Podczas 10. jubileuszowej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego jak co roku przedstawiciele biznesu, prezesi największych polskich i zagranicznych przedsiębiorstw, politycy, eksperci, media dyskutowali o najgorętszych obecnie tematach i trendach w gospodarce. Wśród dziesiątek dyskusji i paneli nie mogło też zabraknąć rozmowy o problemach, które dotykają każdego, czyli bezpieczeństwie ruchu drogowego (BRD).

Brakuje woli

Krzysztof Gorzkowski, szef komunikacji Kapsch Polska, oraz Wojciech Filemonowicz, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego, a jednocześnie przewodniczący SDPL, podjęli wyzwanie, by poszukać odpowiedzi na pytanie, czy same inwestycje w infrastrukturę drogową wystarczą dla zapewnienia bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu. Jaka powinna być w tej kwestii rola państwa oraz czy wywiązuje się ono ze swoich obowiązków.

– Tematem bezpieczeństwa zajmuję się od siedmiu lat. Miałem przyjemność pracować z sześciorgiem ministrów infrastruktury, poznałem kilkoro wiceministrów i dyrektorów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad i mogę powiedzieć, że strategii nie ma żadnej. Od czterech lat GDDKiA ogłasza przetarg na inżyniera kontraktu, aby móc w przyszłości zbudować system zarządzania ruchem. Gdyby ten system działał już od czterech lat, to można by uratować wiele żyć – stwierdził Krzysztof Gorzkowski.

Odpowiedzialność spoczywa na państwie i administracji publicznej. Nie ma co do tego wątpliwości również Wojciech Filemonowicz. – Najlepszym przykładem jest Szwecja. Oni są mistrzami świata jeśli chodzi o bezpieczeństwo ruchu drogowym. W tym roku zginęło tam mniej ludzi, niż u nas podczas weekendu majowego. Szwedzi w swojej strategii kilka lat temu uznali, że obowiązkiem państwa jest dbanie o bezpieczeństwo ruchu drogowego. Dotyczy to wszystkich instytucji, które mają styczność z drogami. Nadrzędną rolę pełni państwo – podkreślił ekspert i zwrócił uwagę, że dobrych przykładów nie trzeba szukać tylko w Skandynawii, gdzie państwo jest w wielu obszarach sprawniejsze niż w Polsce.

– Hiszpania jest także dobrym przykładem. Dzisiaj jest dwa razy lepsza od nas, a była gorsza. Estonia zredukowała ostatnio drogową patologię o 30 proc. Gdyby do takiej redukcji doszło u nas, mielibyśmy odblokowaną służbę zdrowia w wymiarze finansowym. My trwonimy pieniądze. Wypadki kosztują nas ok. 80 mld zł rocznie – alarmował Filemonowicz.

Eksperci nie mieli wątpliwości, że istniejąca już dzisiaj infrastruktura daje dobry punkt wyjścia do wdrożenia na poważnie wielu działań, które mocniej zaakcentują temat bezpieczeństwa ruchu drogowego.

– Na polskich drogach istnieje elektroniczny system poboru opłat drogowych. Oznacza to, że jest infrastruktura przydrożna, która jest wyposażona w prąd, komputery etc. Czyli można by zainstalować zautomatyzowane rozwiązania wspierające bezpieczeństwo ruchu drogowego. Na przykład obecnie 30 proc. samochodów w Polsce jest przeważonych. Proszę wyobrazić sobie drogę hamowania samochodu, który waży dwa razy więcej niż powinien. To są potencjalni mordercy. A przecież na nowych drogach infrastruktura pozwala na stworzenie systemu zarządzania ruchem. Można także stworzyć system informowania pasażerów o zagrożeniach – mówił przedstawiciel Kapscha i jako przykład podał elektroniczny odcinkowy pomiar prędkości, który obecna infrastruktura pozwala wprowadzić.

– Taki funkcjonuje np. w północnych Włoszech. Wypadki śmiertelne tam nie są częste. Na południu, gdzie takiego systemu nie ma, jest ich znacznie więcej – zwracał uwagę Gorzkowski.

Karać z głową

Właściwy kierunek w dbaniu o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego to również odpowiednia penalizacja niewłaściwych zachowań. Podczas podróży po Europie w wielu krajach spotykamy restrykcyjne traktowanie przepisów i dotkliwe kary dla kierowców, którzy tego nie robią. – W Polsce kary za łamanie przepisów są stosunkowo niewielkie. W wielu państwach grozi nam kilkaset lub kilka tysięcy euro mandatu, utrata prawa jazdy, sąd. U nas taryfikator jest abstrakcyjny. Niemcy aktualizują swój dwa razy do roku. Ich system kar jest najlepiej dostosowany do tego, co się dzieje na drogach. Nie ma czegoś takiego jak „niebezpieczne zachowanie kierowcy”, co dla jednego policjanta oznacza jedno, a dla drugiego co innego. Można się z tego śmiać, że u nas są tak łagodne kary, ale fakty mówią same za siebie. Wybudowaliśmy mnóstwo dróg, a bezpieczeństwo na nich wcale się nie poprawiło. Na autostradach nawet się pogorszyło – mówił Wojciech Filemonowicz.

