m.in. miesięcznik o znajomej nazwie „W Naszej Rodzinie”, a także książki o ziołolecznictwie. Prowadzi również księgarnię internetową Splendor24.pl.</span></p><p class="tresc"><span>Majątek fundacji to niecałe 8,3 mln zł w gotówce i na rachunkach, 3,2 mln zł środków trwałych i 100 tys. „długoterminowych aktywów finansowych”. Ta ostatnia pozycja to kapitał spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Nasza Przyszłość, której podstawową działalnością jest – według wpisu do rejestru przedsiębiorców – sprzedaż detaliczna książek, gazet i artykułów piśmiennych oraz sprzedaż detaliczna prowadzona przez domy sprzedaży wysyłkowej lub internet. Firma zatrudniała w ub.r. 16 osób. Miała 4,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (wobec 3,1 mln zł rok wcześniej) i niecałe 259 tys. zł zysku netto (rok wcześniej 275 tys. zł).</span></p><p class="tresc"><span>Prezesem obu podmiotów jest o. Grzegorz Moj. W obu zarządy nie pobierały w minionym roku wynagrodzenia.</span></p><p class="tresc"><span>Jest jeszcze „Nasz Dziennik” wydawany przez spółkę Spes. Formalnie bez powiązań z o. Rydzykiem czy Lux Veritatis. Przychody tego podmiotu zmniejszyły się w ub.r. z 23,2 mln zł do 19,8 mln zł. Wydatki również lekko spadły, choć nie odbyło się to kosztem wynagrodzeń. Zysk netto wyniósł 1,2 mln zł. Był o prawie 3 mln mniejszy niż rok wcześniej.</span></p><p class="tresc"><span>„Istniejące dominujące struktury medialne powiększają zajęte obszary i zmierzają do wyparcia konkurencji, nawet tej drobnej, co dotyka w pierwszym rzędzie mniejszych uczestników” – konstatuje zarząd Spes w sprawozdaniu z działalności za 2017 r. Ale o samej sytuacji spółki pisze już bardziej optymistycznie: „Spółka prowadzi politykę utrzymania wysokiej jakości produktu, dbając jednocześnie o utrzymanie niskiej ceny. Istotnym aktywem niematerialnym jest uzyskana i potwierdzona lojalność odbiorcy. Została ona wypracowana konsekwentną polityką redakcyjną”.</span></p><p class="tresc"><span>Ponieważ najważniejsze części „grupy Radia Maryja” nie mają bezpośrednich powiązań kapitałowych, to nie wiadomo, w jakiej części ich obroty wynikają z zamówień od klientów zewnętrznych, a jaką część stanowią usługi, które świadczą sobie wzajemnie. Ich zsumowanie prawdopodobnie nie pokazałoby więc rzeczywistej pozycji – i to niezależnie od tego, że nie znamy wyników radia. Głośne inwestycje są na razie w fazie początkowej i nie stanowią szczególnego wzmocnienia. W mediach o. Rydzyka chętnie pokazują się premier i ministrowie, prezesi dużych państwowych spółek uczestniczą w toruńskich konferencjach, ale czy kapitał, który na podstawie sprawozdań da się podliczyć na mniej niż 200 mln zł, a który zgromadzony jest w przedsięwzięciach obejmujących swoim zasięgiem setki tysięcy ludzi, to dużo?</span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Polecamy: </span><a href="http://forsal.pl/artykuly/1106589,grupa-zgonowa-czyli-lowcy-dlugow-windykatorzy-przychodza-tuz-przed-pogrzebem.html" title="Grupa zgonowa czyli łowcy długów. Windykatorzy przychodzą tuż przed pogrzebem">Grupa zgonowa czyli łowcy długów. Windykatorzy przychodzą tuż przed pogrzebem</a></p><p class="tresc"></p> BBC: Maria Skłodowska-Curie uznana za najbardziej wpływową kobietę w historii http://forsal.pl/artykuly/1210466,bbc-maria-sklodowska-curie-uznana-za-najbardziej-wplywowa-kobiete-w-historii.html 2018-08-09T16:45:34Z Maria Skłodowska-Curie, fizyczka, chemiczka i dwukrotna laureatka Nagrody Nobla, została wybrana najbardziej wpływową kobietą w historii w plebiscycie brytyjskiego magazynu BBC History. "Zmieniła świat nie raz, a dwa razy" - tłumaczono w uzasadnieniu.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Skłodowska-Curie znalazła się na czele zestawienia, wyprzedzając walczącą z segregacją rasową afroamerykańską działaczkę na rzecz praw człowieka Rosę Parks i liderkę brytyjskich sufrażystek Emmeline Pankhurst.</p> <p>W uzasadnieniu podkreślono, że Polka nie tylko stworzyła nową dziedzinę nauki - radiochemię - ale jej odkrycia pomogły także w wypracowaniu skutecznych metod walki z rakiem.</p> <p>"Skłodowska-Curie może się pochwalić niebywałym szeregiem dokonań. Była pierwszą kobietą, która dostała Nagrodę Nobla; pierwszą kobietą-profesorem na Uniwersytecie w Paryżu i pierwszą osobą - zwracam uwagę: osobą, nie tylko kobietą - która otrzymała Nobla po raz drugi" - tłumaczyła szefowa Brytyjskiego Stowarzyszenia Historii Nauki Patricia Fara, która zgłosiła kandydaturę Polki.</p> <p>Fara dodała, że urodzona w Warszawie Skłodowska miała trudny start ze względu na prześladowania jej patriotycznej rodziny w Polsce pod rosyjskim zaborem, a we Francji "jako cudzoziemka była traktowana z podejrzliwością i dyskryminowana ze względu na płeć".</p> <p>Jak zaznaczono, Polka "była kobietą zarówno czynu, jak i intelektu", a w trakcie pierwszej wojny światowej pomagała wyposażyć mobilne ambulatoria w narzędzia do prześwietleń, a nawet sama siadała za kierownicą, prowadząc je na linię frontu.</p> <p>Olivette Otele z Uniwersytetu w Bath dodała, że "Marie Skłodowska-Curie i Rosa Parks funkcjonowały w zupełnie innej rzeczywistości ze względu na rasę i klasę społeczną, ale w ich historiach są interesujące podobieństwa".</p> <p>"Wykształcenie zmieniło ich sytuację jako XX-wiecznych kobiet żyjących w społeczeństwach zdominowanych przez mężczyzn. Obie walczyły z uprzedzeniami i z sukcesem znalazły dla siebie miejsce" - oceniła.</p> <p>Na dalszych miejscach zestawienia znalazły się m.in. matematyczka Ada Lovelace, uznawana za twórczynię współczesnego pielęgniarstwa Florence Nightingale, była brytyjska premier Margaret Thatcher, Matka Boska, pisarka Jane Austen, księżna Diana i pierwsza kobieta-pilot Amelia Earhart.</p> <p>Lista stu kobiet powstała w wyniku nominacji nadesłanych przez 10 brytyjskich historyczek, z których każda zgłosiła po 10 kandydatek. O ostatecznej kolejności zdecydowali w głosowaniu czytelnicy magazynu.</p> <p>Pełna lista znajduje się we wrześniowym numerze magazynu BBC History i na jego stronie internetowej.</p> <p><em>Z Londynu Jakub Krupa</em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1205929,polska-nie-jest-gotowa-na-robotyzacje-ktora-jeszcze-bardziej-wydrenuje-zus.html">Polska nie jest gotowa na robotyzację, która jeszcze bardziej wydrenuje ZUS</a></p> Telewizja życzeń prezesa. Jacek Kurski przetrwał, bo postawił na jedynego widza – Jarosława Kaczyńskiego http://forsal.pl/artykuly/1202169,kurski-tvp-telewizja-zyczen-prezesa-jak-dlugo-jacek-kurski-utrzyma-sie-na-fotelu-prezesa-tvp.html 2018-08-04T07:22:18Z Właśnie dlatego, że jest wiecznie grzebany, może utrzymać się do końca kadencji.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>D</span><span>wa lata temu, dokładnie 2 sierpnia 2016 r., doszło do niemal udanej próby usunięcia prezesa Telewizji Polskiej Jacka Kurskiego. Zdominowana przez PiS Rada Mediów Narodowych (RMN) podjęła już tę decyzję, ledwie pół roku od zainstalowania jego ekipy na Woronicza. Tyle że wówczas „zagłosował” prezes PiS Jarosław Kaczyński, nakazując zawieszenie decyzji o odwołaniu Kurskiego. Przez kilka miesięcy nad głową nonszalanckiego, ale pechowego polityka wisiał jeszcze topór – pod postacią konkursu (RMN zadecydowała, że prezes TVP musi zostać wybrany w trzyetapowym konkursie; został rozstrzygnięty w październiku 2016 r. – red.). Po tym, jak Kurski go wygrał, osiągnął jako taką stabilizację. Jest ona jednak warunkowa. </span></p> <p class="tresc"><span>Mówi jego współpracownik: „Jacek jest znienawidzony nie tylko wśród opozycji. W PiS nie ma przyjaciół, bo kogoś nie pokazał, o czyjeś interesy nie zadbał. Jedni przynoszą wieści, że nawet lojalny elektorat uważa, iż telewizja jest zbyt ostra, niezręczna, toporna. Inni tropią odstępstwa od ortodoksji. Jest zawieszony na woli prezesa partii. Kaczyński zaś co dwa, trzy miesiące wysyła mu ostrzegawcze sygnały. Kurski wymienia wtedy kogoś z ekipy albo udziela wywiadu w przyjaznych mediach, i tak trwa”.