© 2018 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: opinia 2018-01-17T10:23:50+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/opinia Opozycji brak jasnego przekazu, koordynacji i strategicznego myślenia [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1097814,opinia-kleska-opozycji-w-zwiazku-ze-sporem-aborcyjnym.html 2018-01-15T15:49:11Z Jeśli Platforma myśli o odzyskaniu kiedyś politycznej pozycji, będzie musiała stoczyć z PiS i jego sojusznikiem – Porozumieniem Jarosława Gowina, bój o centroprawicowy elektorat. A właśnie pozbyła się posłów, którzy na tym polu mogliby być harcownikami. Co pokazało tak naprawdę nie tylko błędy taktyczne, ale brak strategicznego myślenia. PO i Nowoczesna dały się poobijać w nieswojej wojnie i na nieswoim polu gry]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">W„Ojcu chrzestnym”, książce tak samo o&#160;mafii, jak i&nbsp;o&nbsp;polityce, don Corleone poucza syna, że „nie ma w&nbsp;życiu większej naturalnej korzyści niż przecenianie przez wroga naszych wad, poza niedocenianiem przez przyjaciela naszych zalet”. Tymczasem w&nbsp;zeszłym tygodniu większa część opozycji doprowadziła do absurdalnej sytuacji, w&nbsp;której polityczny przeciwnik nie docenił jej wad, a&nbsp;sympatycy przecenili zalety. Właściwie okazało się, że są tylko wady.</p><p class="tresc">Nie chodzi o&nbsp;to, że <b>przepadł obywatelski projekt liberalizacji przepisów antyaborcyjnych</b>, a&nbsp;raczej o&nbsp;to, że opozycja była kompletnie zaskoczona rozwojem wypadków. To Prawo i&nbsp;Sprawiedliwość kontrolowało sytuację. Czołówka polityków tej partii, konkretnie jedna czwarta klubu parlamentarnego, zagłosowała za dalszą pracą nad dokumentem, by dowieść, że szanuje obywatelską inicjatywę. Opozycja ewidentnie dała się zaskoczyć, ale nie tym, że projekt upadł, bo z&nbsp;tym się liczyła, lecz tym, że to ona została obarczona za to winą. I&nbsp;od tej pory zaczęła popełniać błąd za błędem.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Po pierwsze, nie miała czytelnego przekazu wobec inicjatywy „Ratujmy kobiety”. Ani Platforma, ani Nowoczesna nie mogły się zdecydować, jak podejść do sztandarowego projektu lewicy, nie tylko <b>wywracającego obecny kompromis aborcyjny</b>, ale idącego stanowczo za daleko. Bo jak inaczej określić rozwiązanie pozwalające nastolatce powyżej 15. roku życia na samodzielną decyzję w&nbsp;sprawie przerwania ciąży. Możemy sobie wyobrazić sytuację, gdy para wpadnie i&nbsp;dziewczyna namówiona przez chłopaka usunie ciążę, by nie zdenerwować rodziców. Może ci mogliby udzielić jej wsparcia, a&nbsp;w&nbsp;myśl projektu nie muszą się nawet o&nbsp;niczym dowiedzieć. To rozwiązanie jest głupie, nieodpowiedzialne, może prowadzić do tragedii, więc nie ma powodu, by je popierać. Nie był to projekt ratowania kobiet, a&nbsp;raczej liberalizacji aborcji. Więc opozycja miała podstawy, by go nie popierać, które można było przedstawić publicznie. Tak zresztą zrobiły PSL czy Kukiz’15.</p><p class="tresc">Największa część opozycji uległa też magii projektów obywatelskich, choć np. PO w&nbsp;poprzedniej kadencji systematycznie je odrzucała. Szczerze mówiąc, nie widzę powodów, by ich nie odrzucać w&nbsp;tej i&nbsp;kolejnych kadencjach. Jaki jest sens pracować nad jakimś prawem, skoro nie ma dla niego większości w&nbsp;Sejmie i&nbsp;jest skazane na porażkę, tym bardziej że często to projekty mające jedynie cel polityczny. Czy bardziej uczciwie jest, gdy projekt zostanie wysłany do Sejmu, a&nbsp;potem poleży sobie w&nbsp;zamrażarce? Gdyby do Sejmu trafił obywatelski projekt ustawy pozwalający nastolatkom na uzyskanie pozwolenia na broń, zapewne argumenty, że trzeba go przesłać do dalszych prac, do nikogo by nie trafiły.</p><p class="tresc">Brak czytelnego przekazu w&nbsp;tej sprawie spowodował, że Nowoczesna i&nbsp;PO znalazły się pod gradem oskarżeń o&nbsp;zdradę czarnego protestu. Co było o&nbsp;tyle absurdalne, że czarny protest został zorganizowany jako sprzeciw przeciwko pomysłom zaostrzenia prawa aborcyjnego, a&nbsp;nie ruch poparcia ustawy komitetu „Ratujmy kobiety”.</p><p class="tresc">Pierwszym błędem było to, że dwie partie mające w&nbsp;gruncie rzeczy podobny problem z&nbsp;tym projektem nie skonsultowały działań i&nbsp;przekazu. A&nbsp;potem, gdy mleko się rozlało, popełniły drugi błąd. Zaczęły mniej czy bardziej na oślep wymierzać razy posłom, którzy zagłosowali przeciw lub nie wzięli udziału w&nbsp;głosowaniu. Co było sprzeczne zarówno z&nbsp;zasadą swobody głosowania w&nbsp;sprawach światopoglądowych, jak i&nbsp;niezbyt mądre politycznie.</p><p class="tresc">Nowoczesna w&nbsp;mniejszym stopniu, ale jeśli Platforma myśli o&nbsp;odzyskaniu kiedyś politycznej pozycji, będzie musiała stoczyć z&nbsp;PiS i&nbsp;jego sojusznikiem – Porozumieniem Jarosława Gowina, bój o&nbsp;centroprawicowy elektorat. A&nbsp;właśnie pozbyła się posłów, którzy na tym polu mogliby być harcownikami. Co pokazało tak naprawdę nie tylko błędy taktyczne, ale brak strategicznego myślenia. PO i&nbsp;Nowoczesna dały się poobijać w&nbsp;nieswojej wojnie i&nbsp;na nieswoim polu gry.</p><p class="tresc">Pytanie, jakie wnioski wyciągną z&nbsp;tego teraz. PiS na ponad dwa lata przed ostatnimi wyborami obrał konsekwentnie prospołeczny kurs, pokazując co chce zrobić i&nbsp;nie dając się zbić z&nbsp;tropu krytyką swoich pomysłów jako nierealnych. Dziś w&nbsp;opozycji takiej konsekwencji widać mało. PO ma swoją totalną propozycję, ale na razie nie widać, by przebiła się z&nbsp;nią do wyborców. Z&nbsp;kolei Nowoczesna jest pogrążona w&nbsp;wojnie domowej między Katarzyną Lubnauer a&nbsp;Ryszardem Petru.</p><p class="tresc">Głosowanie obywatelskich projektów dotyczących aborcji pokazało słabości opozycji: brak jasnego przekazu, koordynacji i&nbsp;strategicznego myślenia. I&nbsp;pierwszą lekcją z&nbsp;zeszłego tygodnia powinno być wyciągnięcie wniosków, że właśnie to wszystko należy poprawić. Inaczej dalej będzie oddawać pole PiS albo opozycji pozaparlamentarnej, mimo że poza Sejmem sytuacja wcale nie wygląda lepiej – lewica jest w&nbsp;stanie hibernacji i&nbsp;nie widać, by coś mogło ją z&nbsp;tego stanu wyrwać.</p><p class="tresc">Silna opozycja jest potrzebna nie tyle jej sympatykom, ile rządzącym, by czuli na karku oddech konkurencji i&nbsp;sprawując władzę zachowywali umiar. Opozycja, która nie ma dość siły, żeby walczyć o&nbsp;władzę, nie jest potrzebna wyborcom.