© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: nieruchomości 2018-08-15T10:28:20+02:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/nieruchomosci Zysk z najmu deklasuje lokaty. Ile można zarobić? http://forsal.pl/artykuly/1216564,najem-kontra-lokata-porownanie-zyskow.html 2018-08-14T19:36:37Z Opublikowane niedawno przez NBP wyniki analizy, z całą pewnością mogą ucieszyć wynajmujących. Wspomniana analiza wskazuje, że roczny zysk osiągany na wynajmie mieszkań w dużych miastach, obecnie jest aż o pięć punktów procentowych większy od rentowności depozytów bankowych. Tak duża różnica zyskowności najmu oraz kont i lokat, może się wydawać nieco zaskakująca.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Właśnie dlatego eksperci <a href="https://rynekpierwotny.pl/">portalu RynekPierwotny.pl </a> postanowili wykonać własną analizę dotyczącą różnic pomiędzy rentownością wynajmu i depozytów bankowych.</p><h2><b>Ostatnie „cięcia” stóp procentowych mocno wspomogły najem</b></h2><p>Na wstępie warto odnieść się do wspomnianych już wyników analizy NBP. Narodowy Bank Polski w swoim ostatnim raporcie o stabilności systemu finansowego zaprezentował zmiany średniej rocznej rentowności depozytów dla gospodarstw domowych oraz zyskowności najmu lokali na terenie siedmiu największych rynków mieszkaniowych (Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Gdyni oraz Gdańska). Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl poniższy wykres bazujący na danych NBP, informuje jak różnica zyskowności wynajmu oraz depozytów bankowych zmieniała się od początku 2011 r. do końca 2017 r. </p><p>Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że na początku 2011 r. <b>wynajem </b>lokalu z siedmiu największych rynków cechował się tylko nieco większą zyskownością niż przeciętny depozyt bankowy (zyskowność najmu - zyskowność depozytów = 0,8 punktu procentowego - p.p.). Pod koniec 2017 r. analogiczna różnica była ponad sześć razy wyższa (5,1 p.p.). </p><p><a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1213967,mieszkanie-na-start-juz-wiemy-ile-wyniosa-doplaty-do-czynszu.html">Mieszkanie na start. Już wiemy, ile wyniosą dopłaty do czynszu</a></p><p>Ogromna różnica zyskowności na korzyść <b>najmu </b>(notowana m.in. w IV kw. 2017 r.), wynika z dwóch ważnych przyczyn. Pierwszą kwestią jest uwzględnienie przez NBP wszystkich depozytów dla gospodarstw domowych. Chodzi tutaj zarówno o lokaty terminowe, jak i konta oszczędnościowe oraz bardzo słabo oprocentowane rachunki oszczędnościowo - rozliczeniowe (ROR-y). Taki punkt odniesienia dotyczący wszystkich depozytów, w naturalny sposób poprawia zyskowność najmu względem oferty banków. Warto nadmienić, że pod koniec II kw. 2018 r. przeciętne oprocentowanie wszystkich aktywnych depozytów dla gospodarstw domowych (w PLN) wynosiło 0,9%. W przypadku lokat oferowanych konsumentom (PLN), analogiczny wynik oscylował na poziomie 1,6%. </p><p>Uwzględnienie wszystkich depozytów bankowych zamiast samych <b>lokat</b> tłumaczy, dlaczego pod koniec 2017 r. wynajem cechował się roczną zyskownością większą aż o pięć punktów procentowych. Zmiany różnicy zysku z depozytów i najmu (widoczne na poniższym wykresie), wynikają jednak z innej przyczyny. Wg portalu RynekPierwotny.pl mowa o obniżkach stóp procentowych NBP skutkujących spadkiem oprocentowania lokat. Warto też pamiętać o polityce rodzimych banków, które „przerzuciły” na posiadaczy lokat sporą część kosztów związanych z tzw. podatkiem bankowym. W kontekście poniższego wykresu trzeba zwrócić uwagę, że najszybszy wzrost atrakcyjności najmu względem depozytów miał miejsce w drugiej połowie 2014 r. i na początku 2015 r. To właśnie wtedy duże „cięcia” stóp procentowych NBP zachęciły inwestorów do większego zainteresowania się zakupem mieszkań. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b>Typowa lokata wciąż jest 2-3 razy mniej zyskowna niż wynajem</b></h2><p>Z uwagi na specyficzny (bardzo optymistyczny dla wynajmujących) sposób przeprowadzenia analizy przez NBP, eksperci RynekPierwotny.pl wykonali własne obliczenia. Chodzi o porównanie przykładowych zysków z najmu M2 na terenie metropolii oraz zyskowności lokat bankowych. Poniższa tabela przedstawia wyniki analizy dotyczącej rentowności najmu mieszkania dwupokojowego (M2). Po przyjęciu realistycznych założeń odnośnie kosztów wykończenia lub remontu lokalu, poziomu czynszów oraz cen metrażu okazało się, że roczny zysk w trakcie pierwszych pięciu lat wynajmu M2 wynosi: 3,2% - Warszawa, 3,3% - Kraków, 2,8% - Łódź, 4,0% - Wrocław, 2,4% - Poznań, 3,5% - Gdańsk. Powyższe wyniki uwzględniają już ryczałtowy podatek PIT od najmu (ze stawką 8,5%).</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Wyniki zamieszczone w ostatniej kolumnie powyższej tabeli, warto porównać z <b>oprocentowaniem lokat bankowych</b>. Wedle danych NBP, przeciętna stopa rocznego zysku z lokaty wynosi obecnie 1,6% (około 1,3% po odjęciu podatku Belki). Mamy zatem do czynienia ze sporą różnicą pomiędzy średnią zyskownością najmu M2 na terenie metropolii (2,4% - 4,0% rocznie) oraz przeciętną stopą zysku z lokaty bankowej (1,3% rocznie). Trzeba jednak pamiętać, że podwyżki stóp procentowych NBP zmienią opisywaną relację na korzyść lokat bankowych. W dłuższej perspektywie, może nawet dojść do wyrównania zysków z wynajmu i typowej lokaty. </p><p><a href="http://forsal.pl/finanse/finanse-osobiste/artykuly/1208841,polacy-splacaja-kredyty-mieszkaniowe-w-13-lat.html">Polacy spłacają kredyty mieszkaniowe w 13 lat</a></p> Polityka wygrała z planem. Rząd nie ma gdzie budować energooszczędnych domów http://forsal.pl/artykuly/1214929,polityka-wygrala-z-planem-rzad-nie-ma-gdzie-budowac-energooszczednych-domow.html 2018-08-13T11:35:50Z Powstająca spółka rządowa Polskie Domy Drewniane SA ma poważny problem – gdzie budować energooszczędne obiekty mieszkalne? To efekt wyrugowania z przedsięwzięcia Lasów Państwowych]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Nowelizację ustawy – Prawo ochrony środowiska podpisał już prezydent Andrzej Duda. Jej zasadniczym celem jest powołanie do życia nowej rządowej spółki akcyjnej, która będzie się specjalizować w energooszczędnym budownictwie drewnianym, głównie dla osób, których nie stać na kupno własnego mieszkania. – Spółka będzie mogła nabywać grunty oraz przeprowadzać remonty i modernizację budynków – podaje Pałac Prezydencki.</span></p><p class="tresc"><span>Założycielami spółki Polskie Domy Drewniane SA (PDD) będą Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) </span><span>oraz Bank Ochrony Środowiska SA. Pierwotna wersja zakładała, że będzie jeszcze trzeci założyciel – Lasy Państwowe (LP). Miały one wnieść konkret w postaci 266 ha gruntów. – Od początku chodziło wyłącznie o tereny niezalesione, które w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego zostały już wskazane jako przeznaczone pod zabudowę. LP wybrały spośród nich dodatkowo takie, które sąsiadują z gruntami mającymi dostęp do mediów i dróg. Chodzi o to, by nie przeznaczać pod mieszkaniowe budownictwo drewniane terenów, które byłyby z punktu widzenia potencjalnych mieszkańców niekorzystnie położone – wyjaśnia Krzysztof Trębski z LP.