© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: nieruchomości 2018-10-16T01:04:57+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/nieruchomosci FINN - Ustawa o inwestycjach w najem nieruchomości - najwcześniej pod koniec 2019 roku http://forsal.pl/artykuly/1300307,finn-ustawa-o-inwestycjach-w-najem-nieruchomosci-najwczesniej-pod-koniec-2019-roku.html 2018-10-13T09:27:15Z Planujemy utworzenie własnego FINN-a, ale stanie się to najwcześniej w drugiej połowie 2019 roku - powiedział PAP koordynator Rady Mieszkalnictwa przy prezesie Rady Ministrów Mirosław Barszcz. Ustawa o FINN-ach ma wejść w życie na początku przyszłego roku.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Projekt ustawy wprowadzającej na polski rynek<b> podmioty inwestujące w najem nieruchomości</b> – <b>FINN</b>, na wzór funkcjonujących w Unii Europejskiej podmiotów typu REIT, jest obecnie na etapie prac sejmowych - został skierowany do prac w komisji finansów.</p> <p> </p> <p>Jak przypomniał Mirosław Barszcz, "zgodnie z tą ustawą firmy nie będą mogły prowadzić działalności inwestycyjnej, czyli nie będą mogły budować mieszkań. Spółki FINN będą mogły kupować mieszkania, które już są wybudowane, zasiedlone" - podał. </p> <p> </p> <p>"Myślimy, aby zorganizować to tak, że my, czyli PFR Nieruchomości, będziemy inwestować w nieruchomości, zasiedlać te mieszkania. Już zasiedlone budynki będą sekurytyzowane przez FINN-a" - powiedział Barszcz.</p> <p> </p> <p>Na razie tych mieszkań, wybudowanych w ramach programu Mieszkanie plus, mamy 480. Nie jest to liczba, która by uzasadniała powstawanie tego FINN-a. Dlatego planujemy powołanie FINN-a w 2019 roku, prawdopodobnie w drugiej połowie przyszłego roku" - podał koordynator Rady Mieszkalnictwa przy prezesie Rady Ministrów. </p> <p> </p> <p>Ministerstwo Finansów, które odpowiada za projekt, przewiduje, że FINN to będzie spółka akcyjna, notowana na giełdzie, która będzie miała przynajmniej 50 mln zł kapitału. Musi uzyskiwać przychody z najmu z co najmniej 5 nieruchomości mieszkalnych. Ma też regularnie wypłacać dywidendę.</p> <p> </p> <p>"Nie przewiduje się, żeby spółka zajmowała się działalnością deweloperską" – tłumaczył w Sejmie Filip Świtała, wiceminister w Ministerstwie Finansów. Jak mówił, dla nowych spółek FINN przewidziano stosowanie preferencyjnej, 8,5 proc. stawki podatkowej, ale tylko z dochodów uzyskanych przez nie z najmu nieruchomości mieszkalnych. </p> <p>"Efektywna stawka opodatkowania będzie wynosiła ok. 17 proc." - zaznaczył wiceminister. Dodał, że stanie się tak, ponieważ "ustawa nie pozwala na odliczenie amortyzacji nieruchomości". "Dlatego w rezultacie efektywna stawka opodatkowania będzie wynosiła ok. 17 proc., ale może się to wahać" - podał.</p> <p> </p> <p>"W tę spółkę będzie mógł zainwestować inwestor indywidualny, który otrzyma dywidendę nie obciążoną podatkiem od dywidend. Będzie on obciążony tylko podatkiem dochodowym od dochodów z najmu nieruchomości" – podkreślał Świtała.</p> <p> </p> <p>Ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2019 r.</p> Polacy na potęgę inwestują w mieszkania. Co trzeci zakup to lokata kapitału http://forsal.pl/artykuly/1299036,polacy-na-potege-inwestuja-w-mieszkania-co-trzeci-zakup-to-lokata-kapitalu.html 2018-10-14T19:41:33Z Statystyki sprzedażowe agencji nieruchomości Metrohouse wskazują, że klienci w dalszym ciągu postrzegają inwestowanie w nieruchomości za pewną lokatę kapitału. Statystyki wskazują, że zainteresowanie taką formą lokaty kapitału rośnie.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Mimo rosnących cen mieszkań oraz coraz większej konkurencji na rynku wynajmu, Polacy nadal lokują swoje oszczędności w nieruchomości. Według analizowanych przez agencję Metrohouse w I kw. 2018 r. transakcji, 28 proc. nabywców mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym deklarowało, że zakup ma podłoże inwestycyjne. W II i III kwartale br. wzrósł odsetek zakupów inwestycyjnych. Obecnie już 34 proc. zakupów mieszkań realizowanych przez pośredników Metrohouse to inwestycje. Wynik może być jeszcze wyższy, ponieważ często klient nie zdradza przed pośrednikiem prawdziwego celu zakupu. - Zakup mieszkania w celach inwestycyjnych stał się niemalże dyscypliną narodową. Jednakże trzeba zaznaczyć, że przy rosnących cenach mieszkań rentowność nie będzie już tak satysfakcjonująca, ponieważ ceny wynajmu nie rosną w tak szybkim tempie, mówi Marcin Jańczuk, ekspert sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse. Dodatkowymi czynnikami powodującymi spadek opłacalności jest wzrost kosztów robocizny i materiałów budowlanych, co zwiększa koszty przystosowania mieszkania do wynajmu, zwłaszcza na rynku pierwotnym. Koszt wykończenia niewielkiego mieszkania w podstawowym standardzie rozpoczyna się od 600-700 zł za m kw. Inwestowanie w nieruchomości wymaga więc coraz większej wiedzy na temat możliwości optymalizacji kosztów całego przedsięwzięcia. Wzrasta więc zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się kompleksową obsługą najmu. </p><h2><b>Jakie mieszkania kupujemy?</b></h2><p>Maciej Klukowski, zajmujący się w Home Management by Metrohouse obsługą mieszkań na wynajem, uważa, że wśród inwestorów nadal na topie są mieszkania charakteryzujące się niewielkim metrażem. - W przeważającej większości osoby zainteresowane najmem wybierają lokale do 40 m kw., gdzie można ergonomicznie zaaranżować dwa pokoje. Ciekawostką jest, że dużo lepiej wynajmują się dwa oddzielne pokoje i odseparowana kuchnia. Najwyraźniej zauważyli ten trend również deweloperzy, ponieważ część oddawanych nowych mieszkań powróciła do wydzielonych pomieszczeń kuchni, komentuje ekspert. Dodaje również, że w przypadku kawalerek „ciekawym zjawiskiem są próby wydzielenia części sypialnianej, co stwarza namiastki dwupokojowego mieszkania”. Większe mieszkania wynajmują się zdecydowanie wolniej. Dodatkowo budżet na wynajem musi być nawet dwukrotnie większy, co znacznie zmniejsza liczbę osób zainteresowanych tego typu nieruchomością. Nie oznacza to jednak, że inwestorzy nie interesują się większymi mieszkaniami – wręcz przeciwnie – część z nich przekształca np. mieszkania 3 pokojowe w 5 pokoi, a wynajmowanie odrębnie każdego z nich przynosi większe korzyści finansowe niż poszukiwanie jednego najemcy na całe mieszkanie. </p><h2><b>Zamiana na większe lub zakup dla dziecka</b></h2><p>Choć zakupy mieszkań na wynajem to obecnie jedna z najczęściej pojawiających się przesłanek do kontaktu z deweloperem lub pośrednikiem, to większość mieszkań kupujemy na własne cele. 32 proc. klientów Metrohouse kupuje swoje pierwsze mieszkanie, a aż 17 proc. nabywców zamienia mieszkanie na większe. Widać to dobrze po wzroście średnich sprzedawanych metraży w poszczególnych miastach. Po kilku latach nabywania głównie mieszkań dwupokojowych, w ostatnim czasie wzrosła wyraźnie sprzedaż większych mieszkań, co można po części wytłumaczyć dość tanimi kredytami oraz poprawą sytuacji na rynku pracy. Swoją rolę ogrywa też wewnętrzna migracja do największych ośrodków miejskich – 8 proc. osób deklaruje, że zakup mieszkania związany jest ze zmianą miejsca zamieszkania. Na uwagę zasługuje pozycja „zakup mieszkania dla dziecka”. Część rodziców świeżo upieczonych studentów wychodzi z założenia, że korzystniejszy od najmu jest zakup niewielkiego mieszkania, gdzie wysokość kredytu będzie porównywalna z kwotą, jaką trzeba by było zapłacić za wynajem podobnego mieszkania.</p><p>&gt;&gt;&gt; Przeczytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1273262,okres-edukacyjnego-boomu-mamy-juz-za-soba-czy-studenci-wciaz-napedzaja-rynek-najmu.html" title="Okres edukacyjnego boomu mamy już za sobą. Czy studenci wciąż napędzają rynek najmu?">Okres edukacyjnego boomu mamy już za sobą. Czy studenci wciąż napędzają rynek najmu?</a></p> Byli właściciele nieruchomości powinni domagać się odszkodowań od sprawców szkody, czyli Niemiec i ZSRR http://forsal.pl/artykuly/1298998,reprywatyzacja-byli-wlasciciele-nieruchomosci-powinni-domagac-sie-odszkodowan-od-sprawcow-szkody-czyli-niemiec-i-zsrr.html 2018-10-13T21:43:16Z Do wypłaty odszkodowania zobowiązany jest sprawca szkody. Kto był sprawcą szkody? Przede wszystkim Niemcy oraz Związek Radziecki. Zatem to od tych państw, a nie od polskiego podatnika, powinien domagać się odszkodowania były właściciel - pisze dr Tomasz Luterek. ]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>A</span><span>b</span><span>y wykazać, ile straciła Warszawa, najpierw należałoby obliczyć koszt uczciwej reprywatyzacji z uwzględnieniem hipotek. Dopiero porównanie tego wyniku z wartościami wynikającymi z obecnego, patologicznego sposobu rozliczeń mogłoby być podstawą do ustalenia przybliżonych strat. </span></p> <p class="tresc"><span>Sprawa odszkodowań historycznych – wojennych i reprywatyzacyjnych – w ostatnich miesiącach dość często jest podnoszona przez polityków i dziennikarzy. 8 października ukazał się raport komisji ds. reprywatyzacji nieruchomości warszawskich, który miał pokazać, ile kosztowała warszawiaków dzika reprywatyzacja. Szacunki komisji mówią o 21,5 mld zł (straty z tytułu nieprawidłowości miały przekroczyć 12 mld zł). Niewątpliwie należy docenić podjętą przez członków komisji próbę kwantyfikowania skutków dzisiejszego, patologicznego modelu reprywatyzacji. Jednak, delikatnie rzecz ujmując, jest to wyliczenie oparte na mało wyrafinowanych założeniach i sporządzone na nieprzystającym instytucjom państwowym poziomie dokładności. Dostępny raport to de facto spot wyborczy, który opiera się na średniej cenie 1 mkw. (w raporcie zapisywanego jako 1m2…) gruntu określonej na poziomie 1500 zł, a w przypadku nieruchomości zabudowanych 8500 zł. Do tego doliczono wypłaty odszkodowań w kwocie 1,184 mld zł. Wydaje się, że raport powinien przybliżać podstawy metodologiczne i sposób wyliczenia podanych zmiennych. Skoro mowa w nim o kosztach poniesionych w ostatnich dekadach, powinno się w nim wykazać zmiany wartości nieruchomości w czasie (nieporównywalnie niższa była ich wartość w latach 90. XX w. niż obecnie) i sposób waloryzacji. </span></p> <p class="tresc"><span>Niestety ten raport wpisuje się w ogólny, dominujący w mediach i sądach trend dokonywania wycen przez polityków i prawników. Nie wpływa to korzystnie na jakość i wiarygodność podawanych wyliczeń. Problematyka rozliczeń z historią jest skomplikowana i wymaga wiedzy oraz perspektywy interdyscyplinarnej, w pierwszej kolejności znajomości historii gospodarczej, polityki, ekonomii i zasad wyceny nieruchomości.