</p><p class="tresc">Żeby pokazać swoją polityczną skuteczność, opozycja ma niewiele czasu, bo wybory samorządowe są już jesienią. A&nbsp;nie będzie miała go wcale, gdyby PiS zdecydował się wykorzystać jej słabość i&nbsp;przeprowadzić przedterminowe wybory parlamentarne. Wiele nie potrzeba. Wystarczy, by budżet trafił do prezydenta z&nbsp;przekroczeniem konstytucyjnych terminów i&nbsp;wówczas głosowanie może się odbyć już w&nbsp;marcu. Choć politycy partii władzy mówią, że nie ma dziś o tym mowy, to wykluczyć takiego wariantu nie są w&nbsp;stanie. ⒸⓅ</p><p>&gt;&gt;&gt; Rekonstrukcja, jakiej jeszcze nie było. Co tak naprawdę oznaczają zmiany w rządzie? <a href="http://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/1097575,rekonstrukcja-jakiej-jeszcze-nie-bylo-co-tak-naprawde-oznaczaja-zmiany-w-rzadzie.html">Czytaj więcej &gt;&gt;&gt;</a></p> Dlaczego racjonalny homo sapiens nie ma silnej woli? [FELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1097589,wojcik-dlaczego-racjonalny-homo-sapiens-nie-ma-silnej-woli-felieton.html 2018-01-13T15:55:59Z Choć jestem zagorzałym zwolennikiem zakazu handlu w niedzielę, to notorycznie w ten dzień robię zakupy. Na początku każdego tygodnia jestem pewny, że tym razem nie złamię danej sobie obietnicy, niestety moja nadzieja rozwiewa się w piątek oraz sobotę, gdy nie udaje mi się wygospodarować czasu na sprawunki. I zawsze kończy się tak, że w niedzielę odwiedzam pobliski sklep.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Jak to możliwe, że racjonalny podobno homo sapiens nie potrafi wymusić na sobie założonego zachowania? A przecież nie jestem wyjątkiem, a zakupy w niedzielę są jedną z moich bardziej błahych słabości. Wielu ludzi na całym świecie codziennie zmaga się z faktem, że nie potrafią zrealizować tego, co sobie założyli i czego jeszcze przed chwilą byli pewni. Ktoś przez cały tydzień jest święcie przekonany, że już nigdy nie weźmie papierosa do ust, a w piątkowy wieczór ze znajomymi mechanicznie wypala całą paczkę. Ktoś inny w styczniu kupuje karnet na siłownię, będąc pewnym, że do wiosny wyrzeźbi sylwetkę, tymczasem w kwietniu orientuje się, że był tam trzy razy. Bez wątpienia matka natura poskąpiła nam silnej woli i zamknęła nas w zaklętym kręgu pokus i instynktów.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Co gorsza, ta silna wola jest rozdzielona między nas nierówno. A jej zasób jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na poziom zarobków, a więc także różnice w dochodach. Inaczej mówiąc, nierówny podział silnej woli bezpośrednio wpływa na porządek społeczny.</p><h2><b>Pułapki i pokusy</b></h2><p class="tresc">Rzekoma racjonalność człowieka jest podważana niemal na każdym kroku. Nasz mózg nas zawodzi, co przejawia się w błędach poznawczych, które opisał ekonomiczny noblista Daniel Kahneman w „Pułapkach myślenia”. Mamy skłonność do przeceniania prawdopodobieństwa wystąpienia nagłaśnianych zjawisk – tak więc dużo bardziej boimy się kataklizmów oraz katastrof niż zawału serca, choć ten drugi grozi o wiele bardziej. Mamy tendencję do zakotwiczania sądów w najbliższym otoczeniu, przez co prezes banku oszacuje średnią krajową płacę na kilkanaście razy wyższym poziomie, niż zrobiłaby to nauczycielka – oczywiście jeśli nie znają danych. Cechuje nas także nadmierny optymizm – w jednym z eksperymentów zapytano studentów w USA o to, jak będą się kształtować ich wyniki w odniesieniu do reszty grupy. Zaledwie 5 proc. z nich uznało, że będą one niższe od średniej. Jednak błędy poznawcze tak naprawdę są tylko małym piwem przy naszych popędach – największym wrogu racjonalności.</p><p class="tresc"><b>Cały artykuł przeczytasz w <a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/grzbiet/5360/dziennik-gazeta-prawna.html#page/19">Magazynie Dziennika Gazety Prawnej</a></b></p> Rekonstrukcja, jakiej jeszcze nie było. Co tak naprawdę oznaczają zmiany w rządzie? http://forsal.pl/artykuly/1097575,rekonstrukcja-jakiej-jeszcze-nie-bylo-co-tak-naprawde-oznaczaja-zmiany-w-rzadzie.html 2018-01-13T14:21:54Z Po wymianie ministrów Jarosław Kaczyński ma większą swobodę politycznych działań. Może spróbować zwiększyć sukces PiS, już teraz decydując się na przedterminowe wybory.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Wśród tych, którzy na zmianach w&#160;rządzie zyskali najwięcej, politycy i&nbsp;media wymieniają Andrzeja Dudę, Mateusza Morawieckiego i&nbsp;Jarosława Gowina. Ale najbardziej zyskał lider PiS. Opozycja może zgrzytać zębami z&nbsp;bezsilnej złości, lecz jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się teraz na przedterminowe wybory, to nie będzie go w&nbsp;stanie zablokować.</p><p class="tresc">Niemożliwe? A&nbsp;jednak – wystarczy, że PiS będzie trzymał się konstytucyjnych przepisów, by taka możliwość pojawiła się w&nbsp;ciągu trzech tygodni. Zgodnie z&nbsp;ustawą zasadniczą budżet powinien opuścić parlament po czterech miesiącach od złożenia – czyli do końca stycznia. Jeśli ten termin nie zostanie dotrzymany, prezydent może rozwiązać parlament.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">W&nbsp;środę budżet został przegłosowany przez Sejm i&nbsp;trafił do Senatu, który ma 20 dni na wprowadzenie poprawek, do których będą musieli się odnieść posłowie. Jeśli decyzje parlamentarzystów zapadną w&nbsp;ostatnich możliwych terminach, budżet trafi do prezydenta już w&nbsp;lutym – tym samym dając mu możliwość rozpisania przedterminowych wyborów. – Dotychczas ustawa budżetowa była uchwalana w&nbsp;grudniu, do Senatu trafiała na początku stycznia, w&nbsp;połowie miesiąca ostatecznie kończył nad nią prace Sejm. To dawało dwa tygodnie zapasu – zauważa senator Marek Borowski, który pierwszy zwrócił uwagę na możliwość przyspieszenia wyborów.</p><p class="tresc">Gdyby Kaczyński zdecydował się na taki scenariusz, to głosowanie powinno odbyć się najdalej w&nbsp;ciągu 45 dni, czyli do końca marca.</p><p class="tresc">Cały artykuł przeczytasz w <a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/grzbiet/5360/dziennik-gazeta-prawna.html#page/14">Magazynie Dziennika Gazety Prawnej</a></p> Woś: Uważajcie na "sztucznych". Dług nie zawsze jest zły [FELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1097541,doktryna-sztucznego-wzrostu-rafal-wos-felieton.html 2018-01-14T16:28:10Z Czy wielkie spowolnienie zachodnich gospodarek po 2008 r. właśnie się skończyło? Patrząc na słupki wzrostu gospodarczego za ubiegły rok, można śmiało postawić taką tezę. Niemcy wyszli z dołka już parę lat temu. Amerykanie też. Teraz również Francja, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania czy nawet Japonia zaliczyły solidny wzrost PKB w okolicach 2 proc. Czasem nawet 3 proc. Z tym już da się żyć.