© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: motoryzacja 2018-08-15T10:34:47+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/motoryzacja Sprowadziłeś samochód z zagranicy? Laweta nie uchroni auta przed kontrolą stanu licznika http://forsal.pl/artykuly/1215021,sprowadziles-samochod-z-zagranicy-laweta-nie-uchroni-auta-przed-kontrola-stanu-licznika.html 2018-08-13T18:40:55Z Policja i inne służby będą mogły sprawdzać stan liczników także w samochodach, które są do Polski wwożone. Cel słuszny, ale z wykonaniem może być kłopot.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p> <p class="tresc"><span>Walkę masowemu zjawisku, jakim jest zaniżanie przebiegu pojazdu, wydało Ministerstwo Sprawiedliwości. Oprócz wyszczególnienia przestępstwa polegającego na fałszowaniu wskazania drogomierza (projektowany art. 306a par. 1 kodeksu karnego) oraz zlecenia wykonania tej czynności (art. 306a par 2. k.k.), za które grozić ma do pięciu lat pozbawienia wolności, MS chce przyznać większe uprawnienia niektórym służbom kontrolującym ruch drogowy. W najnowszej wersji projektu ustawy znalazły się przepisy, które pozwolą funkcjonariuszom sprawdzać stan liczników pojazdów holowanych czy też przewożonych na lawetach. </span></p> <h2><b><span>Uszczelnienie kontroli... </span></b></h2> <p class="tresc"><span>Dzięki temu służby będą mogły zweryfikować przebieg każdego auta poruszającego się po polskich drogach – niezależnie od tego, czy jest ono na chodzie czy nie, i czy jest zarejestrowane w naszym kraju czy nie. To ważne, bo bardzo często cofane są liczniki w pojazdach sprowadzanych z zagranicy, jeszcze przed zarejestrowaniem ich w Polsce. Dzieje się tak zwłaszcza, odkąd w ramach badania na Stacji Kontroli Pojazdów diagności mają obowiązek przesyłania do Centralnej Ewidencji Pojazdów informacji o stanie licznika i oszustwo w przypadku auta już zarejestrowanego stosunkowo łatwo jest wykryć. </span></p> <p class="tresc"><span>Nowe uprawnienie – które oprócz policji mają dostać Inspekcja Transportu Drogowego, Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna i Służba Celno-Skarbowa – ma pomóc zmarginalizować nielegalny proceder. </span></p> <p class="tresc"><span>– Przede wszystkim dzięki możliwości odczytu drogomierzy pojazdów zarejestrowanych za granicą (m.in. pojazdów zaopatrzonych w zagraniczne tablice tymczasowe, wwozowe lub celne), tych niezarejestrowanych czy przewożonych jako ładunek, już od momentu przekroczenia polskiej granicy – czytamy w uzasadnieniu. – Dopiero takie uprawnienia służb w połączeniu z przekazywaniem wskazania drogomierza do Centralnej Ewidencji Pojazdów i karną penalizacją ingerencji we wskazania licznika przebiegu powinny doprowadzić do likwidacji patologicznego zjawiska oszustwa w obrocie używanymi pojazdami – dodaje resort sprawiedliwości. </span></p> <p class="wyroznienie"><span>Uprawnienia </span><span>dostaną m.in. celnicy,</span><span> policjanci, pogranicznicy, ITD, żandarmeria </span></p> <p class="tresc"><span>W Centralnej Ewidencji Pojazdów, co do zasady, gromadzi się dane pojazdów już zarejestrowanych w Polsce. Trzeba będzie zatem rozbudować ten serwis o nowe funkcjonalności. Jeśli auto zagraniczne nie figuruje w CEP, wówczas oprócz numeru rejestracyjnego auta (o ile w ogóle go ma) trzeba będzie dodać numer VIN albo numer nadwozia, podwozia lub ramy oraz informacje o marce. Będzie to tzw. prerejestracja. Informacje zebrane przez służby podczas kontroli pozwolą, w przypadku ewentualnego przyszłego zarejestrowania takiego pojazdu w Polsce, na porównanie wskazań drogomierza z poszczególnych okresów. Dane te będą widoczne np. dla potencjalnych kupujących w portalu HistoriaPojazdu.gov.pl.</span></p> <p class="tresc"><span>– Doświadczenia Instytutu Transportu Samochodowego wskazują, że tylko możliwie częste odnotowywanie przebiegu pojazdu w centralnych bazach w trakcie jego eksploatacji skutecznie zniechęca do manipulacji przebiegiem. Dlatego proponowane zmiany polegające na dodatkowym odnotowywaniu w CEPiK przebiegu pojazdu przy rozszerzeniu katalogu uprawnionych organów jest kierunkowo dobrym rozwiązaniem – ocenia prof. Marcin Ślęzak, dyrektor ITS. – Niektóre kraje europejskie, jak np. Belgia, poszły nawet krok dalej w przyjętych rozwiązaniach. Przebieg pojazdu odnotowywany jest dodatkowo przy każdej wizycie w zakładzie wulkanizacyjnym, np. w celu sezonowej wymiany opon – przytacza prof. Ślęzak.</span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span><a href="http://forsal.pl/motoforsal/aktualnosci/artykuly/1211323,ten-samochod-jest-fatalny-wiec-powinniscie-go-kupic-motofelieton.html">Ten samochód jest fatalny, więc powinniście go kupić [MOTOFELIETON]</a></p> <h2><b><span>…przynajmniej w teorii</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Kłopot w tym, że projektowane rozwiązanie świetnie wygląda w teorii, ale w praktyce może nie przynieść spodziewanych rezultatów. Po pierwsze, policja i poszczególne służby dostaną uprawnienie do kontrolowania stanu licznika wwożonych pojazdów, nie będą zaś do tego zobligowane. – O ile w przypadku pojazdu holowanego nie będzie to stanowiło większego problemu, to już nie wyobrażam sobie, żeby funkcjonariusze wchodzili na drugie piętro lawety przewożącej auta – słyszymy od jednego z mundurowych. </span></p> <p class="tresc"><span>– Przecież zazwyczaj policjanci drogówki nie mają pozwolenia na prace na wysokościach. Nie ma też zabezpieczeń wymaganych przez bhp. Ale nawet jakby ktoś próbował, kierowca lawety musiałby udostępnić kluczyki do transportowanych przez siebie pojazdów. Tymczasem może albo nie chcieć tego zrobić albo ich zwyczajnie nie mieć. Dlatego nie oszukujmy się, projektowane przepisy będą miały duże znaczenia dla obrotu pojazdów, które są już zarejestrowane czy dopuszczone do ruchu. Pozostałe będą się wymykać – tłumaczy doświadczony policjant. </span></p> <p class="tresc"><span>Poza tym jeśli funkcjonariusz nawet się do pojazdu dostanie, to może się okazać, że importujący je handlarz przezornie wymontował akumulator. A wtedy sprawdzenie silnika jest możliwe pod warunkiem, że ma się własne źródło zasilania.