</span></p> <p class="tresc"><span>Dlatego potrzebny jest w tej sprawie głos i opinia ekspertów, w tym przede wszystkim rzeczoznawców majątkowych. Dotychczasowy model reprywatyzacji, w którym prawnicy uczyli rzeczoznawców, jak określać wartość reprywatyzowanych nieruchomości, doprowadził do narażenia finansów publicznych na wielomiliardowe straty. Wykreowany przez część środowisk prawniczych model wyceny, który nakazuje określać wartość nieruchomości z lat 40. XX w. według cen dzisiaj obowiązujących, bez uwzględnienia obciążeń hipotecznych, to błąd logiczny, a mówiąc dosadniej – nieuczciwość, która skutkuje gigantycznym bezpodstawnym wzbogaceniem po stronie byłych właścicieli czy częściej nawet handlarzy roszczeń. Co ważne, ów model wyceny w zasadzie nie wynika wprost z przepisów powszechnie obowiązujących. Został ukształtowany przez orzecznictwo, które ustanawiało kuratorów dla 140-letnich, „być może wciąż żyjących”, byłych właścicieli.</span></p> <p class="tresc"><span>Niestety, rzeczoznawcy majątkowi – biegli sądowi, którzy opracowują operaty na zlecenie sądów – są zobowiązani sporządzać wyceny w takim zakresie, jaki określi sąd w postanowieniu. Jeżeli w postanowieniu jest mowa o wycenie według stanu nieruchomości z daty przejęcia, ale według dzisiejszych cen, to tak właśnie należy opracować operat. Doprowadza to do sytuacji, w której rzeczoznawcy stają się bezwolnym narzędziem w rękach prawników. W konsekwencji opracowują operaty na podstawie błędnych założeń i uzyskują wyniki niemające nic wspólnego z realną wartością praw majątkowych do przejętych nieruchomości. Niestety takie hybrydowe wyceny szacunkowe stają się podstawą do rozstrzygnięć liczonych w dziesiątkach miliardów złotych. Co znamienne, bardzo podobnie widzą to niektórzy sędziowie, którzy też w pewnym stopniu są zakładnikami linii orzecznictwa. Wielu z nich powtarza, że łatwo jest ich obwiniać, ale powinno się przyjrzeć bliżej wyrokom, które ukształtowały proreprywatyzacyjną linię orzeczniczą. „Nie jestem bohaterem. Jeśli Sąd Najwyższy (SN) otwiera drogę do zasądzania wysokich odszkodowań, to zasądzam wysokie odszkodowania. Jestem jak żołnierz na polu bitwy. Wykonuję rozkaz, a jeśli coś pójdzie nie tak, jestem pierwszy do odstrzału” – mówił jeden ze stołecznych sędziów, cytowany przez DGP w artykule z dn. 30.10.2016 r.</span></p> <p class="wyroznienie"><span>Należy docenić podjętą przez komisję próbę oszacowania skutków patologicznej reprywatyzacji. Jednak jest to wyliczenie sporządzone na nieprzystającym instytucjom państwowym poziomie dokładności</span></p> <h2><b><span>W poszukiwaniu właściwej metodologii</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Jak już wspomniałem, warto docenić podjętą przez komisję próbę pokazania strat związanych z realizacją dzisiejszego patologicznego modelu reprywatyzacji. Nie dość, że nie przyczynił się on do zamknięcia problemu, to wciąż generuje olbrzymie koszty. Dlatego dobrze, że na reprywatyzację komisja spojrzała od strony strat majątkowych w ogólnym ujęciu. Wydaje się, że wspomniany raport można potraktować jako falstart i przygotować kolejny z prawdziwego zdarzenia opierający się na metodologii uwzględniającej zmianę wartości i struktury właścicielskiej reprywatyzowanych nieruchomości sięgającą czasów II wojny światowej.</span></p> <p class="tresc"><span>Fakt, że do dzisiaj w ustawie o gospodarce nieruchomościami i rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie wyceny nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego nie jest wskazany szczegółowy sposób wyceny nieruchomości reprywatyzowanych, jest pochodną braku kompleksowej ustawy reprywatyzacyjnej. Sytuacja ta sprzyja różnym grupom interesów związanych z dziką reprywatyzacją. Dlatego przyjęcie precyzyjnej regulacji dotyczącej sposobu wyceny, która będzie odwzorowywała realną wartość nieruchomości znacjonalizowanych w czasie rządów komunistycznych w Polsce, byłoby korzystne z perspektywy polskiego interesu i przysłużyłoby się społeczeństwu.</span></p> <p class="tresc"><span>Do opracowania takiej metodologii konieczne są wiedza i optyka interdyscyplinarna, korzystające z rozwiązań metodologicznych właściwych dla nauk ekonomicznych, wyceny nieruchomości, historii gospodarczej oraz politologii i prawa. Żeby przystąpić do takiej wyceny, trzeba prześledzić cały splot okoliczności, które wpłynęły na wartość nieruchomości w latach 40. XX w., w tym zmiennych z tak pozornie odległych obszarów, jak zderzenie doktryn politycznych i ich praktyczna implementacja, zakres ochrony prawa własności, rozstrzygnięcia geopolityczne, skutki wojny.</span></p> <p class="tresc"><span>Do podstawowych zmiennych, które należałoby łącznie uwzględnić przy wycenie odszkodowań za konfiskaty okupacyjne, zniszczenia wojenne i komunistyczną nacjonalizację, należą:</span></p> <p class="tresc"><span>1) wartość praw majątkowych do nieruchomości przed wybuchem II wojny światowej z uwzględnieniem hipotek, </span></p> <p class="tresc"><span>2) obniżenie wartości nacjonalizowanych praw na skutek strat wojennych oraz strat poniesionych w związku z wojną i okupacją w okresie od 1 września 1939 r. do chwili przejęcia przez państwo, </span></p> <p class="tresc"><span>3) wysokość nakładów dokonanych po 1 września 1939 r., </span></p> <p class="tresc"><span>4) ogólne obniżenie wartości majątku narodowego,</span></p> <p class="tresc"><span>5) czystą wartość majątku w dniu przejęcia go przez państwo,</span></p> <p class="tresc"><span>6) szczególne okoliczności wpływające na wartość (czas trwania koncesji, licencje itp.).</span></p> <p class="tresc"><span>Pragnę podkreślić znaczenie łącznego uwzględnienia tych czynników. Czas II wojny światowej i nacjonalizacja polskiego majątku to zdarzenia, które występowały jedno za drugim, przez co wzajemnie na siebie oddziaływały, doprowadzając w konsekwencji do gigantycznego zubożenia właścicieli nieruchomości na terenie Polski.</span></p> <h2><b><span>Historyczne uwarunkowania</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Początek tej analizy wyznacza wybuch II wojny światowej. Wrzesień 1939 r. to kluczowa data dla całego procesu wyceny – data początku wojny, okupacji i komunizmu (dla znacznej części Polski, która znalazła się pod okupacją sowiecką). Określa ona początek katastrofy państwa polskiego, która w gigantycznym stopniu zaważyła na losach naszego społeczeństwa, a także posiadanego przez niego majątku, w tym nieruchomości. Od tego momentu zaczyna się okupacja niemiecka i sowiecka, a nasz kraj zaczyna ponosić olbrzymie straty, za które powinniśmy otrzymać odszkodowanie. Mieliśmy do czynienia z pogwałceniem tak podstawowych wartości, jak życie i zdrowie ludzkie, jak również swobód obywatelskich i praw majątkowych. W odniesieniu do praw dotyczących nieruchomości mieliśmy do czynienia z gigantycznym spadkiem ich wartości. Zjawisko to przybrało szczególnie drastyczny wymiar w przypadku nieruchomości zniszczonych. W oczywisty sposób najgorzej przedstawiała się wartość tych, które wymagały rozminowania, przeprowadzenia ekshumacji i rozbiórki. Wiązały się z tym bowiem znaczne koszty. Szczególnie dramatycznie sytuacja wyglądała w niemal doszczętnie zrujnowanej Warszawie. Wartość większości śródmiejskich nieruchomości była wręcz zerowa, a w określonych przypadkach nawet ujemna. Właściciele, którzy przed wojną zainwestowali w nie środki pochodzące z kredytów, które wciąż były wymagalne i obciążały działy IV ksiąg wieczystych nieruchomości, byli tuż po wojnie bankrutami. Z uwagi na to, że ubezpieczenia nie obejmowały zdarzeń takich jak wojna, u ludzi tych zgodnie z prawem powinni pojawić się – komornicy. Szczęście w nieszczęściu, w powojennej rzeczywistości żaden komornik nie niepokoił właścicieli – bankrutów. Społeczeństwo, które przeżyło wojnę, wiedziało, że w realiach ówczesnego świata byłoby to nie dość, że nieskuteczne, to wręcz niehumanitarne i dezawuujące podstawowe zasady współżycia społecznego. </span></p> <p class="tresc"><span>Oczywiście może pojawić się pytanie, czy były właściciel bankrut jest winny temu, że wybuchła wojna, że jej konsekwencje były tak drastyczne? Nie. Zatem czy powinien otrzymać odszkodowanie? Bezspornie. Tyle że do jego wypłaty zgodnie z odwiecznymi regułami znanymi w zasadzie wszystkim porządkom prawnym na świecie zobowiązany jest sprawca szkody. Kto był sprawcą szkody? Przede wszystkim Niemcy oraz Związek Radziecki. Zatem to od tych państw powinien były właściciel domagać się odszkodowania, a nie od polskiego podatnika. Tylko jak to wyegzekwować w praktyce? Przy podejmowaniu jakichkolwiek działań należy niewątpliwie brać pod uwagę realia geopolityczne i zasadność miarkowania przedsiębranych środków – tak, by przyniosły rzeczywiste korzyści, a nie prowadziły do kolejnych międzynarodowych kryzysów politycznych. </span></p> <h2><b><span>Co zatem możemy zrobić dziś?</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Należy w jednym operacie szacunkowym dotyczącym konkretnych nieruchomości wyliczyć wartość odszkodowań za straty wojenne i komunistyczną nacjonalizację. Trzeba pokazać, za co odpowiadają okupanci, a za co państwo polskie.</span></p> <p class="tresc"><span>Operat powinien określać wartość praw majątkowych do przedmiotowej nieruchomości przed wybuchem wojny według ówczesnego jej stanu (geodezyjnego, technicznego, planistycznego itp.) z uwzględnieniem obciążeń hipotecznych. Podkreślam, że chodzi o wartość według cen przedwojennych. Powinniśmy następnie policzyć straty, jakie ponieśli byli właściciele nieruchomości w wyniku konfiskat okupacyjnych, zniszczeń wojennych i komunistycznej nacjonalizacji. Właśnie w takiej kolejności zdarzenia te następowały, począwszy od września 1939 r., doprowadzając do szkód majątkowych po stronie byłych właścicieli.</span></p> <p class="tresc"><span>W ten zresztą sposób powojenni rzeczoznawcy (Biuro Odszkodowań Wojennych) określali wartość wyjściową nieruchomości, według której obliczano straty wojenne. </span></p> <p class="tresc"><span>Zatem od wartości wyjściowej (1939 r.) odejmujemy wartość zniszczeń wojennych (w latach 1939–1945), jak również uwzględniamy ewentualne inwestycje, które miały miejsce w czasie okupacji. To jest komponent wartości, za który odpowiadają okupanci.</span></p> <p class="tresc"><span>Następnie należy przejść do określenia wartości nieruchomości po wojnie w chwili jej przejęcia przez państwo. Przy czym trzeba pamiętać, że w wyniku wojny doszło do załamania rynku nieruchomości i spadku także wartość nieruchomości niezniszczonych. </span></p> <p class="tresc"><span>Rynek nieruchomości istniał zarówno w czasie wojny, jak i po wojnie. Mamy dostęp do transakcji z tych okresów i w ten sposób porównawczo możemy określić wartość nieruchomości według waluty obowiązującej w dacie przejęcia przez państwo przeliczonej na przedwojenne złote. Drugie rozwiązanie, odwołujące się do powojennej praktyki wyceny i zastosowane w przypadku określania wartości praw majątkowych spłacanych przez państwo polskie w ramach umów indemnizacyjnych, odwołuje się do ogólnego obniżenia wartości majątku narodowego. Przyjmowano, że w stosunku do wartości z 1939 r. wynosiło ono 40 proc. Za to również w istotnym stopniu powinni odpowiadać okupanci.