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Ale korki od szampana wcale nie strzelają. W opiniotwórczych kręgach ekonomicznych dominuje przekonanie, które bystry portugalski ekonomista Antonio Fatas nazwał „doktryną sztucznego wzrostu”. Doktryna ta opiera się jego zdaniem na dwóch filarach. Po pierwsze, na przekonaniu, że te 2–3 proc. wzrostu PKB zostało wygenerowane przez banki centralne w wyniku uprawianego przez parę ostatnich lat wstrzykiwania w rynek dodatkowej płynności. Robili to Amerykanie. Robił Europejski Bank Centralny. Robili też Japończycy.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Po drugie – argumentują zwolennicy „<b>doktryny sztucznego wzrostu” </b>– jest on niebezpiecznym życiem na kredyt i jeszcze wszyscy tego pożałują. Taka opowieść nie jest oczywiście nowa. Zachodnie ośrodki opiniotwórcze mówią o życiu na kredyt niemal nieprzerwanie od 2008 r. Fachowcy najpierw bili na alarm z powodu wysokich poziomów długu publicznego. Potem trochę odpuścili, głosząc, że na pewno czeka nas rychłe uderzenie inflacji. A gdy ono nie nadeszło, wróciło narzekanie na dług, który faktycznie w większości krajów zachodnich wcale się nie zmniejszył.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1080437,spada-zadluzenie-polski-w-relacji-do-pkb-eurostat-podal-dane-za-ii-kw-2017-r.html" title="Spada zadłużenie Polski w relacji do PKB. &lt;b&gt;Eurostat&lt;/b&gt; podał dane za II kw. 2017 r.">Spada zadłużenie Polski w relacji do PKB. Eurostat podał dane za II kw. 2017 r.</a></p><p class="tresc">Fatas, na co dzień pracujący we francuskiej szkole biznesu INSEAD, trochę z tezą o „sztucznym wzroście” próbuje polemizować. Daje dwa powody, dla których jest ona jego zdaniem cienka. Pierwszy – głosi Fatas – polega na tym, że banki centralne wcale nie są dziś tak wszechmocne, jak chcą „sztuczni” (nazwijmy tak roboczo tych, co straszą rychłym załamaniem „sztucznego wzrostu”). Daje przykład Ameryki. Jego zdaniem teza o wygenerowanej przez Fed płynności ciągnącej amerykańską giełdę przez pewien czas wydawała się kusząca. Ale potem Fed wygasił swój program, a giełda wcale nie przestała rosnąć. Poszybowała wręcz jeszcze wyżej. Zasilać musiało ją więc coś innego niż „sztuczny wzrost”. Co najwyżej interwencja monetarna zadziałała jak podpięcie drugiego auta do rozładowanego akumulatora. Ale czy taki wzrost da się nazywać sztucznym?</p><p class="tresc">Drugi zarzut Fatasa wobec „sztucznych” jest taki, że niepotrzebnie fiksują się na długu. Bo przecież dług nie zawsze jest zły. A do tego nie każdy dług to zły dług – tego przecież powinna nas nauczyć dynamika ostatniego kryzysu. Dług to normalne zjawisko ekonomiczne. „Sztuczni” mylą się, mówiąc, że wysoki dług to życie ponad stan i przyjdzie za nie kiedyś zapłacić. Dług to przecież również inwestycja. Na dodatek nie ma czegoś takiego jak dług netto w skali globalnej. Zadłużenie jednego podmiotu jest zawsze lokatą innego. A niski dług publiczny może mieć wysoką społecznie cenę objawiającą się państwem nieprzyjaznym dla obywateli (zwłaszcza słabszych), które zmusza ich do zaciągania dużo niebezpieczniejszego zadłużenia prywatnego. Wszystkich tych argumentów „sztuczni” nie biorą pod uwagę, kreśląc swoje deprymujące scenariusze.</p><p class="tresc">Fatas kończy wezwaniem do zachowania spokoju ducha. Gospodarka – jak życie – jest pełna czyhających na każdym kroku zagrożeń. Ale mimo to trzeba próbować je przeżyć, bez martwienia się na zapas o sprawy, które nie są realnymi zagrożeniami.</p><p class="wyroznienie">&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/1080699,boom-gospodarczy-niedlugo-przeminie-jak-sie-na-to-przygotowac.html" title="Boom gospodarczy niedługo przeminie. Jak się na to przygotować?">Boom gospodarczy niedługo przeminie. Jak się na to przygotować?</a></p> Wróbel: Profesorowie, skrytykujcie Rysia [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1097532,wrobel-profesorowie-skrytykujcie-rysia-opinia.html 2018-01-12T21:16:29Z Jarosława Kaczyńskiego i Jana Wróbla łączy przynajmniej to, że obaj żywimy sympatię do Ryszarda Czarneckiego – chociaż ja znam go chyba nieco dłużej. Jakby ktoś nie wiedział, za co go lubię, to podpowiadam: oczytany, zabawny, inteligentny, ma smykałkę do pamfletu. Prezes lubi Rysia również za jego umiejętności dworzanina.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">I, jakby tego było mało, Rysio potrafi też łupnąć w&#160;Niemców. Próbka: „Pani Róża von Thun und Hohenstein wystąpiła w&nbsp;niemieckiej propagandówce. Był to antypolski film, który kojarzy mi się z&nbsp;propagandą III Rzeszy, jak mam być szczery. Ekranizacje hitlerowców także były skierowane przeciw Polsce. Filmy Leni Riefenstahl chwaliły Niemcy za czasów panowania Hitlera. Były tubą propagandową, która gloryfikowała III Rzeszę. Tak jak ona reżyserzy niemieccy, którzy obecnie kręcą antypolskie filmy, są godni potępienia. (...) Pani von Thun und Hohenstein na własny kraj pluje i&nbsp;podnosi rękę. Ludzie zachowujący się w&nbsp;tak obrzydliwy sposób powinni być krytykowani”.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Obrzydliwe jest podkreślanie niemieckich przodków polityka, który sprzeciwia się rządom PiS. I&nbsp;głupie – bo wzmacnianie nastrojów poszukiwań „złej krwi” wśród Polaków to zabawa zapałkami na stacji benzynowej. Ohydą jest także zestawianie niemieckich twórców dzisiejszych, demokratycznych Niemiec z&nbsp;propagandystami z&nbsp;okresu totalitarnej władzy NSDAP. Obrzydliwe jest wreszcie zestawianie wypowiedzi udzielanych niemieckim mediom z&nbsp;uczestnictwem w&nbsp;gloryfikowaniu Hitlera.</p><p class="tresc">Sporo się mówi o&nbsp;profesorskim lobby wokół PiS. Nie trzeba mieć tytułu naukowego, by rozumieć, na czym polega niestosowność wypowiedzi Rysia. Dlatego tęsknie wyczekuję krytyki tego polityka, który wypowiedział się obrzydliwie, przez podobno zacnych profesorów. I&nbsp;pewne przyjdzie mi długo czekać, bo, jako się rzekło, nie tylko ja lubię Ryszarda Czarneckiego. </p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1097133,bruksela-syta-i-warszawa-cala-czyli-jaki-moze-byc-final-sporu-o-panstwo-prawa.html">Bruksela syta i Warszawa cała, czyli jaki może być finał sporu o państwo prawa</a></p> Krajewski: Idzie nuda [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1097460,andrzej-krajewski-opinia-nudni-politycy.html 2018-01-12T08:53:33Z Rząd został zrekonstruowany, a rozrywkowe resorty wzięli w swe ręce technokraci. Ci zaś, jak wiadomo, są po prostu nudni. Tak nudni i przewidywalni, że nawet trudno zapamiętać ich nazwiska. Niczego ciekawego też po nich nie można się spodziewać.