Co bankowcom nie podoba się w prezydenckim projekcie dotyczącym przewalutowania kredytów frankowych, nad którym prace w czwartek zaczął Sejm?

Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy w 2018 r. są przesłanki, by dokonywać interwencji na tak wielką skalę. Kolejne projekty rozwiązań powstawały w znacząco innych okolicznościach, jak destabilizacja na rynkach finansowych wywołana konfliktem na Ukrainie oraz problemami wielu krajów UE. To w konsekwencji wykreowało wysoki kurs franka szwajcarskiego. Obecnie Europa wygląda inaczej i z tego musimy mądrze skorzystać.

>>> Czytaj też: "Przełomowa decyzja". Sąd w Słowenii unieważnił kredyt we frankach szwajcarskich

Ekonomiczne przesłanki są. Kurs złotego jest dosyć wysoki, co ogranicza koszty operacji, której celem jest zlikwidowanie wielkiego ryzyka dla gospodarki.

Biorąc pod uwagę, jaka jest jakość portfela kredytowego – kredyty walutowe są lepiej obsługiwane niż złotowe, oraz fakt, że obciążenia klientów są mniejsze niż w walucie krajowej – to makroekonomicznego uzasadnienia nie ma. Prawne? Również nie. Wskazywał na to np. Komitet Stabilności Finansowej. Natomiast istnieje uzasadnienie, by zarówno w przypadku klientów złotowych, jak i walutowych, w skali mikro, w konkretnych uzasadnionych sytuacjach, znaleźć sposób wspierania osób, które przejściowo, z różnych powodów i nie ze swojej winy mogą się znaleźć w trudnej sytuacji.

CAŁY TEKST PRZECZYTASZ W MAGAZYNIE DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