</span></p> <h2><b><span>Kłótnie w rodzinie</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Wojny sprzed dwóch lat były kłótnią w prorządowej rodzinie. Prezes RMN Krzysztof Czabański zarzucał wtedy Kurskiemu brak szybkiej reformy TVP i budowanie układu „starych fachowców” – ich zwornikiem miał być dyrektor biura do spraw korporacyjnych Stanisław Bortkiewicz, związany z obecnym szefem telewizji jeszcze od lat 90., dawny dyrektor Ursusa. Z kolei Kurski w wewnętrznych debatach wyśmiewał Czabańskiego jako człowieka niezdolnego do napisania porządnej ustawy zapewniającej publicznym mediom stabilne finansowanie. </span></p> <p class="tresc"><span>Finał okazał się korzystniejszy dla Kurskiego. Jakąś restrukturyzację TVP przeprowadził, podczas gdy jej podstawy finansowe są wciąż nie do końca zapewnione. Formalnie Kurski pozbył się z telewizji kilku weteranów, choćby szefa Agencji Produkcji Telewizyjnej i Filmowej Wojciecha Hoflika. Ale Bortkiewicz pozostał osobą numer dwa, przetrwał nawet zarzuty lustracyjne. A niektórzy ze „starych fachowców” wciąż mają tu wpływy.</span></p> <p class="tresc"><span>Jeszcze mocniej biznesowe uwikłania piętnowała w RMN Joanna Lichocka będąca reprezentantką wpływowego lobby „Gazety Polskiej”. Podnosiło ono wrzawę przeciw nominacjom telewizyjnym spoza prawicy, np. kiedy szefem telewizyjnych portali internetowych został Kuba Sufin z TVN. Zarazem natrętnie promowało swoich ludzi, ścierając się z innymi prawicowymi mediami, których dziennikarze też dostawali audycje. Jerzy Targalski potrafił nazwać Kurskiego „protektorem Ubekistanu”. Ten dla spokoju zapewnił licznym postaciom tego tygodnika mocną pozycję, zwłaszcza w TVP Info. Jeszcze niedawno szef Klubów Gazety Polskiej Ryszard Kapuściński gromko oprotestowywał „marginalizację” gwiazdy tego środowiska Michała Rachonia w programie „Minęła dwudziesta”. Okazało się, że dziennikarz, który skądinąd spowodował bojkot przez opozycję innego programu „Woronicza 17”, poszedł jedynie na urlop. </span></p> <p class="tresc"><span>Członkowie RMN wracali czasem do cząstkowych zarzutów. Czabański formułował je nawet w duchu obrony standardów, jak wtedy, kiedy się niepokoił, że w TVP Info w szale nadgorliwości wyretuszowano serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ale on czy Lichocka dalej w swojej krytyce nie szli, uznając zasadę główną: TVP wspiera racje rządu. Rada, na wskroś upolityczniona (wszyscy jej członkowie z PiS są posłami), jest dziś skazana na rolę paprotki, bo taka jest logika systemu. </span></p> <p class="tresc"><span>Nie do końca zresztą wiadomo, co miałoby być kryterium oceny Kurskiego. Początkowe pomysły ministra kultury Piotra Glińskiego i samego Czabańskiego (którym prezes TVP się opierał) zakładały niekomercyjną naturę tej instytucji. Z tego zrezygnowano. Czy ma się go rozliczać z oglądalności? Ale przecież wiemy, że wszystkie media elektroniczne przeżywają strukturalny kryzys, mają coraz starszą i coraz bardziej kapryśną widownię. Zresztą Kurski podbija wyniki umiejętnie pozyskanymi imprezami sportowymi czy muzycznymi, a na dokładkę hałaśliwie podważa metodę obliczania oglądalności przez główny podmiot, który się tym zajmuje, czyli firmę Nielsen Audience Measurement, zapowiadając jej zastąpienie bardziej niezawodnym systemem MOR (to opracowany przez TVP model oglądalności rzeczywistej, oparty na danych od abonentów telekomu Netia – red.). Pewne jego argumenty brzmią nawet przekonująco – system Nielsena jest mało precyzyjny. Zarazem system MOR jest wciąż niewdrożony, za to w PiS niewiara we wszelkie sondaże mocno ugruntowana.</span></p> <p class="tresc"><span>Mimo wszystko bezsporne jest, że telewizyjne „Wiadomości” zajmują zwykle drugie miejsce po TVN-owskich „Faktach”. Chwilowo pomogła im równoległa emisja w TVP Info, ale wzrost z początku 2018 r. szybko się zatrzymał. Dla kierownictwa TVP lekcją powinny być informacje, że nawet w prawicowych regionach – Małopolsce i na Podkarpaciu – popularność „Wiadomości” się zmniejsza. A także, to może nawet ważniejsze, skokowy wzrost oglądalności polsatowskich „Wydarzeń”, kiedy Zygmunt Solorz zdecydował się zrezygnować z ostrego opozycyjnego kursu (czyli nie być drugim TVN), ale też nie przesuwać się na pozycje otwartego wspierania rządu.</span></p> <h2><b><span>TVP ogląda Kaczyński</span></b></h2> <p class="tresc"><span>– Nawet politycy PiS skarżą się, że ich wyborcy przestają oglądać programy informacyjne TVP. Pojawiały się w związku z tym pomysły zróżnicowania, pozostawienia twardemu elektoratowi prawicy TVP Info, a robienia „Wiadomości” bardziej w stylu obecnych „Wydarzeń”, ale nic z tego nie wyszło – relacjonuje współpracownik Kurskiego. Inny telewizyjny dygnitarz twierdzi, że na kolegiach TVP nie oglądalność jest argumentem, ale dobre wyniki sondażowe PiS. Zakłada się, że widzowie w małych miejscowościach potrzebują propagandy, i tak się to kręci.</span></p> <p class="tresc"><span>Jest coś jeszcze. Ten sam dygnitarz przypomina, że największe znaczenie ma jeden widz – Jarosław Kaczyński. Na początku urzędowania Kurski zakładał, że wystarczy wprowadzenie innej tematyki, zgodnie z prawicową agendą, a zbytnia wojowniczość nie będzie potrzebna. Ba, snuł wizje telewizji częściowo pluralistycznej, gdzie nawet Dominika Wielowieyska z „Wyborczej” dostanie „jakiś program”. Szybko zmienił zdanie. </span></p> <p class="tresc"><span>Prezes PiS nie ogląda telewizji stale, najczęściej późnym wieczorem lub rano, możliwe, że dopiero w szpitalu zaczął to robić systematyczniej. Propagandę uważa za coś pożytecznego. Nie wierzy w wartość dziennikarskiej niezawisłości. Jego interwencje są rzadkie – to na jego żądanie zwolniono pierwszego szefa biura reklamy Waldemara Gaspera, co zresztą nie wiązało się z programem. Ale potrafi oceniać przez telefon poszczególne audycje, wspierać niektórych dziennikarzy. Bez jego protekcji pozycja ludzi z „Gazety Polskiej” nie byłaby tak silna.</span></p> <p class="tresc"><span>– Rozzłościł się raz, kiedy jeszcze w 2016 r. zobaczył orientalistę Piotra Balcerowicza porównującego w telewizji śniadaniowej sytuację w Turcji do polskich realiów. Teraz Kurski stara się wyprzedzić ewentualne reakcje Kaczyńskiego – opowiada telewizyjny urzędnik z nowego rozdania. Możliwe, że prezes TVP stworzył system propagandy głównie po to, aby zadowolić lidera. Ale kiedy dawny partyjny PR-owiec Kurski czasem dzwoni do programów informacyjnych osobiście dyktować treść sławnych pasków wzmacniających przekaz „Wiadomości” czy audycji TVP Info, bywa, że go to bawi. </span></p> <p class="tresc"><span>Kiedy „Wiadomości” reorganizowała w duchu wspierania prawicy Marzena Paczuska, w świat szły dwie wiadomości: że to ona jest jastrzębiem, a prezes (Kurski) ją hamuje, i że ona na pewne rzeczy nie chce się godzić, on zaś je na niej wymusza. W każdym razie Paczuska, doświadczona reporterka, odeszła przed rokiem – podobno nie chcąc podszczypywać prezydenta Dudy, kiedy PiS wojował z jego wetami w sprawie ustaw sądowych. Zastąpił ją wtedy Jarosław Olechowski. Paczuska była zawsze sympatykiem prawicy. Olechowski, dawny reporter ekonomiczny „Newsweeka”, pracując w TVP za czasów PO, nie zdradzał przekonań. Ale uznano, że sprawniej dopilnuje linii. </span></p> <h2><b><span>Paski wiecznie żywe</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Mówi się, że na złagodzenie telewizyjnej propagandy nastawał nowy premier Mateusz Morawiecki. I rzeczywiście, na początku tego roku doszło do pewnego stonowania języka. Paski, obśmiewane w kabaretach, przez chwilę mniej biły po oczach brutalnymi słowami. Prezes Kurski powiedział jeszcze teraz w wywiadzie dla „Sieci”, że zalecił większą oględność. Chyba jednak niewiele z tego zostało i to nie tylko w sferze bieżącej walki politycznej. 