Minister energii Krzysztof Tchórzewski podkreślił, że coraz więcej spraw udaje się regulować wspólnie w ramach Unii Europejskiej, jednak nie wszystkie kraje mają równe szanse. – Polska w struktury europejskie włączyła się stosunkowo niedawno, a walkę o bezpieczeństwo energetyczne podjęła po 1989 r. – przypomniał minister. – Wtedy, kiedy zachodnia Europa realizowała plan Marshalla, ZSRR, które decydowało o losach bloku wschodniego, podarowało elektrownię jądrową Czechom i Litwinom, a krnąbrnej Polsce zafundowało nieenergooszczędny Pałac Kultury i Nauki – dodał. W jego ocenie, traktowanie nas teraz na równi z innymi krajami europejskimi nie jest do końca uczciwe, bo my mamy ogromny dystans do nadrobienia.

Tchórzewski zapewnił, że Polska chce mieć energetykę opartą na odnawialnych źródłach energii. Ale jesteśmy dużo biedniejsi niż pozostali członkowie Wspólnoty. – Przedsięwzięcia energetyczne są ogromnymi wyzwaniami inwestycyjnymi – stwierdził minister. – Podzielamy troskę o bezpieczeństwo energetyczne i chcemy aby nam wszystkim było dobrze. Pytanie jednak brzmi: Jakim wysiłkiem finansowym i ekonomicznym jesteśmy w stanie zrealizować ambitne zamierzenia Unii dotyczące OZE? Przypomniał, że wspólnota najpierw apelowała, aby OZE pokrywało 27 proc. zapotrzebowania na energię, a teraz mówi się już o 35 proc. – Mam nadzieję, że podzielimy się odpowiedzialnością za bezpieczeństwo energetyczne – zaznaczył Tchórzewski.

Polityka i zyski

Problem jest o tyle ważny, że firmy z branży energetycznej mają nierzadko twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony akcjonariusze oczekują od nich maksymalizacji zysku, a z drugiej państwo, które często kontroluje te spółki poprzez większościowy pakiet udziałów lub posiada udział mniejszościowy, chciałoby realizować misję bezpieczeństwa dostaw energii.

– Walkę ze smogiem możemy traktować jak inwestycję w zdrowie, z drugiej strony jednak, dopóki nie będziemy mogli postawić na OZE, nie możemy pozbyć się konwencjonalnych źródeł energii – wyjaśnił minister. – Dla nas sposobem na to wyrównanie jest rynek mocy, rozwiązuje on problem rezerwy dla OZE i umożliwia szersze ich rozpowszechnienie.

Podobnego zdania był minister energii Litwy Żygimantas Vaiciunas, który stwierdził, że każde państwo Unii boryka się z własnymi problemami i ma własne wyzwania. – Potrzebne jest ujednolicenie uregulowań, tym bardziej że w państwach postsowieckich sporo regulacji pochodzi jeszcze z tamtych czasów – przyznał minister.

Przedstawiciel Parlamentu Europejskiego Claude Turmes, reprezentujący Partię Zielonych, zaznaczył, że cała Unia pracuje nad zniwelowaniem różnic, udało się już obniżyć koszty technologii OZE, tak więc i Polska, i Litwa, budując takie źródła energii, zapłacą mniej. – Dziś sporo innowacji pochodzi z krajów byłego bloku wschodniego. Macie dobry biznes – zauważył Turmes. – Jestem optymistą i myślę, że możecie odegrać pozytywną rolę w przyszłości w rozwiązywaniu problemów energetycznych w Europie.

Atomu nie udźwignie prywatna firma

Prezes PGE Henryk Baranowski zaznaczył, że w jego firmie część bloków wytwarzających energię osiągnęła już taki wiek, że wkrótce będą musiały zostać wyłączone. – A co z zapewnieniem ciągłości dostaw? – pytał. – Dlatego też podjęliśmy decyzję o realizacji dużych przedsięwzięć inwestycyjnych takich jak Opole czy Turów. Liczymy się też z problemem, jakim jest cena, bo ta ma znaczenie zarówno dla klientów, jak i dla gospodarki – dodał Baranowski. W jego ocenie branża musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki kierunek obrać. PGE już dwa lata temu ogłosiła, że ma trzy obszary strategiczne: atom, co najmniej dwa bloki gazowe i energetykę morską.