</span></p><p class="tresc"><span>Pojawiły się jednak naciski, by Lasy wykreślić z szykowanej ustawy. – Leśni związkowcy, zwłaszcza z Solidarności, byli przeciwni udziałowi LP, protestowali w tej sprawie pod Sejmem i bardzo ostro atakowali projekt w trakcie prac parlamentarnych. PiS wpadł we własne sidła, bo kilka lat temu atakował PO za „skok” na majątek Lasów, a teraz sam został o to oskarżony – przekonuje nas zorientowany w sprawie rozmówca. </span></p><p class="tresc"><span>Jego zdaniem pomysł zaangażowania Lasów w działalność Polskich Domów Drewnianych od początku był przedstawiany w sposób mało jasny i przejrzysty. – Powstało pole do tworzenia mitów i podejrzeń. Zwłaszcza że przeciwko projektowi byli też posłowie PiS, jak choćby Dariusz Bąk czy były minister środowiska Jan Szyszko. Podczas protestów stali pod Sejmem i bardzo krytykowali projekt ustawy, i to stojąc pół metra od ministra środowiska Henryka Kowalczyka – relacjonuje nasze źródło.</span></p><p class="tresc"><span>Niedawno na antenie </span><span>TV Trwam, należącej do Tadeusza Rydzyka, Jan Szyszko kolejny raz wbijał szpilki w swoich kolegów z rządu. – Bardzo dobrze się stało, że Lasy Państwowe nie będą partycypować w spółce Polskie Domy Drewniane, dlatego że Lasy nie są po to, aby tworzyły spółki Skarbu Państwa. Ich misją jest ochrona zasobów przyrodniczych – stwierdził.</span></p><p class="tresc"><span>O przyczyny zmian w ustawie zapytaliśmy Ministerstwo Środowiska (MŚ). Usłyszeliśmy, że jest to efekt „wsłuchania się parlamentarzystów w głos społeczeństwa i uszanowania woli przedstawicieli leśników”. Na pytanie, gdzie powstawać będą rządowe drewniane domy, skoro z inicjatywy wycofano Lasy Państwowe i ich grunty, odpowiedź jest wymijająca: – Ustalenie lokalizacji wymaga szczegółowych analiz rynku nieruchomości, w tym ekonomicznych, społecznych i prawnych. Pozwoli to dopasować ofertę najmu mieszkań do zapotrzebowania i możliwości finansowych najemców – stwierdza resort. Zapewnia jednocześnie, że zainteresowanie budową mieszkań na swoich gruntach przez spółkę PDD wyrażały władze samorządowe.</span></p><p class="tresc"><span>Które? Nie wiadomo. Zapytaliśmy o to największe miasta, jednak nigdzie nie usłyszeliśmy o współpracy z PDD. Tak twierdzą m.in. urzędnicy z Warszawy, Torunia, Gdańska czy Rzeszowa. Podobnie jest w Lublinie. – Miasto nie było zainteresowane współpracą ze względu na brak gruntów, które moglibyśmy przeznaczyć pod wspomniane budownictwo – mówi Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta Lublina.</span></p><p class="tresc"><span>Choć na razie nie wiadomo, gdzie domy będą powstawać, spółce PDD już zapewniono pokaźne finansowanie. Ustawa określa maksymalny limit wydatków NFOŚiGW, czyli jednego z założycieli PDD (zgodnie z nią finansowanie ochrony środowiska i gospodarki wodnej obejmuje wspomaganie energooszczędnego budownictwa drewnianego). Na ten rok limit wynosi tylko 60 mln zł, ale już w przyszłym roku będzie to 0,5 mld zł, a na lata 2020 i 2021 – po 400 mln. W kolejnych latach kwoty spadną do 300 mln, a potem do 100 mln zł. W razie problemów minister środowiska będzie mógł wdrażać mechanizmy korygujące te kwoty.</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/biznes/ekologia/artykuly/1211475,polska-energetyka-straci-na-unijnych-staraniach-o-ekologie.html">Polska energetyka straci na unijnych staraniach o ekologię?</a></p> Mieszkanie na start. Już wiemy, ile wyniosą dopłaty do czynszu http://forsal.pl/artykuly/1213967,mieszkanie-na-start-juz-wiemy-ile-wyniosa-doplaty-do-czynszu.html 2018-08-12T11:55:59Z W zależności od regionu maksymalna wysokość dopłat do czynszu w programie Mieszkanie na start dla 4-osobowego gospodarstwa domowego może wynieść zgodnie z ustawą od 300 do 500 zł - wynika z informacji Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W minionym tygodniu prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o dopłatach do czynszu tzw. program Mieszkanie na start. Ustawa ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku. Dopłaty będą udzielane do 15 lat i będą skierowane do rodzin z dziećmi, ludzi młodych, osób niepełnosprawnych i seniorów.</p> <p>Pomoc finansowa dla osób o umiarkowanych i niższych dochodach w utrzymaniu wynajmowanych mieszkań przez długi czas trafi do chętnych niezależnie od tego, czy będą wynajmować mieszkanie od towarzystwa budownictwa społecznego, spółdzielni mieszkaniowej czy na rynku komercyjnym.</p> <p>Jak wynika z analiz resortu, na największe miesięczne dopłaty mogą liczyć 4-osobowe rodziny z Warszawy, tj. 561 zł. W Gdańsku wyniosą one 507 zł, w Krakowie - 473 zł, we Wrocławiu - 471 zł, w Katowicach - 423 zł. Najmniejsze dopłaty będą przysługiwały w Łodzi - 375 zł oraz w Opolu - 374 zł.</p> <p>Natomiast średnie dopłaty w województwach dla takiej rodziny resort przewiduje w pomorskim - 454 zł, a najmniej będą mogli otrzymać mieszkańcy woj. opolskiego - 306 zł.</p> <p>O dopłaty może ubiegać się każda osoba fizyczna, która jest obywatelem polskim lub cudzoziemcem przebywającym w Polsce na podstawie wskazanego w ustawie tytułu, np. w związku ze świadczeniem pracy. Ponadto jest najemcą mieszkania wybudowanego przez inwestora we współpracy z gminą lub spółką gminną. Mieszkanie musi zostać zasiedlone po raz pierwszy w terminie 12 miesięcy od dnia zakończenia inwestycji mieszkaniowej i wówczas dopłaty będą obowiązywało dla danego lokalu przez 20 lat.</p> <p>Resort podkreśla, że kolejną ważną sprawą są warunki ustawowe m.in. spełnienie kryteriów dochodowych i majątkowych. Najemca nie może być też właścicielem lub współwłaścicielem innego mieszkania. Dodatkowo musi zawszeć umowę najmu w wyniku naboru przeprowadzonego przez gminę lub spółkę gminną.</p> <p>Aby otrzymać dopłaty, najemca w pierwszej kolejności musi zawrzeć umowę najmu. W tym cel powinien sprawdzić listę gmin uczestniczących w Mieszkaniu na start, która znajduje się w Biuletynie Informacji Publicznej Banku Gospodarstwa Krajowego i wybierz dogodną lokalizację mieszkania.</p> <p>Następnie powinien skontaktować się z wybraną gminą w sprawie możliwości najmu lokalu objętego prawem do dopłat i złożyć wniosek o zawarcie umowy najmu.</p> <p>Jeżeli spełni on wszystkie wymagane przez radę gminy kryteria, wynajmujący poinformuje go o warunkach, procedurze i terminie zawarcia umowy najmu lub umowy rezerwacyjnej.</p> <p>Po zawarciu umowy trzeba złożyć wniosek o dopłaty w urzędzie gminy wraz z odpowiednimi dokumentami. Decyzję o przyznaniu dopłat podejmie w ciągu miesiąca wójt lub burmistrz czy prezydent miasta.