Rachunek ten nie uwzględnia kosztów zewnętrznych, ponoszonych m.in. na ochronę zdrowia w związku z emisjami spalin z bloków węglowych. Gdyby je wziąć pod uwagę, rachunek rośnie do 1045 zł na osobę rocznie.

Autorzy raportu „Ukryty rachunek za węgiel 2017”, który zaprezentowany zostanie dzisiaj, zwracają uwagę, że z kwoty 239 zł płacone przez nas rachunki za energię stanowiły tylko 53 zł. Większość, bo aż blisko 187 zł, górnictwo i energetyka węglowa dostały z sektora finansów publicznych. Podczas gdy dopłaty do odnawialnych źródeł energii (OZE) wynoszą nieco ponad 40 zł i niemal w całości opłacane są w rachunkach.

Dla porównania w 2012 r. każdy z nas wsparł górnictwo i elektroenergetykę węglową kwotą 233 zł (1233 zł z kosztami zewnętrznymi), a subsydia na OZE wyniosły 79 zł.

Autorzy raportu ostrzegają, że utrzymanie obecnego kursu polskiej polityki energetycznej może doprowadzić do wpompowania w te branże ponad 150 mld zł do 2030 r. Podczas gdy w latach 1990–2016 było to 81 mld zł.

Taki rodzaj wspierania przez państwo górnictwa jest – jak wynika z raportu – szczególnie ryzykowny, bo nie wyznaczono perspektywy jego zakończenia. W przeciwieństwie na przykład do zatwierdzanych przez Komisję Europejską jawnych programów pomocowych na łagodzenie skutków zamykania nierentownych kopalń (Polska dostała zgodę, by wydać na to 8 mld zł do końca 2018 r.).

NIK w niedawnym raporcie zwróciła uwagę nie tylko na miliardy wpompowane w górnictwo (zarówno dopłaty, jak i koszty wcześniejszych emerytur), lecz także na miliardy, które ten sektor wpłacił do budżetu państwa i gmin. Rachunek wyszedł mniej więcej na zero.

– Nie ma większego sensu porównywanie dotacji dla górnictwa z wpłatami sektora do budżetu. Każda branża płaci podatki, a górnictwo wcale nie mierzy się z przesadnym ciężarem podatkowym – mówi DGP Aleksander Śniegocki, kierownik projektu „Energia i Klimat” w WiseEuropa, współautor opracowania. – Gdyby każda branża stwierdziła, że wszystko jest w porządku dopóki wychodzi na zero względem budżetu państwa, to zabrakłoby pieniędzy na finansowanie usług publicznych i transferów społecznych – dodaje.

Zdaniem autorów opracowania wyższe subsydia dla energetyki węglowej i górnictwa wynikają przede wszystkim z konieczności modernizacji bloków energetycznych. Najstarsze elektrownie trzeba będzie dostosować do unijnych wymogów, np. emisji związków siarki i azotu, instalując specjalne filtry. Ponadto w ubiegłych latach wprowadzono wynagradzanie za rezerwę zimną (dotyczy starszych bloków, które nie działają już na co dzień), włączaną w razie potrzeby. To przejściowe rozwiązanie ma zastąpić wprowadzenie rynku mocy (opłata nie tylko za produkcję energii, ale i za gotowość do jej wytworzenia w szczycie zapotrzebowania). Według resortu środowiska ma to kosztować ok. 3 mld zł rocznie. Na ten mechanizm musi się jeszcze zgodzić Komisja Europejska.

– Analiza pokazuje, że stabilność systemu można zapewnić, kierując fundusze do energetyki odnawialnej, na systemy zarządzania i oszczędzania energią. Projektowany przez rząd rynek mocy może prowadzić do utrzymywania nieopłacalnej energetyki węglowej – mówi DGP Anna Ogniewska, koordynatorka kampanii Klimat i Energia w Greenpeace Polska.

>>> Czytaj także: Amerykański dylemat węglowy. USA też dotują kopalnie