W jakim stopniu wyższy wkład własny wpłynie na rynek nieruchomości?

Z pewnością spowoduje lekkie obniżenie zainteresowania. Na razie wysokość wkładu własnego nie była problematyczna, ale jego poziom urośnie do 10 proc., a później 15 proc. i 20 proc. i będzie stanowił ogromne wyzwanie, zwłaszcza dla młodych ludzi. Jeśli przyjmiemy, że średnia wysokość kredytu oscyluje wokół 200 tys. złotych, kredytobiorca już na starcie będzie musiał uzbierać 20 tysięcy, a w perspektywie 3 lat, nawet 40 tysięcy.

Czy wobec tego klienci częściej będą sięgali po gotówkę?

Trudno powiedzieć, bo jeśli ludzi nie stać na wkład własny, to analogicznie nie będzie ich stać na zakup mieszkania z własnych oszczędności. Przyznaję jednak, że w ostatnich trzech kwartałach liczba inwestycji kupowanych za gotówkę wzrosła.

Dlaczego?

Ludzie widzą, że rentowność lokat i polisolokat jest na tyle nieatrakcyjna, że wolą inwestować w mieszkania. Kwota z wynajmu spłaca kredyt, a my w każdej chwili mamy możliwość spieniężenia naszej inwestycji.

Wyższy wkład odbije się na cenach?

Nic na to nie wskazuje. W kilku ostatnich kwartałach regularnie rośnie liczba zezwoleń i rozpoczynanych budów uzyskiwanych przez deweloperów. To wskazuje, że podaż utrzyma się na stabilnym poziomie, a wraz z nią – ceny.

Na rynku wtórnym też będzie stabilnie?

Tak, tym bardziej, że w ostatnich miesiącach ceny w tym sektorze wyraźnie spadły. W najbliższym okresie spodziewamy się podtrzymania obecnego poziomu.

Jakie mieszkania deweloperzy budują teraz najchętniej? Logika podpowiada, że skoro nabywcy mają problemy ze środkami, to wielkość metrażu także powinna maleć.

I tak się dzieje. Taki trend zauważamy od dłuższego czasu i nic nie wskazuje na to, by coś miało go przerwać. Nabywcy minimalizują koszty i szukają jak najmniejszego metrażu, który spełni ich oczekiwania. Z konieczności wiele osób kupuje bardzo małe „dwójki” lub kawalerki. Zauważają to deweloperzy i jeśli przyjrzymy się ich ofertom, zobaczymy, że takich mieszkań jest w ofercie bardzo dużo.

A czy nie jest tak, że od zakupu mieszkania odstraszają ciągle zmieniające się przepisy?

Klarowność i długoterminowość zasad zakupu mieszkania to podstawa i w tej materii faktycznie jest problem. To najważniejszy wydatek w życiu, często planowany w momencie, gdy przepisy są zupełnie inne, niż w momencie zakupu.

Do tego dochodzą nowe programy, które nie rozwiązują sprawy. „MdM” poniósł klęskę. Jaki jest sens wdrażania takich projektów?

Do „MDM-u” od początku podchodziliśmy sceptycznie. To było awaryjne rozwiązanie przygotowane przez ministerstwo, często niezrozumiałe i nie do końca opłacalne dla nabywców. Rozwiązanie problemu zakupu mieszkań jest zupełnie inne. 

>>> Polecamy: NBP miażdży MdM: to wsparcie sektora deweloperskiego, a nie realizacja celów społecznych

A mianowicie?

Podstawa to budowanie długoterminowego kapitału. W kilku krajach Europy Środkowo-Wschodniej wprowadzono kasy budowlane, które sprawdzają się znakomicie. Państwo zachęca obywateli do oszczędzania poprzez dopłaty do środków, które udało się już odłożyć. W tej sytuacji, zdecydowanie łatwiej byłoby uzbierać chociażby na wkład własny, bez konieczności papierologii i corocznego zapoznawania się z nowymi programami.

Na hasło przewodnie wybija się „stabilizacja”. Czy istnieją w takim razie jakiekolwiek zagrożenia dla rynku nieruchomości?

Zaniepokojenie budzą zasady odchodzenia od konieczności uzyskiwania pozwoleń budowlanych. Taka praktyka ma sens w krajach, gdzie plany zagospodarowania przestrzennego są oczywiste i wiążące. U nas może to doprowadzić do budowlanej samowolki i licznych sporów wynikających z tego tytułu.

>>> Czytaj też: Deweloperzy budują najmniejsze mieszkania od 2006 roku

Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, wiceprezes zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji