© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: media 2018-05-28T12:20:24+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/media Ściągawka z RODO. Oto 12 najważniejszych pytań i odpowiedzi http://forsal.pl/artykuly/1126597,sciagawka-z-rodo-oto-12-najwazniejszych-pytan-i-odpowiedzi.html 2018-05-28T09:07:37Z RODO działa od 25 maja 2018 r. Od tego dnia ochrona danych osobowych nabiera nowego znaczenia. Oto graficzne ściągawki z nowych przepisów .]]> <p>Od 25 maja stosujemy wprost <b>unijne rozporządzenie RODO</b>. Tego dnie także wchodzi w życie nowa polska ustawa z 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych. Biuro Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych staje się Urzędem Ochrony Danych Osobowych. Generalny inspektor ochrony danych osobowych staje się prezesem UODO. Ale to nie wszystko. „Wdrożenie RODO to olbrzymie przedsięwzięcie legislacyjne, wymagające zmiany ok. 150 aktów prawnych" - powiedział dr Maciej Kawecki krajowy koordynator reformy ochrony danych osobowych, Dyrektor departamentu zarządzania danymi w MC. </p><p>Prawo do bycia zapomnianym i prawo do przenoszenia danych – te i inne prawa przyznaje RODO przyznaje osobom, których dane są przetwarzane. Z drugiej zaś strony RODO nakłada na administratora obowiązek zapewnienie realizację praw tych praw. Administrator danych osobowych jest zobowiązany do dokumentowania i zgłaszania naruszeń ochrony danych osobowych. Jeżeli tego nie robi – naraża się na wysoką karę. </p><p>A co jeżeli już w dojdzie do naruszenia, jak się zachować? Jakie uprawnienia ma osoba, której dane są przetwarzane? Na te i wiele innych pytań znajdziesz odpowiedź w specjalnym raporcie. </p><p id="rodosciagawka"><span class="psav_video">psav video</span></p> Amerykanie kontra RODO. Niektóre strony gazet niedostępne w Unii Europejskiej http://forsal.pl/artykuly/1126394,skutki-rodo-niektore-strony-amerykanskich-gazet-niedostepne-w-ue.html 2018-05-26T10:56:58Z Niektóre amerykańskie strony internetowe, w tym np. dzienników "Los Angeles Times" czy "Chicago Tribune", są zamknięte dla użytkowników z Unii Europejskiej. 25 maja zaczęło obowiązywać w UE unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych RODO.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zarówno na stronie "<b>LAT"</b>, jak i <b>"Chicago Tribune" </b>- gazet będących w dziesiątce najbardziej poczytnych amerykańskich dzienników - pojawia się komunikat, w którym internautę z UE informuje się, że strona jest "obecnie niedostępna w większości europejskich państw".</p> <p>"Zajmujemy się tą sprawą i szukamy rozwiązań, które pozwolą na (oferowanie) pełnego zakresu oferty cyfrowej na rynku UE" - czytamy.</p> <p>W piątek na terenie całej Unii Europejskiej zaczęło obowiązywać unijne<b> rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO)</b>. Stanowi ono, że przetwarzanie danych będzie możliwe za wyraźną zgodą tego, kogo dotyczą. Przewiduje kary za naruszenie prawa do ochrony danych - do 20 mln euro lub 4 proc. obrotu firmy.</p><p>Więcej o RODO przeczytasz <a href="http://forsal.pl/tagi/rodo">TUTAJ</a></p> <p>Unijne przepisy dotyczą wszystkich podmiotów prywatnych i publicznych, które przetwarzają dane osobowe. W RODO zdefiniowano je jako dane, które pozwalają zidentyfikować osobę fizyczną. Chodzi o imię, nazwisko, numer PESEL, płeć, adres e-mail, numer IP komputera, dane lokalizacyjne, kod genetyczny, poglądy polityczne, historię zakupów.</p> <p>Unijne przepisy przyznają osobom, których dane dotyczą, prawo do ich usunięcia, w tym tzw. <b>prawo do bycia zapomnianym. </b>Są to m.in. sytuacje, gdy dane osobowe nie są już niezbędne do celów, do których je zebrano, podmiot danych wycofał zgodę i nie ma innej podstawy prawnej dla ich przetwarzania, dane osobowe muszą być usunięte w celu wywiązania się z obowiązku prawnego przewidzianego w unijnym bądź krajowym przepisie prawnym (np. przepisy dotyczą niszczenia dokumentacji medycznej), dane zostały zebrane w celu świadczenia usług internetowych dziecku.</p> <p>RODO przewiduje także sytuacje wyłączające prawo do usunięcia danych, m.in. gdy przetwarzanie przez administratora jest wymagane przez prawo unijne albo krajowe bądź jest to niezbędne do ustalenia, dochodzenia lub obrony roszczeń. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/rosja/artykuly/1124189,bershidsky-jak-paywall-pomaga-niezaleznym-mediom-w-autorytarnych-krajach-opinia.html">Bershidsky: Jak paywall pomaga niezależnym mediom w autorytarnych krajach [OPINIA]</a></p> Ukraina ogłosiła sankcje wobec agencji RIA-Nowosti i innych mediów z Rosji http://forsal.pl/artykuly/1126030,ukraina-oglosila-sankcje-wobec-agencji-ria-nowosti-i-innych-mediow-z-rosji.html 2018-05-24T15:49:22Z Rosyjska agencja prasowa RIA-Nowosti, szereg innych mediów z Rosji, w tym państwowych oraz dziennikarze znaleźli się na liście sankcji opublikowanej w czwartek przez administrację prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Na liście umieszczono m.in. Pierwszy Kanał rosyjskiej telewizji państwowej i stację telewizyjną ministerstwa obrony Rosji Zwiezda. Sankcjami objęto również wielu znanych dziennikarzy i redaktorów naczelnych mediów, w tym szefową stacji telewizyjnej RT (d. Russia Today) Margaritę Simonian. </p> <p>15 maja w Kijowie zatrzymano szefa ukraińskiego biura RIA-Nowosti Kiriła Wyszynskiego. Dwa dni później decyzją sądu został on aresztowany na dwa miesiące w związku z podejrzeniem o zdradę stanu. </p> <p>Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, która przeprowadziła przeszukania w siedzibie RIA-Nowosti i mieszkaniach jej szefa oraz pracowników, poinformowała, że Wyszynski przygotowywał materiały usprawiedliwiające rosyjską aneksję Krymu i działania separatystów w Donbasie.</p> <p>Według SBU Wyszynski, obywatel Ukrainy, przy którym podczas rewizji znaleziono także rosyjski paszport, pracował na zlecenie Rosjan, otrzymując za to od nich pieniądze. Dziennikarz odpowiedział, że padł ofiarą prowokacji.</p> <p>RIA-Nowosti jest częścią państwowego koncernu medialnego Rossija Siegodnia. Należy do niego m.in. stacja telewizyjna RT oraz nadająca m.in. w języku polskim stacja radiowa Sputnik.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/prawo/artykuly/1125946,stoleczny-ratusz-wbrew-interesowi-publicznemu.html">Stołeczny ratusz wbrew interesowi publicznemu</a></p> Medialny atak na Macrona za "uznanie podziałów rasowych" http://forsal.pl/artykuly/1125677,medialny-atak-na-macrona-za-uznanie-podzialow-rasowych.html 2018-05-23T10:56:24Z Politycy i eksperci potępiają wypowiedź prezydenta Francji Emmanuela Macrona o "białych mężczyznach", którzy nie mogą narzucać rozwiązań dla tzw. trudnych przedmieść zamieszkanych przez ludność muzułmańską. Słowa te określono jako "uznanie podziałów rasowych".]