4 czerwca br. na początku bloku materiałów dotyczących obu rocznic: wyborów kontraktowych 1989 r. i upadku rządu Jana Olszewskiego ukazał się pasek „4 czerwca – symbol zdrady i zmowy elit”. Tak otwarto debatę nad naszą historią. Można się oczywiście zastanawiać, czyje poglądy powinny być wyrażane w takim materiale. Przyjęto jednak wersję najskrajniejszego skrzydła antykomunistycznej prawicy – w teorii wydając wyrok nawet na biografię braci Kaczyńskich, którzy w 1989 r. startowali do parlamentu z list Solidarności. Czy to skutek przemyślanej taktyki, czy ludzie szykujący takie paski inaczej nie potrafią? Pytanie zawisa w próżni.</span></p> <p class="tresc"><span>Kiedy „Wiadomości” informują – też na pasku – po zablokowaniu przez Senat prezydenckiego referendum, że „wniosek został odrzucony głównie głosami PO, senatorowie PiS głosowali za bądź wstrzymali się od głosu”, można się na taką chytrość uśmiechnąć. To przecież głosy wstrzymujących się PiS-owców, mających w tej izbie większość, zaważyły na odrzuceniu. Kiedy oglądam tego samego dnia materiał rekomendowany jako opowieść o tym, że opozycja powinna pracować nad swoim programem, uśmiech zamiera na ustach. Po długim przeglądzie wspaniałych inicjatyw przygotowanych za rządów PO przez PiS następuje czas na konkluzję. „O ile PiS w opozycji pracował dla Polski i Polaków, o tyle Platforma pogrąża się w destrukcji” – to język znany z minionych epok. </span></p> <p class="tresc"><span>Może młodzi ludzie robiący te programy nie mają takich skojarzeń, a wszystkie nowomowy są trochę podobne. Przypomina się reakcja Bronisława Wildsteina na podobną agitację: „Polacy cieszą się, raduje się zaproszony do studia ekspert. Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej. Nie, to gierkowski slogan, który nie pada z ekranu TVP Info, ale wszystko inne to streszczenie serwisu informacyjnego tej stacji z godz. 10, 22. maja 2017 r. Starszy widz szczypie się, bo czuje się, jakby wehikuł czasu przeniósł go 40 lat wstecz i oglądał TVP Szczepańskiego”. Tak konserwatywny publicysta komentował materiał dotyczący rządowego programu „Mieszkanie plus”.</span></p> <h2><b><span>Pytanie o granice propagandy</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Prezes Kurski i jego obrońcy powtarzają, że powodem tego ostrego kursu jest wojownicza linia prywatnych mediów antypisowskich. Jest coś na rzeczy – niektóre materiały TVN dorównują temperaturą wojowniczości wobec rządu tym antyopozycyjnym z TVP, choć warto też odnotować, że język jest tam zręczniejszy, niekojarzący się aż tak mocno z minioną epoką. Ale pomińmy już to, że reorientacja Polsatu tę geografię zmieniła. Pytanie zasadnicze brzmi: czy w imię tworzenia politycznej przeciwwagi można się zwalniać z podstawowych standardów. A w szczególności, czy mogą to robić szefowie instytucji publicznej finansowanej nie tylko przez zwolenników jednej partii.</span></p> <p class="tresc"><span>Skądinąd i TVP, i TVN tworzą dziś zamknięte światy nastawione na obsługiwanie emocji wyłącznie jednej strony sporu. Dotyczy to nie tylko komentarzy wypełniających nieraz prawie całe materiały, ale także podstawowych informacji. Dopiero obejrzenie jednego i drugiego programu informacyjnego zbliża nas do poznania kompletu zdarzeń danego dnia. Kiedy w komisariacie we Wrocławiu zginął Igor Stachowiak, relacje „Wiadomości” i „Faktów” były niekompletne. Pomijały wszystko to, co było niewygodne – w pierwszym z tych mediów dla policji, w drugim dla jej krytyków.</span></p> <p class="tresc"><span>Ludziom, którzy opowiadają dziś o jakichś rekordach hańby bitych teraz na Woronicza i placu Powstańców, warto przypomnieć, że po koalicyjnej, ale i bezpartyjnej ekipie Wiesława Walendziaka, od 1995 r. telewizja pozostaje pod kontrolą partii politycznych. Że mechanizm partyjnej trójpolówki SLD-PSL-UD był demaskowany przez komisję śledczą w następstwie afery Rywina. Że postkomunista Robert Kwiatkowski stworzył tak szczelny system partyjnej kontroli nad TVP, iż zmusił w końcu rządzącą AWS do bojkotu jej programów (to, jak widać, nic nowego). Że wreszcie telewizja, zwłaszcza w końcowej fazie rządów PO, przypominała sztab wyborczy tej formacji. Tylko ludzie, którym to wtedy choć trochę przeszkadzało, mają dziś pełne prawo się oburzać.</span></p> <p class="tresc"><span>Zarazem telewizje Kwiatkowskiego czy Juliusza Brauna wyciszały niewygodne tematy, faworyzowały jednych, a pomijały innych, ale nie prowadziły tak totalnej, permanentnej wojny z opozycją. Nie ogłaszały nieustających list hańby, nie przedstawiały przeciwników swojego rządu wyłącznie jak na listach gończych. Obecna telewizja publiczna robi to nie tylko wobec polityków. Usunięty z TVP Info młody reporter Ziemowit Kossakowski, wcześniej działacz PiS, przeprosił właśnie w „Plusie Minusie” lekarkę, którą pomówił o życie w luksusie, pokazując fotkę z zagranicznego wyjazdu służbowego. </span></p> <p class="wyroznienie"><span>Prezes Kurski i jego obrońcy powtarzają, że powodem ostrego kursu TVP jest wojownicza linia prywatnych mediów antypisowskich. Ale czy w imię tworzenia politycznej przeciwwagi można się zwalniać z podstawowych standardów. A w szczególności, czy mogą to robić szefowie instytucji publicznej finansowanej nie tylko przez zwolenników jednej partii</span></p> <p class="tresc"><span>Państwowe medium próbowało zrobić krzywdę nawet nie politykom, ale ludziom mającym nieszczęście popaść z tym rządem w konflikt na chwilę, z konkretnego powodu. Kossakowski zwala dziś winę na swego przełożonego. Ale logiki tamtych kampanii nie odrzuca. A przecież nie była ona jedyna. Obok tropienia lekarzy rezydentów były też opowieści o fundacjach przedstawianych na wykresach niby mafie czy nagonki na strajkujących rodziców osób niepełnosprawnych. Zawsze w imię doraźnych potrzeb rządzących.</span></p> <p class="tresc"><span>To pytanie o kolejne granice, o gotowość ich przekraczania w przyszłości. Także i o to, czy ta ekipa wierzy w toporną propagandę jako trwałą formę komunikacji. Jeśli nie, ze względu na skrupuły powinna sobie zadać pytanie o większą elastyczność środków na wypadek odwrócenia się nastrojów. O to chyba przede wszystkim chodzi bankierskiemu pragmatykowi Morawieckiemu.</span></p> <p class="tresc"><span>Nie jest tak, że Jackowi Kurskiemu nic się nie udało. Ma sporo racji, kiedy twierdzi w rozmowie z „Sieciami”, że powstrzymał proces rozkładu telewizji publicznej, na jaki długo przyzwalała PO. On trzyma tę instytucję w garści i miewa komercyjne sukcesy – nawet jeśli ktoś powątpiewa w sens krzewienia kultury disco polo. Nie waha sie wymieniać ludzi – przed reformą TVP 1 miała trzech dyrektorów, TVP 2 – dwóch, Telewizyjna Agencja Informacyjna (TAI) – czterech. Zarazem panuje nad podległą mu instytucją. Jest w symbiozie z dawną telewizyjną biurokracją, co daje mu korzyści w zarządzaniu.