</p> <p>W przypadku przyznania najemcy dopłat, wysokość czynszu zostanie skorygowana przez wynajmującego o wysokość miesięcznej dopłaty. Czynsz pomniejszony o dopłatę będzie trzeba zapłacić bezpośrednio wynajmującemu, a dopłata zostanie przekazana przez gminę bezpośrednio na rachunek wynajmującego.</p> Upadłości w budowlance mimo hossy http://forsal.pl/artykuly/1211220,upadlosci-w-budowlance-mimo-hossy.html 2018-08-12T19:38:46Z Mimo że budownictwo przeżywa hossę, rośnie liczba bankructw w tym sektorze. Nie jest to zjawisko nowe – podobnie działo się w latach 2012-2014. To branża szczególnie narażona na zmiany cyklu koniunkturalnego. Hossa wywołuje wzrost cen materiałów i płac, ale firmy nie mogą podnosić cen, bo są ograniczone kontraktami. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Wzrost liczby upadłości w branży budowlanej sygnalizuje firma Euler Hermes, specjalizująca się w ubezpieczaniach należności handlowych. W I półroczu liczba niewypłacalności w branży wzrosła o 22 proc. w stosunku do I półrocza 2017. Łącznie budownictwo odpowiada za co najmniej 40 proc. liczby niewypłacalności wszystkich polskich przedsiębiorstw.</p><p>Sprzedaż produkcji budowlano-montażowej rośnie, ale wymaga ona dużego zaangażowania kapitałowego i nie zawsze jest rentowna, co wynika z rosnących kosztów. Możliwości renegocjacji cen są niewielkie, długotrwałe i zazwyczaj wymagają drogi sądowej. W efekcie niektórzy wykonawcy rezygnują z nierentownych kontraktów, gdyż wiążące się z tym kary są niższe niż potencjalne straty w przypadku kontynuowania inwestycji. Problemy z płynnością jednej firmy pociągają za sobą kłopoty dostawców materiałów budowlanych, usług transportowych i specjalistycznych.</p><p>Według programu Analiz Branżowych Euler Hermes realizacja należności w branży budowlanej poprawiła się w stosunku do roku ubiegłego tylko nieznacznie i nadal sektor ten pozostaje pod tym względem najgorszym, wymagającym najdłuższego, bo około trzymiesięcznego kredytowania ze strony dostawców. Dodatkowo wartość strat wynikających ze stale nieregulowanych należności za dostarczone materiały budowlane pozostaje na stałym, wysokim poziomie 12-13 proc. wartości ogółu należności.</p><p>Problem analizuje także firma Coface, także ubezpieczająca należności. Według niej średnie opóźnienia płatności w budownictwie sięgają już 116 dni, czyli 32 dni więcej niż w roku ubiegłym. Problemy z płynnością pogarszają zmiany w przepisach podatkowych, takie jak odwrócony VAT, czy split payment.</p><h2><b>Cykl budowlany</b></h2><p>Gospodarka rynkowa przechodzi przez cykle koniunkturalne, przy czym w sektorze budownictwa wahania są znacznie głębsze niż w przemyśle, czy usługach. Z jednej strony wynika to z sezonowości – mroźna lub łagodna zima ma wpływ na produkcję budowlano-montażową w IV kw., a zwłaszcza w I kwartale. Z drugiej strony branża budowlano-montażowa jest zasilana pieniędzmi publicznymi, w tym funduszami unijnymi, których napływ jest również cykliczny. W ostatnich 12 latach zdarzały się kwartały, gdy produkcja budowlano-montażowa rosła prawie o 50 proc., w stosunku do analogicznego kwartału roku poprzedniego (np. I kwartał 2007 r.), a także takie, w których spadała o ponad 20 proc. (II kwartał 2013 r.).</p><p>Tak silne wahania są skorelowane z cyklem całej gospodarki (w ciągu 49 kwartałów w latach 2006-2018 wskaźnik korelacji kwartalnej dynamiki PKB i sprzedaży produkcji budowlano-montażowej wyniósł 76 proc.), ale były też sytuacje, gdy produkcja rosła w tempie dwucyfrowym, a dynamika PKB była niższa od średniej w długim okresie (np. początek roku 2012). Były też okresy, gdy produkcja budowlano-montażowa spadała, mimo poprawy dynamiki całej gospodarki (np. w roku 2010). </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Branża ta jest silnie powiązana z wydatkami inwestycyjnymi, w tym z inwestycjami publicznymi. W roku 2016 inwestycje spadły, w tym także inwestycje publiczne i odbiło się to na kondycji budownictwa. W roku 2017 inwestycje zaczęły rosnąć, choć w tempie niższym od zakładanego. W I kwartale 2018 wzrosły o 8,1 proc. w stosunku do I kwartału 2017, a w pierwszych pięciu miesiącach 2018 roku wydatki majątkowe (inwestycje) budżetu centralnego były o blisko 60 proc. wyższe (w cenach bieżących) niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, a inwestycje samorządów o ponad 80 proc. wyższe niż rok temu.</p><p>Tak znaczy przyrost wynikał między innymi z niskiej bazy w latach 2016-2017. Po dwóch latach inwestycje centralne ruszyły, co zwiększyło popyt na usługi budowlane.</p><p>Budownictwo jest branżą, w której dominują małe i średnie przedsiębiorstwa. Są też wielkie spółki, których finansowa kondycja w dużym stopniu zależy od publicznych przetargów. Rynek zamówień publicznych w Polsce wynosi około 120-150 mld zł rocznie, z czego więcej niż 1/3 przypada na budownictwo. Jeśli dodamy do tego zamówienia na inwestycje realizowane przez spółki Skarbu Państwa, to okazuje się, że dla dużych firm budowlanych kontrakty państwowe są najważniejszym źródłem dochodów. To, w jaki sposób są organizowane, wpływa na kondycję spółek budowlanych. Firmy walczą o kontrakty niskimi cenami ofert, czasami nierealistycznymi, zwłaszcza gdy w górę idą ceny robocizny, materiałów budowlanych, energii, paliw. Wprawdzie prawo o zamówieniach publicznych nie zmusza do wybierania ofert najtańszych, ale inne kryteria poza ceną, są niejednoznaczne i decydenci rzadko decydują się je uwzględniać.</p><p>Większe firmy, by wywiązać się z kontraktu, biorą tanich podwykonawców, wobec których zobowiązania są realizowane w ostatniej kolejności (po zobowiązaniach skarbowych i ZUS-owskich, zobowiązaniach wobec pracowników i banków), co z kolei stwarza problemy właśnie dla tych małych podmiotów niemogących wyegzekwować należności na czas.</p><p>Także kilka dużych firm budowlanych zaliczyło straty na kontraktach publicznych. Przykładem była spółka Polimex Mostostal, która w 2014 roku odnotowała stratę 153,23 mln zł, a rok wcześniej 260,89 mln zł. Firma została uratowana od bankructwa przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP), która jesienią 2014 roku nabyła obligacje zamienne spółki o wartości 131,5 mln zł.</p><p>To nie przypadek, że w 2012 roku szczyt inwestycji publicznych (gdy skumulowały się wydatki finansowane przez fundusze unijne z perspektywy budżetowej 2007–2013 oraz prace budowlane związane z Euro 2012) zbiegł się w czasie z rekordową falą bankructw w budownictwie – upadłość ogłosiło 218 firm.</p><p>Dobra wiadomość jest taka, że w tym roku ten rekord raczej nie zostanie przekroczony. Zła jednak taka, że jeśli tendencja się utrzyma, w przyszłym roku zbankrutuje nawet więcej firm budowlanych niż w 2012.