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Szef państwa, który - jak się spodziewano - miał we wtorek ogłosić <b>szeroko zakrojony plan walki z problemami "trudnych przedmieść"</b>, oświadczył, że żadnego planu nie będzie, bo "nie ma sensu, żeby dwaj biali mężczyźni, którzy nie mieszkają w tych dzielnicach, wymieniali się bezskutecznymi projektami". Prezydent nawiązał tu do siebie i byłego ministra ds. spójności socjalnej Jeana-Louisa Borloo, któremu zlecił napisanie raportu w tej sprawie. Według Macrona do sprawy należy podejść od strony "emancypacji i szacunku". </p> <p>Tę wypowiedź potępia się od lewej do prawej strony politycznej jako "wyraz pogardy +prezydenta bogaczy+ dla Francji, która ma pusty brzuch", lub przejęcie stylu "muzułmańskich ugrupowań antyrepublikańskich".</p> <p>Francja od lat zmaga się z problemami przedmieść zamieszkanych przez przybyszy z Afryki Północnej i ich potomków.</p> <p>Prezydent, który odrzuca "kolejny plan dla przedmieść", zapowiedział jednak liczne kroki, takie jak zwiększenie liczby miejsc w żłobkach, praktyki w przedsiębiorstwach dla uczniów szkół średnich, spotkania "okrągłego stołu" przedstawicieli administracji, stowarzyszeń i mieszkańców.</p> <p>"Trzeba zebrać wszystkich i razem dyskutować; chodzi o stworzenie dynamiki" – powiedział w środowym wywiadzie radiowym sekretarz stanu w ministerstwie spójności terytorialnej Julien Denormandie. "To są propozycje kosmetyczne" – odparł w tym samym programie znany we Francji komentator polityczny Jean-Michel Aphatie. </p> <p>"Czułam się znieważona przez Emmanuela Macrona" – powiedziała Sylvine Thomassin, socjalistyczna mer podparyskiego przedmieścia Bondy, która wyszła z sali przed końcem prezydenckiego przemówienia. Szef państwa oskarżał samorządy o klientelizm. "To nie do zniesienia, nie mamy ani mieszkań, ani etatów do rozdawania" – unosiła się radna, twierdząc, że "przedmieścia mają potrzeby o 30 proc. większe, a otrzymują o 30 proc. mniejsze środki niż inne obszary".</p> <p>Clementine Autain, niegdyś komunistka, a obecnie deputowana skrajnie lewicowego ugrupowania Francja Nieujarzmiona, uznała propozycje Macrona za "wyraz pogardy prezydenta bogaczy dla Francji, która ma pusty brzuch".</p> <p>Przewodniczący partii Republikanie (LR) Laurent Wauquiez potępił politykę prezydenta, który "nie ma nic do powiedzenia" i "porzuca zapomniane obszary Republiki". A przywódczyni skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (FN) Marine Le Pen napiętnowała "strusią politykę" rządu, gdy chodzi o "walkę z fundamentalizmem islamskim". </p> <p>Szczególnie jednak zirytowało prawicę mówienie o "białych mężczyznach". "To argument rasowy", "znak, że akceptuje się podział wspólnotowy (Francji)" – oświadczyła Le Pen. Na Twitterze za "nadzwyczaj szokujące" uznała "posłużenie się (przez prezydenta) argumentem muzułmańskich ugrupowań antyrepublikańskich". </p> <p>Deputowany FN Bruno Bilde ocenił, że wypowiedź Macrona "daje legitymację dla narracji stowarzyszeń islamsko-lewackich. Według deputowanej LR Valerie Boyer sformułowanie prezydenta "wyjęte zostało z elementarza stowarzyszeń muzułmańskich". Podobnie wypowiadali się inni działacze LR, zdaniem których sformułowanie jest "uznaniem podziałów rasowych". </p> <p>We Francji obowiązuje zakaz zbierania danych o wyznaniu i pochodzeniu. "Jak rozwiązać problemy ludności, o której się nic nie wie?" – pytał w radiu ministra Denormandie dziennikarz Aphatie. Nie otrzymał jednak odpowiedzi. </p> <p>"Problemu +trudnych przedmieść+ nie da się zredukować do spraw socjalnych" – tłumaczył profesor Andrew Hussey, pracujący w Paryżu angielski historyk kultury, autor książki "Francuska Intifada: Długa Wojna między Francją i jej Arabami". Zwraca on uwagę, że młodzi muzułmanie często sami określają się jako "żołnierze podjazdowej wojny" przeciw Francji i Europie. Według naukowca taka postawa to spadek po kolonializmie, ale według innych analiz jest to wynik nowych, zataczających coraz szersze kręgi wpływów "islamu politycznego". </p> <p>Deputowany wyznania mojżeszowego Meyer Habib powiedział po niedawnym zamachu terrorystycznym w stolicy Francji, że "intifada doszła do centrum Paryża" i wezwał do "skończenia z radykalnym islamem". "Taka opinia coraz popularniejsza jest wśród Francuzów i niezależnie od jej słuszności, powoduje odwracanie się od tradycyjnej demokracji oraz wzrost wpływów ugrupowań populistycznych" – podsumował komentator telewizji BFM Bruno Jeudy. </p> <p>Z Paryża Ludwik Lewin </p> <p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/swiat/chiny/artykuly/1125668,rosnie-napiecie-na-linii-chiny-australia-musimy-ukarac-ich-za-antychinskie-dzialania.html">Rośnie napięcie na linii Chiny-Australia. "Musimy ukarać ich za antychińskie działania"</a></p> Spotkanie PE z Zuckerbergiem będzie transmitowane? "Ludzie zasługują, by wiedzieć, jak Facebook wykorzystuje ich dane" http://forsal.pl/artykuly/1124870,spotkanie-pe-z-zuckerbergiem-bedzie-transmitowane-ludzie-zasluguja-by-wiedziec-jak-facebook-wykorzystuje-ich-dane.html 2018-05-18T16:12:12Z Pięć z ośmiu frakcji politycznych reprezentujących większość europosłów w Parlamencie Europejskim domaga się, by zaplanowane za zamkniętymi drzwiami spotkanie z szefem Facebooka Markiem Zuckerbergiem było transmitowane w internecie.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Prezes <b>Facebooka </b>ma we wtorek późnym popołudniem odpowiadać w <b>Brukseli </b>na pytania podczas posiedzenia konferencji przewodniczących europarlamentu w sprawie nieuprawnionego wykorzystania danych 87 mln użytkowników portalu przez spółkę<b> Cambridge Analytica</b>.</p> <p>"Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani zmuszony przez pięć z ośmiu grup politycznych reprezentujących większość europosłów do otwarcia spotkania z Zuckerbergiem przez transmitowanie w internecie wysłuchania" - napisał w piątek na Twitterze przewodniczący frakcji liberalnej w PE <b>Guy Verhofstadt</b>.</p> <p>Polityk ten, a także inni szefowie frakcji zapowiadali, że nie przyjdą na spotkanie, jeśli nie odbędzie się ono publicznie. "Ludzie zasługują na to, by wiedzieć, jak Facebook wykorzystuje ich dane (...) Wzywamy przewodniczącego Tajaniego do zapewnienia przejrzystości przez transmitowanie spotkania" - oświadczył w środę szef frakcji socjalistów (S&amp;D) Udo Bullmann.</p> <p>Wystąpienie pięciu grup w sprawie otwarcia wysłuchania może w ogóle unieważnić przyszłotygodniową wizytę Zuckerberga w PE. Pierwszy pomysł europarlamentu był bowiem taki, żeby szef Facebooka wystąpił na komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. Jednak ostatecznie - jak podały PAP źródła z PE, pod wpływem warunków amerykańskiego przedsiębiorcy - zgodzono się na spotkanie zamknięte.