Z kolei prezes CEZ Polska Bohdana Horáčková odniosła się do słów ministra Tchórzewskiego i zaznaczyła, że pierwszą elektrownię może i Czesi dostali od Rosjan, ale drugą już postawili sami. – Dziś jesteśmy bardzo dobrze zdywersyfikowani, 30 proc. zapotrzebowania na energię pokrywa nam atom, mamy energię odnawialną i z gazu – wyliczyła. – Teraz stoimy przed decyzją dotyczącą zmiany miksu energetycznego. Pod koniec lat 20. zaczniemy zamykać elektrownie węglowe, a w 2035 r. zniknie połowa mocy naszego atomu – dodała. Co w zamian? Elektrownie wiatrowe raczej odpadają, podobnie wykorzystanie energii słonecznej. Na atom Czesi w całości postawić nie mogą, bo akcjonariusze nie zdecydują się na ogromne wydatki. – To będzie musiała być inwestycja rządowa – zaznaczyła Horáčková.

Państwo nie musi mieć wszystkiego

Maciej Mataczyński, partner zarządzający Kancelarii SMM Legal i prawny doradca Orlenu, przypomniał, że wiele spółek energetycznych w państwach europejskich jest kontrolowanych przez państwo. Jednocześnie, ze względu na procesy prywatyzacji, wiele z tych państw jest w istocie akcjonariuszami mniejszościowymi, sprawując kontrolę nad 25–30 proc. kapitału akcyjnego. – Kontrola przy tak niskim poziomie udziału kapitałowego sprawowana jest z jednej dzięki rozproszonym akcjonariatom, z drugiej zaś strony poprzez różne mechanizmy. Zaznaczył przy tym, że przez wiele lat rozwiązania te były jednak krytykowane przez Komisję Europejską, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w licznych wyrokach stwierdzał niedopuszczalność wielu z nich. Dzisiaj sytuacja ta zaczyna się odwracać. Europa w coraz większym stopniu dostrzega negatywne aspekty zjawiska wrogich przejęć strategicznych firm i konieczność ochrony aktywów i struktury akcjonariatu.

– Nowym zjawiskiem, na które chciałbym zwrócić uwagę, są tzw. akcje lojalnościowe. Instytucja ta ma celu promowanie długoterminowego zaangażowania inwestorów w spółki i zniechęcanie do krótkoterminowej, wręcz spekulacyjnej polityki inwestycyjnej – stwierdził prawnik. – Po 2–3 latach nieprzerwanego posiadania akcji inwestor może zadeklarować bycie długoterminowym inwestorem, blokuje wówczas swoje akcje na rachunku maklerskim, a siła głosów z jego akcji podwaja się. Być może warto rozpocząć dyskusję o takim rozwiązaniu również w Polsce – dodał.

Filip Grzegorczyk, prezes Tauronu, nawiązując do wypowiedzi ministra energii, również zastanawiał się, co jest ważniejsze... klimat czy bezpieczeństwo energetyczne. – Wydaje się, że dla UE liczy się to pierwsze, jednak kwestia bezpieczeństwa energetycznego jest fundamentalna także w odniesieniu do klimatu – stwierdził. W jego ocenie węgiel dopiero w bardzo długiej perspektywie czasowej przestanie być wiodącym źródłem energii. Jednak i tak trzeba znaleźć trzecią drogę, która pozwoli nam we własnym tempie i przy wykorzystaniu dostępnych środków podążać za Unią. – W ten sposób osiągniemy unijne cele, ale inaczej do nich dochodząc, bo nasz punkt startu, nasza baza są zupełnie inne – wyjaśnił Grzegorczyk.

PARTNER RELACJI