</span></p> <p class="tresc"><span>Eksperci przestrzegają jednak przed lekceważeniem nowych regulacji.</span></p> <p class="tresc"><span>– Nawet jeśli w dużej mierze będą one martwe, to od czasu do czasu uda się z nich skorzystać. Wprowadzenie takich przepisów niczego nie popsuje, a polepszyć może. Dlatego nie negowałbym pomysłu – ocenia Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w prawie drogowym.</span><span class="allCaps"></span></p> <h2><b><span class="tresc-bold">Etap legislacyjny</span></b>:</h2> <p class="podstawa-txt"><span>Projekt czeka na przyjęcie przez Radę Ministrów</span></p> Chiny: Po obniżce stawek celnych import samochodów wzrósł o 50 proc. http://forsal.pl/artykuly/1213866,chiny-po-obnizce-stawek-celnych-import-samochodow-wzrosl-o-50-proc.html 2018-08-12T09:46:35Z Chiny odnotowują 50-procentowy wzrost importu samochodów; skok nastąpił po obniżce stawek celnych.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W lipcu Chiny zaimportowały 165 tys. samochodów i podwozi do samochodów, a w skali rocznej nastąpił 50-procentowy wzrost importu pojazdów. Jeszcze większy był ten wzrost, jeśli chodzi o jego wartość w dolarach: wyniósł 72 proc. Ogólna wartość zaimportowanych samochodów, to ok. 7,4 miliarda dolarów.</p> <p>W sumie chińskie ministerstwo finansów obniżyło od 1 lipca cła na 1449 towarów konsumpcyjnych, w tym odzież i obuwie, sprzęt AGD, produkty spożywcze i kosmetyki, by stymulować import, kontynuować otwieranie gospodarki i podnieść jej konkurencyjność.</p> <p>Taryfy celne na samochody obniżono z 20-25 proc. do 15 procent, a na części zamienne do nich z 8-25 proc. do 6 proc. Obniżka dotyczy 139 kategorii pojazdów i 79 kategorii części samochodowych.</p> <p>W sektorze samochodowym nastąpiły poważne zmiany, gdy rząd ogłosił w maju zniesienie restrykcji dotyczących inwestowania w Chinach, umożliwiając zagranicznym producentom aut działanie na terenie Chin bez potrzeby wchodzenia w spółki z lokalnymi partnerami.</p> Ten samochód jest fatalny, więc powinniście go kupić [MOTOFELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1211323,mitsubishi-eclipse-cross-ten-samochod-jest-fatalny-wiec-powinniscie-go-kupic-motofelieton.html 2018-08-12T12:12:58Z Co pewien czas przychodzi do mnie któryś z przełożonych i uprzejmie prosi, żebym w końcu opisał jakiś tani samochód dla przeciętnego Polaka. Podobno nie chcecie już czytać o porsche, BMW, mercedesach i audi. Zależy wam na mojej opinii na temat normalnych, przystępnych cenowo, rodzinnych aut.]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Niestety, nie jest to takie proste. Škoda się na mnie obraziła, bo jako jedyny w Polsce, a może i na całym świecie, ośmieliłem się skrytykować Octavię. Renault i Dacia nie odpisują na moje e-maile, Opel nie odbiera telefonów, a Fiat boi się dać mi Tipo, myśląc pewnie, że porzucę go w rzece. Z kolei Volkswagen nie robi już tanich aut. Dobre i</span><span> niedrogie samochody mają w ofercie Kia i Hyundai, ale przecież nie będę co tydzień pisał o Rio albo i20. Bardzo dawno nie jeździłem też żadną nową toyotą. Pewnie dlatego, że obecnie nie ma czegoś takiego, jak nowa toyota, a na Camry i kolejną generację Aurisa trzeba jeszcze chwilę poczekać. Sami więc widzicie, że wszyscy rzucają mi kłody pod nogi.</span></p><p class="tresc"><span>Inna sprawa, że moja opinia na temat danej marki czy modelu nie ma dla was kompletnie żadnego znaczenia. Jestem o tym święcie przekonany i mam na to dowody. Pół roku temu pan Paweł zapytał mnie w e-mailu, czy warto kupić Nissana Juke’a. Odpisałem mu szczerze, że znam dużo przyjemniejsze, a przede wszystkim ładniejsze sposoby na sprzeniewierzenie 70 tys. zł. Wiecie, co zrobił? Kupił Nissana Juke’a. Kilka tygodni później panią Jolę zastanawiało to, jakie auto do miasta polecam, więc z</span><span> czystym sumieniem odpisałem, że powinna sobie sprawić Hyundaia i20. Wiecie, co zrobiła? Poszła do salonu Hondy i wyjechała z niego Jazzem. Bo jej się logo pomyliło, poza tym pan sprzedawca był taki miły, miał ciekawy krawat i ładnie pachniał. To trochę jak wybrać się do spożywczego po bułki, a wrócić do domu z zestawem guzików z pasmanterii.</span></p><p class="tresc"><span>Znam naprawdę mnóstwo ludzi, którzy ostatecznie kupili zupełnie co innego, niż im doradzałem. Dziś są bardzo zadowoleni ze swoich decyzji i tego, że mnie nie posłuchali. I kompletnie im się nie dziwię. Szczerze mówiąc, na ich miejscu postąpiłbym tak samo. Bo mając możliwość jeżdżenia wieloma autami, podchodzę do nich bardzo emocjonalnie – oczekuję, że powalą mnie na kolana, a endorfiny będą rozsadzały mi czaszkę od środka przy każdym wciśnięciu gazu. Ale gdybym sam stanął przez koniecznością kupienia normalnego, pojemnego i</span><span> ekonomicznego auta do jazdy na co dzień to niewykluczone, że byłaby to Škoda Octavia. Albo Nissan Juke. Choć najprędzej zdecydowałbym się na Kię Optimę. Tak naprawdę mogłoby to być każde auto, oprócz jednego – Mitsubishi Eclipse Cross.