</p><h2><b>Budownictwo mieszkaniowe</b></h2><p>Budownictwo mieszkaniowe jest obok inwestycji w infrastrukturę drugą najważniejszą dla produkcji budowlano-montażowej dziedziną. Tu również występują głębokie wahania. Na przykład, w roku 2003 oddano do użytku o 66,6 proc. więcej mieszkań niż rok wcześniej, a w 2004 o 33,5 proc. mniej niż rok wcześniej.</p><p>W roku 2017 oddano do użytku rekordową liczbę mieszkań, licząc od roku 1991. W ciągu ostatnich 28 lat najmniej mieszkań oddano do użytku w roku 1996 – 62130. Warto zauważyć, że jednocześnie był to rok bardzo wysokiej dynamiki PKB.</p><p>Ten rok będzie dla budownictwa mieszkaniowego jeszcze lepszy niż poprzedni. Według wstępnych danych, w ciągu pierwszego półrocza oddano do użytkowania 83217 mieszkań – o 6,3 proc. więcej niż przed rokiem. Więcej o 8,9 proc. mieszkań oddali do użytku deweloperzy, a inwestorzy indywidualni więcej o 1,1 proc. To 97,5 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytku w ciągu sześciu miesięcy 2018 r. W tym czasie wybudowano zaledwie 490 mieszkań komunalnych i 73 mieszkania zakładowe, co i tak było znacznie lepszym wynikiem niż rok wcześniej.</p><p>Koniunktura w budownictwie mieszkaniowym może się utrzymać w kolejnym roku, gdyż w I półroczu 2018 wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowy 132285 mieszkań, tj. o 1,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. Pozwolenia na budowę największej liczby mieszkań otrzymali inwestorzy budujący na sprzedaż lub wynajem – 82607 mieszkań oraz inwestorzy indywidualni – 46503 mieszkania.</p><p>Według NBP wartość nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych, bez umów renegocjowanych, wyniosła w I kwartale 2018 roku 11,9 mld zł i była wyższa o 11,8 proc. od wartości kredytów w IV kwartale 2017 roku i o 8,9 proc. wobec I kwartału 2017 r.</p><p>O dobrej koniunkturze w branży mieszkaniowej świadczy wzrost cen mieszkań (za m.kw.) w ostatnim roku. W Warszawie ceny transakcyjne wzrosły o 5,3 proc., w Krakowie o 7,3 proc., w Gdańsku aż o 12,8 proc. Raport NBP podkreśla wysoką rentowność firm deweloperskich.</p><p>Branża mieszkaniowa w niewielkim tylko stopniu odpowiada za upadłości firm budowlanych. Ale boom mieszkaniowy przyczynia się do wzrostu kosztów robocizny, usług i materiałów budowlanych.</p><h2><b>Problem z pracownikami</b></h2><p>Na jedno oferowane miejsce pracy w branży budowlanej zgłasza się średnio … 0,01 kandydata. Jeszcze nigdy w budownictwie nie było tak łatwo o pracę, a deficyt pracowników nigdy nie był tak duży.</p><p>W lipcu 2018 roku aż 78 proc. firm budowlanych chciało zatrudnić nowych pracowników, ale podaż fachowców jest o połowę mniejsza niż przed rokiem. Według szacunków firm budowlanych w branży brakuje 150 tys. pracowników, a bezrobocie w tej branży wynosi tylko 2,8 proc. i można je uznać za bezrobocie techniczne – pewna grupa pracowników zawsze jest w trakcie zmiany lub poszukiwania pracy. Najwięcej miejsc pracy w budownictwie jest w województwach: mazowieckim, śląskim, dolnośląskim i małopolskim.</p><p>Brak kadr w firmach budowlanych powoduje podkupywanie pracowników i podbijanie stawek wynagrodzeń. Średnia stawka w branży wynosi 16,17 zł za godzinę netto, w województwie mazowieckim 19 zł, a w Warszawie 20 zł. Tynkarze mogą liczyć nawet na 35 zł za godzinę netto, a elektrycy i zbrojarze 20-21 zł.</p><p>Problem z brakiem pracowników (łagodzony przez napływ pracowników zagranicznych) z jednej strony podnosi koszty i obniża rentowność firm budowlanych, z drugiej, uniemożliwia realizację kontraktów, co grozi karami umownymi, mogącymi prowadzić do upadłości.</p><p>Według GUS w I kwartale 2018 wskaźnik rentowności netto obrotu się poprawił – z minus 1,1 proc. w I kwartale 2017 do +0,8 proc. w I kwartale 2018, ale na tle innych branż był bardzo niski. Koszty pracy brutto w budownictwie stanowiły w ubiegłym roku 15,8 proc., a wśród firm małych – do 49 pracowników 13,9 proc.</p><h2><b>Środki zaradcze</b></h2><p>Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowuje ustawę, która ma rozwiązać problem zatorów płatniczych i pomóc firmom, mającym problemy z płynnością. Ustawowo skrócone mają być terminy realizacji umów, przy czym małe firmy będą faworyzowane – więksi kontrahenci nie będą mogli narzucać w umowach długich okresów zapłaty za faktury. Tyle, że już w 2013 roku została przyjęta ustawa, regulująca problem zatorów, która ograniczyła termin płatności do 60 dni między firmami oraz 30 z podmiotami publicznymi. Mimo to problem zatorów i braku płynności się nasila, a dotyka to szczególnie branży budowlanej.</p><p>Inny projekt ustawy, który ma pomóc branży, przygotowywany jest przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zakłada on utworzenie drogowego rachunku powierniczego. Według ustawy inwestor odpowiadałby solidarnie z wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia należnego podwykonawcom z tytułu wykonanych robót budowlanych. Duże firmy budowlane, które wygrywają przetargi na roboty drogowe, na zlecenie GDDKiA, nie otrzymywałyby bezpośrednio pieniędzy, lecz płatności trafiałyby na rachunek powierniczy w banku. Wypłata kolejnych transz należności byłaby możliwa na podstawie zaświadczenia inspektora budowlanego, że dany etap prac został wykonany.</p><p>Powstać ma też Komisja Inwestycji Drogowych, składająca się z jedenastu fachowców od inżynierii, prawa i finansów, która ma zapobiegać bezzasadnemu kwestionowaniu przez generalnych wykonawców jakości robót zrealizowanych przez ich podwykonawców, aby pozbawić ich części zapłaty.</p><p>Jeśli ten projekt wejdzie w życie może się okazać, że problemy z płynnością przeniosą się na wyższy poziom – do dużych firm budowlanych.</p><p>Oba projekty są próbą rozwiązania problemów poprzez większą ingerencję i kontrolę państwa. Należałoby się raczej zastanowić, w jaki sposób można wygładzić wahania w cyklu budowlanym. Chodzi przede wszystkim o płynne wydawanie funduszy unijnych w ciągu całej perspektywy budżetowej, a nie jak dotychczas kumulowanie inwestycji w ciągu 2-3 lat. </p><p>Autor: <b>Witold Gadomski</b>&#160; </p><p><a href="https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/upadlosci-w-budowlance-mimo-hossy/"><img src="http://g9.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/1979000/1979881-obserwator-finansowy-otwarta.png" /></a></p> Polacy spłacają kredyty mieszkaniowe w 13 lat http://forsal.pl/artykuly/1208841,polacy-splacaja-kredyty-mieszkaniowe-w-13-lat.html 2018-08-09T19:32:52Z Nadpłaty kredytów czy całkowita spłata przed czasem to powszechna praktyka – wynika z analizy Open Finance. Choć Polacy zadłużają się przeciętnie na 26 lat, to statystyczny dłużnik pozbywa się swojego zobowiązania po połowie tego czasu.