W czwartkowym programie "Warto rozmawiać" w TVP 1 uczestniczyli m.in. przedstawiciele branży futrzarskiej, obrońcy zwierząt, politycy i publicyści.

Późnym wieczorem, po emisji programu Czabański napisał na Twitterze: "Otóż, tak rozmawiać nie warto. Program zmanipulowany przez prowadzącego na rzecz lobbystów hodowców norek. To widać, to czuć". Dodał, że poprosi prezesa TVP Jacka Kurskiego o wyjaśnienia. "Tak nie może wyglądać debata publiczna" - podkreślił.

„Mój główny zarzut do programu +Warto rozmawiać+ Jana Pospieszalskiego o hodowli norek sprowadza się do tego, że prowadzący zamiast wcielić się w rolę moderatora, który na wstępie przedstawia merytorycznie istotę sporu, wystąpił w sposób stronniczy, nakręcając na wstępie emocje, a później pozwalając na to, by w sposób dominujący wybrzmiał głos hodowców norek” – powiedział w piątek przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański.

Zdaniem Czabańskiego inaczej, niż sugerował prowadzący „Warto rozmawiać”, „w kwestii ferm norek nie mamy do czynienia ze sporem posłów-projektodawców z hodowcami”. „Projektodawcy próbują uregulować konflikt, który istnieje na trzech głównych płaszczyznach: społecznej, ekonomicznej i cywilizacyjnej” – stwierdził.

Rozwijając ten wątek, Czabański powiedział, że „hodowcy norek prowadząc swoją działalność de facto dewastują życie wielu dziesiątków tysięcy ludzi w Polsce. Ziemia mieszkańców, którzy żyją na terenach sąsiadujących z fermami traci nawet kilkukrotnie na wartości; nikt nie chce się tam osiedlać, a ci, którzy mają trochę energii, głównie ludzie młodzi, uciekają z tych miejsc. Żyjący w okolicach ferm nie otwierają okien, bo wokół unosi się smród. Następuje społeczna i ekonomiczna degradacja miejscowości sąsiadujących z fermami”.

„Ale jest także i obszar, od którego być może należałoby w ogóle zacząć tę dyskusję. Otóż hodowla norek jest w konflikcie z zachodnimi wartościami cywilizacyjnymi. Na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego futra są wyłącznie fanaberią ludzi bogatych, i to nawet nieszczególnie bogatych Polaków, bo trafiają one głównie na kierunek wschodni, do Rosji i Chin” – wyjaśnił poseł PiS. „Nikt nie jest hipokrytą i nie ma mowy o ukrywaniu, że hodujemy zwierzęta dla celów spożywczych. To jednak musimy robić, a takiego musu nie ma w przypadku hodowli zwierząt na futra. Przy czym w przypadku hodowli dla celów spożywczych musimy się starać – i taki cel przyświeca też projektodawcom – by warunki bytowania i oboju takich zwierząt były możliwie humanitarne” – zastrzegł Czabański.

Jak stwierdził przewodniczący RMN, „pozwalając na hodowlę zwierząt futerkowych przyzwalamy na to, by na krzywdzie zwierząt bogaciła się pewna wąska, choć przebojowa i krzykliwa grupa ludzi, i tym samym wychodzimy na okrutników”.

„Połóżmy z jednej strony na szali zyski hodowców, ich prywatne zyski, z których budżet państwa nie ma zbyt wiele, a z drugiej strony cierpienie zwierząt oraz degradację społeczności i środowiska – wydaje się, że rachunek liczony z nastawieniem na interes publiczny jest tutaj oczywisty” – podkreślił Czabański.

Jako przykład kraju, który właśnie w ten sposób postąpił z przemysłem futrzarskim wskazał Holandię, która wprowadziła prawo, które zacznie działać w 2024 roku i całkowicie zdelegalizuje hodowlę zwierząt futerkowych.

Odnosząc się dalej do programu „Warto rozmawiać”, Czabański wskazał, że przedstawiciele branży futrzarskiej zostali w nim przedstawieni w sposób nierzetelny, wprowadzający widza w błąd.