Świat już zna metody

Polska nie angażuje się w prace nad BRD na forum międzynarodowym. – Mimo tego, że budujemy dobre i bezpieczne konstrukcyjnie autostrady, nie realizujemy dyrektyw unijnych, nie interesują nas zalecenia i standardy ONZ. Przecież ta dekada została przez ONZ ogłoszona dekadą bezpieczeństwa ruchu drogowego – przypomniał Filemonowicz.

Skąd bierność Polski w tej sferze? – Jesteśmy głupi jako legislatorzy. Nie korzystamy z doświadczeń innych. Tak naprawdę zachowujemy się irracjonalnie, ponieważ jesteśmy potencjalnymi mordercami. Kiedyś była próba stworzenia kampanii społecznej „Pijani mordercy”. Wówczas ministerstwa wycofały swoje poparcie, ponieważ pokazywanie osób, które po pijanemu zabiły kogoś na drodze, jest niezgodne z prawem ochrony danych osobowych. Jeśli nie ma koordynatora, jeśli nie szanujemy swoich pieniędzy, to świadczy o tym, że jesteśmy głupi – podkreślał Krzysztof Gorzkowski. Zwrócił uwagę, że polski kierowca zupełnie inaczej zachowuje się na drogach w kraju niż gdy jeździ za granicą. Jego zdaniem bez skutecznej egzekucji prawa nie ma szans, abyśmy czuli się na drodze bezpieczni.

Eksperci podkreślili, że rządzący nie muszą wymyślać koła na nowo, a wiele dobrych i sprawdzonych rozwiązań możemy importować z zagranicy. – Trzeba zacząć od realizacji tego, co mądrzy tego świata już realizują. Potem opracować polską wizję na 20 lat, osiągnąć wokół niej konsensus polityczny, żeby była kontynuacja – mówił Wojciech Filemonowicz i na dowód, że można skutecznie poprawiać bezpieczeństwo przywołał przykład kasków dla motocyklistów, które dzisiaj są standardem.

– Osiągnęliśmy też drobne sukcesy w transporcie ciężarowym – podkreślał ekspert. Przypomniał o badaniach, z których wynika, że niecałe 20 proc. uczestników ruchu narzuca innym reguły gry na drogach. – Ta grupa totalnie ignoruje przepisy, np. jeśli chodzi o picie alkoholu czy pisanie SMS-ów podczas jazdy. Dla reszty jest to mniej lub bardziej oburzające. W Polsce do 2 proc. wypadków dochodzi, kiedy pada śnieg, 10 proc. – deszcz i aż 50 proc. podczas słonecznej pogody – przypomniał Filemonowicz.

– Powinniśmy stworzyć nowoczesne reguły, bo uczestnikami ruchu jesteśmy całe życie i powinniśmy się czuć na drogach komfortowo. U nas ogół kierujących pojazdami porusza się całkiem dobrze, porządnie. Mamy stosunkowo niedużo wypadków, ale za to bardzo dużo śmiertelnych – podkreślił ekspert.

Warunki zostały stworzone

Krzysztof Gorzkowski z Kapsch Polska uważa, że przejście od słów do czynów możliwe jest właściwie natychmiast i nie ma żadnego uzasadnienia dla tego, żeby z tym zwlekać. Jego zdaniem możemy zbudować elektroniczne systemy zarządzania, później trzeba uaktualnić prawo, a na końcu egzekwować zarówno te przepisy, które już są, jak i nowe regulacje.

– To nas uchroni przed kolejnym rekordem śmierci. Systemy wspierające BRD muszą być elektroniczne, bo to usprawnia ruch i zwiększa przepustowość dróg. Gdybyśmy mieli wagi, które nie wymagają zatrzymania pojazdu, których zastosowanie wybudowana infrastruktura już umożliwia – nie byłoby przeważonych pojazdów. Dziś 100 pracowników inspekcji drogowej może zatrzymać taki pojazd, ale później musi znaleźć wagę. A działajacych wag jest w Polsce 12 – stwierdził przedstawiciel Kapscha.

Penalizacja zaś musi opierać się w równej mierze na odpowiedniej dotkliwości kary, jak i jej nieuchronności. – Nie potrafię moim znajomym, zagranicznym ekspertom, odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego takie nowoczesne społeczeństwo akceptuje taki obszar w swoim życiu, obszar, który dotyczy każdego z nas, czyli bezpieczeństwa w ruchu drogowym, i pozwala, aby był on przez polityków ignorowany – mówił Wojciech Filemonowicz.

– Nie chodzi o penalizowanie i nękanie. Chodzi o to, żeby tym 17–18 proc. niezdyscyplinowanym uczestników ruchu drogowego powiedzieć: Dość. Od teraz będziecie jeździć zgodnie z prawem. Trzeba dążyć do tego, co robili Australijczycy, Nowozelandczycy, czyli mocnej i nieuchronnej kary. Karać trzeba tych, którzy sieją śmierć na drogach – dodał.

PARTNER RELACJI