</span></p><p class="tresc"><span>Jakiś czas temu byłem na prezentacji tego modelu w Hiszpanii i po powrocie nie zająknąłem się na jego temat ani słowem. Nie chciałem sprawiać przykrości sympatycznym ludziom z Mitsubishi, którzy mnie tam zaprosili. Gdy już wymazałem wspomnienia z jazdy tym samochodem z pamięci i myślałem, że ujedzie mi to na sucho, Mitsubishi sobie o mnie przypomniało. I umówiło na test. Mógłbym w tym miejscu napisać – tak jak wielu kolegów z</span><span> branży – że Eclipse Cross jest przestronny, ciekawie zaprojektowany, interesujący, wygodny etc. I na tym poprzestać. Prawda jednak jest taka, że na tle swoich bezpośrednich konkurentów jest – mówiąc dyplomatycznie – nieudany.</span></p><p class="tresc"><span>Nawiewy wentylacji świszczą, jakby w ich wnętrzu jakiś dowcipniś celowo zamontował gwizdki, wnętrze jest wykonane z tandetnych i miejscami trzeszczących plastików, przyciski do ogrzewania foteli żywcem przeszczepiono z Forda T, a system multimedialny zaprojektował człowiek, który zatrzymał się w technologicznym rozwoju na etapie Tetrisa – wystający z deski ekran jest mały, ma grafikę jak Telegazeta i dodatkowo reaguje na dotyk z</span><span> dużym opóźnieniem. Chyba na pięć minut przed debiutem auta dostrzegli to sami Japończycy, bo postanowili na szybko stworzyć jeszcze fizyczne przyciski do obsługi multimediów – umieścili je koło skrzyni biegów. Na płytce, która wygląda tak, jakbyście dokleili ją sobie sami, w zaciszu własnego garażu.</span></p><p class="tresc"><span>Niestety, złych informacji jest więcej. Zakres regulacji kierownicy jest tak mały, a fotel umieszczony tak wysoko, że wygodnie wam będzie wyłącznie pod warunkiem, że jesteście szympansem. Wtedy jednak nie dosięgniecie nogami do pedałów. Fotele nie oferują absolutnie żadnego podparcia bocznego, co – biorąc pod uwagę to, że samochód przechyla się równie chętnie co rowerzysta z 4 promilami we krwi – grozi tym, że wjedziecie w zakręt, siedząc na miejscu kierowcy, a wyjdziecie z niego na miejscu pasażera. Albo w bagażniku. Jeśli natomiast chodzi o układ kierowniczy, to… chyba nie ma tu czegoś takiego. Kręcicie kołem kierownicy, niby czujecie, że auto zmienia kierunek, ale jednocześnie macie wrażenie, że dzieje się to kompletnie niezależnie od was. Odważyłem się rozpędzić Eclipse Crossem do 160 km/h i to był absolutny szczyt możliwości tego auta, przynajmniej jeśli chodzi o</span><span> zawieszenie i układ kierowniczy.</span></p><p class="tresc"><span>Na szczęście o samym silniku mogę powiedzieć trochę dobrego – nowa 1,5-litrowa jednostka produkuje dość żwawe 163 konie, jest elastyczna, przyjemnie brzmi. I to by było na tyle. Problem polega na tym, że pije łapczywie jak wielbłąd, który dorwał się do wodopoju po miesięcznej wędrówce przez Saharę. Gdy naprawdę bardzo, bardzo delikatnie obchodziłem się z pedałem gazu, spalanie wynosiło 8 litrów. Przy zupełnie normalnej jeździe było to 10 litrów, a przy dynamicznej 13–14. Kilka dni wcześniej identyczne wyniki przy podobnym stylu jazdy osiągałem w… 450-konnym Porsche 911 4GTS. Nie żartuję.</span></p><p class="tresc"><span>Chciałem jeszcze napisać parę słów o bezstopniowej skrzyni biegów, ale to już naprawdę byłoby kopanie leżącego. Spróbuję zatem znaleźć w tym aucie parę zalet. Na tylnej kanapie jest naprawdę dużo miejsca, i to dla trzech osób, napęd na cztery koła – jak to u Mitsubishi – działa zapewne bardzo sprawnie. Samochód produkowany jest w</span><span> Japonii, co wróży dużą niezawodność i trwałość. No i jest naprawdę bardzo dobrze wyciszony – na autostradzie nie słychać ani silnika, ani szumów powietrza. I to by było na tyle dobrego. To już wszystko. Naprawdę.</span></p><p class="tresc"><span>Prezentując to auto kilka miesięcy temu, Mitsubishi mówiło, że to będzie game changer (czyli zmieniający zasady gry). Nie wiem, w co dokładnie gra Mitsubishi, ale wydaje mi się, że postanowiło po prostu spróbować ograć europejskich klientów. Tu, na Starym Kontynencie, za 100–150 tys. zł można kupić naprawdę dobry, kompetentny w każdej dziedzinie samochód, który ma wszystkie trzy zalety Eclipse Crossa i nie ma żadnej z jego stu wad. Mam świadomość, że po tych słowach Kinga z Mitsubishi może już nigdy się do mnie nie odezwać (i będzie mi z</span><span> tego powodu niezmiernie przykro), ale muszę być lojalny i szczery przede wszystkim względem was, czytelników – tak więc Eclipse Cross to najgorsze auto, jakim jeździłem od czasu Mitsubishi Space Stara. </span></p><p class="tresc"><span>Wiecie, co jest jednak najlepsze? Że koledze, któremu je pożyczyłem na jeden dzień, tak się spodobało, że poważnie zastanawia się nad jego kupnem. Mam zatem do was jedną prośbę: zapomnijcie o tym, co przed chwilą napisałem, idźcie do salonu Mitsubishi, poproście o jazdę próbną i sami oceńcie to auto. A potem dopłaćcie raptem 4 tys. zł i wróćcie do domu Outlanderem. Większym i lepszym pod absolutnie każdym względem.</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/motoforsal/aktualnosci/artykuly/1201937,bmw-i8-roadster-tak-gotuja-w-piekle-motofelieton.html">BMW i8 Roadster. Tak gotują w piekle [MOTOFELIETON]</a></p> Tesla rozpoczyna wartą miliardy dolarów ekspansję w Chinach. To klucz do przetrwania firmy http://forsal.pl/artykuly/1207447,tesla-rozpoczyna-warta-miliardy-dolarow-ekspansje-w-chinach-to-klucz-do-przetrwania-firmy.html 2018-08-09T19:35:32Z Dlaczego Tesla jest tak zainteresowana chińskim rynkiem, że chce wpompować w niego miliardy dolarów? Powód jest ważny. W nadchodzących dziesięcioleciach Państwo Środka ma stać się największym rynkiem pojazdów elektrycznych. Takiej okazji nie można przespać, ale Elon Musk ma przed sobą długą drogę, jeśli chce zdominować ten rynek.