</p> <p>Po tym, gdy w środę Tajani poinformował, że kierownictwo PE spotka się z Zuckerbergiem za zamkniętymi drzwiami, podniosły się głosy oburzenia na taką formę wysłuchania, zwłaszcza że prezes największego portalu społecznościowego zeznawał publicznie przed amerykańskim Kongresem.</p> <p>Szpilę szefowi PE wbiła m.in. unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viera Jourova. "Szkoda, że nie będzie przesłuchania publicznego. Na FB jest więcej użytkowników z UE niż w Stanach Zjednoczonych, a Europejczycy zasługują na to, aby wiedzieć, jak przetwarzane są ich dane" - napisała na Twitterze w środę.</p> <p>Jej słowa wywołały spięcie z Tajanim, który odpowiedział jej, że była to decyzja konferencji przewodniczych. "Twoją pracą nie jest kontrolowanie i krytykowanie Parlamentu Europejskiego" - odparował jej Włoch.</p> <p>Presja na otwarcie spotkania cały czas jednak rośnie. Uruchomiona szybko internetowa petycja zbierania podpisów, by przesłuchanie było jawne, została podpisana do piątkowego popołudnia przez ponad 24 tys. osób.</p> <p>Z nieoficjalnych informacji ze źródeł PAP zbliżonych do PE wynika, że poza liberałami publicznego przesłuchania domagają się też Zieloni, socjaliści, skrajnie lewicowa grupa GUE oraz skrajnie prawicowa Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej. Największa frakcja w PE - Europejska Partia Ludowa, do której również należy Tajani, nie poparła tego kroku, podobnie jak Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. "Konserwatyści i siły prawicowe powinny wytłumaczyć milionom europejskich użytkowników Facebooka, dlaczego ludzie nie mogą zobaczyć, jak odpytujemy Marka Zuckerberga?" - oświadczył szef S&amp;D. Centroprawica nie ma jednak zamiaru blokować transmisji w internecie, jeśli tylko zgodzi się na nią szef Facebooka.</p> <p>Na razie nie jest jasne, czy spotkanie konferencji przewodniczących z Zuckerbergiem faktycznie będzie otwarte. Współpracownicy Tajaniego podkreślają, że co do zasady spotkania kierownictwa PE nie są transmitowane. Kierownictwo Facebooka nie wypowiedziało się w tej sprawie.</p> <p>Poza tym, że Zuckerberg zeznawał przed amerykańskim Kongresem, przedstawiciele Facebooka zeznawali przed kanadyjskimi parlamentarzystami. W imieniu UE do tej pory działania w sprawie prowadziła komisarz ds. sprawiedliwości Jourova. Rozmawiała m.in. z dyrektor operacyjną Facebooka Sheryl Sandberg.</p> <p>Kontrowersyjne praktyki firmy Cambridge Analytica były przez nią określane jako "mikrotargetowanie behawioralne". Świadcząc usługi dla swoich klientów, wykorzystywała ona dane pozyskane z Facebooka do profilowania użytkowników pod kątem preferencji wyborczych i wpływania na ich decyzje polityczne.</p> <p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/aktualnosci/galerie/1124577/zdjecie,1,drony-sztuczna-inteligencja-wirtualna-rzeczywistosc-w-pekinie-rozpoczelo-sie-high-tech-expo-zdjecia.html" title="Drony, sztuczna inteligencja, wirtualna rzeczywistość. W Pekinie rozpoczęło się High-Tech Expo [ZDJĘCIA]">Drony, sztuczna inteligencja, wirtualna rzeczywistość. W Pekinie rozpoczęło się High-Tech Expo [ZDJĘCIA]</a></p> Katarzyna Iwuć zrezygnowała z funkcji prezesa Netii http://forsal.pl/artykuly/1124820,katarzyna-iwuc-zrezygnowala-z-funkcji-prezesa-netii.html 2018-05-18T13:28:14Z Katarzyna Iwuć złożyła rezygnację z pełnienia funkcji prezesa Netii, dyrektora generalnego, podała spółka. Rada nadzorcza oddelegowała członka RN Wojciecha Pytla do czasowego wykonywania czynności prezesa na okres nieprzekraczający 3 miesięcy do dnia 18 sierpnia 2018 roku. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Rezygnacja jest skuteczna z momentem jej złożenia. Pani Katarzyna Iwuć nie przedstawiła przyczyn złożenia rezygnacji" - czytamy w komunikacie. <br /><br /> Rezygnację z funkcji członka zarządu spółki, dyrektora ds. techniki złożył również Stefan Radzimiński. Rezygnacja jest skuteczna z momentem jej złożenia. Pan Stefan Radzimiński nie przedstawił przyczyn złożenia rezygnacji. <br /><br /> Rada nadzorcza spółki powołała Grzegorza Bartlera do pełnienia funkcji&#160;członka zarządu, podano także.&nbsp; <br /><br /> Netia S.A. to operator telekomunikacyjny, dostawca usług telewizyjnych, internetu stacjonarnego oraz mobilnego, telefonii stacjonarnej, a także telefonii komórkowej. Spółka jest notowana na GPW od 2000 r. <br /><br /> &nbsp; </p> KE na tropie nieuczciwych praktyk w sprzedaży usług telekomunikacyjnych w sieci http://forsal.pl/artykuly/1124816,ke-na-tropie-nieuczciwych-praktyk-w-sprzedazy-uslug-telekomunikacyjnych-w-sieci.html 2018-05-18T13:06:53Z Rzekomo bezpłatne lub tańsze pakiety, brak systemu rozstrzygania sporów i zmiany warunków umowy bez uzasadnienia - to niektóre z naruszeń praw konsumentów, odnotowanych przez unijną kontrolę stron oferujących sprzedaż usług telekomunikacyjnych w sieci.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>Komisja Europejska</b> oraz krajowe organy ochrony konsumentów opublikowały w piątek wyniki <b>ogólnounijnej kontroli </b>207 stron internetowych oferujących usługi <b>telefonii stacjonarnej i mobilnej</b>, internetowej oraz streamingu audio i wideo.</p> <p>Z kontroli tej wynika, że 163 spośród nich narusza unijne przepisy dotyczące prawa ochrony konsumentów. Najczęstsze problemy dotyczą reklamowania rzekomo bezpłatnych lub tańszych pakietów stanowiących w istocie oferty wiązane, brak systemu rozstrzygania sporów oraz możliwość jednostronnej zmiany warunków umowy przez operatora bez informowania klienta i podawania uzasadnienia.</p> <p>Szczegółowy raport podaje, że w 78,7 proc. przypadków na kontrolowanych stronach nie podano linku do platformy internetowego rozstrzygania sporów, na 40,6 proc. stron nie było opisu systemu rozstrzygania sporów, 31,9 proc. stron może jednostronnie zmienić warunki umowy lub cechy usługi, nie informując klienta i nie dając mu możliwości wycofania się z umowy.</p> <p>Ponadto 25,7 proc. stron nie podaje jasnych lub wiarygodnych informacji dotyczących odszkodowań i zwrotów na wypadek, gdyby oferowane usługi okazały się inne od zamówionych, a 21,7 proc. nie podaje jasnych i wyczerpujących informacji na temat automatycznego odnawiania umowy.</p> <p>"Konsumenci codziennie korzystają ze swoich telefonów komórkowych i abonamentów na internet i powinni móc ufać usługodawcom" - skomentowała wyniki kontroli Viera Jourova, unijna komisarz ds. konsumenckich. - Liczę na to, że nieprawdziwe i wprowadzające w błąd informacje zostaną poprawione jak najszybciej".