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Do tej pory Prawo i Sprawiedliwość gwarantowało Polakom jedną rzecz, pewniejszą nawet niż wypłata 500 plus. Nawet w sezonie ogórkowym (nie należy mieć tu żadnych skojarzeń) nam nie groziła nuda.</p><p class="tresc">Zawsze działo się coś zaskakującego, np. <b>Joachim Brudziński </b>porywał w góry swojego prezesa, by tam ubrać go w biało-czerwoną pelerynę, która jako jedyny znany ludzkości artefakt chroni jednocześnie przed ostrzałem myśliwych oraz polskojęzycznych mediów. Zawsze na rządowym posterunku trwał cały zespół rozrywkowy, gotów o każdej porze dnia i nocy podnieść ciśnienie tym z obozu liberalnego, nieraz przez drugą stronę zwanego pieszczotliwie „obozem zdrady narodowej”. A dzięki takim językowym pieszczotom liberałowie osiągali stany przedzawałowe, co obóz patriotyczny z dziką satysfakcją komentował na Twitterze fraszką: „Słychać wycie. Znakomicie!”, opatrzoną emotikonem uśmiechniętym od ucha do ucha oraz prośbą o jeszcze mocniejsze dociśnięcie psychiczne drugiej strony. W tym zaś najlepiej sprawdzał się ciężkozbrojny <b>duet Macierewicz – Szyszko</b>, wprost kipiący od twórczej inwencji. Aż dziw bierze, że obaj panowie wspólnie nie wpadli na pomysł, żeby do Puszczy Białowieskiej posłać batalion leopardów. Pół setki brykających po lesie sześćdziesięciotonowych kolosów mogłoby nie tylko rozjechać wszystkie korniki wraz z drzewami, a potem popędzić kota ekologom. W razie potrzeby taki leopard 2A5 dognałby i żubra. A gdyby ten okazał się mimo wszystko szybszy, pozostaje jeszcze działo kaliber 120 mm i całkiem spory zapas pocisków. Bydlątka nie zdążyłyby nawet pisnąć. Ekolodzy też nie. A potem trzeba byłoby już tylko poczekać, aż w Brukseli członkowie Komisji Europejskiej pozbierają z podłogi swoje szczęki.</p><p class="tresc">Wszystko to już jest piękną przeszłością. Dziś znaki na niebie i ziemi wskazują, że radosna rewolucja, mająca zabić przeciwników stresem, odchodzi do lamusa na jakieś dwa lata. Oto rząd został niespodziewanie mocno zrekonstruowany, a rozrywkowe resorty wzięli w swe ręce technokraci. Ci zaś, jak wiadomo, są po prostu nudni. Tak nudni i przewidywalni, że nawet trudno zapamiętać ich nazwiska. Niczego ciekawego też po nich nie można się spodziewać. Choćby taki następca Jana Szyszki, dotychczasowy szef Stałego Komitetu Rady Ministrów <b>Henryk Kowalczyk</b>. Przecież największym życiowym szaleństwem tego człowieka była chęć wprowadzenia jednolitego podatku, łączącego PIT oraz składki ubezpieczeń społecznych. Coś tak szokującego, że nawet najbardziej fanatyczni działacze stowarzyszenia Obywatele III RP nie potrafili odnaleźć w sobie dość sił, by przeciw temu protestować. Samo oburzanie się na Kowalczyka jest wielkim wyzwaniem, wymagającym nadludzkich wysiłków. Tak to bywa w zderzeniu z oceanem nudy.</p><p class="tresc">Inni z nowych ministrów wcale nie są lepsi. Jedyna iskierka nadziei w zaufanym przybocznym prezesa – Joachimie Brudzińskim. Ale nie przypadkiem, z racji cech charakteru, koledzy nazywają go „Jojo”, co nie daje zbyt dobrych rokowań na przyszłość, zwłaszcza opozycji. Bowiem krytykowanie nudy, wzmożenie moralne przeciw nudzie, poprowadzenie ludu na barykady, by zabić nudę, to zadania zaiste godne herosa, obdarzonego charyzmą Churchilla, intelektem Jeffersona, przebiegłością Talleyranda. Na razie obóz liberalny w Polsce dysponuje w ich zastępstwie Grzegorzem Schetyną. Choć ostatnio zrobiło się głośno, iż Ryszard ma jakiś plan. Wprawdzie nadal tajny, lecz zawsze to powód do otuchy, przynajmniej dla tych, którzy nigdy wcześniej z autorem planu się nie zetknęli.</p><p class="tresc">Tak okrutnego końca rekonstruowania rządu opozycja się po prostu nie spodziewała. Zazwyczaj dzieje się tak, jeśli dopiero dwa lata po klęsce wyborczej zaczyna się przemyśliwać konieczność rzetelnego zdiagnozowania jej przyczyn. To wychodzenie środowisk liberalnych ze świata własnej wyobraźni następuje trochę przypadkowo. Oto związany z niszową „Krytyką Polityczną” socjolog dr hab. <b>Maciej Gdula</b> ośmielił się podejść do problemu w sposób naukowy. Jego wycinkowe badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta” przyniosły wstrząsające wnioski. Wszystko, czego były pewne elity, zepchnięte przez PiS na margines, okazało się pobożnym życzeniem lub tworem wyobraźni. Polskie społeczeństwo, zwłaszcza na prowincji, nijak nie pasuje do propagandowego obrazka lansowanego od dekady. Co gorsza, straumatyzowany obóz liberalny zupełnie nie ma pojęcia, jak sobie z odkrytą właśnie prawdą poradzić. I tylko osamotniony Ryszard ma plan. W tej sytuacji nagłe obranie przez Kaczyńskiego kursu na nudę jest okrucieństwem nie do przyjęcia. Wprawdzie twardy elektorat pisowski spazmuje równie mocno jak po zdegradowaniu Beaty Szydło. („Nocna zmiana w biały dzień” – napisała na Facebooku jedna ze zrozpaczonych komentatorek. „Najlepszy szef MON od czasu Piłsudskiego jednak odejdzie?” – pytał z niedowierzaniem na Twitterze tygodnik „Sieci Prawdy”. Zaś czytelnicy dorzucali porównania z innymi, potencjalnie równie znakomitymi ministrami obrony narodowej, a to z Sobieskim, a to Łokietkiem lub nawet Chrobrym). Jednak co ma począć twardy elektorat, kiedy się już wypłacze i ponarzeka na bankstera Morawieckiego, zdradzieckiego prezydenta oraz wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej. Zagłosuje na smarkaczy z ONR? Będzie błagał pana Antoniego o założenie własnej partii? A może pójdzie za Ryszardem, bo ten ma plan? Nic z tych rzeczy. Twardy elektorat zacznie marzyć sobie, że musi odbić Kaczyńskiego z rąk lewaków, jacy odcięli go od prawdziwych zwolenników. Na tym też się skupi. Co może okazać się jedynym z nielicznych lekarstw na nudę. Choć prawdziwą nadzieję daje już tylko sam prezes, który przez całe życie udowadniał, iż nie znosi się nudzić zbyt długo.ⒸⓅ</p><p class="wyroznienie">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/finanse-publiczne/artykuly/1097333,morawiecki-dokonujemy-przelomu-zaplanowane-deficyty-sa-najnizsze-w-ciagu-28-lat.html">Morawiecki: Dokonujemy przełomu. Zaplanowane deficyty są najniższe w ciągu 28 lat</a></p> Hermeliński: Sędziom przy wyborach już dziękujemy [OPINIA] http://forsal.pl/artykuly/1096539,ustawa-o-zmianie-niektorych-ustaw-kodeks-wyborczy-pkw.html 2018-01-09T07:07:02Z Sejm uchwalił 14 grudnia 2017 r. ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych. Wprowadza ona doniosłe zmiany w kodeksie wyborczym dotyczące m.in. struktury organów wyborczych, ich kompetencji, jak też zasad i sposobu głosowania przez wyborców.