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Chiny to obecnie najszybciej rozwijający się rynek motoryzacyjny i konsumencki na świecie, głównie z powodu wysiłków chińskiego rządu wkładanych w walkę o czyste środowisko. Rząd państwa uważanego za największego truciciela środowiska na świecie, rozprawia się z zanieczyszczeniami powietrza i próbuje skierować swoją gospodarkę na nowe tory zaawansowanych technologii. Głównym obszarem zmian jest promowanie pojazdów elektrycznych, kosztem pojazdów spalinowych. Dlatego popyt na samochody elektryczne w Chinach nadal będzie rósł – przewiduje Bloomberg New Energy Finance. </p><p>Aby zwiększyć zainteresowanie pojazdami z napędem elektrycznym, Pekin wprowadził dla ich właścicieli ułatwienia w rejestracji, która w przypadku aut spalinowych w dużych miastach nie jest taką prostą sprawą. A na pewno nie tanią. Klientom kupującym samochody elektryczne oferowane są zachęty podatkowe. I chociaż inne kraje także stawiają na elektromobilność, Chiny pozostaną pod tym względem liderem wzrostów co najmniej do 2040 r. – przewiduje Bloomberg.</p><p>O Tesli jest głośno, ale firma Elona Muska ciągle nie przynosi zysków. Od momentu IPO w 2010 roku Tesla nigdy nie zakończyła roku z dodatnim wynikiem finansowym, przez co w oczach inwestorów staje się coraz mniej wiarygodna. Dlatego ekspansja na największym rynku w branży jest jej priorytetem. Firma ogłosiła, że zamierza wykorzystać zadłużenie zaciągnięte w Chinach, aby sfinansować budowę swojej nowej fabryki niedaleko Szanghaju. To będzie pierwszy zakład Tesli poza Stanami Zjednoczonymi.</p><p>Fabryka ta, znana jako Gigafactory 3, ma początkowo produkować około 250 tys. pojazdów i akumulatorów rocznie. Z czasem moce produkcyjne mają się podwoić. Pierwsze samochody z nowej fabryki wyjadą na drogi za około trzy lata. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Bloomberg News informował wcześniej, powołując się na osobę znającą plany firmy, która prosiła o anonimowość, że koszt nowego zakładu przy pełnej mocy produkcyjnej wynosiłby 5 mld dolarów. Natomiast podczas konferencji, Musk powiedział, że koszt wybudowania 250 tys. pojazdów rocznie przez fabrykę w Chinach może wynieść blisko 2 mld dolarów.&#160; </p><p>Jednak w dążeniach do dominacji na rynku aut elektrycznych Tesla nie jest sama. Globalni giganci, tacy jak General Motors, Toyota Motor i Volkswagen pompują miliardy dolarów w rozwój pojazdów napędzanych nowymi źródłami energii. Ale na rynku chińskim są nieco spóźnieni. Luka ta jest wypełniana przez setki krajowych producentów samochodów, którzy również szukają tu swojego miejsca. Sprzyjają temu ambicje rządu dotyczące dziesięciokrotnego zwiększenia rocznej sprzedaży pojazdów nowej generacji do 2025 r. Tymczasem w pierwszej połowie 2018 r. sprzedaż Tesli w Chinach kształtowała się na poziomie 8 tys. samochodów, co dało jej 13. pozycję w rankingu sprzedaży aut elektrycznych.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Lokalna produkcja ma kluczowe znaczenie dla umacniania pozycji Tesli w Chinach, ale także dla obniżenia kosztów - zwłaszcza, że wojna handlowa ze Stanami Zjednoczonymi powoduje wzrost taryf na import samochodów. Amerykański producent aut już teraz podniósł ceny swoich modeli S oraz X aż o 30 tys. dolarów w Chinach po tym, jak rząd nałożył dodatkowe cła na amerykańskie pojazdów.</p><p>Szczególnym obszarem zainteresowania Tesli są duże miasta, które podobnie jak rząd, naciskają na rozwój elektromobilności.&nbsp; </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Największy popyt na auta napędzane energią elektryczną jest właśnie w największych aglomeracjach Chin. Powodów jest kilka. Jednym z nich jest fakt, że duże miasta nałożyły ograniczenia na pojazdy z silnikami spalinowymi, promując zeroemisyjne pojazdy ekologiczne.</p><p>Dodatkowo miejsca takie jak Pekin, Szanghaj i Guangzhou są również domem dla najbogatszych konsumentów w Chinach, którzy będą mogli pozwolić sobie na nietanią przecież Teslę. Choć już teraz krąg potencjalnych nabywców nieco się powiększy, po tym jak firma wprowadza na rynek Model 3 w wersji sedan, który jest najtańszym autem w historii koncernu.</p> Przekroczenie prędkości o 50 km/h i utrata prawa jazdy? Sądy wydają rozbieżne wyroki http://forsal.pl/artykuly/1200806,przekroczenie-predkosci-o-50-km-h-i-utrata-prawa-jazdy-sady-wydaja-rozbiezne-wyroki.html 2018-08-02T19:27:22Z Zawieszać czy nie zawieszać postępowania w sprawie zatrzymania prawa jazdy w sytuacji, gdy kierowca kwestionuje wyniki pomiaru? Nawet NSA wydaje w tej sprawie rozbieżne wyroki.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h kierowcy grozi nie tylko grzywna z art. 92a kodeksu wykroczeń, ale też zatrzymania przez starostę prawa jazdy na trzy miesiące. Choć te regulacje obowiązują od ponad trzech lat, to podwójna ścieżka karania (wykroczeniowa i administracyjna) wciąż budzi kontrowersje. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z października 2016 r. (sygn. akt K24/15) stwierdził, że podwójny reżim nie narusza zasady ne bis in idem (zakazującej podwójnego karania za ten sam czyn), jak również prawa do rzetelnego procesu. Jednak z uwagi na postępowanie organów administracyjnych można mieć wątpliwości, czy prawo do sądu nie jest iluzoryczne. </span></p><h2><b><span>Związane ręce</span></b></h2><p class="tresc"><span>Chodzi o przypadki, w których kierowca kwestionuje rzetelność pomiaru wykonanego przez policję i nie przyjmuje mandatu. Wówczas policja czy inny organ zajmujący się kontrolą ruchu drogowego kieruje do sądu wniosek o ukaranie. Równolegle jednak do starosty trafia informacja o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h, co obliguje urząd do wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na trzy miesiące. </span></p><p class="tresc"><span>Kłopot w tym, że nawet gdy sąd w postępowaniu wykroczeniowym stwierdzi, że nie doszło do przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h, to orzeczenie takie zapada już po okresie, w którym kierowca nie mógł posługiwać się dokumentem. Dlatego też osoby, które uważają, że nie jechały za szybko, występują o zawieszenie postępowania w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy. Jednak często urzędy, a później samorządowe kolegia odwoławcze czy sądy administracyjne stoją na stanowisku, że przepisy ustawy o kierujących pojazdami (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 978 ze zm.) wiążą starostom ręce. Chodzi o art. 102 ust. 1 pkt 4, który stanowi, że starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy, w przypadku gdy kierujący pojazdem przekroczył dopuszczalną prędkość o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym. Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego oznacza to, że w razie otrzymania zawiadomienia o naruszeniu tego przepisy starosta musi zatrzymać dokument. </span></p><p class="tresc"><span>– Organ ten nie jest przy tym uprawniony do weryfikowania przypisanego kierowcy wykroczenia pod względem merytorycznym. Do tego uprawniony jest sąd powszechny – uznał NSA w wyroku z 29 maja 2018 r. (sygn. akt I OSK 2190/16). Stwierdzając, że postępowanie toczące się przed sądem powszechnym nie jest podstawą do zawieszenia postępowania administracyjnego. </span></p><h2><b><span>Uzasadnione wątpliwości</span></b></h2><p class="tresc"><span>Jednak w innej sprawie NSA doszedł do wniosków zgoła przeciwnych. W wyroku z 10 kwietnia 2018 r. (I OSK 2809/17) NSA uznał, że w przypadku uzasadnionych wątpliwości co do prawidłowości pomiaru kierujący musi mieć możliwość weryfikacji informacji przedstawionej przez policję. </span></p><p class="tresc"><span>– Jeśli takiego sprawdzenia nie może dokonać bezpośrednio organ ani sąd administracyjny, a kompetentny jest do tego sąd powszechny (w sprawie dotyczącej wykroczenia), to organ administracji powinien zawiesić postępowanie administracyjne w oparciu o art. 97 ust. 1 pkt 4 kodeksu postępowania administracyjnego, do czasu rozstrzygnięcia zagadnienia przez sąd powszechny. W przeciwnym razie może się okazać, że rozstrzygnięcie zostanie oparte na niezweryfikowanej lub nawet arbitralnie ustalonej przesłance, co naruszałoby prawo do sprawiedliwej procedury, w rozumieniu art. 45 ust. 1 konstytucji oraz zasadę zaufania obywateli do państwa – czytamy w wyroku. </span></p><p class="tresc"><span>Zdaniem dr Michała Skwarzyńskiego, pełnomocnika kierowcy w sprawie, na kanwie której zapadł powyższy wyrok, rozbieżności w orzecznictwie wynikają ze specyfiki postępowania przed NSA. Sąd ten może się bowiem wypowiadać tylko w zakresie przedstawionej skargi. – Moim zdaniem niekorzystne dla kierowców orzeczenia wynikają z niewłaściwego postawienia zarzutów. Trzeba odwołać się do wykładni prokonstytucyjnej i powołać się zarówno na przepisy konstytucji, jak i wyrok TK. Większość skarżących tego nie robi, dlatego przegrywa – wskazuje adwokat. I przypomina, że co prawda przepis ustawy o kierujących nakazuje organowi zatrzymanie dokumentu na podstawie informacji z policji, ale w świetle orzeczenia trybunalskiego kierowca ma prawo żądać ustalenia wiarygodności tej wiadomości.</span></p><p class="tresc"><span>– To oznacza, że jeśli sprawa jest sporna, zatrzymany dokument należy zwrócić – wskazuje dr Skwarzyński. </span></p><h2><b><span>Przepisy spełniają funkcję</span></b></h2><p class="tresc"><span>Jednak zdaniem Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości, przepisy o administracyjnym zatrzymywaniu prawa jazdy spełniają swoją funkcję, bo liczba wypadków w obszarze zabudowanym spada. – Nie ma też potrzeby zawieszania postępowań. W przeciwnym razie liczba spraw kierowanych do sądów znacznie by wzrosła, bo kierowcy próbowaliby jak najdłużej odwlec moment utraty dokumentu. To prowadziłoby do zatorów w sądach, podczas gdy trzeba raczej ograniczać ich kognicję, zamiast zarzucać je rozstrzyganiem stosunkowo błahych spraw – wskazuje Marcin Warchoł. Dodając, że organy wydają decyzję o zatrzymaniu po uprawdopodobnieniu zdarzenia analogicznie do środków zapobiegawczych stosowanych przez policję w postępowaniu karnym. </span><span class="allCaps"></span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/transport/aktualnosci/artykuly/1200776,poznalismy-warunki-przystapienia-do-programu-mosty-dla-regionow-zobacz-gdzie-moga-powstac-przeprawy-mapa.html">Poznaliśmy warunki przystąpienia do programu Mosty dla Regionów. Zobacz, gdzie mogą powstać przeprawy [MAPA]</a></p> BMW zbuduje fabrykę na Węgrzech za ponad miliard euro http://forsal.pl/artykuly/1198015,bmw-zbuduje-fabryke-na-wegrzech-za-ponad-miliard-euro.html 2018-07-31T10:43:55Z Niemiecki koncern motoryzacyjny BMW zbuduje w Debreczynie na wschodzie Węgier fabrykę samochodów o napędzie tradycyjnym oraz elektrycznym – poinformował we wtorek węgierski minister spraw zagranicznych i handlu Peter Szijjarto.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Fabryka powstanie na terenie o powierzchni 400 ha i będzie w stanie wyprodukować rocznie 150 tys. pojazdów. Rekrutacja pracowników rozpocznie się w przyszłym roku. W początkowej fazie powstanie ponad 1000 miejsc pracy. </p> <p>Wartość inwestycji przekroczy miliard euro.</p> <p>Według Szijjarto inwestycja zwiększy konkurencyjność Węgier i dodatkowo wzmocni węgiersko-niemieckie więzy gospodarcze.</p> <p>Przemysł motoryzacyjny stanowi ważny sektor węgierskiej gospodarki. Swoje zakłady na Węgrzech mają też Mercedes (Kecskemet w środkowych Węgrzech), Opel (Szentgotthard przy granicy z Austrią), Audi (Gyoer na północnym zachodzie) i Suzuki (Esztergom na północy). </p> <p>W zeszłym tygodniu rozpoczęto w Gyoer seryjną produkcję silników elektrycznych.</p> Tesla otworzy w Europie gigantyczną fabrykę? Rozważane dwie lokalizacje http://forsal.pl/artykuly/1197894,tesla-otworzy-w-europie-gigantyczna-fabryke-rozwazane-dwie-lokalizacje.html 2018-07-31T10:52:53Z Elon Musk chce otworzyć w Europie gigafabrykę samochodów elektrycznych i baterii.