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Każda złotówka pożyczona na 30 lat w ramach złotowego kredytu mieszkaniowego oznacza konieczność oddania do banku prawie 1,85 złotych. Tym samym jeśli pożyczymy 100 tysięcy, to będziemy musieli oddać 185 tysięcy – wynika z szacunków Open Finance. To i tak niski koszt, ponieważ wciąż kredytobiorcy cieszyć się mogą rekordowo niskimi stopami procentowymi, dzięki którym przeciętne oprocentowanie kredytów mieszkaniowych wynosi wg NBP jedynie 4,6% (RRSO). </p><p>Gdyby poziom stóp procentowych wzrósł, to i koszt ten okazałby się wyższy. Wystarczy, aby oprocentowanie posiadanego przez 30 lat długu było o 1 pkt. proc. wyższe (5,6%), aby w zamian za każdą złotówkę pożyczona na zakup mieszkania, konieczne było oddanie 2,06 zł. Oprocentowanie wyższe o 2 pkt. proc. (6,6%) oznacza, że za każdą pożyczoną złotówkę przyjdzie oddać już prawie 2,30 zł.</p><h2><b>Lepiej oddać niż ciułać</b></h2><p>Trudno się wiec dziwić, że większość kredytów spłacana jest przed czasem. Powodem może być prosta kalkulacja – jeśli ktoś ma oszczędności, to przeważnie lepiej przeznaczyć je na nadpłatę długu niż założenie lokaty. Czemu? Odsetki z lokat są przeważnie niższe niż odsetki, które musimy płacić do banku z tytułu kredytu mieszkaniowego. Spójrzmy na konkretne obliczenia. Mając w kieszeni wolny tysiąc złotych możemy iść do banku otwierając przeciętny roczny depozyt na 1,75% (dane NBP). To w ciągu roku oznacza zysk na poziomie 14,18 zł po opodatkowaniu. W przypadku kredytu hipotecznego przeciętne RRSO wynosi wspomniane wcześniej 4,6%. Nadpłata tysiąca złotych teoretycznie oznacza, że w ciągu roku zaoszczędzimy na odsetkach 46 złotych, czyli 3 razy więcej niż zarobilibyśmy na lokacie. Wyliczenia te zakładają jednak, że nadpłata doprowadzi do skrócenia okresu kredytowania, a nie zmniejszenia wysokości kolejnych rat.</p><h2><b>Większość długów spłacamy w ciągu dekady </b></h2><p>Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że nie zawsze spłata kredytu przed czasem oznacza, że komuś udało się uzbierać pieniądze na pozbycie się długu. Nierzadko zdarza się bowiem, że za wcześniejszą spłatą stoi sprzedaż nieruchomości – na przykład w celu zamiany małego metrażu na większy. W takim wypadku część ceny płaconej przez nabywcę nieruchomości trafia do banku w celu przedterminowej spłaty. </p><p>Z danych KNF i AMRON – SARFiN wynika, że na koniec 2017 roku do spłacenia wciąż pozostało prawie 90% złotowych kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w 2015 roku, ale już z długów zaciąganych w 2010 spłaconych zostało 44%. Dostępne dane sugerują wyraźny trend do przedterminowych spłat zaciąganych kredytów hipotecznych. Gdyby spróbować go ekstrapolować, to okazałoby się, że tylko około 7% osób, które zadłużyły się na przynajmniej 35 lat, nie spłaci swojego długu przed czasem. To oznacza, że przeciętny dług spłacony zostanie w ciągu niecałych 13 lat. Wynik niezły biorąc pod uwagę, że obecnie Polacy zadłużają się przeciętnie na 26 lat – wynika z danych Open Finance.&#160; </p><h2><b>Szczęśliwa trzynastka </b></h2><p>Warto podkreślić, że zarówno nadpłaty, jak i przedterminowe spłaty oznaczają wyraźne oszczędności. Na przykład skrócenie okresu kredytowania z 26 lat o połowę oznacza spadek kosztu obsługi długu o ponad połowę. Za pożyczenie na ten okres 100 tys. złotych trzeba byłoby zapłacić prawie 72 tysiące odsetek i kosztów dodatkowych. Skrócenie okresu kredytowania do 13 lat obniża łączne koszty długu do 33 tysięcy. Korzyść z wcześniejszego pozbycia się długu hipotecznego byłaby wyższa gdyby Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na podwyżkę stóp procentowych wpływając tym samym na wzrost kosztu prawie wszystkich złotowych kredytów hipotecznych w Polsce.</p><p>Co ważne, wszystkie powyższe wyliczenia dotyczą złotowych kredytów mieszkaniowych. W przypadku długów walutowych wysoki kurs helweckiej waluty i niskie oprocentowanie zadłużenia we franku powoduje, że kredyty te wyraźnie rzadziej są spłacane przed czasem. Po pierwsze dlatego, że oprocentowanie kredytów frankowych jest często wyraźnie niższe niż oprocentowanie lokat oferowanych przez rodzime banki. Nie mniej ważny jest fakt, że osoba, która spłacałaby dziś kredyt po kursie wyższym niż kurs zaciągnięcia długu, bezpowrotnie zrealizowałaby stratę na kursie walutowym.</p><p>Autor: <b>Bartosz Turek</b>, analityk Open Finance</p> Czeka nas kryzys w budownictwie? Raport: Przez brak pracowników i rosnące koszty to możliwe http://forsal.pl/artykuly/1208827,czeka-nas-kryzys-w-budownictwie-raport-przez-brak-pracownikow-i-rosnace-koszty-to-mozliwe.html 2018-08-08T12:12:46Z Brak wykwalifikowanych pracowników i rosnące koszty działalności mogą doprowadzić do nowego kryzysu w branży budowlanej - wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Ratunkiem może być cyfryzacja i konsolidacja rynku.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W ciągu następnych czterech lat wzrost firm budowlanych w regionie północnej i południowej Europy wyniesie średnio 2,5 proc. rocznie a w Europie wschodniej i środkowej nawet 4,4 proc. - wynika z raportu „European Construction Monitor 2017–2018: A looming new construction crisis?” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitt. Jednak, jak piszą eksperci, niewykluczone, że branżę czeka kolejny kryzys. Może on wynikać z coraz większej presji na marże związane z rosnącymi kosztami działalności i brakiem pracowników.</p> <p>"Obserwowany obecnie wzrost większości rynków budowlanych w Unii Europejskiej, w tym również z Polsce, w dużej mierze zależny jest od inwestycji publicznych w znaczące projekty infrastrukturalne" – mówi Maciej Krasoń z Deloitte.</p> <p>Mimo dobrej kondycji, przed firmami budowlanymi jest wiele wyzwań. Rosnące koszty działalności związane z coraz wyższymi cenami materiałów i oczekiwaniami płacowymi pracowników powodują, że są one pod dużą presją, jeżeli chodzi o marżę zysku.</p> <p>Zwiększających się kosztów pracy nie równoważy coraz większa liczba realizowanych projektów. Dlatego, zdaniem ekspertów Deloitte, powszechne braki wykwalifikowanej siły roboczej hamują wzrost firm budowlanych. W okresie spowolnienia gospodarczego po roku 2008 pracownicy bankrutujących przedsiębiorstw budowlanych przekwalifikowali się, stąd obecny brak rąk do pracy. Dodaje też, że sektor budowlany ma duże trudności w przyciąganiu i utrzymaniu milenialsów, którzy postrzegają go, jako przestarzały i zbyt mało innowacyjny.</p> <p>Eksperci Deloitte przestrzegają, że duża presja na marże, kłopoty z podwykonawcami i braki pracowników mogą doprowadzić do tego, że większość realizowanych projektów stanie się dla firm budowlanych nierentowna, czego skutkiem będą ich bankructwa i niewypłacalność. Pierwsze przykłady już widać.</p> <p>Firmy budowlane stają się coraz bardziej świadome możliwości wynikających ze wzrostu gospodarczego na lokalnych rynkach, co znajduje odzwierciedlenie we większej liczbie fuzji i przejęć. W 2017 roku w Europie odnotowano łącznie 194 transakcje w porównaniu do 149 w 2016 roku. Ich liczba stale rośnie od 2013 roku. Średnia wartość transakcji w 2017 roku wyniosła 327 mln euro, w porównaniu do 203 mln w 2016 roku. Jest to najlepszy wynik od czterech lat.