</span></p> <h2><b><span>Kurski i jego sukcesy</span></b></h2> <p class="tresc"><span>TVP Kurskiego ma realny wkład w narodową kulturę, w czym duża zasługa Mateusza Matyszkowicza. Jako szef TVP Kultura ten ciekawy publicysta nie tylko zdołał nieco podnieść oglądalność ważnego dla tej tematyki kanału, ale zagwarantował jego wewnętrzną różnorodność. Kiedy w większości programów publicystycznych TVP konserwatywne dobro spierało się z konserwatywnym większym dobrem, tam chodzili krytycy, artyści, eksperci z różnych stron. </span></p> <p class="tresc"><span>Kiedy został dyrektorem TVP 1, zaczął wyciskać swe piętno na innych sferach twórczości. Dziś TVP walczy o widza pierwszych od lat seriali historycznych. Nawet obśmiewana „Korona królów” ożywiła zainteresowanie zwykłych ludzi historią, a przy okazji stała się sukcesem frekwencyjnym. „Drogi wolności” otwierają cykl opowieści o dziejach najnowszych, o tym, co determinuje dzisiejsze oblicze Polaków. Zresztą nawet seriale rozrywkowe nie jawią się jako bezproblemowe – z proekologiczną „Leśniczówką” na czele. Po kilku latach telewizja przymierza się do spółki z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej (PISF) do wznowienia produkcji filmów telewizyjnych.</span></p> <p class="tresc"><span>Kurski postawił na Matyszkowicza, ale po reformie, gdy zlikwidowano oddzielne anteny, zrobił dyrektorem programowym całej telewizji nie jego, ale zawodową księgową Agnieszkę Dejnekę – co jest typowe dla jego metody sprawowania kontroli. Nikt nie może być za silny. Trudno jednak nie zauważyć innych jasnych punktów. Teatr Telewizji wyprodukował od lata 2017 r. do lata 2018 r. aż 25 przedstawień, odradzając się z wieloletniej zapaści. Kilka z nich to wybitne dzieła, które przejdą do historii polskiej kultury. Dotyczą rozmaitych epok i problemów, są ideowo pluralistyczne i pożyteczne, jak „Okno na tamtą stronę” Artura Hofmana, które może wiele zdziałać w dziedzinie rozbudzania empatii w relacjach polsko-żydowskich.</span></p> <p class="tresc"><span>Choć autorką tego sukcesu jest Ewa Millies-Lacroix, doświadczona redaktorka tego xpasma, wytrwałym lobbystą teatru telewizji zabiegającym o pieniądze na niego w różnych instytucjach okazał się Jan Tomaszewski, kuzyn Jarosława Kaczyńskiego. Jesienią 2016 r. „Newsweek” zarzucał mu rozpychanie się w TVP ze swymi biznesowymi wpływami. W tej sprawie odgrywa rolę dobrego ducha.</span></p> <p class="tresc"><span>Można wymienić choćby odrodzenie TVP Historia przez Piotra Gursztyna i Piotra Legutkę. Na początku rządów Kurskiego przeglądy kabaretów przepłynęły do Polsatu. Po dwóch latach Marcin Wolski jako szef agencji rozrywki przyciągnął ekipę kabaretu „Na koniec świata” pod kierunkiem Wawrzyńca Kostrzewskiego. Powstał „La la Poland”, program inteligentny i oryginalny, czasem krytyczny wobec prawicowych mniemań. Teraz mówi się o dwóch innych programach kabaretowych od jesieni.</span></p> <p class="tresc"><span>Logika politycznych ograniczeń została w tym przypadku przełamana. W innych sferach nie zawsze bywa. Na przykład społeczny reportaż wydaje się mało widoczny, bo trzeba by pokazywać nieupiększony obraz kraju. Dziennikarstwo śledcze służy najczęściej walce z jednym środowiskiem. Bywa też, że Kurski, osobiście daleki od świata teatru i filmu, ustępuje przed potencjalnymi atakami. TVP Kultura była szczypana przez konserwatywne portale za emisję „Ostatniego kuszenia Chrystusa” Martina Scorsese. Kiedy z kolei nabyła serial „Młody papież”, nieantykatolicki, lecz pokazujący Kościół nie na klęczkach, prezes do dziś nie może się zdecydować na jego pokazanie. </span></p> <p class="tresc"><span>Ale w sumie jest co chwalić. To wręcz argument za utrzymaniem mediów publicznych, nawet do bólu upolitycznionych. Tyle że, tak jak zwolennicy prawicy nie chcą wchodzić w dyskusję na temat politycznej wymowy programów informacyjnych (częsta reakcja posłów PiS – „Wiadomości? Nie oglądam”), tak liberalna inteligencja odmawia przyznania, że w sferze kultury czy rozrywki dzieje się na Woronicza cokolwiek dobrego. Chyba nawet tego nie sprawdzają. Może dlatego lepszy niż za PO Teatr Telewizji ma odrobinę mniejszą oglądalność, na co czasem narzekają ludzie Kurskiego.</span></p> <p class="tresc"><span>Można do woli dyskutować, czy polityka powinna przesłaniać wszystko inne. Sami redaktorzy „Wiadomości” starają się, żeby tak było. Kurski wie zapewne, że trzymanie pod kontrolą mediów publicznych w dobie poszukiwania informacji w internecie będzie miało coraz mniejsze znaczenie. Jednocześnie wpływanie na kurczącą się grupę widzów starszych ma jakiś sens, to najwierniejszy elektorat. W dobie tożsamościowych bojów, także w internecie, telewizja staje się wojennym sztandarem czy totemem. Powtórzmy jednak pytanie – czy te wojny muszą być prowadzone tak bez reguł, często bez klasy? I czy to nie zemści się na samym PiS, kiedy odwrócą się trendy? Nagle propaganda nie wyjdzie im bokiem, jak Platformie wyszła agitacja telewizji Brauna w 2015 r.?</span></p> <p class="tresc"><span>Na razie pojawiły się plotki, że Jacek Kurski ma obiecany przez Kaczyńskiego mandat europosła, że w przyszłym roku zastąpi go jego stary rywal Krzysztof Czabański. Traktuję je jako rytualny szum. Gdyby już dziś wiedział, że ma zapewnione miękkie lądowanie, czy zgadywałby tak sprawnie życzenia z Nowogrodzkiej?</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/1201837,tworca-planu-morawieckiego-to-mit-ze-nasza-biurokracja-jest-przerosnieta-i-kosztowna-wywiad.html">Twórca planu Morawieckiego: To mit, że nasza biurokracja jest przerośnięta i kosztowna [WYWIAD]</a></p> Brytyjsko-francuska rozgrywka. Londyn i Paryż ominą w negocjacjach Brukselę? http://forsal.pl/artykuly/1201084,brytyjsko-francuska-rozgrywka-londyn-i-paryz-omina-w-negocjacjach-bruksele.html 2018-08-02T15:57:49Z Planowane na piątek spotkanie prezydenta Francji Emmanuela Macrona z premier Wielkiej Brytanii Theresą May nie jest próbą ominięcia głównego unijnego negocjatora do spraw Brexitu Michela Barniera - zapewnił w czwartek przedstawiciel Pałacu Elizejskiego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Cytowany przez agencję Reutera pracownik biura prezydenta w czasie briefingu podkreślił również, że Macron ma pełne zaufanie do Barniera i całkowicie się zgadza z powściągliwą odpowiedzią negocjatora Komisji Europejskiej na brytyjskie propozycje dotyczące brytyjsko-unijnych stosunków po Brexicie.</p> <p>Piątkowe spotkanie Macrona i May "to nie są negocjacje, to nie alternatywa dla negocjacji prowadzonych przez Michela Barniera" - zapewnił przedstawiciel Pałacu Elizejskiego.</p> <p>W opublikowanym w czwartek we francuskim dzienniku "Le Figaro" wywiadzie Barnier przypomniał, że Bruksela i Londyn uzgodniły już "ponad 80 proc. porozumienia" o relacjach Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską po Brexicie, oraz zapewnił, że "absolutnym priorytetem" jest ochrona praw "ponad 4 milionów obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków w UE" i że zostanie ona zagwarantowana.</p> <p>Przyznał jednocześnie, że w negocjacjach wciąż trzeba jeszcze dojść do porozumienia w "bardzo ważnych punktach", m.in. w takich sprawach jak granica między Irlandią a Irlandią Północną, ochrona oznaczeń geograficznych produktów żywnościowych, status brytyjskich baz wojskowych na Cyprze czy kwestia Gibraltaru. </p> <p>We wtorek brytyjski dziennik "Financial Times", powołując się na prywatne wypowiedzi ministrów z rządu May, podkreślił, że <b>dla brytyjskiego rządu Francja stanowi największą przeszkodę w zawarciu porozumienia z Brukselą w sprawie Brexitu oraz że Macron sądzi, że jeśli UE nie pójdzie na ustępstwa, Francja przyciągnie inwestycje Wielkiej Brytanii.</b></p> <p>Gazeta informowała, że na piątkowym spotkaniu May będzie apelować do Macrona, "by złagodził stanowisko Francji w sprawie Brexitu, bo w przeciwnym razie ryzykuje chaotyczne wyjście Zjednoczonego Królestwa z UE, którego ceną będą miejsca pracy w UE oraz wstrzymanie napływu pieniędzy z Londynu na kontynent".