Gdzie spojrzeć, wszędzie państwo. Tak było, jest i pewnie będzie. Po co w ogóle rozważać taki projekt jak anarchia?

Równie dobrze można zapytać, po co uprawiać ekonomię. Przecież to nauka badająca rynkową – właśnie! – anarchię.

I panu z ekonomicznych dociekań wychodzi, że tę anarchię powinno się rozszerzyć na całe życie społeczne i zastąpić nią państwa?

Warto to rozważyć. Zwolennicy wolnego rynku w wydaniu klasycznego liberalizmu zatrzymują się w pół drogi. Mówią tak: wolny rynek świetnie sobie radzi z produkcją pożywienia, butów, smartfonów, ale potrzeba państwa, by stworzyło mu ogólne ramy działania. Potrzeba państwowych sądów, policji...

Państwa minimum.

Zgadza się. Ale bądźmy konsekwentni. Jeśli uważamy, że rynek radzi sobie w kwestii A, B, C, D, to dlaczego miałby sobie nie poradzić w kwestii E i F? Gdy w ankietach pyta się ludzi, z czego są najbardziej niezadowoleni, nie narzekają na niską jakość telewizorów, aut czy serwowanych im w restauracji posiłków, lecz np. na opieszałość sądów, nieskuteczność i brutalność policji, czyli na te kwestie, którymi państwo powinno zajmować się w pierwszej kolejności. Narzekają też oczywiście na służbę zdrowia, system emerytalny itd., czyli wszystkie dodatkowe obowiązki, które państwo na siebie bierze. Czy niski poziom państwowych usług to nie jest dobry argument, by wprowadzić dla nich prywatną konkurencję?

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

ⒸⓅ