– Firma podaje nierzetelne dane tak, by nie można było sprawdzić, ile oraz jakie odpady przywozi i wywozi. Prowadziła nielegalną działalność przetwarzania odpadów – mówi DGP Jerzy Kopyczok, zastępca śląskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. Do takich wniosków doprowadziła kontrola zakończona w maju br. przez katowicki inspektorat.

Wczoraj ujawniliśmy, że siemianowicki Geran, kupujący żużel poołowiowy od należącej do KGHM Huty Miedzi Głogów, magazynuje go w dawnej fabryce domów na obrzeżach miasta w sąsiedztwie pól uprawnych. A ciężarówki przewożące odpady pylą na potęgę, co okoliczni mieszkańcy zgłaszali na policję. Kontrole dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i głogowskiego starostwa wykazały nieprawidłowości w działalności firmy. Między innymi w sposobie magazynowania i ewidencji odpadów. Po naszym tekście WIOŚ we Wrocławiu zapowiedział kontrolę interwencyjną. Miałaby się odbyć – jak mówi Mariusz Wojewódka, zastępca wojewódzkiego inspektora, w IV kw. tego roku. Zbadane mają zostać też próbki gruntu w sąsiedztwie placu, ale jak podkreśla Wojewódka, trudno będzie wykazać, czy stężenia metali ciężkich to efekt działalności Geranu czy pobliskiej huty.

Specjaliści, którym pokazaliśmy wyniki badania składu żużla z Głogowa, zwracają uwagę na ogromne stężenia metali ciężkich (ołowiu, kadmu, ale i arsenu, o którego rekordowych stężeniach w Głogowie piszemy od lutego). – Tego typu odpad może stanowić zagrożenie ze względu na emisję pyłów, które mogą zostać wchłonięte przez ludzi. Ważne są zabezpieczenia na etapie transportu i magazynowania – podkreślają geolodzy i chemicy. A co ze skażeniem wody? Na głogowskim placu spłukiwane zanieczyszczenia wpadają do studzienki. Co dzieje się z nimi później? W wodociągach ustaliliśmy, że to nie ich obszar, zostaje więc kanał deszczowy. Na pytania gdzie się kończy i jak jest zabezpieczony, starostwo nie potrafiło odpowiedzieć.

Żużel poołowiowy kupowany przez Geran trafia też do Siemianowic Śląskich na ul. Towarową. Śląski WIOŚ w porozumieniu z dolnośląskim prowadził tam kontrolę od marca do maja br. (dolnośląski kontrolował głogowski magazyn w 2016 i 2017 r.). Lista nieprawidłowości jest długa. Kontrolerzy odkryli, że na terenie strefy przemysłowej, w jednym z budynków firma poddaje niebezpieczne odpady odzyskowi bez zezwolenia.Procesy technologiczne prowadzone były w zamkniętej hali produkcyjno-magazynowej, a Geran nie przedstawił żadnego dokumentu potwierdzającego możliwości użytkowania obiektu. Kontrolerów zaniepokoiło także to, że spółka nie przekazywała do urzędu marszałkowskiego danych o rodzaju i ilościach odpadów, sposobie gospodarowania nimi, a także o instalacjach i urządzeniach do odzysku. Jak mówi Kopyczok – rzetelna ewidencja służy temu, żeby móc monitorować, co się dzieje z odpadami. Zwłaszcza niebezpiecznymi, jak żużel poołowiowy.

Podczas śląskiej kontroli zarzucono spółce – podobnie jak w Głogowie – że sposób przechowywania odpadów był nieodpowiedni. Zostało wszczęte postępowanie administracyjne w celu wymierzenia kary pieniężnej. Sprawą ma się też zająć śląski urząd marszałkowski.

W obszernej korespondencji Geran zapewnia, że w Głogowie wszystko odbywa się zgodnie ze sztuką, a zarzuty dotyczące m.in. pylących ciężarówek są nieprawdziwe, bo auta są plandekowane. Wczoraj dzwoniliśmy do firmy, chcąc spytać o wynik kontroli WIOŚ w Siemianowicach. Bezskutecznie. Wysłaliśmy pytania. Czekamy na odpowiedź.

>>> Czytaj też: Kolejne otwarcie na pracowników z zagranicy. Rząd chce sprowadzić Filipińczyków