</p> <p>Warto zaznaczyć, że strategie firm budowlanych w Polsce zakładają raczej wzrost organiczny niż fuzje i przejęcia. Eksperci Deloitte patrzą jednak na polski rynek budowlany optymistycznie i oczekują dobrych wyników z powodu stałego wzrostu PKB i dużych inwestycji infrastrukturalnych, finansowanych ze środków unijnych. "W najbliższych latach małe i średnie firmy, specjalizujące się w jednym segmencie, mogą stać się przedmiotem zainteresowania dużych graczy – mówi Paweł Sadowski, dyrektor w dziale doradztwa finansowego z Deloitte. Dodaje też, że część spółek budowlanych to firmy rodzinne, a ich właściciele zbliżają się do wieku emerytalnego, co może ich skłonić do poszukiwania inwestorów.</p> <p>Firmy budowlane, z racji specyfiki swojej podstawowej działalności, w powszechnej opinii nie kojarzą się z innowacyjnością i inwestycjami w nowoczesne technologie. Jednak zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach ulegnie to zmianie i przedsiębiorstwa będą dążyć do tego, by stać się liderami w tym zakresie. Technologie, które są już stosowane lub będą wykorzystywane, to przede wszystkim drony, druk 3D, Internet Rzeczy czy inteligentne materiały. Inwestycji na tym polu dokonują najwięksi gracze, tacy jak Skanska, ACS, Strabag czy Vinci. Ostatnia z wymienionych firm wyróżnia się również tym, że na skutek fuzji i przejęć, pozyskała już kilka podmiotów specjalizujących się w cyfrowych technologiach.</p> <p>Jak podkreślają autorzy raportu, nowoczesne technologie mogą być wykorzystywane na wszystkich etapach budowy, począwszy od projektu aż do jego finalizacji. Aby stać się cyfrowymi liderami firmy budowlane inwestują w wewnętrzne start-upy lub szukają partnerstwa z instytucjami, które mogą im umożliwić realizację tego celu. Autorzy raportu zauważają również odwrotne zjawisko, czyli zainteresowanie firm technologicznych rynkiem inwestycji budowlanych. Takie projekty mają na koncie m.in. Tesla i Google.</p> <p>"Chcąc ustrzec się kolejnego kryzysu firmy budowlane muszą inwestować w swój rozwój, również technologiczny - mówi Krasoń. Jest to dla nich - jak zaznacza - niewątpliwie duże wyzwanie, bo wchodzą na nieznany teren, jednak odwrotu nie ma. "Cyfryzacja musi na dobre wpisać się w strategię firm budowalnych" - dodaje.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/1208485,bgkn-w-calej-polsce-powstana-fabryki-domow-prefabrykowanych.html">BGKN: W całej Polsce powstaną fabryki domów prefabrykowanych </a></p> BGKN: W całej Polsce powstaną fabryki domów prefabrykowanych http://forsal.pl/artykuly/1208485,bgkn-w-calej-polsce-powstana-fabryki-domow-prefabrykowanych.html 2018-08-08T07:23:03Z Rozwiązaniem problemów mieszkaniowych będą fabryki domów prefabrykowanych - powiedział członek zarządu BGKN Grzegorz Muszyński. BGK Nieruchomości planuje, aby fabryki powstały w każdej części kraju.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Być może rozwiązaniem problemów mieszkaniowych, rozwiązaniem problemu +rąk do pracy+ będzie budowa w wielu miastach (...) zakładów prefabrykacyjnych".</p> <p>Zdaniem Muszyńskiego do programu domów prefabrykowanych niezbędne będzie "wdrożenie tych wszystkich firm, które pracują w betonie, a niekoniecznie w prefabrykacji domów".</p><p><span class="psav_video">psav video</span></p> <p>Jak zaznaczył, ważna w przypadku domów z prefabrykacji jest cena, która jest skorelowana z transportem. Fabryka domów może być oddalona od miejsca budowy "maksymalnie 100 kilometrów". "Więcej nie pojedziemy, bo ta cena w prefabrykacji będzie nieopłacalna" - podkreślił.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/biznes/handel/artykuly/1207481,polacy-rzucili-sie-na-klimatyzatory-polki-w-sklepach-swieca-pustkami.html">Polacy rzucili się na klimatyzatory. Półki w sklepach świecą pustkami</a></p> Zaniżanie ceny auta lub mieszkania? Skarbówka będzie mogła podważyć transakcję http://forsal.pl/artykuly/1208437,zanizanie-ceny-auta-lub-mieszkania-skarbowka-bedzie-mogla-podwazyc-transakcje.html 2018-08-08T06:18:26Z Ministerstwo Finansów chce zmienić zasady szacowania przychodu, gdy sprzedający np. nieruchomość lub samochód zaniży ich cenę.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Taki wniosek wynika z konsultowanych obecnie dwóch projektów: nowej ordynacji podatkowej i przepisów ją wprowadzających. Obie ustawy mają wejść w życie od początku 2020 r. Resort zapewnia, że poprawki są czysto redakcyjne, ale niektórzy eksperci uważają inaczej. </span></p><p class="tresc"><span>Zaproponowana zmiana budzi zasadnicze pytanie: czy urzędnicy będą mogli kwestionować każdą, choćby najdrobniejszą sprzedaż nieruchomości bądź samochodu poniżej ich wartości? </span></p><h2><b><span>Skąd ta cena</span></b></h2><p class="tresc"><span>Fiskus już dziś bierze pod lupę transakcje, gdy stwierdzi, że podatnicy zaniżyli cenę nieruchomości (lub związanego z nią prawa, np. spółdzielczego własnościowego albo użytkowania wieczystego) lub innej rzeczy (np. samochodu, dzieła sztuki).</span></p><p class="tresc"><span>O cenie dowiaduje się od notariusza (bo ten ma obowiązek informować o zawartych przed nim transakcjach) lub np. z umowy sprzedaży zgłoszonej do opodatkowania podatkiem od czynności cywilnoprawnych.</span></p><p class="tresc"><span>Jeśli cena w umowie wygląda na podejrzanie niską, co mogłoby wskazywać na chęć zaoszczędzenia na podatku, urzędnicy wzywają podatnika do jej podwyższenia lub do złożenia wyjaśnień. Jeśli nie dadzą im wiary, szacują przychód według cen rynkowych. </span></p><p class="tresc"><span>Wynikłe z tego spory z podatnikami często trafiają na wokandę sądową. Niewykluczone, że po 2020 r. takich sporów będzie jeszcze więcej.</span></p><h2><b><span>Co ma się zmienić</span></b></h2><p class="tresc"><span>Przy okazji wprowadzania w życie nowej ordynacji mają się zmienić niektóre przepisy ustaw o PIT i CIT (art. 19 ust. 1 i art. 14 ust. 3). Dziś wynika z nich, że organ podatkowy określa przychód według wartości rynkowej, jeśli cena „bez uzasadnionych przyczyn ekonomicznych znacznie odbiega od wartości rynkowej tych rzeczy, praw lub usług”. </span></p><p class="tresc"><span>Projekt zakłada, że znikną dwa określenia: „znacznie” i „bez uzasadnionych przyczyn”.</span></p><p class="tresc"><span>Zgodnie więc z nowym brzmieniem przepisów urzędnicy będą szacować przychód, gdy cena będzie niższa od wartości rynkowej. </span></p><p class="tresc"><span>– To oznacza, że fiskus może zyskać prawo do szacowania każdej transakcji, nawet gdy cena w uzasadniony sposób odbiega od wartości rynkowej – zwraca uwagę Łukasz Blak, doradca podatkowy w Certus LTA. </span></p><p class="tresc"><span>Ministerstwo Finansów zapewniło w odpowiedzi na pytanie DGP (patrz: ramka), że zmiana będzie tylko porządkująca.