</span></p> <p class="tresc"><span>Wartość nieruchomości z 1939 r. obniżamy zatem o zniszczenia wojenne, a następnie pomniejszamy o 40 proc. Od tej wartości odejmujemy obciążenia hipoteczne wymagalne w dacie przejęcia nieruchomości. Przy czym trzeba pamiętać, że w czasie wojny działały przedwojenne instytucje bankowe i raty kredytów były wymagalne. Niemniej w wyniku wysokiej inflacji kwoty rat spłacanych w czasie wojny były niewspółmiernie małe do tych z 1939 r., co było korzystne dla kredytobiorców. Dlatego w rozliczeniu według daty przejęcia należałoby uwzględnić tylko wymagalne raty, a nadpłacone zweryfikować o nadzwyczajny podatek od wzbogacenia wojennego.</span></p> <p class="tresc"><span>Po dokonaniu takiej kalkulacji otrzymalibyśmy realną wartość przejętych przez państwo praw majątkowych. Aby dowiedzieć się, jaka jest ich wartość obecnie, należałoby zwaloryzować ją przy użyciu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (od 1950 r. obwieszczanego przez GUS) albo przy użyciu dolara amerykańskiego.</span></p> <p class="tresc"><span>Reasumując, odszkodowania za konfiskaty okupacyjne, zniszczenia wojenne i komunistyczną nacjonalizację należałoby obliczyć w jednym operacie, który określi zwaloryzowaną na dzień dzisiejszy wartość praw majątkowych w czasie wojny i chwili nacjonalizacji, uwzględniając podane wyżej zmienne. </span></p> <p class="tresc"><span>To pozwoliłoby nam precyzyjnie ustalić, kto i w jakim zakresie odpowiada za przewłaszczone dobra majątkowe i do kogo należy kierować roszczenia.</span></p> <p class="tresc"><span>A jaki model wyceny nieruchomości reprywatyzowanych jest obecnie stosowany w praktyce polskich sądów i urzędów?</span></p> <p class="tresc"><span>Wykreowany przez orzecznictwo model rozliczeń zakłada zwroty nieruchomości w naturze. Niesprawiedliwość takiego rozwiązania szczególnie jaskrawo widać w przypadku Warszawy, gdzie ze środków całego społeczeństwa dokonano odbudowy miasta, a następnie poszczególne nieruchomości trafiały w ręce spadkobierców byłych bankrutów. W tym przypadku odwołanie się do terminu „zwroty nieruchomości w naturze” to wyjątkowy zabieg erystyczny. W rzeczywistości możemy mówić ewentualnie o przywróceniu określonych praw do nieruchomości, w tym nie tylko tych ujawnionych w dziale I i II ksiąg wieczystych, ale także w działach III i IV. „Zwrot nieruchomości w naturze” niejako automatycznie pomija obciążenia hipoteczne, a należy pamiętać, że przed II wojną światową, podobnie jak i dzisiaj, większość nieruchomości była obciążona hipotekami. Zatem w dzisiejszym patologicznym modelu reprywatyzacji takie samo odszkodowanie otrzymuje zarówno potomek byłego właściciela, który wybudował kamienicę z własnych środków, jak i potomek bankruta. Delikatnie mówiąc, to chyba nieporozumienie.</span></p> <p class="tresc"><span>Dlatego dobrze by się stało, gdyby raport komisji stanowił wstęp do opracowania założeń metodologicznych wyceny nieruchomości reprywatyzowanych opartych na spójnym i wielowymiarowym podejściu uwzględniającym straty wojenne i załamanie rynku nieruchomości w latach 40. XX w. Dopiero wtedy będziemy mogli precyzyjnie określić straty, jakie ponieśliśmy i ponosimy w związku z dziką reprywatyzacją, i powstrzymać wciąż trwający proceder wyłudzania niesłusznych odszkodowań reprywatyzacyjnych.&#160;</span><span class="allCaps"></span></p> <p class="autor-nota"><span class="tresc-bold">Autor jest prawnikiem, rzeczoznawcą majątkowym, autorem książki „Reprywatyzacja. Źródła problemu”</span></p><p><span class="tresc-bold">&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1297118,reprywatyzacja-miasto-jest-nasze-kto-uzyskiwal-najwieksze-odszkodowania-w-warszawie.html"> </a></span><a href="wym-1539340713884">Królowie stołecznej reprywatyzacji. Zobacz, kto uzyskiwał największe odszkodowania w Warszawie</a><span class="tresc-bold"></span></p> Mieszkanie na kredyt? Bez kilkudziesięciu tysięcy w gotówce ani rusz http://forsal.pl/artykuly/1298825,mieszkanie-na-kredyt-bez-kilkudziesieciu-tysiecy-w-gotowce-ani-rusz.html 2018-10-13T12:28:54Z Podatki, różne prowizje i opłaty to rzeczywistość, z którą zmierzyć się musi osoba chcąca kupić mieszkanie. Kupując na kredyt trzeba też posiadać spory wkład własny. W efekcie rodzina chcąca wykorzystać swoją zdolność kredytową, musi mieć przynajmniej 70-80 tysięcy w gotówce – wynika z szacunków Open Finance.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>490 tysięcy złotych – tyle na mieszkanie może pożyczyć dziś trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują przynosząc do domu po średniej krajowej – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Open Finance. Kwota ta to mediana, a więc połowa ankietowanych banków skłonna byłaby pożyczyć więcej, a połowa mniej. Do obliczeń przyjęto, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest zaciągnąć kredyt na 30 lat i skorzystać z dwóch dodatkowych produktów - rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.</p><h2><b>Zdolność kredytowa maleje z czasem</b></h2><p>Co warto podkreślić, zdolność kredytowa modelowej rodziny od 2017 roku topniałaby, gdyby nie uwzględniać rosnących wynagrodzeń. Ich zmiana uwzględniana jest w wynikach indeksu raz w roku (w marcu). I tak na przykład w marcu 2017 roku modelowa rodzina mogła pożyczyć 476 tys. złotych i kwota ta w ciągu 11 miesięcy stopniała do 452 tysięcy. Później po uwzględnieniu ponad 5-proc. wzrostu wynagrodzeń - w marcu 2018 roku – banki poinformowały, że modelowej rodzinie skłonne byłyby pożyczyć 513 tysięcy. W ciągu 7 kolejnych miesięcy kwota ta znowu spadła – tym razem o 23 tysiące. Gdyby więc modelowi kredytobiorcy w ciągu ostatnich dwóch lata nie otrzymali żadnej podwyżki, to z czasem ich możliwości zadłużania się byłyby coraz mniejsze. </p><h2><b>Bez gotówki w kieszeni nie dostaniesz kredytu</b></h2><p>Nawet jednak rodzina, która korzystając z dobrej koniunktury gospodarczej może dziś cieszyć się wyższym wynagrodzeniem niż rok czy dwa lata temu, ma do pokonania jeszcze jedną kłodę leżącą na drodze do kredytu. Chodzi o gotówkę potrzebną do kupienia mieszkania. Nic bowiem z tego, że banki chciałyby im pożyczyć 490 tysięcy na zakup mieszkania skoro te same banki wymagać będą 10 proc. lub nawet 20 proc. wkładu własnego. W tym drugim przypadku oznacza to konieczność posiadania 122,5 tysięcy złotych (20 proc. z 612,5 tys. zł) w gotówce jeśli zaciągnięty ma być dług w kwocie 490 tysięcy (80 proc. z 612,5 tys. zł). </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Gdyby tego było mało chcąc kupić mieszkanie trzeba się też przygotować na koszty zawarcia transakcji i zaciągnięcia kredytu. Wiele z nich trzeba opłacić gotówką, co powoduje, że odłożone 20 proc. wkładu własnego może się okazać kwotą niewystarczającą. Dla spokoju warto kupując nowe „M” mieć przynajmniej 3 proc. jego wartości na pokrycie kosztów transakcyjnych. Niestety w przypadku lokali używanych koszty transakcyjne są znacznie wyższe, a więc i bufor bezpieczeństwa musi być wyższy – około 8 proc. wartości nieruchomości. Efekt? Chcąc kupić mieszkanie warte 612,5 tysiąca złotych i zaciągając w tym celu 490 tysięcy hipotecznego długu, trzeba mieć wcześniej wspomniane 122,5 tys. zł jako wkład własny i od około 18 do 49 tysięcy na pokrycie pozostałych kosztów. W sumie więc mowa o gotówce na poziomie 140 – 170 tysięcy i w tej kwocie nie ma jeszcze pieniędzy na odświeżenie, wykończenie i wyposażenie nowego lokum. </p><p>Całe szczęście można kupić mieszkanie mając nawet o połowę mniej gotówki. Po pierwsze należy wtedy wybrać bank wymagający o połowę niższego wkładu własnego (taki dług co do zasady jest droższy niż ten z wyższym wkładem). Ponadto warto szukać instytucji, która udzieli kredytu bez konieczności wpłacania gotówką prowizji i dodatkowych opłat. Gdyby tego było mało, to wysokość wielu opłat i prowizji można negocjować – np. prowizję pośrednika pomagającego znaleźć wymarzone „M” czy wysokość taksy notarialnej opłacanej okazji podpisywania aktu notarialnego. </p><h2><b>Pożyczysz nawet 90 razy więcej niż zarabiasz</b></h2><p>Z ankiety przeprowadzonej przez Open Finance w październiku wynika, że najwyższą zdolność kredytową modelowa rodzina miałaby w Euro Banku. Ta instytucja sugerowała wynik na poziomie ponad 545 tys. zł, czyli prawie 90 razy więcej niż miesięczne wynagrodzenie kredytobiorcy. Za nim uplasowały się BGŻ BNP Paribas, Bank Pekao, Millennium i Raiffeisen Polbank. W tych instytucjach familia mogłaby się zadłużyć na przynajmniej pół miliona złotych. Na drugim biegunie znaleźć możemy Credit Agricole oferujący modelowej rodzinie niecałe 330 tysięcy długu. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/finanse/gielda/artykuly/1298674,do-konca-wrzesnia-deweloperzy-gieldowi-sprzedali-ok-9-proc-mieszkan-mniej-niz-rok-temu.html" title="Do końca września deweloperzy giełdowi sprzedali ok. 9 proc. mieszkań mniej niż rok temu">Do końca września deweloperzy giełdowi sprzedali ok. 9 proc. mieszkań mniej niż rok temu</a></p> Do końca września deweloperzy giełdowi sprzedali ok. 9 proc. mieszkań mniej niż rok temu http://forsal.pl/artykuly/1298674,do-konca-wrzesnia-deweloperzy-gieldowi-sprzedali-ok-9-proc-mieszkan-mniej-niz-rok-temu.html 2018-10-12T05:47:34Z W ciągu III kwartałów 2018 roku deweloperzy giełdowi sprzedali blisko 9 proc. mniej mieszkań niż w tym samym czasie ub.r. - powiedział PAP ekspert portalu RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Łączny wynik sprzedaży mieszkań 19 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych wyniósł w III kwartale 6 tys. 14 lokali, a więc nieco ponad jedną piątą mniej (20,5 proc.) licząc rok do roku" - podał Jędrzyński. Deweloperzy sprzedali w trzecim kwartale 2017 roku 7 tys. 561 mieszkań.</p> <p>"Z kolei od stycznia do września br. prezentowana grupa spółek zakontraktowała 19,4 tys. lokali, co oznacza wynik o 8,9 proc. słabszy od zanotowanego w analogicznym okresie 2017 roku" - policzył ekspert. W ub. roku w tym czasie sprzedano 21 tys. 325 lokali.</p> <p>Analiza portalu RynekPierwotny.pl pokazuje, że zaledwie trzy spółki – Viktoria Dom, Lokum Deweloper i Murapol - zakomunikowały dodatnią dynamikę rok do roku w obu prezentowanych wariantach. Największy wzrost zanotowała Viktoria Dom, która w III kwartale 2018 roku sprzedała 332 mieszkania (wobec 172 w tym samym czasie ub. roku).