Widać to po ruchach brytyjskiego Tesco, które na początku czerwca poinformowało o likwidacji dziewięciu placówek. Z naszych informacji wynika, że na tym się nie skończy – Zmniejszana jest też powierzchnia hipermarketów – mówi Michał Sikora z Tesco Polska.

Wygospodarowane w ten sposób lokale są wynajmowane m.in. sieciom H&M i TK Maxx. Eksperci z branży handlowej potwierdzają, że trudności przeżywają wszyscy ci, którzy postawili na duże miasta.

Tłok w wielkich miastach

Najgorsza sytuacja jest w miejscach, w których blisko siebie działają więcej niż trzy duże sklepy różnych marek, a liczba mieszkańców na kilometr kwadratowy nie przekracza 10 tys.

Sklepy likwiduje więc też Biedronka – w 2016 r. 28 sklepów, czy Carrefour – 6. Z tej grupy Tesco jest jednak najbliżej powtórzenia scenariusza, jaki przeżyły kilka lat temu francuski Géant czy niemiecki Real. Ich właściciele wyszli z polskiego rynku, sprzedając sklepy konkurencji.

– Tesco słynie z wolnostojących hipermarketów. A te radzą sobie teraz najgorzej. Z podobnym problemem musi zmierzyć się Auchan, który po tym jak przejął Real, stał się posiadaczem właśnie takich sklepów – komentuje Bartosz Bolecki z firmy analitycznej PMR.

Badania PMR potwierdzają, że duże sklepy, typu super- i hipermarket przeżywają załamanie. Ubiegły rok był pierwszym, w którym liczba supermarketów spadła do 4905 z 4960 w roku 2015. Przyczyniło się do tego m.in. bankructwo Almy i MarcPolu. Wiele wskazuje na to, że jeśli nie w tym roku, to w kolejnym mogą do nich dołączyć hipermarkety. Ich rozwój znacząco wyhamował. W 2016 r. powstały zaledwie cztery takie sklepy – w latach poprzednich ich sieć rosła pięć razy szybciej.

– Kres w rozwoju hipermarketów w Polsce to naturalna kolej rzeczy. Ten format już nie przyciąga konsumentów. Szczyt ich popularności przypadał na lata 90., kiedy nie było dla nich konkurencji, a ich skala i asortyment towarów robiły na Polakach duże wrażenie. Jednak urosła im zróżnicowana konkurencja – mówi Tomasz Sokołowski, analityk DM BZ WBK.

O ile konkurencja nie jest na rękę sieciom, które mają ograniczone pole do podwyższania cen, to na pewno sprzyja konsumentom. Stałym elementem polityki cenowej sieci są promocje. Maleją też różnice w poziomach cen między różnymi formatami sklepów. To spowodowało powrót konsumentów do mniejszych placówek blisko domu czy pracy. I to właśnie ten segment handlu spożywczego rozwija się teraz najmocniej. Małych, osiedlowych placówek przybyło w 2016 r. ponad 1 tys. O tym, że warto postawić na małe sklepy, przekonał się m.in. Carrefour, który jeszcze w 2010 r. był wymieniany wśród sieci, które znikną z rynku. Ratunek firma znalazła we franczyzowych marketach osiedlowych. Podobny kierunek obierają kolejne sieci. Przykładem jest E.Leclerc, kojarzony raczej z dużymi, liczącymi kilka tysięcy mkw. marketami. Dziś otwiera też takie o wielkości 1 tys. mkw.

Handlowcy idą na zakupy

To nie uchroni branży przed dalszą konsolidacją. Eksperci wskazują, że rentowność sieci spożywczych nie jest na tyle wysoka, aby przy takim poziomie konkurencji wszyscy byli w stanie utrzymać się na rynku. Dla przykładu rentowność netto segmentu detalicznego w grupie Emperia, który obejmuje sieć Stokrotka, w 2016 r. wyniosła 0,35 proc. W Dino – ok. 4,5 proc.

>>>Czytaj więcej: Przybywa ludności na Starym Kontynencie, ale wzrost napędzany jest migracją

– Będziemy zmierzali w kierunku modelu, w którym kilka podmiotów będzie kontrolowało kilka modeli handlowych pod różnymi markami – ocenia analityk DM BZ WBK. Zaznacza, że przejmowanie rynku przez kilka dużych wielkoformatowych podmiotów jeszcze potrwa, bo wciąż 40–50 proc. detalicznego handlu spożywczego opiera się na małych tradycyjnych sklepach.

Eksperci oczekują jednocześnie, że rodzime sieci będą nie tylko celem przejęć, lecz także będą aktywne jako przejmujący.

– Mamy już takie, których przychody sięgają od 1 do 3,5 mld zł. Mowa m.in. o Piotrze i Pawle, Stokrotce, Milo, czy Polomarkecie. To sprawia, że coraz chętniej mówią one o rozwoju przez akwizycje, co ma im pomóc przetrwać w starciu z coraz bardziej agresywnymi dyskontami – tłumaczy Bartosz Bolecki. ⒸⓅ