</p> <p>Umowę ze Zjednoczonym Królestwem w sprawie Brexitu Unia Europejska chce zawrzeć w październiku, by mieć czas na dokończenie procedur przed wyjściem Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty, które ma nastąpić 29 marca 2019 roku. </p> <p>&gt;&gt;&gt; Polecamy:<a href="http://forsal.pl/gospodarka/prawo/artykuly/1200984,polska-odrzuca-zarzuty-ke-dotyczace-ustawy-o-sadzie-najwyzszym.html"> Polska odrzuca zarzuty KE dotyczące ustawy o Sądzie Najwyższym </a></p> Rozpowszechnianie fake newsów będzie przestępstwem? Koncerny technologiczne zawalczą z kłamstwem w sieci http://forsal.pl/artykuly/1200467,rozpowszechnianie-fake-newsow-bedzie-przestepstwem-koncerny-technologiczne-zawalcza-z-klamstwem-w-sieci.html 2018-08-02T06:21:10Z Komisja Europejska kończy prace nad kodeksem postępowania, który pomoże firmom technologicznym w walce z kłamstwami w sieci. Poszczególne kraje nie czekają jednak na wskazówki Brukseli i podejmują działania na własną rękę.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Najdalej idące rozwiązania zaproponowali kilka dni temu Brytyjczycy. Chcą oni, by walkę z manipulacją w internecie finansowały same koncerny cyfrowe. Facebook, Twitter czy Google miałyby zostać obciążone w Wielkiej Brytanii nową opłatą, z której środki trafią na edukację cyfrową. Takie rekomendacje znalazły się w raporcie komisji ds. cyfryzacji, kultury, mediów i sportu w brytyjskim parlamencie. </span></p><p class="tresc"><span>Według komisji część środków z daniny powinna być przeznaczona na rozszerzenie działalności komisarza do spraw informacji. W ten sposób, jak podkreślili brytyjscy posłowie, firmy techno logiczne finansowałyby pracę organu odpowiedzialnego za ochronę danych osobowych, podobnie jak dzisiaj banki płacą za nadzór finansowy. Obok zobowiązań finansowych platformy internetowe zostałyby też prawnie zobligowane m.in. do podejmowania działań przeciwko szkodliwym i</span><span> nielegalnym treściom. Brytyjscy deputowani chcą też, by w ramach specjalnego audytu rynkowi reklamy w mediach społecznościowych przyjrzały się służby odpowiedzialne za ochronę konkurencji i konsumentów. </span></p><p class="tresc"><span>Problemowi fake newsów przygląda się również rząd w Londynie. Jesienią ma zaprezentować białą księgę poświęconą tematowi manipulacji w sieci. Do wprowadzenia pomysłów w życie jest jeszcze daleko, dlatego najprawdopodobniej ewentualne obostrzenia zaczną funkcjonować już po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. </span></p><p class="tresc"><span>Zdecydowane podejście mają też Niemcy. Od początku 2018 r. obowiązuje tam ustawa NetzDG. Pod groźbą surowych sankcji (nawet równowartość 58 mln dol.) nakazuje ona wydawcom internetowym szybkie usuwanie fake newsów i treści zawierających mowę nienawiści. Przepisy nie funkcjonują jeszcze doskonale. Jak wynika z </span><span>raportu za pierwsze półrocze 2018 r., Facebook usunął około jednej trzeciej takich treści, a Twitter 1 proc. </span></p><p class="tresc"><span>Na jeszcze inny pomysł wpadli posłowie w Irlandii, gdzie europejską siedzibę ma większość koncernów zza oceanu. W grudniu 2017 r. opublikowano projekt ustawy, zgodnie z którym rozpowszechnianie fake newsów byłoby przestępstwem. Prace nad projektem są jednak zawieszone. Zamiast tego w ostatnich dniach lipca Irlandia opublikowała inny projekt. Przewiduje on, że dochody z reklam internetowych obciążone byłyby 6-proc. opłatą. Zgromadzone w ten sposób środki trafiłyby na fundusz promujący „dobre”, tradycyjne dziennikarstwo.</span></p><p class="tresc"><span>Z kolei według służb prasowych Marii Gabriel, komisarz odpowiedzialnej m.in. za sprawy cyfrowe, Bruksela ciągle pracuje nad ostateczną wersją kodeksu postępowania, który pozwoliłby koncernom na walkę z fake newsami. Dokument ma zostać opublikowany we wrześniu. Miesiąc później KE ma zorganizować spotkanie reprezentantów krajów członkowskich. Omówione będą na nim pomysły na dalsze kroki. Żadna z</span><span> opcji nie jest jeszcze wykluczona.</span></p><p class="tresc"><span>W naszym kraju nikt nie myśli na razie o powtórzeniu drogi Wielkiej Brytanii czy Niemiec i surowszym regulowaniu działalności firm technologicznych. Potwierdza to w odpowiedzi na pytanie DGP Karol Manys, rzecznik resortu cyfryzacji. </span></p><p class="tresc"><span>– Polska z dalszymi krokami czeka na wyniki prac Brukseli, w których zresztą aktywnie uczestniczy – twierdzi Manys. </span></p><p class="tresc"><span>– Nikt się u nas nie wyrywa z twardymi rozwiązaniami, bo zjawisko jest bardzo złożone – uważa Katarzyna Szymielewicz, prezeska fundacji Panoptykon. </span></p><p class="tresc"><span>W jej ocenie opodatkowanie firm rozwiązałoby tylko część problemu – mogłoby pomóc w</span><span> odejściu od modelu finansowania treści w internecie bazującego na liczbie kliknięć na rzecz promowania sprawdzonej informacji. Ale takie rozwiązanie odpowiadałoby jedynie na problem nierzetelnego, podążającego za sensacją dziennikarstwa.</span></p><p class="tresc"><span>– Innym problemem są portale, które sieją nie dezinformację, lecz propagandę. One będą istniały niezależnie od kwestii finansowych, bo spełniają funkcję polityczną i pieniądze na ten cel znajdą się zawsze. To są dwie różne sprawy i nie rozwiążemy ich tą samą drogą – podkreśla.</span></p><p class="tresc"><span>Fundacja Panoptykon nie jest też jednak przekonana do samoregulacji firm technologicznych i kodeksu postępowania proponowanego przez KE. Zdaniem organizacji nie przyniesie to zamierzonych efektów, zwłaszcza jeśli chodzi o przejrzystość algorytmów, które odpowiadają za dopasowanie wyświetlanych treści. Organizacja postuluje za to wprowadzenie twardych przepisów. </span></p><p class="tresc"><span>Cyfrowi giganci są na cenzurowanym w Europie nie tylko z powodu zbyt pobłażliwego podejścia do publikowanych fałszywych informacji. Równie krytycznie oceniana jest agresywna optymalizacja, która pozwala Facebookowi, Google czy Twitterowi płacić w UE niewielkie bądź wręcz zerowe podatki. Rozwiązaniem problemu ma być podatek cyfrowy zaproponowany pod koniec marca przez KE. W</span><span> okresie przejściowym koncerny płaciłyby 3 proc. od przychodów brutto osiągniętych w unijnym państwie, w którym działają. Docelowo model byłby inny. Do przepisów miałaby być wdrożona koncepcja wirtualnego zakładu. Oznacza ona w uproszczeniu, że największe koncerny płaciłyby CIT tam, gdzie faktycznie działają. Pomysł podatku tymczasowego zdążył już wzbudzić ogromną krytykę niektórych krajów członkowskich. Zastrzeżenia zgłoszono m.in. w Irlandii i w Niemczech. Nasi zachodni sąsiedzi obawiają się gniewu Amerykanów. Sprzeciwu wobec nowego podatku nie wyraziła za to Polska. U nas trwają właśnie analizy, jaki wpływ miałby on na działający w naszym kraju sektor cyfrowy.</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1200438,zambia-moglaby-kupic-maszyny-ursusa-za-100-mln-dol-ale-polski-rzad-zwleka-z-udzieleniem-kredytu.html">Zambia mogłaby kupić maszyny Ursusa za 100 mln dol., ale polski rząd zwleka z udzieleniem kredytu</a></p> W Rosji rośnie prawdopodobieństwo masowych protestów z ekonomicznymi żądaniami http://forsal.pl/artykuly/1199252,w-rosji-rosnie-prawdopodobienstwo-masowych-protestow-z-ekonomicznymi-zadaniami.html 2018-08-01T08:17:28Z W Rosji prawdopodobieństwo masowych protestów z żądaniami ekonomicznymi sięgnęło poziomu podobnego, jak w 2009 roku, jednocześnie protest ten nie przyjmuje zorganizowanych form - pisze w środę dziennik "Wiedomosti" powołując się na sondaże i ekspertów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Gazeta relacjonuje, że z sondażu niezależnego Centrum Lewady wynika, iż prawdopodobieństwo protestów z żądaniami ekonomicznymi po raz pierwszy od 2009 roku przekroczyło 40 proc. 28 proc. respondentów w badaniu wyraziło gotowość do uczestniczenia w takich demonstracjach. Jest to najwyższy poziom nastrojów protestu od 2014 roku, gdy aneksja Krymu zaowocowała powszechnym poparciem społecznym dla polityki władz.