</p> <p>Jak przypomniał Jędrzyński, spadki statystyk sprzedaży po drugim kwartale br. wyniosły rok do roku 11,3 proc. (porównanie w II kwartału 2018 do tego samego okresu 2017). "To zdecydowanie niepokojąca akceleracja, potwierdzająca rozwojowy charakter koniunkturalnego przesilenia na pierwotnym rynku mieszkaniowym" - podał ekspert.</p> <p>Według portalu RynekPierwotny.pl scenariusz końca boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym najprawdopodobniej wreszcie się zmaterializował. "Wyniki sprzedażowe deweloperów mieszkaniowych w ostatnich kwartałach zdecydowanie wskazywały na stan rynku o koniunkturze rozgrzanej do czerwoności" - powiedział ekspert. "Taka sytuacja musiała w pewnym momencie doprowadzić do +przegrzania+, czyli innymi słowy rynkowego przesilenia. Jego następstwa, choć bardzo trudne do dokładnego przewidzenia, nie rysują się na dziś dzień w specjalnie dramatycznych barwach. Należy oczekiwać raczej powrotu do normalności, aniżeli czegoś w rodzaju totalnego załamania koniunktury" - podał ekspert.</p> <p>Jak zauważył Jędrzyński, "prawdopodobnie główną przyczyną bieżących spadków wolumenów sprzedaży nowych mieszkań jest ponadprzeciętny wzrost ich cen w ostatnich miesiącach". "Trudno więc sobie wyobrazić utrzymanie podobnego trendu zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Należy wiec oczekiwać najpierw wyhamowania zwyżek, a następnie mniejszej lub większej korekty" - podsumował Jędrzyński.</p> <p>Jak informuje GUS, od stycznia do sierpnia 2018 r. rozpoczęto budowę 154 tys. 495 mieszkań, tj. o 7,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W tym czasie oddano do użytkowania 114 tys. 802 mieszkania, tj. o 4,3 proc. więcej niż przed rokiem.</p> <p>Deweloperzy oddali do użytkowania 68 tys. 495 mieszkań, a inwestorzy indywidualni 43 tys. 531 mieszkań (odpowiednio o 8,1 proc. i 0,2 proc. więcej niż od stycznia do sierpnia ub. roku). W ramach tych form budownictwa wybudowano łącznie 97,6 proc. ogółu mieszkań oddanych do użytkowania w okresie ośmiu miesięcy 2018 r., z czego deweloperzy wybudowali 59,7 proc., a inwestorzy indywidualni 37,9 proc. mieszkań.</p> <p>Mniej mieszkań niż przed rokiem oddano do użytkowania w budownictwie spółdzielczym (1 tys. 289 wobec 1 tys. 357) oraz społecznym czynszowym (651 mieszkań wobec 1 tys. 093), natomiast więcej w komunalnym (751 mieszkań wobec 701) i zakładowym (85 mieszkań wobec 62).</p> <p>Jak informuje GUS od stycznia do sierpnia 2018 r. z liczby 154 tys. 495 mieszkań, których budowę rozpoczęto, deweloperzy rozpoczęli budowę 89 tys. 113 mieszkań, a inwestorzy indywidualni 61 tys. 613 mieszkań.</p> <p>Więcej mieszkań, których budowę rozpoczęto (w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku) odnotowano w budownictwie spółdzielczym (1 tys. 709 mieszkań wobec 1 tys. 641) oraz w pozostałych formach budownictwa (2 tys. 060 mieszkań wobec 1 tys. 759).</p> Chińczycy atakują biura deweloperów. Powód? Spadek cen nieruchomości http://forsal.pl/artykuly/1297707,chinczycy-atakuja-biura-deweloperow-sa-niezadowoleni-z-powodu-spadku-cen-nieruchomosci.html 2018-10-11T13:36:23Z W Chinach przybywa niezadowolonych z powodu spadku cen mieszkań, a w ostatnich tygodniach właściciele lokali kilkakrotnie demonstrowali i atakowali biura deweloperów – podał w czwartek hongkoński dziennik „South China Morning Post”.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Do jednego z takich ataków doszło w ubiegły czwartek w mieście Shangrao w prowincji Jiangxi, gdzie grupa klientów powybijała szyby w biurze jednego z największych chińskich deweloperów – Country Garden Holdings. Powodem ich oburzenia była 30-procentowa zniżka oferowana nowym nabywcom mieszkań, za jakie oni sami zapłacili pełną kwotę.</p> <p>Do protestu doszło niedawno również na przedmieściach Szanghaju, gdzie ten sam deweloper w okazji niedawnych świąt państwowych ogłosił obniżenie ceny mieszkań w jednym z projektów o jedną czwartą. Według rzecznika firmy zniżki dotyczą tylko nabywców więcej niż jednego mieszkania w tych budynkach i są zwyczajną praktyką w branży.</p> <p>„Nieruchomości stanowią ok. 70 proc. aktywów chińskich rodzin miejskich. Dom to majątek i status. Ludzie nie chcą, by ceny rosły zbyt szybko, ale nie chcą też, by zbyt szybko spadały” - wyjaśnił ekonomista z firmy Oriental Securities Shao Yu.</p> <p>Ceny nieruchomości rosły w Chinach gwałtownie od roku 2000, czyniąc z zakupu lokali dobry sposób na pomnażanie pieniędzy. W Pekinie mieszkania, które w 2003 roku sprzedawano po 3 tys. juanów (1,6 tys. zł) za metr kwadratowy, teraz kosztują ponad 60 tys. juanów (32 tys. zł) za metr – wynika z danych portalu z informacjami na temat rynku nieruchomości creprice.cn.</p> <p>„Ludzie są tak przyzwyczajeni do rosnących cen, że nigdy nie przyszło im do głowy, że one mogą też spadać” - powiedział Shao.</p> <p>Chiński rząd od lat stara się studzić wzrost cen nieruchomości. W 2010 roku w jednej z rządowych dyrektyw określono rynek nieruchomości jako "ważną kwestię", która "wpływa na stabilność społeczną”. W lipcu Komitet Centralny rządzącej Komunistycznej Partii Chin (KPCh) uznał „opanowanie wzrostu cen domów” za jeden z priorytetów władz na drugą połowę roku.</p> <p>Okres świąteczny na przełomie września i października, nazywany „złotym tygodniem”, przynosi zwykle wzrost wyników sprzedaży mieszkań. W tym roku były one jednak najniższe od roku 2014, przy czym spowolnienie było najbardziej odczuwalne w mniejszych miastach – wynika z danych firmy China Securities Co., cytowanych przez agencję Bloomberga.</p> <p>Według Bloomberga niepokoje społeczne są kolejnym sygnałem spowolnienia na rynku nieruchomości, a zniżki i inne promocje sugerują, że zadłużeni chińscy deweloperzy starają się za wszelką cenę zwiększyć przychody.</p> <p>Analityk z agencji nieruchomości Centraline Property Zhang Dawei przestrzegł, że potencjalnym źródłem brutalnych protestów jest nie tylko spadek sprzedaży, ale również kiepska jakość wykonania budynków. „Nie kupujcie mieszkań budowanych w 2018 roku, bo gdy deweloperzy nie mają pieniędzy, nie mają ich też wykonawcy” - powiedział, wieszcząc nasilenie protestów na tle spraw mieszkaniowych w nadchodzących miesiącach.</p> <p>Według „SCMP” tego rodzaju protesty wybuchały w Chinach, ilekroć spadały ceny nieruchomości – po raz pierwszy w 2011 roku, gdy nabywcy mieszkań zaatakowali w Pekinie biuro firmy Huaye, która ogłosiła 10-procentowy upust.</p> <p>Dyrektor pekińskiej kancelarii prawnej Wang Cailiang ocenił, że choć takie protesty są w Chinach nielegalne, rząd toleruje je, gdyż to on odpowiada za gwałtowny wzrost cen. „To rząd windował ceny, zarabiając w ostatnich dwóch dekadach na sprzedaży ziemi deweloperom (...) Teraz gniew społeczny w związku z cenami domów stał się poważną sprawą społeczną” - powiedział.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1297561,rzad-utworzy-fundusz-inwestycji-kapitalowych-bedzie-zasilany-m-in-z-dywidend-spolek-skarbu-panstwa.html">Rząd utworzy Fundusz Inwestycji Kapitałowych. Będzie zasilany m.in. z dywidend spółek Skarbu Państwa</a></p> Wmurowano kamień węgielny pod budowę Muzeum Historii Polski http://forsal.pl/artykuly/1297587,wmurowano-kamien-wegielny-pod-budowe-muzeum-historii-polski.html 2018-10-11T13:57:30Z Na Cytadeli Warszawskiej wmurowano w czwartek kamień węgielny pod budowę Muzeum Historii Polski. Prawdziwą historię, w której byliśmy trubadurami wolności w Europie, prekursorami jej jedności, trzeba opowiadać naszym językiem - podkreślił premier Mateusz Morawiecki.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Premier Morawiecki, wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński oraz dyrektor Muzeum Historii Polski Robert Kostro podpisali w czwartek na Cytadeli akt erekcyjny, który wraz z kapsułą czasu oraz kamieniem węgielnym wmurowali w kamienny cokół.</p> <p>W kapsule czasu umieszczono monety i banknoty obiegowe, monety i banknoty okazjonalne Narodowego Banku Polskiego, egzemplarz czwartkowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" oraz filmy i zdjęcia prezentujące aktualny stan budowy muzeum umieszczone na nośniku USB.</p> <p>Premier podkreślił, że to "wyjątkowy dzień, dzień bardzo radosny". "Tutaj, w miejscu, które jest świadectwem tego, że Polska nie dała się oderwać od tradycji Zachodu, od tradycji wolnościowych, miejscu uświęconym krwią takich ludzi, jak Karol Levittoux, który jednocześnie też świadczy o tym, jak wielką siłę przyciągania miała Polska i polskość" - zwrócił uwagę Morawiecki.</p> <p>"Bardzo cieszę się, że będziemy potrafili w końcu zacząć opowiadać naszą wspaniałą historię o samych sobie. Polska, jak żaden naród na świecie nie ma się czego wstydzić z dwu względów. Po pierwsze, tak wiele dobrego uczyniła dla Europy i całego świata, a jednocześnie tak niewiele zła wyrządziła; to się również zdarzało, ale było w porównaniu do wielu innych państw, wielu innych narodów na zupełnie nieporównywalnym poziomie. I tę historię, taką prawdziwą historię, gdzie byliśmy trubadurami wolności w Europie, prekursorami jej jedności, trzeba opowiadać naszym językiem" - powiedział Morawiecki.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p> <p>Premier zauważył, że przez sytuację, w jakiej znalazła się Polska po II wojnie światowej, kiedy "byliśmy na marginesie ówczesnego świata", "nie mogliśmy przedstawiać prawdy historycznej". Potem, po wejściu w III RP "z bardzo wielu względów" "ówczesne elity nie chciały, nie potrafiły opowiadać prawdziwej historii Polski".</p> <p>Przypomniał, że to właśnie Polacy złożyli ogromną daninę krwi na wszystkich frontach II wojny światowej, tworząc "największe w historii świata państwo podziemne", walcząc o "wolność, godność i człowieczeństwo". "To była walka o duszę Zachodu. My dołożyliśmy do tej walki wielkie nasze poświęcenie, naszą krew i do tego zwycięstwa w II wojnie światowej walnie się wówczas przyczyniliśmy" - mówił Morawicki.</p> <p>"Nasza historia jest tym, co mogłoby być naszą wielką +soft power+, naszą +miękką siłą+. Tymczasem przez pierwsze 25 lat po 1989 roku to było bardziej +soft+ niż +power+. A musimy wykorzystać naszą wielką, wspaniałą historię do obrony naszych racji. To należy się przodkom naszym, którzy o tę wolność w dramatycznych okolicznościach walczyli" - dodał szef rządu.</p> <p>Podkreślił, że historię "piszą zwycięzcy". "Polacy, mimo wielkiej daniny krwi, nie byli tymi zwycięzcami, ale dzisiaj, od paru lat stajemy się zwycięzcami naszej historii" - ocenił.</p> <p>Dodał, że "historia Polski może być najwspanialszym materiałem dla Hollywood, i musi być. Te tematy, które jeszcze nie zostały poruszone, wołają do nas, wołają do przyszłych pokoleń. Historia Polski to najpiękniejsza tradycja wolnościowa Zachodu".</p> <p>"My dzisiaj dajemy Polakom narzędzie opowieści o historii Polski, o przepięknej historii, historii, jakiej świat nie zna. Musimy je wykorzystać dla dobra dzisiejszej Polski, musimy zrobić z tego narzędzia właściwy użytek. Jestem przekonany, że tak będzie" - podkreślił.