</span></p><p class="tresc"><span>Dodało, że ta sama procedura szacowania przychodu będzie uregulowana w art. 632 nowej ordynacji, a tam będzie użyte sformułowanie „znacznie” i podatnik będzie mógł się wytłumaczyć z niższej ceny. </span></p><p class="tresc"><span>Ministerstwo wyjaśniło, że chodzi mu jedynie o uniknięcie powielenia w ustawach o PIT i CIT regulacji zaproponowanej w projekcie ordynacji podatkowej. Nie wykluczyło jednak, że po konsultacjach projektu wprowadzi do niego poprawki.</span></p><h2><b><span>A jednak podejrzane</span></b></h2><p class="tresc"><span>Po co w takim razie MF chce usunąć słowo „znacznie” z ustaw o PIT i CIT? Czy nie grozi to sytuacją, w której urzędnicy będą kwestionować sprzedaż za cenę niższą od rynkowej zaledwie o kilka złotych?</span></p><p class="tresc"><span>– Nie wydaje się to prawdopodobne, ale łatwo wyobrazić sobie inny przykład – mówi Łukasz Blak. – Często inwestycjom deweloperskim towarzyszy budowa infrastruktury, która potem jest sprzedawana gminie lub odpowiedniemu dostawcy mediów za symboliczną złotówkę. Cena ta może być uznana przez fiskusa za nierynkową. Obecnie nie jest to aż tak wielkim problemem, bo można wytłumaczyć urzędnikom, że bez infrastruktury nie zostałaby zrealizowana cała inwestycja, a cenę dyktuje druga strona transakcji.</span></p><p class="tresc"><span>Zdaniem eksperta planowana zmiana da fiskusowi mocniejszą podstawę do oszacowania przychodu dewelopera według wartości rynkowej. </span></p><h2><b><span>Po co ta zmiana</span></b></h2><p class="tresc"><span>Inni eksperci, nawet jeśli nie podzielają tych obaw, przyznają, że trudno wytłumaczyć sens zaproponowanej przez MF modyfikacji.</span></p><p class="tresc"><span>– Zazwyczaj zmiany czemuś służą, a nowa treść ustaw o PIT i CIT na tyle różni się od obecnej, że może budzić wątpliwości – komentuje Przemysław Antas, radca prawny w ANTAS Legal.</span></p><p class="tresc"><span>Podobnie uważa Jarosław Ziółkowski, doradca podatkowy w Independent Tax Advisers. – Z jednej strony wydaje się, że w codziennej praktyce powinno pozostać tak jak dotychczas, a więc urzędnik zainterweniuje dopiero wtedy, gdy wykryje, że cena znacząco i bez uzasadnienia odbiega od wartości rynkowej. Ale z drugiej strony po co w takim razie zmieniać ustawy o PIT i CIT? – pyta ekspert.</span></p><p class="tresc"><span>Podobnie uważa Rafał Sidorowicz, doradca podatkowy, menedżer w MDDP. – Trudno nie widzieć potencjalnego zarzewia sporu między fiskusem a podatnikami. Pod znakiem zapytania stoi bowiem możliwość precyzyjnego ustalenia granicy między „ceną niższą od wartości rynkowej” a nieakceptowaną przez organy podatkowe „ceną znacznie odbiegającą od wartości rynkowej”. W wielu przypadkach ryzyko przekroczenia tej granicy będzie jak najbardziej realne. Niewykluczone więc, że doczekamy się jeszcze większej ilości spraw w tym zakresie na wokandach sądów administracyjnych – przestrzega ekspert MDDP.</span></p><h2><b><span>Jak to uzasadnić</span></b></h2><p class="tresc"><span>Zdaniem Jarosława Ziółkowskiego nie ma też pewności, czy i w jakim zakresie będą uznawane argumenty podatnika co do niskiej ceny. – Czy będzie to możliwe, jeśli podatnik sprzeda po niskiej cenie mieszkanie wymagające kapitalnego remontu? Albo gdy potrzebuje szybko gotówki i bez negocjowania godzi się na niską zapłatę od nabywcy? Nie mam takiej pewności po przeczytaniu proponowanych przepisów – komentuje Jarosław Ziółkowski.</span></p><p class="tresc"><span>Przemysław Antas podaje inny przykład. – Wyobraźmy sobie, że sprzedajemy samochód. W praktyce urzędnicy posługują się tabelami wartości pojazdów z grubych książek zawierających dane o modelach aut i latach produkcji. Po zmianach trudniej będzie z tym dyskutować, gdy organ podatkowy zastosuje przepis nieprzewidujący już żadnego „marginesu błędu” – uważa ekspert.</span></p><p class="tresc"><span>Zdaniem Łukasza Blaka rozwiązanie jest jedno. – Przepisy art. 19 ust. 1 ustawy o PIT i art. 14 ustawy o CIT powinny pozostać w dotychczasowym brzmieniu. </span><span class="allCaps"><b>©℗</b></span></p><p class="ramka-tyt"><span>Zmiany w szacowaniu wartości przychodu</span></p> <table border="1"> <tbody> <tr> <td> <p class="ramka-txt"><span><b>Przepis</b></span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span><b>Dziś</b></span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span><b>Po zmianach *</b></span></p> </td> </tr> <tr> <td> <p class="ramka-txt"><span><b>art. 19 ust. 1 ustawy o PIT</b></span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span>Jeżeli cena, bez uzasadnionej przyczyny, znacznie odbiega od wartości rynkowej rzeczy lub praw, przychód określa organ podatkowy w wysokości wartości rynkowej</span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span>Jeżeli cena jest niższa od wartości rynkowej rzeczy lub praw, przychód określa się w wysokości ich wartości rynkowej</span></p> </td> </tr> <tr> <td> <p class="ramka-txt"><span><b>art. 14 ust. 1 ustawy o CIT</b></span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span>Jeżeli cena, bez uzasadnionych przyczyn ekonomicznych, znacznie odbiega od wartości rynkowej rzeczy, praw lub usług, organ podatkowy określa przychód w wysokości wartości rynkowej</span></p> </td> <td> <p class="ramka-txt"><span>Jeżeli cena jest niższa od wartości rynkowej rzeczy, praw lub usług, przychód określa się w wysokości ich wartości rynkowej</span></p> </td> </tr> </tbody> </table> <p class="ramka-txt"><span>* art. 19 i art. 21 projektu przepisów wprowadzających nową ordynację podatkową</span></p> <h2><b><span>Odpowiedź biura prasowego Ministerstwa Finansów na pytanie DGP</span></b></h2><p class="ramka-txt"><span>Zmiana art. 19 ustawy o PIT ma charakter porządkujący i wynika z uregulowania procedury ustalania wartości rzeczy lub praw majątkowych w rozdziale 9 działu IV projektowanej ustawy – Ordynacja podatkowa.