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Lektura zmian prowadzi do wniosku, że ustawodawca w&#160;odniesieniu do organów wyborczych postanowił odejść od <b>modelu sędziowskiego</b>, który w&nbsp;Polsce funkcjonował nieprzerwanie od 1991 r., kiedy to zarządzeniem prezydenta powołana została <b>Państwowa Komisja Wyborcza</b> (dalej: PKW) w&nbsp;składzie sędziowskim jako stały najwyższy organ administracji wyborczej. Wprawdzie zachowano jeszcze PKW w&nbsp;wyłącznie sędziowskim składzie (przejściowo jednak, tylko do najbliższych wyborów parlamentarnych), ale z&nbsp;organów administracji wyborczej całkowicie wyrugowano sędziów komisarzy, jak też sędziów przewodniczących terytorialnych komisji wyborczych. Projektodawcy uzasadniali to rzekomym sfałszowaniem wyników wyborów do organów samorządu terytorialnego w&nbsp;2014 r., zaleceniami Komisji Weneckiej, jak również wybiórczo przywoływanymi przykładami systemów wyborczych innych państw.</p><p class="tresc">PKW w&nbsp;publicznych wystąpieniach podkreślała, że jej niepokój budzą przede wszystkim te nowe rozwiązania, które nie będą sprzyjać, a&nbsp;wręcz mogą zakłócić prawidłowy przebieg wyborów, w&nbsp;tym tych najbliższych do jednostek samorządu terytorialnego. Chodzi tu przede wszystkim o&nbsp;nowe zasady i&nbsp;sposób powoływania organów kluczowych z&nbsp;punktu widzenia roli i&nbsp;zadań PKW: komisarzy wyborczych i&nbsp;szefa <b>Krajowego Biura Wyborczego </b>(dalej: KBW).</p><p class="tresc">Znowelizowany kodeks wyborczy zakłada, że w&nbsp;ciągu 60 dni od wejścia w&nbsp;życie ustawy PKW powołać ma 100 komisarzy wyborczych, którzy będą pełnomocnikami komisji. Jeśli tego nie zrobi, komisarzy powoływać ma niezwłocznie minister właściwy do spraw wewnętrznych, tj. czynnik polityczny. Wprawdzie Senat uchwałą z&nbsp;21 grudnia 2017 r. (druk senacki nr 696) wprowadził poprawkę, że w&nbsp;przypadku uzasadnionych zastrzeżeń do kandydatów na komisarzy wyborczych PKW niezwłocznie informuje o&nbsp;tym ministra właściwego do spraw wewnętrznych, który wskazuje nowych kandydatów, to jednak nie zmienia to istoty zastrzeżeń komisji w&nbsp;tym zakresie. Nie da się bowiem takiego zaproponowanego rozwiązania pogodzić z&nbsp;art. 166 par. 1 kodeksu wyborczego, w&nbsp;myśl którego komisarz wyborczy jest pełnomocnikiem PKW. Trudno uznać za prawidłową sytuację, w&nbsp;której pełnomocnika, a&nbsp;więc osobę dotąd z&nbsp;założenia swobodnie akceptowaną przez mocodawcę, mianuje organ zewnętrzny, w&nbsp;szczególności organ egzekutywy. To powoduje, że w&nbsp;rzeczywistości komisarz wyborczy staje się pełnomocnikiem nie komisji, lecz ministra.</p><p class="tresc">Jeszcze bardziej destabilizujący charakter ma wprowadzony sposób powoływania szefa KBW. Aktualnie powołuje go (i&nbsp;odwołuje) PKW na wniosek jej przewodniczącego. Jest to logiczne i&nbsp;uzasadnione, skoro zgodnie z&nbsp;art. 190 par. 1 kodeksu wyborczego szef KBW jest organem wykonawczym PKW i&nbsp;przez nią powoływanym, którego celem jest zapewnienie administracyjnych, technicznych i&nbsp;finansowych warunków organizacji i&nbsp;przeprowadzenia wyborów. Komisja, nie posiadając żadnego aparatu urzędniczego i&nbsp;budżetu, bez wsparcia KBW i&nbsp;komisarzy nie jest w&nbsp;stanie samodzielnie przeprowadzić wyborów. Tymczasem znowelizowane przepisy przewidują powoływanie szefa KBW przez PKW spośród trzech kandydatów przedstawionych przez ministra spraw wewnętrznych i&nbsp;administracji. To czyni dotychczasowe uprawnienie PKW iluzorycznym i&nbsp;wykluczającym w&nbsp;praktyce możliwość swobodnego doboru jednego z&nbsp;najważniejszych współpracowników i&nbsp;współuczestników procesu wyborczego.</p><p class="tresc">W&nbsp;praktyce do decyzji ministra należeć ma powoływanie nowych komisarzy, jak też powołanie i&nbsp;odwołanie nowego szefa KBW. Z&nbsp;powyższego jednoznacznie wynika dążenie do rozciągnięcia nadzoru przez czynnik polityczny nad składającą się z&nbsp;sędziów PKW, co świadczy o&nbsp;braku zaufania do tego organu.</p><p class="tresc">Trudno dziwić się wątpliwościom niektórych wyborców co do prawdziwych przyczyn zaproponowanych zmian, tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę upór władz przy ich forsowaniu i&nbsp;brak racjonalnego ich wytłumaczenia.</p><p class="tresc">Zaproponowane przepisy wydają się naruszać wynikającą z&nbsp;preambuły do konstytucji zasadę współdziałania władz, godzą w&nbsp;określoną w&nbsp;art. 2 konstytucji zasadę demokratycznego państwa prawnego (nie sposób wszak mówić o&nbsp;jej zachowaniu, gdy organ egzekutywy co najmniej częściowo ubezwłasnowolnia niezależny, sędziowski najwyższy organ wyborczy), a&nbsp;także w&nbsp;określoną w&nbsp;tym przepisie konstytucji zasadę sprawiedliwości społecznej (rozumianą jako ustrojową organizację wyborów).</p><p class="tresc">Znowelizowane przepisy zakładają całkowitą zmianę sposobu głosowania, wprowadzając zupełną dowolność formy wyrażenia woli wyborcy na karcie do głosowania. Dotychczasowa, zawarta także w&nbsp;poprzedzających kodeks wyborczy ordynacjach wyborczych, zasada głosowania ważność głosu uzależnia od postawienia znaku „x” w&nbsp;kratce obok nazwiska wybranego kandydata. Intencją dotychczasowego przepisu, który zabraniał stawiania jakichkolwiek innych znaków w&nbsp;obrębie kratki, było zabezpieczenie przed ewentualnym dostawieniem przez postronne osoby znaku „x” przy nazwisku innego kandydata i&nbsp;zamazywania postawionych znaków „x”. W&nbsp;myśl noweli zamazanie kratki i&nbsp;postawienie znaku „x” przy innym kandydacie będzie powodowało, że głos pozostaje ważny, gdyż zamazanie kratki należy traktować jako dopisek. Trudno się dziwić, że w&nbsp;niektórych mediach internetowych zaczęły pojawiać się porady, w&nbsp;jaki sposób zabezpieczyć się przed sfałszowaniem głosu przez osoby niepowołane, np. przez wycięcie nożyczkami wszystkich innych kratek poza zaznaczoną przez wyborcę.</p><p class="tresc">Niejasność znowelizowanych przepisów w&nbsp;powyższym zakresie będzie wywoływać wątpliwości komisji obwodowych co do oceny ważności karty wyborczej czy też samego głosu. Tymczasem zadaniem takich komisji jest techniczne przeprowadzenie głosowania w&nbsp;obwodzie, ustalenie jego wyników oraz podanie do publicznej wiadomości. Nie jest zadaniem komisji interpretacja i&nbsp;dociekanie intencji wyborcy wyrażonej w&nbsp;karcie wyborczej. Te kompetencje przysługują wyłącznie sądom (okręgowym i&nbsp;apelacyjnym w&nbsp;wyborach do jednostek samorządu terytorialnego oraz Sądowi Najwyższemu w&nbsp;związku z&nbsp;pozostałymi wyborami).