</p> <p>Prezydent w liście odczytanym przez podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciecha Kolarskiego przypomniał, że Cytadela Warszawska to miejsce wzniesione przez Rosjan w ramach represji po stłumieniu powstania listopadowego. "Przez ponad 80 lat napełniała grozą serca rodaków. Dla naszych poprzedników i przodków była symbolem zniewolenia, terroru, tyranii i prześladowań. Tutaj niemal z całych ziem zaboru zmierzały kibitki z aresztowanymi, tu za miłość ojczyzny i pragnienie odzyskania własnego, suwerennego państwa karano brutalnym śledztwem, torturami, ciężkim więzieniem, zesłaniem na Sybir lub egzekucją" - napisał Andrzej Duda.</p> <p>"Później przez dziesięciolecia miejsce to służyło celom wojskowym i pozostawało nieco na uboczu życia społecznego i duchowego stolicy. (..) Dopiero teraz stajemy przed szansą na to, by ta przestrzeń, niegdyś złowroga, a potem pomijana, zaczęła odgrywać ważną i pozytywną rolę w świadomości Polaków. W pewnym sensie dopiero teraz Cytadela Warszawska zostaje zdobyta dla wolnej Polski i wolnych Polaków" - dodał.</p> <p>"Uważam za wspaniały symbol, że właśnie w tym szczególnym czasie, kiedy świętujemy stulecie odrodzenia suwerennej Rzeczpospolitej, ten pięknie położony obiekt (...) zaczyna przemieniać się w Park Niepodległości. Jego budowa to wielkie, doniosłe wyzwanie, to też olbrzymi wysiłek, który będzie kontynuowany przez kolejne lata, ale to przede wszystkim droga do wzniosłego celu, do stworzenia niezwykłego pomnika dziejów ojczystych, walki naszego narodu o wolność i wytrwałej pracy na rzecz suwerennego państwa" - podkreślił prezydent.</p> <p>Uroczystość podpisania aktu erekcyjnego i wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Muzeum Historii Polski to, jak napisał Duda, bardzo ważny krok na drodze do urzeczywistnienia tego wielkiego dzieła. "Samo muzeum to zaś inwestycja od dawna wyczekiwana, powołane przed dwunastoma laty, mające do spełnienia najistotniejsze zadania w dziedzinie edukacji i upowszechniania wiedzy o naszych dziejach, pozostaje aż do tej pory placówką bez stałej, docelowej siedziby" - podkreślił.</p> <p>"Liczę na to, że cały kompleks placówek w Parku Niepodległości powstającym na Cytadeli Warszawskiej, także mające się tu przenieść Muzeum Wojska Polskiego i Katyńskie, oraz kontynuujące działalność Muzeum X Pawilonu, będzie przyciągać uwagę Polaków i odwiedzających nasz kraj gości, przedstawiając dzieje ojczyste w całym ich bogactwie i pięknie, bohaterstwie i dramatyczności. Wierzę, że przyczyni się do popularyzacji i jeszcze szerszego rozbudzenia zainteresowania historią naszego państwa i narodu, zwłaszcza wśród ludzi młodych" - dodał prezydent.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Kostro przypomniał wypowiedziane w 1983 na Jasnej Górze słowa Jana Pawła II. Papież powiedział wtedy, że "może czasem zazdrościmy Francuzom, Niemcom czy Amerykanom, że ich imię nie jest związane z takim kosztem historii, że o wiele łatwiej są wolni, podczas gdy nasza polska wolność tak dużo kosztuje".</p> <p>"Przytaczam te słowa, ponieważ są ważne dla naszego rozumienia historii Polski i niepodległości. Są też bardzo ważne dla naszego pojęcia wolności i dziedzictwa. (...) W naszym muzeum będziemy opowiadali o tej wolności, przedstawiając barwną kulturę (...) pierwszej Rzeczpospolitej, z wielką tradycją parlamentarną, tradycją Unii z Litwą, i Konstytucją III Maja. Przedstawimy doświadczenie pracy i walki w okresie zaborów przeciwko zaborcom, ale przede wszystkim w imię budowania niepodległości. Pokażemy również tradycję państwa podziemnego w czasie okupacji, pokażemy tragiczną wolność, o którą walczyli żołnierze wyklęci, i uwieńczony sukcesem wysiłek antykomunistycznej opozycji, i wysiłek Solidarności" - powiedział.</p> <p>Kostro podkreślił także, że muzeum to instytucja, która stoi na straży dziedzictwa. "Dbamy o wierność faktom i doświadczeniom naszych przodków, ale z drugiej strony szukamy nowoczesnych, efektownych sposobów ich przedstawiania. Chcemy by nasz wysiłek był twórczy, nie odtwórczy. Muzeum to nie jest miejsce odtwarzania, to nie jest miejsce antykwaryczne, gdzie się gromadzi pod kurzem różne rzeczy, ale gdzie się interpretuje przeszłość. (...) Dzisiaj, w XXI wieku, najbardziej nowoczesnym narzędziem opowiadania i interpretowania historii, ale również tworzenia pewnego wspólnego kodu kulturowego, jest chyba muzeum" - wskazał dyrektor Muzeum Historii Polski.</p> <p>Dodał, że muzeum to "chyba największa inwestycja w dziedzinie kultury podjęta kiedykolwiek przez Rzeczpospolitą Polską", a prowadzenie tego dzieła to wiele równoległych procesów. "To projektowanie i budowa gmachu, projektowanie wystawy stałej, pisanie scenariusza, konsultacje z historykami i historykami sztuki, tworzenie zbiorów muzealnych (...), ich konserwacja i przygotowanie do eksponowania, współpraca z wieloma instytucjami. (...) To też konsultacje dotyczące dźwięku i reżyserii, które może wydają się mało ważne, a na końcu składają się na wielką jakość tego, co pokażemy" - zwrócił uwagę Kostro.</p> <h2><b>"Termin zostanie dotrzymany"</b></h2> <p>Prezes zarządu firmy Budimex S.A. Dariusz Blocher zadeklarował, że termin zakończenia prac przy budowie muzeum, szacowany na początek 2021 roku, "zostanie dotrzymany". "Spotykamy się dzisiaj na takiej symbolicznej uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod konstrukcję tego obiektu, (...)tempo prac, które dzisiaj prowadzimy jest naprawdę dobre, pomimo tych wyzwań, które dzisiaj stroją przed budownictwem w związku z ogromem inwestycji publicznych realizowanych w naszym kraju" - powiedział Blocher.</p> <p>Zaznaczył, że "pogoda i szczęście im sprzyja", pomimo tego, że "praktycznie w każdym tygodniu" jest jeden dzień ewakuacji budowy, bo odnajdują niewybuchy.</p> <p>Muzeum Historii Polski zostało powołane 2 maja 2006 r. Od początku działalności zaczęło prowadzić zarówno prace związane z tworzeniem siedziby i wystawy stałej, jak i bieżącą działalność wystawienniczą, edukacyjną, naukową i związaną z promocją dziedzictwa historycznego za granicą − przedstawiając najważniejsze wątki polskiej historii – państwa i narodu.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p> <p>Konkurs architektoniczny na projekt przyszłego gmachu muzeum rozstrzygnięto w 2009 r. - zwyciężyła praca zespołu Paczowski et Fritsch Architectes z Luksemburga. Zgodnie z projektem budynek muzeum miał stanąć w pobliżu Zamku Ujazdowskiego, nad Trasą Łazienkowską, jednak decyzja o finansowaniu budowy została wstrzymana w 2010 r., a MHP zostało usunięte z listy projektów priorytetowych, które miały być realizowane ze środków europejskich.</p> <p>Wiosną 2015 r. rozpoczęły się rozmowy dotyczące nowej lokalizacji muzeum na terenie Cytadeli Warszawskiej. 29 stycznia 2016 r. w obecności ministra Glińskiego podpisano umowę ws. wykonania projektu siedziby Muzeum Historii Polski w Warszawie. Jej sygnatariuszami byli dyrektor MHP Robert Kostro oraz prezes pracowni architektonicznej WXCA Szczepan Wroński. Niecały rok później zaprezentowano wizualizacje przyszłej stałej siedziby Muzeum Historii Polski. 6 października 2017 r. ogłoszono przetarg na wykonanie robót budowlanych, został on rozstrzygnięty 15 maja 2018 r., wybrana została firma Budimex S.A. 30 maja 2018 r. w Pałacu Rzeczypospolitej w Warszawie została podpisana umowa pomiędzy Budimex S.A. a Muzeum Historii Polski na budowę stałej siedziby MHP.</p> <p>Na początku lipca na Cytadeli Warszawskiej wicepremier, minister kultury, dyrektor Muzeum Historii Polski, wiceminister kultury Jarosław Sellin, wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera, prezes zarządu firmy Budimex S.A. symbolicznie "wbili pierwszą łopatę" w miejscu budowy muzeum.</p> <p>Gmach MHP będzie mieścić się na terenie Cytadeli Warszawskiej (tzw. Park Niepodległości). Znajdą się tam też istniejące już Muzeum X Pawilonu i Muzeum Katyńskie, budowana jest tam także nowa siedziba Muzeum Wojska Polskiego.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b>Stan zaawansowania - 7 procent</b></h2><p>Budowa Muzeum Historii Polski rozpoczęła się 90 dni temu, a jej zaawansowanie wynosi obecnie 7 proc., poinformował Budimex.</p><p>"Obecnie Budimex kończy już roboty ziemne pod nadzorem archeologa, trwają także prace w zakresie wykonania izolacji przeciwwodnej powłokowej części podziemnej budynku oraz wykonanie konstrukcji w technologii betonu wodoszczelnego. Kładzione są też płyty fundamentowe oraz montowane są ściany i słupy. Budowa zaczęła się zaledwie 90 dni temu, a zaawansowanie budowy wynosi już 7%" - czytamy w komunikacie. </p><p>"Umowa na realizację przedsięwzięcia została podpisana 30 maja 2018. Budowa rozpoczęła się w lipcu 2018 roku. Zakończenie jest planowane w 2021 roku. Budynek będzie miał dwie kondygnacje podziemne oraz cztery kondygnacje naziemne. Jego łączna powierzchnia to ponad 53 tys. m2. Elewacja będzie wykonana głównie z kamienia z fragmentami w postaci fasady szklanej. W placówce poza częścią ekspozycyjną znajdą się także pracownie konserwatorskie, laboratoria, magazyny, centrum edukacyjne, przestrzenie biurowe i socjalne dla pracowników oraz restauracja i kawiarnia. Wystawa stała będzie zajmować 7 tys. m2, a wystawy czasowe 1,5 tys. m2. W muzeum powstanie też audytorium na ok. 600 osób oraz sala kinowa na ok. 150 osób" - przypomniano w komunikacie. </p><p>"Budowa Muzeum Historii Polski to dla nas szczególny kontrakt. Realizujemy go w 50-rocznicę działania naszej firmy, która jest również częścią współczesnej historii naszego kraju. To wyróżnienie i duża odpowiedzialność zarazem. Budową kieruje bardzo dobry i doświadczony zespół inżynierski i budowlany, za którym stoi wsparcie całej naszej organizacji" - powiedział prezes Budimeksu Dariusz Blocher, cytowany w komunikacie. </p><p>W obiekcie znajdą się też innowacyjne rozwiązania akustyczne. W sali kinowo-teatralnej będzie zastosowana konstrukcja "pudełka w pudełku", co zapewni wyjątkowe wyciszenie i akustykę. Bryła pomieszczenia będzie całkowicie oddzielona od pozostałej konstrukcji budynku, a w jego wnętrzu, czyli w tzw. pudle zostaną zastosowane wibroizolatory zmniejszające drgania. </p><p>"Dodatkowo w salach: widowiskowej, kinowo - teatralnej, projekcyjnych,&#160; warsztatowych, kompleksu studyjnego (studio nagrań, reżysernia, green box), reprezentacyjnej będzie wykorzystana teoria falowa akustyki traktującą wnętrza jako zespół rezonatorów, które zapewniają doskonałą jakość dźwięków. Dzięki temu w sali widowiskowej będą mogły odbywać się koncerty muzyki poważnej bez nagłośnienia, koncerty muzyki rozrywkowej z nagłośnieniem, konferencje i wykłady, seanse wideo wysokiej rozdzielczości oraz spektakle" - czytamy w materiale. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Innym ciekawym rozwiązaniem w budynku jest system BMS, który będzie wyposażony w inteligentny moduł odpowiedzialny za przewidywanie wystąpienia możliwych awarii i ich automatycznego zgłaszania służbom technicznym obiektu, podał też Budimex. </p><p>Placówka będzie też wykorzystywać odnawialne źródła energii geotermalnej. Podczas odwiertów gruntowych powstanie 30 sond o głębokości ok. 160 m, które będą stanowiły źródło ciepła i chłodu. </p><p>Budimex jest notowany na warszawskiej giełdzie od 1995 r. Jego inwestorem strategicznym jest hiszpańska firma Ferrovial. W 2017 r. miał 6,37 mld zł skonsolidowanych przychodów. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/artykuly/1078812,muzeum-historii-polski-wartosc-inwestycji-termin-realizacji-wizualizacje.html"> Wielki projekt za 659 mln zł. Tak będzie wyglądać Muzeum Historii Polski </a></p><p><em>Źródło: PAP/ISBNews</em><a href="http://forsal.pl/artykuly/1078812,muzeum-historii-polski-wartosc-inwestycji-termin-realizacji-wizualizacje.html"></a></p> Królowie stołecznej reprywatyzacji. Zobacz, kto uzyskiwał największe odszkodowania w Warszawie http://forsal.pl/artykuly/1297118,reprywatyzacja-miasto-jest-nasze-kto-uzyskiwal-najwieksze-odszkodowania-w-warszawie.html 2018-10-11T15:22:35Z Wybitny cywilista i ekspert prawny czterech premierów otwiera listę pełnomocników, którzy od 2008 r. uzyskali w stolicy najwyższe odszkodowania.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Wyliczeń dokonało stowarzyszenie<b> Miasto Jest Nasze (MJN) </b>na podstawie oficjalnych danych stołecznego ratusza. Dziś zaprezentuje je podczas konferencji prasowej. </span><br /><span>Lista najskuteczniejszych pełnomocników zaskakuje.</span></p> <p class="tresc"><span>– Raport komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego okazuje się, mówiąc oględnie, niepełny. Opinia publiczna nie poznała osoby, która w procesie dzikiej reprywatyzacji uzyskała dla swoich klientów największą sumę odszkodowań – twierdzi Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej, związany z MJN. Chodzi o prof. Macieja Kalińskiego, numer jeden na liście. W ciągu ostatniej dekady był on pełnomocnikiem w ponad 80 sprawach. Dla klientów uzyskał odszkodowania w wysokości ponad 236 mln zł. To więcej niż drugi (Robert N.) i trzeci (Michał Sobański) razem wzięci. Dopiero piąte miejsce w zestawieniu zajmuje nestor polskiej reprywatyzacji mecenas Jan Stachura. </span></p> <p class="tresc"><span>Profesor Kaliński, wykładowca w Instytucie Prawa Cywilnego UW, przez ostatnie osiem lat był członkiem rady legislacyjnej przy kolejnych premierach. W 2011 r. sporządził dla stołecznego ratusza opinię prawną, która stanowiła jedną z podstaw decyzji o zwrocie działki przy dawnej Chmielnej 70.</span></p> <p class="tresc"><span>– Tę sprawę należy natychmiast wyjaśnić. Okazuje się, że najbardziej obrotnym prawnikiem był doradca premiera Morawieckiego – twierdzi Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO. Nie dodaje, że Kaliński doradzał też premierom Tuskowi i Kopacz. Z kolei o konieczności sprawdzenia powiązań prawnika z ratuszem mówi wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta: komisja poprosiła już miasto o wykaz spraw prowadzonych przez profesora. Odnośnie do kilkunastu z nich wszczęła też postępowania.</span></p> <p class="tresc"><span>Sam prof. Kaliński przekonuje, że nigdy nie ukrywał zaangażowania w reprywatyzację. Nie przyjmował zleceń od handlarzy roszczeniami, a w licznych postępowaniach, w których brał udział, tylko raz wystąpił kurator osoby nieznanej z miejsca pobytu. A czy zlecenie przyjęte od ratusza i działalność w radzie legislacyjnej przy premierze nie narażały go na konflikt interesów?</span></p> <p class="tresc"><span>– Opinia sporządzona na zlecenie Urzędu m.st. Warszawy dotyczyła kwestii umów indemnizacyjnych (to umowy, które w założeniu zamykały kwestie rozliczeń PRL z majątku pozostawionego w Polsce przez obywateli innych państw – red.). Ja zaś reprezentowałem osoby, które z indemnizacją nie miały nic wspólnego i nie podlegały tym układom. Fakt sporządzenia przeze mnie opinii nie stanowił więc żadnej przeszkody. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią rady legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej zaś się wyłączyłem – zapewnia Kaliński. Nie przeczy, że w tym, co robi, jest skuteczny. – Pamiętam jednak też o wielu sprawach, w których nie udało mi się doprowadzić do decyzji o odszkodowaniu. <span>Niektórzy klienci mają do mnie o to pretensje – podkreśla.</span></span></p><h2><b>Eksperci od reprywatyzacji</b></h2><p>Najczęściej wymieniany w kontekście reprywatyzacji prawnik – adwokat Robert N. (w ostatnich dniach skierowano przeciwko niemu akt oskarżenia w związku ze sprawą Chmielnej 70) uzyskał łącznie 127 mln zł odszkodowań od 2008 r. Jego dawny patron, który zeznawał już przed komisją weryfikacyjną, adwokat Jan Stachura jest dopiero piąty w zestawieniu (38,7 mln zł uzyskanych odszkodowań). Co ciekawe, nestor polskiej reprywatyzacji jeszcze niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” nie przypominał sobie dobrze Roberta N., który terminował u niego w kancelarii. W latach 2008–2017 jednak panowie w 10 sprawach byli równocześnie ustanowionymi pełnomocnikami.</p><p>Pamiętać przy tym należy, że zestawienie obejmuje jedynie uzyskane odszkodowania. Natomiast Stachura oraz Robert N. wiele nieruchomości odzyskiwali w naturze.</p><h2><b>Profesor numerem jeden</b></h2><p>Największe kontrowersje wzbudza jednak „jedynka” na liście. Świetny polski cywilista, ekspert służący swą wiedzą czterem kolejnym premierom w ramach Rady Legislacyjnej, brał udział w uzyskaniu dla swych klientów 236 mln zł – czyli więcej niż dwóch kolejnych na liście razem wziętych (trzeci na liście Michał Sobański prowadził kilka spraw wraz z rankingową „jedynką”). Sam prof. Maciej Kaliński mówi, że nic złego nie robił. Reprezentował swoich klientów zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Nie brał też udziału w działaniach, które dziś są określane mianem dzikiej reprywatyzacji: nie reprezentował handlarzy roszczeniami ani nie działał metodą „na kuratora”.</p><p>– Kwota ponad 200 mln zł uzyskanych odszkodowań może robić wrażenie, ale proszę pamiętać, że sprawy, w których występowałem, dotyczyły najczęściej nieruchomości położonych w bardzo atrakcyjnych rejonach Warszawy, a nie na jej obrzeżach, ponieważ ich dawni właściciele należeli do osób niezwykle majętnych. Często kilka eksponowanych nieruchomości należało przed 1945 r. do jednej osoby – tłumaczy prof. Kaliński.</p><p>Aktywistów i polityków to jednak nie przekonuje. Większość jest zaskoczona, że najskuteczniejszym prawnikiem od reprywatyzacji okazuje się człowiek, którego z reprezentowaniem klientów w sprawach reprywatyzacyjnych w ogóle nie wiązano.</p><p>– Dzięki naszym ustaleniom wiemy, że to nie Robert N., którego często przywoływał Patryk Jaki, jest najskuteczniejszym fachowcem od odzyskiwania odszkodowań. Prawie ćwierć miliarda złotych, niemal dwukrotnie więcej od Roberta N., odzyskał Maciej Kaliński, który doradzał rządowi PiS w procesie legislacji – zauważa Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze uważa, że przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki po prostu zataił ten przypadek przed opinią publiczną.</p><p>– Pokazuje to dobitnie, jak politycy grają reprywatyzacją i zamienili ją w oręż politycznej walki, zamiast rzetelnie i transparentnie wyjaśniać proces reprywatyzacji w Warszawie – podkreśla Popławski.</p><p>Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO, nie ukrywa, że w ogóle nie wiedział o istnieniu prof. Macieja Kalińskiego.</p><p>– Ubolewam nad tym, że Patryk Jaki ukrywa takie informacje. Ten przypadek to najlepszy dowód na to, że prezentowane przez niego zestawienia są rażąco niekompletne, a przez to nierzetelne – zaznacza Kropiwnicki.</p><h2><b>Szokująca liczba spraw</b></h2><p>O sprawę zapytaliśmy Sebastiana Kaletę, wiceprzewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Jakkolwiek bowiem nie stawiamy żadnego zarzutu prof. Maciejowi Kalińskiemu (stąd zainteresowanie prowadzonymi przez niego sprawami może być mniejsze niż przypadkami, w których wyrzucano na bruk lokatorów), tak zastanawiające jest, że choć wymieniano nazwiska wielu pełnomocników, a część z nich wzywano przed oblicze komisji, nazwisko prof. Kalińskiego nie padło publicznie z ust członków komisji ani razu. Zdaniem Roberta Kropiwnickiego to efekt tego, że wówczas wyszłoby na jaw, że „największym reprywatyzatorem” jest doradca premiera Mateusza Morawieckiego.</p><p>– Komisja weryfikacyjna nie ukrywa swoich działań, zresztą bardzo intensywnych. Nie były one przedstawiane opinii publicznych jedynie dlatego, że analiza się nie zakończyła, a skala prowadzonych przez prof. Kalińskiego spraw była ogromna – przekonuje Sebastian Kaleta. I dodaje, że dla komisji bez znaczenia jest to, jakie ktoś sprawuje funkcje publiczne, czego – jak przekonuje wiceprzewodniczący – wielokrotnie już dowiedziono.</p><p>Fakty są takie, że komisja wystąpiła do ratusza o listę spraw, w których pełnomocnikiem był prof. Maciej Kaliński. Liczba ta – jak mówi Kaleta – „jest szokująca”. Chodzi o ponad 80 postępowań, w zdecydowanej większości dotyczą odszkodowań, a nie zwrotów w naturze.</p><p>– Nasze zainteresowanie wzbudziło m.in. to, że osoba, która sporządziła opinię dotyczącą reprywatyzacji dla miasta, jednocześnie była pełnomocnikiem, czyli wnioskowała w sprawach, których efektem było uszczuplenie miejskiego majątku – wskazuje Sebastian Kaleta.</p><h2><b>Konflikt interesów</b></h2><p>Na tę okoliczność zwraca uwagę także Jan Popławski. Mówi on o konflikcie interesów.</p><p>– Ekspert, który pisał na zlecenie ratusza korzystne dla handlarzy roszczeń opinie, jest liderem zestawienia najskuteczniejszych pełnomocników. Człowiek, który był członkiem Rady Legislacyjnej, która zastopowała prace nad dużą ustawą reprywatyzacyjną, odzyskał największą sumę odszkodowań z tytułu warszawskiej reprywatyzacji – podkreśla Popławski.</p><p>Maciej Kaliński wyjaśnia jednak, że przecież opinia prawna zamówiona przez ratusz i sporządzona w 2011 r. dotyczyła umów indemnizacyjnych. On zaś reprezentował klientów, którzy nic wspólnego z tymi umowami nie mieli. Tym samym nie może być mowy o konflikcie interesów.</p><p>– Gdybym prowadził sprawy osób podlegających tym układom, na pewno nie podjąłbym się sporządzenia opinii, gdyż byłoby to w mojej ocenie nieetyczne. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią Rady Legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej się wyłączyłem – zaznacza prof. Kaliński.