</p> <p>"Jedna trzecia Rosjan uważa, że możliwe są protesty z żądaniami politycznymi" - dodaje gazeta. Przypomina, że taki wskaźnik socjolodzy odnotowywali w lutym 2012 roku, po wyborach parlamentarnych, którym towarzyszyły - zdaniem obserwatorów - fałszerstwa na dużą skalę. Niemal co czwarty respondent wyraził gotowość do udziału w takich protestach.</p> <p>W sondażu Centrum Lewady 37 proc. respondentów wyraziło gotowość do udziału w demonstracjach przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego. 64 proc. oceniło, że ta reforma negatywnie wpłynie na życie ich bliskich. 37 proc. ocenia, że prezydent Władimir Putin podpisze ustawę w tej sprawie w obecnym kształcie, jednak niewiele mniej - 33 proc. - spodziewa się, że szef państwa zaleci jej zmodyfikowanie.</p> <p>Politolog Nikołaj Mirownow interpretuje wyniki sondażu jako masowe niezadowolenie Rosjan, połączone jednak z gotowością do pogodzenia się z sytuacją. Zdaniem eksperta wynika to z faktu, że nie ma polityków, których społeczeństwo mogłoby uznać za swoich godnych zaufania obrońców. "Z tego powodu Kreml jest dość spokojny" - powiedział Mironow "Wiedomostiom". Jednocześnie politolog uznał za nieskuteczną propagandę polityczną na rzecz zmian emerytalnych.</p> <p>Zdaniem Mironowa Rosjanie nadal siłą inercji postrzegają prezydenta jako gwaranta stabilności kraju, ale "widoczna jest stopniowa erozja charyzmy" Władimira Putina. "Ludzie jakby mówią: +on zawsze mówi jedno, a czyni drugie+" - ocenił ekspert. Jego zdaniem reforma emerytalna uderza w prezydenta i na razie nie wiadomo, jakie będą tego skutki.</p> <p>Drugi rozmówca gazety Michaił Winogradow zauważył, że obywatele deklarują gotowość do protestów, ale nie przechodzą do realnych działań. W kraju odbywają się demonstracje przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego, ale nie przekształcają się one w silny ruch socjalno-polityczny - ocenił politolog.</p> <p>W połowie czerwca rząd Rosji ogłosił plany stopniowego podwyższenia wieku emerytalnego, docelowo - do 63 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Ustawa w tej sprawie została dotąd przyjęta w pierwszym czytaniu. Obecny wiek emerytalny w Rosji to 60 lat dla mężczyzn i 55 lat dla kobiet. W innym sondażu Centrum Lewady około 90 proc. Rosjan wypowiedziało się przeciw podniesieniu wieku emerytalnego.</p> <p>Z Moskwy Anna Wróbel </p> <p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1199120,farmerzy-i-konsumenci-wojna-celna-zaczyna-dawac-sie-we-znaki-amerykanom.html">Farmerzy i konsumenci. Wojna celna zaczyna dawać się we znaki Amerykanom</a></p> Reporterzy bez Granic: Nękanie dziennikarzy w internecie rozprzestrzenia się na skalę światową http://forsal.pl/artykuly/1191626,reporterzy-bez-granic-nekanie-dziennikarzy-w-internecie-rozprzestrzenia-sie-na-skale-swiatowa.html 2018-07-26T13:49:39Z Nękanie dziennikarzy w internecie, dokonywane zarówno przez jednostki, jak i na zlecenie autorytarnych rządów, "rozprzestrzenia się na skalę światową" i dotyka w szczególności kobiet - ostrzegają Reporterzy bez Granic (RsF) w opublikowanym w czwartek raporcie.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Wywieranie presji na dziennikarzy w internecie nigdy nie było tak łatwe jak w 2018 roku" - alarmuje organizacja.</p> <p>Ta organizacja pozarządowa (NGO) przez sześć miesięcy dokumentowała dziesiątki przypadków takich działań w 32 krajach.</p> <p>"Nękanie w internecie jest zjawiskiem, które rozprzestrzenia się na skalę światową i które stanowi dzisiaj jedno z największych zagrożeń dla wolności prasy" - ocenił sekretarz generalny RsF Christophe Deloire.</p> <p>Organizacja w swoim raporcie pisze o "kampaniach nienawiści, aranżowanych przez autorytarne czy represyjne reżimy, jak m.in. Chiny, Rosja, Indie, Turcja, Wietnam, Iran, Algieria", jak również o cyberprzemocy, "dokonywanej przez jednostki lub grupy polityczne w krajach nazywanych demokratycznymi, (...) a nawet w krajach bardzo wysoko klasyfikowanych pod względem wolności prasy w światowym zestawieniu, jak Szwecja czy Finlandia".</p> <p>Zdaniem RsF najchętniej obieranymi przez internetowych trolli celami są "dziennikarze śledczy, którzy prowadzą dochodzenia niewygodne dla (przedstawicieli) reżimów autorytarnych czy grup politycznych i przestępczych". </p> <p>Jednocześnie w raporcie podkreślono, że "szczególnie dotknięte cyberprzemocą są wśród dziennikarzy kobiety".</p> <p>Organizacja alarmuje, że takie działanie może zmusić niektórych dziennikarzy do opuszczenia własnego kraju, a także do autocenzury. W raporcie umieszczono 25 rekomendacji, skierowanych w szczególności do władz państw oraz serwisów internetowych, by "lepiej analizowano nowe zagrożenia cyfrowe".</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/aktualnosci/artykuly/1191112,getback-byl-bardzo-hojny-dla-deloitte-tylko-w-zeszlym-roku-zaplacil-mu-7-4-mln-zl.html">GetBack był bardzo hojny dla Deloitte. Tylko w zeszłym roku zapłacił mu 7,4 mln zł</a></p> Szef Emitela: Prezes Kurski ma kontrowersyjne podejście do biznesu http://forsal.pl/artykuly/1191233,szef-emitela-prezes-kurski-ma-kontrowersyjne-podejscie-do-biznesu.html 2018-07-26T14:27:01Z Tracimy od dwóch lat przez to, że TVP nie weszła na MUX-8, ale nie możemy sobie pozwolić na straty przez 15 lat - mówi w wywiadzie Andrzej J. Kozłowski, prezes Emitela, operatora naziemnej infrastruktury radiowo-telewizyjnej. ]]> <p class="pytanie"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="pytanie"><b><span>Oglądał pan mundial w naziemnym kanale TVP Sport w standardowej rozdzielczości?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Tak.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Ja też. Piłkę było widać.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Podobała mi się ta smuga za nią, pomagała śledzić akcję. A serio, nie sądzę, żeby ludzie na dłuższą metę chcieli oglądać sport w słabszej jakości obrazu. Ósmy multipleks jest szansą, by to zmienić. Tam kanał TVP Sport zmieści się w wysokiej rozdzielczości. </span></p> <p class="pytanie"><b><span>Umieszczając go na trzecim multipleksie, TVP ogłosiła, że gorsza jakość obrazu nie jest jej winą, „lecz brakiem zgody firmy Emitel na propozycję TVP”.</span></b></p> <p class="tresc"><span>To nie wina Emitela. Czekaliśmy na rozpoczęcie negocjacji ponad dwa lata. Byliśmy przygotowani do nadawania TVP Sport HD z MUX-8. Zabrakło porozumienia z TVP.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Emitel jest operatorem wszystkich multipleksów telewizji naziemnej. Ńsemkę przygotowaliście </span><span>latem 2016 r. W październiku zaczął tam nadawać pierwszy kanał, Zoom TV. Dołączyły Nowa TV, Metro i WP. Trzy z </span><span>siedmiu slotów czekają na TVP. Jak się negocjuje z Jackiem Kurskim?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Ciężko. Pierwsze pismo z zaproszeniem do rozmów Emitel wysłał TVP już w lipcu 2015 r. W maju tego roku wreszcie usiedliśmy do stołu. Prezes Kurski ma dosyć kontrowersyjne podejście do biznesu. Negocjacje powinny opierać się na dialogu, dochodzeniu do kompromisu i nie odbywać się za pośrednictwem mediów i stawiania twardego ultimatum. Poza tym TVP ma wobec nas za duże oczekiwania, a jesteśmy de facto tylko operatorem technicznym multipleksu. </span></p> <p class="pytanie"><b><span>Na MUX-8 możecie więcej niż na pozostałych multipleksach. To wy, nie nadawcy, macie tu rezerwacje częstotliwości.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Nie mamy wpływu na ofertę programową, więc nie nazwałbym tego rolą aktywną.