Nadane ekspresem z Krakowa do Warszawy opony mimo monitów kilka dni leżą na składzie w Warszawie i nic się z nimi nie dzieje. Listonosz wprowadza awizo do systemu elektronicznego, ale zostawia je w skrzynce dopiero po dwóch dniach. Listonosz nie zostawia awiza wcale. Odpowiedź poczty na reklamację przesyłki przychodzi dopiero po roku.

Od opisów podobnych sytuacji aż roi się na profilu Poczty Polskiej na Facebooku i na prywatnych profilach osób poszkodowanych.

Dotychczas podstawowy zarzut wobec poczty dotyczył sytuacji, gdy ktoś jest obecny w mieszkaniu, a zamiast dostarczyć przesyłkę, listonosze zostawiają awizo. Ostatnio jest gorzej, bo do adresatów nie docierają nawet awiza. A to często oznacza problemy.

Gdzie jest awizo?

Prowadząca praktykę w Warszawie adwokat Joanna Wędrychowska często spotyka się z takimi sytuacjami. – Zdarza się, że ktoś nie dostanie odpisu pozwu i przez przypadek dowiaduje się, że w ogóle ma jakąś sprawę w sądzie – mówi Wędrychowska. Jeden z jej klientów o pozwie na kwotę kilkuset tysięcy złotych dowiedział się tylko dlatego, że w sprawie pozwany był również jego sąsiad i przy okazji zagadnął o przyjętą strategię. Inna klientka miała w ZUS sprawę dotyczącą prawa do zasiłku macierzyńskiego. – ZUS wydał decyzję dla niej negatywną, więc miała 14 dni od doręczenia decyzji na odwołanie się do sądu. Niestety, klientka nigdy nie otrzymała awiza ani listu z ZUS, mimo że w tym samym czasie i pod tym adresem odbierała różne przesyłki z poczty – relacjonuje prawniczka. – O decyzji ZUS dowiedziała się przy okazji wizyty w oddziale. Ale było już po terminie na złożenie odwołania. W tej sytuacji właśnie dowody w postaci innych odebranych przesyłek były argumentem za przywróceniem terminu do złożenia odwołania. Termin udało się przywrócić – opowiada Wędrychowska.

Nie zawsze finał sprawy jest pozytywny. – Niestety, nie ma żadnego sposobu sprawdzenia, czy awizo faktycznie zostało włożone do skrzynki pocztowej – twierdzi Wędrychowska.

Ile skarg wpływa na pracę listonoszy? Czego najczęściej dotyczą? Biuro prasowe Poczty Polskiej nie odpowiedziało nam na te pytania. Listonosze pracują coraz gorzej, bo jest ich za mało. Operator od dawna ma problemy kadrowe. Zatrudnia obecnie ok. 23 tys. doręczycieli, z czego 1,1 tys. w Warszawie. Korzysta też z 3,5 tys. kurierów w całym kraju. – Jesteśmy największym pracodawcą w Polsce, od 2016 r. zwiększyliśmy zatrudnienie o ponad 2,5 tys. pracowników – podkreśla Justyna Siwek, rzecznik prasowy Poczty Polskiej. Większość nowo zatrudnionych to listonosze. Na etatach jest zatrudnionych w spółce ok. 80 tys. osób. Ale rekrutacja właściwie nie ustaje. – Poszukujemy nowych osób do pracy na posadach listonoszy, w tym miejskich, wiejskich, paczkowych; pracowników placówek handlowych, kierowców, a także pracowników sortowni – wylicza Justyna Siwek. – W Warszawie chcemy zatrudnić kilkudziesięciu listonoszy – dodaje. Teraz rekrutacja odbywa się pod hasłem „Pomóż Poczcie dostarczyć prezenty na Święta”. – Na umowy sezonowe planujemy zatrudnić w okresie przedświątecznym około tysiąca osób – informuje rzeczniczka.

Jaka płaca, taka praca

Problem w tym, że poczta mało płaci. Wprawdzie w październiku Justyna Siwek zapewniała serwis Natemat.pl, że płace pocztowców będą stopniowo rosły, by w pięć lat osiągnąć średnią krajową, ale na razie są od niej dalekie. Pensja po okresie próbnym to 2300–2500 zł brutto (wraz z premią miesięczną za jakość pracy), do tego kwartalna premia za wyniki – do 354 zł, pakiet socjalny (m.in. dofinansowanie do nauki), po roku pracy trzynastka, a po trzech latach dodatek stażowy od 3 do 20 proc. płacy zasadniczej. To ciągle nie jest oferta konkurencyjna do propozycji hipermarketów i dyskontów. Czy poczta będzie ratować sytuację, zatrudniając Ukraińców? – Nie prowadzimy specjalnych działań zmierzających do zatrudnienia cudzoziemców – odpowiada rzeczniczka.

Tymczasem przed operatorem najgorętszy okres w roku: w święta liczba przesyłek wzrasta o blisko 30 proc. Opanowanie klęski urodzaju może poczcie ułatwić lansowana od pewnego czasu usługa „Odbiór w punkcie” – czyli na 4,1 tys. poczt, w 1,4 tys. kiosków i saloników Ruchu oraz na prawie tysiącu stacji Orlenu. Do punktów Ruchu i Orlenu trafia już ok. 10 proc. przesyłek. Od połowy listopada na liście jest też 450 sklepów sieci Żabka i Fresh. W przyszłości poczta chce dalej iść drogą wydeptaną przez InPost i powiększyć zasięg do 4,7 tys. sklepów w całej Polsce.

Jeśli to nie wystarczy, operator będzie musiał znaleźć inne rozwiązanie, tym bardziej że rynek, na którym działa (KEP – kurier, ekspres, paczka) rośnie w Polsce w tempie 12 proc. rocznie. W ub.r. Poczta Polska dostarczyła ponad 65 mln paczek – w ciągu pięciu lat ta liczba wzrośnie do 110 mln. Równolegle ubędzie tradycyjnych listów: z 1,87 mld w ub.r. do 1,5 mld w 2021 r.

>>> Czytaj też: Ile emerytury dostają Polacy? Oto wysokość świadczeń z ZUS i KRUS [INTERAKTYWNE DANE]