Spora liczba państw nie ujmuje wszystkich wydatków na zbrojenia w budżecie ministerstwa obrony, lecz „ukrywa” je w budżetach innych resortów. Dlatego budżet zbrojeniowy niektórych państw (np. Rosji i Chin) może wydawać się nieco zaniżony w porównaniu do siły militarnej obu tych mocarstw.

W niezbyt odległej przeszłości taki kamuflaż stosowano powszechnie w Związku Radzieckim, którego oficjalny budżet na zbrojenia był stosunkowo umiarkowany. Nie obejmował on bowiem kosztów zakupu nowego sprzętu oraz kosztów badań i rozwoju technologicznego. Zakup i opracowanie nowych samolotów finansowało Ministerstwo Lotnictwa, czołgów – Ministerstwo Budowy Maszyn Ciężkich, broni chemicznej – Ministerstwo Rolnictwa, a radarów i sprzętu łączności – Ministerstwo Telekomunikacji. Istniało w ZSRR dosyć „szczególne” Ministerstwo Budowy Maszyn Średnich, które w ogóle nie odpowiadało za jakąkolwiek produkcję cywilną, lecz zajmowało się wyłącznie dostarczaniem wojsku głowic atomowych i rozwojem nowych systemów rakietowych. A wydatkami Ministerstwa Obrony były m.in. bardzo niskie pensje wojskowych, zajmujące niewielką pozycję w całkowitych wydatkach na zbrojenia.

Pewnym paradoksem jest fakt, że ogromna przewaga USA pod względem wydatków na zbrojenia nie przekłada się na równie wysoką przewagę pod względem siły militarnej. Tutaj drugą pozycję utrzymuje Rosja, która w 2016 roku była na trzecim miejscu pod względem wydatków zbrojeniowych. Drugie miejsce w rankingu państw z największymi nakładami wojsko zajmowały Chiny, które z kolei znajdują się na trzecim miejscu pod kątem siły militarnej. Zwraca uwagę wyższa pod tym względem pozycja Polski w porównaniu do Niemiec, Indonezji i Kanady (zob.tab.2)

>>>> Czytaj też: Japonia się zbroi. Chce wydać 160 mln dolarów na nowe pociski rakietowe


Jest rzeczą charakterystyczną, że różnice w sile militarnej między Rosją i Chinami są minimalne, mimo że ten ostatni kraj posiada najliczniejszą armię na świecie (2 mln 300 tys. żołnierzy). Dla porównania amerykańskie siły zbrojne, w tym rezerwa i Gwardia Narodowa, są mniejsze od chińskich i liczą 1 mln 400 tys., a rosyjskie 766 tys. i zajmują czwartą pod względem liczebności pozycję za Indiami (1 mln 325 tys. żołnierzy). Rosja i Chiny postrzegane są przez Pentagon jako główne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Jednak armia chińska nie dysponuje jeszcze takim technologicznie zaawansowanym sprzętem wojskowym jak siły zbrojne USA. Wprawdzie Chiny posiadają więcej czołgów (ponad 9100), a Amerykanie „tylko” 8000, ale chińskie czołgi są starsze niż amerykańskie. Armia chińska dysponuje tylko 3 tys. samolotów i śmigłowców, a armia amerykańska posiada ich aż 13 tys. Problem polega jednak na tym, że amerykańskie samoloty i śmigłowce się starzeją, a chińskie są coraz nowsze. Jednym z priorytetowych celów prezydenta Donalda Trumpa jest zwiększenie w 2017 r. wydatków na zbrojenia do 658,5 mld dolarów czyli o 10 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Środki te mają zostać wykorzystane przede wszystkim na zakup nowoczesnego sprzętu wojskowego.

Kwestią otwartą pozostają pytania: czy wzrost tych nakładów przyczyni się do wzmocnienia amerykańskich sił zbrojnych na tyle, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać jeszcze przez pewien czas swoją pozycję światowego hegemona? Czy obecne działania administracji w Waszyngtonie nie zostały podjęte za późno i w niewystarczającym stopniu wobec coraz szybszej rozbudowy potencjału militarnego Chin? I wreszcie czy środki te znacząco zwiększą siłę militarną USA vis-a-vis Rosji i Chin i tym samym zapewnią bezpieczeństwo międzynarodowe ?

Trudno być w obecnej sytuacji geopolitycznej optymistą, kiedy poszczególne państwa, mniejszości narodowe i organizacje terrorystyczne dążą do rozstrzygnięcia różnych sporów, raczej za pomocą siły militarnej niż w drodze negocjacji. Podobnie zresztą trudno dopatrzyć się jakiejś korelacji między wydatkami na zbrojenia a chęcią, czy też gotowością do obrony swojej ojczyzny. Bardziej widoczna zależność występuje w przypadku niektórych krajów zachodnioeuropejskich między niewielkim stopniem zagrożenia atakiem ze strony innego państwa i równie niewielką chęcią mężczyzn w wieku 19-45 lat do obrony swojej ojczyzny. Wyjątkiem są tu takie kraje, jak Finlandia i Szwecja. W tym pierwszym państwie graniczącym z Federacją Rosyjską, aż 74 proc. ankietowanych zadeklarowało chęć obrony swojej ojczyzny, natomiast w przypadku Szwecji wskaźnik ten wyniósł 55 proc. (zob. tab. 3).

Dla porównania, równie wysoki jak w Finlandii wskaźnik chętnych do obrony swojej ojczyzny występuje w Turcji (73 proc.), a najmniejszy w Holandii (15 proc.), Niemczech (18 proc.) i Belgii (19 proc.). Dla porównania w kraju uwikłanym od kilku lat w wojnę domową tj. na Ukrainie „tylko” 62 proc. ankietowanych wyraziło chęć obrony swojej ojczyzny. Ten sam wskaźnik w Polsce wyniósł w ubiegłym roku 47 proc.

Powyższe wskaźniki ilustrują raczej subiektywne odczucia ankietowanych respondentów i nie mogą stanowić miarodajnego źródła informacji dla polityków o rzeczywistych postawach społeczeństwa wobec potencjalnego agresora. Zwraca jednak uwagę pewna prawidłowość - w większości krajów zachodnich występuje stosunkowo niski odsetek chętnych do obrony swojej ojczyzny z wyjątkiem neutralnej od dawna Szwajcarii, gdzie odsetek ten jest dwukrotnie wyższy niż w takich krajach jak Włochy, Austria, Belgia, Holandia, Niemcy i Hiszpania. Natomiast w takich krajach jak Rosja, Grecja i Kosowo ponad połowa ankietowanych zadeklarowała chęć obrony swojej ojczyzny.

W większości krajów świata funkcjonują obecnie armie zawodowe, a nie z poboru. Stąd mniejsze znaczenie mają nastroje i postawy młodych mężczyzn nie będących zawodowymi żołnierzami wobec fundamentalnej dla całego narodu kwestii obrony swojej ojczyzny w przypadku ataku ze strony innego państwa. Bezpieczeństwo państwa zależy bardziej od wydatków na obronę, stopnia wyposażenia armii w nowoczesny sprzęt wojskowy i jej wyszkolenia oraz od zaangażowania danego państwa w sojusze wojskowe z innymi państwami, aniżeli od deklarowanej przez większą czy mniejszą część społeczeństwa chęci obrony swojej ojczyzny.

>>> Czytaj też: Kownacki: Polska armia musi zostać przeorganizowana