Statystyki mieszkaniowe z czasów II RP są przerażające

Jak twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl dane dotyczące poziomu PKB per capita wskazują, że przez cały czas swojego istnienia II Rzeczpospolita zaliczała się do najsłabiej rozwiniętych krajów Starego Kontynentu. O niskim poziomie rozwoju społecznego i gospodarczego ówczesnej Polski, świadczyły również informacje na temat mieszkalnictwa. Prezentują one przerażający obraz warunków, w których musiała egzystować większość obywateli II RP. Wystarczy tylko wspomnieć, że na początku lat 30-tych minionego wieku, jedynie 16% wiejskich domów nie było przeludnionych. W 84% domów ze wsi, na jedną izbę przypadały więcej niż dwie osoby. Jeden na siedem wiejskich domów był trzykrotnie bardziej zatłoczony niż przewidywała ówczesna statystyczna norma (2 osoby/izbę). Problem przeludnienia mieszkań dotyczył również miast. W 1931 r. około 57% miejskich lokali cechowało się przeludnieniem, czyli obecnością więcej niż dwóch osób przypadających na izbę.

Można oczywiście argumentować, że w okresie międzywojennym warunki mieszkaniowe na terenie Europy Zachodniej również były dalekie od ideału. Dane ze starych roczników statystycznych pokazują nam jednak smutną prawdę o ówczesnym mieszkaniowym zacofaniu Polski. Na początku lat 30 - tych, około 56% Polaków z miast, żyło w przeludnionym mieszkaniu (ponad 2 osoby na izbę). Analogiczne wyniki dla innych krajów i obszarów Europy wówczas wynosiły:

• Anglia z Walią - 8%
• Niemcy - 10%
Norwegia - 15%
• Włochy - 35%

Bardzo sugestywne są również dane dotyczące stolic. Przed II wojną światową, Warszawa była jednym z najbardziej zatłoczonych miast Europy. W przeludnionym lokum żyło około 60% jej mieszkańców (dane z 1931 r.). Porównywalne wskaźniki obliczone dla Berlina, Paryża oraz Londynu oscylowały na poziomie 9%.

Demografia utrudniła pościg

Polska oczywiście nie jest jedynym krajem Europy, którego obywatele od dekad mieszkają w relatywnie złych warunkach. Dane GUS-u i ONZ-u dotyczące nieco późniejszego okresu (lata 1956 - 1980) pokazują, że niski standard mieszkaniowy był zjawiskiem typowym dla państw z Europy Środkowej i Wschodniej. Te kraje mimo stopniowej poprawy sytuacji mieszkaniowej, nie potrafiły dogonić standardów zza żelaznej kurtyny. Szczególnie bolesne wydaje się porównanie Polski oraz RFN. Obydwa te kraje w 1960 r. cechowały się zbyt dużą liczbą gospodarstw domowych w przeliczeniu na jedno mieszkanie (Polska - 1,25, RFN - 1,28).

Dwadzieścia lat później, w Zachodnich Niemczech na przeciętne lokum przypadało już tylko jedno gospodarstwo domowe, a wynik z Polski nadal oscylował na poziomie zbliżonym do 1,2. Pod względem deficytu mieszkaniowego, nasz kraj prezentował się źle nawet na tle takich sąsiadów jak Czechosłowacja i NRD. Podobna sytuacja dotyczyła liczby osób przypadających na jedną izbę, mimo że w przypadku tego wskaźnika odnotowano większą poprawę (1960 r. - 1,7 osoby/izbę, 1974 r. - 1,3).

Szybki przyrost liczby ludności, na pewno nie pomagał władzom PRL-u w rozwiązaniu problemów mieszkaniowych. Warto pamiętać, że liczba Polaków wzrosła z 24,0 mln (1950 r.) do 37,1 mln (1988 r.). W Europie szybszy wzrost populacji odnotowano tylko dla Albanii. Polska wyróżniała się również pod względem tempa poprawy warunków sanitarnych. Wystarczy wspomnieć, że na początku lat 50-tych tylko 360 000 polskich lokali i domów miało łazienki. Analogiczny wynik z 1988 r. wynosił już prawie 7,7 mln. Ta przykładowa zmiana pokazuje, że pomimo dalszego zacofania względem Europy Zachodniej, w czasach PRL-u doszło do mieszkaniowej rewolucji.

>>> Polecamy: Inwestycja w luksusowe akademiki? Hossa na rynku nieruchomości zatacza szerokie kręgi