</p> <p>Na wniosek Komisji organy krajowe przyjrzą się teraz stronom internetowym, na których odnotowano nieprawidłowości i wezwą firmy prowadzące tę działalność do wprowadzenia zmian. Ponadto Komisja zaapelowała do odpowiednich organów ochrony konsumenta w państwach członkowskich, by korzystając ze swych procedur, zapewniły lepsze przestrzeganie przepisów.</p> <p>Ogólnoeuropejski przegląd stron internetowych („akcja kontrolna UE”) to seria kontroli przeprowadzanych równolegle przez organy ochrony konsumentów w poszczególnych krajach. Pozwalają one ustalić, czy przepisy prawa UE w tej dziedzinie są należycie przestrzegane. Jeżeli w wyniku kontroli stwierdzone zostanie naruszenie, krajowe organy do spraw ochrony konsumentów zwracają się do danych przedsiębiorstw z wnioskiem o wprowadzenie koniecznych zmian.</p> <p>Poprzednie akcje kontrolne UE obejmowały linie lotnicze, treści udostępniane w telefonii komórkowej, towary elektroniczne, zakup biletów przez internet, kredyty konsumenckie, treści cyfrowe, usługi biur podróży, gwarancje na towary elektroniczne, przestrzeganie dyrektywy w sprawie praw konsumentów oraz porównywarki internetowe w sektorze podróży.</p> <p>Co roku Komisja koordynuje przegląd stron internetowych konkretnego sektora. Pomagają jej w tym organy z 30 państw (28 krajów UE oraz Norwegii i Islandii), odpowiedzialne za egzekwowanie unijnego prawa ochrony konsumentów.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1124687,drenaz-mozgow-z-ukrainy-do-polski-przyjezdza-coraz-wiecej-specjalistow.html" title="Drenaż mózgów z Ukrainy. Do Polski przyjeżdża coraz więcej specjalistów">Drenaż mózgów z Ukrainy. Do Polski przyjeżdża coraz więcej specjalistów</a></p> Wielka medialna machina pracuje. Czy brytyjska rodzina królewska przejdzie metamorfozę? http://forsal.pl/artykuly/1124746,wielka-medialna-machina-pracuje-czy-brytyjska-rodzina-krolewska-przejdzie-metamorfoze.html 2018-05-18T19:30:28Z Oficjalne komunikaty, spekulacje, artykuły, wyznania „przyjaciół” i rodziny nakręciły machinę, której kulminacyjnym punktem będzie sobotnia ceremonia zaślubin Meghan i Harry’ego. Czy koronowane głowy dzięki temu wchodzą w rolę znajomych z sąsiedztwa?]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><em><b>Na ślubie Meghan i Harry’ego nie będzie polityków. Zaproszenia dostało natomiast 2,6 tys. zwykłych ludzi. Co prawda nie pojawią się w kaplicy, ale będą uczestniczyć w ceremonii w ogrodach otaczających zamek.</b></em></p><p class="tresc">Gdy 29 kwietnia 2011 r. w Opactwie Westminsterskim arcybiskup Canterbury Rowan Williams udzielał ślubu księciu Williamowi i Catherine Middleton, dziś znanej jako księżna Kate, telewizyjną transmisję tego wydarzenia obejrzało ponad 2 mld widzów na całym świecie. Ślub był transmitowany również na oficjalnym kanale monarchii brytyjskiej w serwisie YouTube; nie zabrakło też relacji radiowej. Przed Pałacem Buckingham tuż po ceremonii zgromadziło się ponad 500 tys., a przejazd pary młodej ulicami Londynu obserwował 1 mln osób.</p><p class="tresc">W sobotę 19 maja fanów królewskiej rodziny czeka powtórka z rozrywki. Tym razem na ślubnym kobiercu o godz. 12 (czyli 13 czasu polskiego) w kaplicy St. George na terenie królewskiej rezydencji w Windsorze stanie młodszy brat Williama – Harry oraz jego wybranka, amerykańska aktorka Meghan Markle.</p><p class="tresc">„Jego Królewska Wysokość i Panna Markle zaręczyli się na początku miesiąca. Książę Harry poinformował Jej Królewską Mość królową Elżbietę i innych bliskich członków rodziny. Książę Harry poprosił i otrzymał również błogosławieństwo od rodziców panny Markle” – tak brzmiała treść oficjalnego komunikatu Pałacu Kensington wydanego 27 listopada ubiegłego roku.</p><h2 class="srodtyt">Od pierwszego spotkania</h2><p class="tresc">W ciągu dwóch godzin po ogłoszeniu zaręczyn zarezerwowane zostały wszystkie wolne 19 maja pokoje hotelowe w Windsorze.</p><p class="tresc">Gdy chwilę po ogłoszeniu zaręczyn narzeczeni pozowali do zdjęć, książę Harry na pytanie dziennikarzy, kiedy zrozumiał, że Markle to ta jedyna, udzielił jedynej słusznej odpowiedzi – podczas pierwszego spotkania. Harry, jak na romantycznie zakochanego przystało, sam zaprojektował pierścionek zaręczynowy dla narzeczonej. Zdobi go wielki diament z Botswany i dwa brylanty z prywatnej kolekcji jego zmarłej matki, czyli księżnej Diany. Jako pierwsi gratulacje po zaręczynach przekazali dziadkowie – królowa Elżbieta II oraz jej mąż książę Filip – brat księcia, czyli William, wraz z małżonką Kate oraz premier Wielkiej Brytanii Theresa May.</p><p class="tresc">Oświadczenie wydane przez Pałac Kensington było nie tylko oficjalnym potwierdzeniem zaręczyn. Stało się wtedy jasne, że ruszyła<b> wielka plotkarska machina</b>, zdecydowanie większa i potężniejsza niż wcześniej, gdy tylko domyślano się romansu księcia i amerykańskiej aktorki. Napędzają ją oficjalne komunikaty, spekulacje, artykuły, wyznania „przyjaciół” i rodziny.</p><p class="tresc">Żeby wszystko było jasne, sekretarz rodziny królewskiej do spraw komunikacji Jason Knauf 5 maja, a więc na dwa tygodnie przed ceremonią, wydał oświadczenie, że „Książę Harry i pani Markle pragnęli, aby opinia publiczna miała możliwość świętowania razem z nimi uroczystości ich zaślubin. W ten sposób chcą wyrazić wdzięczność za wyrazy wsparcia, jakie otrzymali z Wielkiej Brytanii, wszystkich państw Wspólnoty Narodów, ojczyzny pani Markle – Stanów Zjednoczonych – oraz całego świata”.</p><h2 class="srodtyt">Być bliżej ludu</h2><p class="tresc">Chętnych do świętowania zapewne nie zabraknie, a monarchia dzięki zaproszeniu ociepli swój wizerunek i zrealizuje swój zamysł, aby być jeszcze bliżej ludu. Zdaniem dr. Janusza Sibory, badacza dziejów dyplomacji, protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego, taką dbałość o wizerunek, a co za tym idzie, także stan posiadania monarchii brytyjskiej, obserwujemy od zakończenia I wojny światowej. – Wtedy zorientowano się, że stan monarchii nie jest najlepszy. Postanowiono więc, że trzeba dbać o nią jak o firmę, traktować jak instytucję, która musi na siebie zarabiać i utrzymywać się na powierzchni – tłumaczy.</p><p class="tresc">Dwór królowej Elżbiety II bardzo skrzętnie zabiega o dobrą opinię. – Na monarszą rodzinę patrzymy przez pryzmat kilku osób – Elżbiety II, księcia Karola i jego małżonki Kamili oraz czwórki najmłodszego pokolenia, czyli księcia Williama i jego żony Kate oraz Harry’ego i jego narzeczonej, a za chwilę żony Meghan. Sam ze swojej młodości pamiętam lata, kiedy o spadającej z konia księżniczce Annie powstawały piosenki. Głośno było o księżniczce Małgorzacie, siostrze Elżbiety II, której królowa nie pozwoliła związać się z pilotem Peterem Townsendem. Małgorzata związała się potem z fotografem i artystą Antonym Armstrongiem-Jonesem, który był pierwszym od 450 lat mężczyzną z ludu wchodzącym do rodziny królewskiej. Skandali w królewskiej rodzinie było sporo. Teraz prawie się o nich nie mówi. Brakuje plotek. Czasem ktoś wspomni np. o kuzynce Williama i Harry’ego, niejakiej Beatrycze, która podróżuje po świecie w kapeluszach w kształcie talerzyków śniadaniowych. Ale tak naprawdę oczy wszystkich zwrócone są na Harry’ego, Williama i ich wybranki. Nawet książę Karol i jego żona nie budzą tak dużego zainteresowania – wyjaśnia dr Sibora.