Zdaniem publicystów Blooomberga odnalazł się brakujący puzzel w światowej gospodarce. Mianowicie dzięki wysokim zyskom i hossie na giełdzie wiele światowej renomy firm jak Amazon czy Volkswagen zaczyna zwiększać inwestycje w nowe technologie, wyposażenie i wytwórnie. Dla rosnącej gospodarki może się to okazać dodatkowym impulsem. Ekonomiści uważają, że inwestycje kapitałowe oraz wydatki capex (na rozwój produktu lub wdrożenie systemu) stymulują nie tylko popyt, ale także wyższe płace i inflację. To stwarza pozytywne okoliczności dla banków centralnych i rządów, które chcą, aby pracownicy otrzymywali większy udział w zyskach płynących ze wzrostu gospodarczego. Pracodawcy wciąż ociągają się bowiem z podwyżkami płac, choć wzrost obejmuje 75 proc. światowej gospodarki. Zwiastunem było niedawne podniesienie prognoz zysków firm takich jak amerykański Catepilar (maszyny i wyposażenie górnicze i budowlane), która ma coraz więcej zamówień z różnych rynków. Także mały biznes wydaje więcej na wyposażenie niż jeszcze rok temu.

Bitcoin przekroczył kolejny rekordowy próg. Tym razem 6500 dolarów za jednostkę. Podniosło to rynkową wartość wyemitowanych bitcoinów do 110 mld dolarów. Cena podskoczyła po tym jak CME Group, największy na świecie operator rynkowych derywatywów, ogłosiła, że w ostatnim kwartale bieżącego roku wypuści na rynek bitcoinowe futures.

Bank Anglii podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od dekady. Za to o całe 0,25 proc. I zapowiedział, że dalsze podwyżki będą stopniowe. Niemniej jednak banki centralne potrzebują nowych polityk. Jakich? Zdaniem publicysty Bloomberga najlepsze będą te, zaprojektowane przez algorytmy. Tradycyjne narzędzia są przestarzałe, jak narzekał już w 2011 roku Jean-Claude Trichet, ówczesny szef Europejskiego Banku Centralnego. Jego frustracja pozwoliła na uruchomienie prac nad nowymi modelami, które odzwierciedlają powtarzalną tendencję europejskich gospodarek do generowania kryzysów. Modele te jednak zostały odłożone na półkę. Dziś jednak są bardziej adekwatne niż kiedykolwiek, bardziej niż dynamiczne modele równowagi ogólnej – uważa autor. Użycie algorytmowych modeli pozwoliłoby na przykład sprawdzić, czy obecne cele inflacyjne nie są zbyt niskie. Alternatywnie można użyć modeli programowania agentowego proponowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Są symulacją zachowań gospodarstw domowych, a ich wszechstronność jest atrakcyjna dla świata fizyki i biologii ewolucyjnej. Do tego ma zastosowanie w takich aplikacjach jak zarządzanie ruchem drogowym czy wykorzystanie energii elektrycznej. Może więc być przydatna również w ustalaniu polityk.

Odmienne, bo psychologiczne zamiast komputerowego podejście do planowania polityk pieniężnych i gospodarczych proponuje dwoje ekonomistów z London School of Economics. Ekonomia behawioralna jest już uznaną gałęzią nauki między innymi przez przyznanie nagród Nobla dla jej propagatorów (Richard Thaler w tym roku, Daniel Kahneman, Eugene Fama wcześniej). Makroekonomia jest jednak wciąż zdominowana przez dynamiczne modele równowagi ogólnej, za pomocą których można wyjaśnić wahania cyklu koniunktury tylko jako skutek zewnętrznych szokowych zdarzeń. Autorzy wykazują użyteczność behawioralnego podejścia dla wyjaśnienia endogenicznych cykli biznesu, jak również fluktuacji takich cykli pomiędzy krajami. Analizują pytanie o to, jak strukturalne reformy, które zwiększają elastyczność płac i cen, a więc zmieniają dynamikę cykli biznesu, wpływają na wybór polityki pieniężnej przez banki centralne. Udowodnione wykresami wnioski są takie, że banki centralne lubią elastyczność w gospodarce, bo łatwiej im stabilizować taką gospodarkę