</p><p class="tresc">Zamęt może wprowadzać także nałożony na PKW znowelizowanymi przepisami obowiązek sprawdzenia wybranych kart do głosowania i&nbsp;innych dokumentów z&nbsp;wyborów w&nbsp;celu wykluczania podejrzenia nieprawidłowości, a&nbsp;to w&nbsp;razie powzięcia uzasadnionego podejrzenia o&nbsp;możliwości wystąpienia nieprawidłowości (art. 160 par. 1 pkt 8a kodeksu wyborczego). Użycie eufemizmu w&nbsp;postaci „nieprawidłowości” nie jest w&nbsp;stanie ukryć rzeczywistych intencji projektodawców – uczynienia z&nbsp;PKW, której głównym celem jest sprawowanie nadzoru nad przestrzeganiem prawa wyborczego, quasi-organu ścigania, weryfikującego dokumenty wyborcze i&nbsp;ustalającego winnych naruszeń. Tego rodzaju kompetencje należą przede wszystkim do prokuratury i&nbsp;organów policji (art. 248 k.k. penalizujący m.in. nadużycia przy przyjmowaniu lub obliczaniu głosów), a&nbsp;w&nbsp;ostateczności do sądów rozstrzygających w&nbsp;kwestii ważności wyborów. Próba dostępu przez PKW do dokumentów wyborczych celem ich sprawdzenia z&nbsp;pominięciem uprawnionych do tego organów w&nbsp;oparciu o&nbsp;znowelizowane przepisy byłaby niewątpliwie poczytana jako obejście art. 304 k.p.k., który nakłada bezwzględny obowiązek na instytucje państwowe (a&nbsp;taką jest niewątpliwie PKW) niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o&nbsp;powziętej informacji o&nbsp;popełnieniu przestępstwa ściganego z&nbsp;urzędu.</p><p class="tresc">Irracjonalny obowiązek nałożono na PKW także w&nbsp;art. 17 znowelizowanego kodeksu wyborczego. Nakazuje on utworzenie obwodów głosowania lub ich zmiany, powołanie lub zmiany w&nbsp;składach komisji terytorialnych i&nbsp;obwodowych, w&nbsp;sytuacji gdy właściwi komisarze wyborczy nie wykonują w&nbsp;terminie lub w&nbsp;sposób zgodny z&nbsp;prawem powyższych zadań. Nałożenie tego obowiązku prowadzi do przekształcenia organu wyborczego, jakim jest PKW, w&nbsp;administracyjny organ stanowiący, który zawłaszcza konstytucyjne uprawnienia innych organów władzy państwowej (por. art. 171 ust. 2 konstytucji), a&nbsp;także zadania własne gmin. Przepis ten narusza także art. 78 konstytucji wprowadzający generalną zasadę zaskarżalności decyzji wydanych w&nbsp;pierwszej instancji, bo w&nbsp;świetle znowelizowanych przepisów nie istnieje właściwy do rozpatrzenia odwołania od decyzji PKW organ wyższej instancji, o&nbsp;jakim mowa jest w&nbsp;art. 127 k.p.a. Zasygnalizowania wymaga w&nbsp;związku z&nbsp;tym wątpliwość, czy od takiej jednoinstancyjnej decyzji PKW przysługiwać będzie skarga do sądu administracyjnego, tak jak – w&nbsp;myśl znowelizowanych przepisów oraz orzecznictwa NSA – przysługuje od decyzji PKW działającej jako organ odwoławczy od decyzji właściwego komisarza.</p><p class="tresc">Nie podważając prawa ustawodawcy do dokonywania w&nbsp;systemie wyborczym zmian, postulować należy rozwagę w&nbsp;tym zakresie, w&nbsp;szczególności stanowienie prawa z&nbsp;takim wyprzedzeniem czasowym, który pozwoli adresatom tych zmian na dostosowanie się do znowelizowanych uregulowań, a&nbsp;nadto przede wszystkim zachowanie porządku konstytucyjnego w&nbsp;przedstawionej powyżej sferze.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1096368,donosiciele-i-swiadkowie-nie-zaplaca-podatku-od-wynagrodzen.html" title="Donosiciele i świadkowie nie zapłacą podatku od wynagrodzeń">Donosiciele i świadkowie nie zapłacą podatku od wynagrodzeń</a></p><p class="tresc">ⒸⓅ</p> Lewestam: Czego nie ma, a być powinno, więc jest [FELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1095982,lewestam-czego-nie-ma-a-byc-powinno-wiec-jest-felieton.html 2018-01-06T16:06:04Z Ten okołoświąteczny czas jest jednak wyjątkowy, bo zamiast memów z wkurzonym kotem i Obamy w czapce renifera po mediach społecznościowych rundki robi Sławoj Žižek. Filozof ten, przenikliwy, acz ekscentryczny, tym razem macha rękami i drapie się w nos w temacie Świętego Mikołaja. A konkretnie w sprawie następującej: że nieistnienie Mikołaja niekoniecznie ma jakikolwiek wpływ na istnienie Mikołaja.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Oto, co Žižek ma na myśli: dorośli (w przeważającej większości) w Mikołaja nie wierzą wcale – co nie przeszkadza im działać tak, jakby byli przekonani, że on naprawdę jest. Robią podziwu godny pokaz absolutnej wiary w brodatego wyzyskiwacza elfów, z emfazą opowiadając dzieciom o jego reniferach, o masach prezentów, o podniebnej podróży wigilijnej w saniach. Z kamiennymi twarzami dyktują pociechom adres na biegun północny i niosą wraz z nimi list do skrzynki.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Dzieci jednakowoż bywają dość bystre i w pewnym momencie czy to ze względu na skrawek „mikołajowego” papieru do pakowania odkrytego w śmieciach, czy to odkrywszy w szafie dobra, które potem pokazują się pod choinką, nagle poznają smutną prawdę: ten facet w centrum handlowym w czerwonym płaszczu to żaden święty, ale zwykły szary Polak, Andrzej, Marian lub Krzyś, który dorabia do pierwszego, przyklejając sobie do twarzy watę higieniczną. I co robią uświadomione nagle dzieci? Najczęściej nic. Nadal piszą listy, czekają na Mikołaja, cieszą się, bo to czy owo im dał właśnie „Mikołaj”. W końcu tak mówią rodzice, więc pewnie im na tym zależy, prawda? Kto by wkładał tyle bezsensownej robocizny w ten teatr, gdyby nie uważał, że to absolutnie kluczowe, żeby wszyscy afirmowali istnienie świętego? I nagle mamy sytuację pozornie paradoksalną: dorośli nie wierzą, ale udają, że wierzą, ze względu na dzieci; dzieci nie wierzą, ale udają, że wierzą, ze względu na dorosłych.</p><p class="tresc">Cały tekst przeczytasz w <a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/grzbiet/5337/dziennik-gazeta-prawna.html#page/30">Magazynie Dziennika Gazety Prawnej oraz na e-DGP</a></p> Woś: Ekonomiczne tortury, czyli jak zachodnie elity propagowały zbawienną wiarę w wolny handel [FELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1095978,wos-ekonomiczne-tortury-czyli-jak-zachodnie-elity-propagowaly-zbawienna-wiare-w-wolny-handel-felieton.html 2018-01-05T20:11:22Z No, sam już nie wiem. Może to ze mną jest coś nie tak?”. Założę się, że niejeden czytelnik stawiał sobie nieraz takie właśnie pytanie. Ja zadaję je sobie regularnie. Na przykład po jakiejś burzliwej rozmowie o gospodarce albo o polityce. Psychologowie radzą w takiej sytuacji zastanowić się, czy oto nie padamy ofiarą wyjątkowo perfidnej przemocy psychicznej. Zwanej w literaturze fachowej jako „gaslighting”. Gaszenie płomienia.