</p><p class="tresc">Windsorowie na ślub Meghan i Harry’ego na pewno stawią się tłumnie. Poza nimi – jak wynika z oficjalnego oświadczenia – będą też m.in. dwie siostry księżnej Diany. Jedna z nich – lady Jane Fellowes – ma podczas ceremonii wygłosić przemówienie. Zanim jednak Meghan i Harry powiedzą sobie sakramentalne „tak”, matka panny młodej, Doria Ragland, pojawi się na specjalnym spotkaniu z rodziną królewską – królową Elżbietą, jej mężem księciem Filipem oraz bratem Harry’ego – Williamem oraz jego żoną Kate. Thomas Markle, ojciec Meghan, miał niedawno zawał serca, czeka go poważna operacja, w związku z czym nie przyjedzie do Londynu.</p><h2 class="srodtyt">Białe róże i cytrynowy tort</h2><p class="tresc">Co jeszcze wiadomo na temat samej uroczystości? Na ślub syna zapraszał gości sam książę Karol. Zaproszenia wydrukowano czarnym tuszem na papierze w kolorze kości słoniowej. Ich brzegi, podobnie jak i książęcy herb, czyli trzy strusie pióra z koroną przewiązane wstęgą, są pozłacane. Papier pochodzi z Wielkiej Brytanii, tusz sprowadzono ze Stanów Zjednoczonych.</p><p class="tresc">Projektanci sukni dla Meghan muszą zachować tajemnicę do 19 maja. Spekuluje się, że ślubny strój przyszłej małżonki Harry’ego przygotowywany jest przez brytyjski dom mody Burberry.</p><p class="tresc">Kwiatami zajmuje się znana florystyka Philipa Creddock. Przygotowuje kompozycje z roślin sezonowych, które pochodzą z posiadłości królewskiej. Przeważać mają białe róże, czyli ulubione kwiaty księżnej Diany, oraz naparstnice i piwonie, w których gustuje panna młoda. Goście mają pojawić się w formalnym stroju dziennym, co oznacza, że panowie założą ciemne marynarki i szare spodnie lub jasny garnitur, natomiast kobiety sukienki koktajlowe oraz obowiązkowo kapelusze.</p><p class="tresc">Przyszłą księżną do ołtarza najprawdopodobniej poprowadzi matka, czyli instruktorka jogi Doria Ragland, i będzie to jedno z nielicznych podczas tej uroczystości złamanie tradycji. Po mszy Meghan i Harry przejadą ulicami miasteczka zabytkowym powozem z 1902 r. Weselni goście poczęstowani zostaną cytrynowym tortem z kwiatami bzu przygotowanym przez Claire Ptak, która prowadzi słynną w Londynie cukiernię Violet Cakes.</p><p class="tresc">Nowożeńcy otrzymają z rąk królowej tytuły księżnej i księcia Sussex. Meghan dodatkowo zostanie księżną Walii.</p><p class="tresc">Po ceremonii zaślubin odbędzie się obiad wydany przez królową Elżbietę II, a następnie kolacja dla 200 osób organizowana przez księcia Karola. Para młoda poprosiła gości, aby nie kupowali im prezentów ślubnych, a przeznaczone na to pieniądze przekazali na jedną z siedmiu wybranych przez nich organizacji charytatywnych. Podobnie zachowali się William i Kate, którzy siedem lat temu po swojej ceremonii ślubnej zebrali ponad 1 mln funtów. Pieniądze zostały rozdzielone między 26 fundacji. Cała uroczystość będzie kosztować aż 32 mln funtów, a zapłacą za nią królowa Elżbieta II i książę Karol.</p><p class="tresc">Po weselu świeżo upieczeni małżonkowie wybiorą się w podróż poślubną. Mają pojechać do Namibii, a po powrocie będą mieszkać w Pałacu Kensington w Londynie.</p><h2 class="srodtyt">Nowoczesność czy manipulacja?</h2><p class="tresc">Zdaniem dr. Sibory, choć wszystko wygląda pięknie i bajkowo, warto obalić kilka mitów dotyczących tej uroczystości. Jedne z nich jest nazywany w literaturze naukowej <b>„fabrykacją króla i wizerunku monarchii”</b>. – I z tym właśnie mamy tu do czynienia. Jesteśmy pod wrażeniem, bo przecież żeni się osoba z królewskiej rodziny. Gdy pomyślimy jednak chwilę, zdamy sobie sprawę, że Harry nie jest następcą tronu i ma dość dalekie miejsce w kolejce do korony. Ślub Williama był zdecydowanie ważniejszy, bo jemu bliżej do królewskiego tytułu – tłumaczy.</p><p class="tresc">Specjalista zwraca uwagę, że królowa Elżbieta II świetnie kontroluje roczny plan wydarzeń. – Ślub Williama i Kate został przyspieszony z uwagi na odbywające się w Londynie letnie igrzyska. Elżbieta II wyraźnie nie lubi, gdy ważne wydarzenia nakładają się na siebie. Nie podobało jej się m.in., że podczas Diamentowej Parady na Tamizie w lipcu 2017 r. to czerwony płaszczyk Kate przyciągał większą uwagę niż jej złoty – mówi dr Sibora.</p><p class="tresc">Jak tłumaczy, odkąd służby informacyjne pałacu przeorganizowano i z trzech działów zrobiono jeden, informacje o rodzinie królewskiej są zwykłym śmiertelnikom odpowiednio dawkowane. – Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy poddawani manipulacji. Dwór produkuje kolejne towarzyskie wydarzenia, które mają znaleźć się w centrum zainteresowania mediów. Monarchia wkracza do brytyjskich domów. Przecież sprzedawane są wszędzie kubeczki, magnesy czy kartki z wizerunkiem młodej pary – mówi.</p><p class="tresc">Na ślubie Meghan i Harry’ego nie będzie czołowych brytyjskich polityków ani prezydenta USA. Zaproszenia dostało natomiast 2,6 tys. zwykłych ludzi. Co prawda nie pojawią się w kaplicy, która mieści jedynie 800&#160;osób, ale będą uczestniczyć w ceremonii w ogrodach otaczających zamek.</p><p class="tresc">– Moja teoria jest taka, że ten ślub, choć nie będzie na nim polityków, ma mimo wszystko polityczną rangę. Najprawdopodobniej było tak, że premier Theresa May i szef dyplomacji Boris Johnson obawiali się, że obecność na uroczystości Baracka Obamy, którego młodzi chcieli zaprosić, nie spodoba się Donaldowi Trumpowi. Mogłoby za tym iść pogorszenie stosunków z administracją USA. Rząd dał więc do zrozumienia, że lepiej będzie, jeśli taka sytuacja nie będzie miała miejsca. Rodzina królewska poszła zaś o krok dalej i wyeliminowała także panią premier – tłumaczy zawiłość tej sytuacji dr Sibora. Tu trzeba przypomnieć, że na ślubie księcia Andrzeja pojawiła się Margaret Thatcher, a na ślubie Diany i księcia Karola nie zabrakło Nancy Reagan. – Być może Trump by nie przyjechał i wysłałby małżonkę lub córkę. Chociaż kto wie. Obecny prezydent Ameryki lubi zaskakiwać – stwierdza dr Sibora.</p><p class="tresc">Kolejnym mitem, który jego zdaniem przy okazji królewskiego ślubu warto obalić, jest mit nowoczesności. – Dla mnie byłoby nowocześnie, gdyby książę Harry zrezygnował z królewskich przywilejów, wyjechał do USA, tam zrealizował się zawodowo i utrzymywał z własnej pracy. Podobnie jest z kwestią ślubnych prezentów i przekazania pieniędzy na rzecz fundacji. Z mojego punktu widzenia o wiele lepiej wizerunkowo wyglądałoby, gdyby Meghan nie zakładała sukni, która zapewne będzie kosztowała ok. 100 tys. dol., i wystąpiła w stroju z sieciówki za 250 dol. Zaoszczędzone fundusze mogła przekazać na rzecz potrzebujących – uważa.