Przede wszystkim musi pachnieć tym, czym jest. Poza tym – już po pierwszym kęsie czuć sok. W tych nafaszerowanych chemią od razu wyczuwa się wodę – Sławek Serwach tłumaczy, jak w najprostszy sposób odróżnić prawdziwe warzywa od tych uprawianych na skalę przemysłową.

Jego gospodarstwo ekologiczne certyfikat zdobyło w 1994 r. Prowadzi je w Pacynie w woj. mazowieckim. Pracuje razem z rodziną. W ofercie ma „warzywa od A do Z”. – Są buraki, cukinia, dynia, jarmuż, kalarepa, pory. Latem pomidory, sałata i oczywiście ziemniaki. Nie mam tylko selera, bo jakoś mi jego uprawa nie wychodzi – przyznaje. Jesienią i zimą jego klienci mogą też kupić kiszonki.

Z tych z kolei słynie gospodarstwo Mirosława Barczaka w miejscowości Cedry Wielkie na Żuławach Wiślanych. Poza klasykami, takimi jak kwaszona kapusta czy ogórki, słynie z kiszonych surówek, pomidorków koktajlowych z dodatkiem pepperoni oraz wszelkiego rodzaju przetworów, w tym dżemów, przecierów i soków z dyni hokkaido. – Te ostatnie są dobre do drinków – podpowiada. Mirek mówi mało, więcej pisze. Na Facebooku tłumaczy: „Czerwona kapusta niestety jest niedoceniana, a ma tak wiele cennych właściwości”, „Powinniśmy dalej sprzątać z pola resztę warzyw, ale intensywnie kisimy, bo klienci robią się jacyś nerwowi”, „Zamiast wydawać dużo pieniędzy na różne cudowne owoce, zioła, miody może lepiej kilka złotych na to, co mamy pod ręką”. Pod tym ostatnim wpisem Mirek dodał zdjęcie soku z buraka. Poza ciekawostkami dotyczącymi zdrowia i diet informuje w sieci o kolejnych dostawach, tłumaczy, dlaczego czegoś zabraknie albo dlaczego coś kosztuje więcej. – Moje gospodarstwo to 5,42 ha. Jest jednym z pierwszych 176 gospodarstw ekologicznych w Polsce. To, co wytwarzam, było wielokrotnie badane pod kątem metali ciężkich czy azotanów. Nigdy nic nie wykryto – mówi z dumą.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym magazynie Dziennika Gazety Prawnej.

>>> Czytaj też: Jabłka dwa razy droższe niż przed rokiem. Niektóre są już w cenie mandarynek