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">Pojęcie narodziło się w&#160;kulturze popularnej. W&nbsp;1938 r. brytyjski dramaturg Patrick Hamilton napisał sztukę pod tytułem „Gas Light”. Akcja rozgrywała się w&nbsp;XIX-wiecznym Londynie. Wiktoriańskim, zamglonym i&nbsp;pełnym ukrytej perwersji. Pochodzący z&nbsp;wyższych sfer bohater o&nbsp;imieniu Jack doprowadza tam do obłędu swoją żonę Bellę. Robi to powoli i&nbsp;bardzo systematycznie. Jego podstępny trick to manipulowanie gazowym oświetleniem. Systematycznie i&nbsp;celowo je przyciemnia, a&nbsp;gdy żona się na to skarży, Jack twierdzi, że przecież wszystko jest w&nbsp;porządku. Z&nbsp;biegiem czasu kobieta zaczyna wątpić w&nbsp;swoje możliwości percepcyjne i&nbsp;we własne zdrowie psychiczne. Powoli osuwa się w&nbsp;szaleństwo. W&nbsp;1944 r. film na podstawie sztuki zrobił George Cukor. W&nbsp;1961 r. „Gasnący płomień” był grany w&nbsp;polskiej telewizji w&nbsp;ramach słynnej „Kobry”.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Problem polega oczywiście na tym, że tego typu „Kobra” nie jest bynajmniej domeną XIX-wiecznego Londynu. Tortura podobna do tej z&nbsp;„Gasnącego płomienia” powtórzyć się może zawsze i&nbsp;wszędzie. W&nbsp;polityce czy gospodarce również. Amerykański komentator ekonomiczny „Bloomberga” Noah Smith napisał na przykład niedawno, że jego zdaniem takim ekonomicznym „gaslightingiem” było propagowanie przez zachodnie elity ekonomiczne zbawiennej wiary w&nbsp;wolny handel. Model był zawsze taki sam. Gdy ktoś kwestionował sens kolejnej rundy ułatwień w&nbsp;międzynarodowym przepływie kapitału, towarów czy usług, bezceremonialnie wysyłano go na pierwszy rok ekonomii uniwersyteckiej. A&nbsp;konkretnie do teorii przewag komparatywnych XIX-wiecznego myśliciela Davida Ricardo. Pamiętacie? W&nbsp;modelu Ricardo są dwa kraje: Portugalia i&nbsp;Anglia. Jeden produkuje towar nieprzetworzony (wino), a&nbsp;drugi dobro typu hi-tech (wtedy to było sukno). Portugalia i&nbsp;Anglia zaczynają handlować i&nbsp;wychodzi na to, że i&nbsp;jednemu, i&nbsp;drugiemu się to opłaca. Potem w&nbsp;XX- i&nbsp;XXI- wiecznych modelach zmieniają się tylko typy towarów. Ale ogólne przesłanie pozostaje takie samo. Im więcej wolnego handlu, tym lepiej. Dla wszystkich.</p><p class="tresc">Tyle że w&nbsp;miarę postępów globalizacji zaczęło się pojawiać wiele namacalnych politycznych sygnałów przeczących tej tezie. Ucieczka miejsc pracy do krajów tańszych. Wyścig do dna pod względem standardów socjalnych pomiędzy krajami przyjmującymi i&nbsp;wysyłającymi kapitał. Za zamkniętymi drzwiami pojawiały się bardziej zniuansowane argumenty. Choćby taki, że nie da się powiedzieć, jakoby kraj X dorobił się na liberalizacji. Bo w&nbsp;praktyce znaczyło to raczej, że większość mieszkańców kraju X straciła na liberalizacji, lecz zyski (widoczne w&nbsp;statystykach per capita) zgarniała niewielka mniejszość posiadaczy kapitału w&nbsp;kraju X. Zaczęły się narzekania, że liberalizacja handlu międzynarodowego prowadzi prostą drogą do zniżania standardów ekologicznych w&nbsp;skali świata. I&nbsp;tak dalej.</p><p class="tresc">Oficjalnie i&nbsp;przy włączonych jupiterach miażdżąca większość ekonomistów oraz elit opiniotwórczych mówiła o&nbsp;zbawiennym wpływie dalszej liberalizacji. Jeśli pamiętacie zeszłoroczne przepchnięcie kolanem umowy CETA, to wiecie, że w&nbsp;tym temacie niewiele się zmieniło. A&nbsp;gdy tylko ktoś próbował się temu przeciwstawić, to „gaszono płomień”. Mówiono, że to, co widzi i&nbsp;czego się boi, to wytwór jego chorej wyobraźni. Zarzucano oszołomstwo i&nbsp;nieuctwo. Strach przed nowoczesnością i&nbsp;wstecznictwo. Bo przecież każdy wie, że 2 plus 2 równa się 4.</p><p class="tresc">W&nbsp;ten sposób zamordowane zostało zaufanie. Do ekspertów. Do elit. Do klasy politycznej. Skutki widzimy w&nbsp;wielu krajach zachodnich od paru lat. Może to się jeszcze jakoś sklei. Ale łatwo nie będzie. Pamiętajmy, że tu rozegrała się prawdziwa „Kobra”. </p><p class="wyroznienie">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/1095845,teorie-ekonomiczne-ktore-nie-dzialaja-sprawdz-czy-nie-wierzysz-w-mity.html" title="Teorie ekonomiczne, które nie działają. Sprawdź, czy nie wierzysz w mity">Teorie ekonomiczne, które nie działają. Sprawdź, czy nie wierzysz w mity</a></p> Bąk: Soniczna szczoteczka do zębów jest do... [FELIETON] http://forsal.pl/artykuly/1095970,bak-soniczna-szczoteczka-do-zebow-jest-do-motofelieton-honda-civic-4d.html 2018-01-06T13:32:52Z Producenci różnych przedmiotów robią, co w ich mocy, abyśmy stali się jeszcze bardziej leniwi, niż jesteśmy i wydawali jeszcze więcej pieniędzy na rzeczy, których nie potrzebujemy. Wczoraj dostałem e-maila z ofertą zakupu szczoteczki do zębów. Sonicznej. Wow! „Soniczna szczoteczka do zębów” – to brzmi naprawdę super. Jakby używali jej kosmonauci, Transformersi albo jakby została wynaleziona przez obcą cywilizację. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc">I&#160;w&nbsp;dodatku można ją obsługiwać z&nbsp;poziomu smartfona. Serio. Szorujecie plomby i&nbsp;gapicie się w&nbsp;ekran telefonu, który podpowiada wam, czy w&nbsp;danej sekundzie powinniście skupić swoją uwagę na dolnej prawej trójce czy może górnej lewej siódemce. Przed popełnieniem błędów chronią was czujniki lokalizacji, nacisku i&nbsp;ścierania. Przypominam w&nbsp;tym miejscu nieśmiało, że nie mówimy o&nbsp;najnowszym myśliwcu szturmowym Lockheeda Martina tylko o&nbsp;przyrządzie do dbania o&nbsp;higienę jamy ustnej. Aha... właśnie doczytałem, że główka szczoteczki wykonuje 62 tys. ruchów sonicznych na minutę. Nie do końca rozumiem, czym są te „ruchy soniczne”, ale od razu wyobraziłem sobie króliki...</p><p class="tresc">Gdy to czytałem, autentycznie zaczęła boleć mnie szczęka. A&nbsp;gdy doszedłem do ceny, to opadła na ziemię. 1300 zł! Szczoteczka w&nbsp;cenie laptopa. Za trzy czwarte pensji minimalnej i&nbsp;mniej więcej jedną trzecią średniej krajowej. Chciałbym poznać choć jednego człowieka, który zdecydował się ją kupić i&nbsp;zapytać, co go do tego pchnęło. Brak instynktu samozachowawczego? Chęć bycia orżniętym? Potrzeba wrzucania postępów z&nbsp;mycia zębów na Facebooka? A&nbsp;może liczy, że po śmierci jego szczęka zostanie wystawiona w&nbsp;Muzeum Historii Naturalnej w&nbsp;Nowym Jorku?</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc">Teraz z&nbsp;niecierpliwością czekam na szczotkę do włosów sugerującą, jak należy się czesać, rozpoznającą, kiedy pojawia się łupież i&nbsp;kiedy przydałoby się mycie albo wizyta u&nbsp;fryzjera. Bo przecież gołym okiem nie da się tego rozpoznać. Przydałaby się też gąbka do mycia garów z&nbsp;czujnikiem ruchu i&nbsp;lokalizacji podpowiadająca, jakie ruchy i&nbsp;w&nbsp;którą stronę należy wykonywać, żeby talerz po sadzonym się domył. No i&nbsp;szczotka do zamiatania przypominająca, że z&nbsp;tamtego kąta jeszcze nie uprzątnęliśmy kurzu. Dopóki tego nie zrobimy, powinna po prostu okładać nas po głowie swoją drewnianą – a&nbsp;nie, przepraszam – kevlarową rączką.