</p><p class="tresc">Okazuje się, że wśród 2,6 tys. „zwykłych ludzi”, zaproszonych na ślub Harry’ego i Meghan, aż 1,2 tys. to osoby zasłużone brytyjskiemu społeczeństwu. Pałac Kensington starannie wybrał ich z organizacji charytatywnych, wspieranych przez księcia i jego narzeczoną. To m.in. stu uczniów z dwóch lokalnych szkół, 610 członków społeczności zamku Windsor oraz 530 członków rodziny królewskiej. – To kolejne małe oszustwo, a może bardziej spryt rodziny królewskiej. Narracja owszem skrojona jest tak, aby pokazać, że docenia się tych, którzy działają lokalnie albo pomagają, ale nietrudno domyślić się, że 600 osób członków społeczności zamku będzie czynnie brać udział w uroczystościach. Przy tak dużej imprezie strona techniczna jest bardzo ważna. Ogólny przekaz będzie jednak taki, że jesteśmy nowoczesną rodziną, która bardzo was ceni. Tym samym Windsorowie podkreślają, że nie są skostniałą, oderwaną od rzeczywistości familią – mówi dr Sibora.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/rozrywka/artykuly/1100453,juz-nie-celebryci-a-cewebebryci-czyli-jak-osiagnac-slawe-w-sieci.html">Już nie celebryci, a ceWEBebryci, czyli jak osiągnąć sławę w sieci</a></p><h2 class="srodtyt">Królowa trendsetterka</h2><p class="tresc">Po co cały ten zgiełk? Zdaniem dr Anny Jupowicz-Ginalskiej, medioznawczyni z UW, monarchia jest świetną ambasadorką Wielkiej Brytanii. – Im większe wzbudza zainteresowanie, tym lepiej, nawet jeśli odbywa się to na poziomie celebryckim – mówi.</p><p class="tresc">Pałac Kensington doskonale porusza się w internecie i zna siłę mediów społecznościowych, jego mieszkańcy wydają się więc być blisko zwykłego człowieka. – Koronowane głowy wchodzą w rolę znajomych z sąsiedztwa – tłumaczy dr Jupowicz-Ginalska.</p><p class="tresc">Z kolei dr Sibora dodaje, że promocja przy użyciu aparatów fotograficznych czy kamer w rodzie Windsorów miała miejsce również przed panowaniem królowej Elżbiety. – Między innymi jej ojciec już w latach 20. i 30. biegał po dworze z kamerą, dużo zdjęć ma także Edward VIII – wymienia.</p><p class="tresc">Do promocji swojego wizerunku Windsorowie wykorzystują nie tylko śluby. Całą Anglię oagraniało szaleństwo związane z narodzinami kolejnych dzieci Kate i Williama. Gdy tylko rozchodziła się wieść, że księżna lada chwila urodzi dziecko, przed szpitalem St. Mary’s w Londynie od razu gromadziły się tłumy. Pikanterii ostatnim narodzinom, które miały miejsce 23 kwietnia, dodawały spekulacje, czy księżna zdąży urodzić przed ślubem Harry’ego i czy pojawi się na uroczystości.</p><p class="tresc">– Kreowanie opinii publicznej odbywa się także na poziomie małych gestów, pozornych wpadek lub publicznych zwierzeń – zauważa dr Jupowicz-Ginalska. Wystarczy przypomnieć, jak podczas urodzin Elżbiety II książę Karol w trakcie przemówienia zwrócił się do królowej per „mamusiu”. Królowa podczas wywiadu dla BBC wyznała z kolei, że jej korona waży prawie 2 kg i to bardzo niezdrowe dla kręgosłupa.</p><p class="tresc">– Na szczęście mój ojciec i ja mieliśmy podobny kształt głowy, więc jak już się ją włożyło, to zostawała w miejscu i nie spadała – śmiała się monarchini. Takie mikrogesty stają się niezwykle potężnym orężem w walce o przychylność publiczności.</p><p class="tresc">W lutym tego roku głowa rodu Windsorów zadebiutowała w świecie mody i wzięła udział w pokazie. Zaliczyła przy tym wpadkę, bo postawiła pod krzesłem torebkę. Media uznały, że to wbrew etykiecie i sprawę nagłośniły. – Prawda jest taka, że królowej Elżbiecie nie wypada popełnić faux pas, ale jej wolno wszystko – tłumaczy dr Sibora.</p><p class="tresc">Wspomina słynną wizytę prezydenta USA Eisenhowera z 1959 r., kiedy to Elżbieta przyjęła jego i jego małżonkę w zamku Balmoral położonym w Szkocji. Prezydenta oczarowały podane podczas podwieczorku babeczki. Królowa, znana z zamiłowania do słodkości, w liście wysłanym w 1960 r. do Eisenhowera napisała: „Kiedy w dzisiejszej gazecie zobaczyłam zdjęcie przedstawiające Pana przy grillu z przepiórkami, przypomniałam sobie, że nie przesłałam Panu przepisu na babeczki, co obiecałam uczynić podczas Państwa wizyty w Balmoral. Spieszę więc, by naprawić to niedopatrzenie, i żywię nadzieję, że wypieki okażą się udane”.</p><p class="tresc">– Dlatego w sprawie torebki królowej mam swoją teorię. To ona ustala normy i jak to się dziś mówi, jest trendsetterką. Poza tym, jeśli już kogoś obwiniać za tę sytuację, to raczej organizatorów, którzy powinni postawić obok jej krzesła stoliczek albo po prostu torebkę od królowej odebrać – wyjaśnia dr Sibora.</p><p class="tresc">Królewskie wpadki rzadko bywają sprawą przypadkową. – Widać, że spiżowa królowa, zła teściowa księżnej Diany, która pozostała niewzruszona po śmierci „królowej ludzkich serc”, jest dziś odbierana jako sympatyczna starsza pani, która potrafi żartować, często zstępuje z piedestału i łamie panujące na dworze zasady – wyjaśnia dr Jupowicz-Ginalska.</p><p class="tresc">Niezwykłym wydarzeniem był pogrzeb księżnej Diany. Książę Karol wraz z synami szli za jej trumną w żałobnym kondukcie. – Wcześniej takie wyjścia do ludu się nie zdarzały. Może było to zachowanie związane z czysto ludzkim odruchem, ale w królewskiej rodzinie nic nie jest przypadkowe. Być może już wtedy rozpoczął się proces ocieplania wizerunku – mówi dr Jupowicz-Ginalska.</p><h2 class="srodtyt">Mezalians jest démodé</h2><p class="tresc">Ludzką twarz królowa pokazuje również dziś, gdy godzi się na kolejny ślub członka rodziny z osobą nie dość, że spoza arystokracji, to na dodatek rozwódką. Za tą zgodą idą jednak ogromne wyzwania, jakie staną przed Meghan. Będzie musiała przejść przyspieszony kurs królewskiej etykiety i protokołu, m.in. wsiadania do auta ze złączonymi nogami czy tzw. skosu księżnej, a więc takiego siadania na krześle, aby spódnica lub sukienka nie odkrywały zbyt wiele. W marcu została ochrzczona przez Kościół anglikański podczas sekretnej ceremonii. Chociaż chrzest nie był konieczny do udzielenia jej ślubu z Harrym, sama tuż po zaręczynach podjęła taką decyzję. Dzięki temu podczas ceremonii zaślubin wraz ze swoim mężem będzie mogła przyjąć komunię świętą. Udzielił go arcybiskup Justin Welby, który wcześniej wprowadzał Meghan w zasady wiary. Podczas 45-minutowej uroczystości nie zabrakło rzecz jasna samego Harry’ego oraz nielicznych królewskich pomocników.