</p><p>Jednocześnie nie może być mowy o naruszeniu zasad etyki zawodowej, jako że prof. Kaliński nie jest ani adwokatem, ani radcą prawnym. Aby być pełnomocnikiem w reprywatyzacyjnych sprawach o odszkodowania od ratusza, nie trzeba być nawet prawnikiem. Klientów prof. Kaliński znajdował przez Michała Sobańskiego (trzeci na liście, ekspert ds. reprywatyzacji z arystokratycznej rodziny). Zdecydowana większość klientów Kalińskiego to bliższa lub dalsza rodzina Sobańskiego, ewentualnie znajome rodziny arystokratyczne.</p><p>Adwokat Jerzy Naumann, ekspert ds. etyki adwokackiej, uważa, że gdyby sprawa dotyczyła adwokata, byłby to „wręcz akademicki przykład działania w warunkach konfliktu interesów, którego bezwzględne unikanie stanowi jedną z elementarnych zasad profesji adwokackiej”.</p><p>– Tego rodzaju przewinienie stawia pod znakiem zapytania przydatność osoby w ten sposób wykonującej zawód do palestry – uważa mec. Naumann (zapytany ogólnie, a nie o sytuację prof. Kalińskiego).</p><p>Kłopotu jednak nie ma, jako że prof. Kaliński członkiem palestry nie jest.</p><h2><b>Tajemnica skuteczności</b></h2><p>Z naszych informacji wynika, że sprawą w najbliższym czasie zajmie się i komisja weryfikacyjna, i prokuratura. Ta druga będzie chciała wyjaśnić m.in., czy zbiegiem okoliczności jest to, że w ciągu pięciu miesięcy od dnia przedłożenia zamówionej przez ratusz opinii (była ona jedną z podstaw do wydania decyzji korzystnej dla nabywców roszczeń do nieruchomości przy dawnej Chmielnej 70) prof. Maciej Kaliński uzyskał 24 korzystne dla swoich klientów decyzje o odszkodowaniach na sumę ok. 100 mln zł.</p><p>– Nie stawiamy żadnego zarzutu, nawet medialnego, panu profesorowi. Zastanawiamy się jedynie, czy w sytuacji, w której wiele osób musiało płacić za korzystne dla siebie lub swoich klientów decyzje, takie propozycje nie były kierowane pod adresem pana profesora – słyszymy od osoby dobrze zorientowanej w sprawie. Słyszymy też, że zaskakujące jest to, iż prof. Kaliński był w stanie doprowadzać do złożenia wniosku do uzyskania korzystnej decyzji w średnio 2,5 roku, podczas gdy wielu pełnomocników czekało po 8–10 lat.</p><p>– Standardowym działaniem było kierowanie zażaleń i skarg na przewlekłość do wojewody i sądu administracyjnego. Dopiero wyroki sądu wymuszały w niektórych sprawach wydanie decyzji, ale w pozostałych nadal czekam na rozstrzygnięcie organu. Tytułem przykładu mogę wskazać nieruchomość, za którą odszkodowanie biegły powołany przez organ wycenił już dawno temu na kilkadziesiąt milionów złotych, a mimo pięciu wyroków sądu nie doszło do wydania decyzji – wyjaśnia prof. Maciej Kaliński.</p><p>Komisja weryfikacyjna z kolei jest na etapie analizowania kilkunastu spraw, w których występował prof. Maciej Kaliński.</p><p>– Gdyby chcieć je sprawdzić wszystkie jednocześnie, departament obsługujący działalność komisji przez kilka miesięcy nie zajmowałby się niczym innym, tylko zbieraniem dokumentów i wysyłaniem pism w sprawach prowadzonych przez prof. Kalińskiego. Dlatego zdecydowaliśmy się w pierwszej kolejności zająć szczegółowo kilkunastoma sprawami – wyjaśnia Sebastian Kaleta.</p><p>Dla Jana Popławskiego cała sytuacja to natomiast najlepszy dowód na to, że problem reprywatyzacji został upolityczniony, podczas gdy w rzeczywistości nie ma on barw partyjnych.</p><p>– Problem reprywatyzacji, powiązań na styku polityki, prawa i biznesu reprywatyzacyjnego powinni badać wyłącznie niezależni eksperci, a nie politycy – konkluduje Popławski.</p><h2><b>Komentarz Bartosza Milczarczyka z Urzędu Miasta stołecznego Warszawy </b></h2><p><em>Niewątpliwie Pan Kaliński jest specjalistą w danej dziedzinie i jako taki mógł wydać opinię. Należy jednak pamiętać, że opinia jest tylko opinią – pewnym wskazaniem, które nie wiąże wydającego decyzję urzędnika. Zawsze (zwłaszcza w sytuacji wątpliwości) można zamówić choćby jeszcze jedną opinię, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć zaprezentowanemu poglądowi. Przed zamówieniem opinii urzędnicy BGN, którzy opinię zamawiali, dla jasności postępowań, powinni ustalić, czy Pan Kaliński był wcześniej lub jest w dacie zamawiania opinii pełnomocnikiem w sprawach reprywatyzacyjnych i czy do jego mocodawców będzie miała zastosowanie zamawiana opinia (czy jego mocodawcami są osoby, co do których mogą mieć zastosowanie przepisy układów indemnizacyjnych). Natomiast Pan Kaliński (gdyby sytuacja taka miała miejsce) winien, bądź o tym fakcie wyraźnie poinformować, bądź odmówić przyjęcia zlecenia. Wiedzę o tym, czy takie przypadki miały miejsce powinni mieć urzędnicy BGN zlecający sporządzenie opinii i Pan Kaliński.</em></p><h2>Oświadczenie Prof. Macieja Kalińskiego dotyczące artykułu w Dzienniku Gazecie Prawnej oraz informacji przekazywanych przez stowarzyszenie „Miasto jest nasze”</h2><p><em>Łączna kwota odszkodowań, którą uzyskałem dla moich klientów, może robić wrażenie. Warto jednak pamiętać, że sprawy, w których występowałem, dotyczyły nieruchomości w bardzo atrakcyjnych warszawskich lokalizacjach, a ponadto zajmuję się tym od ponad 20 lat. Pamiętajmy, że 97% przedwojennej Warszawy należało do osób prywatnych. Zatem to te osoby i ich spadkobiercy są poszkodowanymi, obywatele i rodziny warszawskie. Właściciele tych nieruchomości, które zostały po wojnie upaństwowione, należeli często do bardzo majętnych rodzin, stąd skala odszkodowań. Wszystkie sprawy prowadziłem wyłącznie na rzecz spadkobierców byłych właścicieli i nigdy nie skupywałem roszczeń, aby samemu się starać o zadośćuczynienie.</em></p><p><em>Odszkodowania te, których zestawienie jest przedmiotem artykułu w DGP, wynikają wprost z przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 r. Były i wciąż są zadośćuczynieniem za zagrabioną własność. Ich wycena pozostaje zgodna z wytycznymi zawartymi w tej ustawie, ale jest niższa niż ich wycena rynkowa. Niemal w każdej ze spraw, które się zakończyły, był wydany wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego nakazujący wydanie rozstrzygnięcia, pomimo iż zgodnie z KPA sprawa powinna być załatwiona nie dłużej aniżeli w ciągu 2 miesięcy. Sprawy reprywatyzacyjne z reguły trwają wiele lat. Mogło się zdarzyć, że niektóre zostały zakończone w ciągu 2,5 roku, ale na pewno nie był to termin przeciętny. Liczne są też sprawy, które trwały nawet około 10 lat. </em></p><p><em>Komisja weryfikacyjna prowadzi obecnie kilkanaście postępowań w sprawach, którymi się zajmowałem. Stąd budzi moje zdziwienie sugestia, że Pan Patryk Jaki miałby mnie w jakiś sposób faworyzować. Wszystkie informacje w tych sprawach są jawne i do dyspozycji komisji, moje nazwisko nieraz już pojawiało się w trakcie jej posiedzeń. Absolutnie nie uchylam się od udzielenia w przyszłości dodatkowych wyjaśnień przedstawicielom komisji lub innych podmiotów.</em></p><p><em>Wskazywanie na konflikt interesów przez stowarzyszenie „Miasto Jest Nasze” z powodu napisania przeze mnie opinii prawnej dla m.st. Warszawy także uważam za dalece nietrafione. Opinia dotyczyła umów indemnizacyjnych, a żadna ze spraw, które prowadziłem nie była związana z tymi umowami. Gdybym prowadził tego typu sprawy nie zgodziłbym się na napisanie opinii dla m.st. Warszawy, ponieważ w tym wypadku uważałbym to za nieetyczne. Opinia ta, co musze podkreślić, nie była przeze mnie konsultowana z BGN, drugą przygotował prof. Jan Barcz. </em></p><p><em>Przedstawiciele stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” odwołują się także do mojego członkostwa w Radzie Legislacyjnej, która w opinii tego stowarzyszenia zastopowała prace nad tzw. dużą ustawą reprywatyzacyjną. Oświadczam, że sam wyłączyłem się z głosowania, dyskusji oraz prac nad opinią rady w tym temacie. Mogą to potwierdzić inni członkowie rady, zwłaszcza referenci. </em></p><p><em>Niemniej przyznaję rację stowarzyszeniu „Miasto Jest Nasze”, że najprostszym rozwiązaniem problemu reprywatyzacji nie tylko w stolicy, ale też w całej Polsce jest uchwalenie uczciwej i dotyczącej wszystkich dekretów, które odbierały nieruchomości, ustawy reprywatyzacyjnej.</em></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1265429,fale-zwrotow-kamienic-mozna-bylo-zahamowac-prezydent-warszawy-zlekcewazyla-sad-najwyzszy.html">Falę zwrotów kamienic można było zahamować? Prezydent Warszawy zlekceważyła Sąd Najwyższy</a></p> Dług spadkowy będzie kosztem uzyskania przychodu http://forsal.pl/artykuly/1296067,sprzedaz-odziedziczonej-nieruchomosci-dlug-spadkowy-bedzie-kosztem-uzyskania-przychodu.html 2018-10-11T14:53:14Z Kto spłaci zobowiązania spadkodawcy pieniędzmi ze sprzedaży odziedziczonej nieruchomości, ten zapłaci mniej podatku dochodowego.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span><b>Nieruchomość w spadku </b>nie cieszy, gdy obciąża ją spory dług. W takiej sytuacji rozsądniej bywa spadek odrzucić, a jeśli już został przyjęty – często jedynym wyjściem jest ją sprzedać i pozbyć się ciężaru. Dziś jednak spłata długów spadkowych nie zmniejsza podstawy opodatkowania PIT (pisaliśmy o tym w artykule „Spłacone długi po zmarłym nie pozwalają zmniejszyć podatku dochodowego”, DGP nr 99/2018). </span></p> <p class="tresc"><span>Po pierwszym czytaniu w Sejmie jest projekt, który to zmienia. Pozwala uznać takie <b>wydatki za koszty uzyskania przychodu ze sprzedaży nieruchomości </b>(druk nr 2854). Ucieszy to spadkobierców, którzy będą sprzedawać odziedziczony dom lub mieszkanie przed upływem 5 lat (po tym czasie w ogóle nie ma podatkowego przychodu ze zbycia).</span></p> <p class="tresc"><span>Co istotne, ten sam projekt zakłada, że okres ten będzie liczony od końca roku kalendarzowego, w którym nieruchomość nabył spadkodawca, a nie jak dziś – spadkobierca. Dzięki temu wielu spadkobierców uniknie zapłaty PIT.</span></p> <p class="tresc"><span>Fiskus upomni się jednak o daninę, gdy spadkodawca umrze krótko po zakupie lub wybudowaniu nieruchomości, a spadkobierca zaraz potem ją sprzeda (nie będzie czekał 5 lat).</span></p> <p class="tresc"><span>Obie zmiany mają mieć zastosowanie do dochodów uzyskanych od 1 stycznia 2019 r. Warto więc się wstrzymać ze sprzedażą do przyszłego roku, aby móc z nich skorzystać. </span></p><p><a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1287927,nie-tylko-polska-ma-zbyt-malo-komunalnych-m.html">Nie tylko Polska ma zbyt mało komunalnych „M”?</a></p><h2><b><span>Ciężary spadkowe w kosztach</span></b></h2> <p class="tresc"><span>Dziś przy sprzedaży nieruchomości spadkobierca może zaliczyć tylko udokumentowane nakłady zwiększające jej wartość oraz zapłacony podatek od spadków i darowizn. – W efekcie, po spłacie długów spadkowych, musi jeszcze uregulować podatek dochodowy z własnej kieszeni – wskazuje Konrad Filip Turzyński, doradca podatkowy, partner w KNDP.