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Za częstotliwości płacicie, choć TVP ich nie używa?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Zgodnie z prawem musieliśmy zapłacić na rzecz Skarbu Państwa niemałą kwotę. </span></p> <p class="pytanie"><b><span>Ile?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Ok. 45 mln zł. Rezerwację częstotliwości mamy na 15 lat. Sporo zainwestowaliśmy w budowę sieci, bo MUX-8 jest nadawany w </span><span>innym paśmie niż MUX1–3. Od dwóch lat tracimy, bo trzy kanały pozostają puste.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Tracicie czy wychodzicie na zero albo z małym zyskiem?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Biznesplan był przygotowany dla całego multipleksu, nie dla połowy. Nie mając pełnych przychodów, nie możemy zarobić. A decyzję o tym, by na MUX-8 umieścić TVP, podjęła KRRiT, zanim jeszcze UKE rozstrzygnęła konkurs na operatora multipleksu. Zresztą obok Emitela startowała w nim TVP, zajęła drugie miejsce. Był też Time.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>I POT, czyli spółka Polsatu i TVN.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Tak. Wygraliśmy transparentny konkurs zorganizowany przez UKE, zbudowaliśmy nowoczesną sieć nadawczą.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Ile kosztowała?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Nie mogę ujawnić. Ale była to poważna inwestycja.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Jak długo będziecie ją amortyzować?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Kilkanaście lat. Niektórzy zastanawiają się, czy TVP naprawdę chce nadawać swoje programy na MUX-8.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Deklaruje, że tak. Tylko nie chce za to przepłacać.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Oferujemy TVP takie same warunki finansowe, jakie mają nadawcy komercyjni. Przed ogłoszeniem konkursu na MUX-8 TVP potwierdzała wolę zawarcia umowy z operatorem na warunkach nie gorszych niż uzyskane przez nadawców komercyjnych.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Którzy płaczą i płacą ok. 6 mln zł rocznie. A niektórzy przestali płacić, uznając, że rzeczywisty zasięg MUX-8 jest o</span><span> połowę mniejszy od wykazywanego przez Emitel. Z Wirtualną Polską poszliście w tej sprawie do sądu.</span></b></p> <p class="tresc"><span>My wywiązujemy się ze swoich zobowiązań umownych i za to oczekujemy ustalonego wynagrodzenia. Kontrakty były podpisywane po długich negocjacjach, zakładam, że nadawcy przeanalizowali tempo budowy zasięgu swoich programów.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Nie wiedzieli, że zasięg będzie tylko teoretyczny: będzie krążył gdzieś w eterze, ale ludzie nie będą mieli MUX-8 w swoich telewizorach.</span></b></p> <p class="tresc"><span>To fałszywa i krzywdząca teza – od lipca zasięg to prawie 98 proc. populacji. Jednak na starcie wszyscy wiedzieli, że MUX-8 ma częściowo inną polaryzację, inne pasmo – i co to oznacza dla odbiorców.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Oznacza, że często trzeba mieć osobną antenę do MUX-8, bo ta do MUX1–3 nie wystarcza.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Założenie było takie, że multipleks ósmy będzie silnie promowany także przez nadawców, że będzie kampania edukacyjna, co trzeba zrobić, aby go odbierać. No i uruchomione miały być wszystkie kanały, łącznie z </span><span>TVP, która ma największy potencjał pośród nadawców MUX-8. A co do badań: zgodziliśmy się na powszechnie stosowaną na świecie metodologię pomiaru zasięgu. I nie są to badania telemetryczne Nielsena, na które niektórzy teraz się powołują.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>W tym, co się umownie nazywa zasięgiem technicznym, Nielsen podaje, ile osób faktycznie ma możliwość wybrać kanał z MUX-8 na pilocie. </span></b></p> <p class="tresc"><span>Nie możemy odpowiadać za to, czy widzowie dysponują odpowiednim sprzętem. Nie mamy też wpływu na to, czy widz zainteresuje się danym kanałem. To zależy wyłącznie od oferty programowej. A wskaźnik pokrycia sygnałem MUX-8 nie różni się znacząco od innych multipleksów. </span></p> <p class="pytanie"><b><span>To w powietrzu. W telewizorze wynosi tylko 50 proc. Inni odbiorcy musieliby wezwać montera, żeby im ustawił antenę.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Zakup i instalacja odpowiedniej anteny to nie jest wielki problem. Zresztą Emitel od początku angażuje się w kampanie informacyjne, wspieramy instalatorów, działa infolinia dla widzów i </span><span>aplikacja mobilna ułatwiająca ustawienie anteny. Jesteśmy też gotowi szeroko promować MUX-8 w mediach.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Była niedawno taka kampania.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Tak, zakończyła się przed mundialem, szkoda, że bez udziału TVP. Ciężar jej finansowania spoczywał również na nas. Tylko że ruszyła dopiero dwa lata po rozpoczęciu nadawania, bo wspólnie z pozostałymi nadawcami czekaliśmy na TVP i nikt nie przypuszczał, że będzie to trwało tak długo.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Czekając na Godota, przegapiliście idealną szansę wypromowania MUX-8 kanałem TVP Sport w czasie mundialu. Kibice na pewno postaraliby się o anteny.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Nie z naszej winy. Byliśmy zdeterminowani, żeby się porozumieć z TVP. Tam, gdzie mogliśmy – choćby w kwestiach technicznych – szliśmy szybko na kompromis. Niestety, nie udało się. Ale ja nadal jestem dobrej myśli. W ubiegłym tygodniu złożyliśmy TVP nową propozycję.</span></p> <p class="pytanie"><b><span>Zeszliście z </span><span>ceny?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Nie mogę zdradzić szczegółów. Ale myślę, że to ciekawa oferta, kolejny raz wyciągamy rękę w kierunku TVP. </span></p> <p class="pytanie"><b><span>A nie jest tak, że bardziej tracicie pieniądze na pustych miejscach niż na udostępnieniu ich za opłatą uzależnioną od zasięgu Nielsena, czyli ponad połowę obecnej ceny?</span></b></p> <p class="tresc"><span>Nasza perspektywa jest długoterminowa. Tracimy od dwóch lat przez to, że TVP nie weszła na MUX-8, ale nie możemy sobie pozwolić na straty przez 15 lat. Emitel ma amerykańskiego właściciela...</span></p> <p class="pytanie"><b><span>To wiemy wszyscy z TVP Info. Gdy w grudniu 2016 r. nie można było oglądać orędzia premier Beaty Szydło, na czerwonym pasku szło, że dostawcą sygnału jest „amerykańska firma Emitel”.</span></b></p> <p class="tresc"><span>Mam nadzieję, że to nie był zarzut, iż Emitel należy do inwestora z USA. To była skomplikowana awaria, a nie celowe działanie – prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie. </span></p> <p class="tresc"><span>Dla Amerykanów to, co się teraz dzieje z MUX-8, jest niezrozumiałe. Zgodzili się na tę inwestycję przy pewnych założeniach, w tym że na multipleksie będą kanały TVP, których chciał regulator. Inwestorzy zwracają szczególną uwagę na ryzyko prowadzenia biznesu w </span><span>danym kraju. Stabilność regulacyjna to kluczowy czynnik w decyzjach dotyczących inwestycji w Polsce. Takie przypadki jak nasz są obserwowane przez potencjalnych inwestorów</span><span>.</span><span class="allCaps"></span></p> <h2><b><span>Wszystkie wiązki Emitela </span></b></h2> <p><span>Multipleks to wiązka kanałów telewizyjnych emitowanych naziemnie. Obecnie działają cztery ogólnopolskie, bezpłatne dla widzów multipleksy. Na MUX-1 są kanały stacji komercyjnych i TVP ABC, MUX-2 przyznano Polsatowi, TVN i TV Puls, a MUX-3 w całości telewizji publicznej. MUX-8 zaczął działać kilka lat później i przeznaczono go dla nadawców komercyjnych i TVP. Anteny ustawione na odbiór MUX1–3 nie wszędzie łapią sygnał MUX-8. Operatorem wszystkich multipleksów jest Emitel.