</p><p class="tresc">– Ten ślub to taka mocna kropka nad „i”. Wcześniej podobny mezalians popełnił William, który poślubił Kate, kobietę co prawda wywodzącą się z nowej arystokracji, czyli bardzo bogatej rodziny, ale bez kropli niebieskiej krwi. To kolejny przekaz królowej, jej dzieci i wnuków, który mówi: „Zobaczcie, nie jesteśmy tak wyniośli, jak się wam wydaje”. Samo słowo „mezalians” wydaje się być w stosunku do miłosnych poczynań królewskiego rodu mocno démodé – mówi dr Jupowicz-Ginalska.</p><p class="tresc">Jej zdaniem miłosne perypetie monarszej rodziny mają wymiar nieco bajkowy. Ludzie na całym świecie z zaciekawieniem śledzą ich przebieg tak, jakby oglądali emocjonujący serial. – Porywa nas ta opowieść, która rozgrywa się w pięknej scenerii. Zaczynamy się identyfikować i współodczuwać z jej bohaterami – wyjaśnia.</p><p class="tresc">W Polsce wydarzenia w królewskiej rodzinie budzą też ogromne emocje, ponieważ – jak tłumaczy dr Jupowicz-Ginalska – mamy tendencję do szukania polskich wątków w różnych europejskich czy globalnych historiach. – Wystarczy przypomnieć sobie, że brytyjskie tabloidy co jakiś czas donosiły, że trzecie dziecko Kate i Williama mogło zostać poczęte podczas wizyty w Polsce w sierpniu ubiegłego roku. Z drugiej strony być może ze względu na dużą skalę emigracji Polaków na Wyspy czujemy sentyment do tego regionu Europy, a co za tym idzie również do monarchii. Poza tym brytyjska rodzina królewska jest najbardziej rozpoznawalną na świecie i żadna inna – ani hiszpańska, ani holenderska, ani szwedzka – nie jest dla niej żadną konkurencją – mówi.</p><p class="tresc">Czyj ślub w Polsce wywołałby podobne emocje? O miano „polskiej księżniczki” mogłyby rywalizować dwie młode damy – Kinga Duda i Kasia Tusk. Gdy 22 września 2012 r. na ślubnym kobiercu stawała córka Aleksandra Kwaśniewskiego, przed warszawską Katedrą Polową Wojska Polskiego zebrały się tłumy. Jak opisywały tabloidy, ludzie stratowali donice z kwiatami, które stały przed świątynią. Pierwsza dama Jolanta Kwaśniewska błagalnym tonem zwracała się do gapiów, aby przepuścili narzeczonych i pozwolili im spokojnie wejść do kościoła. Z tłumu dało się słyszeć okrzyki zachwytu w stylu „Nasza Oleńka, nasza księżniczka”. Nie wszyscy jednak byli aż tak zachwyceni zbiegowiskiem i szumem wokół tego wydarzenia. Pod tekstami o ślubie Aleksandry Kwaśniewskiej i piosenkarza Kuby Badacha pojawiały się komentarze w stylu: „Jaki kraj, taka księżniczka. Do Windsorów jeszcze nam daleko”.</p><p class="tresc">Uroczystość książęcych zaślubin w Londynie 19 maja będzie transmitowana także przez największe polskie stacje telewizyjne. Ludzie siądą więc przed odbiornikami, a potem będą mieli co komentować. <b> ⒸⓅ</b></p><p><b>Treść całego artykułu można przeczytać <a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/grzbiet/5746/dziennik-gazeta-prawna.html#page/26">w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.</a></b></p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/lifestyle/rozrywka/artykuly/1101951,tworcy-i-stworcy-jak-naprawde-wyglada-praca-agentow-gwiazd.html">Twórcy i stwórcy. Jak naprawdę wygląda praca agentów gwiazd?</a></p> Śledztwo w sprawie morderstwa Kuciaka: słowacka policja przesłuchała czeską dziennikarkę http://forsal.pl/artykuly/1124390,sledztwo-w-sprawie-morderstwa-kuciaka-slowacka-policja-przesluchala-czeska-dziennikarke.html 2018-05-17T05:13:49Z Słowacka policja przesłuchała czeską dziennikarkę, która współpracowała z zamordowanym słowackim dziennikarzem śledczym Janem Kuciakiem przy pisaniu niedokończonego artykułu o włoskiej mafii na Słowacji - podał w środę słowacki dziennik "Sme".]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Według niego dziennikarce <b>Pavli Holcovej</b> policjanci zabrali telefon komórkowy zawierający dane na temat innych drażliwych przypadków, które nie są związane z Kuciakiem. Holcova odmówiła podania kodów do telefonu, ale policja będzie próbowała je złamać - informuje "<b>Sme</b>". </p> <p>Prokuratura twierdzi, że Holcova oddała telefon dobrowolnie, ale ona sama oświadczyła, iż uczyniła to pod presją. </p> <p>"Śledczy utrzymują, że jej komunikacja elektroniczna może pomóc wykryć zabójcę, ale uzasadnienie takie nie jest jasne" - pisze "Sme". </p> <p>Holcova "wyraźnie oświadczyła, że dobrowolnie oddaje telefon komórkowy na potrzeby postępowania karnego. Wynika to z protokołu podpisanego przez wszystkich obecnych" - powiedziała pytana w tej sprawie przez agencję CTK rzeczniczka słowackiej prokuratury specjalnej. Dodała, że prokurator nakazał skopiowanie części danych z telefonu, a dziennikarka się na to zgodziła. Celem przejęcia danych "było wyłącznie uzyskanie obiektywnych dowodów, które mogą pomóc w śledztwie dotyczącym przedmiotowego czynu przestępczego, a nie jakiekolwiek naruszenie praw dziennikarki" - zaznaczyła. </p> <p>"Wyjaśnili mi, że albo podpiszę dokument o tym, że oddaję telefon dobrowolnie, albo zapłacę karę porządkową w wysokości 1650 euro za odmowę współpracy, a telefon zostanie odebrany" - powiedziała Holcova CTK. </p> <p>"Decyzja policjantów, by odebrać dziennikarce telefon, jest zaskakująca. Dziennikarze mają przecież obowiązek chronienia źródeł swych informacji" - wskazuje "Sme". </p> <p>Holcova należy do Międzynarodowego Zrzeszenia Dziennikarzy Śledczych, które analizowało zawarte w Panama Papers materiały na temat przestępstw podatkowych i prania pieniędzy. Współpracuje także z dziennikarską organizacją OCCRP (Organized Crime and Corruption Reporting Project) np. zajmując się tematem przemycania broni przez terytorium Słowacji. </p> <p>27-letniego Kuciaka i jego 27-letnią partnerkę Martinę Kusznirovą zastrzelono pod koniec lutego w ich domu w miejscowości Velka Macza w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Sprawcy tej zbrodni pozostają nadal nieznani. Zabójstwo dwojga młodych ludzi wywołało masowe demonstracje uliczne na rzecz uzdrowienia życia publicznego. Polityczny kryzys doprowadził do ustąpienia premiera Roberta Fico i rekonstrukcji rządu w ramach dotychczasowej koalicji. </p> <p>Piotr Górecki (PAP)</p> <p> </p> <p>ptg/ dmi/ mc/</p> Bershidsky: Jak paywall pomaga niezależnym mediom w autorytarnych krajach [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1124189,bershidsky-jak-paywall-pomaga-niezaleznym-mediom-w-autorytarnych-krajach-opinia.html 2018-05-17T19:30:08Z Na przykładzie mediów w Rosji można wywnioskować, że pobieranie opłat za wiadomości może zapewnić niezależność, ale jednocześnie ogranicza zasięg i wpływ – pisze Leonid Bershidsky.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Ostatnio dużo mówiło się o <b>dziennikarstwie </b>i <b>paywallu</b>, także w <a href="https://www.bloomberg.com/view/articles/2018-05-16/how-media-paywalls-work-in-authoritarian-countries">redakcji Bloomberg</a>, która właśnie wprowadziła tę formę płatności. W dużej mierze dyskusja skupiała się na ekonomii wspierania dziennikarstwa z dbałością o jakość, biorąc pod uwagę głównie rynek amerykański.