</span></p> <p class="tresc"><span>To ma się zmienić. Katalog kosztów ma się poszerzyć m.in. o przypadające na podatnika ciężary spadkowe. Ich katalog będzie zamknięty i obejmie: </span></p> <ul class="tresc"> <li><span>długi spadkowe,</span></li> <li>zaspokojone roszczenia o zachowek, oraz</li> <li>wykonane zapisy zwykłe i polecenia.</li> </ul> <p class="ramka-tyt"><span>Przykład</span></p> <p class="ramka-txt"><span>– Wyobraźmy sobie, że podatnik odziedziczył w testamencie dom jednorodzinny po swoim ojcu, dla uproszczenia wart 100 tys. zł – mówi Konrad Filip Turzyński. Nieruchomość ta była obciążona kredytem, a pozostały do spłacenia dług w wysokości 50 tys. zł obciążył spadek. Dodatkowo brat podatnika wytoczył mu proces o zachowek w wysokości 12,5 tys. zł. Jeśli podatnik sprzeda nieruchomość, by spłacić zobowiązania wynoszące 62,5 tys. zł, to zgodnie z obecnymi przepisami wydatków tych nie uwzględni przy obliczaniu podatku od dochodu ze zbycia. Odda więc fiskusowi 19 tys. zł. </span></p> <p class="ramka-txt"><span>– Uwzględniając koszty administracyjno-prawne, na całej transakcji może nawet stracić. Dzięki zmianom podatek zapłaciłby od kwoty 37,5 tys. zł pozostałej mu po spłacie długów – wyjaśnia ekspert (patrz też przykład w ramce).</span></p> <h2><b><span>Nie tylko kredyt </span></b></h2> <p class="tresc"><span>– Projekt nie rozstrzyga, co należy rozumieć przez długi spadkowe stanowiące koszt uzyskania przychodu. Nie nakazuje też, by były one związane ze sprzedawaną nieruchomością – zwraca uwagę Anna Misiak, partner, doradca podatkowy, szef zespołu podatków osobistych i doradztwa dla pracodawców w MDDP. </span></p> <p class="tresc"><span>Jej zdaniem zatem kosztem będzie nie tylko spłata zaciągniętego przez spadkodawcę kredytu na mieszkanie, ale też – sięgając do przepisów prawa cywilnego – m.in.:</span></p> <ul class="tresc"> <li><span>niektóre stosunki zobowiązaniowe, w których spadkodawca był dłużnikiem (np. zwrot pożyczki lub przedmiotu użyczenia, zapłata wymagalnego czynszu, uiszczenie wymagalnych rat renty i alimentów),</span></li> <li>obowiązki odszkodowawcze wynikające z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania,</li> <li>obowiązki pracownicze związane z działalnością gospodarczą spadkodawcy, które nie wygasły z chwilą śmierci,</li> <li>koszty związane z ostatnią chorobą spadkodawcy (np. wydatki na opiekę nad chorym, koszty leczenia i utrzymania),</li> <li>koszty pogrzebu spadkodawcy,</li> <li>koszty postępowania spadkowego (np. koszty zabezpieczenia spadku, ogłoszenia testamentu, przesłuchania świadków testamentu ustnego, koszty związane z ustanowieniem wykonawcy testamentu, jego wynagrodzenie oraz wydatki związane z działalnością tego wykonawcy, koszty spisu inwentarza i zarządu spadku).</li> </ul> <p class="tresc"><span>Zdaniem Grzegorza Grochowiny, menedżera w KPMG w Polsce, nie powinno być też przeszkód do zaliczania do kosztów podatkowych wydatków na: leczenie i opiekę w czasie ostatniej choroby spadkodawcy, pogrzeb, łącznie z nagrobkiem, postępowanie spadkowe, wynagrodzenie wykonawcy testamentu. </span></p> <p class="tresc"><span>– Tego rodzaju koszty są uznawane za długi i ciężary spadku zgodnie z ustawą o podatku od spadków i darowizn – zwraca uwagę ekspert.</span></p> <h2><b><span>Spadkobierca jak kupujący </span></b></h2> <p class="tresc"><span>Koszty uzyskania przychodów obejmą również udokumentowane koszty nabycia lub wytworzenia nieruchomości poniesione jeszcze przez spadkodawcę. </span></p> <p class="tresc"><span>– To oznacza zrównanie sytuacji spadkobierców i osób, które sprzedają nieruchomości, które sami kupili – mówi Anna Misiak. Wyjaśnia, że po nowelizacji spadkobiercy będą mogli pomniejszyć uzyskany ze sprzedaży przychód m.in. o: cenę nabycia, koszty związane z budową, opłaty notarialne, podatek od czynności cywilnoprawnych, o ile będą dysponować dokumentami potwierdzającymi poniesienie takiego kosztu przez spadkodawcę. </span><span class="allCaps"><b>©℗</b></span></p><p class="tresc"><span class="allCaps"></span><span class="allCaps"></span></p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><span class="allCaps"></span><span class="allCaps"></span><h3 class="srodtyt">OPINIA: Łukasz Bączyk doradca podatkowy, starszy menedżer w Crido</h3><h3 class="srodtyt"><span>Spadkobiercy mogą liczyć na podatkowe oszczędności</span></h3><p class="tresc"><span>Skutki dla podatników można zobrazować następującym przykładem: </span></p><p class="tresc"><span><b>Założenia</b></span></p><p class="tresc"><span>▪</span><span> przychód ze zbycia nieruchomości – 500 000 zł</span></p><p class="tresc"><span>▪</span><span> udokumentowane nakłady poniesione przez podatnika – 100 000 zł</span></p><p class="tresc"><span>▪</span><span> podatek od spadków i darowizn przypadający na nabytą nieruchomość – 35 000 zł</span></p><p class="tresc"><span>▪</span><span> udokumentowane koszty nabycia przez spadkodawcę – 200 000 zł</span></p><p class="tresc"><span>▪</span><span> ciężary spadkowe przypadające na nabytą nieruchomość – 20 000 zł</span></p><p class="tresc"><span><b>Dziś</b></span></p><p class="tresc"><span>Dochód = 500 000 (przychód) – 100 000 (nakłady podatnika) – 35 000 (podatek od spadków i darowizn) = 365 000 zł</span></p><p class="tresc"><span><b>Po zmianach:</b></span></p><p class="tresc"><span>Dochód = 500 000 (przychód) – 100 000 (nakłady podatnika) – 35 000 (podatek od spadków i darowizn) – 200 000 (cena nabycia nieruchomości przez spadkodawcę) – 20 000 (ciężary spadkowe) = 145 000</span></p><p class="tresc"><span><b>Rezultat:</b></span><span> Oszczędności na ok. 42 000 zł </span></p><p><a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1287989,83-proc-mieszkan-w-polsce-jest-kupowanych-na-wlasnosc-w-niemczech-tylko-51-proc.html">83 proc. mieszkań w Polsce jest kupowanych na własność. W Niemczech tylko 51 proc.</a></p><p class="tresc"></p> Co dalej z ustawą reprywatyzacyjną? Sasin: Projekt nie jest odłożony, cały czas jest analizowany http://forsal.pl/artykuly/1294651,co-dalej-z-ustawa-reprywatyzacyjna-sasin-projekt-nie-jest-odlozony-caly-czas-jest-analizowany.html 2018-10-09T08:54:54Z Projekt ustawy reprywatyzacyjnej nie jest odłożony, cały czas jest analizowany - zaznaczył we wtorek szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. Według niego od strony finansowej wprowadzenie zmiany byłoby do udźwignięcia, ale są też kwestie dot. prawa międzynarodowego. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Sasin pytany był w radiowej Trójce o to, kiedy rząd przyjmie tzw. dużą ustawę reprywatyzacyjną.</p> <p>"Gdyby sprawa była tak prosta, to myślę, że przez dwadzieścia kilka lat wolnej Polski, pewnie byłaby już rozwiązana. Próby były podejmowane, czasami nawet doszły do finału, jak w czasach rządu AWS, wtedy prezydent Kwaśniewski tę ustawę zawetował skutecznie. Sprawa prosta nie jest, bo mówimy o ogromnych pieniądzach, które dzisiaj państwo polskie musiałoby wyłożyć, żeby roszczenia reprywatyzacyjne zaspokoić" - powiedział Sasin.</p> <p>Dodał, że Patryk Jaki, "jako wiceminister sprawiedliwości, przygotował ustawę reprywatyzacyjną, chciał rzeczywiście ten problem rozwiązać". "Projekt jest gotowy (...). Dyskutujemy nad nim cały czas, on nie jest odłożony. (...). Nasi poprzednicy przez dwadzieścia kilka lat dyskutowali, nic nie zrobili. Tutaj został przygotowany projekt. Rozmawiamy nad tym projektem" - dodał Sasin.</p> <p>Ocenił, że od strony finansowej wprowadzenie takiej zmiany byłoby do udźwignięcia, ponieważ bardzo zawęża ona krąg osób, które mogłyby się starać o zwrot mienia - tylko do obywateli polskich i do spadkobierców w prostej linii, czyli najbliższych.</p> <p>"Budzi to pewne obawy o to, czy nie będziemy, jako polskie państwo oskarżeni o to, że wykluczamy dużą część osób, które mogłyby się starać, (...) dokonujemy pewnego wartościowania, dzielimy na lepszych i gorszych (..) na tych, którzy mogą odzyskać, na tych którzy nie mogą odzyskać. To są bardzo poważne kwestie dotyczące również prawa międzynarodowego" - stwierdził Sasin.</p> <p>Jego zdaniem, do tego trzeba podejść z rozwagą, aby nie narazić nas wszystkich i państwa polskiego na zarzuty, które będą skutkowały ogromnymi roszczeniami finansowymi.</p> <p>Zapytany, czy jest decyzja polityczna, że sprawa ta znajdzie rozstrzygnięcie jeszcze w tej kadencji, Sasin odpowiedział: "Jeszcze mamy rok do końca kadencji więc trudno mówić, jak się zakończą te wszystkie analizy". "Analizowaliśmy to w kancelarii premiera, analizuje to Ministerstwo Sprawiedliwości. Sprawa jest otwarta, ale (...) musimy do niej podejść z bardzo wielką rozwagą, bo sprawa jest niezwykle trudna i skomplikowana" - dodał.</p> <p>W październiku ub.r. Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy reprywatyzacyjnej, który przewiduje m.in. takie rozwiązania, jak rekompensatę w wysokości do 20 proc. wartości mienia przejętego przez państwo po 1944 r., czy zakaz zwrotów w naturze i handlu roszczeniami. Szacunkowy koszt jej skutków wyniósłby od 10 do 15 mld zł. Według MS propozycje stanowią "kompromis pomiędzy moralną powinnością wobec osób pokrzywdzonych a ekonomicznymi możliwościami państwa".</p> <p>W poniedziałek przewodniczący komisji weryfikacyjnej ds reprywatyzacji Patryk Jaki mówił podczas prezentacji raportu komisji, że wyniku reprywatyzacji Warszawa straciła 21,5 miliarda złotych, "zostało zreprywatyzowanych" 92 tys. warszawiaków. Według raportu do 2016 r. w stolicy wydano 4159 decyzji zwracających nieruchomości. "Z czego my zbadaliśmy ponad 3 tys. decyzji" - mówił. Podkreślił, że dotąd nie udało się nikomu takiej pracy wykonać.</p> <p>Urzędnicy stołecznego ratusza uważają, że liczby dot. lokatorów dotkniętych reprywatyzacją przedstawione przez komisję weryfikacyjną są "bulwersująco nieprawdziwe"; takich osób jest 17,5 tys., a nie 92 tys.; również miliardowe dane ws. strat Warszawy przekazano nie wiadomo na jakiej podstawie.</p> <p>Wiceprezydent stolicy Witold Pahl powiedział, że od trzech lat odpowiedzialność za zaniechania "związane z zakończeniem spraw reprywatyzacyjnych ponosi obecnie rządząca ekipa, która w sprawie jednoznacznych rozwiązań legislacyjnych nie zrobiła nic" - nawiązał w ten sposób do braku ustawy reprywatyzacyjnej.</p> <p>Pahl przypomniał, że PO złożyła swój projekt ustawy reprywatyzacyjnej i również stołeczny ratusz zaproponował rozwiązania dotyczące ochrony i zadośćuczynień dla lokatorów z reprywatyzowanych nieruchomości. Jednak, jak podkreślił Pahl, te propozycje nie zostały przekazane do dalszych prac legislacyjnych.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/inwestycje/artykuly/1294440,same-ppk-nie-wystarcza-aby-zbudowac-cpk.html">Same PPK nie wystarczą, aby zbudować megalotnisko</a></p>