</span></p><p><span>&gt;&gt;&gt; Polecamy: </span><a href="http://forsal.pl/biznes/media/artykuly/1179597,tvp-zarobila-na-pilkarskich-ms-w-rosji-10-mln-zl-netto.html">TVP zarobiła na piłkarskich MŚ w Rosji 10 mln zł netto</a></p> Reżim szykuje się na sankcje. Północnokoreańskie media radzą mieszkańcom, by zaciskali pasa http://forsal.pl/artykuly/1187296,rezim-szykuje-sie-na-sankcje-polnocnokoreanskie-media-radza-mieszkancom-by-zaciskali-pasa.html 2018-07-23T11:53:39Z Państwowe media Korei Płn. radzą w poniedziałek mieszkańcom kraju, by przygotowali się na „zaciskanie pasa”. Południowokoreańska agencja Yonhap wiąże to z oznakami zastoju w negocjacjach Waszyngton-Pjongjang w sprawie denuklearyzacji KRLD.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Oficjalny organ prasowy rządzącej Koreą Północną Partii Pracy Korei (PPK), dziennik „Rodong Sinmun”, przypomniał w poniedziałek o trudach tzw. Ciężkiego Marszu w drugiej połowie lat 90., kiedy kraj nawiedziła <b>olbrzymia klęska głodu</b>. „Nawet jeśli musimy przejść długi dystans poprzez burze śnieżne z zaciśniętymi pasami, pójdziemy prosto drogą ludu, której nieśmiertelności dowiódł proces 70-letnich zmagań na drodze socjalizmu” - pisze gazeta.</p> <p>Komentarz „Rodong Sinmun” opublikowano w atmosferze rosnących obaw o przyszłość rokowań nuklearnych między Koreą Północną i USA – zauważa Yonhap. Agencja ocenia, że rozmowy postępują wolniej, niż się spodziewano, co oddala perspektywę rozluźnienia sankcji, nałożonych na Pjongjang w związku z jego programem jądrowym i balistycznym.</p> <p>Wezwanie do zaciskania pasa może mieć na celu ostudzenie oczekiwań mieszkańców Korei Północnej, jakie mogły się pojawić po spotkaniach przywódcy tego kraju Kim Dzong Una z prezydentem Korei Płd. Mun Dze Inem oraz z prezydentem USA Donaldem Trumpem – pisze Yonhap.</p> <p>W 2017 roku PKB Korei Płn. skurczyło się o 3,5 proc., co oznacza największą recesję gospodarczą od 20 lat – wynika z opublikowanych w ubiegłym tygodniu szacinków południowokoreańskiego banku centralnego. Według ekspertów dowodzi to, że międzynarodowe sankcje mocno uderzyły w gospodarkę komunistycznej Korei.</p> <p>Północnokoreańskie media nasiliły też ostatnio apele o samowystarczalność kraju, a jego przywódca kilkakrotnie w ostatnim miesiącu ganił urzędników i robotników za opieszałość i zaniedbania przy realizacji projektów gospodarczych. Prasa krytykowała ostatnio również władze w Seulu, zarzucając im niestosowanie się do porozumienia podpisanego przez Kima i Muna w czasie szczytu 27 kwietnia.</p> <p>Kim wielokrotnie deklarował w tym roku skłonność do „całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego”, ale ani na spotkaniu z Munem, ani podczas historycznego szczytu z Trumpem w Singapurze nie ogłosił konkretnego grafiku likwidacji północnokoreańskiego arsenału jądrowego. Waszyngton i Seul utrzymują, że sankcje przeciwko Pjongjangowi mogą zostać zniesione tylko wówczas, gdy nastąpi denuklearyzacja.</p> <p>W poniedziałek szefowa południowokoreańskiej dyplomacji Kang Kiung Wha zaprzeczyła, jakoby rząd w Seulu chciał rozluźnienia sankcji. „Teraz nie jest etap rozluźniania sankcji”, a władze Korei Płd. wystąpiły do Rady Bezpieczeństwa ONZ jedynie o „wyjątki” od tych restrykcji, by ułatwić dwustronną komunikację z Koreą Północną – powiedziała po powrocie z wizyty w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej media informowały m.in. o dostarczeniu przez Koreę Płd. sprzętu potrzebnego do przywrócenia sprawności jednej z linii komunikacji wojskowej z Koreą Płn. po uzyskaniu na to uprzednio zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ.</p> <p>Andrzej Borowiak </p> <p>&gt;&gt;&gt; Polecamy:<a href="http://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1183520,budapeszt-chce-rewizji-granic-mit-wielkich-wegier-znow-jest-zywy.html"> Budapeszt chce rewizji granic? Mit Wielkich Węgier znów jest żywy</a></p> "FT": Trump w Helsinkach zdradził interes narodowy USA http://forsal.pl/artykuly/1179871,ft-trump-w-helsinkach-zdradzil-interes-narodowy-usa.html 2018-07-17T19:36:10Z Brytyjski dziennik "Financial Times" w ostrych słowach krytykował w komentarzu redakcyjnym zachowanie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa na konferencji prasowej z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, oskarżając go o zdradę interesu narodowego USA.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Gazeta zaznaczyła, że poniedziałkowe spotkanie z Putinem będzie prawdopodobnie "jednym z momentów charakteryzujących jego prezydenturę".</p> <p>"Amerykański prezydent odmówił poparcia opinii własnych agencji wywiadowczych, że Rosja celowo interweniowała w wyborach prezydenckich w 2016 roku, a zamiast tego uznał za równie wiarygodne +ekstremalnie mocne i silne+ zaprzeczenie ze strony prezydenta Putina. Tuż po tym Putin poprowadził zbijający z tropu i służący jedynie jemu samemu wywód przeciwko swoim krytykom w kraju, wymieniając wszystkich swoich zwyczajowych rywali od Hillary Clinton po FBI" - napisał "FT".</p> <p>Redakcja gazety uznała, że "tego typu zachowanie Trumpa jest żenujące, jeśli dochodzi do niego w jego kraju, ale kiedy pojawia się na zagranicznym szczycie z rosyjskim prezydentem, to klasyfikuje się jako zdrada amerykańskiego interesu narodowego".</p> <p>"<b>Trump podkopał pozycję swojego kraju</b> i swojego urzędu na wiele istotnych sposobów. Jego występ w Helsinkach pokazał absolutnie jasno, że amerykański prezydent ceni sobie własne polityczne przetrwanie i osobistą próżność bardziej, niż jakąkolwiek wiarę w rządy prawa" - ocenił dziennik.</p> <p>"Zaledwie kilka dni wcześniej Rod Rosenstein, zastępca prokuratora generalnego USA, postawił w stan oskarżenia 12 agentów rosyjskiego wywiadu, zaangażowanych w ingerencję w wybory (prezydenckie) z 2016 roku, słusznie wskazując, że te zarzuty nie powinny być traktowane jako kwestia polityczna. Ta argumentacja jednak nie dociera do Trumpa. Wszystko - włącznie z prawdą, rządami prawa i godnością Stanów Zjednoczonych - jest podporządkowane jego własnym partyjnym interesom" - napisał "FT".</p> <p>Gazeta zaznaczyła, że "chaotyczne i skupione na nim samym uwagi prezydenta nasunęły także pytania o jego intelektualną zdolność do pełnienia urzędu", dodając, że "kontrast z opanowanym, wytrawnym i głęboko cynicznym zachowaniem Putina był bolesny do oglądania". </p> <p>Dziennik zaznaczył, że jedyna nadzieja tkwi teraz w krytyce wewnątrz Partii Republikańskiej, wskazując, że "nawet niektórzy ze zwyczajowych obrońców i sprzymierzeńców Trumpa - tak, jak były spiker Izby Reprezentantów Newt Gingrich - potępili zachowanie prezydenta".</p> <p>"Wysocy rangą Republikanie muszą wyjść z cienia Trumpa i wspomnieć godną pochwały rolę, jaką odegrali w wypracowywaniu ponadpartyjnego podejścia do polityki zagranicznej, która towarzyszyła Stanom Zjednoczonym podczas zimnej wojny. Partia Dwighta Eisenhowera i Ronalda Reagana powinna odrzucić zachowanie prezydenta Trumpa w Helsinkach - i potrzebuje odkryć na nowo swoją duszę zanim będzie za późno" - ostrzegł "FT".</p> <p>Wcześniej krytyczne komentarze na temat rozmów Trumpa z Putinem zamieściły także inne brytyjskie dzienniki, m.in. konserwatywny "Daily Telegraph", centrowy "The Times", liberalny "The Guardian" i lewicowy "Daily Mirror".</p> <p>Z Londynu Jakub Krupa </p> <p>&gt;&gt;&gt; Polecamy:<a href="http://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1179181,szczyt-putin-trump-w-helsinkach-komentarze-mccain-haniebne-szokujace-tragiczne.html"> „Haniebne”, „szokujące”, „tragiczne”. Świat komentuje zachowanie Trumpa w Helsinkach</a></p>