W 2016 roku w obrocie publicznym na Białorusi było 2387 spółek akcyjnych, z tego tylko 56 spełniło wymagania listingu, czyli zostały oficjalnie notowane na giełdzie (na tak zwanej liście A). Natomiast w tym samym roku zarejestrowano na giełdzie obroty dla 194 spółek (186 z nich jest z tzw. listy B, która tak naprawdę nie określa żadnych wymóg giełdowych). Sytuację jeszcze bardziej komplikuje fakt, że w 2016 roku tylko 8 z 56 notowanych spółek miało jakiekolwiek obroty. Czyli inwestorów interesują zdecydowanie bardziej spółki nienotowane, jak duże firmy produkcyjne lub czołowe banki.

W jaki sposób obliczyć wartość giełdy, na której większość handlowanych firm nie spełnia warunków handlu giełdowego? Ekonomiści CASE Białoruś na podstawie danych o obrotach za 2016 rok zrobili obliczenia kapitalizacji białoruskiej giełdy w dwa różne sposoby. W pierwszym podejściu liczyła się tylko wartość spółek oficjalnie notowanych (lista A). Alternatywnie wzięli pod uwagę wszystkie spółki handlowane w roku 2016 (lista A + lista B).

Wyniki potwierdzają, że sytuacja na rynku giełdowym na Białorusi jest bardzo zła. Powodów jest kilka.

Kapitalizacja białoruskiej giełdy

Kapitalizacja białoruskiej giełdy

źródło: Materiały Prasowe

Po pierwsze, płynność giełdy mierzona wskaźnikiem obrotu jest bliska zera (wskaźnik obrotu stanowi stosunek obrotów akcjami na giełdzie do jej kapitalizacji. Innymi słowy mierzy, jaką część kapitalizacji stanowią obroty spółek). To oznacza, że firmy nie mają możliwości pozyskiwania na giełdzie kapitału. Bo, na przykład, firma o wartości 1 mln euro mogła otrzymać na giełdzie w 2016 roku średnio tylko 5 tys. euro. Czyli nic.

Po drugie, rynek giełdowy zależy od jednej dużej spółki Belarusbank, największego banku w kraju kontrolowanego przez rząd. Wartość Belarusbanku stanowi aż 91 proc. kapitalizacji giełdy w pierwszym wariancie obliczeń oraz 57 proc. w drugim.

Po trzecie, ostatnie IPO na białoruskiej giełdzie miało miejsce w 2014 roku.

Krytyczny stan białoruskiej giełdy jest skutkiem braku ukierunkowanego rozwoju rynku finansowego Białorusi. Od lat brakuje wyraźnego celu rozwoju rynku kapitałowego. Jeżeli wybór pada na rozwój sektora bankowego, to dlaczego aktywa banków stanowią tylko 68 proc. PKB?

Opracowywany co pięć lat przez białoruskie ministerstwo finansów program rozwoju giełdy nie działa. Zazębiają się różne przyczyny. Brakuje na przykład koordynacji pomiędzy różnymi ministerstwami i ich strategiami. Czasem wręcz plan rozwoju giełdy wchodzi w kolizję z innymi rządowymi pomysłami, jak chociażby plan prywatyzacji. Ta została niemal wstrzymana, a w przypadku gdyby jednak firma była prywatyzowana to prawo pierwokupu jej akcji i tak mają władze regionalne (sześć obwodów i Mińsk).

Białoruski rynek kapitałowy pokutuje też z powodu braku stabilności makroekonomicznej. Inflacja w roku 2016 wyniosła na Białorusi 11,8 proc. W ciągu 25 lat od odzyskania niepodległości jednocyfrowa inflacja miała miejsce tylko dwa razy: w 2006 oraz 2010 roku.

Zanim sytuacja na rynku kapitałowym Białorusi zacznie się poprawiać, jednym z rozwiązań korzystnych dla firm byłoby notowanie białoruskich spółek na giełdzie warszawskiej. W październiku 2016 roku podczas wizyty wicepremiera Morawieckiego w Mińsku zostało podpisane memorandum co do utworzenia na Białorusi białorusko-polskiego centrum IPO. Ma to być pierwszy krok dla białoruskich firm do wejścia na giełdę w Warszawie.

Wśród zainteresowanych może być kilka poważnych podmiotów działających w kraju – np. Eurotorg, lider rynku detalicznego handlu na Białorusi – i na rynkach międzynarodowych. Wśród tych ostatnich często wymienia się BelAZ, firmę kontrolującą około 30 proc. światowego rynku ciężarówek ponadwymiarowych, MAZ, do którego należy ponad 10 proc. rynku ciężarówek w Rosji, czy Santa Bremor, jednego z liderów regionalnego przemysłu spożywczego.

Warto też pamiętać o wielu białoruskich firmach IT, które bardzo aktywnie pozyskują kapitał na zachodnich rynkach. Białoruski EPAM jest od 2012 roku notowany na NYSE w Nowym Yorku (IPO przyniosło 72 mln dol.). Uzyskanie finansowania na tym poziomie wydaje się realne także w przypadku wejścia na giełdę w Warszawie.

Białoruska giełda wymaga radykalnych i skoordynowanych zmian. Polska giełda mogłaby służyć nie tylko dobrym wzorem do naśladowania, ale też wziąć czynny udział w kształtowaniu systemu obrotu papierów wartościowych wschodniego sąsiada. IPO potężnych białoruskich spółek w Polsce jest dobrym tymczasowym rozwiązaniem. Rynek kapitałowy w Mińsku właśnie się kształtuje i potrzebuje pomocy w ustaleniu zasad współpracy z zachodnimi inwestorami.

Autor: Sierż Naūrodski, jest prezesem fundacji CASE Białoruś. Jest absolwentem Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Ekonomicznego.