</p><p class="tresc">Nie da się ukryć, że dzięki postępowi technologicznemu nasze życie w&nbsp;wielu aspektach stało się znacznie prostsze. Problem w&nbsp;tym, że nasza technozachłanność doprowadziła do tego, że procesory i&nbsp;GPS wsadzamy, do czego się da. Nawet jeżeli nie ma to najmniejszego sensu. Niedługo będą nawet w&nbsp;słoikach z&nbsp;ogórkami konserwowymi. A&nbsp;sądząc po cenie masła, to w&nbsp;nim już są. Najbardziej jednak drażni mnie to, że wielu producentów zaczęło przykładać znacznie większą uwagę do technologii kosztem jakości. Ta już zupełnie ich nie interesuje. Doskonale widać to w&nbsp;branży motoryzacyjnej. Na przykład w&nbsp;najnowszej hondzie civic.</p><p class="tresc">Już sam jej wygląd sugeruje, że przyjechała z&nbsp;odległej przyszłości. Zdania na temat jej urody są podzielone. Jedni uważają ją za ciekawą i&nbsp;intrygującą, innym, gdy na nią patrzą, zbiera się na wymioty. Od nikogo jednak nie usłyszałem, że jest po prostu ładna. Jeśli chodzi o&nbsp;mnie, to wersja sedan nawet mi się podoba. Jest inna. Wyróżnia się z&nbsp;tłumu. Jednego możecie być pewni – widząc was w&nbsp;nowym civicu, ludzie na pewno nie uznają was za nudziarzy. Większość pomyśli raczej: „Masz jaja, chłopie, żeby jeździć czymś takim”.</p><p class="tresc">Odwaga przyda się wam również, gdy wsiądziecie do środka. „Tak, dam radę patrzeć codziennie na tę feerię barw ciekłokrystalicznych zegarów! I&nbsp;na grafikę z&nbsp;Nokii 3310”. Naprawdę, gdy zerkniecie na sprzęt multimedialny, który Honda zdecydowała się zainstalować w&nbsp;najnowszym civicu, zaczniecie poważnie zastanawiać się, dlaczego do auta z&nbsp;2017 r. włożono monitor z&nbsp;1983. Wygląda okropnie. Jak doklejony. Podobnie jak elektroniczne zegary. Tak, wiem, że to znak rozpoznawczy wszystkich civiców od czasów słynnego „ufo”, ale na litość boską – do ich zaprojektowania w&nbsp;najnowszej wersji trzeba było zatrudnić jakiegoś wykształconego technoartystę, a&nbsp;nie pięciolatka z&nbsp;zezem! Z&nbsp;kolei do wykonania wnętrza trzeba było wziąć Niemców – oni wiedzą, jakich materiałów używać, by było przyjemnie, i&nbsp;czym je ze sobą skręcać, by wszystko trzymało się kupy. Japończycy mają z&nbsp;tym problem. Boczki drzwi w&nbsp;civicu zrobione są z&nbsp;dykty, a&nbsp;konsola środkowa jest tak twarda i&nbsp;w&nbsp;dodatku źle wyprofilowana, że po tygodniu walenia w&nbsp;nią prawym kolanem zacząłem kuleć. Do tego dochodzą irytujące rzeczy, jak to, że bagażnik można otworzyć tylko z&nbsp;wnętrza pojazdu albo z&nbsp;kluczyka. Na samej klapie nie ma żadnego przycisku do tego celu.</p><p class="tresc">Na szczęście sam bagażnik w&nbsp;sedanie imponuje pojemnością (ma prawie 520 l), a&nbsp;wnętrze jest przestronne. Rodziny 2+2 będą więcej niż zadowolone. Uczciwie muszę też przyznać, że fotele są bardzo wygodne, a&nbsp;samochód świetnie wyciszony – podczas jazdy ze stałą autostradową prędkością słychać wyłącznie lekki szum wiatru. Żaden z&nbsp;tych plusów nie zmienia jednak tego, że wnętrze nowego civica kompletnie mi nie odpowiada. Sprawia wrażenie, jakby Japończycy nie mieli pomysłu, jak je zaprojektować, i&nbsp;pieniędzy, żeby je porządnie wykonać. I&nbsp;nawet wiem, czemu tak jest – bo cały swój czas, środki i&nbsp;siły Honda poświęciła na zrobienie zawieszenia, silnika, układu kierowniczego i&nbsp;skrzyni biegów do nowego civica.</p><p class="tresc">Wsiadając do niego i&nbsp;mając w&nbsp;pamięci doświadczenia z&nbsp;jazdy benzynowymi hondami z&nbsp;przeszłości, nie spodziewałem się absolutnie niczego dobrego. Szczerze mówiąc, to byłem przygotowany na żenujące osiągi połączone z&nbsp;odgłosami wiertarki udarowej dobywające się spod maski. Latami zastanawiałem się, kto kupuje te okropne silniki wolnossące, które dają oznaki życia dopiero wtedy, gdy rozkręci się je w&nbsp;okolice 6 tys. obrotów. Ja rozumiem, że były żywotne i&nbsp;bezawaryjne. Ale to tak, jakby dożyć 100 lat w&nbsp;zdrowiu, nie ruszając się z&nbsp;fotela. To po prostu nudne.</p><p class="tresc">Zdaję sobie sprawę, że ludzie, dla których logo z&nbsp;literą „H” jest odpowiednikiem obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, zasugerują po tym, co zaraz napiszę, że mój dom ulegnie spaleniu, ale... nowy turbodoładowany silnik 1.5 w&nbsp;civicu jest rewelacyjny (tak, dla fanów Hondy to wada). Pod każdym względem. Bardzo elastyczny, bardzo dynamiczny, cichy i&nbsp;ekonomiczny. Przepisowa jazda autostradą daje wynik na poziomie 6 litrów, w&nbsp;mieście można zmieścić się w&nbsp;8. Świetnie jak na 182 konie i&nbsp;przyspieszenie do setki w&nbsp;około 8 sekund! Tylko czasami, np. podczas dynamicznego ruszania na mokrej nawierzchni, pojawiają się problemy z&nbsp;trakcją na przedniej osi.</p><p class="tresc">Skrzynia biegów też jest bardzo dobra. Ta sześciobiegowa manualna. Bo opcjonalny automat bezstopniowy jest – sam nie wierzę, że to piszę – jeszcze lepszy! To pierwsza tego typu skrzynia, która nie sprawia, że silnik brzmi, jakby ktoś zamontował go bezpośrednio w&nbsp;waszym uchu środkowym. Działa gładko, płynnie i&nbsp;ze względu na charakterystykę silnika (wysoki moment obrotowy od niskich obrotów) sprawdza się z&nbsp;tym motorem lepiej niż manual – po prostu wygodniej i&nbsp;łatwiej się rusza. A&nbsp;dopłata wynosi bardzo rozsądne 5 tys. zł.</p><p class="tresc">Wszystko to w&nbsp;połączeniu z&nbsp;mięsistym zawieszeniem i&nbsp;bezpośrednim układem kierowniczym sprawia, że jazda civikiem daje sporo przyjemności. Siedząc za jego kierownicą, człowiek ma poczucie, że nie prowadzi zwykłego, nudnego kompaktu z&nbsp;dorobionym plecakiem, tylko coś innego, lepszego, szybszego. O&nbsp;ile pod względem wnętrza ten samochód kompletnie mi nie odpowiada, to bardzo, bardzo, bardzo podoba mi się to, jak jeździ. I&nbsp;ma bardzo dobrą cenę. Duży sedan, 182 konie, porządne wyposażenie (automatyczna klimatyzacja, asystenci bezpieczeństwa łącznie z&nbsp;awaryjnym hamowaniem i&nbsp;asystentem pasa ruchu, podgrzewane fotele, światła LED etc.) za 90 tys. zł. To po prostu bardzo dobrze wydane pieniądze. W&nbsp;przeciwieństwie do zaawansowanej sonicznej szczoteczki do zębów, która w&nbsp;rzeczywistości jest do sami wiecie czego. </p><p class="tresc"><a href="http://forsal.pl/motoforsal/motofelieton">Więcej motofelietonów Łukasza Bąka przeczytasz TUTAJ</a></p>