Starsi ekonomiści zdają się jednak bardziej przywiązani do tradycyjnego sposobu ustalania polityki. Na przykład Martin Feldstein, niegdyś szef Rady Ekonomicznej prezydenta Ronalda Reagana, ostrzega, że Europa ma poważny problem, bo choć Europejski Bank Centralny zasługuje na uznanie za poprawę gospodarczą w strefie euro, to nie ma już amunicji na wypadek kolejnej recesji, a ta na pewno nadejdzie. Bez względu na to, co ją spowoduje – czy spadek cen na giełdach, czy europejskiego eksportu – polityki ECB, które pomogły w przeszłości, są obecnie niemożliwe. Nie można bowiem obniżyć prawie zerowych stóp procentowych. Rozszerzenie programu skupowania obligacji także nie przyniesie rezultatów. Europa nie może także wprowadzić amerykańskiego fiskalnego programu stymulacyjnego, bo strefa euro nie ma władz fiskalnych. Jedyną odpowiedzią byłaby skoordynowana ekspansja pieniężna państw członkowskich, w ramach której każde musiałoby się zgodzić na określoną kombinację cięć podatkowych i zwiększonych wydatków rządu adekwatnie do spowolnienia gospodarczego. Byłoby dobrze zdaniem Feldsteina, gdyby rządy zaczęły planować taką akcję już teraz. 

Nowe modele może lepiej wyjaśniłyby także fundamentalną kwestię trapiącą ekonomistów — jak to się dzieje, że bezrobocie jest tak niskie przy jednocześnie tak ograniczonej inflacji. Noblista Edmund Phelps z Columbia University twierdzi, że nie jest to naturalne. Już od czasu studiów jest przekonany, że rozwój gospodarki mierzony za pomocą konwencjonalnych zmiennych jak bezrobocie, inflacja i wielkość produkcji nie jest zdeterminowny przez zagregowany popyt. I keynesowskie twierdzenie, że popyt jest najważniejszy, jest nieprawdziwe, bo znaczenie mają także siły strukturalne. Podejście strukturalistyczne zostało jednak zakwestionowane przez obecnie istniejący paradoks niskiego bezrobocia przy niskiej inflacji. Phelps jest przekonany, ze jest to wynik tego, iż pracodawcy wciąż są spłoszeni kryzysem 2008 roku i recesją, wobec czego podwyższają płac, co trzyma w ryzach inflację.

Innym zagadnieniem wywołującym zdumienie ekonomistów jest brak niewypłacalności. Zwykle nagłe zastopowanie przepływów kapitałowych powoduje albo załamanie waluty, albo kryzys bankowy, a często niewypłacalność danego państwa rok do trzech lat po takim zastopowaniu – wykazuje w swoich badaniach Carmen Reinhart z Harvardu. Dlaczego zatem jest tak niewiele przypadków niewypłacalności na rynkach wschodzących, na przykład w krajach Afryki czy w Wenezueli – zastanawia się ekonomistka. Wskazuje dwa rodzaje wyjaśnienia. Po pierwsze wschodzące gospodarki mogą być znacznie bardziej odporne niż były w przeszłości, co podkreślały w swoich ostatnich optymistycznych raportach i Bank Światowy, i Międzynarodowy Fundusz Walutowy i co opisał The Economist pod znamiennym tytułem „Wolność od finansowego lęku”. Stało się tak dzięki mniej procyklicznej fiskalnej i pieniężnej polityce, czyli nieuleganiu pokusie wydawania pieniędzy w czasie boomu. Drugie wyjaśnienie skupia się na czynnikach zewnętrznych, czyli znacznie lepszej obecnie płynności kapitału na świecie. Wyjątkowo niskie i stabilne stopy procentowe przyczyniły się do zmniejszenia trudności z obsługą zadłużenia, co także jest pomocne w wyjaśnieniu tajemnicy braku problemów.

Na koniec — 31 października minęło 500 lat od dnia, kiedy Marcin Luther przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze 95 tez o koniecznych reformach kościoła katolickiego, co uruchomiło reformację i utworzenie protestantyzmu. Socjologowie od dawna twierdzą, że oba prądy przeistoczyły europejską ekonomię i odegrały kluczową rolę w powstaniu Świata Zachodniego. Teza ta ma krytyków wskazujących, że dowody nie są jednoznaczne. Trzech ekonomistów z uniwersytetu w Monachium, Berkeley i London School of Economics przedstawia jednak obecnie nowe dane dowodzące, że reformacja spowodowała głęboką sekularyzację europejskiej polityki gospodarczej. Była ona szczególnie widoczna w historii księstw niemieckich, gdzie zwiększyła się liczba inwestycji w budowę instytucji świeckich, a zmniejszyła budowli kościelnych. Po 1517 roku więcej studentów niemieckich uniwersytetów wybierało profesje świeckie niż związane z kościołem. Same uniwersytety deklarujące poparcie dla protestantyzmu ograniczyły fakultety teologiczne na rzecz rozwoju katedr prawa, sztuk pięknych, a w następnych stuleciach nauk przyrodniczych.

Autor: Anna Wielopolska