Do wybranych placówek oświatowych Ministerstwo Edukacji Narodowej wysłało pytania i informację, że zostały wybrane do udziału w badaniu pt. „Zmiany w systemie edukacji w Polsce odpowiedzią na oczekiwania społeczne i zmiany gospodarcze”.

Szefowie szkół, ale także nauczyciele, bo do nich kwestionariusze też są adresowane, muszą odnieść się do 30 pytań, w większości wymagających opisowej odpowiedzi. Dotyczą one m.in. kursów i szkoleń z ostatnich trzech lat, w których brali udział. Ankietowani odpowiadają też na pytania o to, czy wyniki egzaminów zewnętrznych i badania międzynarodowe świadczą o jakości kształcenia w Polsce, czy stosują inne niż tradycyjne narzędzia lub metody nauczania. Badanie dotyczy też systemu oceniania uczniów, metod i formy pracy dydaktycznej czy kwestii równowagi między nauczaniem wiedzy, umiejętności i postaw. Nauczyciele są również pytani o przyczyny ewentualnych słabości jakości kształcenia (do tego pytania dołączono podpowiedź, czy czasami słabej jakości nie upatrują w biurokracji, nieprzygotowanej kadrze, a może w złym nadzorze). Każda z odpowiedzi musi być pisemnie uzasadniona.

MEN pyta też, czy nauczyciele opowiadają się za wprowadzeniem dla nich kolejnego stopnia awansu zawodowego. Pada też pytanie, czy obowiązujący system awansu jest motywujący i czy Karta nauczyciela w obecnym kształcie powinna zostać zachowana.

Nasi rozmówcy skarżą się na precyzję pytań. – Na wiele z nich odpowiedziałam, że ich nie rozumiem – mówi nam jedna z dyrektorek szkoły podstawowej na Mazowszu. Szefowie placówek zastanawiają się, w jakim celu MEN zadaje im tak szczegółowe pytania.

– Na wypełnienie ankiet trzeba poświęcić trochę czasu. Znaczna część z nich ma formę opisową, którą dodatkowo trzeba przemyśleć – mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Mamy inne sprawy na głowie niż wypełnianie ankiet. Nie dziwi mnie więc, że wiele moich kolegów i koleżanek traktuje je niezbyt poważnie – zauważa.

Zebrane przez resort kwestionariusze mają posłużyć do opracowania nowej ustawy, która wpłynie na jakość kształcenia w szkołach. W tym celu uruchomiony został program pod nazwą „Szkoła 2020”. Nad tym projektem pracuje MEN wraz z partnerem społecznym, którym jest Fundacja Rzecznik Praw Rodziców Karoliny i Tomasza Elbanowskich. Całkowity koszt to 2,4 mln zł, z czego 700 tys. zł ma trafić do fundacji. Na stronie internetowej Szkola2020.pl znajduje się zaproszenie dla uczniów, rodziców, nauczycieli i dyrektorów do wspólnego przygotowania ustawy, która wpłynie na podwyższenie jakości edukacji, a także ożywienie współpracy szkół z rodzicami i uczniami. – Chcemy, aby w nowym akcie prawnym znalazły się rozwiązania, które przyczynią się do zwiększenia jakości kształcenia w szkołach – mówi Tomasz Elbanowski. – W połowie przyszłego roku zaprezentujemy w MEN wnioski i analizy – zapewnia.

>>> Czytaj też: Jak powinna wyglądać szkoła? "Europa ma wiele do nadrobienia" [WYWIAD]