</p><p>Chciałbym poszerzyć ramy tej dyskusji, dzieląc się moim doświadczeniem w <b>Rosji</b>. Tam sprawa jest bardziej skomplikowana. W Rosji, paywall był niezbędny do utrzymania dziennikarskiej uczciwości. Jednocześnie udowodnił, że pobieranie opłat za dziennikarstwo może zmniejszyć jego wpływy. W krajach autorytarnych może to z kolei prowadzić do erozji wolności wypowiedzi oraz odpowiedzialności.</p><p>Za przykład podam przypadek<b> Slon.ru</b>, portalu opinii, który założyłem wraz z byłym bankierem w 2009 roku. Na początku działalności nie pobieraliśmy żadnych opłat. Rosja wciąż miała stosunkowo dynamiczny krajobraz medialny i musieliśmy konkurować o uwagę z darmowymi stronami internetowymi. Zainwestowaliśmy nawet w zwiększenie ruchu na stronie dzięki pieniądzom byłego bankiera. Dzięki temu chcieliśmy dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców – kilku milionów osób miesięcznie.</p><p>Zadziałało. Mieliśmy swoją niszę, reklamodawcy zauważyli nas, wygraliśmy nawet niektóre nagrody. Do 2012 r.., kiedy to zająłem się innymi projektami, Slon.ru działał prężnie, a wszystko finansowane było z reklam. W tym roku Władimir Putin powrócił do prezydentury po czteroletniej przerwie. Niemal natychmiast na rynku nastało ochłodzenie, na stronie pojawiało się coraz mniej reklam, szczególnie w przypadku publikacji krytycznych wobec Kremla. Wkrótce po aneksji Krymu w 2014 r. <b>Maxim Kashulinsky</b>, obecny redaktor naczelny strony, ogłosił, że Slon.ru będzie dostępny za paywallem. To rzadkość w Rosji, gdzie czytelnicy są jeszcze bardziej przyzwyczajeni do darmowych treści w internecie niż Amerykanie, ale była to jedyna szansa, by zatrzymać projekt przed gwałtownym odpływem funduszy.</p><p>Strach reklamodawców, by nie narazić się władzy, nie był jedynym problemem. Pomimo odnowienia atmosfery zimnej wojny, <b>Facebook </b>i <b>Google </b>(i ich rosyjskie klony) przejęły działalność reklamową. Presja polityczna w połączeniu ze wzrostem obecności reklam w mediach społecznościowych i wyszukiwarkach sprawiła, że model biznesowy oparty na reklamach dla mediów jest praktycznie bezużyteczny.</p><p>Ten podwójny, śmiertelny dla portali cios nie jest charakterystyczny tylko dla Rosji: na Węgrzech ludzie bliscy premierowi <b>Viktorowi Orbanowi </b>skupują media, które rząd następnie wspiera reklamą. Ci, którzy pozostają niezależni, są ignorowani przez komercyjnych reklamodawców.</p><p>Cztery lata po przejściu za paywall, Slon.ru, przemianowany na <b>Republic.ru</b> w 2016 r., pozostaje jednym z sześciu rosyjskich wydawców, których właściciele i redaktorzy nie działają według instrukcji Kremla.</p><p>Dopytałem Kashulinsky'ego, jak sobie radzi. Odpowiedział, że redakcja składa się z 17 pełnoetatowych dziennikarzy (zacząłem z ponad 30), a finansowanie działalności pochodzi w20 proc. z reklam, a reszta przychodów pochodzi z subskrypcji. To przejrzyste i odporne na presję Kremla: nawet jeśli rząd chciał zablokować stronę, ale nawet wtedy oddani subskrybenci prawdopodobnie omijaliby zakaz z serwerami proxy i prywatnymi wirtualnymi sieciami.</p><p>Ci subskrybenci, jak powiedział Kashulinsky, są gotowi zapłacić nie tylko za jakościowe opinie i raporty, ale także wesprzeć jeden z ostatnich bastionów niezależnego dziennikarstwa. (Niedobitki minionej rosyjskiej epoki wolności mediów nazywają te media „normalnymi”, a nie „niezależnymi” – tak też mówi Kashulinsky).</p><p>Dzięki bazie subskrypcji Kashulinsky nie jest tak zaniepokojony, jak większość redaktorów w Moskwie. „Przestaliśmy liczyć kliki”, mówi. „Nie musimy też próbować hakować algorytmu Facebooka, aby nasze posty przyciągały ruch. Używamy go tylko do reklamowania subskrypcji, a kiedy jesteś reklamodawcą, Facebook działa w porządku”.</p><p>Brzmi jak idylla? Należy wziąć pod uwagę zasięg strony Republic.ru. Kashulinsky powiedział, że ma 22 tys. subskrybentów – w kraju z 87 milionami internautów. Roczny abonament wynosi 4 800 rubli (77 dolarów), co pozwala portalowi przetrwać, a pisarzom i redaktorom zapewnia wynagrodzenia. Na stronie znajdują się kolumny wybitnych krytyków Putina, którzy nie są mile widziani w innych rosyjskich mediach, a także okazjonalne raporty i śledztwa, jak ten z 2017 r. o poszukiwaniu tajnego więzienia używanego przez FSB – krajowy wywiad rosyjski.</p><p>Pomysł na niezależność Kashulinsky'ego to nie jedyne wyjście. Meduza.io, popularny rosyjskojęzyczny portal, chwali się liczbą 9,5 miliona czytelników miesięcznie, a nie ma paywallu. Ale siedziba Meduza.io znajduje się w Rydze na Łotwie, co pozwala im uniknąć presji Kremla. Tymczasem ich samowystarczalność finansowa była nie do zweryfikowania. Dane Meduzy za 2017 rok nie są jeszcze dostępne w łotewskim rejestrze firm, ale w 2016 roku, po drugim pełnym roku działalności, Meduza odnotowała przychody w wysokości 1,3 mln euro (1,6 mln dolarów), a koszty tej działalności są sięgają 2,3 mln euro.</p><p>Co ważniejsze, zasięg płatnych, niezależnych serwisów informacyjnych jest pomniejszany przez państwowe media propagandowe Putina i strony internetowe będące własnością ludzi biznesu, którzy są lojalni wobec Kremla. Główna strona RIA Novosti, państwowej agencji propagandowej, miała w kwietniu średnio 4 miliony unikalnych odwiedzających dziennie. Takie placówki nie potrzebują dochodów z subskrypcji, aby przetrwać.</p><p>Jaką więc lekcję możemy z tego wyciągnąć? Przy ograniczonej liczbie silnych, profesjonalnych portali, które zarabiają dzięki subskrypcjom, istnieje ryzyko, że ciekawi świata, aktywni i zaangażowani czytelnicy nie będą w stanie zapewnić wystarczającego budżetu dla wszystkich publikujących. Dziennikarze mogą przetrwać i wykonywać dobrą robotę, ale zasięg tej pracy i jej wpływ będą ograniczone.</p><p>Na Zachodzie są recepty rozwiązujące podobne problemy. Na przykład zastosowanie dźwigni regulacyjnych, aby sieci społecznościowe i inne usługi płaciły za treści informacyjne w taki sposób, w jaki płacą za muzykę. Firmy internetowe mogą sobie na to pozwolić, a tego rodzaju rozwiązanie może pomóc mediom utrzymać niskie ceny subskrypcji i – być może – umożliwić gromadzenie subskrypcji oraz sprzedaż ich w pakiecie.</p><p>Nigdy nie powinniśmy tracić z oczu zagrożenia, jakie niesie sytuacja, gdy <b>dziennikarstwo wysokiej jakości </b>ma tylko jedno źródło dochodu.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/rosja/artykuly/1123893,rosja-uruchomila-most-na-zaanektowany-krym.html" title="Rosja uruchomiła most na zaanektowany Krym">Rosja uruchomiła most na zaanektowany Krym</a></p>