„Na przykład pojawił się w programie pana Pospieszalskiego szyld Instytutu Gospodarki Rolnej. Trzeba wprost powiedzieć, że ten instytut nie ma nic wspólnego z naukowym badaniem rolnictwa w Polsce. Jest to instytut, który został powołany po to, by bronić hodowli norek. Szkoda, że nie nazywa się +Instytutem na Rzecz Obrony Interesów Branży Futrzarskiej+, wtedy wszystko byłoby jasne” – tłumaczył szef RMN.

Jak zastrzegł, „nie chodzi o to, by ci ludzie nie mieli głosu, tylko o to, by występowali z otwartą przyłbicą”.

„Przy czym problem nie dotyczy tylko tego programu. Na portalu wpolityce.pl ukazał się wywiad z prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej i nie ma tam ani słowa wyjaśnienia, z jaką instytucją mamy do czynienia. Tworzy się wrażenie rozmowy z naukowcem, obiektywnym ekspertem” – tłumaczył.

Mówiąc o bardzo dużej sile przebicia środowiska hodowców zwierząt futerkowych Czabański wskazał m.in. fakt wykreślenia z listy zwierząt inwazyjnych norek amerykańskich. „Ludzie ci mieli duży posłuch w gremiach polityczno-decyzyjnych za czasów poprzednich rządów” – mówił.

„Ale, jak widać, potrafią odnaleźć się także w mediach prawicowych. Można tu też wskazać fakt ukazania się w Gazecie Polskiej Codziennie wkładki reklamowej branży futrzarskiej. Nie należy zarabiać na tych, którzy czerpią zyski z krzywdy zwierząt” – dodał Czabański.

Jako przykład niedopuszczalnego nacisku na posłów-projektodawców wskazał zgłoszenie do ABW, którego autorami byli posłowie Kukiz`15.

„Słyszę pod swoim adresem zarzuty, że występuję jako rzecznik zewnętrznych, wrogich branży futrzarskiej sił. To aberracja, próba zastraszenia posłów” – oburzał się Czabański.

Chodzi tu o argument obrońców hodowli, zgodnie z którym za próbą zamknięcia branży futrzarskiej stoi interes branży utylizacyjnej. Zwierzęta futerkowe są karmione karmą z odpadów biologicznych; w przypadku delegalizacji hodowli te odpady musiałyby być utylizowane, co miałoby zwiększyć zyski firm zajmujących się tą działalnością.

Zdaniem Czabańskiego nieprawdziwa była sugestia w czasie programu, że odbyła się komisja rolnictwa poświęcona sprawie projektu ustawy o ochronie zwierząt.

„Nie mogła się do niego odnosić, bo ten projekt nie jest jeszcze procedowany. A na komisję, o której była mowa, nikt z projektodawców nie został zaproszony” – stwierdził.

"Właściwie jedynym jasnym punktem programu było zaproszenie przedstawicieli mieszkańców pokrzywdzonych przez fermy. Szkoda tylko, że ich obecność została wpleciona w tendencyjną narrację prowadzącego" - mówił poseł.

Pytany o swoją zapowiedź zwrócenia się w sprawie programu „Warto rozmawiać” do prezesa TVP Jacka Kurskiego, Krzysztof Czabański powiedział, że „nie ma tu mowy o żadnym, jakby niektórzy chcieli, ręcznym sterowaniu”. „Jako Rada Mediów Narodowych jesteśmy zobligowani do śledzenia spraw programowych w mediach narodowych” – wyjaśnił.

„Jedna strona dyskusji była traktowana przez prowadzącego z większą atencją i miała większe możliwości wypowiedzenia się. Ale jest też inny aspekt tej manipulacji, związany z uruchomieniem emocji i fałszywym przedstawieniem istoty sporu jako sporu posłów i hodowców. To nieprawda” – mówił Czabański.

„Analiza tego programu może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy o jakości publicystyki w całej Telewizji Polskiej” – zakończył szef RMN.

autor: Jakub Pilarek

edytor: Tomasz Grodecki