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Tesla rozmawia z władzami w Niemczech i Holandii o możliwości budowy pierwszej dużej fabryki w Europie – pisze dziś <a href="https://www.wsj.com/articles/tesla-explores-building-major-factory-in-europe-1532961828">Wall Street Journal</a>, uściślając, że rozmowy zainicjowały europejskie kraje. Firma chciałaby produkować w Europie pod jednym dachem samochody elektryczne i baterie do nich.</p><p>Według WSJ prowadzone są wstępne rozmowy z dwoma niemieckimi landami. Nie wiadomo jeszcze, czy wyniknie z nich porozumienie.</p><p><span class="psav_video">psav video</span></p><p>Prezes Tesli Elon Musk w czerwcu wspominał, że to Niemcy są dla niego najlepszym kandydatem na europejską gigafabrykę. Z kolei na początku tego miesiąca Tesla ogłosiła plan budowy swojej pierwszej zagranicznej fabryki w Chinach.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1190199,kolejna-wpadka-tesla-nie-radzi-sobie-z-naprawa-wlasnych-samochodow.html" title="Kolejna wpadka. &lt;b&gt;Tesla&lt;/b&gt; nie radzi sobie z naprawą własnych samochodów">Kolejna wpadka. Tesla nie radzi sobie z naprawą własnych samochodów</a></p> Były szef Volkswagena podejrzany o oszustwa podatkowe http://forsal.pl/artykuly/1195841,byly-szef-volkswagena-martin-winterkorn-podejrzany-o-oszustwa-podatkowe.html 2018-07-29T20:16:12Z Niemiecka prokuratura prowadzi postępowanie przeciwko byłemu szefowi koncernu Volkswagen Martinowi Winterkornowi w związku z podejrzeniem niepłacenia należnych podatków - poinformowała w niedzielę agencja dpa.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Uzyskała ona potwierdzenie prawdziwości doniesień tygodnika "Bild am Sonntag", który, powołując się akta sprawy, napisał, że chodzi między innymi o przekazanie w ciągu ostatnich dwóch lat łącznie około 10 mln euro na konta w Szwajcarii.</p> <p>Na pytanie dpa, czy nowe śledztwo ma coś wspólnego z postawionymi wcześniej Winterkornowi zarzutami współudziału w aferze z manipulowaniu pomiarami toksyczności spalin w silnikach Diesla, jego adwokat Felix Doerr odpowiedział, że nie. Jak jednocześnie dodał, zamierza podjąć kroki prawne wobec prowadzącej dochodzenie prokuratury w Brunszwiku. "Rozważamy złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa ujawnienia tajemnic służbowych" - zadeklarował.</p> <p>"Szczegółowe raporty z używania kart kredytowych, wyciągi z kont i pełnomocnictwa bankowe pana Winterkorna leżą teraz na biurkach 39 obrońców innych podejrzanych o udział w aferze spalinowej. Przy tym prywatne stosunki majątkowe pana Winterekorna nie mają z dochodzeniem nic wspólnego" - zaznaczył Doerr. Powołując się na akta śledztwa, "Bild am Sonntag" z detalami opisał poszczególne zakupy Winterkorna, wypłaty premii oraz dokonywane na rzecz członków rodziny przelewy.</p> <p>Postępowanie dotyczące nadużyć podatkowych wszczęła w ubiegłym roku prokuratura w Monachium w związku z podejrzeniem prania pieniędzy, zgłoszonym przez obsługujący Winterkorna bank. Ponieważ śledczy przypuszczali, że istnieją w tej sprawie odniesienia do skandalu dieslowskiego, dochodzenie przejęła zajmująca się tą aferą prokuratura w Brunszwiku, której przesłano pięć tomów akt.</p> <p>Z akt tych wynika, że w latach 2016 i 2017 Winterkorn przelał znaczne sumy ze swego konta w banku Sparda w Norymberdze na konto powiernicze swego doradcy podatkowego. Stamtąd pieniądze trafiły w formie depozytów do banku Vontobel w szwajcarskim Zurychu, a jeden z tych depozytów zaksięgowano jako własność żony Winterkorna. Śledczy zakładają, że część przelewów była darowiznami, od których należało zapłacić stosowny podatek w kwocie ponad pół miliona euro.</p> <p>Według Doerra transfer pieniędzy z niemieckiego banku do Szwajcarii odbywał się w sposób całkowicie legalny. "W opinii doradcy podatkowego pana Winterkorna procedura taka nie podlega jakiemukolwiek opodatkowaniu" - powiedział adwokat byłego szefa Volkswagena.</p> <p>W podstawowym śledztwie dotyczącym afery dieslowskiej Winterkorn oraz obecny szef Volkswagena Herbert Diess i obecny prezes rady nadzorczej tego koncernu Hans Dieter Poetsch usłyszeli zarzut manipulowania rynkiem, a sam Winterkorn ponadto zarzut oszustwa. Dalszych 39 osób prokuratura w Brunszwiku podejrzewa o wprowadzanie zmian do komputerowego oprogramowania systemu neutralizacji tlenków azotu w spalinach, sześć o podawanie fałszywych danych na temat emisji dwutlenku węgla, a jedną o podżeganie do wymazywania danych komputerowych.</p> <p>Winterkorn ustąpił ze stanowiska prezesa zarządu Volkswagena we wrześniu 2015 roku tuż po przyznaniu się przez koncern do zainstalowania w łącznie około 11 mln samochodów oprogramowania, pomagającego fałszować wyniki pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach silników Diesla. Oprogramowanie to, znane pod angielską nazwą "defeat device" (urządzenie udaremniające), w celach oszczędnościowych wyłączało system neutralizowania tlenków azotu podczas normalnej eksploatacji samochodu i włączało go po rozpoznaniu, że silnik poddawany jest testom.</p> <p>Volkswagen znalazł się w ten sposób w centrum największego skandalu, jaki dotknął w ostatnich latach globalną branżę motoryzacyjną. Stoi obecnie w obliczu wieloletnich procesów sądowych oraz miliardowych kar za łamanie przepisów o normach technicznych i ochronie środowiska.