</span></p> <p class="ramka-txt"><span>Jak wynika z uzasadnienia do przedmiotowego projektu, zgodnie z art. 632 par. 2 projektu ustawy – Ordynacja podatkowa, organ podatkowy może wezwać zobowiązanego do podwyższenia wartości rzeczy lub praw majątkowych w terminie nie krótszym niż 14 dni od dnia doręczenia wezwania, jeżeli w ocenie organu podatkowego wskazana przez zobowiązanego wartość rzeczy lub praw majątkowych znacznie odbiega od wartości rynkowej. </span></p> <p class="ramka-txt"><span>Przepis art. 19 ust. 4 zdanie 2 ustawy o PIT uzależnia zastosowanie procedury ustalania wartości rynkowej od przypadku, gdy wartość wyrażona w cenie określonej w umowie odpłatnego zbycia znacznie odbiega od wartości rynkowej nieruchomości lub praw majątkowych oraz innych rzeczy. W związku z uregulowaniem procedury ustalania wartości rynkowej rzeczy lub praw majątkowych w ogólnym prawie podatkowym, która będzie miała zastosowanie wprost do ustalania przychodu z odpłatnego zbycia rzeczy lub praw, zasadna jest modyfikacja art. 19 ust. 1 zdanie drugie i uchylenie ust. 4. Modyfikacja brzmienia ust. 1 zdanie drugie ma na celu uniknięcie powielenia regulacji zawartej w art. 632 par. 2 projektu ordynacji podatkowej, która określa czynności, jakie podjąć może organ podatkowy w przypadku zaniżenia przez podatnika wartości rzeczy. Przepis w zaproponowanym brzmieniu ma charakter bardziej uniwersalny i odwołuje się do określania wartości również przez podatnika. </span></p> Mamy więcej nowych mieszkań niż rok temu http://forsal.pl/artykuly/1207794,mamy-wiecej-nowych-mieszkan-niz-rok-temu.html 2018-08-08T19:59:35Z Główny Urząd Statystyczny niedawno opublikował wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego z czerwca 2018 r. Przy tej okazji zostały również podane informacje na temat aktywności inwestorów mieszkaniowych w pierwszej połowie br. Takie dane wskazują, że na terenie Polski było oddawanych do użytku więcej lokali oraz domów niż rok wcześniej. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Informacje<b> Głównego Urzędu Statystycznego</b> dotyczące liczby mieszkań ukończonych od stycznia do czerwca 2018 roku, na razie mają wstępny charakter. Można jednak przypuszczać, że po ostatecznych korektach te dane zmienią się tylko nieznacznie. Wg portalu <a href="https://rynekpierwotny.pl/">RynekPierwotny.pl</a> główna konkluzja płynąca z informacji GUS-u jest taka, że przez pierwsze sześć miesięcy 2018 r. w Polsce oddano do użytku aż 83 217 nowych mieszkań (lokali oraz domów). Ten wynik uwzględniający aktywność wszystkich inwestorów, okazał się o 6,3 proc. lepszy od wartości odnotowanej w analogicznym okresie 2017 r. (78 286 mieszkań). </p><p>Po dokładniejszym przeanalizowaniu przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl danych GUS-u, można sprawdzić roczną zmianę liczby mieszkań oddawanych przez inwestorów z różnych kategorii. Taka zmiana dotycząca pierwszej połowy 2018 r. i 2017 r. przedstawia się następująco:</p><ul><li>mieszkania ukończone przez deweloperów - wzrost o 8,9 proc. (z 44 239 do 48 159)</li><li>mieszkania ukończone przez inwestorów indywidualnych - wzrost o 1,1 proc. (z 32 590 do 32 955)</li><li>mieszkania ukończone przez spółdzielnie (dla członków) - wzrost o 25,6 proc. (z 802 do 1 007)</li><li>mieszkania ukończone przez samorządy - wzrost o 12,4 proc. (z 436 do 490)</li><li>mieszkania ukończone przez towarzystwa budownictwa społecznego - wzrost o 167,8 proc. (ze 199 do 533)</li><li>mieszkania ukończone przez zakłady pracy - wzrost o 265,0 proc. (z 20 do 73)</li></ul><p>Statystyki GUS-u potwierdzają, że wzrost liczby mieszkań ukończonych przez deweloperów (o prawie 9 proc.), był kluczowym czynnikiem wpływającym na wyniki całej branży budownictwa mieszkaniowego. W kolejnych kwartałach również można oczekiwać sporej liczby mieszkań oddawanych do użytku przez deweloperów. Warto pamiętać, że duża liczba obecnie rozpoczynanych mieszkań deweloperskich, dopiero za dwa lata wpłynie na statystyki dotyczące ukończonych „M”. Budowa przeciętnego lokalu przez dewelopera, trwa bowiem około 24 miesiące (według danych GUS). </p><p> &gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/nieruchomosci/mieszkania/artykuly/1207722,sobon-w-polsce-nie-ma-sensu-wzmacniac-popytu-na-mieszkania.html" title="Soboń: W Polsce nie ma sensu wzmacniać popytu na mieszkania">Soboń: W Polsce nie ma sensu wzmacniać popytu na mieszkania</a></p> Soboń: W Polsce nie ma sensu wzmacniać popytu na mieszkania http://forsal.pl/artykuly/1207722,sobon-w-polsce-nie-ma-sensu-wzmacniac-popytu-na-mieszkania.html 2018-08-07T17:13:20Z W Polsce nie ma sensu wzmacniać popytu na mieszkania. Trzeba wspierać programy propodażowe, które uzupełnią ofertę rynkową o mieszkania dla tych, którzy do tej pory nie mieli na nie szans - mówił wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Soboń, we wtorek w TVN24BiŚ, stwierdził, że dotychczasowe programy, np. Mieszkanie dla Młodych, wzmacniały popyt. „ Zachęcały do tego, że jeśli ktoś miał zdolność kredytową na mieszkanie o pow. 40 metrów kwadratowych, to dzięki rządowemu wsparciu mógł sobie kupić mieszkanie 45-metrowe” - mówił. </p> <p>„Dane twardo pokazują, że jest w Polsce duży głód na mieszkania, że tych mieszkań brakuje i trzeba wspierać programy propodażowe, czyli takie, które uzupełnią ofertę rynkową o dodatkowe mieszkania, dla tej grupy osób, które do tej pory szans na mieszkania nie miały” - powiedział wiceszef MIiR.</p> <p>Stąd - jak tłumaczył - program Mieszkanie na start jest dedykowany dla nowych inwestycji mieszkaniowych w lokalach czynszowych. </p> <p>Dodał, że głównym kryterium decydującym o przyznaniu dopłat jest to dochodowe. Jednoosobowe gospodarstwa domowe będą mogły ubiegać się o dopłatę, jeżeli ich średni miesięczny dochód nie przekracza 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, publikowanego przez GUS. Na każdą kolejną osobę w gospodarstwie domowym limit 60 proc. jest zwiększany o 30 pkt. proc. Oznacza to, że w przypadku dwuosobowego gospodarstwa limit wynosi 90 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a w przypadku trzyosobowego - 120 proc.</p> <p>Wyjaśnił, że rodzina, gdzie jest dwójka dorosłych i dwójka dzieci, musi mieć średni miesięczny dochód o wysokości 1,6 tys. zł. „To nie jest kryterium socjalne. Ono jest postawione dużo wyżej i liczymy, że do programu będzie mogło wchodzić 30 tys. rodzin każdego roku” - powiedział Soboń.</p> <p>Powiedział, że aby dopłaty miały zastosowanie do danej inwestycji musi zostać najpierw zawarta umowa między gminą a Bankiem Gospodarstwa Krajowego. „Tu jest ogromna rola samorządu. To jest realne narzędzie dla polityki mieszkaniowej w gminach, bo te gminy mają kompetencje do tego, by ocenić kogo powinny obejmować dopłaty” - tłumaczył. </p> <p>„My zaproponowaliśmy kryteria pierwszeństwa np. dzietność, ale jednocześnie zostawiliśmy otwarty katalog dla gmin, tak aby mogły wybrać takie kryteria, które są lokalnie ważne” - wskazał.</p> <p>Zdaniem wiceministra specustawa mieszkaniowa, która ma przyspieszyć inwestycje mieszkaniowe nie będzie miała większego wpływu na deweloperów, czy inwestorów prywatnych. „Powszechnym zarzutem, który słyszałem do niedawna jest to, że to ustawa idealna dla deweloperów, a prawda jest taka, że my zaproponowaliśmy ten projekt po to, aby zwiększyć podaż gruntów i przyspieszyć procedury przede wszystkim w ramach programu Mieszkanie plus” - tłumaczył.</p> <p>„To jest ustawa, która nakazuje wysokie standardy urbanistyczne w zamian za szybsze procedury m.in. przekształcenie terenów pod budownictwo mieszkaniowe. Uważam, że ona jest uczciwa dla całego rynku. Proponując rozwiązania, które będą korzystne dla programu rządowego nie ograniczamy tych rozwiązań wyłącznie np. dla BGK Nieruchomości. One są dostępne dla wszystkich” - podkreślił Soboń.</p>