Wojsko – jak nie tak dawno zdradził wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz – ma do dyspozycji sprzęt, który docelową normę eksploatacji ma wykorzystaną średnio w więcej niż 70 proc. Cztery śmigłowce SH-2G produkcji amerykańskiej, które stacjonują na pokładach dwóch fregat Marynarki Wojennej RP, będą musiały zostać wycofane, ponieważ producent odmówił ich dalszego serwisowania.

– Trzeba się z tym liczyć, jeśli opieramy swoją armię na sprzęcie produkowanym i serwisowanym za granicą – tłumaczył Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, właściciela PZL-Świdnik. W jego ocenie bazowanie na przestarzałym technologicznie sprzęcie zawsze kończy się źle. – Miejmy więc świadomość, że trzeba kupować dobry technologicznie sprzęt z gwarancją wieloletniego serwisowania od producentów w Polsce – zaznaczył Krystowski.

Dodał też, że cała branża czeka na zmianę rządowych priorytetów i decyzje w sprawie przetargów. Jego zdaniem szczęśliwie dwa lata temu Airbus nie spełnił naszych warunków i nie sprzedał nam 50 śmigłowców, które planował zakupić MON, nie mielibyśmy bowiem dziś pieniędzy na sfinansowanie systemu Wisła, czyli jednego z głównych elementów tworzących system obrony powietrznej kraju, a 50 śmigłowców i tak nie jest nam potrzebnych, nie aż tyle.

Wtórował mu Bartłomiej Smoczyński, prezes Rosomaka, który przyznał, że jego firma chciałaby produkować więcej, ale to zależy w całości od zamówień armii.

Paulina Polko z Katedry Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej, oceniając obecne działania władz, stwierdziła, że nie widzi jednej strategii MON czy rządu dotyczącej branży zbrojeniowej. – Wypowiedzi przedstawicieli ministerstwa są czasem sprzeczne – z jednej strony świadczą o chęci wspierania produkcji na potrzeby wojska, z drugiej o nastawieniu na eksport produktów branży – wyjaśniła Polko. – Potrzeba nam jasnej strategii, określenia czego oczekujemy od przemysłu obronnego. Jej zdaniem to, co dziś słyszymy, to zbiór pobożnych życzeń, a przecież wszystkiego osiągnąć się nie da, trzeba określić priorytety i ich się trzymać.

Piotr Wojciechowski zwrócił uwagę na jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Przypomniał, że część sprzętu, jaki obecnie produkujemy w kraju, oparta jest na zagranicznych licencjach, co uniemożliwia nam ich eksport. Dobrze byłoby więc rozwijać produkcję naszych, polskich wyrobów w oparciu o rodzimą myśl technologiczną.

Szef Rosomaka potwierdził, że jego firma chciałaby dywersyfikować produkcję, a nie opierać się wyłącznie na kołowym pojeździe opancerzonym. – Musimy pracować nad rozwojem własnej myśli technologicznej i opracowywać własne produkty eksportowe – zaznaczył Smoczyński.

Na tym tle całkiem nieźle ma się Świdnik, który będąc częścią międzynarodowej grupy większość przychodów osiąga spoza polskiego rynku. – Co więcej, mamy własne centra badawczo-rozwojowe, własne laboratoria i świetnie z tego żyjemy – zapewnił prezes Krystowski.

W jego ocenie to, na co teraz powinniśmy położyć szczególny nacisk to to, aby wykorzystać dostępne środki nie tylko na unowocześnienie naszej armii, ale również na wsparcie rozwoju polskiego przemysłu zbrojeniowego. Te cele powinno się realizować równocześnie. – Na przykładzie systemu Wisła widzimy, jak nie powinno się postępować – stwierdził. – Mamy bowiem duży, ciążący MON zakup, ale niewiele z tego zyskają krajowi producenci. Tak więc kolejne projekty powinny być proprzemysłowe, aby zrównoważyć stratę dla branży, wynikającą z systemu Wisła.

Zaznaczył przy tym, że dzięki Świdnikowi Polska znalazła się w elitarnym gronie producentów śmigłowców, którzy są w stanie kontrolować proces produkcji od momentu złożenia zamówienia do fazy eksploatacji i serwisowania. – Opiekujemy się obecnie 160 maszynami, które są na wyposażeniu wojska i robimy to od wielu lat. Przestańmy wierzyć w bajki o tym, że przyjdzie do nas Airbus i postawi tu fabrykę – apelował prezes. – Przy sprzedaży rocznie 6-8 śmigłowców nikt u nas takiej inwestycji się nie podejmie. Trzymajmy się tego, co mamy i wierzmy w to, co się sprawdziło – dodał.

– Moim marzeniem jest, aby zamówienia sprzętu potrzebnego do obronności kraju płynęły szerokim strumieniem do firm z branży zbrojeniowej – zdradził Piotr Wojciechowski, prezes Grupy WB. – Wtedy my będziemy mogli doskonalić swoją produkcję i wytwarzać coraz lepszy sprzęt.

PARTNER RELACJI