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/992097,made-in-germany-coraz-gorsze-niemiecka-solidnosc-podupada.html" title="„Made in Germany” coraz gorsze. Niemiecka solidność podupada">„Made in Germany” coraz gorsze. Niemiecka solidność podupada</a></p> Bąk: Szczęśliwe zakończenie u Christiana Greya [MOTOFELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1192680,volkswagen-golf-r-szczesliwe-zakonczenie-u-christiana-greya.html 2018-07-28T13:24:31Z Przyznaję, jakiś czas temu z ciekawości sięgnąłem po światowy bestseller, literacką kamasutrę i biblię milionów nowoczesnych kobiet, czyli książkę pt. „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Zacząłem czytać i… przykro mi bardzo, ale nie przebrnąłem nawet przez pierwszy rozdział. ]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Szczerze mówiąc, to nie bardzo nawet wiem, czy ta książka ma w ogóle jakieś rozdziały – po prostu skończyłem mniej więcej na stronie ósmej, po czym wrzuciłem ją do kominka. Gdy żona zapytała, dlaczego to zrobiłem, odparłem, że akcja za wolno się rozkręcała. Spodziewałem się, że już w prologu będzie jakieś małe figo fago, tymczasem w tym miejscu autorka podziękowała swojemu mężowi za to, że gotował i sprzątał, podczas gdy ona mogła stukać w klawiaturę. Hmmm… Widzę tu lekką niekonsekwencję. Kobita na piśmie przyznaje, że jej stary to świetny gość, bo robi rosół i szoruje fugi między kafelkami, a następnie przez kilkaset stron stara się dowieść, że – podobno, bo nie czytałem – lepiej jeśli facet nie umie robić rosołu, za to lubi ciągnąć za włosy i dawać klapsy. Ewentualnie będzie gotów oblać kobietę gorącym rosołem, a następnie usunąć resztki makaronu ze wszystkich zakamarków jej ciała. Widelcem.</span></p><p class="tresc"><span>Naprawdę starałem się przeczytać choćby 10 stron „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, ale spasowałem zaraz po tym, jak jakaś dziewczyna przez osiem pierwszych akapitów stała przed lustrem, mówiąc do swojego odbicia „do diaska”. A słowo „wilgotny” padło w tym czasie jakieś 30 razy, przy czym za każdym razem dotyczyło jej dopiero co umytych włosów.</span></p><p class="tresc"><span>Osobiście gustuję w lekturach o nieco mniej skomplikowanej fabule. Na przykład gdy w mrocznych, zapijaczonych i zapomnianych przez Boga zakamarkach międzywojennego Wrocławia dochodzi do tajemniczych morderstw. A detektyw Eberhard Mock nie mówi „do diaska”, tylko… sami wiecie. I też lubi sobie poużywać. I pije. I pali. Po prostu jest autentyczny. Prawdziwy.</span></p><p class="tresc"><span>Nie znaczy to oczywiście, że śmieję się z tych, którym Christian Grey i jego libido przypadły do gustu. Jeżeli przeczytaliście tę książkę i wam się podobała, to bardzo dobrze. Grunt, że jesteście w grupie 18 Polaków, którzy w zeszłym roku w ogóle cokolwiek – poza wpisami na Facebooku – przeczytali. Jesteście więc wyjątkowi. Pozwólcie więc, że przedstawię wam dzisiaj wyjątkowy samochód. Volkswagena Golfa.</span></p><p class="tresc"><span>Golf wyjątkowy? Przecież to tak, jakby uznać słowa <b>Donalda Trumpa </b>o Meksykanach za wyważone, serdeczne i przepełnione sympatią. Prawda jest taka, że trudno o bardziej zwyczajne auto niż kompaktowy volkswagen. Mój egzemplarz był szary i wyróżniał się w tłumie mniej więcej tak samo, jak śledź oceaniczny płynący w ławicy. Owszem, niezaprzeczalnie jest to eleganckie i przystojne auto, do tego ubrane w dobrze skrojony garnitur. I bez dwóch zdań ma nienaganne maniery oraz bardzo wygodne wnętrze, któremu absolutnie niczego nie można zarzucić pod względem wykonania, jakości materiałów czy intuicyjności obsługi. </span></p><p class="tresc"><span>Golf to po prostu odnoszący sukcesy dżentelmen – w drzwiach przepuszcza kobiety przodem, podsuwa krzesło w restauracji, całuje w rękę, wręcza kwiaty, odprowadza wieczorem pod drzwi domu itd. Jak trzeba, to nawet rosół zrobi i kafelki w łazience wyszoruje. Nigdy was nie zawiedzie, a w jego towarzystwie zawsze będziecie czuli się bezpiecznie. Nie zapewni wam w zasadzie tylko jednego – emocji. To auto gwarantuje tyle wrażeń, co obcinanie paznokci albo łuskanie grochu. Raz zgubiłem golfa pod supermarketem – po prostu zapomniałem, czym przyjechałem i musiałem wrócić do domu taksówką. Inny egzemplarz zapomniałem oddać po skończonym teście, a w Volkswagenie przypomnieli sobie o nim dopiero po pół roku, gdy przyszło pismo od ubezpieczyciela, że polisa się kończy. To wszystko pozwala mi twierdzić, że golf jest Christianem, a raczej Krystianem. Ale nie Greyem. Chyba że…</span></p><p class="tresc"><span>Okazało się, że mój testowy szary, skromny golf ma w kilku miejscach doklejony znaczek „R”, a z tyłu cztery rury wydechowe, które zamontował jakiś Słoweniec o nazwisku Akrapovič. I jeszcze przycisk „Mode” przy skrzyni biegów, którym wybrać można jeden z trybów jazdy, m.in. eco, comfort i race. Szczególnie zaintrygował mnie ten ostatni, więc nie zwlekając, aktywowałem go zaraz po przekroczeniu rogatek miasta i… nagle znalazłem się w zupełnie innym samochodzie. Głośnym, twardym i szybkim. 310 koni karmione jest tu chyba nie tylko bezołowiówką, ale też czystą amfetaminą – setka na liczniku pojawia się po 4,6 s, a każde wbicie pedału gazu w podłogę jest jak przebicie się przez barierę dźwięku. Złowrogie sapanie silnika, gwizd turbo, grzmoty i strzały z wydechu – można tego auta nie zauważyć, ale w żadnym wypadku nie da się go nie usłyszeć. Do tego napęd na cztery koła i świetnie zestrojony układ kierowniczy.</span></p><p class="tresc"><span>Najlepsze jednak jest to, że golfem R da się jeździć jak zwykłym golfem – w trybie comfort czy eco jego zawieszenie jest sprężyste, tłumika i silnika nie słychać, we wnętrzu nawet przy wysokich prędkościach jest cicho, a siedmiobiegowa skrzynia DSG niezauważalnie zmienia przełożenia. Do tego ze spalaniem bez większego wysiłku zmieścicie się w 7–8 litrach, a to wystarczy na przejechanie 600–700 km. Czyli nadal mamy do czynienia z czymś rozsądnym. </span></p><p class="tresc"><span>Sęk w tym, że za kierownicą „erki” trudno jest zachować rozsądek. Jest prowokująca jak Soi Cowboy w Bangkoku. Budziłem się w środku nocy i poważnie się zastanawiałem, czy nie wyjechać na puste ulice miasta tylko po to, żeby strzałami z wydechu Akrapoviča obudzić parę dzieci i ich matki. Bocznymi krętymi drogami jeździłem tak, jakby ktoś oblał mnie żrącym kwasem. I nie przegapiłem żadnej okazji, żeby uruchomić specjalną procedurę startową (launch control) – tylko po to, aby zobaczyć, jakie to uczucie, gdy ktoś wali kijem golfowym prosto w wasz kręgosłup. Jazda tym samochodem momentami naprawdę ociera się o sprawiający przyjemność masochizm, a jeżeli obok was siedzi pasażer – także o sadyzm. </span></p><p class="tresc"><span>Wszystko to prowadzi mnie do zaskakującego wniosku. Tak naprawdę, włączając w golfie R tryb race, przenosicie się z normalnego, grzecznego kompaktu prosto do piwnicy Christiana Greya. I dostajecie tam porządne lanie ze szczęśliwym zakończeniem. </span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/motoforsal/motofelieton/artykuly/1183219,bak-skoro-nie-uwazaliscie-jak-robicie-to-teraz-robcie-jak-uwazacie-motofelieton.html">Bąk: Skoro nie uważaliście, jak robicie, to teraz róbcie, jak uważacie [MOTOFELIETON]</a></p> Polski przemysł motoryzacyjny w obliczu elektromobilności. Trzeba stawiać na lokalny rynek http://forsal.pl/artykuly/1191733,polski-przemysl-motoryzacyjny-w-obliczu-elektromobilnosci-trzeba-stawiac-na-lokalny-rynek.html 2018-07-26T15:30:26Z Zmiany polskiego przemysłu motoryzacyjnego w obliczu rewolucji elektromobilności były tematem debaty przedstawicieli sektora, administracji i nauki. Wskazywano, że zasadnicze znaczenie dla rozwoju będzie miała produkcja na rynek lokalny.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz podkreśliła, że dyskusja zgromadziła wszystkich interesariuszy - producentów tradycyjnych samochodów, przedstawicieli świata nauki oraz funduszy publicznych, gotowych inwestować w elektromobilność. </p> <p>Jak mówiła dziennikarzom Emilewicz, "to co strona publiczna mogła już zrobić chyba już zrobiła". Jest ustawa o elektromobilności, mamy fundusze wspierające prace badawczo-rozwojowe, mamy zachęty i wsparcie finansowe dla zakupu autobusów elektrycznych w miastach, a dynamika tych zakupów przekroczyła nasze oczekiwania - wskazywała. Emilewicz zauważyła, że co prawda prywatnych aut na prąd jest ciągle bardzo mało, brakuje też infrastruktury, ale np. szybko rośnie popularność hybryd.</p> <p>"Zachęcamy te firmy, które już dzisiaj budują w Polsce fabryki baterii do samochodów, aby część produkcji trafiała na rynek lokalny, czyli do Polski. Bo z tego co wiemy, produkcja z tych zakładów jest już zakontraktowana, ale nie na rynku lokalnym" - podkreślała minister.</p><p><a href="http://forsal.pl/motoforsal/motobiznes/artykuly/1188559,autonomiczne-auta-co-to-tak-naprawde-znaczy-juz-za-rok-w-jednym-z-polskich-miast-pojawia-sie-takie-pojazdy.html">Autonomiczne auta - co to tak naprawdę znaczy? Już za rok w jednym z polskich miast pojawią się takie pojazdy</a></p> <p>Jak mówiła, inne sformułowane w dyskusji rekomendacje to szersze wsparcie zakupu aut elektrycznych, niekoniecznie poprzez bezpośrednie wsparcie ale np. większe przywileje w miastach, oraz odpowiednie systemy kształcenia kadr dla sektora automotive.</p> <p>Emilewicz dodała, że mówiono również o tym, jak mają się zmienić zakłady produkujące części do samochodów spalinowych, nieprzydatne w elektrycznych - np. tłumiki. "Przebieg rewolucji jest nieprzewidywalny, jak szybko nastąpi - tego nie potrafimy powiedzieć" - mówiła minister, dodając, że dziś ciągle potrzebujemy części tradycyjnych i pewnie będą one jeszcze produkowane długo. "Sądzę jednak, że rynek zdoła się dostosować do nowych wymogów i realiów" - oceniła.</p> <p>Wicedyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prof. Aleksander Nawrat podkreślał, że łańcuch wartości przemysłu motoryzacyjnego ulegnie całkowitej zmianie. Zapewnił, że NCBR ma ambicje, żeby wesprzeć polskich producentów, aby w tym łańcuchu dostali się jak najwyżej, gdzie najwięcej zyskuje się na marży.</p> <p>Jak mówił dziennikarzom, jeśli chodzi o np. transport publiczny, NCBR zidentyfikowało obszar, w którym może wesprzeć polskich liderów w produkcji autobusów, aby technologicznie przejść o poziom wyżej. "Sami pewnie by sobie poradzili, ale kosztowałoby to więcej, niż gdy im pomożemy" - tłumaczył.</p> <p>Nawrat przypomniał, że NCBR zawarło "dość innowacyjne" porozumienie z 26 miastami, które zgodziły się powierzyć Centrum przetargi na zamówienie niskoemisyjnego systemu transportu, czyli produktu, którego jeszcze nigdzie nie ma. "Jest opisany ale fizycznie go nie ma" - tłumaczył.</p> <p>NCBR zapewni ok. 200 mln zł na sfinansowanie prac badawczo-rozwojowych, żeby stworzyć taki produkt, a jeśli polskiemu producentowi uda się stworzyć gotowy do sprzedaży autobus, to w ramach tego modelu dostanie rynek krajowy, bo dane miasto ten autobus kupi - wyjaśniał Nawrat.</p> <p>Jak dodał, w czasie dyskusji duzi gracze motoryzacyjni zgłaszali wnioski co do kształcenia kadr. Mamy odpowiedni program, w którym ogłaszamy konkursy na nowe kierunki kształcenia, łączące różne wymagania, jakich oczekują firmy, staramy się uczelnie przybliżyć do biznesu - mówił Nawrat.</p> <p>Z szacunków Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że uruchomienie w Polsce<b> produkcji aut elektrycznych </b>przy 50 proc. polskim wkładzie może dać w optymistycznym scenariuszu, 124 tys. miejsc pracy oraz ok. 100 mld zł skumulowanego dodatkowego PKB w perspektywie do 2025 r.</p><p><a href="http://forsal.pl/motoforsal/aktualnosci/artykuly/1191299,za-2-lata-uber-straci-kierownice.html">Za 2 lata Uber straci kierownicę</a></p><br />